21:56

#181 Recenzja książki "Czarodzieje" Lva Grossmana

#181 Recenzja książki "Czarodzieje" Lva Grossmana

Gdy magia okazuje się prawdą, nasze życie może się zmienić o sto osiemdziesiąt stopni. Marzenia mogą się spełnić...
Pierwszy miesiąc nowego roku powoli się kończy, a ja wstawiam dopiero pierwszą recenzję książki przeczytanej w 2018 Mogłoby się wydawać, że to lenistwo, ale nic bardziej mylnego. Zaczynam kilka nowych projektów, ale głównym powodem, dla którego tak zwlekałam, był... strach. Pod koniec 2017 roku przeczytałam tyle złych i nijakich książek, że po prostu boję się sięgać po kolejne powieści od nieznanych autorów. Jednak miałam ochotę na dobre fantasy, na magię, a książki od Młodego Booka za każdym razem trafiały idealnie w mój gust. Tylko czy tym razem było tak samo? Czy magiczna historia Leva Grossmana mnie porwała?
Quentin jest znudzony swoim życiem. Genialny uczeń, który po osiągnięciu wybranego celu zaczyna się nudzić. Jedyne, co go nie nuży, to ulubiona seria (seria czego? :D)o czarodziejach. Uwielbia magiczne sztuczki, chciałby posiadać magiczne moce, a najchętniej po prostu porzuciłby swoje życie dla magii. I nie byłoby może w tym nic niebywałego, gdyby nie to, że jego życzenie zostaje spełnione. Nieoczekiwanie Quentin znajduje drogę do szkoły w której dowiaduje się, że czeka go rekrutacja do magicznej akademii, a on sam posiada w sobie moc, dzięki której może nie tylko czarować, ale także rzucać zaklęcia. Bohater śpiewnie przechodzi teksty i zostaje przyjęty w szeregi uczelni Edukacja idzie mu sprawnie, uczy się nie tylko używać swojej magii, ale również starożytnych języków i zaklęć, .. Lata mijają, Quentin umie coraz więcej; coraz lepiej panuje nad swoimi mocami, ale przechodzi także różne testy. Z roku na rok jest ciekawiej, ale i trudniej. Paczka do której należy chłopak, będzie musiała wiele przejść czeka ją wiele prób. Życie nie będzie ich szczędziło;, muszą przetrwać niejedno i doświadczyć bolesnych strat. Czy uda im się przetrwać? Czy Quentin okaże się dobrym czarodziejem?

Samymi słowami mogłeś szerzyć zniszczenie, zadawać ból, spowodować łzy, odstręczyć ludzi, sprawić, że poczujesz się lepiej, uczynić swe życie gorszym.”

Miałam wielkie obawy, gdy siadłam do czytania tej powieści. Szczególnie gdy czytałam opinie, że autor pomieszał w tej książce Harrego Pottera i Narnię. W jakimś stopniu utkwiło mi to w pamięci, ale z drugiej strony przyznaję uczciwie - nie czytałam ani Harrego, ani Narnii, więc już na starcie było to dla mnie po prostu coś nowego, świeżego. Książka zaczyna się dość nieoczekiwanie, bo kiedy Quentin idzie na ważną rozmowę z przyjaciółką dzieje się coś, co bardziej pasuje do kryminału niż książki fantastycznej. Jednak byłam pełna optymizmu, pomyślałam sobie: „akcja już się zaczyna, nie może być źle!”. Brnęłam dalej, strona za stroną; jedno zaklęcie, kolejne.... Muszę przyznać, że Czarodzieje mają w sobie coś, co sprawia, że czytelnik chce jak najszybciej wiedzieć, co dalej. Sama wciągnęłam się w tę całą historię i byłam ogromnie ciekawa losów Quentina. Jak mu pójdzie na kolejnej stronie? Czy natknie się na takiego wroga jakiego spotkał Potter, czy może autor wymyślił coś równie oryginalnego? Nie wspominając już o tym, że książka osiągnęła taką popularność, że doczekała się serialu na jej podstawie. Przyznam, że jeszcze go nie oglądałam, bo chcę najpierw przeczytać wszystkie tomy. Niemniej już teraz jestem ciekawa, czy reżyserzy serialu zepsuli tę historię czy nie.
Mimo że wyżej zachwalałam tę powieść, to nie jest tak, że jest pozbawiona wad. Mój czepialski charakter zawsze wynajdzie coś, co mu się nie spodoba. W Czarodziejach taką kwestią jest zbyt długi początek. Naprawdę, bardzo dawno już nie czytałam książki z tak wolno rozwijającą się akcją. Jasne - są takie tam wstawki, że coś się dzieje, że czytelnik się wciąga. Ale moim zdaniem autor przesadził trochę z opisami. Dialogów jest jak na lekarstwo, szczególnie przez pierwsze 50 stron. Znajdujemy rozmowy między uczniami, lekcyjne dialogi, jednak nie jest tego aż tyle, by poczuć głęboką wieź z bohaterami. Moim zdaniem, Lev Grossman chciał wszystko zmieścić w tej książce, chciał by wydarzenia było okryte tajemnicą i aby nikt nie domyślił się, o co chodzi. Oprócz tego, przedstawił Akademię w drobnych szczegółach - każdy nauczyciel, sala, to wszystko było dobrze opisane. Jednak moim zdaniem, w tym wszystkim zabrakło nieco emocji.

Przestanę być myszką, Quentinie. Zaryzykuję. Pod warunkiem, że ty chociaż przez chwilę popatrzysz na swoje życie i dostrzeżesz, jakie jest doskonałe. Przestań szukać kolejnych ukrytych drzwi, które mają cię zaprowadzić do twojego prawdziwego życia. Przestań czekać. To jest to: nie ma niczego innego. To jest tutaj, więc zacznij się tym cieszyć, inaczej wszędzie będziesz nieszczęśliwy, przez resztę życia, zawsze."

Ponieważ mieszane uczucia nie pozwoliły mi zdecydować, czy lubię tę książkę czy nie, postanowiłam poszukać jakichś informacji o autorze. Dowiedziałam się nie tylko, że książkę napisał prawdziwy geniusz (Lev Grossman ukończył literaturę na Harvardzie, a na Yale zrobił doktorat), ale również że pracuje jako dziennikarz i napisał kilka innych powieści. Dzięki tej informacji zrozumiałam, dlaczego ta książka jest opisana w taki sposób, skąd niektóre słowa. Jednak podziwiam go za to, bo zazwyczaj osoby z takim wykształceniem biorą się za poważne tematy, a Lev napisał książkę dla młodzieży, która nie jest zwykłym fantasy, ale również powieścią, w fajny sposób ukazującą problemy młodego pokolenia.. Możemy niemal zajrzeć w chłopaka, który wkracza w dorosłość i uczy się, jak być bardziej pewnym siebie, jak radzić sobie z nowymi rzeczami. Moim zdaniem dodanie magii do tego wszystkiego to dobry chwyt, by skłonić młodych ludzi do czytania i jednocześnie do myślenia o czymś więcej, niż tylko „życie dziś i teraz”
Rozpisałam się, ale musiałam to z siebie wyrzucić. Na pozór Czarodzieje mogą wydawać się nieco sztywną i nudną książką. Zgadzam się, że nie da jej się przeczytać w kilka godzin i ruszyć dalej. Trzeba ją sobie dawkować, czytać rozdziałami. Wtedy jest idealna i mamy czas, by przemyśleć to, co się działo, bo detali i różnych informacji jest mnóstwo. Nie bardzo mi odpowiadało, że w książce są nieraz wstawki z francuskiego, jakieś słowo, zwrot czy nazwa dania, ale nigdzie nie ma wyjaśnienia co to znaczy. To taki minus, który najbardziej mi przeszkadzał.
Ogólnie rzecz biorąc polecam Wam tę powieść, bo jest ciekawa i inna. Nie wiem czy to prawda, że jest podobna do Narni i Pottera, ale dla mnie, jako osoby, która nie zna tych obu książek, to coś nowego. Ach, no i zaprzeczam, jakoby było w niej mnóstwo przekleństw.
Moja ocena to 7/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Młody Book
Autor: Lev Grossman
Oryginalny tytuł: The Magicians
Stron: 496
Data premiery: 17 styczeń 2018r (wznowienie)
Za książkę dziękuję  

17:41

Zapowiedź i wywiad z Agnieszką Lis!!

Zapowiedź i wywiad z Agnieszką Lis!!

Opis: "Grzegorz ma kilka lat, gdy jego ojciec opuszcza rodzinę. Chłopiec został z matką, z którą z każdym rokiem coraz trudnej mu się porozumieć. Ojciec był mistrzem i autorytetem, matka jest łatwowierną, kochającą, uległą kobietą. Ona wybacza kolejne błędy, Grzegorz przekracza kolejne granice.
Myliłby się jednak ten, kto by uznał, że to zwyczajna opowieść o konflikcie pokoleń, toksycznych relacjach i braku zrozumienia. Bo „Latawce” to próba nieustannego poszukiwania wolności, tęsknota za nią. Ale czy Grzegorz  ją odnajdzie, czy też da się oszukać jej złudzeniu? W pewnej chwili chłopak dotkliwie się przekona, że jednak człowiek nie ma skrzydeł…
Agnieszka Lis w tej wspaniałej i wzruszającej książce udowadnia, że jest niezrównaną mistrzynią formy. Nielinearna konstrukcja, element zaskoczenia niemal na każdej stronie i oczywiście nieszablonowe zakończenie sprawiają, że od książki nie sposób się oderwać."
Wywiad

DSz: Na jesień pojawiło się wznowienie dwóch Twoich książek, teraz pojawia się zapowiedź kolejnej. Co możesz nam powiedzieć o Latawcach?
AL: To bardzo emocjonalna książka. Ojca głównego bohatera spotkałam kiedyś na kawie w korporacyjnej kuchni. W pierwszej chwili nie bardzo chciałam wierzyć w to, co mi opowiedział. Historia jego syna była – i jest – niemal nieprawdopodobna, a jednak prawdziwa. Ta opowieść jest bardzo osobista - do tego stopnia, że miałam obawy, czy bohater wyrazi zgodę najpierw na rozmowę, potem na publikację.
Kilku wydawcom zaproponowałam tę powieść – za każdym razem słyszałam, że „nie mieści się w profilu wydawniczym”. Tak jakby istniała obawa, że temat jest zbyt – czy ja wiem, ciężki? Dopiero Czwarta Strona odważnie podeszła do tego tekstu, za co jestem całej ekipie bardzo wdzięczna, jak i za wiele innych rzeczy zresztą też.
Od początku wiedziałam, że książka musi mieć tytuł związany z lataniem. Było kilka wersji, ostatecznie stanęło na Latawcach. Natomiast okładka mnie bardzo, bardzo ucieszyła. Jest inna od tych, które królują na księgarskich półkach – tak inna, jak ta książka. Oby ta inność spodobała się też Czytelnikom.

DSz: Która z Twoich wszystkich powieści była najtrudniejsza i najbardziej emocjonalna dla Ciebie?
AL: Każdą oczywiście przeżywam, ale każdą inaczej. Chyba najtrudniejsza była Karuzela, najłatwiej mi było (i jest) sobie wyobrazić, że dotyka mnie los bohaterki… Chociaż bardzo emocjonalną książką są też Latawce. Pisałam je długo, bardzo długo. Od pierwszych rozmów z bohaterem powieści minęło prawie pięć lat. Długo szukałam narracji, sposobu opowiedzenia tej historii, a potem długo pisałam, choć tekstu tam nie jest wiele.

DSz: Czy zaczęłaś już pisać kolejną powieść?
AL: Co to znaczy „kolejną”?
Są już prawie skończone trzy następne ;-)

Zauważyłaś, że każda Twoja premiera jest w styczniu? Zaczęłam z Tobą znajomość przy Pozytywce i od tamtej pory, zawsze w styczniu, masz coś dla mnie nowego.
To nie jest przypadek ;-) Mój debiut, pierwsze wydanie Jutro będzie normalnie, też był w styczniu. To taki dobry początek roku, czyż nie? W przyszłym roku też planuję coś nowego w styczniu… ale nie zapeszajmy.
Na razie kończę pracę nad redakcją kolejnej książki, która ma ukazać się jesienią. Ta powieść będzie jeszcze inna, próbuję każdą książką zaskoczyć Czytelnika – tym razem to będzie jednotomowa saga rodzinna, z kilkoma pokoleniami w tle. I też z ciekawą, jak sądzę, narracją. Jakiś tam drobny szacher–macher musiałam zrobić, nudziłabym się pisząc tak „normalnie” (tutaj należałoby wstawić najpopularniejsze słowo roku, czyli iksde ;-)
A na styczeń 2019 też plany są, oczywiście. Książka jest właściwie napisana, ale materiał póki co jest nieuporządkowany i wymaga jeszcze pracy.

DSz: Skąd bierzesz tytuły? Pozytywka, Karuzela, Latawce, wszystkie trzy kojarzą się z dzieciństwem, albo czymś przyjemnym, lekkim, za to treść, jaką znajduje się w książkach jest całkiem odmienna. Czemu?
AL: I znów ci zdradzę sekret – to nie jest przypadek ;-) Tytuły mają być wieloznaczne, mieć kilka warstw, tak jak ogry (kto oglądał Shreka, ten wie). Podoba mi się ta stylistyka – jedno słowo, które dla każdego może oznaczać coś innego. Wspomnienie z dzieciństwa, albo jego brak. Bliska osoba, pamiątka… Zaś treść książki ma wypełniać różne obszary emocjonalności Czytelnika.
Sugerować, że coś w tej lekturze jest głębiej, poza warstwą fabularną.
Myślisz, że to się udaje?

DSz: Tak, myślę, że świetnie Ci idzie. I ostatnie pytanie. Stresujesz się premierą? To już za kilka dni, recenzenci dostaną swoje egzemplarze i opinie się posypią. Boisz się czegoś najbardziej?
AL: Stresuję się i boję się. To nie jest typowa, prosta książka, bajka o codziennym życiu, w którym bohaterowie mierzą się z trudnościami, ale w przewidywalnej perspektywie wszystkie sprawy układają się należycie. Takie opowieści też umiem pisać, ale nie są dla mnie wyzwaniem. Chciałabym pisać książki, które są dla Czytelnika ważne, które z Nim pozostaną. Mam wrażenie, że jest spora grupa Czytelników, którzy takiej właśnie lektury oczekują, którzy nie lękają się pomyśleć nad tekstem.
I najbardziej boję się tego, że się pomyliłam – że grupa tak zwanych „myślących” jest tak niewielka, że książka nie znajdzie swojego odbiorcy… Wierzę, uważam, że Latawce są dobrze napisaną książką. Wiara jednak nie czyni Czytelnika… Więc się boję ;-)
Dziękuję bardzo!

19:33

Top 10. Najgorsze książki 2017r.

Top 10. Najgorsze książki 2017r.

Przyszedł czas w tym miesiącu i roku, by pojawiły się najgorsze książki 2017. Przyznaję, że przez te dwanaście miesięcy, przeczytałam więcej złych książek niż myślałam, że to możliwe. Zazwyczaj zawsze trafiałam na powieści, które od razu mi się podobały i czytało je się bez problemu, ale w 2017 stało się coś dziwnego. Z każdą kolejną książką miałam wrażenie, że poziom się zaniża. A to drażnili mnie bohaterowie, a to fabuła była tak bez sensu, że aż miałam ochotę walić głową w biurko. Nie mówiąc o tym, co zdarzało mi się najczęściej – schematyczność! Tak, stanowczo rok 2017 uważam za schematyczny, a te powieści, które zobaczycie poniżej, to cóż... nie miałam żadnych wątpliwości czy wahań, czy muszą znaleźć się na tej liście. Zapewne, wielu z was się nie zgodzi ze mną i będziecie bronić tych książek. Ale to normalne, gusta są różne i nawet z moimi przyjaciółkami nie zawsze się zgadzam, przy jakiś historiach.
Teraz nie przedłużając, przedstawiam wam, najgorsze 10 książek jakie przeczytałam w 2017r.


 Zacznijmy od tych, co jeszcze mogłam przeczytać i nie miałam ochoty tym rzucać. Do takiej książki należy kolejna powieść od Mii Sheridan, która mnie chyba najbardziej zawiodła w tym roku. Jej pierwsza powieść „Bez słów” było tak dobre, że do tej pory uwielbiam do niej wracać. Jednak z każdym kolejnym tomem, było coraz gorzej. Bez uczuć, jest dokładnie bez uczuć. Przez całą lekturę, dosłownie od początku do końca, miałam wrażenie, że czytam słaby harlequin z lat 90'. Totalnie mnie to nie ruszyło i strasznie się nudziłam przy czytaniu. Zastanawiałam się, gdzie podziała się ta Mia z Archera, co stało się z autorką, że przestała wkładać uczucia w swoje książki, a pisze je po prostu, by były? Moim zdaniem, słabe i to bardzo przez co, mam coraz mniejszą ochotę sięgać po kolejne powieści tej pani.



Kolejna zła książka, to premiera z listopada jak się nie mylę. Sięgnęłam po nią, gdyż czytała ją moja przyjaciółka, która ją zachwalała, poza tym wiedziałam recenzje booktuberów, więc stwierdziłam „Co mi szkodzi?”. Chciałam przeczytać w końcu coś dobrego, co nie jest romansem, a książką między fantasy, a przygodówką. Myślałam, że znalazłam idealnie, ale cóż.... Tak się nie stało. Przeczytałam tę powieść tylko z braku czegoś lepszego pod ręką, inaczej przerwałabym ją w połowie, albo co gorsza, gdyby była dłuższa to bym usnęła. Kolejny raz, bohaterzy wydawali mi się irytujący i nieogarnięci. Czasami jakby sami nie wiedzieli, co chcą zrobić, a akcja postępowała tak powoli, że gdyby usunąć nudne i niepotrzebne wątki, to objętość byłaby o połowę mniejsza. Mimo pięknej okładki i ciekawego opisu, Spectrum nie objawia się niczym oryginalnym i ciekawym. Raczej powiastka na nudny dzień, gdy nie chce się nic robić.


Teraz sięgnijmy po erotyk. Pierwszy tom, tej serii bardzo mi się podobał. Śmiałam się, wciągnęłam w historię i nie mogłam się doczekać kolejnej części. Myślałam, że historia Vince będzie jeszcze lepsza, byłam wręcz pewna, że będzie idealnie. A mimo to się zawiodłam. Może w tym tkwi szkopuł, bo miałam zbyt wielkie oczekiwania i dlatego tak mi się nie podobało. To nie jest może najgorsza książka, bo jest stylem podobna do Gracza, ale stanowczo jest największym zawodem. Nie bawiłam się, nie rozbawiła mnie tak bardzo jak pierwszy tom, raczej już było przewidywalne, irytująco i bardzo porywczo. Vince nie przypadł mi do gustu, raczej odepchnął mnie swoją osobą i charakterem. Żałuję bardzo, bo ta seria miała być jedna z lepszych w tym roku


Jak już jesteśmy przy erotykach, to zróbmy je wszystkie. Kolejna książka jest nie tylko głupia, wkurzająca, narwana, irytująca, ale także po prostu bez sensu. Wiem, że dziewczyny, kobiety, blogerki robiły atak na Wydawnictwo Kobiece, by wydało serie Braci Slater. Nawet mi znajome mówiły, że również mam pisać i się dopytywać, prosić. Kiedy w końcu pojawiło się na rynku, nie mogłam zrobić nic innego, jak tylko sięgnąć po Dominica i zobaczyć o co tyle szumu. Ale serio, spodziewałam się wszystkiego, ale na pewno nie tego, co tam zastałam.... Bohaterowie w tej książce byli na sto procent nadpobudliwy. To, jak się do siebie odzywali, jak na siebie się rzucali (nie w erotycznym sensie), to po prostu głowa mała. Serio, gdyby ktoś mnie wkurzał w takim stopniu w jakim działali na siebie Dominic i Bronagh, to na pewno nie wchodziłabym z taką osobą w związek. Ta książka to po prostu bleh... I nie rozumiem, po co powstała część Bronagh? Ktoś mi wyjaśni?


Kolejna książka to kolejne wielkie oczekiwanie z mojej strony. Gdy promowały to moje zaznajomione blogerki, to byłam pewna, że jest to genialna książka. Więc kiedy był Black Friday, zakupiłam sobie egzemplarz w promocji i gdy przyszedł zabrałam się do czytania, bo już chciałam wiedzieć, o czym to jest. Początek, pierwsze dwadzieścia stron jeszcze było „spoko”, czytałam, nawet się zaśmiałam parę razy, ale potem zaczęły pojawiać się absurdy. Przy pierwszej dziwnej rzeczy, myślałam, że to wyjątek i sprawa zaraz się wyjaśni, ale nieeeee. Im dalej brniemy, tym absurdów jest więcej. Ta książka nie jest gruba, nie dobija się do trzystu stron, albo ma niewiele ponadto, ale za to jest w niej wszystko. Dosłownie każdy dramat z romansów znajdzie się w tej powieści. Nie tylko jest absurdalnie głupia, ale infantylna, bezsensu i zła. Nie rozumiem czym inni się zachwycali, ale ja czuję, że zmarnowałam czas i pieniądze....


Tym razem wchodzimy w fantastykę i wznowienie serii. Bardzo się na nią napaliłam, bo przyjaciółka bardzo mi polecała i sama nie mogła się doczekać. Tak się udało, dostałam książkę do recenzji i z przyjemnością zasiadłam do czytania. Chciałam dobrego wątku z wilkołakami, wampirami itd. Jako, że to egzemplarz recenzencki, chciałam napisać pozytywną recenzję i polecić to swoim czytelnikom. Jednak nie lubię was okłamywać i zawsze jestem fer wobec was. Dlatego musiałam napisać negatywną recenzję, bo kompletnie mi się nie podobało. Było nudno, przewidywanie, a główna bohaterka mnie drażniła, Boże jak ona mnie irytowała. Naprawdę sobie nie wyobrażacie, w niektórych chwilach miałam ochotę odłożyć książkę, powiedzieć, że to pieprzę i nie czytam dalej. Jednak dotrwałam do końca, napisałam recenzję i stwierdziłam, że dalszą część serii zostawię komuś innemu.


Jeszcze jedną książkę tej autorki spotkamy poniżej, ale teraz chciałabym omówić tę nowszą i wydaną w innym wydawnictwie. Zacznę od tego, że ta okładka jest złaaa... Nie żebym się czepiała, ale serio, ten pirat? No błagam Was! :D Czy grafik nie oglądał Piratów z Karaibów? Tak wyglądają piraci, nie ten pan z okładki, który się przebrał na bal karnawałowy. Wiem, że fani tej autorki, już mnie opluwają jadem, ale poczekajcie, dajcie mi dojść dalej. Po pierwsze, jeśli facet cię porywa, to nie zakochuj się w nim, po drugie jeśli inny facet cię gwałci to nie troszcz się o niego tylko go wykastruj i wrzuć do rzeki z dziurą w głowie. Po trzecie, jeśli facet, który cię porwał ma wszędzie kamery, śledzi każdy twój krok, a do tego wykorzystuje cię do własnych potrzeb seksualnych, to nie jest sexy, to nie jest troska, za takie coś idzie się siedzieć. I nie broni go to, że jest „piratem”...Po za tym, cały ten „gang” głównego bohatera, jest nijaki. Ja mam więcej w sobie hardu, zacięcia i stanowczości, niż oni wszyscy razem wzięci. Serio, jestem bardziej stanowczo dla 4letniej siostrzenicy, niż oni byli, gdy główna bohaterka ma widzi misie, przez które musieli narażać własne życia. Ta książka to takie nope...


Przeszłyśmy do książek, które naprawdę sprawiły, że miałam ochotę krzyczeć z frustracji, beznadziejności i desperacji... Jedną z takich książek jest Luonto! Tak, kolejny mój egzemplarz recenzencki, który zachwycił mnie szatą graficzną i opisem. Po prostu nie mogłam się doczekać, aż go dostanę. Zaczęłam czytać i mimo ciut irytującej bohaterki, wciągnęłam się w fabułę i naprawdę byłam ciekawa, jak się skończy. Ale potem nastąpiło coś, co mnie wytraciło? Nawet nie wiem jak to opisać. W połowie książki, następuje zmiana fabuły, robi się wielkie bum i akcja obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. I to wcale nie na dobre. Jeśli pierwsza połowa mi się podobała, tak druga połowa mnie zniesmaczyła, ogłupiła i zostawiła z lekkim WTF? Przez długi czas zastanawiałam się czemu. Teraz niby wiem, czemu autorka zrobiła tak, a nie inaczej, ale no nie mogę. To naprawdę mogło być dobre fantasy, a skończyło się tak, że książka jest gdzieś głęboko schowana między półkami i nie mam ochoty nigdy jej wyciągać. Dziwni bohaterowie, dziwny zabieg i jeszcze głupsze zakończenie...


Zostały nam dwie pozycje. Pierwszą z nich jest, książka, która była promowana bardzo głośno, okładka przyciągała z daleka, nie wahałam się przy sięganiu po nią. To było moje pierwsze spotkanie z tą autorką, a że słyszałam o niej wiele dobrego, to nie bałam się, a raczej byłam pewna, że to będzie jedna z lepszych książek tego roku. But... Nie tyle jestem zawiedziona tą powieścią, ale wkurzona tak zmarnowanym materiałem na cudowną historię. Ci co czytali, wiedzą, że główny wątek tej historii, był wzięty z życia, że autorka poznała osobę, której przydarzyło się coś podobnego. I to mnie najbardziej irytuje, nie głupia bohaterka, nie zły styl, nie infantylność i irracjonalność głównej bohaterki, nie, dziwne wątki, które się pojawiają, ale to, że taką historię, z której można było zrobić cudo, która naprawdę mogła być dobra i nieść przesłanie jakieś. To mamy kiczowaty romans dla nastolatek, bez morału, bez prawidłowych emocji, tylko taka tam opowiastka o wszystkim i o niczym. Nie rozumiem, jak można taki potencjał wgnieść w ziemię. Wiem, że wielu osobom ta książka się podobała i znaleźli w niej coś podniosłego i niesamowitego, ale dla mnie to tylko zmarnowany potencjał na coś wielkiego, co mogło naprawdę osiągnąć genialny sukces, gdyby nie zostało wciśnięty między tani romans dwójki rozchwianych i głupich ludzi. Przepraszam bardzo, jeśli ostro, ale to jest złe i nie umiem zrozumiem takiego czegoś...


I czas na ostatnią książkę. Podobno hit wattpada. Podobno jedną z najlepszych autorek, jakie pojawiły się w tym roku na rynku. Podobno sprzedała ponad 10 tysięcy egzemplarzy książki. Gdy napisałam negatywną recenzje, ludzie niezbyt mnie zrozumieli, a raczej powiedzieli, że jak mogę coś takiego pisać, jako osobą chcąca coś wydać. Jak? Normalnie... Ludzie, ta książka to skupisko tego, czego się nie powinno robić. Jeśli główna bohaterka pije przez 3/4 powieści, to nie „imprezowa dusza” to alkoholiczka. Jeśli bohaterzy kłócą się, dosłownie pieprzą się, zrywają i wracają do siebie, nie nazywajmy tego „burzliwą miłość”, tylko problemy psychiczne. Kolejny punkt, jeśli piszemy książkę o tancerce, sportowcu, no każdym, kto musi dbać o swoją kondycje, bo tego wymaga praca, to takie osoby nie mogą imprezować pięć razy w tygodniu i wypijać flaszki wódki na dzień dobry. Nie wspominając, że na początku książki, znajdziemy opis, gdy jeden bohater uczy palić trawkę drugiego. Nie chodzi o jakieś tam „zaciągnij się głęboko i wstrzymaj powietrze”, ale naprawdę dokładny opis, jak należy ćpać, by się ujarać. Wiem, że w tych czasach to powszechne i wnet przedszkolaki będą to wiedzieć, ale to nie znaczy, że mamy w książkach młodzieżowych opisywać jak ćpać, chlać i się pieprzyć... Najlepsze według mnie jest zakończenie. Ci co mnie znają, wiedzą, że miałam ubaw po pachy, uruchomił się mój czarny humor i nadal twierdzę, że to idealne zakończenie. I nadal, tak jak w recenzji, twierdzę, że te wypociny, nie powinny wyjść dalej niż wattpad. To oficjalnie najgorsza książka jaką czytałam w 2017 roku i dla mnie to niepojęte, jak ktoś może mówić, że to wartościowe, świetnie zrobione i najlepsze w tym roku.
WIELKIE NIE DLA TEJ KSIĄŻKI. NOPE!!!!

Okay, to wszystkie książki, jakie uważam za najgorsze w 2017 roku. Część z nich to totalne zawody, a inne to po prostu złe powieści, na które szkoda było zabijać drzewo. Nie bijcie za bardzo, ale to są moje opinie.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

19:54

Podsumowanie 2017 roku!

Podsumowanie 2017 roku!

 Nowy rok się rozpoczął, znów trzeba pisać podsumowanie poprzedniego, a ja mam wrażenie, że dopiero niedawno, takie pisałam! 2017 minął tak szybko, że nawet nie wiem kiedy, jedno święto, potem drugie, wakacje, jesień, zima i koniec! Domi zaś siada do pisania podsumowania, które nawet nie prezentuje się tak źle.
Jednak zacznijmy od początku. Zeszły rok był bardzo emocjonalny i w sieci działo się mnóstwo rzeczy, blogerki ścigały się w pomysłach, a także pojawiło się kilka sporych, tak zwanych gównoburz. U mnie to był rok pod tytułem „Ograniczam”. Ponieważ swego czasu nabrałam na siebie zbyt dużo rzeczy, w tym również książek do recenzji, moim postanowieniem było, by ograniczyć książki i skupić się trochę na innych elementach życia. Przyznam, że w części mi się to udało, gdyż przeczytanych powieści w 2017r. jest 115, czyli po ponad połowę mniej niż w 2016r. Zamiast skupiania się na samych recenzjach, wprowadziłam mój Magazyn Czytelnik, który jest moim największym dzieckiem. Kolejna duża rzecz, jaka się wydarzyła w zeszłym roku, to przejście na własną domenę. Równo dwudziestego czerwca, blog stracił łącznik „blogspot”, a zostało samo „pl” i jestem mega szczęśliwa z tego, że dotarliście ze mną do tej chwili.
Nie mogę także zapomnieć o książkach, które w 2017 roku znalazły się pod moim patronatem medialnym, za co dziękuję wydawnictwom tj. Czwarta Strona, Zysk i S-ka, Feeria Young, Papierowy Księżyc, Szósty Zmysł, za zaufanie i możliwość promowania tych książek, których zebrało się 15 przez cały rok.
Nie organizowałam mnóstwa imprez i wydarzeń, gdyż słowo przewodne tyczyło się wszystkiego. Jednak mimo wielu trudności, zawiłości, to uważam 2017 za udany i taki jaki miał być. Za to w 2018 ma królować kreatywność! Chcę, nie tylko zarażać innych miłością do książek, ale również ruszyć z kilkoma dużymi projektami, nie wspominając już, że ten blog będzie mega pomysłowy. Pierwszy projekt wystartował już wczoraj, na Facebooku „Czytaj i Zdobywaj w 2018roku!”, biorąc udział w tym wydarzeniu, zostaniecie wciągnięci w wyzwanie czytelnicze. Ale nie takie tam zwykłe typu „Przeczytaj 100 książek w 2018”, lub „Przeczytaj książkę ze zwierzakiem na okładce”. Razem z moją zaprzyjaźnioną blogerke Recenzje Mystic, chcemy wymyślić wam naprawdę zwariowane wyzwania! Pierwsze z nich pojawi się na dniach na wydarzeniu, dlatego zapraszam!
Jeśli chodzi o dalsze punkty, to wszystko będzie wychodziło w praniu i na bieżąco będę was informować o kolejnych akcjach, postępach i rzeczach, które wymyślę, a możecie być pewnie, że będzie intensywnie!
Pozdrawiam,

Wasza Dominika!
Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger