19:22

#200 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Adam" Agaty Czykierdy-Grabowskiej - Ambasadorska

#200 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Adam" Agaty Czykierdy-Grabowskiej - Ambasadorska

Gdy jesteś z ukochaną osobą, posiadasz wszystko, czego potrzebujesz.

Premiera: 18 lipca 2018r.
Agata Czykierda-Grabowska jest jedną z tych polskich autorek, której ufam i wiem, że mogę sięgać po jej książki bez strachu, że napisała szajs. Zdarzało się, że jedna powieść podobała mi się bardziej lub mniej, ale nigdy nie miałam takiego uczucia, że to jest „fuj” i nigdy więcej po jej twórczość nie sięgnę. Teraz przyszedł czas na Adama, który dosłownie miażdży recenzentów, każdy kto czytał mówi o morzu łez, złamanym sercu, ale też słyszałam o tym, że to najlepsza książka Agaty, jaką dotąd napisała. Wiem, że to odważne stwierdzenia, sama rzadko takiego używam, po prostu autorzy mnie nie zaskakują w takim stopniu. Jednak przyszedł taki Adam, narobił chęci i co dalej? Czy faktycznie ta książka jest tak dobra jak mówią? Czy to raz kolejny będzie zawód i nic więcej...
Adam trafił do rodziny zastępczej, gdzie miał spędzić ostatnie miesiące do swoich osiemnastych urodzin. Chciał tylko przeżyć ten czas, chwilę odetchnąć przed walką, jaka na niego czeka. Nie spodziewał się tylko tego, że w tym domu, mieszka rodzona córka, jego zastępczych rodziców, która od pierwszego spotkania, wywarła na nim wielkie wrażenie. Zaś ona nie spodziewała się takiego chłopaka. Rodzice zawsze przyprowadzali do domu małe dzieci, ale nigdy nastolatka, który samym spojrzeń potrafił jakby zajrzeć prosto w duszę. Nastolatkowie zbliżają się do siebie, pomimo ostrzeżeniom rodziców, krzywych spojrzeń przyjaciół, łączy ich to, że oboje chowają głęboko w sobie prawdziwe uczucia i nie dają im wyjść na wierzch. Ona czuje zbyt mocno, a on stara się zapomnieć. Czy ta dwójka ma szanse na normalne życie? Czy ich uczucie przetrwa próby, jakich doświadczą?

Widzę ponadprzeciętnie wrażliwą dziewczynę, która chce, aby wszyscy wokół niej byli szczęśliwi, nawet kosztem jej szczęścia.
[…] – Widzę dziewczynę o sercu, które czuje zbyt mocno. – Ściszył głos. – Widzę dziewczynę, bez której ktoś kiedyś nie będzie potrafił żyć. I boję się[...] – I boję się, że tym kimś będę ja.”

Opis tej książki, pisało się bardzo ciężko. Adam jest powieścią idealną, cudowną, ale gdy usiadłam do pisania opisu, w mojej głowie pojawiła się pustka, gdyż nie posiadam słów, by opowiedzieć o nim. Agata wykonała tutaj tak, ogromny kawał dobrej roboty, że ciężko jej będzie przebić tę książkę. Słuchy, że to jej najlepsza powieść, sprawiły, że moje oczekiwania były bardzo wysokie, słyszałam, „no czytaj, czytaj, to jest genialne!”, a wiadomo, ostatnio moja passa do książek jest różna. Dlatego bałam się, że jako jedynej mi się nie spodoba, przez to, że oczekiwałam za dużo. Jednak na szczęście Adam okazał się być powieścią idealną, taką jakiej jeszcze nie czytałam i długo zapewne nie przeczytam. Agata nie tylko pobiła wszystkie inne swoje książki, ale również sięgnęła poziomu zagranicznych autorek. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Adam powinien zostać przetłumaczony i wydany w innych krajach, gdyż jest tak genialny.
Bardzo, ale bardzo podobało mi się, że Agata nie zrobiła oklepanego wątku, kiedy dwoje młodych ludzi się spotyka, ma jakieś tam problemy i oczywiście się zakochują w sobie z małymi dramami w tle. Zamiast tego dostaliśmy prawdziwą historię, z prawdziwymi bohaterami i równie prawdziwymi emocjami. Podczas czytania, kilkanaście razy łapałam się na tym, że wstrzymuję powietrze, albo w oczach czają mi się łzy – już nie wspominam ile razy miałam ochotę przytulić Adama i powiedzieć, że ja się nim zaopiekuję, że może mieszkać u mnie. Jednak to, co mi się najbardziej podobało, to temat adopcji, domu dziecka czy rodziny zastępczej. Uważam, że autorzy skupiają się na tym, by stworzyć idealne pary, że nie myślą o tych, pobocznych wątkach, które można byłoby cudownie rozwinąć. A w Adamie właśnie było fajne to, że główna para nie jest idealna, ale dopełniają się, wspierają i rozumieją, a przede wszystkim rozmawiają. A autorka nie zostawiła pobocznych wątków rozkopanych, a naprawdę się przygotowała i podczas czytania, miałam uczucie, że Agata naprawdę wiedziała o czym pisała.

Jego chłodne dłonie gładziły mój policzek czule i delikatnie, jakbym mogła się za chwilę rozpaść. Może tak właśnie by było, gdyby to był ktoś inny. Rozpadłabym się na milion części, z których nie dałoby się mnie już nigdy poskładać. Jednak to nie był ktoś inny. To był on. Chłopak, który mnie uratował.”

Jak wspomniałam wyżej, dużym plusem jest komunikacja między bohaterami. W wielu powieściach, przeważnie główne bohaterki walą focha, a faceci grają maczo. A tutaj w Adamie, cudowne było to, że on pokazywał swoje słabości, nie bał się tego, może czasem wstydził, ale dzięki niej, potrafił rozmawiać. Razem byli po prostu cudowni, i ona, która opowiadała bajki (musicie to przeczytać) i on, który próbował poradzić sobie z życiem, które wywróciło mu się do góry nogami (dla niego też musicie to przeczytać). Jednak wiadomość dla naszej autorki – Agaty... postać Michała jest całkowicie zbędna. To ile razy miałam ochotę go z zimną krwią zamordować, to trudno zliczyć. Serio, on był po prostu zbędny i wkurzał.
Teraz już podsumowując. Adam jest powieścią idealną, cudowną, sprawiają, że wasze serca, zechcą znaleźć swojego Adama. Uważam również, że ta książka nie mogłaby mieć lepszego tytułu, niż po prostu imię, głównego bohatera. Dodatkową ciekawostką jest to, że główna bohaterka nie ma imienia... Znaczy ma, ale nie jest wymienione w książce. Serio, podziwiam i wielki szacun Agata, bo to na pewno było nie łatwe zadanie. Jestem dumna, że zostałam ambasadorką tej książki i będę ją polecać każdemu. Jestem pewna również, że ta Adam znajdzie się w moim TOP 10 2018 roku.
Moja ocena to 10/10.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika
PS: Agata ciężka praca przed Tobą, by napisać coś lepszego!

Wydawnictwo: OMGBooks (Znak)
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Stron: 440
Za książkę dziękuję!



13:56

#199 Recenzja książki "Proroctwo Cieni. Księga Pierwsza. Elementals" Michelle Madow - Patronat Medialny

#199 Recenzja książki "Proroctwo Cieni. Księga Pierwsza. Elementals" Michelle Madow - Patronat Medialny

Cienie się zbliżają, chcą wejść w nasz świat – nie pozwólmy na to!

Dziś porozmawiamy... a raczej ja napiszę, a Wy poczytacie, o moim patronacie medialnym z maja, który niestety dopiero teraz doczekał się recenzji. Jednak musicie wiedzieć, że ta seria i ta książka są szczególne dla mnie, ponieważ to moje pierwsze kroki w świecie mitologi. Wiem, że wiele osób czytało albo oglądało Percy'iego. Przyznaję się bez bicia, że ja tylko widziałam film i to raczej byłoby na tyle w kwestii mojej styczności z książkami o takiej fabule. Jednak gdy zobaczyłam zapowiedź i jeszcze ruszyły rozmowy o patronacie, wiedziałam, że tylko jedna odpowiedź może paść z mojej strony – TAK! Tak więc zaczęła się moja przygoda z fabułą, w której wykorzystuje się mitologię, historie o bogach i nie mogłam się doczekać, aż przeczytam tę książkę i Wam o niej opowiem!
Nicole przeprowadza się do Massachusetts, które z jej perspektywy ma same wady. Jest tam zimno, ponuro a przede wszystkim, dziewczyna nikogo nie zna. Pierwszego dnia w szkole trafia do specjalnej klasy, oddalonej od reszty, ze specyficznym nauczycielem. Nie dość, że przeprowadzka i nowa szkoła przysporzyły jej stresów, to jeszcze przy wejściu do klasy zauważa, że literki na tablicy same się przestawiają tak, że nagle Nicole jest w stanie je rozczytać. I właśnie w tej sposób bohaterka dowiaduje się, że … trafiła do klasy potomków bogów i jest czarownicą, która ma moce. Dla dziewczyny to stanowczo za dużo... Rozumiecie więc dlatego pierwszej chwili nikomu nie wierzy, a na domiar złego zaczynają się dziać rzeczy, których nie umie wytłumaczyć w normalny, racjonalny sposób. Kiedy nauczyciel zaprasza uczniów do siebie na podziwianie Komety Olimpijskiej, nikt nie spodziewa tego, co ma się za chwilę wydarzyć. Piątka uczniów zostaje połączona, ich moce się nasilają, a Nicole jest kluczem do spełnienia przepowiedni, która może zniszczyć świat. Czy Nicole odnajdzie się w nowym środowisku? Czy dojdzie porozumienia z rówieśnikami, którzy znają ten świat dużo dłużej od niej? I przede wszystkim, czy mają szanse na uratowanie ludzkości i powstrzymanie Cieni?

Odwrócił się do tablicy, uniósł dłoń i przesunął ją przed sobą. – Pewnie nie spodziewałaś się, że wszystko będzie wyglądać tak normalnie, ale musimy być ostrożni. Jak zapewne wiesz, nie możemy ryzykować, by ktoś dowiedział się, co się tutaj dzieje.
W tym momencie powierzchnia tablicy zalśniła – niczym rozświetlone słońcem morze – i poranne ogłoszenia organizacyjne na moich oczach całkowicie zmieniły swoją treść.”

Przyznaję, że jestem pod wielkim wrażeniem tej książki i fabuły. Autorka nie tylko połączyła coś, co teoretycznie nie powinno ze sobą współpracować, ale również stworzyła z tego coś bardzo fajnego. Do tej pory fabuły mitologiczne, boskie itp. rządziły się własnymi prawami. To samo dotyczy książek o czarownicach. Nigdy bym nie pomyślała, że można w fajny i ciekawy sposób połączyć to razem, by nie powiewało tandetą i kiczem.. Jestem pewna, że pojawią się osoby które doszczętnie skrytykują tę serię, bo będą uważali, że autorka zbezcześciła Harrego Pottera albo Percy'iego Jacksona. Dla mnie to jednak coś nowego i świeżego na rynku – mało tego, uważam, że to bardzo odważny i śmiały ruch ze strony pisarki, bo czegoś takiego jeszcze nie spotkałam, a czytam dużo książek fantastycznych.
Co mogłoby być lepsze? Uważam, że Michelle Madow trochę zaniedbała wątek rodzinny, głównej bohaterki, gdyż tego tam nie ma prawie wcale. Akcja głównie skupia się na piątce bohaterów, którzy mierzą się z przepowiednią i rozwiązują kolejne zagadki. Jednak pomimo tego minusu, uważam, że powieść jest bardzo fajna i wciągająca. Wymagający czytelnicy mogą powiedzieć, że akcja dzieje się zbyt dynamicznie i nie skupiamy się na wielu rzeczach, ale ja uważam, że pierwszy tom to taki przedsmak przed resztą. Taka rozgrzewka dla czytelników, by weszli w ten świat, by poznali go, zrozumieli o co w nim chodzi. W samej treści książki da się wyczytać podtekst: „to dopiero początek”. Podejrzewam, że autorka postawi nie lada wyzwania przed tą piątką i nie raz, nie dwa nas solidnie zaskoczą. Nie wspominając już o tym, że w wielu powieściach fantasy, gdy coś się dzieje, to udział bierze dwójka, czasem trójka bohaterów, ale potem i tak na pierwszy plan wysuwa się tylko jeden główny bohater. A tutaj fajnym zabiegiem było to, że cała piątka jest powiązana przez Kometę i razem musi rozwiązywać zagadki. Jestem szczerze ciekawa, czy to zostanie pociągnięte dalej.

„– Więc jeśli chodzi o te rozszerzone przedmioty… – zaczęła, ściszając głos. – Widziałaś, co było napisane na tablicy. Każdy kolor ma inne znaczenie. Gdy już nauczymy się panować nad energią, będziemy mogli wykorzystywać kolory, żeby robić… różne rzeczy.
Jakie rzeczy? – zapytałam.
Weźmy na przykład żółty, mój ulubiony – odparła. – Żółty poprawia koncentrację i pomaga zapamiętywać informacje. Jeśli przywołasz żółtą energię przed zakuwaniem do sprawdzianu, to powtórzenie wszystkiego zajmie ci o wiele mniej czasu, a przy tym zapamiętasz więcej. Sprawi, że będziesz mieć niemal fotograficzną pamięć. Genialne, co?”

Jak już jesteśmy przy bohaterach, to o nich porozmawiajmy. Tutaj nie ma ani wielkich zaskoczeń, ani irytujących rzeczy. Trochę pojawia się schematyczności, ale to zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, że cała powieść się wyróżnia na tle książek z tego sektoru. Plusem za to jest różnorodność charakterów. Nie ma tutaj czegoś takiego, że jest dobry, zły, nijaki, niezdecydowany i ambitny. Dzięki należy się bogom olimpijskim, że autorka nie zrobiła schematycznej drużyny i cała ta piątką się dopełnia, razem tworzą idealną całość, dzięki czemu nie mamy ochoty mordować bohaterów... ani nawet zamykać ich w piwnicy (nie udawajcie, że takie coś wam się nie zdarza!).
Podsumowując, bo już zmierzam w kierunku, gdy zaczynam bredzić! Proroctwo Cieni polecam z całego serca; jest fajnie, ciekawie, oryginalnie i przede wszystkim nie schematycznie! Nie mogę się doczekać drugiego tomu, który ma premierę 17 sierpnia (w tygodniu pojawi się zapowiedź na blogu!). Jestem bardzo dumna, że objęłam tę serię patronatem medialnym i z dumą będę ja polecać.
Moja ocena to mocne 9/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Kobiece (Young
Autor: Michelle Madow
Oryginalny tytuł: Elementals: The Prophecy of Shadows (Title #1)
Stron: 288
Data premiery: 24 maja 2018r.
Za książkę dziękuję




21:19

#198 Recenzja książki "Domek na drzewie" K.K. Allen

#198 Recenzja książki "Domek na drzewie" K.K. Allen

Przenieśmy się do Domku na drzewie i zapomnijmy o potworach spod łóżka!

Czas na recenzję książki, którą czytałam bardzo dawno temu, ale przez wiele czynników, dopiero teraz mogę spokojnie zasiąść do pisania tej recenzji. Promocja tej książki była ogromna, tytuł chwytający, a o okładce nawet nie wspomnę, bo jest cudowna – choć przyznaje, że większy sens ma oryginalna okładką, która odzwierciedla ważny wątek z fabuły. Jednak wracając do książki, to po zobaczeniu zapowiedzi na stronie wydawcy, od razu do nich napisałam, że chciałabym tę powieść zrecenzować i udało się! Zostałam wpisana na listę, a potem już zostało czekać na swój egzemplarz!
Chloe była typową szarą myszką, gdy poznała dwóch braci, bliźniaków Gavina i Devona. Cała trójka różniła się od siebie diametralnie i nikt w okolicy nie myślał, że mogą złapać wspólny język. Ta trójka się zaprzyjaźnia, jednak to Gavin jest tym, który scala tę paczkę, zdaje się, że nie ma nic przeciw temu, że Chloe i Devon zostali parą i nie krępują się z okazywaniem uczuć. Jenak wszystko się zmienia, wystarczy kilka chwil, wypowiedzenie przykrych słów, wybuch agresji i następuje tragedia. Niespodziewana tragedia rozdziela przyjaciół na długi czas, Chloe ucieka, wyjeżdża i nie ma ochoty wracać, ale jednego lata, namówiona przez przyjaciółkę wraca do domu – do tego, co się wydarzyło i stawia czoła Gavonowi, który nie tylko, zmienił się fizycznie, ale również dojrzał, stał się symbolem dla miasteczka, nikt kto go zna, nie pozwoli, by kolejna tragedia znowu się wydarzyła. Ale czy na pewno?

"- Przez cały czas uważałem cię za słabą. Dopiero ostatnio zdałem sobie sprawę, że się myliłem - powiedział - możesz być cicha, ale daleko ci do słabeusza. Radzisz sobie Chloe. Mogę się od ciebie wiele nauczyć."

Opis jest krótki, bo ciężko mi napisać cokolwiek, by nie zaspoilerować wam fabuły. Chciałabym, ale to bardzo chciałabym, żeby ta książka okazała się dobra, ale ogromnie zawiodłam się tą tragedią, jaka się wydarzyła. W momencie czytania miałam wielką ochotę na coś, co powali mnie i nie pozwoli się podnieść, a zamiast tego dostałam książkę, która ocieka schematami i fabułą, która już milion razy była omawiana w innych powieściach. Liczyłam na wielkie woow, historię, która sprawi, że będę płakała jak bóbr, a tu kicha... I jasne, są plusy w tej książce, np. to, jak autorka wykreowała postacie, styl i pomysł z domkiem na drzewie, to wszystko było super i w tych rzeczach się zakochałam, ale wątek tragedii dla mnie już oklepany i nudnawy. No bo ludzie kochani, ile razy można wałkować ten sam temat, ten sam schemat i te same wydarzenia? Mnie się to już znudziło i zrobiłam się bardziej wymagająca (chyba), ale nie chcę już czytać jakby tej samej książki/fabuły, tylko z różnych perspektyw! DAJCIE MI PRAWDZIWE EMOCJE!
Wiem, że trochę ostro piszę, ale ostatnio mam wrażenie, że autorzy zafiksowali się na jednym czy dwóch tematach i ich się trzymają. Broń Boże, jeśli napiszą coś oryginalnego i niewpadającego w schemat. Czy ja o wiele proszę, jeśli chcę przeczytać oryginalna powieść, która NAPRAWDĘ złamie mi serce? Wiem, że to głupia prośba, ale chciałabym coś, czego jeszcze nie czytałam, coś takiego, co mi się wbiję w mózg i nie wyjdzie z niego przez wiele lat. Zdarzają się powieści, które naprawdę warto przeczytać i dzięki nim przypominam sobie, dlaczego tak kocham książki, ale jest ich stanowczo za mało!
"Najlepsza miłość to ta kiełkująca z przyjaźni. Wzrastająca i pielęgnowana z cierpliwością i życzliwością, rozkwitająca we właściwej chwili. Opierająca się siłom natury pragnącym ją zniszczyć, skosić i spalić – zmusić, by powróciła do źródła, zetrzeć w proch, jakby w ogóle nie istniała."
Teraz trochę o plusach Domka na drzewie. Ogromnym i chyba największym z nich jest styl K.K. Allen, która naprawdę potrafi dobrze opisywać uczucia i miejsca. Z pewnością nie jest to jej ostatnia książką, jaką przeczytam, planuję przeczytać Waterfall Effect, który swoją okładką zachwyca i gdy widziałam premierę tej książki, chciałam kupować oryginał i czytać, tylko cudem się powstrzymałam. Jednak wracając do Domku na drzewie, to ta powieść, również budziła moje wielkie nadzieje i oczekiwania, bardzo żałuję, że nie spełniła ich w stu procentach, ale no cóż.. Uważam, że lepiej, gdy autorka ma dobry styl, a fabuła trochę zawodzi, bo fabułę można dopracować, a jak autor nie ma tego „flow” przy pisaniu to i czytelnik się męczy. Mnie przeczytanie Domku na drzewie zajęło bardzo krótko i gdyby nie te schematy to naprawdę bym się dobrze bawiła. Ale niestety pod koniec to już raczej było czytanie z musu i takiego „doczytać, by mieć za sobą”, nie było w tym żadnej przyjemności, a raczej mus.
Nie chcę się rozwodzić i tutaj raczej już napisze podsumowanie tej recenzji. Powieść ma swoje plusy i minusy, moim zdaniem – ogromny minus to fabuła i schematyczność, która pojawiła się w tej powieści, ale jednocześnie dużym plusem jest styl autorki, dzięki, któremu szybko się czyta i momentami ta schematyczność zanika, dla po prostu przyjemności czytania. Ciężko mi zdecydować czy wam polecać tę książkę czy jednak nie, ale widząc jak wiele pozytywnych opinii Domek na drzewie, to jest skłonna uznać, że tylko ja się czepiam.
Sami uznajcie czy przeczytacie czy nie!
Moja ocena to 5/10
Pozdrawiam,
Dominika Szałomska

Wydawnictwo: Filia
Autor: K. K. Allen
Oryginalny tytuł:
Stron: 440
Data premiery: 7 marca 2018r.
Za książkę dziękuję


Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger