21:38

#191 Recenzja książki "Story of Bad Boys" Mathilde Aloha

#191 Recenzja książki "Story of Bad Boys" Mathilde Aloha

Szykujcie się dziewczyny. Nadchodzi Cameron!!

Książka, która jest nowością na rynku wydawniczym i jak sam tytuł wskazuje, możemy oczekiwać typowego bad boy'a w najlepszym wydaniu... tiaa. Która z nas nie lubi czasem przeczytać historii, o niegrzecznym chłopaku, który jednocześnie jest czuły, troskliwy i kocha nas na zabój? Ja na pewno. Przeważnie właśnie książki o takich chłopakach/mężczyznach trafiają prosto w kobiece serca. Przyznajcie się, ile takich bad boy'ów macie na swojej liście książkowych mężów? U mnie znajduje się ich całkiem sporo. Dlatego nie wahałam się, gdy zobaczyłam w katalogu zapowiedź tej książki, już sam tytuł zwiastuje to, co najbardziej kochamy. Ale do brzegu... co sądzę o tej powieści? Czy są tutaj bad boys, czy po prostu kompletni idioci?
Liliana zaczyna studia i zostawia przeszłość za sobą. Chce zacząć żyć na nowo, zapomnieć o tym, co się wydarzyło, nie myśleć o przyjaciółce, która leży w śpiączce i prawdopodobnie już nigdy się nie obudzi. Liliana robi to, co każdy gdy chce zapomnieć – wyjeżdża, do szkoły, która jest bardzo daleko od jej nadopiekuńczej matki, jak i wszystkiego, co ją spotkało. Wybiera akademik i gdy ma już się wprowadzać odkrywa, że zaszła pomyłka – Lili dostaje pokój z dwoma chłopakami – Cameronem i Evanem, dwójką przyjaciół, którzy również nie spodziewali się mieszkać z dziewczyną. Cała trójka próbuje się poznać, polubić, jednak Lili i Cameron cały czas mają spięcia, chłopak jest wrogo nastawiony i nie bardzo chce dać szanse dziewczynie. Gdy pewnej nocy Cameron i Evan wracają cali we krwi i pobici, Lili zaczyna podejrzewać, że z tą dwójką jest coś nie tak. Czy Lili zostanie wciągnięta w niebezpieczny świat chłopaków? Co tak naprawdę oni ukrywają? I przede wszystkim, co z uczuciem, które rodzi się między Lili a Cameronem?
Bojąc się, nie unikniesz niebezpieczeństwa.”
Z przykrością stwierdzam, że chyba muszę przestać mięć oczekiwania wobec książek, bo potem wychodzę na tym, jak Zabłocki na mydle. Oczekiwałam super książki, wielkim emocji i przede wszystkim, idealnego bad boy'a, który ruszyłby moje serce i nie tylko. Zamiast tego dostałam beznadziejną książkę, której nie mogłam przeczytać. Zmuszałam się do czytania, do brnięcia w tę historię, ale im dalej szłam, tym bardziej irytowali mnie bohaterzy i fabuła. Nie wiedziałam i nadal nie wiem, czy główna bohaterka jest głupia czy tylko udaje, czy Cameron serio jest takim idiotą. Ciężko mi to pisać, bo naprawdę liczyłam na super książkę, ale to było straszne, już dawno nie męczyłam się tak przy czytania, a już na pewno dawno nie czytałam tak drętwych dialogów. Przypomnijcie sobie waszą najdziwniejszą rozmowę i pomnóżcie ją razy tysiąc, to może otrzymacie coś na kształt dialogów z bohaterami.
Kolejnym ważnym i sporym minusem tej książki, była chaotyczność. Jestem w stanie zrozumieć, zwroty akcji i zaskoczenia, ale tutaj to się kompletnie nie sprawdzało. Autorka w ten jeden tom, wplotła tyle rzeczy, tyle wątków, że ciężko się było połapać, co jest na tapecie. Książka nie jest gruba, żeby nie było, że czepiam się wielkiego tomiska. Nope, powieść ma typowe trzysta coś stron i raczej miała wprawiać czytelnika w osłupienie, a zamiast tego miałam wrażenie, że głupieje....Moim zdaniem, Cameron był idealnym bohaterem bez tej całej otoczni tajemniczości i oklepanej buzi. Był dupkiem, arogantem, ale czasem bywał troskliwy i czuły, ale nie! Zróbmy z niego typa spod ciemnej gwiazdy i wykreujmy tak, jakbym bawił się w mafiozo (to nie jest spoiler, tylko spostrzeżenie). Trochę mam wrażenie, jakby autorka, przeczytała kilka różnych książek o niegrzecznych chłopakach plus jakiś kryminał, i spróbowała z tego zrobić jedną powieść.
To nie mogło się dobrze skończyć.
- Znasz After. Płomień pod moją skórą, tę powieść Anny Todd?
- Tak - odpowiadam, coś podejrzewając. - Ale nie widzę związku między tą historią a Cameronem i mną.”
Podsumowując, bo nie ma sensu ciągnąć tej recenzji i wytykać każdy błąd (mogłabym zrobić z tego nową książkę). Story of Bad Boys jest książką złą, źle napisaną, z irytującymi bohaterami i fabułą, która nie ma sensu. Moim zdaniem mogłoby być lepiej, gdyby warsztat byłby lepszy i bohaterzy mniej sztywni, sztuczni i drętwi. Miało być śmiesznie, emocjonująco i gorąco, a wyszło słabo, nijak i dziwnie.
Stanowczo nie polecam tej książki i szczerze jestem zdziwiona widząc tyle pozytywnych opinii. Nie wiem jak i nie wiem czemu, ale no okay. Ja w każdym razie jestem na nie i odraczam czytanie, bo grozi zszarganymi nerwami.
Moja ocena to 2/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Mathilde Aloha
Oryginalny tytuł: Story of Bad Boys
Stron: 296
Data premiery: 18 kwietnia 2018r.


22:18

#190 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Miłość i inne zadania na dziś" Kasie West - Patronat

#190 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Miłość i inne zadania na dziś" Kasie West - Patronat

"Chodź, pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko..."

Wszyscy wiedzą, że kocham Kasie West, a jeśli ktoś nie wiedział, no to właśnie się dowiedział. Od pierwszej książki tej autorki poczułam wielką miłość, która nigdy mnie już nie opuściła. Czasem, przy którymś tytule byłam nieco zawiedziona, ale ogólnie zawsze sprawiają, że odzyskuje energię, poprawia mi się humor i jakoś tak lżej mi na duszy. Po cichu nazywam, Kasie West moim dilerem dobrego humoru, zawsze po jej książce mam chęć i siłę by zdobyć cały świąt. Po lekkim zawodzie, przy poprzedniej powieści, miałam ogromną nadzieję, że tym razem Kasie poszła na całość i dostanę całą masę pozytywnej energii. A jak było? Wszystko poniżej!
Abby jest artystyczną dusza i kocha malować. Jej marzeniem jest dostać się na dobrą uczelnie i wystawić swoje obrazy w galeriach. Jako, że jest jeszcze młoda i szef galerii w której pracuje, powiedział jej, że obrazom brakuje głębi, Abby postanawia zrobić listę rzeczy, które musi osiągnąć przez wakacje, by stać się bardziej doświadczoną osobą. Pomaga jej w tym w przyjaciel – Cooper, który nie do końca rozumie tę listę, ale pomaga Abby. Jedną z rzeczy na liście jest złamane serce, które jest już wykreślone gdyż Abby kocha się w Cooperze i już mu o tym powiedziała, ale on myśląc, że to żart, wybuchł śmiechem. Ta dwójka jest jednocześnie najlepszymi przyjaciółmi, bliskimi duszami, ale i dwójką osób, które ogromnie się od siebie różnią. On kocha adrenalinę, a ona woli spokojne atrakcje, on woli szaleć, a ona potrafi usiąść i cały dzień malować. Ta dwójka ma niewiele ze sobą wspólnego, a jednak potrafią spędzić ze sobą cały dzień i się nie znudzić. Co przyniesie ze sobą lista Abby? Jak te rzeczy wpłyną na ich relacje i przede wszystkim... Czy Cooper zrozumie, że Abby wcale nie żartowała, gdy wyznawała mu miłość?

"Najpierw pojawiły się promienie – wyciągnęły się na skraju góry, wyglądając teraz tak, jakby stawała w ogniu. A potem powoli, milimetr po milimetrze, zaczęło pokazywać się samo słońce. Sprawiało wrażenie mniejszego, niż się spodziewałam, ale im wyżej się podnosiło, tym bardziej jaśniało niebo. Pierwszy raz, odkąd się tu znaleźliśmy, usłyszałam nad nami świergot ptaków. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby świat tak nabierał życia."

Pisać opisy książek Kasie jest niesamowicie ciężko. Kocham je czytać, ale opowiadanie o nich jest dużo gorsze. Moim zdaniem by najlepiej poznać twórczość tej pani należy po postu przeczytać jej książki! Dodatkowo muszę się przyznać, że poprzednia powieść Kasie nie była jakaś spektakularna, i ciut się zawiodłam, jednak tym razem nastąpił wielki powrót mojej ukochanej autorki, która wie jak sprawić bym się uśmiechnęła! Bardzo, ale to bardzo podobał mi się motyw z malowaniem, z przedstawianiem obrazów, tego co widzi bohaterka. To chyba był mój ulubiony wątek w tej książce. Kolejny ogromny plus, za kreacje bohaterów, w tym wielki za główną bohaterkę, która nie była idiotką jak w wielu powieściach, które ostatnio czytałam. Miała mózg i go używała! Fakt, były momenty, gdy zachowywała się jak typowa nastolatka, ale można jej to wybaczyć, bo właśnie nią jest.
Kasie West jest pisarką, po którą sięga wiele czytelników, wydawca dostaje maile kiedy następna książka, a gdy już taką dorwiemy, to nie czekamy, tylko od razu zabieramy się za czytanie! Tak właśnie jest ze mną. Gdy już dostanę w łapki jakąś jej powieść, to nie mogę się oderwać aż do ostatniej strony. Bardzo się cieszę, że tym razem stało się tak samo. Wiem, że w kółko mówię raczej o tym samym, ale jakoś nie mogę się skupić na niczym innym. Jestem tak bardzo rozleniwiona i radosna po tej lekturze, że po prostu nie umiem sensownie pisać, nie umiem wytykać błędów. Za to mam ochotę iść obejrzeć wschód słońca – ci co będą mieli tę książkę za sobą, zrozumieją o co chodzi (swoja drogą, uważam, że to najlepsza scena z Miłość i inne zadania na dziś.).

"Przeczytałam, raz i drugi, listę zrobioną poprzedniego dnia. Miałam nadzieję, że połączenie wymienionych na niej najlepszych cech osób ważnych w moim życiu przemieni mnie, na podobieństwo potwora Frankensteina, w jakąś wersję ich samych. Taką niestraszną. Na liście widniało jedenaście punktów. Praktycznie dziesięć, jeśli nie liczyć tego, które już odhaczyłam. Jak uzyskać głębię w dziesięciu krokach... co najwyżej. Liczyłam na to, że wystarczy mniej"

Jednakże nie mogę skupić się na samych zachwytach i zejść na ziemie. Trzeba wspomnieć o kilku aspektach tej książki. Miłość... jest powieścią bardzo dobrze napisaną, autorka zrobiła prawdziwy resaerch na temat malarstwa, strachu przed wychodzeniem z domu, wojskowych, czy nawet o quadach. Dla mnie, piątka z plusem za przygotowanie. Czasem w tej książce irytował mnie Cooper, który jakby wcale nie widział tego, co się dzieje z Abby, jakby nie widział albo nie chciał widzieć, jakim uczuciem dziewczyna go darzy. Bardzo, ale to bardzo polubiłam postać wprowadzoną w połowie książki i uważam, że idealnie się sprawdziła w roli mentora i pomocnika dla Abby, by ta nie była zależna od Coopera.
Podsumowując, bo nie ma sensu dalej się zachwycać (choć mogłabym), wszyscy, którzy przeczytają tę recenzję, będą wiedzieć, że A) kocham Kasie West. B) kocham jej książki. I C) polecam tę książkę. Poważnie, jeśli wcześniej nie znaliście tej autorki czy jej twórczości, to koniecznie nadróbcie.
Moja ocena to 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Kasie West
Oryginalny tytuł: Love, Life and the List
Stron: 415
Za książkę dziękuję 


Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger