13:10

#166 Recenzja książki "Początek Wszystkiego" Robyn Schneider

Musimy wiele razy upaść, by dostrzec to, co jest naprawdę ważne w naszym życiu.

Wakacyjne książki tego wydawnictwa, do tej pory zawsze spełniały oczekiwania czytelników, nie tylko pod względem wizualnym, ale także fabularnym. Nic więc dziwnego, że kiedy zobaczyłam tę okładkę i opis do tej powieści, przepadłam. Wiedziałam, że nic mnie nie zatrzyma, by przeczytać tę lekturę, czułam, że będzie to coś niesamowitego, lekkiego i uroczego. Nie wspominając już o rekomendacjach, jakie znajdują się na skrzydełkach Początku Wszystkiego. Książka przyszła, a ja już na następny dzień rzuciłam obowiązki w kąt i zaczęłam czytać, ale... No właśnie, czy ta powieść okazała się tak dobra i wzruszająca jak wszyscy mówią?
Ezra miał wszystko. Był popularny, wielkie grono przyjaciół, piękną dziewczynę, ukochany sport i świetlaną przyszłość, którą miał mu zapewnić tenis. Myślał, że trzyma życie za rogi i nic złego nie może mu się przydarzyć. Jednak się przeliczył, nieszczęśliwy wypadek, sprawił, że Ezra stracił wszystko – świetlaną przyszłość, dziewczynę, możliwość uprawiania jakiegokolwiek sportu, a także szansę na bycie szczęśliwym. Kiedy po długiej przerwie wrócił do szkoły, musiał się odnaleźć i przede wszystkim przetrwać. Nieoczekiwanie na jego drodze stanęła Cassidy, która przeniosła się do jego szkoły, wyróżniała się pośród dziewczyn, jakie go otaczały. Wydawała się szczera, odważna, pewna siebie i przyjazna. Oboje trafili do tej samej grupy ludzi i powoli się zaprzyjaźniali, a potem nawet i więcej. Tylko, że Cassidy nie była taka jak się w rzeczywistości wydawało, miała tajemnice, które nie mogły ujrzeć światła dziennego. Czy Ezra odnalazł się w całkiem innej sytuacji? Czy przeszłość będzie go nawiedzać? I przede wszystkim czy dojrzał do tego, by podjąć odważne i dobre decyzje?

Czasem myślę sobie, że na każdego czai się jego osobista tragedia. Że ktoś, kto właśnie kupuje mleko w piżamie albo dłubie w nosie na światłach, może być sekundę od katastrofy. Że każde życie, nieważne, jak zwyczajne, ma tę jedną chwilę, kiedy staje się wyjątkowe - chwilę, po której wydarzy się wszystko, co naprawdę ma znaczenie.”

Blurby na okładce mówiły, że książka jest piękna, wzruszająca, zabawna i chwyta za serce swoją unikatową treścią. Nie ze wszystkim mogę się zgodzić. Zaczęłam czytać i w sumie szło, łatwo, gładko, ale nie czułam jakiegoś wielkiego przyciągania do tej powieści. Autorka, wprowadza nas w dość nietypową narrację, gdyż bohater opowiada nam swoją historię, ale także mówi do nas. Tak, dobrze czytacie. Są takie momenty, że Ezra dosłownie przemawia do nas, jakby chciał, żebyśmy dobrze zrozumieli jego życie. To mi się podobało, było dosyć zabawne miejscami, ale moim zdaniem czegoś zabrakło tej książce. Dialogi były spójne, dobre i śmieszne miejscami, opisy były dość monotonne? Chyba to jest dobre słowo, gdyż miałam wrażenie, że większą część książki jechałam na jednej emocji, jednym poziomie. Nie czułam czegoś takiego, dzięki czemu nigdy nie zapomnę tej książki, że poczułabym miłość, ani nic w tym stylu, to było po prostu … „spoko”.
Ezra jako bohater książki sprawdził się idealnie. Dobrze oddawał myślenie chłopaka w tym wieku i naprawdę nigdzie nie poczułam, że to wszystko pisała kobieta. Dlatego dla autorki wielki szacunek, gdyż to nie łatwe zadanie, a jej się udało to perfekcyjnie, za to jest plus. Jednak jak pisałam wyżej, czegoś zabrakło mi w tej książce, czegoś, co by ją dopełniło, czegoś, co stanowiło ważną część całości. Czasem podczas czytania spotykało mnie uczucie, że dana scena nie pasuje do całości, jakby była zapchaj dziurą, między innymi scenami. Za to polubiłam bardzo, ale to bardzo, przyjaciela Ezry – Toby'ego, który może nie był idealny, ale realny. Popełniał błędy, ale nie skupiał się na zadręczaniu nimi, lecz na naprawie, tego co zepsuły. Był otwarty, przyjacielski i wygadany. Trochę żałowałam, że to on nie był główną postacią tej książki. Jednak tak nie było, a ja cóż... zostałam zawiedziona i trochę wykiwana, gdyż spodziewałam się oceanu emocji, a zamiast tego znalazłam może szklankę.

Oscar Wilde powiedział kiedyś, że umieć żyć to najrzadsza rzecz na świecie, bo większość ludzi jedynie egzystuje i to wszystko. Nie wiem, czy miał rację, ale wiem, że ja bardzo długo tylko egzystowałem. A teraz zamierzam żyć.”

Robym Schneider ma dobry warsztat, wpadła na fajny pomysł i jej się udało wydać książkę, która poruszy zapewne mnóstwo czytelników. Jednak na moje zdanie powinna trochę odpuścić filozoficzne mądrości i skupić się na tym, by książka posiadała więcej uczuć. Historia porusza bardzo trudne tematy, znajdziemy dużo dramatów i bohaterów, którzy musieli poradzić sobie z życiem. I to jest pozytywne, takie tematy należy poruszać, lecz całości zabrakło głębi, jaką powinna mieć ta powieść. Autorka mogła bardziej zagłębić się w bohaterów, w ich ból i stworzyć coś niesamowitego, a zamiast tego wszystko wyszło nijakie.
Podsumowując Początek Wszystkiego to książka, która mówi o tym, że życie nie jest łatwe, że trzeba pokonywać problemy i iść do przodu z podniesionym czołem. Mogła to być cudowna lektura, ale zabrakło w niej czegoś głębszego i jakiejś emocji, która sprawiłaby, że czytałabym jednym tchem. Niestety nie spotkałam tego w tej książce i nie do końca mogę ją polecić. Fajna, prosta, ale ciut za płytka.
Moja ocena to 6/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)
Autor: Robym Schneider
Oryginalny tytuł: The Beginning Of Everything
Stron: 352
Data premiery: 14 czerwca 2017r.
Za książkę dziękuję

 

2 komentarze:

  1. Jeszcze nie czytałam, mam w planach. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam, ale na pewno ją przeczytam. Będzie to idealna lektura na wakacje. mój blog

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger