11:31

#168 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Friendzone" Sandry Nowaczyk - Patronat

Przyjaźń od dziecka i miłość po wsze czasy – każdy tego pragnie, ale czy coś takiego w ogóle istnieje?

Premiera: 5 lipiec 2017r.
To nie będzie zwykła recenzja i na pewno nie będzie szablonowa. Kiedy siadam do pisania, nie do końca wiem, co chcę powiedzieć, by nie było ani za miło, ani za ostro. Nie lubię pisać takich opinii, ale jak wiadomo, muszę być szczera i nie okłamywać moich czytelników. Tak postaram się zrobić i mam nadzieję, że ułatwi wam ona zadanie czy kupować. Na początku czerwca dostałam propozycje, recenzji, patronatu, a nawet i rekomendacji do tej książki. Cieszyłam się ogromne, szczególnie że wydawca ogłaszał tę młodą autorkę, jako następną Estellę Maskame, a jak wiadomo, kocham Dimily. Nie zastanawiając się, wzięłam ebooka z treścią, patronat, ale z rekomendacją nie wyrobiłam się, a także nie wiedziałam, co miałabym przekazać czytelnikom. Zaraz przejdziemy do mojej opinii i tego, czemu wzięłam patronat, ale najpierw zapoznajcie się z opisem.
Tatum i Griffin przyjaźnią się od dzieciństwa, są nierozłączni, oddani sobie i zawsze mogą na siebie liczyć. Przyjaciele idealni, ze świecą takich szukać, wszyscy zazdroszczą im łączącej ich relacji. Jednak wszystko się zmienia, gdy idą na bal maskowy. Tatum miała przyjść z chłopakiem, ale ją wystawił, więc zabiera koleżankę. Griffin wybrał się z dziewczyną, którą kocha. Kiedy nieświadomi niczego przyjaciele zaczynają razem tańczyć, czują niesamowitą więź i pociąg, jakiego nie czuli nigdy. Mają wrażenie, że odnaleźli swoją drugą połówkę. Aż w końcu się całują... a potem ściągają maski i czar pryska. Pojawia się przerażenie, nie wiedzą, co mają teraz zrobić, skoro obudzili uczucie, którego nie da się ugasić. Oboje starają się żyć dalej, przejść do porządku dziennego, ale to się nie udaje. Tatum cierpi, nigdy dotąd nie czuła tego do przyjaciela, nie chce tego czuć, zagłusza tę emocję i stara się o niej zapomnieć, ale to nie takie łatwe. Griffin, mimo że ma dziewczynę i wmawia sobie, że nic nie czuje do Tatum, to średnio mu to wychodzi. Im bardziej sobie wmawiają, tym gorzej im idzie przyjaźń. Co się stanie, gdy tłamszone emocje wyjdą na wierzch? Kto będzie cierpiał, a kto będzie szczęśliwy?

Mówią, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ale ja jestem gotowa wchodzić do niej raz za razem, brodzić po kostki w lodowatej wodzie. (…) Igrać z ogniem i sprawdzać, jak długo mogłabym trzymać głowę pod wodą...”

Jak widać po opisie, jest to raczej młodzieżówka z wątkiem miłosnym i różnymi wybojami. Trochę mi się myliło, gdyż imię Tatum spotkałam w innej książce i jakoś nie mogłam się przestawić, a to był tylko czubek góry lodowej. Zacznę tak.... Sandra jest bardzo młodą pisarką, która dopiero wkracza do świata literatury, który, nie ukrywajmy, jest dość brutalny dla debiutantów, a szczególnie u nas w kraju. Gratuluje pisarce odwagi, że postanowiła spróbować swoich sił, a nie schowała historii do szuflady. Przyznaję, że siedemnaście lat, to trochę mało, by wejść na rynek, gdyż pióro takiej młodej osoby nadal się rozwija, jeszcze kształtuje swój charakter i to, co myśli o świecie. Niestety widać to wszystko w tej książce. Mimo że powieść posiada potencjał, by być czymś genialnym, to moim zdaniem zabrakło trochę warsztatu. Oczywiście, jeśli brać pod uwagę wiek Sandry, to pisze bardzo dobrze, ale jednak pośród morza bardzo dobrych pisarek, wypada odrobinę cieniutko.

Obietnica, która wisi między nami, jest tylko moją fatamorganą. Ta sama obietnica mówi, że miłość jest na wyciągnięcie ręki. Że mogłabym być z nim. Że on mógłby stworzyć uśmiech przeznaczony tylko dla mnie. Że to wszystko mogłoby być moje.”

Friendzone to powieść przede wszystkim o przyjaźni. I jeśli będziemy się skupiać tylko na fabule... nie źle... na tym, co autorka chce nam przekazać, to znajdziemy bardzo dobrą powieść. Niesie przesłanie, ma morał i miejscami jest zabawna. Jednak jeśli wziąć pod lupę warsztat, to tutaj nieco siada. Nie chcę być za ostra, ale miejscami miałam wrażenie, że dana scena jest bez sensu, nad moją głową pojawiał się znak zapytania i nie wiedziałam, czemu zostało to napisane. Takich miejsc było kilka, ale prócz tego, zabrakło mi emocji, a za dużo było suchych opisów. Jeśli zebrać wszystkie za i przeciw, to znajdziemy się pośrodku skali. Wiem, że autorka jest młoda, że jeszcze się wyszkoli i zapewne za kilka lat będzie pisała genialnie, ale w tej chwili uważam, że jest za wcześnie na wydanie tej książki... źle to brzmi. Na miejscu autorki usiadłabym nad tą książką i przejrzała ją, poprawiła, usunęła niepotrzebne i wtedy byłoby idealnie i dałabym większą ocenę, ale w tej chwili jestem odrobinę zawiedziona.
Mam wrażenie, że tak zamotałam, że sami zapewne nie wiecie, czy ta książka jest dobra, czy zła. Pod względem warsztatu/techniki jest słabo i wiele bym poprawiła albo w ogóle napisała od nowa. Za to fabularnie ciut lepiej, polubiłam Griffina, Tatum lekko mnie irytowała, ale ogólnie wątek z tak silną przyjaźnią jest bardzo mile widziany na rynku wydawniczym i moim zdaniem bardzo dobry pomysł. Tylko mogłoby być lepiej wykonane.
        Teraz, czemu wzięłam patronat medialny. Chcę dać szansę tej autorce, chcę, by się dalej rozwijała. Nie będę brała patronatu i słodziła, skoro znalazłam błędy, ale jestem gotowa polecić Wam nazwisko autorki. Za kilka lat, gdy ukształtuje swój styl, będzie genialną pisarką.
Moja ocena to 6/10. Ocena i tak duża, ale to taka zachęta dla autorki, by podszkoliła warsztat.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Sandra Nowaczyk
Stron: 408
Za książkę dziękuję


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger