13:13

#170 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Dance&Sing&Love. Miłosny układ" Layla Wheldon

#170 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Dance&Sing&Love. Miłosny układ" Layla Wheldon
Nie wszystko złoto, co się świeci – czyli książka, która nie powinna się ukazać.
Premiera 17 sierpnie 2017 r.

Do napisania tej recenzji zbierałam się długo. Musiałam zmotywować nie tylko mózg, ale i ciało do pracy, nie mogłam zostawić tę książki bez … nawet nie wiem jak to nazwać. Ale zacznijmy od początku. Od blisko ponad miesiąca w sieci widać zapowiedzi i pierwsze zachwyty nad powieścią „Dance&Sing&Love. Miłosny układ”, okładka jest piękna, opis interesujący, a ilość odsłoń na Wattpadzie mówi, że to musi być prawdziwe dzieło sztuki. Więc i ja się skusiłam, zgłosiłam się do recenzji i poprosiłam o egzemplarz, który przyszedł do mnie w zeszłym tygodniu. Miałam dzień wolny, chciałam poczytać coś, co teoretycznie powinno być dobre, więc wzięłam DSL w dłonie i zaczęłam czytać. Ale, co dalej? Czy książka jest tym dziełem sztuki, czy może jednak... nie?
Livia jest tancerką, kocha to całym sercem i nie wyobraża sobie, by robić w życiu coś innego. Robi karierę solową, ale również z zespołem uczestniczy w trasach koncertowych wielkich piosenkarzy. Menadżerka załatwiła im tym razem trasę po Europie z wokalistą – Jamesem Sheridanem, którego kocha prawie każda kobieta na ziemi, tysiące fanów śpiewa jego piosenki, a on jest typowym playboyem, który imprezuje i zalicza panienki. Tych dwoje od pierwszych chwil nie przepada za sobą. Livia jest zirytowana Jamesem, który zachowuje się egoistycznie i jak narcyz, nie wolno mu nic powiedzieć, ani go skrytykować. Mężczyzna nie szczędzi sobie docinek pod kątem Livii, zaczepią ją, gdy tylko może. Jednak jednego wieczoru wszystko się zmienia, sytuacja obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, a ta dwójka nie wie, co robić. Czy uczucia zwyciężą? Czy w świecie showbiznesu jest miejsce na miłość? Jaki tak naprawdę jest James?
TA KSIĄŻKA TO ZŁO!!! Caps jest zamierzony. Serio... dawno tak nie męczyłam się przy czytaniu i dawno już nie czytałam takich absurdów. Zacznijmy jednak od początku, który był okay. Wciągnęłam się, nawet było fajnie, lekko, przyjemnie i nie miałam żadnych uwag. Byłam przekonana, że całość zostanie pociągnięta w tym stylu, no ale... nie. Im dalej brnęłam, tym bardziej było źle, strasznie, psychicznie i absurdalnie. To słowo chyba najbardziej oddaje zawartość tej powieści, bo ona jest niewiarygodnie zła. Przysięgam, nie mam pojęcia, czemu ma tyle wejść, czemu ludzie tak na nią głosowali i kurde no... czemu? To pytanie mi nie daje spokoju, od kiedy odłożyłam tę powieść, nie rozumiem tego zachwytu, a tym bardziej jej fenomenu. Pewnie wiele osób w tej chwili ze mną się nie zgodzi i zje mnie, ale to moja opinia. Mnie ona zmęczyła, książka ma 520 stron, a ja przed cztery-setną się poddałam i odłożyłam na kilka godzin, bo nie dawałam rady. Byłam gotowa rzucić w kąt i już nigdy nie ruszać.
Teraz pomówmy o tym, co w niej jest złe, by nie było, że hejtuję bez powodu. Po pierwsze, alkohol, moim zdaniem większość bohaterów powinna iść na odwyk. Na początku nic się nie działo, ale potem procenty lecą strumieniami, głowa bohaterka chyba ma kilka scen bez piwa czy innego trunka przez całą książkę. Nie mogę zapomnieć o scenie, gdzie autorka szczegółowo opisała jak palić marihuanę, by dobrze się nią upalić... to dla mnie był szczyt. Przecież tę powieść przeczyta także młodzież i ja wiem, że raczej każdy wie takie rzeczy, ale jak dla mnie to było tylko zachęcanie do palenia. Następny minus to rozchwianie emocjonalne bohaterów. W jednej chwili jest zgoda, a linijkę później już się kłócą, wyzywają, by po chwili iść do łóżka się pie... Serio? Nie wiem, kto mnie bardziej wkurzał, Livia czy James. Nie wspominając, że James to moje ukochane imię, a autorka je zbezcześciła.
A wisienką na torcie w tej książce jest zakończenie. Kiedy po przerwie wróciłam do czytania, to po prostu omijałam sceny, w których się „kochali”, bo to było już nudne i bez polotu, więc przechodziłam do momentów, gdy się coś działo. Takim sposobem dotarłam do zakończenia, które.. pisząc to, nie mogę przestać chichotać, tak absurdalne ono było. Nie chcę spoilerować, bo nigdy tego nie robię, ale gdy przeczytałam ostatnie dwie strony to miałam wielkie WTF. Takiego zakończenia jeszcze nie spotkałam i gdyby się zastanowić, byłoby idealne, gdyby nie to, że będą kolejne dwa tomy, co mnie załamuje.
Podsumowując, książka jest okropna, nudna, bohaterowie są irytujący i nieogarnięci, a sama fabuła jest niechlujna. Autorka wpychała miejscami sceny, które są zbędne i niepotrzebne. Nie wspominając o promowaniu picia i palenia trawki. Dla mnie to jest nie do polecenia. Nie chcę byście przeżywali to, co ja, byście się tak męczyli. Książka jest zła i to jest chyba najgorsze co przeczytałam w tym półroczu.
PS: Nowa nazwa tej książki to „Drink&Fuck&Hate”. Nie bijcie za to, ale idealnie oddaje treść.
Moja ocena to 2/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika


Wydawnictwo: Editiored
Autor: Layla Wheldon
Tytuł: Dance&Sing&Love. Miłosny układ.
Stron: 520
Za książkę dziękuję


13:32

#169 Recenzja książki "Nie zapomnij mnie" Anny Bellon - Ambasadorka

#169 Recenzja książki "Nie zapomnij mnie" Anny Bellon - Ambasadorka
Dziury w naszych sercach goją się bardzo długo, ale pustka po bliskich osobach, nie da się zapełnić.


Długo zbierałam się do tej recenzji, gdyż pierwotnie miałam nagrać vloga, ale zbyt wielki stres, brak czasu na nagranie i sprzętu, więc po prostu napiszę. Nie mówię nie, dla nagrania wersji „mówionej”, ale na tę chwilę, możecie po prostu przeczytać, co sądzę o drugiej książce Anny Bellon. Pierwszy tom Uratuj Mnie, tej serii był cudowny, zakochałam się w nim, fragmenty mnie totalnie rozwalały, a ja nie mogłam doczekać się kolejnego tomu. Przeczytałabym drugi tom na Wattpadzie, ale Ania zabroniła, powiedziała bym poczekała na wydanie i tak też zrobiłam. Jakiś czas temu przyszedł do mnie egzemplarz i mimo że miałam ochotę na niego się rzucić, to musiałam trochę poczekać, bo w sumie... no właśnie. Czego się bałam? Czy strach okazał się słuszny i co tym razem pokazała Ania? (Jak to brzmi).
Oliver jest na szczycie. Razem z zespołem jeżdżą w trasy koncertowe, robi to, co kocha, ma dziewczynę, na której mu zależy i mieszkanie, na które zarobił swoją muzyką. Jednak czegoś mu brakuje, nie czuje się w pełni spełniony. Ma wszystko, co powinno dać mu szczęście, ale stracona przed laty miłość nie daje o sobie zapomnieć, ciągle go nawiedza w snach, a serce nie chce o niej zapomnieć. Niespodziewanie Nina wraca, pojawia się znikąd i jest tak samo piękna, jak dawniej. Ollie nie może uwierzyć, że to naprawdę ona, ma do niej wiele pytań, chce wiedzieć, dlaczego tak nagle zniknęła i nie dawała o sobie znaku życia. Jednak Nina ma więcej tajemnic niż w momencie, gdy wyjeżdżała, nie chce mówić o tym, co się z nią działo, ale jednocześnie nie może się powstrzymać od spotykania z Olliem. Co się stanie, gdy prawda wyjdzie na jaw? Gdzie Nina była przez te lata? Czy Ollie w końcu znajdzie szczęście?

Tworzenie muzyki było uzależniające jak narkotyk. Uderzało do głowy niczym działka kokainy. Pierwszy raz jest niewinny, ale każdy kolejny sprawia, że nie możesz już bez tego oddychać. Nie możesz myśleć. Nie możesz jeść. Nie możesz spać, bo twój świat bez muzyki wydaje się niekompletny. Życie staje się niekończącą się piosenką. Niekończącą się aż do dnia twojej śmierci.”

Ania Bellon stała się bliska memu sercu, już w momencie, gdy poznałam historię Mai i Kylera. Zakochałam się i wiedziałam, że przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. Historia Olliego i Niny bardzo mnie ciekawiła i liczyłam na równie dużo emocji, co w pierwszym tomie. I tutaj pojawia się mały szkopuł, gdyż bardzo polubiłam główne postacie, spodobała mi się fabuła i emocje, to jednak ciut mi czegoś zabrakło. Nie chodzi o to, że jest złe, bo nie jest. Książka jest bardzo dobrze napisana, fabuła jest interesująca, a bohaterzy nie są nudni, czyli ma wszystko to, co powinna zawierać dobra powieść. Lecz zabrakło mi jakiejś głębi, która była w pierwszym tomie. Jakoś historia Mai i Kylera bardziej zapadła mi w serduszko, bardziej się do nich zbliżyłam. Przy Olliem czułam pewną barierę, jakby nie chciał dopuścić mnie do siebie, mimo że chciałam, to cały coś blokowało pełną miłość.
Ania pewnie w tej chwili się smuci, bo brzydko mówię, ale nie ma co się martwić. Drugi tom zawsze najgorzej napisać, wiele autorów polega na niby tej prostej rzeczy. Dlatego mimo tych malutkich minusików, jakich znalazłam, to książka jest naprawdę dobra. Świetnie się ją czytało, bardzo szybko poszło, wiele razy śmiałam się w głos, nawet zaznaczałam te fragmenty, pokaże je na FP w grafikach. Mało tego, po miesiącach rozmawiania z Anią prawie dzień w dzień, czułam ją w tej książce. Przy emocjach, przy dialogach, wiele z nich sprawiało, że uśmiechałam się sama do siebie, bo właśnie czułam naszą kochaną Anię na stronach Nie zapomnij mnie. To moim zdaniem jest jedna z najlepszych zalet tej książki, gdyż wiemy, że autor włożył w daną powieść swoje serce, że pisząc ją, nie zmuszał się do tego, ale naprawdę pokochał swoich bohaterów.

Jeśli w grę wchodziła Nina Mills, nie myślałem jednak racjonalnie. Nawet gdy na szali kładłem własne serce, i to kolejny raz. Bo wiedziałem, że kiedy znów będzie tak blisko, przyjaźń nie będzie mi wystarczała. Nikt jednak nie powiedział, że miłość nie jest szalona.”

Nie zapomnij mnie jest lekturą, która rozkocha czytelników od pierwszych stron. Wciągnie ich w życie Olliego, poznamy jego uczucia, jego zwyczaje, a także to, jak tworzy muzykę. W książce nie braknie też scen z pozostałymi członkami zespołu, pojawiają się nowe postacie, które zachwycają (w każdym razie ja się zakochałam). Całość jest napisana w lekkim, przyjemnym dla oka stylu, czytanie jest przyjemnością i nie czujemy, gdy mijają kolejne godziny przy Olliem i Ninie. Jestem bardzo zadowolona z czasu, jaki z nimi spędziłam, bardzo się cieszę, że Ania napisała historię od strony tego chłopaka i nie mogę się doczekać kolejnych tomów, które pokażą nam kolejne postacie z grona znajomych naszej paczki z The Last Regret.
Podsumowując, oczywiście polecam wam tę książkę. Nie żałuję, że ją przeczytałam, mimo tych paru braków, które wypisywałam wyżej, bo uważam, że miło spędzicie czas przy tej powieści i nie będziecie tego żałować. Gorąco polecam i czekam na wasze opinie!
Moja ocena 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: OMGBooks (Znak)
Autor: Anna Bellon
Tytuł: Nie zapomnij mnie
Stron: 320
Data premiery: 19 lipca 2017r.

Za książkę dziękuję

15:35

Typowe problemy książkoholików!

Typowe problemy książkoholików!

Ostatnio postanowiłam, że porobię inne posty niż tylko recenzje i recenzje, które publikuję. Przecież nie samymi recenzjami człowiek żyje, przyda się coś dla rozrywki, na rozbawienie, albo po prostu na rozluźnienie po ciężkim dniu. Jak zapewne widzicie po tytule, znajdziecie tutaj kilka problemów książkoholików. Najczęstsze i najbardziej popularne problemy z jakimi musimy się mierzyć. Jak się mówi „Nasze życie takie ciężkie ” :D
Dajcie znać, który z problemów najbardziej wam dokucza!


Gdzie jest moja zakładka?!
Nie ważne ile mam zakładek, nawet, gdyby do każdej książki dawali zakładkę, ja i tak miałabym za mało. Moment, w którym muszę przerwać czytanie jest wielką rozpaczą, a boli tylko bardziej to, że nie masz nic pod ręką, by zaznaczyć, gdzie się skończyło. Wiele razy służył mi do tego telefon, który potem szukałam po całym pokoju... Typowe i jakie oklepane, ale niestety prawdziwe. Tylko prawdziwy książkoholik zrozumie, że za zakładkę może posłużyć dosłownie wszystko!


Jak to już koniec?
Komu się nie zdarzyło, że książka skończyła się za szybko? Czytasz, wciągasz się, nie możesz się oderwać i nagle koniec. Najgorsze uczucie na świecie, a gorzej jest tylko w chwili, gdy dowiadujesz się, że na kolejny tom musisz czekać kilka miesięcy, a nawet i rok. Wiele razy mi się zdarzyło, zawsze sobie obiecuję, że poczekam na całą serię, no ale...


Musi się zmieścić na półce.
Kujemy nowy regał, a za miesiąc on już jest napełniony(przy dobrych wiatrach). Nowy regał, to nowe porządki, zawsze w takim momencie, robi się przeprogramowanie biblioteczki. Wszystko jest układane od początku i gdy kończymy okazuje się, że nie mamy całego regału, a ledwie pół. Kupowałam już trzy regały i za każdym razem, miejsce kończyło się szybciej niż myślałam. W tej chwili kombinuję, gdzie wcisnąć nowe półki, lub jak ułożyć książki, by zyskać trochę przestrzeni.


Głosy w mojej głowie.
Centrum handlowe, jakaś galeria, czy nawet zwykły środek miasta i na twojej drodze staje księgarnia... (Powinna tu być jakaś groźna muzyka). Nagle zaczynasz słyszeć głosy, wołają cię, każą wejść do środka i kupić jedna, dwie, trzy książki. Starasz się opierać, ale one tak głośno krzyczą, zakrywasz uszy i uciekasz. Dramaturgia tej sytuacji jest specjalna i zamierzona, ale ma ona podkreślić, jak ciężko przechodzi się koło księgarń, w których znajduje się tyle dobra i można je nazywać rajem. Sama jak przechodzę koło takich „rajów” odwracam wzrok i skupiam się na czymś innym, bo wiem, że jeśli wejdę do środka, będę stracona.


Nie muszę spać, będę żyć z czytania!
Książka wciągnęła do tego stopnia, że nie możemy się oderwać, nawet na chwilę nie chcemy odwrócić wzroku. Ale przecież jest już po północy, a rano trzeba wstać. Każdy z nas to przerabiał, ja wielokrotnie i okazuje się, że najciekawszy moment w książce następuje, gdy musimy się położyć i zasnąć. Tylko jak to zrobić, gdy w naszych głowach wciąż żyją bohaterowie, wciąż jesteśmy w ich świecie.


Nie mów do mnie teraz!
Zawsze, ale zawsze mi się zdarza, że gdy zacznę czytać naprawdę dobrą książkę to nagle wszyscy chcą coś ode mnie. To siostra, to siostrzenica, albo jakieś wydawnictwo, nie mówiąc o telefonie, na który dzwonią kurierzy. No ludzie kochani, serio?! Zastanawiam się, czy zaczynam świecić w momencie, kiedy trzymam w rękach dobrą książkę? Nie wiem jak to działa, ale po znajomych dowiedziałam się, że również, gdy zaczną czytać to nagle ludzkość domaga się od nich uwagi. A jak jest u was?



Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger