17:41

Zapowiedź i wywiad z Agnieszką Lis!!


Opis: "Grzegorz ma kilka lat, gdy jego ojciec opuszcza rodzinę. Chłopiec został z matką, z którą z każdym rokiem coraz trudnej mu się porozumieć. Ojciec był mistrzem i autorytetem, matka jest łatwowierną, kochającą, uległą kobietą. Ona wybacza kolejne błędy, Grzegorz przekracza kolejne granice.
Myliłby się jednak ten, kto by uznał, że to zwyczajna opowieść o konflikcie pokoleń, toksycznych relacjach i braku zrozumienia. Bo „Latawce” to próba nieustannego poszukiwania wolności, tęsknota za nią. Ale czy Grzegorz  ją odnajdzie, czy też da się oszukać jej złudzeniu? W pewnej chwili chłopak dotkliwie się przekona, że jednak człowiek nie ma skrzydeł…
Agnieszka Lis w tej wspaniałej i wzruszającej książce udowadnia, że jest niezrównaną mistrzynią formy. Nielinearna konstrukcja, element zaskoczenia niemal na każdej stronie i oczywiście nieszablonowe zakończenie sprawiają, że od książki nie sposób się oderwać."
Wywiad

DSz: Na jesień pojawiło się wznowienie dwóch Twoich książek, teraz pojawia się zapowiedź kolejnej. Co możesz nam powiedzieć o Latawcach?
AL: To bardzo emocjonalna książka. Ojca głównego bohatera spotkałam kiedyś na kawie w korporacyjnej kuchni. W pierwszej chwili nie bardzo chciałam wierzyć w to, co mi opowiedział. Historia jego syna była – i jest – niemal nieprawdopodobna, a jednak prawdziwa. Ta opowieść jest bardzo osobista - do tego stopnia, że miałam obawy, czy bohater wyrazi zgodę najpierw na rozmowę, potem na publikację.
Kilku wydawcom zaproponowałam tę powieść – za każdym razem słyszałam, że „nie mieści się w profilu wydawniczym”. Tak jakby istniała obawa, że temat jest zbyt – czy ja wiem, ciężki? Dopiero Czwarta Strona odważnie podeszła do tego tekstu, za co jestem całej ekipie bardzo wdzięczna, jak i za wiele innych rzeczy zresztą też.
Od początku wiedziałam, że książka musi mieć tytuł związany z lataniem. Było kilka wersji, ostatecznie stanęło na Latawcach. Natomiast okładka mnie bardzo, bardzo ucieszyła. Jest inna od tych, które królują na księgarskich półkach – tak inna, jak ta książka. Oby ta inność spodobała się też Czytelnikom.

DSz: Która z Twoich wszystkich powieści była najtrudniejsza i najbardziej emocjonalna dla Ciebie?
AL: Każdą oczywiście przeżywam, ale każdą inaczej. Chyba najtrudniejsza była Karuzela, najłatwiej mi było (i jest) sobie wyobrazić, że dotyka mnie los bohaterki… Chociaż bardzo emocjonalną książką są też Latawce. Pisałam je długo, bardzo długo. Od pierwszych rozmów z bohaterem powieści minęło prawie pięć lat. Długo szukałam narracji, sposobu opowiedzenia tej historii, a potem długo pisałam, choć tekstu tam nie jest wiele.

DSz: Czy zaczęłaś już pisać kolejną powieść?
AL: Co to znaczy „kolejną”?
Są już prawie skończone trzy następne ;-)

Zauważyłaś, że każda Twoja premiera jest w styczniu? Zaczęłam z Tobą znajomość przy Pozytywce i od tamtej pory, zawsze w styczniu, masz coś dla mnie nowego.
To nie jest przypadek ;-) Mój debiut, pierwsze wydanie Jutro będzie normalnie, też był w styczniu. To taki dobry początek roku, czyż nie? W przyszłym roku też planuję coś nowego w styczniu… ale nie zapeszajmy.
Na razie kończę pracę nad redakcją kolejnej książki, która ma ukazać się jesienią. Ta powieść będzie jeszcze inna, próbuję każdą książką zaskoczyć Czytelnika – tym razem to będzie jednotomowa saga rodzinna, z kilkoma pokoleniami w tle. I też z ciekawą, jak sądzę, narracją. Jakiś tam drobny szacher–macher musiałam zrobić, nudziłabym się pisząc tak „normalnie” (tutaj należałoby wstawić najpopularniejsze słowo roku, czyli iksde ;-)
A na styczeń 2019 też plany są, oczywiście. Książka jest właściwie napisana, ale materiał póki co jest nieuporządkowany i wymaga jeszcze pracy.

DSz: Skąd bierzesz tytuły? Pozytywka, Karuzela, Latawce, wszystkie trzy kojarzą się z dzieciństwem, albo czymś przyjemnym, lekkim, za to treść, jaką znajduje się w książkach jest całkiem odmienna. Czemu?
AL: I znów ci zdradzę sekret – to nie jest przypadek ;-) Tytuły mają być wieloznaczne, mieć kilka warstw, tak jak ogry (kto oglądał Shreka, ten wie). Podoba mi się ta stylistyka – jedno słowo, które dla każdego może oznaczać coś innego. Wspomnienie z dzieciństwa, albo jego brak. Bliska osoba, pamiątka… Zaś treść książki ma wypełniać różne obszary emocjonalności Czytelnika.
Sugerować, że coś w tej lekturze jest głębiej, poza warstwą fabularną.
Myślisz, że to się udaje?

DSz: Tak, myślę, że świetnie Ci idzie. I ostatnie pytanie. Stresujesz się premierą? To już za kilka dni, recenzenci dostaną swoje egzemplarze i opinie się posypią. Boisz się czegoś najbardziej?
AL: Stresuję się i boję się. To nie jest typowa, prosta książka, bajka o codziennym życiu, w którym bohaterowie mierzą się z trudnościami, ale w przewidywalnej perspektywie wszystkie sprawy układają się należycie. Takie opowieści też umiem pisać, ale nie są dla mnie wyzwaniem. Chciałabym pisać książki, które są dla Czytelnika ważne, które z Nim pozostaną. Mam wrażenie, że jest spora grupa Czytelników, którzy takiej właśnie lektury oczekują, którzy nie lękają się pomyśleć nad tekstem.
I najbardziej boję się tego, że się pomyliłam – że grupa tak zwanych „myślących” jest tak niewielka, że książka nie znajdzie swojego odbiorcy… Wierzę, uważam, że Latawce są dobrze napisaną książką. Wiara jednak nie czyni Czytelnika… Więc się boję ;-)
Dziękuję bardzo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger