18:38

#180 Niekiedy wszyscy musimy zmierzyć się z demonami. Recenzja książki "Terapia" od Kathryn Perez

#180 Niekiedy wszyscy musimy zmierzyć się z demonami. Recenzja książki "Terapia" od Kathryn Perez
Nie znasz nic innego niż ból, nie wiesz co to szczęście. Chcesz po prostu, by to pasmo nieszczęść się skończyło...

Jakiś czas temu weszłam na bloga i zobaczyłam ile postów napisałam w ciągu tego roku. Z przerażenia złapałam się za głowę, gdyż nie spodziewałam się, że jest ich tak mało. Stąd postanowienie, że grudzień to miesiąc świąt, moich urodzin i nadrobienia wszystkiego, co chciało się zrobić w danym roku. Tak też postanowiłam zrobić ja i napisać tyle ile recenzji ile zdołam. Nie będę się ścigać, ale chociaż chcę nadrobić te, które czytałam w listopadzie przed chorobą. Jedną z takich książek jest Terapia od Kathryn Perez. Pojawiło się nowe wydawnictwo na horyzoncie NieZwykłe, które od samego początku obiecuje, że ich powieści będą wyjątkowe i nie raz złamią nasze serca, sprawią, że zakochamy się w bohaterach. Obietnica dość wielka i raczej ryzykowna. Jednak w listopadzie wyszła ich pierwsza książka, a ja ją przeczytałam. Jaka była?
Jessica nie była zbyt popularna w szkole. Można by rzec, że jej popularność polegała na tym, że rówieśnicy uwielbiali się na niej wyżywać, poniżać i sprawiać, że czuła się nic nie warta. Dla dziewczyny jedynym momentem ucieczki, była żyletka i okaleczanie się, wtedy czuła ulgę i namiastkę szczęścia. Pragnęła tylko skończyć szkołę średnią, by móc iść na studia, uwolnić się od tych ludzi, zacząć gdzieś żyć od nowa. Jednak jak wiadomo, życie lubi płatać figle i tak też było tym razem. Pewnego razu, gdy rówieśnicy ze szkoły postanawiają kolejny raz wyśmiać i upokorzyć Jessicę, ktoś staje w jej obronie. Od tego momentu wszystko się zmienia, dziewczyna ma w końcu kogoś, kto staje w jej obronie, ale ona sama nie wie czy uda jej się utrzymać tę przyjaźń na dłużej niż kilka tygodni. Czy kiedykolwiek będzie w stanie przestać się okaleczać? Czy spotka w końcu kogoś, kto będzie umiał jej pomóc?

Zaakceptowanie brzydkiej części życia jest częścią istnienia. Ból mówi nam, że wciąż tu jesteśmy, daje nam znać, że przetrwaliśmy. Kiedy tak naprawdę o tym pomyślisz, ból może cię wyzwolić, ponieważ bez bólu nie ma w niczym przyjemności.”

Przyznaję, że podchodziłam do tej lektury bardzo ostrożnie. Bałam się tego, co tam zastanę i czy w ogóle mi się spodoba. Jak wiadomo, gdy pojawia się nowe wydawnictwo, podchodzimy do niego niepewnie i ostrożnie, pierwsza wydana książka, może albo wybić wydawnictwo, albo sprawić, że czytelnicy zjedzą je jako przystawkę i zapomną, że takie powstało. Dlatego uważam, że taka książka jest bardzo ważna i dużo od niej zależy. Na szczęście, wszystkie moje obawy okazały się niesłuszne, gdyż Terapia jest po prostu genialna! Tyle łez wylałam, tyle emocji czułam, nie wspominając o historii, która jest tak oryginalna i wyjątkowa, że nie umiem do niczego innego porównać. Czytając tę powieść w końcu poczułam, że na rynku pojawiło się coś wartego uwagi, coś co wyróżnia się pośród tych jednakowych i schematycznych książek. A przede wszystkim, zawiera mnóstwo emocji i przesłanie. Uwielbiam Terapie dlatego, że jest o czymś, nie jest to jakaś tam historia pokrzywdzonej dziewczyny, ale powieść napisana prawdziwie z sensem i przesłaniem, by ludzie się opanowali, przystanęli na chwilę i zastanowili się nad sobą.
Kathryn Perez to autorka o której nie słyszałam do tej pory. Jakoś tak się stało, że ktoś mnie oznaczył w poście Wydawnictwa, które szukało recenzentów dla tej książki. Takim oto sposobem znalazłam się w gronie osób, które otrzymały Terapie i mogły się z nią zapoznać przedpremierowo. Przez wiele czynników, dopiero teraz mogłam usiąść do recenzji, ale książkę czytałam kilka dni po otrzymaniu i do tej pory czuję te wszystkie emocje, jakie mnie otaczały. Szczególnie jeden moment sprawił, że miałam ochotę rzucić książką i się rozryczeć jak pięciolatka. Co prawda, nie rzuciłam książką, ale łzy płynęły po moich policzkach, gdy próbowałam otrząsnąć się z szoku i tego, co zrobiła autorka. Możecie mi wierzyć, że wciąż nie umiem się z tym pogodzić i w mojej głowie krąży pytanie „Whyy. God whyy!?”. Trochę dramatycznie, ale naprawdę, moje serduszko się smuci, gdy myślę o tym momencie.

Mówią, że potwory żyją pod naszymi łóżkami.
Mylą się, bo naprawdę potwory żyją w naszych umysłach.”

Terapia opowiada o tym, jak trudno poradzić sobie z trudnym życiem, gdy nie mamy koło siebie kogoś, kto nam pomoże w ciężkich chwilach. O tym, jak ważne, by czuć się dobrze w swojej skórze. Byśmy zrozumieli, że początek dobrej passy jest wtedy, gdy zaakceptujemy swoje wszystkie wady i zalety. Jessica miała trudne życie, szkoła była traumą, a dalsze wydarzenia nie pomogły w jej zdrowiu psychicznym. Podczas czytania, trzymałam za nią kciuki i przeżywałam razem z nią każdy upadek i każdy wzlot. Powieść jest na tyle dobra, że nie zapomnę jej na długie lata, ale także będę ją polecać znajomym i nie tylko. Sama mam zamiar przeczytać ją ponownie, w najbliższym czasie.
Czyli podsumowując. Polecam wam tę powieść, gdyż nie tylko jest pełna emocji, ale także posiada cudowną historię, która niesie przesłanie i mam nadzieję, że natchnie ludzi do zmiany i zastanowienia się nad tym co robią. Chciałabym, żeby młodzież po przeczytaniu tej książki zrozumiała, że należy pomagać sobie, nie gnębić. Ważne jest, byśmy wspierali siebie nawzajem, byśmy wyszli z czasów, gdy każdy jest zapatrzony w siebie i swoje cele. Nie zapominajmy, że dobro wraca, że inni mogą potrzebować naszej pomocy.
Moja ocena to niepodważalne 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: NieZwykłe
Autor: Kathryn Perez
Oryginalny tytuł: Therapy
Stron: 486
Data premiery 22 listopad 2017r.
Za książkę dziękuję


20:39

Książki, które sprawiły, że pokochałam czytanie!

Książki, które sprawiły, że pokochałam czytanie!

 Niecały miesiąc temu, miałam spory remont w pokoju, gdyż robiłam regał na całą ścianę, a to równało się z reorganizacją biblioteczki. Przyszło mi sporo miejsca, zrobiłam aż osiem półek z czego sześć ma po 240cm. Jestem nie tylko szczęśliwa, ale od nowa zakochałam się w swoim królestwie. Poniżej wkleję Wam zdjęcie jak to wygląda, ale teraz chcę byście poznali książki, które sprawiły, że zakochałam się w czytelnictwie. Niektóre z nich możecie znać, a niektóre mogą być dla was nowością. Jednak właśnie one sprawiły, że zakochałam w książkach, pobudziły moją wyobraźnie i zaszczepiły we mnie chęć poznawania kolejnych ciekawych powieści. Znajdziecie ich tutaj tylko sześć, ale jeśli mam wybierać, to właśnie dzięki tym książkom czytam.
Nie wiecie tego o mnie, ale od dziecka miałam problemy z czytaniem, jeśli miałam to robić na głos, wychodziło cóż nieciekawie... przekręcałam słowa, nie umiałam połączyć ich w całość, a przeczytanie jednej strony było katorgą. Takie problemy miałam przez długi czas i wręcz nienawidziłam książek, trzymałam się od nich z daleka, dopóki nie skończyłam się uczyć. Nigdy nie ukrywałam, że przez tę niechęć miałam i nadal mam spore braki w j. polskim, ale na szczęście poszłam po rozum do głowy i znalazłam pierwszą książkę, którą przeczytałam z własnej woli i nie ukrywam, że to ona otworzyła mi drzwi na czytelnictwo. Jaka to powieść?





Wiem, że głosy przy tej książce są podzielone i zapewne wiele osób w tej chwili puka się po głowie. Jednak musicie wiedzieć, że nie ważne jak wiele osób krytykuje tę serię, jest to moja pierwsza przeczytana z własnej woli książka, a nawet seria i to ona sprawiła, że zapragnęłam więcej. Historia Belli i Edwarda jest oklepana i niezbyt dobrze napisana, nie mówiąc, że połowa społeczeństwa uważa, że nie powinien powstać film. Przyznaję, że czytałam Zmierzch zaraz po premierze filmu i w ciągu dwóch tygodni pochłonęłam cała Sagę. Teraz wydaje mi się bardzo długi czas, jak na serie i w tej chwili pochłonęłabym takie cztery tomy w trzy dni, ale wtedy to były początki miłości do książek. Nie będę ukrywać, że mam sentyment do Zmierzchu i mimo wielu jego wad, doceniam to, co dla mnie zrobił.





Mam tę książkę na półce tak długo, że nie pamiętam czy była przed czy po Zmierzchu, ale możecie mi wierzyć, pierwszy raz tak mocno zakochałam się w książce i nie mogłam się oderwać. Zmierzch jest ckliwy, ale Historyk to prawdziwa gratka dla fanów przygód i nieoczekiwanych historii. Pamiętam jak siedziałam wieczorem na łóżku i czytałam z zapartym tchem, śledziłam losy bohaterki i tego jak wypełniała swoje przeznaczenie. Zakochałam się totalnie i w chwili, gdy przekładałam książki na nowy regał, miałam ochotę otworzyć ją na nowo i kolejny raz dać się porwać tej historii. Niestety specjalnie sprawdziłam i nie jest dostępna w sprzedaży, czego bardzo żałuję. Może wydawca kiedyś wznowi wydanie i mam nadzieję, że to zrobią, gdyż uważam, że powinno się przeczytać tę książkę!






Wiem, że przeważają tutaj wampiry i nic nie mogę na to poradzić, ale wtedy królowały. Jednak, ta książka, ta seria to WOW. Jeśli dobrze kojarzę, to Nocna Łowczyni podchodzi pod ubran fantasy, ale nie jestem pewna, więc nie osądzajcie. Wiem też, że nie jest dostępna w sprzedaży (sprawdzałam chcąc dokupić tomy, których nie posiadam), jednak możemy mieć nadzieję, na wznowienie serii, gdyż była naprawdę genialna. Może wampiry teraz nie są na czasie, raczej magia i książki w stylu Sarah J. Maas, ale moim zdaniem, to jedno z lepszych fantasy z jakim miałam doczynienia i mój egzemplarz jest mocno sfatygowany, tak często to czytałam i wracałam do ulubionych scen. Od razu mówię, że powieść zawiera elementy erotyczne i raczej nie jest dla małych dzieci. Jednak największa zaletą tej serii jest poczucie humory. To ile razy się przy niej śmiałam, jest niezliczone. Serio, jeśli macie na półkach i nie czytaliście, to koniecznie nadróbcie!!




Jeśli chodzi o wyciskacz łez, to zwycięzcą jest książka Zanim Umrę. Jakiś czas temu widziałam, bardzo dużo negatywnych ocen tej powieści i nie rozumiem dlaczego. Uwielbiam czytać dramaty, bardzo polubiłam Zanim się pojawiłeś i kilka innych książek, jednak to tej mam większą sympatię. Wiele z was może kojarzyć film Niech teraz będzie, choć ja wolę wersję angielską – Now is good i to właśnie na podstawie tej książki powstał film. I jest to jedyny wyjątek, kiedy jednakowo mocno lubię ekranizację i powieść. Płakałam zarówna na jednym i na drugim, oba kocham i mogę wracać do tego niezliczoną ilość razy, a także zajmuje honorowe miejsce na mojej półce.






Czas na książkę, która aktualnie jest na czasie i pojawiło jej wznowienie w nowej szacie graficznej, która jest po prostu cudna. Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Papierowy Księżyc postanowił wznowić wydanie Cinder. Nie wiem, jaką popularność miała ta książka, za pierwszym razem, ale wiem, że teraz blogerki książkowe zachwycają się nią i to nie bez powodu! Świat przedstawiony przez Meyer jest nie tylko oryginalny i wyjątkowy, ale sama główna bohaterka wyróżnia się spośród tych wszystkich rozhisteryzowanych dziewczyn w aktualnych powieściach. I nie mylcie nazwy ze zwykłą ckliwą historią Kopciuszka, bo zapewniam was, że daleko jej do tego. Moim zdaniem historia przedstawiona przez autorkę nie tylko zachęca do czytania książek, ale także pobudza naszą wyobraźnię do tego stopnia, że nie możemy i nie chcemy się oderwać od przedstawionego przez nią świata.


Tak wiem, kolejny raz wampiry i te sprawy. Ale co ja poradzę, że w tamtych czasach (boże jak to brzmi...), to było na czasie i to się czytało? Nie wspominając, że wolałam fantasy, niż ckliwe romanse. Nie wiem, ile z was słyszało o książce Winter, ale znajduje się na tej liście nie bez powodu. Swoją oryginalną fabułą i napięciem jakie odczuwałam przy czytaniu, sprawiła, że nie łatwo o niej zapomnieć. Niestety powieść zakończyła się w takim momencie, że jeszcze pamiętam ten ból serca, gdyż nie miałam kolejnego tomu. Na potrzeby tego postu zrobiłam research w sieci i okazuje się, że drugi tom pojawił się, ale dopiero po ponad roku, a nawet jest do kupienia, co chyba niezwłocznie zrobię i odświeżę sobie tę historię. Niestety nie znalazłam nic innego tej autorki, ale może kiedyś jeszcze coś wyda, a mnie uda się to przeczytać.

To już wszystkie sześć książek, które sprawiły, że zakochałam się w czytelnictwie. Jeśli jesteście ciekawi, jakie są inne powieści, o których nie mogę zapomnieć i które zawsze będą w moim sercu, dajcie znać w komentarzach, a na pewno zrobię podobną listę!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

19:54

#179 Nie do końca dobra rozrywka - Recenzja książki "Rozgrywka" J. Sterling

#179 Nie do końca dobra rozrywka - Recenzja książki "Rozgrywka" J. Sterling
Miała być super rozgrywka, a drużyna schodzi z boiska przegrana.

Ostatnio straszna cisza na blogu, ale postaram się to nadrobić i do końca roku wstawić nie tylko recenzje, ale jeszcze jakieś książkowe posty. Niestety moje zdrowie trochę szwankowało w ostatnim czasie, co wiedzą ci, którzy śledzą mnie na Facebooku. Siły i chęci mnie opuściły, a ja długo się zbierałam by w ogóle otworzyć Worda. Jednak w Black Friday trafiłam na promocję w Empiku 3za2 i nie powstrzymywałam się. Zakupiłam dziesięć książek, a gdy przyszły zabrałam się za tą, która najbardziej mnie ciekawiła i słyszałam o niej wiele dobrego. Rozpakowałam karton, wyciągnęłam wszystko i prawie, że od razu zaczęłam czytać Rozgrywkę, która miała mi zapewnić dzień pełen wrażenie, mnóstwo emocji i przedstawić niesamowitą historię, która podbiła serca czytelniczek w USA. A co mi przyniosła? No właśnie...
Cassie kocha fotografie. Uwielbia uwieczniać dane chwile na zdjęciach, zwiąże z tym przyszłość i dlatego też jest na takim kierunku studiów. W przyszłości chce jeździć po świecie i robić zdjęcia, które zmieniają życia. Nie dopuszcza do siebie chłopaków, uważa ich za komplikacje, szczególnie z dala trzyma się od aroganckich i zadufanych playboy'ów, którzy zaliczyli cały collage. Jednak na jej drodze staje przystojny, irytujący i pewny siebie Jack, gwiazdor drużyny baseballowej, będący wszystkim, czego Cassie nie lubi w facetach. Im bardziej Jack chce się zbliżyć do dziewczyny, ta go odpycha i mówi, że nie jest zainteresowana. Ale tak naprawdę sama siebie okłamuje, gdyż on jej się podoba, nie może zapomnieć o jego oczach i dołeczkach. W końcu ulega i umawia się z nim na randkę, która jest początkiem czegoś, co łączy ich oboje i nie tylko.

Zwróciłeś kiedyś uwagę na to, jak piękne bywają słowa? Jak łatwo jest mówić coś, co się wie, że ktoś chce usłyszeć? Jak kilkoma marnymi zdaniami można wpłynąć na czyjeś całe życie? Ale kiedy w ślad za nimi nie idą czyny, słowa są zupełnie bezużyteczne. To tylko dźwięki i sylaby. Nieznaczące zupełnie nic.”

Opis wydaje się interesujący, prawda? Typowe NA, albo nawet YA i nic dziwnego, że się skusiłam. Szczególnie, że zaprzyjaźnione blogerki reklamowały i mówiły, że świetna książka, polecają itd. Tylko, że chyba urwałam się z choinki, bo totalnie mi się nie podobało. Nawet sobie nie wyobrażacie, jakie ona zawiera absurdy, nie mówiąc o dialogach, które w niektórych momentach są sztuczne i nudne. Muszę przyznać, że zdarzyło się parę sytuacji, przy których się zaśmiałam, a jedną nawet bardzo mnie rozbawiła, ale im dalej brnęłam tym bardziej czułam niesmak. Wątki, jakie wymyśliła autorka są po prostu absurdalne, nie da się inaczej powiedzieć. Pojawia się tyle sytuacji, które są bezsensu, nie mówiąc, że są przekombinowane. Jakby autorka chciała napisać książkę, ale nie miała za bardzo pomysłu na całość, więc wplotła tam wszystko, na co tylko wpadła. W tej chwili nie przesadzam, gdy opowiadałam koleżance, co jest w środku, to był jeden wielki WTF.
Rozgrywka miała być super powieścią, która rozkocha moje serce, przedstawi super fabułę i sprawi, że nigdy o niej nie zapomnę. Okładka, reklama, wszystko pięknie. Tylko, że zamiast zaliczenia bazy spotkała mnie gleba. Nie wiem szczerze, czym inni się zachwycali i nie mam pojęcia, co widzą w tej książce, choć jedno jest pewne – na pewno o niej nie zapomnę... Dla mnie to zlepek wielu wątków, które zostały wykorzystane w jednej historii, przez co stała się naciągana, nudna i strasznie irytująca. Tak samo zresztą jak główna bohaterka. Autorka może i miała fajny pomysł, mogła z tego zrobić fajną powieść, ale przekombinowała i szczerze się boję, co może być w kolejnych tomach. Obawiam się, że cała ta seria będzie utrzymana na takim samym poziomie i zamiast wartościowych historii spotkam oklepane wątki, różnych książek złożone w jedno.
Teraz powiedzmy trochę o bohaterach. I w tym akapicie nie będzie lepiej... Cassie jest Boże, jaka ona jest irytująca. Wiem, że są różne bohaterki, które są irytujące, a ich rozchwianie emocjonalne jest dość skrajne, ale Cassie przebija je wszystkie. W jednej chwili krzyczy, wyzywa, a zaraz płacze i czuje się winna, albo rozmawia i nagle drze się, bo ktoś powiedział coś nie tak (przeważnie Jack). Rozumiem, że kobieta, że hormony, ale też jestem kobietą, moje przyjaciółki są kobietami, ale nie traktujemy ludzi, jakbyśmy miały rozdwojenie jaźni i w nas walczyły dwie osoby i jedna jest ciągle zła, a druga potulna. Co do Jacka to typowy fuckboy, która pojawia się w powieściach. Uroczy, nadgorliwy, nadopiekuńczy i w niektórych momentach totalna c**a. Nie wiem czemu, ale każda autorka, kreuje sportowców na takich samych dupków, którzy nagle się zakochują i zmieniają o 180stopni.

-(...) jestem pokiereszowana.
- Wszyscy jesteśmy. Stąd wiemy, że żyjemy. Miłość to prawdziwe pole walki! (...) Nasze blizny nie pokazują nam kierunku, w którym powinniśmy zmierzać, Cass, lecz przypominają, skąd przyszliśmy.”

Mogłabym dużo opowiadać, co mi się nie podobało, co bym zmieniła, ale po co? Wypisałam już dużo rzeczy, które mi się nie podobały, i może kiedyś, gdy J. Sterling podszkoli się w pisaniu i tworzeniu fabuł, sięgnę po jej książki, ale w tej chwili... raczej będę unikać jej twórczości. Jedno tylko muszę przyznać, że autorka zna się na sporcie i to jedyna dziedzina w tej powieści, gdzie czułam się usatysfakcjonowana.
Moja ocena to 4/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: SQN
Autor: J. Sterling
Oryginalny tytuł: The Perfect Game
Stron: 304
Data premiery: 25 październik
Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger