22:55

#173 Recenzja książki "Nothing More" Anny Todd

#173 Recenzja książki "Nothing More" Anny Todd
W mieście pełnym ludzi najprościej wtopić się w tłum i zagoić pęknięte serce. A co, gdy pojawia się ktoś, kto pomoże złożyć je w całość?

Wiecie, że kocham Annę, to chyba żadna tajemnica, że seria After jest moją miłością i wiem, że spora część osób jej nie lubi, krytykuje itp., ale ja jestem w tej grupie osób, która kocha miłością szczerą i niepodważalną. Jestem świadoma błędów, jakie zawiera i znam opinie Pawła z Złe Książki, oglądałam te filmiki, ale nie ważne, kto, co powie, ja i tak będę to kochać. Pierwszy tom pochłonęłam migiem, drugi również, kolejne dwa, plus Before nie były gorsze i minęły mi, nim się obejrzałam. Aż przyszedł czas na Landona! Przyznam się, że bałam się tej książki, pierwszy raz, bałam się tego, co napisała Anna, gdyż Landon był taki grzeczny, spokojny, ułożony i w ogólnie nie „afterowy”. Nie byłam pewna, czy jego postać da się zrobić tak, by nie wyszedł na fajtłapę i po prostu taką ciapę. Jednak pewnego dnia, potrzebowałam dawki pozytywnych emocji, musiałam usiąść i przeczytać coś zabawnego, bo miałam już dość tygodnia. Wtedy też sięgnęłam po Nothing More, a co tam zastałam?
Landon kochał Dakotę całym sercem, kiedy się rozstali nie mógł znaleźć sobie miejsca. Rzucił się w wir pracy i nie udzielał się towarzysko, nie brakowało mu ludzi, nie chodził na imprezy jak większość jego znajomych. Wolał zostać w mieszkaniu, pooglądać coś z Tessą, która również leczyła złamane serce. Miłą odmianą dla niego były odwiedzimy z mieszkaniu przez Norę, jedną z przyjaciółek Tessy. Nora była niczym powiew świeżego powietrza, odważna, głośna, zabawna, niesamowicie seksowna, ale i tajemnicza. Landon mimo że nie mógł wyrzucić z myśli Dakoty, to coraz częściej w nich pojawiała się Nora. Gdyby problemów było mało, to miał jeszcze przyjechać Hardin, który był pokłócony z Tessą, a Nora i Dakota się znały i niezbyt lubiły. Problemów przybywało, a rozwiązań robiło się coraz mniej. Landon, sam do końca nie wiedział, czego chciał. Znalazł się w trójkącie, z którego nie wiedział jak wybrnąć. Z jednej strony miał zaplanowaną przyszłość z Dakotą, która kilka tygodni po zerwaniu, nagle przypomniała sobie o nim. A z drugiej Nora, która jest czymś nowym, miłym i przede wszystkim nigdy go nie zraniła. Chłopak miał mętlik w głowie, nie wiedział co zrobić, tym bardziej, że tajemnice stały się coraz bardziej problematyczne.

"Chcę unosić się w tej przestrzeni, w której jesteśmy tylko ona i ja, ja i ona. Żadnych zerwań, dramatów, beznadziejnych rodziców, egzaminów i pracy do późna."

Miałam z tego zrobić dwie recenzje, ale okazuje się, że mam więcej do powiedzenia o tej książce niż myślałam, dlatego robię każdy tom osobno! A teraz, co sądzę o pierwszej części? Nie zawiodłam się, to powinnam powiedzieć na początek. Nadal lubię styl Todd, jest lekki, przyjemny i miło się czyta. Nie jest to After i czuć to od pierwszych stron, możecie zapomnieć o wielkich dramach, które tam były, ale w końcu Landon to nie Hardin... Jednak mimo to, podobało mi się. Ta książka od Anny Todd jest zabawna, spostrzegawcza, cięte riposty sypią się jak piasek na pustyni, a czas spędzony przy niej to sama przyjemność. Naprawdę dawno, ale to dawno nie spędziłam tak miło czasu nad powieścią, przeważnie ostatnio wszystko mnie męczyło, ale Landon sprawił się idealnie, nie dość, że poprawił mi humor, to jeszcze zrobił chrapkę na kolejny tom. Sama byłam ciekawa, co Anna wymyśliła, jakie tajemnice uwiła, a przede wszystkim jak to się skończy!
Teraz przejdźmy do tej strony książki, która ciut mniej mi się podobała. Landon myśli, bardzo dużo myśli, ale tak serio, duuuużo. Opisy przeszłości, przyszłości, teraźniejszości, tego co robi, co widzi, co sądzi, no ten chłop dosłownie nie przestaje myśleć. Jasne, miła odmiana, przy tych erotykach, gdzie tam myślą tylko o jednym, ale jednak ciut było tego za dużo. Szczególnie dla osób, którzy znają serię i nie potrzebują przypominać sobie części rzeczy. Osobiście to trochę mnie zniechęcało i nudziło, bo mimo że nie kolidowały niczemu, to były po prostu miejscami nudne. Naprawdę nie muszę poznawać dokładnie życiorysu faceta, z którym pracuje Landon, obejdę się bez tego.
"- Zawarliśmy pakt. Nie złam go - ostrzega. [...] 

- A co jeśli to zrobię? - pytam. 

- Zniknę...
Tak samo ciut mi szkoda, że autorka podzieliła to na dwa tomu. Nie rozumiem do końca, takiego zabiegu, obawiam się, że chodziło po prostu o podwójny zarobek i tyle. Moim zdaniem, można byłoby napisać to wszystko w jednej książki i okay. Przecież trzeci tom After ma ponad osiemset stron, wcześniejsze też mają po ponad sześćset. Nie rozumiem więc po co Landon dzielić na dwa. Mimo to posiadam obie części i nie oddam nic, co pochodzi spod pióra Todd.
Podsumowując. Polecam Nothing more, to idealna książka na wakacje, na relaks i odstresowanie się. Można się pośmiać, naprawdę, miejscami śmiałam się w głos i nie mogłam przestać. Kocham postacie, które są sarkastyczne i rzucają ironiami. Uważam, że Todd dała radę i nie mogę doczekać się jej kolejnych książek!
Moja ocena to 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: OMGBooks
Autor: Anna Todd
Oryginalny tytuł: Nothing More
Stron: 316
Data premiery: 29 marca 2017 r.


Za książkę dziękuję

12:31

#172 Recenzja książki "W rytmie passady" Anny Dąbrowskiej

#172 Recenzja książki "W rytmie passady" Anny Dąbrowskiej
Taniec to nie tylko styl życia, on również może sprawić, że zaczynamy na nowo żyć.

Sierpień jest miesiącem kiedy na blogu była cisza, i nie dlatego, że nic nie czytałam, ale dlatego, że brakowało mi energii do napisania czegokolwiek, co nadawałoby się by tutaj opublikować. Jednak w końcu otworzyłam Worda i mogłam zabrać się za pisanie recenzji książki, którą czytałam podczas nocy czytelniczej. Jeśli nie braliście udziału to musicie wiedzieć, że organizowałam ją z przyjacielem Nieortodoksyjnym (tutaj jego blog) i wybrałam na nią Passadę, która bardzo mnie kusiła, ale bałam się za nią zabrać. Ostatnio niestety trafiałam na powieści, które nie zachwyciły mnie nawet w połowie tak mocno, jak powinny. W rytmie passady miała być książką lekką, przyjemną i która nawróciłaby moją złą passę. Ale jak było? Czy okazała się dobra czy bardzo zła?
Julita jest uczennicą liceum, klasy maturalnej. Cicha, kryjąca się w cieniu, niezbyt towarzyska i przede wszystkim bardzo bojaźliwa. Kiedyś taka nie była, ale wydarzenia z przeszłości sprawiły, że zamknęła się w sobie, wycofała z towarzystwa, ma tylko jedną przyjaciółkę, której ufa i wie, że może na nią liczyć. Mimo swojej nieśmiałości, Julita lubi chodzić na fitness, które pomagają jej się odstresować i zapomnieć. Marcel jest tancerzem, kocha tańczyć i prowadzi zajęcia z tańca. Kiedy stan jego chorej matki się pogarsza, postanawia wziąć udział w konkursie tanecznym, by wygrać pieniądze i pomóc mamie. Przyjaciel Marcela, prowadzący zajęcia fitnessu, opowiada mu o Julicie, która idealnie nadawałaby się partnerkę Marcela. Od tego momentu, drogi tej dwójki łączą się nieodwracalnie. Pierwsze spotkania są nieśmiałe i pełne niezręczności. Julicie ciężko przemóc się, by zaufać chłopakowi, jednak jakaś niewidzialna siła, popycha ja ku niemu. Gdy strach przeszłości wraca do niej, tylko Marcel umie jej pomóc. Z czasem pomagają sobie nawzajem, dostrzegają nowe możliwości, nowe rzeczy, ale także nowe uczucia, które ich łączą. Jak to wszystko się skończy? Czy mają szanse być szczęśliwi? Czy przeznaczenie będzie w końcu dla nich łaskawe?

"Musisz uwierzyć, że życie nie składa się z samych złych chwil i złych ludzi; życie to także kolory i dobre dusze, które potrafią kochać."

Jak pisałam wyżej, gdy siadałam do czytania, to bałam się. Po ostatniej tanecznej książce, którą czytałam byłam przerażona, nie chciałam znowu przerabiać tego samego, modliłam się, by ta autorka zrobiła to lepiej. O dziwo, udało się. Bez problemu wciągnęłam się powieść, nie miałam trudności ani ze stylem, ani z bohaterami, po prostu czytało się lekko i przyjemnie, tak jak było obiecane przez wydawcę. Polubiłam Marcela i Julitę, ta dwójka bohaterów, była niesamowicie sympatyczna, nie irytowali mnie, nie sprawili, że miałam ochotę rzucać książką. Dodatkowo autorka pięknie opisała taniec. Moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach, widziałam każdy ruch, słyszałam muzykę, chemia w tańcu między Marcelem i Julitą była prawie, że namacalna. Byłam zakochana i po cichu marzyłam, by autorka tego nie zepsuła. Ta książka miała szansę na podium dla najlepszych książek z miesiąca, ale przyszło zakończenie...
Jeśli śledzicie mnie na Facebooku, to wiecie, że bardzo przeżywałam zakończenie tej powieści. Pytałam się autorki, czemu, po co, dlaczego? Byłam zdruzgotana i zniesmaczona tym zakończeniem. Musicie zauważyć, że było nad ranem gdy skończyłam czytać, nie dość, że pół nocy bolał mnie brzuch, to drugie pół czytałam i w sumie gdyby nie to zakończenie, to było idealnie, ale tym samym czuję, że zmarnowałam te kilka godzin. Gdyby nie to, przyznaję, że książka byłaby cudowna, ja zakochana, i trafiła by na półkę chwały, ale niestety tak się nie dzieje. Jestem zawiedziona, smutna, a nad moją głową widnieje wielki znak zapytania. Bo niby wszystko jasne, ale zrobienie takiego zakończenia jest dziwne. Miałam wrażenie, że autorce zabrakło pomysłu, więc postanowiła to tak skończyć i bum. Nie wspominając o wątku z ojcem, który pojawił się mniej więcej w połowie lub trochę dalej. Fragment z nim jest dla mnie jedną wielką niewiadomą, bo jest to zrobione nagle, bezsensu i jakby na siłę wciśnięte w powieść.

"Taniec to komunikat, kompozycja słów ukrytych w uśmiechu, spojrzeniu przyspieszonym oddechu, pokryciu rumieńcem, biciu serca, a także drżeniu ciała."

Dobra, koniec narzekania na książkę, trzeba podsumować. W rytmie passady to lekka książka, którą szybko się czyta, godziny lecą niepostrzeżenie, a my miło spędzamy dzień. Jednak jeśli zakończenie byłoby inne, powieść byłaby dużo lepsza i moja ocena też sięgałaby też dużo wyżej. Ogólnie to jestem chyba gotowa wam ją polecić, bo nie jest zła, styl, bohaterzy, fabuła, wszystko jest dobre, tylko to zakończenie... Myślę, że możecie miło spędzić czas i trochę się oderwać od rzeczywistości na rzecz cudownych rytmów tańca.
Moja ocena to 6/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Anna Dąbrowska
Tytuł: W rytmie passady
Stron: 392
Data premiery: 24 kwietnia 2017r.
Za książkę dziękuję


22:25

Magazyn Czytelnik! Pierwszy taki na rynku!

Magazyn Czytelnik! Pierwszy taki na rynku!
Ten post będzie inny niż wszystko, co do tej pory pojawiło się na blogu. Dziś chciałabym wyjaśnić, dlaczego, po co i jak w ogóle wpadłam na pomysł, by zrobić własny magazyn dla czytelników?

Te pytania zapewne niejednokrotnie pojawią się w ciągu najbliższych miesięcy. Sama często zadaję sobie to pytanie, po co mi kolejna rzecz, którą będę robić, gdy doba i tak jest za krótka? Wiem też, że zrobienie magazynu nie jest prostą rzeczą, wymaga mnóstwa pracy, nie tylko ode mnie, ale także to zaangażowanie innych osób i ich czasu. Wiedziałam, że złożenie wszystkiego, zaplanowanie zajmie mi dużo czasu i data premiery była przeze mnie przekładana kilka razy, gdyż cały czas coś przeszkadzało. Jednak zacznijmy od początku.

Skąd pomysł?
Na przełomie maja i czerwca, przeglądając blogi z rożnymi recenzjami i zapowiedziami, pomyślałam, że super byłoby posiadać to wszystko w jednym miejscu. Wejść na stronę czy otworzyć gazetkę i mieć każdy temat związany z książkami pod ręką. Niestety nie znalazłam takiego miejsca, bo przeważnie poruszali takie wątki, które mnie nie interesowały lub zawierały moim zdaniem, treść niepotrzebną. Chciałam, by czytelnicy mieli miejsce, gdzie poznają książki nie tylko z recenzji, ale także z wywiadów, żeby poznali swoich ulubionych autorów. Pragnęłam by polscy autorzy przez short story, mogli zbliżyć się do swoich fanów. A dodatkowo, by mogli przeczytać fragment najbardziej wyczekiwanej premiery miesiąca. Pomyślałam, że po co mam czekać na to, aż ktoś się odważy i zrobi coś takiego, jak sama mogę się za to zabrać. Tym sposobem przeszłam z pomysłów do czynów!

Dlaczego?
Wiedziałam, że to nie jest zadanie łatwe i będzie je trudno wykonać, ale w końcu trzeba wysoko mierzyć i być ambitnym, rozwijać się. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia, przecież to wszystko, co będę robić jest dla innych, że jeśli się uda, to będę miała ogromną satysfakcję, a czytelnicy nie lada gratkę. Stwierdziłam, że warto spróbować, że jeśli się nie uda, to trudno, ale nie będę żałować, że spróbowałam. I tym sposobem znaleźliśmy się w miejscu, gdzie moi czytelnicy usłyszeli wiadomość o tym, że na rynku pojawi się „Czytelnik”!!

Kiedy i jak?
Premiera pierwszego numeru będzie 22 września 2017r. Do tego czasu, będę informować wszystkich na bieżąco o kolejnych etapach produkcji, o wszystkim, co się dzieje i kto pojawi się w pierwszym numerze. Czytelnik będzie w formie ebooka/pdf, jeszcze do końca nie jestem pewna, ale na pewno będzie elektroniczny, ale nie znajdziecie tam ponad stu stron. Nie chcę byście zanudzili się przy czytaniu. Najlepsze i najgorętsze informacje z rynku wydawniczego, a także kilka innych bonusów dla czytelników.

Teraz najważniejsze!
Poniżej macie tabelkę z Newsletterem. Wystarczy, że wpiszecie swojego mail, a zapiszecie się na pierwszy numer! Jest mi to potrzebne, by mieć rozbieżność ile osób jest zainteresowanych. Nie wahajcie się i zapisujcie, bo w pierwszym numerze, będą prawdziwe rarytasy!!! PIERWSZE TRZY NUMERY SĄ NA DARMO!!

19:23

#171 Recenzja książki "MMA Fighter. Szansa" Vi Keeland

#171 Recenzja książki "MMA Fighter. Szansa" Vi Keeland
Gdy przeszłość puka do naszych drzwi, a my nie jesteśmy pewni, czy ją wpuścić.

Seria Vi Keeland o niegrzecznych bokserach podbijają serca czytelniczek w całej Polsce. Mnie samej, pierwszy tom bardzo się spodobał, ale gdy widziałam w zapowiedziach Szansę, wiedziałam, że to będzie mój ulubieniec. Nie wiem czemu, bo Vinniego znałam jedynie jako postać drugoplanową, a na dodatek jako dzieciaka jeszcze w Walce. Trochę poczekałam na mojego przystojniaka, wydoroślał, zaczął zawodowo walczyć i dzięki temu mogłam zapoznać się z całą jego historią. Marzyłam o tym długie miesiące, ale gdy książka do mnie przyszła, jakoś nie mogłam się przełamać i po nią sięgnąć, chyba się bałam, że nie sprosta moim oczekiwaniom. Jednak przyszedł wolny i dosyć mulący weekend, a ja wzięłam Vinniego w dłonie i go przeczytałam. Zawiódł mnie, czy sprostał zadaniu?
Liv i Vince znali się jeszcze w szkole, ona dawała mu korepetycje, ale już wtedy połączyło ich coś więcej. Jednak problemy i tajemnice ich rozdzieliły, każde z nich poszło w swoją drogę i zajęli się karierą. Teraz, kiedy są dorośli, los spłatał im figla. Ponowne spotkanie jest nieoczekiwane i pełne napięcia. W pierwszej chwili chcą się opierać temu, co ich przyciąga do siebie, ale z czasem przestają. Poddają się temu uczuciu i pożądaniu, które jest obezwładniające. Ich serca nie słuchają rozumu, który mówi, że to nie jest dobry pomysł, że to prowadzi donikąd, ale chęć spotkania się, dotknięcia jest silniejsza. Tylko, że między nimi stoją ogromne tajemnice, które mogą zniszczyć łączącą ich wieź, jeśli nie będą szczerzy, wszystkie starania pójdą na nic. Czy tej dwójce uda się przezwyciężyć przeciwności losu? Czy tajemnice będą w stanie ich rozdzielić? Co tak naprawdę ukrywają i jak bardzo może to zranić tę drugą osobę? Liv i Vince to nietypowa para, mogą być szczęśliwi razem, albo nawzajem złamać sobie serca.

"To zabawne, co się dzieje, gdy czujesz, że nie masz już nic do stracenia. Wszystko, co mówisz, jest prawdą. Nie zastanawiasz się, nie owijasz w bawełnę. Gówno cię obchodzi, co ktoś myśli."

Poprzednia recenzja nie była zbyt pochlebna i ta niestety też nie będzie zbyt pozytywna. Muszę chyba odpocząć jakiś czas od książek erotycznych, bo ich schematyczność, fabuła, która jest prawie cała w seksie i raczej płytcy bohaterzy mnie już zmęczyli. Pierwszy tom tej serii bardzo przypadł mi do gustu, nie miałam raczej żadnych obiekcji i miło mi się czytało. Ale chyba przy Vinnim postawiłam za wysokie oczekiwania, bo mnie ciut zawiódł, a godziny czytania były raczej nudne. Nie mówiąc, że sceny seksu raczej omijałam, a szczególnie pod koniec, bo każda wyglądała tak samo. Nie chcę być za surowa, ale mam wrażenie, że ostatnio na rynku wydawniczym pojawiają się książki, w których chodzi tylko o to, by były sceny erotyczne, a nie emocje. Jasne, wiadomo, że lubię powieści zabarwione scenami łóżkowymi (może być też podłoga, blat w kuchni, i prysznic. Widzicie, schemat), ale bardziej mi zależy na emocjach, (nie, nie chodzi o orgazmy bohaterów).
Szansa jest książką napisaną lekko, raczej przyjemnie dla oka, szybko się czyta, nie wymaga od czytelnika jakiegoś wielkiego skupienia. Ot taka na rozluźnienie i zrelaksowanie się w weekend, gdy chcemy po prostu poczytać coś lekkiego, ale z małym pieprzykiem. Na takie dni, ta książka będzie idealna i nie zawiedzie was. Jednak gdy chcecie czegoś z emocjami i bohaterami, którzy więcej się pieprzą niż rozmawiają to cóż... I ja wiem, że takie są erotyki, ale czy ja wymagam tak wiele? Ciuteńki emocji i jakiejś fabuły, która nie skupia się prawie tylko na seksie. Wiem też, że w takich książkach jest ogrom schematyczności, powinien taki gatunek być, by ich tam wrzucić, ale powieść może być schematyczna, a zarazem wyjątkowa. Wiele takich czytałam i dlatego ciut się zawiodłam, bo Vinnie miał być mój i nikogo innego, miał idealnie wpasować się w moje gusta, a tutaj klops.
Recenzja będzie krótsza niż zawsze, ale po co mam pisać wszystko co mi się nie podobało, skoro to moja opinia tylko. Wiem, że inni są zachwyceni tą książką i nie będę im tego zabraniać, bo jest napisana poprawnie, jest napięcie między bohaterami i zawiera wszystko co powinien mieć dobry erotyk. Dla mnie zabrakło trochę emocji i tyle. Przykro mi, bo liczyłam na nią. Teraz na pewno odpocznę od erotyków, ale za jakiś czas wrócę do serii MMA Fighter.
Moja ocena to 6/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Kobiece
Autor: Vi Keeland
Tytuł: MMA Fighter. Szansa
Oryginalny tytuł: Worth the Chance
Stron: 368
Data premiery: 29 czerwca
Za książkę dziękuję:



Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger