21:56

#181 Recenzja książki "Czarodzieje" Lva Grossmana


Gdy magia okazuje się prawdą, nasze życie może się zmienić o sto osiemdziesiąt stopni. Marzenia mogą się spełnić...
Pierwszy miesiąc nowego roku powoli się kończy, a ja wstawiam dopiero pierwszą recenzję książki przeczytanej w 2018 Mogłoby się wydawać, że to lenistwo, ale nic bardziej mylnego. Zaczynam kilka nowych projektów, ale głównym powodem, dla którego tak zwlekałam, był... strach. Pod koniec 2017 roku przeczytałam tyle złych i nijakich książek, że po prostu boję się sięgać po kolejne powieści od nieznanych autorów. Jednak miałam ochotę na dobre fantasy, na magię, a książki od Młodego Booka za każdym razem trafiały idealnie w mój gust. Tylko czy tym razem było tak samo? Czy magiczna historia Leva Grossmana mnie porwała?
Quentin jest znudzony swoim życiem. Genialny uczeń, który po osiągnięciu wybranego celu zaczyna się nudzić. Jedyne, co go nie nuży, to ulubiona seria (seria czego? :D)o czarodziejach. Uwielbia magiczne sztuczki, chciałby posiadać magiczne moce, a najchętniej po prostu porzuciłby swoje życie dla magii. I nie byłoby może w tym nic niebywałego, gdyby nie to, że jego życzenie zostaje spełnione. Nieoczekiwanie Quentin znajduje drogę do szkoły w której dowiaduje się, że czeka go rekrutacja do magicznej akademii, a on sam posiada w sobie moc, dzięki której może nie tylko czarować, ale także rzucać zaklęcia. Bohater śpiewnie przechodzi teksty i zostaje przyjęty w szeregi uczelni Edukacja idzie mu sprawnie, uczy się nie tylko używać swojej magii, ale również starożytnych języków i zaklęć, .. Lata mijają, Quentin umie coraz więcej; coraz lepiej panuje nad swoimi mocami, ale przechodzi także różne testy. Z roku na rok jest ciekawiej, ale i trudniej. Paczka do której należy chłopak, będzie musiała wiele przejść czeka ją wiele prób. Życie nie będzie ich szczędziło;, muszą przetrwać niejedno i doświadczyć bolesnych strat. Czy uda im się przetrwać? Czy Quentin okaże się dobrym czarodziejem?

Samymi słowami mogłeś szerzyć zniszczenie, zadawać ból, spowodować łzy, odstręczyć ludzi, sprawić, że poczujesz się lepiej, uczynić swe życie gorszym.”

Miałam wielkie obawy, gdy siadłam do czytania tej powieści. Szczególnie gdy czytałam opinie, że autor pomieszał w tej książce Harrego Pottera i Narnię. W jakimś stopniu utkwiło mi to w pamięci, ale z drugiej strony przyznaję uczciwie - nie czytałam ani Harrego, ani Narnii, więc już na starcie było to dla mnie po prostu coś nowego, świeżego. Książka zaczyna się dość nieoczekiwanie, bo kiedy Quentin idzie na ważną rozmowę z przyjaciółką dzieje się coś, co bardziej pasuje do kryminału niż książki fantastycznej. Jednak byłam pełna optymizmu, pomyślałam sobie: „akcja już się zaczyna, nie może być źle!”. Brnęłam dalej, strona za stroną; jedno zaklęcie, kolejne.... Muszę przyznać, że Czarodzieje mają w sobie coś, co sprawia, że czytelnik chce jak najszybciej wiedzieć, co dalej. Sama wciągnęłam się w tę całą historię i byłam ogromnie ciekawa losów Quentina. Jak mu pójdzie na kolejnej stronie? Czy natknie się na takiego wroga jakiego spotkał Potter, czy może autor wymyślił coś równie oryginalnego? Nie wspominając już o tym, że książka osiągnęła taką popularność, że doczekała się serialu na jej podstawie. Przyznam, że jeszcze go nie oglądałam, bo chcę najpierw przeczytać wszystkie tomy. Niemniej już teraz jestem ciekawa, czy reżyserzy serialu zepsuli tę historię czy nie.
Mimo że wyżej zachwalałam tę powieść, to nie jest tak, że jest pozbawiona wad. Mój czepialski charakter zawsze wynajdzie coś, co mu się nie spodoba. W Czarodziejach taką kwestią jest zbyt długi początek. Naprawdę, bardzo dawno już nie czytałam książki z tak wolno rozwijającą się akcją. Jasne - są takie tam wstawki, że coś się dzieje, że czytelnik się wciąga. Ale moim zdaniem autor przesadził trochę z opisami. Dialogów jest jak na lekarstwo, szczególnie przez pierwsze 50 stron. Znajdujemy rozmowy między uczniami, lekcyjne dialogi, jednak nie jest tego aż tyle, by poczuć głęboką wieź z bohaterami. Moim zdaniem, Lev Grossman chciał wszystko zmieścić w tej książce, chciał by wydarzenia było okryte tajemnicą i aby nikt nie domyślił się, o co chodzi. Oprócz tego, przedstawił Akademię w drobnych szczegółach - każdy nauczyciel, sala, to wszystko było dobrze opisane. Jednak moim zdaniem, w tym wszystkim zabrakło nieco emocji.

Przestanę być myszką, Quentinie. Zaryzykuję. Pod warunkiem, że ty chociaż przez chwilę popatrzysz na swoje życie i dostrzeżesz, jakie jest doskonałe. Przestań szukać kolejnych ukrytych drzwi, które mają cię zaprowadzić do twojego prawdziwego życia. Przestań czekać. To jest to: nie ma niczego innego. To jest tutaj, więc zacznij się tym cieszyć, inaczej wszędzie będziesz nieszczęśliwy, przez resztę życia, zawsze."

Ponieważ mieszane uczucia nie pozwoliły mi zdecydować, czy lubię tę książkę czy nie, postanowiłam poszukać jakichś informacji o autorze. Dowiedziałam się nie tylko, że książkę napisał prawdziwy geniusz (Lev Grossman ukończył literaturę na Harvardzie, a na Yale zrobił doktorat), ale również że pracuje jako dziennikarz i napisał kilka innych powieści. Dzięki tej informacji zrozumiałam, dlaczego ta książka jest opisana w taki sposób, skąd niektóre słowa. Jednak podziwiam go za to, bo zazwyczaj osoby z takim wykształceniem biorą się za poważne tematy, a Lev napisał książkę dla młodzieży, która nie jest zwykłym fantasy, ale również powieścią, w fajny sposób ukazującą problemy młodego pokolenia.. Możemy niemal zajrzeć w chłopaka, który wkracza w dorosłość i uczy się, jak być bardziej pewnym siebie, jak radzić sobie z nowymi rzeczami. Moim zdaniem dodanie magii do tego wszystkiego to dobry chwyt, by skłonić młodych ludzi do czytania i jednocześnie do myślenia o czymś więcej, niż tylko „życie dziś i teraz”
Rozpisałam się, ale musiałam to z siebie wyrzucić. Na pozór Czarodzieje mogą wydawać się nieco sztywną i nudną książką. Zgadzam się, że nie da jej się przeczytać w kilka godzin i ruszyć dalej. Trzeba ją sobie dawkować, czytać rozdziałami. Wtedy jest idealna i mamy czas, by przemyśleć to, co się działo, bo detali i różnych informacji jest mnóstwo. Nie bardzo mi odpowiadało, że w książce są nieraz wstawki z francuskiego, jakieś słowo, zwrot czy nazwa dania, ale nigdzie nie ma wyjaśnienia co to znaczy. To taki minus, który najbardziej mi przeszkadzał.
Ogólnie rzecz biorąc polecam Wam tę powieść, bo jest ciekawa i inna. Nie wiem czy to prawda, że jest podobna do Narni i Pottera, ale dla mnie, jako osoby, która nie zna tych obu książek, to coś nowego. Ach, no i zaprzeczam, jakoby było w niej mnóstwo przekleństw.
Moja ocena to 7/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Młody Book
Autor: Lev Grossman
Oryginalny tytuł: The Magicians
Stron: 496
Data premiery: 17 styczeń 2018r (wznowienie)
Za książkę dziękuję  

1 komentarz:

  1. Czytałam tom drugi (tak jakoś wyszło) i podziękuję za pozostałe. Może pierwszy jest lepszy (słyszałam, że i owszem), ale mnie ta powieść po prostu irytowała. Już pomijam właściwie zerżnięcie z Rowling i Narnii - to niby powieść dla dzieci/młodzieży, a była po prostu bardzo wulgarna. Fabularnie też nie było to nic ciekawego.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger