13:42

#186 Recenzja książki "Rozdarta" Teri Terry

#186 Recenzja książki "Rozdarta" Teri Terry

Rozdarta nie tylko skradła moje serce, ale również je „rozdarła”

To będzie ciężka recenzja... Na drugi tom Zresetowanej czekałam bardzo długo (kilka miesięcy). Nie mogłam się doczekać, aż poznam dalsze losy bohaterów i sprawdzę, co się z nimi stało. Jak wiadomo, drugie tomy bywają różne, a najgorsze co może je spotkać to klątwa. Myślałam, że Młody Book każe dłużej czekać nam na kontynuację i że moja cierpliwość zacznie się kończyć (a wtedy – wiadomo - będę ich męczyć mailami :)) Ale ku mojemu zaskoczeniu, nagle pojawiła się informacja, że ostatni dzień lutego to będzie TEN dzień i tę datę trzeba zaznaczyć na czerwono. Zrobiłam to i tylko czekałam na swój egzemplarz, a gdy przyszedł... opanował mnie strach. A co, jeśli będzie źle? Co, jeśli autorka zepsuła tę część? I co, jeśli mi złamie serducho? Na jedno z tych pytań odpowiedź jest twierdząca. Jesteście ciekawi, na które?
Kyla nie może uwierzyć w to, co się stało. Czuje się, jakby miała rozdwojenie jaźni, choć zresetowanie miało usunąć wszelkie wspomnienia i jej charakter miał być kompletnie inny. Tymczasem bohaterka ma wrażenie, że coś poszło nie tak. Na horyzoncie pojawia się coraz więcej pytań, nie wie komu ufać w stu procentach. Rodzinie, nowym, czy może starym znajomym? Musi uważać na to co robi, co mówi – czasem czuje na sobie spojrzenie Lorderów. Boi się, że gdy powinie jej się noga, przyjdą po nią w tych swoich czarnych strojach i wsadzą ją do furgonetki i już nigdy nie wróci do domu. Z jednej strony chce odpuścić i żyć po cichu, tak jak jej każą, ale z drugiej nie potrafi i nie chce się nauczyć. Pragnienie znalezienia Bena, odkrycia prawdy o sobie i swojej przeszłości są tak silne, że z czasem Kyla pakuje się w sytuacje, o których wcześniej nie myślała. A ludzie, którzy mieli ją chronić stają się przyczyną strachu. Komu tak naprawdę wierzyć? Gdzie znajduje się prawda? Kto pozwoli odkryć Kyli to, kim jest naprawdę?

Zresetowani nie są zdolni do aktów przemocy, jednak ja jestem. Zresetowani nie mogą niczego pamiętać ze swojej przeszłości, jednak ja mogę. Lorderowie zaraz by mnie zabrali. Pewnie zechcieliby rozciąć mi mózg, żeby sprawdzić, co w nim poszło nie tak, dlaczego moje Levo nie przejęło kontroli. Może zrobiliby to nawet na żywym organizmie.”

OMG – te trzy literki powtarzałam bez końca przy tej książce (plus parę innych epitetów, ale tutaj nie mogę ich pisać). Byłam wciągnięta w Rozdartą, nic nie mogło mnie wyciągnąć ze świata przedstawionego przez Teri Terry. Rodzina siedziała ze mną w pokoju, ale ja czytałam, potem jedliśmy ciasto z okazji urodzin siostry, a ja myślami byłam z Kylą. Mojej czteroletniej siostrzenicy mówiłam, że ta książka jest genialna. Nie wiem czy to podchodzi już pod jakąś chorobę, bo pod książkoholizm już na pewno – i nie mam zamiaru iść na odwyk! Emocje jakie wywołała we mnie ta książka są ogromne, nie mogę uwierzyć w to co napiszę, ale mam wrażenie, że drugi tom jest jeszcze lepszy niż pierwszy. Akcja potoczyła się niezwykle wartko, pojawiło się coraz więcej tajemnic, jednak najbardziej rozbroiło mnie zakończenie. Jestem na takim etapie rozpaczy, że mam ochotę wejść na Amazona i zakupić 3 tom w oryginale, byleby jak najszybciej poznać zakończenie tej historii.
Dodatkowo muszę też wspomnieć o nowych bohaterach, który pojawili się w Rozdartej. O dziwo nie pojawił się nikt, kto byłby zbędny i nudny. Każda postać miała jakiś swój cel, swoją rolę – większą lub mniejszą. Oczywiście znalazłam te, które mnie irytowały, rozśmieszały, ale jedna postać sprawiła, że moje serduszko zabiło mocniej. Chciałabym wspomnieć o tym kimś znacznie więcej, ale nie mogę, bo nie chce spoilerować, jednak ten, kto przeczyta Rozdartą i zostanie ze złamanym sercem jak ja, będzie wiedział o kogo mi chodziło. Każdy szczegół w tej książce, każda postać, wydarzenie – wszystko ma sens i gdy zbliżamy się do końca wiele rzeczy się wyjaśnia. Jednak zamiast być spokojnym, pojawia się wielki znak zapytania, który zapewne będzie nas dręczył do końca trzeciego tomu. Choć muszę wspomnieć, że jeden moment przewidziałam. Podczas czytania, gdy zbliżaliśmy się do wyjawienia zagadki, zapaliła mi się żarówka nad głową i wiedziałam, że pewna osoba będzie zdrajcą (zresztą, od początku tej osoby nie lubiłam!). Przekonałam się, że moja intuicja nadal nie zawodzi, choć żałuję, że nie przewidziałam jednej rzeczy.

Coulson ma w oczach ostrzeżenie. Wie, że coś zataiłam, że nie powiedziałam wszystkiego. Krew odpływa mi z twarzy. Agent uśmiecha się, ale nie czuję się od tego lepiej.
Idź już. Nie możesz się spóźnić na matematykę.
Zrywam się z krzesła i niemal rzucam się do drzwi. Wie nawet, jaką mam teraz lekcję?
O, Kyla?
Zatrzymuję się.
Uznaj, że dziś miałaś szczęście. Nie jestem cierpliwym człowiekiem. Kiedy będziemy rozmawiać następnym razem, chcę usłyszeć więcej. Chcę całej historii. Idź! – warczy.

Teri Terry, stworzyła genialną powieść, która porywa czytelnika w dalsze losy bohaterów. Od pierwszy stron trzyma w napięciu i sprawia, że nie można się oderwać. Rozdarta jest świetną kontynuacją, naprawdę wartą uwagi i na długo będę pamiętać o tym tomie i tym, co się wydarzyło. Co więcej, mam ochotę usiąść i przeczytać ją jeszcze raz!. Była tak dobra, że trudno mi napisać, więcej niż samo „kocham to!!!” Jeśli jeszcze nie znaliście tej serii, to koniecznie zabierzcie się za pierwszym tom, a zaraz potem za drugi, gdyż warto! Nie zapomnicie o tej książce i nie wyobrażam sobie, by komuś mogła się ona nie podobać.
Polecam tę książkę z całego serca. Powtarzam to już trzeci raz, ale naprawdę jest genialna i po prostu achh... Mózg mi wybuchł od zakończenia.
Moja ocena to 10/10 – a i tak za mało.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Młody Book
Autor: Teri Terry
Oryginalny tytuł: Fractured
Stron: 384
Data pramiery 21 lutego 2018r
Za książkę dziękuję

11:56

#185 Recenzja książki "Dzień 7" Kerry Drewery

#185 Recenzja książki "Dzień 7" Kerry Drewery

A Ty co jesteś w stanie zrobić dla bliskiej osoby?

Cela 7 znalazła się w spisie najlepszych książek ubiegłego roku. Nigdy nie ukrywałam, że ta powieść mnie poruszyła i stałam się jej ogromną fanką. Recenzja pierwszego tomu była czystą przyjemnością i nie mogłam się doczekać, aż w swoje łapki dorwę drugą część. Kiedy wyszła informacja o dacie premiery Dzień 7, cieszyłam się jak głupia. Dosłownie, jarałam się jak dzwonek! Oczywiście czekanie na egzemplarz recenzencki było czystą formalnością i gdy przyszła paczka od razu nagrałam filmik z jej udziałem (pojawił się na fanpage, ale wstawię Wam go także na koniec tej recenzji). Wszystko pięknie, ładnie, jednak jedna myśl nie dawała mi spokoju. Czy drugą część mojej kochanej Celi 7 dotknie „klątwa drugiego tomu?” Bardzo się tego bałam, gdyż spotkało mnie to już nie raz przy książkach, gdzie pierwszy tom był cudowny, idealny, a drugi... no klapa. Jak sprawdził się Dzień 7? Co się wydarzyło?
Martha nie może się pogodzić z tym, że jej ukochany Isaac został zamknięty w celach śmierci i teraz on będzie sądzony przez ludzi, którzy są zmanipulowani, którym wmawia się kłamstwa. Kiedy Martha była w ostatniej Celi Śmierci Isaac, dowiódł, że to nie ona zabiła, że jest niewinna. Udowodnił, że ludzie wysoko postawieni fałszują dokumenty na swoją korzyść, uciekają od kary. Jednak kiedy tylko wsadzili go do Celi 1, wszystkie dowody zniknęły, nagrania usunięto i sfałszowano tak, że teraz wszyscy chcą jego śmierci. Tylko niewielka garstka osób wierzy w to, że rząd steruje słynnymi programami, ale to za mało, by go uniewinnić. Na dodatek rząd poluje też na Marthę, która musi udowodnić, że to, co zrobił Isaak, zrobił w jej obronie i że nie powinien zostać zabity. Jednak sprawy się komplikują, ludzie są coraz bardziej rządni krwi, wszyscy spiskują i już nie wiadomo komu ufać, a komu nie... Co się stanie z Isaakiem? Czy Marthcie uda się go uratować?
Opis jest krótki, gdyż nie chcę Wam zdradzać za dużo akcji, a zapewniam – zaczyna się ona od pierwszych stron. Prolog, który udostępniłam na Instagramie (link) upewnił mnie, że ta książka będzie genialna. Teoretycznie nie ma w nim dużo, ale za to treść i emocje jakie są tam zawarte sprawiły, że serduszko mi mocniej zabiło. Dalsze czytanie poszło jak z płatka. – gdy tylko dorwałam się do tej książki w weekend, w pokoju można było usłyszeć tylko szelest przewracanych kartek. Gdy mama wchodziła do mnie zawsze siedziałam w tej samej pozycji, z oczami wbitymi w książkę i cóż... kontakt ze mną był mocno utrudniony. Autorka kolejny raz pokazała, że ma genialny pomysł na fabułę, idealnie wszystko rozplanowała, dzięki czemu akcja biegnie szybko, ale w wyważony sposób. Czytelnik cały czas dowiaduje się czegoś nowego, przywiązuje się mocniej do bohaterów, przyziemne zajęcia schodzą na drugi plan i nic więcej się nie liczy. Książka wciągnęła mnie do tego stopnia, że w kilku momentach miałam łzy w oczach.

MARTHA (krzyczy): Pieprzyć spokój! On mi zabił matkę. Celowo ją przejechał. Mieliśmy to na filmie z monitoringu! Isaak pokazał to na żywo w telewizji!
Głos jej się łamie. Publiczność wybucha drwiącym śmiechem.
MARTHA (krzyczy przez łzy): Mieliśmy dowody korupcji! Listy, dokumenty! Nazwiska przekupionych policjantów! Wszystkie kłamstwa czarno na białym!

Dzień 7 to świetna kontynuacja serii. Zdarza się, że autorzy w drugim tomie sporo miejsca poświęcają na streszczenie fabuły pierwszej części. Niby chcą delikatnie wspomnieć, a jednak wtedy mam wrażenie, że czytam drugi raz to samo. Jednak tej książki zupełnie ten problem nie dotyczy! Akcja toczy się swoim torem, nie ma zbędnych sentymentów, wielkiego wracania do wydarzeń – z wyłączeniem momentów, gdy dialog tego wymaga. Moim zdaniem to wielka zaleta – lubię, gdy akcja biegnie swoim torem, a ja mogę dać się wciągnąć w kolejne knucia i intrygi. Jednak to, co mnie zachwyciło to fakt, że poznałam bliżej bohaterów, weszłam głębiej w system karania, jaki jest przedstawiony w książce. Najbardziej cieszę się z tego, że poznałam bliżej Marthę. W pierwszym tomie autor poświęcił jej sporo uwagi, ale trudno dowiedzieć się czegoś więcej o bohaterze, gdy ten przebywa zamknięty w białej celi, nie ma do niczego dostępu, nic nie słyszy – w takich warunkach można oszaleć i jej postać była tak właśnie przedstawiona. Każdego dnia przechodziła kolejne fazy, ale dopiero gdy wyszła na wolność, jej książkowa osobowość jakby rozwinęła skrzydła i dała się poznać na nowo. Czasem mnie irytowała, czasem ją podziwiałam, ale najbardziej wczułam się w jej sytuację i zaczęłam mocno zastanawiać się, co ja bym zrobiła na jej miejscu.

Muszę uratować Isaaca – bełkoczę z ustami pełnymi makaronu, by zmienić temat.
Patrzę na Maxa. Czy powinnam mu powiedzieć o propozycji Patty? Zdradzić jej plan?
Czy nie będzie próbował mi tego wyperswadować?
Jeśli chcę jeszcze zobaczyć Isaaca, jeśli chcę uwolnić niewinnego człowieka i razem z nim walczyk o sprawiedliwość, jakie mam wyjście?

Kerry Drewery to stanowczo moja nowa ulubiona autorka, którą będę czytać zawsze. Cela 7 i Dzień 7 to powieści, które wywołały we mnie ostatnio najwięcej emocji. Jednak zakończenie obu tych książek zostawiło mnie zawieszoną w niepewności. Wiem, że czekanie na Finał 7 będzie okropne, ale zarazem może być to najlepszy tom. Do wyjaśnienia zostało jeszcze wiele zagadek, cały system kar, który bez wątpienia jest wadliwy i przede wszystkim czekam na to, jak potoczą się losy bohaterów. Mam tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi! Dzień 7 to książka, która na pewno znajdzie miejsce w najlepszych książkach tego półrocza, a może nawet i tego roku. Genialna powieść, której nie zapomnę przez długi czas. Nawet nie mam czego się przyczepić... Po prostu chcę kolejną część!!
Moja ocena to 10/10. Gdyby się dało – dałabym więcej.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Młody Book
Autor: Kerry Drewery
Oryginalny tytuł: Day 7
Stron: 449
Data premiery: 15 lutego 2018r.
Za książkę dziękuję


17:27

#184 Recenzja książki "Słodkie Rozkosze" Christina Lauren

#184 Recenzja książki "Słodkie Rozkosze" Christina Lauren

Spełniaj marzenia, nawet jeśli się boisz, że się nie uda!

Dzień, w który otrzymałam plik z książką był brzydki, szary, zimny i jeszcze coś padało za oknem. Nic tylko zawinąć się w koc i zniknąć za sprawą jakiś bohaterów. Plan powiódł się, gdyż do południa dostałam maila od Wydawnictwa Zysk i S-ka z propozycją zrecenzowania Słodkich Rozkoszy. Można powiedzieć, że mieli idealne wyczucie czasu, gdyż miałam gorsze samopoczucie i w sumie cały tydzień siedziałam i czytałam książki. Każdy dzień tygodnia, inna książka. Rozumiecie więc, że nie mogłam odmówić, a nawet, gdy tylko dostałam plik, to od razu zabrałam się za czytanie. Słodkie Rozkosze otwierają nową serię Wild Seasons, tej autorki i mam nadzieję, że będzie równie ciekawa jak poprzedni cykl wydawany przez Zysk i S-ka. A o czym w ogóle to jest?
Trójka przyjaciółek skończyła college i postanawia uczcić to wyjazdem na weekend do Las Vegas. Nie mogą doczekać się relaksu, zapomnienia i przede wszystkim cudownej zabawy. Uważają, że zasłużyły na odpoczynek po takiej ciężkiej harówce jaką ostatnio miały. Pakują się do małego samochodu jednej z nich i ruszają w podróż, zostawiając za sobą wszystkie zmartwienia i problemy dorosłych ludzi. Jedna z przyjaciółek – Mia już na początku pobytu poznaje Ansela, francuza, który zachwyca ją nie tylko swoim ciałem, ale także potrafi sprawić, że Mia mówi więcej, niż przez kilka ostatnich miesięcy, zapomina o swojej nieśmiałości. Oboje przyjechali by odpocząć i zaszaleć, Mia zawsze rozważna i poważna postanawia pójść na całość i spędza z Anselem mnóstwo czasu. Ona ze swoimi przyjaciółki, on ze swoimi, bawią się w szóstkę, a Mia budzi się rano nic nie pamięta. Ma ogromne kaca i … co się właściwie stało? Kobieta jest do tego stopnia zafascynowana Anselem, i tym jak przy nim się czuje, że postanawia zgodzić się na jego propozycję i spędzić z nim resztę wakacji we Francji!

„— Boże, skąd ten upał? — krzyczy z fotela kierowcy.
Stąd, że mkniemy przez pustynię z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę w samochodzie z późnych lat osiemdziesiątych, bez klimy — odpowiada Harlow, wachlując się programem uroczystości. — A przypomnijcie mi, dlaczego nie pojechałyśmy moim samochodem?
Bo czuć go kremem do opalania i podejrzanymi decyzjami?! — wrzeszczę, kiedy odwraca się do mnie gwałtownie z przedniego siedzenia.”

Autorka nie marnowała czasu w tej książce, już od pierwszych stron wchodzimy głęboko w fabułę i zaczynamy podążać za akcja. Wystarczy przeczytać kilka stron, by poznać niesamowite poczucie humoru bohaterek, a także wejść w ich kobiece umysły. Muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało, prawie od początku mogłam się pośmiać. Książkę pochłonęłam w kilka godzin i nie żałuję. Mimo paru minusów, o których wspomnę poniżej, to historia Mii i Ansela pomogła mi oderwać się od tej brzydkiej pogody i chandry, która mnie łapała. Tamten tydzień czytania, był czymś, co pomogło mi wrócić do żywych, jak i również ta książka się do tego przyczyniła. Może okay, nie jest to najlepsze dzieło świata i czytałam lepsze powieści, ale sprawdziła się idealnie, gdy chciałam się zrelaksować, poczytać romans i nie zastanawiać się, co potem. Christine Lauren stworzyły (bo dowiedziałam się, że to duet? Poprawcie mnie, jeśli się mylę) historię, którą przeczyta mnóstwo kobiet i pokochają ją z całego serca. Ja sama, może nie jestem wielką fanką Mii, ale za to Ansel był moim faworytem. Miał wady, ale również i zalety. Wiele autorek, tworzy mężczyzn, który są perfekcyjni, bez wad, dosłownie chodzące herosi.
Teraz pomówię o minusach. Póki byli w Vegas akcja mi się podobała, było zabawnie itd., lecz kiedy Mia poleciała już do Francji, zrobiło się dziwnie. Nie tyle, co się nudziłam, co było … nawet nie wiem jak to określić. Po prostu dziwnie. Wiem, że zabiegiem miało być to, że oni się ledwo znają, a już mieszkają razem i chcą spędzić ze sobą resztę wakacji, więc jest momentami niezręcznie, krępująco czy sztywnie. Tak miało być, ale jak dla mnie skończyło się dziwnie, i póki bohaterowie się nie dotarli, to było dziwnie i nijak. Te momenty mi się nie bardzo podobały i miałam wrażenie, jakby zabrakło pomysłu, więc zróbmy, że czują się niezręcznie ze sobą. Nie wiem jak inaczej to opisać, nie spoilerując wam. Jeśli ktoś czytał, to niech mi napisze, czy mu się podobało co Mia wymyślała, gdy Ansel wracał do domu po pracy.

Jestem Ansel.
Nie zwracam na niego uwagi, wkładając klucz do zamka.
Czekaj! Powiedz mi tylko, jak masz na imię.
Zerkam przez ramię. Wciąż się uśmiecha. Poważnie, w trzeciej klasie jeden dzieciak miał dołeczek i nie budził we mnie takiego uczucia. Ten chłopak powinien nosić na stałe naklejkę ostrzegawczą.
Zamknij się teraz, jutro ci powiem.”

Słodkie Rozkosze to książka na pewno dla miłośników romansów, którzy kochają, gdy pary się poznają, a między nimi iskrzy tak mocno, że mogliby rozpalić ognisko. Moim zdaniem, książka jest poprawnie napisana, zabawna, lekka, a bohaterzy są ludzcy. Wiem też, że na pewno sięgnę po kolejne tomy, gdyż jestem ciekawa tego, co z przyjaciółkami Mii, jak one skończą i kogo sobie wybiorą. Książka jest dobra na tej okres, gdzie nie mamy jeszcze wiosny, ale bardzo jej pragniemy. Rozgrzeje nas, sprawi, że dostaniemy rumieńców i tym bardziej zapragniemy wakacji, by móc mieć własne wakacje niczym z książki.
Ogólnie rzecz biorąc, to polecam tę książkę. Miło spędziłam przy niej dzień, odprężyłam się i jak pisałam na pewno sięgnę po kolejne tomy.
Moja ocena to 7/10
PS: Okładka jest boska!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Christina Lauren
Oryginalny tytuł: Sweet Filthy Boy
Stron: 394
Data premiery: 12 lutego 2018r.

Za książkę dziękuję


20:19

#183 Premierowa recenzja książki "Chłopak, który bał się być sam" Marieke Nijkamp - Patronat

#183 Premierowa recenzja książki "Chłopak, który bał się być sam" Marieke Nijkamp - Patronat

Gdy koszmar staje się rzeczywistością.

Mój jedyny, ale nie mniej wyjątkowy patronat w lutym, o którym dowiedziałam się z katalogu Wydawnictwa Feeria Young. Opis i okładka zachęcał do lektury, jednak temat w niej poruszany jest tak delikatny, że trzeba naprawdę być ostrożnym, by tego nie zepsuć. Miałam obawy, że autorka nie podoła postawionej poprzeczce. Ostatnio powieści o tej tematyce są przeważnie ciężkie to przetrawienia. Nie mówiąc, że większość autorów, którzy biorą się za takie historie, nie wykorzystuje danego materiału i tworzy z poważnego tematu, papkę dla nastolatek, która nie ma żadnego charakteru. Tak to wygląda przeważnie i to bardzo smutne, jednak przy tej książce miałam naprawdę nadzieję, że dostanę powieść, która mną wstrząśnie i sprawi, że na długo o niej nie zapomnę. Co takiego zrobiła Marieke Nijkamp z bohaterami? Jak wygląda moja ocena?
Miał to być normalny dzień, uczniowie czekali, aż dyrektor skończy swoje przemówienie by każdy mógł pójść w swoją stronę i zacząć robić swoje zadania. Kiedy już wszyscy zmierzali do wyjścia z auli, stało się coś nieoczekiwanego. Drzwi były zamknięte, ale to nie to było najgorsze. Gdy rozległy się pierwsze strzały, uczniowie nie wiedzieli co robić, najpierw myśleli, że to jakiś słaby żart. Jednak w momencie, gdy pierwsze ofiary umierały, zaczęła się panika i strach, nikt nie wiedział, co zrobić. Nauczyciele próbowali bronić uczniów, zapanować nad sytuacją, lecz gdy tylko spróbowali coś zrobić, ginęli. Napastnik nie miał litości dla nikogo. Każdy kto mu się sprzeciwiał, umierał, każdy kto czemuś zawinił w przeszłości musiał umrzeć. To nie był zwykły napad na szkołę, to była zemsta z zimną krwią. Wszyscy się bali, nie wiedzieli czy wyjdą z tego cało, ani czy ktoś im pomoże. Najbardziej bali się ci, którzy znali napastnika. Bowiem to nie był zwykły napastnik, to był jeden z uczniów, który stwierdził, że ma dość tego wszystkiego i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce...
Nauczyciele stojący najbliżej drzwi próbują przedrzeć się do Tylera, ale on strzela do nich jak do kaczek; do każdego, kto podejdzie zbyt blisko. Za każdym razem, gdy słyszę wystrzał, wzdrygam się. […] On ich zastrzelił. Boże drogi. To nie może być prawda.

Przyznaję, że kiedy zaczęłam czytać i zobaczyłam, jak często zmieniają się bohaterowie, to trochę się zniechęciłam. Jednak akcja, jaka się rozgrywała w książce jest tak wciągająca, że po chwili zupełnie mi to nie przeszkadzało. Losy bohaterów są poruszające, cierpimy razem z nimi i boimy się razem z nimi. Byłam jednocześnie przerażona, ale także zafascynowana tym, jak autorka genialnie sprawdziła się w tym temacie. Nie przekroczyła żadnej granicy, ale także poruszyła idealnie każdą strunę jaką mogła. Z przykrością muszę stwierdzić, że brakuje takich książek na rynku, poruszających trudne tematy. Na świecie jest mnóstwo osób, które są poniżane, okaleczają się, które nie dają sobie rady z rzeczywistością. Dlatego warto o tym rozmawiać, chociażby w książkach. Nie trzeba pisać tylko o seksie i miłości, bo to się sprzedaje, można również napisać o czymś, co poruszy czytelnika w całkiem inny sposób – tak jak zrobiła to Marieke.
Jak wiadomo, co książka to inna interpretacja i tak jest z Chłopakiem... Ja uważam, że jeśli by wziąć bohaterów na sto procent serio, to można by powstrzymać tę tragedię. Kiedy Tylera (strzelec) spotkała tragedia, zamknął się w sobie i skrywał swoje emocje coraz bardziej. Na początku ludzie zwracali na niego uwagę i chcieli mu pomóc, ale nie widząc zachęty z jego strony, zrezygnowali. I moim zdaniem, gdyby ktoś tak naprawdę postarałby się i wszedł w psychikę tego chłopaka, gdyby ktoś nie ukrywał tego co wie, to można by powstrzymać to wszystko. Jednak tak się nie stało. Chłopak czuł się sam, porzucony, zostawiony samemu sobie, a to poskutkowało tym, że postanowił się odegrać na innych. To mnie chyba najbardziej przeraziło w tej książce. Do czego jest zdolny nastolatek, który znalazł się na krawędzi i nic już go nie trzyma przed tym, by zrobić coś niebezpiecznego. Z jeden strony jestem zła, że wybrał tę drogę, ale w sumie nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę go popchnęło do tego.

Nie zawsze możesz zatrzymać przy sobie ludzi, których kochasz. Nie zawsze możesz przeżyć swoje życie w jednym miejscu. Świat został stworzony po to, by się zmieniać. Ale tak długo, jak długo pielęgnujesz wspomnienia i tworzysz po drodze nowe, bez względu na to, gdzie jesteś, zawsze będziesz w domu.”

Chłopak, który bał się być sam jest powieścią, która powinna poruszyć każdego czytelnika. Książka jest genialna w każdym stopniu, podczas czytania byłam wzruszona do tego stopnia, że miałam łzy w oczach, do tej pory nie mogę się pozbierać. Nie tylko dotyczy trudnych kwestii, ale również daje do myślenia. Sprawia, że po skończeniu, zastanawiamy nad wszystkim, jesteśmy zawieszeni i nie wiemy, co dalej. Na długo ta lektura pozostanie w moim sercu i będę ją polecać każdemu. A patrząc na wydarzenia z Florydy, jestem przerażona tym, że wydarzenia z książki są tak bardzo realne.
Podsumowując uważam, że Chłopak jest najlepszą książką jaką przeczytałam w tym roku. Wiem, że mamy dopiero luty, ale mam przeczytane już ich piętnaście i ta jest stanowczo najlepsza. Podejrzewam, że na pewno znajdzie się w mojej Top 10 2018 roku.
Moja ocena 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Marieke Nijkamp
Oryginalny tytuł: This Is Where It Ends
Stron: 280
Data premiery: 15 lutego 2017 roku

Za książkę dziękuję


11:10

#182 Od nienawiści do miłości jeden krok: Recenzja książki "Moje miejsce na ziemi" J. Daniels

#182 Od nienawiści do miłości jeden krok: Recenzja książki "Moje miejsce na ziemi" J. Daniels


Nienawiścią niewiele możemy zdziałać. Ważne by przebaczyć i zobaczyć, dokąd nas to zaprowadzi!


Pierwsza recenzja w lutym i muszę was ostrzec, że w ciągu kilku najbliższych tygodni, chciałabym wejść z recenzjami na kanał! To dość duży krok dla mnie, ale dzięki mini filmikom na facebooku, odkryłam, że bardzo lubię „gadanie” i chciałabym opowiadać wam o książkach, nie tylko na blogu, ale także na YouTubie. Zobaczymy jak to mi wyjdzie, robię powolne podchody do tego tematu, ale jeśli zechcecie, postaram się przyspieszyć. Jedną z książek, o których chciałabym wam opowiedzieć, nie tylko na kanale, ale także na blogu, jest powieść Moje miejsce na ziemi od J. Daniels, rozpoczynająca serię Alabama Summer. Poprzednia seria tej autorki o Słodkościach, była bardzo fajna, i podczas czytania świetnie się bawiłam, więc nie było trudno zdecydować czy czytać kolejną powieść spod pióra J. Daniels. Tylko czy ta jest tak samo dobra, jak inne książki?
Mia jest już dorosła kobietą, wie czego chce, wie jak to osiągnąć, nie daje sobą pomiatać, jest całkiem inna niż była jako nastolatka. Nadal z bólem serca wspomina czasy, kiedy była pulchniejsza, nieśmiała, i wstydliwa. A najgorszej wspomina momenty, gdy brat jej przyjaciółki Tessy – Ben dręczył ją, obrażał i poniżał. Mia nigdy tego nie zapomniała, wciąż ma wielką urazę, dlatego kiedy wraca na wakacje do rodzinnych stron, by spędzić czas z przyjaciółką, ma wielką nadzieję, że nie będzie tam Bena. By zacząć dobrze wakacje, dać się porwać szaleństwu, postanawia zatrzymać się po drodze do Tess w przypadkowym barze, poderwać tam przystojnego i ciekawego faceta, a następnie stracić z nim dziewictwo. Dość szalony pomysł kończy się upojną nocą w mieszkaniu mężczyzny, o którym nie może zapomnieć. Wszystko pozostało by tajemnicą, gdy nie to, że kilka godzin owym mężczyzna okazuje się brat Tessy, którego Mia tak nienawidzi. Najchętniej wymazałaby tę noc z pamięci, ale Ben jej na to nie pozwala, ponieważ ta noc nie była tylko dla niej wyjątkowa. Jak się skończy ta zawiła historia? Kto wygra? Mia czy Ben?

Nigdy nie mów kobiecie, że nie może tego zrobić, ponieważ my umrzemy przynajmniej próbując zrobić tę rzecz, którą jesteś tak pewien, że nie zrobimy. Myślę, że kobieca rasa jest całkowicie uparta. Może to wada projektu, ale co tam. Jestem tutaj, aby udowodnić swój punkt widzenia.”

Opis książki może wydawać się klasyczny, schematyczny i nudny, ale możecie mi wierzyć na słowo, że nie jest nudno. Przede wszystkim, uwielbiam bohaterów z tej powieści. Tessa, Mia, Ben, i ci drugoplanowi byli prze zabawni, czytanie było sama przyjemnością. Mimo że w książce jest dużo scen seksu i momentów, nie dla grzecznych dziewczynek, to bardziej skupiałam uwagę, na tym co zabawne. Ponadto, ostatnio nie miałam ochoty na romanse/erotyki, stanowczo na rynku nastąpił ich przesyt i jakoś tak się składało, że trafiałam na te gorsze. Dziękuję losowi, że tym razem udało mi się trafić na książkę, która naprawdę mi się podobała i nie tylko mnie odprężyła, ale także dała nadzieje, że nie jest jeszcze tak źle z rynkiem wydawniczym. Wiem, że to brzmi jak narzekanie, ale ostatnio naprawdę ciężko mi było trafić na coś wartego uwagi. Teraz już wiem, że gdy będę miała gorszy dzień, to sięgnę po jakąś powieść J. Daniels.
Moje miejsce na ziemi to książka o przebaczaniu, o ruszeniu do przodu, o trudnych początkach, ale przede o miłości, która atakuje znikąd. Główni bohaterowie nie mieli łatwo. Biedna Mia, nie może zapomnieć o przeszłości, nie umie wybaczyć Benowi, tego jak ją traktował. Wie, że powinna ruszyć dalej, dać mu szansę, szczególnie, że odkrywa jego tajemnicę, a także Ben stara się i prosi o przebaczenie. Jednak z drugiej strony, rana wciąż jest otwarta i bardzo powoli się goi. Relacje między tą dwójka jest bardzo wyboista i nie ukrywajmy, bardzo namiętna. Iskry aż lecą, gdy są obok siebie, świetnie się dogadują, nie kończą się im tematy do rozmów, wszystko jest pięknie, ale w takich chwilach zawsze coś musi się popsuć. Tutaj muszę wspomnieć o kolejnej zalecie tej książki, gdyż nie posiada zbyt wiele dramatów. Przeważnie romanse, jakie ostatnio czytałam są przesycone dramatami, bohaterowi są rozchwiani i niestabilni, aż w końcu po prostu irytują swoich zachowaniem. Jednak w tej książce nie ma tyle dramatów, oczywiście są sceny, gdy się coś dzieje, emocje są napięte, ale nie ma tyle tego, by zakrawało o abstrakcje.

"Czyżby nie zauważył tej wielkiej fluorescencyjnej strzałki, wskazującej na mnie i wyświetlającej napis: „Ta laska chce, żebyś ją dzisiaj przeleciał”? Cholera. To ciacho z pewnością było świetnym kandydatem na pozbawienie mnie dziewictwa."

Moim zdaniem warto przeczytać Moje miejsce na ziemi. Mnie zaciekawiła do tego stopnia, że na pewno sięgnę po kolejne tomy, nie mogę się doczekać, by poczytać o historii siostry Bena, – Tessy i jej chłopaka... Z resztą dowiecie się więcej, kiedy zapoznacie się z książką! Dla mnie to była świetna zabawa, nie raz i nie dwa, zaśmiewałam się w głos, czy wysyłałam dany fragment koleżance, gdyż musiałam się tym podzielić. Seria Słodka Obsesja, była genialna i mega zabawna, pokochałam tamtych bohaterów. Teraz, przy pierwszym tomie serii Alabama Summer, nie było inaczej. Bohaterzy są zabawni, odważni, głośni, mówiący to, co mają na myśli, a ich historie są zawiłe i emocjonalne.
Polecam tę książkę, gdyż nie tylko poprawi wam humor, ale także wpasowuje się idealnie w te prawie wiosenne dni. Mnie się podobało, dlatego polecam i Wam!
Moja ocena to 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Edipress
Autor: J. Daniels
Oryginalny tytuł: Where I Belong
Stron: 320
Data premiery 31 styczeń 2018r.
Za książkę dziękuję


19:26

Top 10 Najlepsze 2017 roku

Top 10 Najlepsze 2017 roku

Styczeń się skończył, a ja dopiero teraz przypomniałam sobie, że nie zrobiłam topki najlepszych książek z 2017 roku. Moim zdaniem to niewybaczalne, gdyż trafiło się kilka takich książek, które sprawiły, że się zakochałam, albo kompletnie „zryły mi mózg”. Mimo że myślałam, iż tych słabych książek było sporo, to wybranie tej dziesiątki było naprawdę ogromnym wyzwaniem. Niby już miałam, ale potem przypominał mi się kolejny tytuł i całą pracę musiałam zaczynać od nowa. Jednak jak wykreślić tytuł, który sprawił, że na nowo pokochało się książki? Wybór był trudny, rezygnacja z niektórych jeszcze trudniejsza, ale ostatecznie wybrałam te 10 powieści, które uważam za najlepsze w 2017 roku! Zobaczcie poniżej, co wygrało!





Ta książka jest na pewno jedną z tych, która na zawsze pozostanie w mojej pamięci i sercu. Już nie pamiętam, co skłoniło mnie do przeczytania Margo, czy namówiła mnie przyjaciółka, czy dostałam skądś, ale jedno jest pewne – to był genialny wybór. Książka nie tylko sprawiła, że mózg mi wybuchł i zrobiła się papka, ale jednocześnie, że nie mogę o niej zapomnieć. Z reguły nie lubię thrillerów psychologicznych, nie mogę się w nie wciągnąć i jakoś tak nie ruszają mnie. Jednak tutaj od początku pojawiła się nić porozumienia, główna bohaterka zaciekawiła mnie w swoją historią, ale za to zakończenie... Tak, ono jest najlepsze i po prostu rozwala system. Jeśli miałabym wybrać książkę z 2017, która najbardziej zryła mi mózg to właśnie Margo. Totalnie polecam i zawsze będę polecać!



Hah, książka, o którą jestem gotowa się kłócić z każdym. Moje przyjaciółki nie lubią, ją uważają za jedną z największych zawodów 2017, ale u mnie jest w top 3 najlepszych. Naprawdę uwielbiam historię Rune'a i Poppy, kocham każdy jej moment, choć gdy zaczynałam czytać to miałam mieszane uczucia, ale gdy zakończyłam, czułam tyle miłości, słodkości i uniesień, że starczyło mi na cały rok, gdyż później każdy romans wydawał mi nudny i płytki. Za to Tysiąc Pocałunków, jest książką totalnie dla mnie. Tillie Cole spotkałam przy jej książkach Raze i Reap, ale to całkiem odmienny gatunek i w głowie mi się nie mieści, jak autorka mogła z takiej brutalności (Raze) przejść do takich uczuć, słodkości, kwiatów itp. jak Tysiąc Pocałunków. Od tej pory jestem jej wielką fanką i wiem, że przeczytam od niej każdą książkę. I motyw ze słoikiem, no Jezu... mogłabym bez końca się zachwycać.



Kolejna powieść, którą mam zamiar chwalić. W ostatnim kwartale 2017 roku, pojawiło się nowe wydawnictwo NieZwykłe, które obiecało wydawać bardzo emocjonalne powieści. Pierwsza ich książka – Terapia, lista chętnych? Ogromna. Zachwyty? Jeszcze większe. Postanowiłam przeczytać również dlatego, że przyjaciółka powiedziała mi, że muszę poznać tę historię, że jest genialna i po prostu muszę. Przeczytałam i się zakochałam krótko mówiąc. Powieść porusza nie tylko trudny temat okaleczenia się, ale również pokazuje, że można wyjść na prostą, że wystarczy się postarać, że życie zawsze daje nam kopa w tyłek, ale warto się podnieść i robić swoje. I po prostu nie mogę zapomnieć o Kingslay'u... On jest mój, po prostu jest najidealniejszym facetem na świecie i ja go kocham. Uważam, że Terapia naprawdę dała radę i dlatego znalazła się na tej liście.



Ach, tak! To by powinno wystarczyć przy tej książce. Tę powieść czytałam również w ostatnim kwartale 2017 i omg, jakie to były emocje. Pod koniec lutego, ma premierę drugi tom tej serii, a ja wciąż nie mogę zapomnieć o pierwszym. Tym razem jest to thriller młodzieżowy, który kocham. Młody Book wybrał genialnie, bo pośród tych wszystkich romansów lub dennych powieści, w końcu spotkałam coś, co sprawiło, że nie mogłam się oderwać od czytania. Zakończenie czytałam akurat w momencie, gdy w moim pokoju był brat (bardzo gościnna ja), i gdy wzdychałam, prychałam, albo krzyczałam coś w stylu „O mój Boże, nie wierzę!” lub w przypadku zakończenia „Wiedziałam, że zakończą tak głupio!! Dajcie mi drugi tom, ale już!” patrzył się na mnie trochę dziwnie. Jednak na swoją obronę mogę powiedzieć, że to zakończenie naprawdę było podłe i nie mogę się doczekać drugiego tomu!


Ach, Jessica Sorensen. Autorka, która na zawsze pozostanie w moim sercu i nigdy nie odmówię przeczytania jej książki. Szczęście się do mnie uśmiechnęło, gdyż ostatnie tomy, jakie wychodzą od Zysk i S-ka są pod moim patronatem medialnym. Zawsze chętnie promuję książki Sorensen. Lila i Ethan nie różnili się od reszty, jednak poruszyli mnie w inny sposób. Ta historia jest wyjątkowa i tak piękna, że nie mogę o niej zapomnieć. Ethan jest idealny i po prostu uwielbiam go z całego seria. Nie tylko sam uporał się ze swoimi problemami, ale także pomógł Lili. Zachował przy tym wszystkie cechy prawdziwego mężczyzny. Ta książka jest po prostu idealna w każdym calu. Gdy skończyłam ją czytać, czułam taką wszechogarniająca miłość i pozytywną energie. Ach i tak, jak Kingslay, Ethan jest mój. Totalnie polecam, bo to było naprawdę cudowne!



Przyznaję, że do tej książki siadałam z nastawieniem na zwykły romans/erotyk, nie spodziewałam się dużo i raczej schematu, ale promocja książki była obiecująca. Jednak, jakie było moje zaskoczenie, gdy w środku zastałam naprawdę dobrą powieść i do tego zabawną! Nie wiem, kto się kryje za pseudonimem Max Monroe, ale bardzo się postarały, bo książka jest genialna! Z tego, co pamiętam, Max Monroe, to dwie pisarki, który razem napisały tę powieść i postanowiły wydać ją pod pseudonimem (lecz nie jestem pewna). Moim zdaniem wyszło im super, powieść jest zabawna, postacie barwne, a ja spędziłam kilka godzin na śmiechu i przeżywaniu wydarzeń z bohaterami! Polecam całą serię – zdradzę, że za mną już drugi tom i jest równie zabawny co pierwszy!


Oczywiście tej książki nie mogło zabraknąć na tej liście. Była również rok temu i dwa lata temu, jeśli się nie mylę. Seria Dworu stała się dla mnie czymś nieodłącznym, nigdy o niej nie zapomnę, zawsze będę kochać Rhysanda i on zawsze będzie mój, choć wiele dziewczyn/kobiet twierdzi inaczej – kłamią. Można by powiedzieć, że to zakończenie losów Feyry i Rhysanda, i jak dla mnie to idealny pomysł. Wiem, że Sarah pisze kolejne tomy Dworu, ale z tego się orientuję, to mają być o siostrach Feyry – poprawcie mnie, jeśli się mylę. Trzeci tom, jest bardzo obszerny, dzieje się bardzo wiele, akcja pędzi na łeb na szyję, a ja nie mogłam się oderwać. Przyznaję się, że ta seria zostaje moją ulubioną na zawsze i chyba nigdy się nią nie znudzę. Kocham i będę czytać wszystkie książki Maas, by znów trafić na coś wyjątkowego!


Kolejny thriller młodzieżowy i kolejny raz od Młodego Booka. To było moje pierwsze spotkanie z tym gatunkiem i od tamtej pory jest moim ulubieńcem. Wiem, że w thrillerze będą wielkie emocje, będą zagadki i rozwiązania, jakich się nie spodziewam, ale wcześniej nigdy nie miałam okazji czytać żadnego. Cela 7 była taką książką. Historia w środku, okazała się nie tylko oryginalna, ale również napisana w genialny sposób. Autorka pokazała, że można napisać coś świetnego, co nie jest schematyczne, ale również sprawiła, że osoba, która nie lubiła nigdy thrillerów, pokochała jeden z nich! Jestem totalnie zakochana i nie mogę się doczekać drugiego tomu „Dzień 7”, który ma premierę 15 lutego!




Kiedy siadałam do czytania tej powieści, posiadałam tylko e-booka. Myślałam, że to będzie taka tam młodzieżówka, na odprężenie i raczej zabicie czasu, niż coś większego. Chyba to właśnie był plus tej sytuacji, bo niczego nie oczekiwałam, a dostałam super książkę, od której nie mogłam się oderwać. Żałuję, że w tej chwili jest tak mało powieści, które mają w sobie emocje, jakąś ciekawą fabułę, a nie tylko seks i wielkie dramatyczne miłości. Ta książka była cudowna do tego stopnia, że jakiś czas po przeczytaniu jej w e-booku, kupiłam sobie papierową wersję, gdyż po prostu musiałam ją posiadać na półce. Uważam, że warto ją przeczytać, że ta historia ma w sobie morał, ale także opowiada piękną historię, obok której nie można przejść obojętnie.



I ostatnia książka, jaka musi znaleźć się na tej liście. Nie wiem, czy inni się zgodzą ze mną, ale ja wiem, że po zakończeniu tej książki nie mogłam pozbierać. Z całego serca pragnęłam kolejnego tomu i nie mogłam się doczekać, aż go dostanę. Consolation posiada ogromne pokłady emocji, sprawiała, że śmiałam się, płakałam, ale też irytowałam na bohaterów. Moim zdaniem to po części książka idealna, gdyż wywołuje u czytelnika mnóstwo emocji, nie zostawia go z niczym i nie jest nijakie. Od pierwszym stron nie mogłam się oderwać, a że to debiutancka powieść nowego wydawnictwa Szósty Zmysł, przewiduję im dużo genialnych powieści, które zachwycą kobiety w całej Polsce!


No i to moje dziesięć książek, które uważam, za najlepsze w roku 2017. Niektóre bardziej mnie poruszyły, inne mniej, ale każda w jakiś sposób sprawiła, że zakochałam się w nich. Kolejność jest przypadkowa, nie mogłam wybrać najlepszej, nie dałam rady. A wy co najlepszego przeczytaliście w 2017 roku?
Pozdrawiam,
Wasza Dominika


Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger