12:29

#196 i #197 Recenzje książek "Lick" i "Play" od Kylie Scott

#196 i #197 Recenzje książek "Lick" i "Play" od Kylie Scott


Stage Dive podbiło moje serce do tego stopnia, że zastanawiałam się, czy nie zmienić swojego logo na „Szalona Domi”. Na poniższym filmie, moje opanowanie poszło w niepamięć, zachowuję się jak nienormalna, a do tego naużywam imienia Malcolm, które zostało przeze mnie policzone w filmie!
Koniecznie zobaczcie, o co chodzi z tymi Davidem i Malcolmem, bo mój mózg najwyraźniej dostał zwarcia, jak to nagrywałam!!!
Zapraszam Was również do zostawiania kciuków w górę i subskrypcji, gdyż to od nich zależy czy zostanę na booktube!

Pozdrawiam,
Wasza Dominika

21:20

#195 Recenzja książki "99 dni lata" Katie Catugno - PATRONAT MEDIALNY!

#195 Recenzja książki "99 dni lata" Katie Catugno - PATRONAT MEDIALNY!


Ciepło nam gdzieś uciekło, ale ważne, że wakacje się zaczęły! Dlatego dziś chciałabym opowiedzieć (dosłownie) o książce 99 dni lata, od Feeria Young, która już jakiś czas temu ukazała się na rynku wydawniczym. Nie mogłam się powstrzymać i gdy tylko usłyszałam o tej powieści, to od razu objęłam ją patronatem medialnym i totalnie utonęłam w fabule! Jeśli jej nie znajcie, to koniecznie poznajcie.
Zapraszam do obejrzenie mojej, tym razem mówionej recenzji!!

11:32

#194 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "First Love" James Patterson i Emily Raymond

#194 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "First Love" James Patterson i Emily Raymond

Podróż w nieznane jest przerażająca, ale jeśli odważymy się wyruszyć, to może okazać się cudownym przeżyciem!!

Premiera: 4 lipca 2018r.
W końcu nadeszło ciepło. Upały zalały całą Polskę, a my korzystamy, wygrzewając się na słoneczku! Nie wiem, jak Wy, ale ja kocham ten stan rzeczy i uwielbiam moment, gdy mogę wziąć książkę i poczytać na świeżym powietrzu (wiem, że alergicy się nie zgodzą). Tak się złożyło, że ostatni tydzień pracy był bardzo intensywny i już w czwartek wieczór cierpiałam na niemoc, chciałam już skończyć, iść spać – jednak kiedy weszłam na mail, zobaczyłam, że przyszedł do mnie przedpremierowy PDF od Feeria Young z książką, która kusiła mnie od początku. Stwierdziłam, że zrobię sobie przerwę i zobaczę co to... nie przewidziałam tylko tego, że z jednej strony, zrobiło się sto, a z popołudnia, pierwsza w nocy! Ostatnią rzeczą, jaką robiłam w czwartek jest czytanie First Love, a pierwszą jaką zrobiłam po przebudzeniu w piątek, było odblokowanie telefonu i dalsze czytanie! O czym jest ta książka, że zarwałam przez nią noc!
Axi straciła w życiu już wiele. Została sama z ojcem, który, pomimo że się stara i próbuje okazać córce zainteresowanie, to zalewa smutki w alkoholu. Axi czuje, że już straciła całą rodzinę, małe miasteczko ją dusi, w szkole nie ma zbyt wielu przyjaciół, którzy by dbali o nią tak, jak robi to jej przyjaciel Robinson. Gdy dziewczyna jest u kresu wytrzymałości, proponuje przyjacielowi szalony pomysł, by ruszyć w drogę po Stanach Zjednoczonych i odnaleźć swój cel w życiu! W pierwszej chwili Robinson wybucha śmiechem, gdyż Axi od zawsze była poukładana i grzeczna, nigdy nie odważyłaby się na taki szalony pomysł. Ale jednak... Ta dwójka postanawia, że zostawi za sobą przeszłość, wyruszy w nieznane, by doświadczyć, czegoś niesamowitego w beztrosce. Axi w swoim idealnym planie, nie przewidziała tylko tego, że będzie sam na sam z chłopakiem, w którym się kocha oraz tego, że jego pomysły będą bardzo odstawały od planów! Kiedy Axi i Robinson wyruszą w podróż, każde z nich będzie uciekało przed czym innym, ale co, jeśli rzeczywistość ich dogoni?

A co w sytuacji gdy to, czego się chce, i to, co słuszne, to dwie kompletnie różne rzeczy? Co jeśli żyjąc tak, jak sobie wymarzyliśmy, równocześnie skazujemy się na klęskę. Albo, co gorsze, skazujemy na klęskę ukochaną osobę.”

TO NAJLEPSZA KSIĄŻKA, JĄKĄ CZYTAŁAM W TYM ROKU! W momencie mogłabym skończyć tę recenzję, bo zapewne, będę się zachwycać i, zachwycać i jeszcze bardziej zachwycać, ale ludzie, co to była za książka! Zaczęłam czytać i od pierwszej strony, pojawiło się ogromne zaciekawienie. Potem pojawiły się niespodzianki i przepadłam! W środku znalazłam historię, która trafiła prosto do mojego serca i duszy, zakochałam się, a po zakończeniu nie wiedziałam, co miałam zrobić ze swoim życiem. Przysięgam, że już dawno nie miałam takiego kaca książkowego i jestem pewna, że przez długi czas nic nie dorówna tej książce. A ja przez bardzo długi czas, będę wracać myślami do bohaterów, do wydarzeń i emocji, jakie towarzyszyły mi przy czytaniu. Ba, jestem pewna, że nie raz i nie dwa przeczytam tę książkę, jeszcze zanim nastąpi premiera. W tej chwili, pisząc recenzję, mam ochotę ponownie otworzyć plik i czytać od nowa!
Muszę się przyznać do czegoś strasznego. Po zobaczeniu katalogu przeważnie, gdy pojawia się nowe nazwisko, wpisuje je w goodreads i sprawdzam, jaką ocenę ma dana książka, ile autora ma ich na koncie itd. Tutaj postąpiłam tak samo, ale jak zobaczyłam, że James Patterson jest panem już raczej starszym, bardziej kimś, kto mógłby być moim ojcem, to zrobiłam się pesymistyczna. Nie wiem jak Wy, ale ja nie widzę np. swojego ojca piszącego książkę z gatunku young adult. Teraz sprawdzając, dokładnie pana Jamesa, zobaczyłam, że jest pisarzem thrillerów i kryminałów, które już pojawiły się w Polsce! Jestem niesamowicie ciekawa, jak sprawdza się w innym gatunku, nie wyobrażam sobie, jak można pisać młodzieżówki, a potem przejść do thrillera nasyconego dreszczykiem emocji. Podziwiam James Pattersona i w tej chwili stałam się jego wielką fanką. Zapewne, wiele czytelników tak powie, szczególnie po First Love.

Z perspektywy czasu nie mogę uwierzyć, że tak niewiele brakowało, bym pozbawiła się jednego z najpiękniejszych, najzabawniejszych, a równocześnie najbardziej bolesnych i dramatycznych doświadczeń w całym moim życiu.
Ależ byłam kretynką.”

Teraz pomówmy chwilę o bohaterach! Przeważnie, ostatnio, nie ważne, za jaką młodzieżówkę się wezmę, to główne bohaterki są irytujące, puste i małostkowe. Nie myślą o przyszłości, nie przejmują się niczym, a na dodatek cierpią na chroniczny brak mózgu. Jednak, dzięki Bogu, w First Love, nie spotkało mnie nic takiego! Axi jest bohaterką idealną – niepewna, nieśmiała, popełniająca ludzkie błędy, ale jednocześnie, rozumna, która dojrzewa i z czasem zmienia się nie do poznania. A Robinson, och, jaki on był idealny. No ludzie kochani, uwielbiam go, jeśli byłby turniej na największą fankę Robinsona – wygrałabym. I Axi i Robinson bardzo, ale to bardzo zmieniają się podczas podróży, jaką razem odbywają. Ich przygoda, przeżycia i emocjonalne rozmowy, sprawiają, że nie raz i nie dwa, miałam łzy w oczach. A zakończenie... ach. No naprawdę, musicie przeczytać tę książkę, by przeżyć z bohaterami, to co przeżyłam ja!
Podsumowując, bo chyba już na to czas. First Love, nie jest zwykłą młodzieżową książką, która opowiada o niczym. Ta książka jest piękna, emocjonalna i przenosi nas do świata, gdzie naszymi jednymi ograniczeniami jest nasz strach. Axi i Robinson wyruszyli na przygodę, która ich zmieniła, ukształtowała. Doświadczyli tego wszystkiego, dlatego, że przełamali strach, odważyli się zrobić, coś, co wykraczało poza ich strefę komfortu. Dzięki temu my poznaliśmy niesamowitą historię, która poruszyła mnie do głębi, a autor zyskał sporę rzeszę fanów!
Kończę już, co nigdy nie skończę zachwalać tej książki!
Moja ocena to 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: James Patterson, Emily Raymond
Stron: 320
Za książkę dziękuję!




17:35

#193 Recenzja książki "Tysiąc Pocałunków" Tillie Cole

#193 Recenzja książki "Tysiąc Pocałunków" Tillie Cole

Życie jest piękne... wszystko, co nas otacza jest cudowne, tylko trzeba się uśmiechnąć i to dostrzec.

Tillie Cole jest autorką, którą raczej znamy w Polsce z Raze i Reap, czyli brutalnych i gwałtownych książek. Mnie samej te powieści się bardzo spodobały, bo nie były to erotyki z tych słodkich, gdzie nieraz idzie „rzygać tęczą”, że tak brzydko ujmę, tylko wniosły coś nowego. Kiedy zobaczyłam w zapowiedziach tę lekturę, byłam bardzo zaintrygowana nie tylko opisem, ale tym czy autorka podoła czemuś innego. Byłam raczej pewna, że ta książka będzie zwykłym romansem z dodatkiem seksu, albo po prostu jakieś tam romansidło na letni wieczór. Kiedy dorwałam tę książkę w swoje łapki, dostałam jakby transu, byłam skupiona tylko na tym, by ją przeczytać i zobaczyć jak Tillie sobie poradziła. Co zrobiła ze mną ta powieść? Oj dużo...
Poppy i Rune znają się, od kiedy mieli po pięć lat. Rune przeprowadził się do Georgi aż z Norwegii, nie lubił nowego domu, nie chciał tam mieszkać, ale gdy z sąsiadującego domu wybiegła mała Poppy i podeszła do niego, złapali nić porozumienia. Przez kolejne dwanaście lat życia byli nierozłączni. Nie tylko ich przyjaźń była mocna jak nic innego, ale także kochali się, wszyscy wiedzieli, że Poppy i Rune są dla siebie stworzeni do życia już na zawsze razem. Jednak los lubi płatać okropne figle i pewnego dnia, ojciec chłopaka zostaje z powrotem z pracy wysłany do Norwegii, para musi się znaleźć rozwiązanie z tej okropnej sytuacji. Są dla siebie jak dwie połówki jabłka, idealne dobrane, a teraz będą dzielić ich tysiące kilometrów, a także ocean. Co się stanie z miłością, jaka ich łączy? Czy przetrwają taką próbę? Czy Rune wróci, a jeśli tak to czy ich miłość będzie dość silna?

Dlaczego trzeba stanąć w obliczu śmierci, by nauczyć się doceniać każdy dzień? Dlaczego musimy czekać, aż niemal skończy nam się czas? Dopiero wtedy zaczynamy spełniać marzenia, które mieliśmy, gdy wydawało nam się, że jesteśmy nieśmiertelni. Dlaczego nie patrzymy na ukochaną osobę, jakbyśmy mieli jej już nie zobaczyć? Gdybyśmy to robili, nasze życie byłoby cudowne. Byłoby prawdziwe i pełne...”

Opisu tej książki nie chcę robić długiego, bo nie chcę wam spoilerować, ale jedno muszę wam powiedzieć. Najlepsza książka, jaką czytałam w tym roku. Przyznaję, że to dość mocne słowa, ale Tillie sprawiła, że znowu moje serce odżyło, gdy już myślałam, że jestem zmęczona, że nie dam rady więcej i zaczęłam wątpić we wszystko, co robię, ta książka uruchomiła moje serce na nowo. Użyję teraz mocnych słów i wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą jak kocham serię Dworu cierni od Maas, i wiecie również, jak pokochałam drugi tom Dwór mgieł i furii, ale uważam, że moja miłość do Tysiąca Pocałunków jest równie mocna, jak do Dworu. Pocałunki są absolutnie cudowne, zapierające dech w piersiach, sprawiają, że zaczynamy znowu wierzyć w niemożliwe, ale także mają pewną moc. Zauważyłam w książce wiele takich momentów, gdy bohaterowie mówią coś tak romantycznego, że miód ocieka z kartek, ale jednocześnie jest to tak genialne i cudowne, że nie zwracamy uwagi na to, ile słodyczy jest w tej książce, bo to pasuje. Nie ważne jak słodko i uroczo jest, idealnie wpasowuje się w historie i gdyby zabrano z tej powieści choć odrobinę tego romantyzmu to już nie byłoby to samo.
Tysiąc Pocałunków to książka, która zabiera nas... nie, porywa nas do miejsca, gdzie rozumiemy wiele rzeczy. Główna bohaterka jest naszym natchnieniem do zrobienia czegoś ze swoim życiem, nie chcemy już być tylko widzami naszego życia, chcemy zrobić coś, spełnić marzenia. Poppy jest cudowną, pozytywną i odważną młodą kobietą, która wie, czego chce, wie jak to osiągnąć, ale także umie odnaleźć w Rune'ie dobro, nawet wtedy, gdy wszyscy już sądzili, że jest stracony. Ta książka nie jest tylko opowieścią o miłości, ale także o poświęceniu, o wsparciu, o przyjaźni, o niepoddawaniu się. Mogłabym tak bez końca, bo czytając tę książkę, czułam wszystko. Autorka nie tylko przekazała nam cudowną fabułę, ale włożyła w nią tyle emocji, że nasze serca są nimi przesycone, czujemy miłość, jesteśmy ukochani, rozczuleni, wzruszeni i przede wszystkim wiemy, że warto żyć.

Jestem dziewczyną, która wstaje wcześnie, by oglądać wschód słońca. Jestem dziewczyną, która we wszystkich chce widzieć dobro. Tą, którą porywa muzyka, którą inspiruje sztuka. - Popatrzyła na mnie z uśmiechem. - Taka właśnie jestem, Rune. Jestem dziewczyną, która czeka, aż przeminie burza, by móc zobaczyć tęczę. Dlaczego miałabym być smutna, skoro mogę być szczęśliwa? Dla mnie wybór jest oczywisty.”

Ach i zakończenie!! Przysięgam, chyba nigdy nie czytałam książki z lepszym zakończeniem. Zawsze są takie, że pozostawiają po sobie niedosyt, albo jesteśmy za bardzo rozbici, lub w ogóle były słabe, ale w tej książce... Kurcze, to było takie „To jest tak cholernie słodkie, że zaraz dostane cukrzycy”. Nawet nie wiem jak to dokładnie opisać, bo było po prosto I DE A LNE! Nic więcej, piękne, cudowne, perfekcyjne i po prostu cudo.
Książka poruszyła mnie do tego stopnia, że postanowiłam podzielić się swoimi uczuciami z autorką i do niej po prostu napisałam. Dowiedziałam się, że książka jest dla niej bardzo ważna, bliska jej sercu i dlaczego tak jest, wyjaśnienie znajdziecie na końcu powieści. Tillie bardzo cieszy się z pozytywnych opinii Pocałunków i dziękuje każdemu czytelnikowi za danie szansy tej książce.
Długa mi recenzja wyszła, ale oczywiście polecam Tysiąc Pocałunków, musicie je przeczytać, ja już każdej znajomej jęczę o to, że musi przeczytać tę książkę, że to najlepsze co zostało wydane i w ogóle jaram się tym jak niczym innym. Wam polecam tę powieść, koniecznie ją przeczytajcie, a ja pójdę czytać drugi, lub trzeci raz, bo nie mogę przestać. Ach i życzę każdemu z nas takiego uczucia, jakie łączy Poppy i Rune'a
Moja ocena 10/10, a i to za mało.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Filia
Autor: Tillie Cole
Oryginalny tytuł: Thousand Boy Kisses
Stron: 400
Data premiery: 17 maja 2017r.



23:10

#192 Recenzja książki "Osaczona" Teri Terry

#192 Recenzja książki "Osaczona" Teri Terry

Nie ufaj nikomu – nie wiesz, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem.

Ostatni tom serii to najsmutniejszy moment dla każdego czytelnika – również dla mnie, gdy piszę tę recenzję. Ostatnimi czasy bardzo ciężko i z oporami podchodzę do lektur. Mam wrażenie, że wszystko, co czytam jest nijakie i zostało powtórzone już milion razy – jednak są wydawnictwa, po książki których sięgam niezależnie od mojego nastoju. Do tej grupy należy Młody Book, który niezmiennie zachwyca mnie wydawanymi książkami. Oczywiście to żadna tajemnica, że jestem wielką fanką Dnia 7 i Zresetowanej, a Czarodzieje urzekli mnie swoim specyficznym klimatem Teraz przyszedł czas, by pożegnać jedną z tych serii. Nie chcę tego robić, ale książkę przeczytałam i po prostu muszę z Wami podzielić się tą recenzją. Poniżej znajdziecie nie tylko opinię o Osaczonej, ale również podsumowanie całej serii.
Kyli sama nie wie, jak jeszcze może funkcjonować po ostatnich wydarzeniach. Boi się nie tylko o swoje życie, ale też o ludzi w jej otoczeniu. Lordowie znajdują się na każdym rogu, zabrali jej Bena i wolność; teraz musi się ukrywać i żyć w strachu, że ją znajdą. Na dodatek nie wiadomo, co ze starymi wrogami, którzy obiecali zemstę. Kyli ma wyjechać w bezpieczne miejsce, poznać swoją przeszłość, dzieciństwo. Chce dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło a przede wszystkim odzyskać wspomnienia. Lecz gdy myśli, że jest już bezpiecznie, że nie musi oglądać się za siebie, dzieją się kolejne straszne rzeczy, znowu ktoś cierpi. Dziewczyna robi w końcu coś, co sprawia, że staje się najbardziej poszukiwaną osobą przez Lordów. Musi uciekać, a czuje, że bliski jej człowiek stał się kimś innym. Kyli już nie wie, co myśleć, co robić i jak wyplątać się z tych wszystkich sytuacji, które nieuchronnie zbliżają ją do śmierci. Co się stanie? Jak kończy się historia Kyli?

"Wkrótce już ściskam w dłoni sfałszowany dowód tożsamości.
Ciemnowłosa osiemnastoletnia Riley Kain o szarych oczach może podróżować, jak chce, i żyć własnym życiem.
Jakie życie dla siebie wybiorę?"

JAK JA KOCHAM TĘ SERIĘ!! Serio, ludzie, nie wiedziałam, że można osiągnąć taki stan emocjonalny dzięki książce! Spam, jaki wysyłałam do przyjaciółki, można było zobaczyć na moim InstaStory i moim fanpage'u. Jednak nic nie równa się z tym, co czułam przy czytaniu. Jako że książka miała pewne trudności w drodze do mnie, to przeczytałam ją znacznie później od innych blogerek, ale ich opinie krążyły wokół mnie. Starałam się unikać czytania opinii by nie zrobić sobie spoilera, ale i tak zdążyłam zauważyć, że wszyscy zgodnie twierdzili, że to idealne zakończenie serii. Nie chciało mi się wierzyć i miałam ogromne wątpliwości, bo przeważnie czuję niedosyt w zakończeniach serii. Jednak tutaj - i muszę powiedzieć to z całą stanowczością - było idealnie! Sytuacja, w jakiej stawia nas autorka, sprawia, że czytelnik jest w stu procentach usatysfakcjonowany z czytania. Nie dość, że wyjaśniają się wszystkie wątki, jakie poznaliśmy przez te trzy tomy, to jeszcze są przestawione w punkt. Terry Teri wiedziała dokładnie, gdzie jest granica między dennym, a absurdalnym zakończeniem, i właśnie to wyważenie sprawiło, że postawiła kropkę nad i, a my z czystym sumieniem możemy odłożyć serię na półkę. I oczywiście wrócić do niej z przyjemnością za jakiś czas...
Teraz porozmawiajmy o bohaterach! Wielkim, ale to wielkim plusem, jest przemiana Kyli, jaka nastąpiła przez te trzy tomy. Uważam, że najbardziej możemy to dostrzec w trzecim tomie – stała się bardziej dojrzała, odpowiedzialna i w końcu nie pozwala, by inni robili za nią większość rzeczy. Co prawda nie zawsze robi to, co powinna, ale moim zdaniem dzięki temu wydarzyło się kilka rzeczy, które pozwoliły, by zakończyło się tak, a nie inaczej. Jednak muszę przyznać, że moje serce zdradziło pierwszą miłość z tej książki dla kogoś, kto pojawił się dużo później. Plus, mój potencjalny mąż przyprawił mnie o kilka zawałów oraz kilka skrajnych emocji, takich jak: szok, niedowierzanie, a czasami nawet początki nienawiści. Pierwszy raz w historii mojej przygody z książkami, zmieniłam sympatię do przyszłego męża, na kogoś całkiem innego.
Podsumujmy całość. Wszystkie trzy tomy dostarczają nam niesamowitych emocji. Teri Terry wymyśliła i napisała w końcu coś nowego, coś świeżego, bez oklepanej już schematyczności i nudnego wątku, jakie znajdujemy w innych podobnych tematykach. Moim zdaniem, ta seria jest jedną z najlepszych, jakie czytałam w całym moim życiu. Przeważnie drugie tomy zawsze są nudne, przekombinowane, a trzeci to takie wyjaśnienie, byle tylko skończyć i mieć to już za sobą. Jednak tutaj mamy całkiem co innego. W każdej części akcja się rozkręcała, czuliśmy coraz więcej, chcieliśmy już znać zakończenie i jednocześnie nigdy nie kończyć czytać. Tak się czułam w trzecim tomie. Emocje sięgały zenitu, chciałam przeskoczyć te kilkadziesiąt stron i zobaczyć jak się kończy. Pierwszy raz w życiu (dużo tych moich pierwszych razów przy tej serii), byłam bliska zobaczenia zakończenia, choć wyznaje zasadę, że to zbrodnia.

...gapię się na niego, wstrząśnięta tym, jak bardzo chcę uścisku tej dłoni, jak mocno się za nim stęskniłam. Za jego głęboko niebieskimi oczami. Radosnymi mimo podejmowanego ryzyka. Za blaskiem światła w jego włosach, za ognistymi błyskami rudej czupryny. Uśmiecham się.
Ktoś chrząka za moimi plecami.”

I jak już jesteśmy przy zakończeniu... Ostatnie dwadzieścia stron jest bardzo emocjonujące. Jestem pełna podziwu dla autorki, że umiała napisać coś, co posiada w sobie tyle napięcia i stresu. By podkreślić dramaturgię, muszę przyznać się, że zdarza mi się przeklinać i rzucać jakimiś paniami spod latarni, ale to, jakie i ile bluzgów leciało przez te ostatnie strony to przechodzi ludzkie pojęcie. Sama siebie nie podejrzewałam, że potrafię tak przeżywać, coś, co jest fikcją, co powstało w głowie – jak by na to nie patrzeć – obcej mi osoby, która postanowiła to spisać. I ta dam... ta obca mi osoba sprawiła, że zapomniałam o świecie, nic innego się nie liczyło, tylko ja, książka i świat przedstawiony przez Teri Terry.
Podsumowując i trzeci tom i całą serię, to jestem niesamowicie zakochana i usatysfakcjonowana tą historią, podejrzewam, że jeszcze nie raz wrócę do Kyli i jej przyjaciół. Ponadto muszę podziękować autorce, gdyż sprawiła, że poczułam miłość do thrillerów i po raz kolejny przypomniałam sobie, czemu tak naprawdę kocham czytać.
Moja ocena 10/10. Tego tomu i całego serii.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika



Wydawnictwo: Młody Book
Autor: Teri Terry
Oryginalny tytuł: Shattered
Stron: 336
Data premiery: 6 maja 2018r.
Za książkę dziękuję




Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger