19:33

Top 10. Najgorsze książki 2017r.


Przyszedł czas w tym miesiącu i roku, by pojawiły się najgorsze książki 2017. Przyznaję, że przez te dwanaście miesięcy, przeczytałam więcej złych książek niż myślałam, że to możliwe. Zazwyczaj zawsze trafiałam na powieści, które od razu mi się podobały i czytało je się bez problemu, ale w 2017 stało się coś dziwnego. Z każdą kolejną książką miałam wrażenie, że poziom się zaniża. A to drażnili mnie bohaterowie, a to fabuła była tak bez sensu, że aż miałam ochotę walić głową w biurko. Nie mówiąc o tym, co zdarzało mi się najczęściej – schematyczność! Tak, stanowczo rok 2017 uważam za schematyczny, a te powieści, które zobaczycie poniżej, to cóż... nie miałam żadnych wątpliwości czy wahań, czy muszą znaleźć się na tej liście. Zapewne, wielu z was się nie zgodzi ze mną i będziecie bronić tych książek. Ale to normalne, gusta są różne i nawet z moimi przyjaciółkami nie zawsze się zgadzam, przy jakiś historiach.
Teraz nie przedłużając, przedstawiam wam, najgorsze 10 książek jakie przeczytałam w 2017r.


 Zacznijmy od tych, co jeszcze mogłam przeczytać i nie miałam ochoty tym rzucać. Do takiej książki należy kolejna powieść od Mii Sheridan, która mnie chyba najbardziej zawiodła w tym roku. Jej pierwsza powieść „Bez słów” było tak dobre, że do tej pory uwielbiam do niej wracać. Jednak z każdym kolejnym tomem, było coraz gorzej. Bez uczuć, jest dokładnie bez uczuć. Przez całą lekturę, dosłownie od początku do końca, miałam wrażenie, że czytam słaby harlequin z lat 90'. Totalnie mnie to nie ruszyło i strasznie się nudziłam przy czytaniu. Zastanawiałam się, gdzie podziała się ta Mia z Archera, co stało się z autorką, że przestała wkładać uczucia w swoje książki, a pisze je po prostu, by były? Moim zdaniem, słabe i to bardzo przez co, mam coraz mniejszą ochotę sięgać po kolejne powieści tej pani.



Kolejna zła książka, to premiera z listopada jak się nie mylę. Sięgnęłam po nią, gdyż czytała ją moja przyjaciółka, która ją zachwalała, poza tym wiedziałam recenzje booktuberów, więc stwierdziłam „Co mi szkodzi?”. Chciałam przeczytać w końcu coś dobrego, co nie jest romansem, a książką między fantasy, a przygodówką. Myślałam, że znalazłam idealnie, ale cóż.... Tak się nie stało. Przeczytałam tę powieść tylko z braku czegoś lepszego pod ręką, inaczej przerwałabym ją w połowie, albo co gorsza, gdyby była dłuższa to bym usnęła. Kolejny raz, bohaterzy wydawali mi się irytujący i nieogarnięci. Czasami jakby sami nie wiedzieli, co chcą zrobić, a akcja postępowała tak powoli, że gdyby usunąć nudne i niepotrzebne wątki, to objętość byłaby o połowę mniejsza. Mimo pięknej okładki i ciekawego opisu, Spectrum nie objawia się niczym oryginalnym i ciekawym. Raczej powiastka na nudny dzień, gdy nie chce się nic robić.


Teraz sięgnijmy po erotyk. Pierwszy tom, tej serii bardzo mi się podobał. Śmiałam się, wciągnęłam w historię i nie mogłam się doczekać kolejnej części. Myślałam, że historia Vince będzie jeszcze lepsza, byłam wręcz pewna, że będzie idealnie. A mimo to się zawiodłam. Może w tym tkwi szkopuł, bo miałam zbyt wielkie oczekiwania i dlatego tak mi się nie podobało. To nie jest może najgorsza książka, bo jest stylem podobna do Gracza, ale stanowczo jest największym zawodem. Nie bawiłam się, nie rozbawiła mnie tak bardzo jak pierwszy tom, raczej już było przewidywalne, irytująco i bardzo porywczo. Vince nie przypadł mi do gustu, raczej odepchnął mnie swoją osobą i charakterem. Żałuję bardzo, bo ta seria miała być jedna z lepszych w tym roku


Jak już jesteśmy przy erotykach, to zróbmy je wszystkie. Kolejna książka jest nie tylko głupia, wkurzająca, narwana, irytująca, ale także po prostu bez sensu. Wiem, że dziewczyny, kobiety, blogerki robiły atak na Wydawnictwo Kobiece, by wydało serie Braci Slater. Nawet mi znajome mówiły, że również mam pisać i się dopytywać, prosić. Kiedy w końcu pojawiło się na rynku, nie mogłam zrobić nic innego, jak tylko sięgnąć po Dominica i zobaczyć o co tyle szumu. Ale serio, spodziewałam się wszystkiego, ale na pewno nie tego, co tam zastałam.... Bohaterowie w tej książce byli na sto procent nadpobudliwy. To, jak się do siebie odzywali, jak na siebie się rzucali (nie w erotycznym sensie), to po prostu głowa mała. Serio, gdyby ktoś mnie wkurzał w takim stopniu w jakim działali na siebie Dominic i Bronagh, to na pewno nie wchodziłabym z taką osobą w związek. Ta książka to po prostu bleh... I nie rozumiem, po co powstała część Bronagh? Ktoś mi wyjaśni?


Kolejna książka to kolejne wielkie oczekiwanie z mojej strony. Gdy promowały to moje zaznajomione blogerki, to byłam pewna, że jest to genialna książka. Więc kiedy był Black Friday, zakupiłam sobie egzemplarz w promocji i gdy przyszedł zabrałam się do czytania, bo już chciałam wiedzieć, o czym to jest. Początek, pierwsze dwadzieścia stron jeszcze było „spoko”, czytałam, nawet się zaśmiałam parę razy, ale potem zaczęły pojawiać się absurdy. Przy pierwszej dziwnej rzeczy, myślałam, że to wyjątek i sprawa zaraz się wyjaśni, ale nieeeee. Im dalej brniemy, tym absurdów jest więcej. Ta książka nie jest gruba, nie dobija się do trzystu stron, albo ma niewiele ponadto, ale za to jest w niej wszystko. Dosłownie każdy dramat z romansów znajdzie się w tej powieści. Nie tylko jest absurdalnie głupia, ale infantylna, bezsensu i zła. Nie rozumiem czym inni się zachwycali, ale ja czuję, że zmarnowałam czas i pieniądze....


Tym razem wchodzimy w fantastykę i wznowienie serii. Bardzo się na nią napaliłam, bo przyjaciółka bardzo mi polecała i sama nie mogła się doczekać. Tak się udało, dostałam książkę do recenzji i z przyjemnością zasiadłam do czytania. Chciałam dobrego wątku z wilkołakami, wampirami itd. Jako, że to egzemplarz recenzencki, chciałam napisać pozytywną recenzję i polecić to swoim czytelnikom. Jednak nie lubię was okłamywać i zawsze jestem fer wobec was. Dlatego musiałam napisać negatywną recenzję, bo kompletnie mi się nie podobało. Było nudno, przewidywanie, a główna bohaterka mnie drażniła, Boże jak ona mnie irytowała. Naprawdę sobie nie wyobrażacie, w niektórych chwilach miałam ochotę odłożyć książkę, powiedzieć, że to pieprzę i nie czytam dalej. Jednak dotrwałam do końca, napisałam recenzję i stwierdziłam, że dalszą część serii zostawię komuś innemu.


Jeszcze jedną książkę tej autorki spotkamy poniżej, ale teraz chciałabym omówić tę nowszą i wydaną w innym wydawnictwie. Zacznę od tego, że ta okładka jest złaaa... Nie żebym się czepiała, ale serio, ten pirat? No błagam Was! :D Czy grafik nie oglądał Piratów z Karaibów? Tak wyglądają piraci, nie ten pan z okładki, który się przebrał na bal karnawałowy. Wiem, że fani tej autorki, już mnie opluwają jadem, ale poczekajcie, dajcie mi dojść dalej. Po pierwsze, jeśli facet cię porywa, to nie zakochuj się w nim, po drugie jeśli inny facet cię gwałci to nie troszcz się o niego tylko go wykastruj i wrzuć do rzeki z dziurą w głowie. Po trzecie, jeśli facet, który cię porwał ma wszędzie kamery, śledzi każdy twój krok, a do tego wykorzystuje cię do własnych potrzeb seksualnych, to nie jest sexy, to nie jest troska, za takie coś idzie się siedzieć. I nie broni go to, że jest „piratem”...Po za tym, cały ten „gang” głównego bohatera, jest nijaki. Ja mam więcej w sobie hardu, zacięcia i stanowczości, niż oni wszyscy razem wzięci. Serio, jestem bardziej stanowczo dla 4letniej siostrzenicy, niż oni byli, gdy główna bohaterka ma widzi misie, przez które musieli narażać własne życia. Ta książka to takie nope...


Przeszłyśmy do książek, które naprawdę sprawiły, że miałam ochotę krzyczeć z frustracji, beznadziejności i desperacji... Jedną z takich książek jest Luonto! Tak, kolejny mój egzemplarz recenzencki, który zachwycił mnie szatą graficzną i opisem. Po prostu nie mogłam się doczekać, aż go dostanę. Zaczęłam czytać i mimo ciut irytującej bohaterki, wciągnęłam się w fabułę i naprawdę byłam ciekawa, jak się skończy. Ale potem nastąpiło coś, co mnie wytraciło? Nawet nie wiem jak to opisać. W połowie książki, następuje zmiana fabuły, robi się wielkie bum i akcja obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. I to wcale nie na dobre. Jeśli pierwsza połowa mi się podobała, tak druga połowa mnie zniesmaczyła, ogłupiła i zostawiła z lekkim WTF? Przez długi czas zastanawiałam się czemu. Teraz niby wiem, czemu autorka zrobiła tak, a nie inaczej, ale no nie mogę. To naprawdę mogło być dobre fantasy, a skończyło się tak, że książka jest gdzieś głęboko schowana między półkami i nie mam ochoty nigdy jej wyciągać. Dziwni bohaterowie, dziwny zabieg i jeszcze głupsze zakończenie...


Zostały nam dwie pozycje. Pierwszą z nich jest, książka, która była promowana bardzo głośno, okładka przyciągała z daleka, nie wahałam się przy sięganiu po nią. To było moje pierwsze spotkanie z tą autorką, a że słyszałam o niej wiele dobrego, to nie bałam się, a raczej byłam pewna, że to będzie jedna z lepszych książek tego roku. But... Nie tyle jestem zawiedziona tą powieścią, ale wkurzona tak zmarnowanym materiałem na cudowną historię. Ci co czytali, wiedzą, że główny wątek tej historii, był wzięty z życia, że autorka poznała osobę, której przydarzyło się coś podobnego. I to mnie najbardziej irytuje, nie głupia bohaterka, nie zły styl, nie infantylność i irracjonalność głównej bohaterki, nie, dziwne wątki, które się pojawiają, ale to, że taką historię, z której można było zrobić cudo, która naprawdę mogła być dobra i nieść przesłanie jakieś. To mamy kiczowaty romans dla nastolatek, bez morału, bez prawidłowych emocji, tylko taka tam opowiastka o wszystkim i o niczym. Nie rozumiem, jak można taki potencjał wgnieść w ziemię. Wiem, że wielu osobom ta książka się podobała i znaleźli w niej coś podniosłego i niesamowitego, ale dla mnie to tylko zmarnowany potencjał na coś wielkiego, co mogło naprawdę osiągnąć genialny sukces, gdyby nie zostało wciśnięty między tani romans dwójki rozchwianych i głupich ludzi. Przepraszam bardzo, jeśli ostro, ale to jest złe i nie umiem zrozumiem takiego czegoś...


I czas na ostatnią książkę. Podobno hit wattpada. Podobno jedną z najlepszych autorek, jakie pojawiły się w tym roku na rynku. Podobno sprzedała ponad 10 tysięcy egzemplarzy książki. Gdy napisałam negatywną recenzje, ludzie niezbyt mnie zrozumieli, a raczej powiedzieli, że jak mogę coś takiego pisać, jako osobą chcąca coś wydać. Jak? Normalnie... Ludzie, ta książka to skupisko tego, czego się nie powinno robić. Jeśli główna bohaterka pije przez 3/4 powieści, to nie „imprezowa dusza” to alkoholiczka. Jeśli bohaterzy kłócą się, dosłownie pieprzą się, zrywają i wracają do siebie, nie nazywajmy tego „burzliwą miłość”, tylko problemy psychiczne. Kolejny punkt, jeśli piszemy książkę o tancerce, sportowcu, no każdym, kto musi dbać o swoją kondycje, bo tego wymaga praca, to takie osoby nie mogą imprezować pięć razy w tygodniu i wypijać flaszki wódki na dzień dobry. Nie wspominając, że na początku książki, znajdziemy opis, gdy jeden bohater uczy palić trawkę drugiego. Nie chodzi o jakieś tam „zaciągnij się głęboko i wstrzymaj powietrze”, ale naprawdę dokładny opis, jak należy ćpać, by się ujarać. Wiem, że w tych czasach to powszechne i wnet przedszkolaki będą to wiedzieć, ale to nie znaczy, że mamy w książkach młodzieżowych opisywać jak ćpać, chlać i się pieprzyć... Najlepsze według mnie jest zakończenie. Ci co mnie znają, wiedzą, że miałam ubaw po pachy, uruchomił się mój czarny humor i nadal twierdzę, że to idealne zakończenie. I nadal, tak jak w recenzji, twierdzę, że te wypociny, nie powinny wyjść dalej niż wattpad. To oficjalnie najgorsza książka jaką czytałam w 2017 roku i dla mnie to niepojęte, jak ktoś może mówić, że to wartościowe, świetnie zrobione i najlepsze w tym roku.
WIELKIE NIE DLA TEJ KSIĄŻKI. NOPE!!!!

Okay, to wszystkie książki, jakie uważam za najgorsze w 2017 roku. Część z nich to totalne zawody, a inne to po prostu złe powieści, na które szkoda było zabijać drzewo. Nie bijcie za bardzo, ale to są moje opinie.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

10 komentarzy:

  1. "Zew księżyca" najgorsza okładka wszechczasów, ja sie nawet nie zblizam do tej książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety musze się zgodzić, że no nie powala... Treścią też mnie nie zachwyciło :D

      Usuń
  2. Zgadzam się co do "Dance, sing, love" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Totalnie, najgorsza książka jaką czytałam w 2017,16,15 i jeszcze chyba szybciej :D

      Usuń
  3. Uwielbiam takie szczere, dosadne i zabawne podsumowania, które czytam śmiejąc się w głos. Chociaż przypuszczam, że Tobie nie było do śmiechu, kiedy musiałeś czytać te arcydzieła.
    Nie dziwi mnie zresztą obecność tych powieści w rankingu, spodziewałam się, że są złe I nawet nie próbowałam się z nimi mierzyć. Jedynym zaskoczeniem jest dla mnie Mia Sheridan, bo dotychczas przeczytałam chyba 5 albo 6 jej książek i wszystkie mi się podobały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah no nawet ja się bawiłam to czytając :D Mia właśnie długo była i mnie na liście autorek, które lubie, bo czymś mnie zaskakiwały, ale przy tej powieści, to było takie "bosz, skończ już..." Wiem, że w lutym ma wyjść jej kolejna powieść, ale tym razem od Edipress, jak dobrze kojarze i na pewno przeczytam :D

      Usuń
    2. Tak, też czekam na tę nową książkę Sheridan. Ogólnie to jak wyszła zapowiedź Rozgrywki to bardzo liczyłam, że okaże się być czymś na miarę Układu, ale szybko okazało się, że nie ma na to szans :D

      Usuń
    3. Tak, też czekam na tę nową książkę Sheridan. Ogólnie to jak wyszła zapowiedź Rozgrywki to bardzo liczyłam, że okaże się być czymś na miarę Układu, ale szybko okazało się, że nie ma na to szans :D

      Usuń
  4. "Bez uczuć" i mnie zawiodło i pojawiło się na też na mojej liście "najbardziej rozczarowujących książek". Poprzednie 3 tomy były świetne a "Bez szans" i "Bez winy" pojawiły się nawet w "najlepszych". Ale "Bez uczuć"? Idealnie napisałaś - było bez uczuć.
    "Spectrum" nie miałam nawet w planach, więc jak widać nic nie tracę.
    "Szansa" od Vi Keeland to powiastka na chwilę. Szczerze mówiąc to już nawet nie pamiętam o czym dokładnie była. Aczkolwiek miło spędziłam czas czytając ją.
    "Dominic" - najgorszy gniot jaki czytałam. Serio, jestem tak zdziwiona ilu osobom się on podoba, że w pewnym momencie się zastanawiałam czy to ze mną jest coś nie tak, czy może coś przeoczyłam. No bo serio? Bohaterzy głupi i niedojrzali. Słownictwo rodem z podstawówki, wyskakiwanie z łapami na każdego. No po prostu nie. Szkoda, że taki "Dominic" jest zachwalany i promowany a tyle perełek wciąż nie zostało wydanych :(.
    "Rozgrywkę" mam dopiero w planach. I choć czytałam wiele razy, że nie warto, to jakoś ciągnie mnie, by przekonać się samej. Jednak poczekam na kolejne części. Kto wie, może mi się spodoba :D Chyba, że jest tak idiotyczna jak "Dominic" to zacznę wątpić.
    "Zew księżyca" ma tak paskudną okładkę, że po zobaczeniu jej od razu podziękowałam. I nic jak widać nie straciłam.
    "Kryształowe serca" - zgadzam się co do okładki. Ten pirat mnie tak zniechęca, że nie mogę się zmusić do przeczytania jej. Plus, serio tym ją gwałci a ta się troszczy o niego? No nie, rozumiem książki z gatunku dark, i nawet wiele mi się podobało, gdzie głównym wątkiem jest porwanie a bohaterka się zakochuje w oprawcy. Ale nigdy nie było wykorzystania seksualnego - oczywiście seks był, ale za zgodą dwóch stron. Nie wiem zatem czy tę przeczytam.
    "Luonto" odpuszczam sobie. Jakoś od początku nie ciągnęło mnie do tej książki.
    "Najlepszy powód by żyć" chcę przeczytać. Opinie są tak podzielone, że sama chcę się przekonać, w której grupie się znajdę.
    "Dance, sing, love" słyszałam właśnie o tej książce, że jest niedorzeczna. Ponadto zdecydowanie za długa. A mają być chyba jeszcze dwa tomy :D Wątpię, że kiedykolwiek ją przeczytam. Za dużo mam "pewniaków" na półce, by tracić czas na naukę chlania i ćpania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po uno, kocham takie długie komentarze :D Więc dziękuję <3 I zgadzam się, ze wszystkim, szczególnie co, do Dominica, no ta książka była uhhh... A Rozgrywka nie jest lepsza, serio poziom intelektualny w niektórych momentach, bohaterów jest niższczy niż przedszkolaka... Sprawdznie mnie irytowała od drugiej połowy, by absurd gonił absurd... A co do Serce to też inna bajka... To lista książek, których już nigdy nie chcę widzieć... A szczególnie Dance Sing Love, które tak, ma mieć kontynuacje... dziś sie dowiedziałam, że bohaterka po dość poważnym wypadku, bardzo poważnym, po 5 dniach już jest jak nowo narodzona... Gdzie w ogóle, że żyje to cud. To nie powinna być topka, tylko lista absurdów :D

      Usuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger