16:37

#158 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Dzikie serca" Suzanne Young - Patronat

Kiedy się rodzimy, nie mamy możliwości wyboru rodziny. Los nas wrzuca w lepsze lub gorsze domy, ale najważniejsze jest to, by pokochać tylko te dobre momenty!
Premiera: 26 kwietnia 2017r.
Na początku roku planowałam sobie ile książek biorę miesięcznie, jak wszystko organizuję i że zawsze, ale to zawsze trzymam się planu. Jednak w takich chwilach, gdy już mam robotę, wszystko ułożone to dostaję mail od wydawnictwa z propozycją nowości, która ukaże się np. za miesiąc. W takich momentach żaden ksiąkoholik nie jest w stanie się powstrzymać, szczególnie jeśli mowa o takim wyróżnieniu, jakie mnie spotkało. W tej chwili nie mogę o tym mówić, ale powiem tyle. Ten patronat jest jednym z lepszych, jakie miałam okazję mieć. Do czytania siadałam z wielką niepewnością i raczej nastawieniem, że muszę przeczytać danego dnia, bo potem nie będę miała czasu. Jak skończyło się zmuszanie do czytania?
Savannah została wyrzucona ze szkoły, do jej teczki wpisano, że jest agresywna i trafiła do nowej szkoły dla wyrzutków. Jeśli chce zdobyć świadectwo ukończenia, musi się starać i bardzo pilnować, by nikomu nie podpaść. Po szkole Savannah musi pędzić do domu, nie może się spóźnić ani minuty, gdyż o wyznaczonej godzinie przyjeżdża autobus z jej bratem. Dziewczyna musi być na miejscu, brat musi widzieć ją przez szybę inaczej wpada w histerie. Życie z upośledzonym bratem, ojcem, który wiecznie pije i świadomością, że matka ich zostawiła, nie jest łatwe. Jeszcze jest ciocia, która chce odebrać Savanah brata, próbuje przejąć prawo do opieki, a to byłby największy cios dla dziewczyny. W takich ciężkich chwilach, cudownym oparciem są przyjaciele Savannah, a także nowy chłopak w szkole – Cameron. Oboje są bardzo zamknięci w sobie i nie dopuszczają do siebie ludzi, ale kiedy przebywają razem, są w stanie obniżyć tarcze ochronne. Tylko, czy Cameron uchroni ją przed najgorszym?
Znajduję kanał z kreskówkami i uśmiecham się do Evana. Odwzajemnia uśmiech.
Wchodzę do ciasnej kuchni i odkręcam kran, czekając aż woda zrobi się gorąca. Napełniam nią garnek, który potem stawiam na kuchence. Włączam ją, żeby ugotować makaron z serem.
A kiedy już jest po wszystkim, staję nad zlewem pełnym brudnych naczyń zakrywam dłońmi twarz i płaczę.”
Jestem totalnie zaskoczona. Gdy czytałam opis tej książki miałam wrażenie, że będzie ponura, smutna, melancholijna, ale spotkało mnie ogromne zaskoczenie, gdyż była pozytywna. Może inaczej. Dzikie Serca porusza bardzo trudne tematy, jest w niej bardzo dużo dramatów i sytuacji, w których łzy same cisną się do oczu, ale została napisana w lekki sposób ze sporą dawką humoru. Dzięki temu, czytelnik nie ma wrażenia, że książka go przygniata, że to za dużo, za smutno i odkładamy na półkę. Zamiast tego, podczas czytania śmiałam się w głos, niektóre momenty totalnie mnie rozwalały i miałam ochotę przytulić główną bohaterkę ze słowami „That's my bitch” (tak, wiem, damie nie wolno), albo chociażby przybić słynnego żółwika. Nie wiem czy to, że charakterem jestem podobna do Savannah, czy genialne jej wykreowanie, ale poczułam z nią więź i przeżywałam z nią każdą chwilę. A możecie mi wierzyć to, co jest w opisie powyżej to dopiero początek jej losów, wątków jest dużo więcej.
Suzanne Young znam przede wszystkich z serii Plaga Samobójców i powiem wam, że gdyby nie napis na okładce, to bym na to nie wpadła. Przeważnie styl autora czuć w każdej jego książce, niezależnie od gatunku, ale przy Dzikich Sercach miałam wrażenie, że to całkiem nowy autor, z którym nie miałam do tej pory styczności. Jestem bardzo ciekawa, czy inne książki Suzanne bardziej są podobne do Plagi czy do Dzikich Serc. Byłabym szczęśliwa, gdyby było to opcja druga, bo wtedy chciałabym przeczytać je wszystkie. Jestem pełna podziwu, wzruszona i nie mogę przestać myśleć o tym, co przeszła główna bohaterka. Moim zdaniem autorka stworzyła nie tylko bardzo fajną książkę, ale postarała się, by całość nie raziła po oczach lekkomyślnością. Każda decyzja Savannah ma swój powód i swoje konsekwencje. Nie mówię, że nie miałam czasem ochoty nią potrząsnąć, ale rozumiem też, czemu postępowała tak, a nie inaczej. Bohaterka wydawała się ludzka, prawdziwa, była taka jak normalne nastolatki, ale autorka dołożyła jej wiele problemów, z którymi musiała sobie jakoś radzić.
Na widok skulonego, zakrywającego dłońmi twarz Evana zatrzymuję się. Serce mi się kraje.
Cześć, młody – mówię. Mój siedmioletni braciszek łapie oddech, wciąż jeszcze płacząc, ale ciszej, bo już jestem.
Spóźniłaś się – chrypi cienkim głosikiem zza dłoni.
Przełykam tkwiącą w gardle gulę.”
Podsumowując, książka moim zdaniem jest cudowna i naładowana mnóstwem emocji. Pokazuje, że w życiu nie liczy się tylko to, czego my pragniemy, ale musimy się liczyć też z innymi. Jednak najbardziej w niej widać miłość jaką darzy się rodzeństwo. Może nieraz i drze się koty z bratem czy siostra, czasem mamy ich dość, ale nigdy byśmy dobrowolnie nie pozwolili ich zabrać do innego domu. Piękna książka w lekki sposób przekazuje mnóstwo pozytywnej energii. Najważniejsze, że ma przesłanie, które porusza głęboką strunę w sercu.
Moim zdaniem, powieść warta każdej poświęconej jej minuty.
Moja ocena 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Suzanne Young
Oryginalny tytuł: All in Pieces
Stron: 264

Za książkę dziękuję

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger