20:31

#154 Recenzja książki "Zew księżyca" Patricii Briggs

Nawet kiedy chcesz stać na uboczu i się nie wychylać, to kłopoty czasem i tak cię znajdą.
Seria Patricii Briggs miała w Polsce już jedno wydanie kilka lat temu, wtedy o niej nie słyszałam i nie miałam okazji przeczytać jej twórczości. Tydzień temu na rynku pojawiło się wznowienie, czytelnicy rzucili się na tę powieść, nie równię się od nich, bo sama chciałam dać tej książce szansę, szczególnie, że dużo osób mi ją polecało. Ostatnimi czasy, fantasy bardzo wpasowuje się w moje gusta i nie mam jego dość, jednak nie czytałam dawno nic dobrego powiązanego z wampirami, wilkołakami itp., dlatego sądziłam, że ta książka sprawdzi się idealnie. Przyszła do mnie kilka dni temu i w sumie jeszcze tego samego dnia po nią sięgnęłam i przeczytałam, ale czy mi się spodobała? Jestem zakochana, jak większość czytelników czy może totalnie zawiedziona?
Mercedes stara się trzymać z dala od kłopotów. Nie drażni wilkołaków, nie wchodzi w drogę wampirom, wie, że lepiej im nie podpaść, bo jedni są gorsi od drugich. Spokojnie prowadzi warsztat, po pracy wraca do domu, albo jedzie do lasu by zmienić się w kojota i pobiegać... tak ta kobieta nie jest do końca człowiekiem, ale dobrze się kryje i nie wychyla, nie chce komplikować swojego życia. Niestety to nie jest takie łatwe, gdyż pewnego wieczoru znajduje u siebie na ganku martwego wilkołaka, który dorabiał u niej w warsztacie, a ona sama zostaje wciągnięta w sporo kłopotów. Po pomoc udaje się do alfy wilkołaków, który dba, by żaden ze stada jej nie zaczepiał, tyle że on też ma problemy, ktoś porwał jego córkę. Ta dwója mimo że zbytnio się nie lubi to musi zacząć współpracować i odkryć kto stoi za tymi wszystkimi kłamstwami i zbrodniami. Wrogiem może okazać każdy, nawet najbliższy przyjaciel, w świecie, gdzie wampiry i wilkołaki są tajemnicą nic nie jest bezpieczne, nawet oni sami. Wiele osób jest zdolnych zrobić wszystko, by ich zniszczyć. Czy Mercedes dowie się prawdy? Czy przerwa tę walkę?

"Mac gwałtownie odsunął ode mnie głowę, ale kurczowo zacisnął ramiona wokół moich bioder. Zawarczał. Poczułam na nodze wibracje jego piersi.
- Moja - syknął.
Adam zwęził oczy. - Nie sądzę. Ona należy do mnie.
Może i schlebiałaby mi ta sytuacja, gdyby nie fakt, że pierwszy z nich miał na myśli posiłek, natomiast drugi... Wolałam nawet nie zgadywać."

Do napisani tej recenzji zbierałam się dłużej niż zwykle, ale chciałam dać sobie czas by ochłonąć i ocenić książkę na postawie tego co wiem, a nie tego jak się czuję. Gdybym miała oceniać przez pryzmat moich emocji, to niestety musiałabym powiedzieć, że nieco się nudziłam przy czytaniu, najciekawsze były dialogi, bo w nich działa się największa akcja. Jednak jeśli chodzi o opisy i bohaterkę to jestem zawiedziona, wiem, że w tej chwili wiele osób ze mną się nie zgadza i macie do tego prawo, ale po prostu nie ruszyła mnie ta książka. Najpierw nie mogłam się wciągnąć, potem przez kilkadziesiąt stron, byłam naprawdę zainteresowana, ale w dalszej części, jakby ktoś mnie zresetował i już mnie nie ruszało. Nie wiem czy to zasługa słabego dnia, czy po prostu to nie mój styl, czy po prostu książka jest nudna. Nie umiem odpowiedzieć na te pytania, bo do tej pory mam mieszane uczucia, niby jest fajnie, ale napisane na jednej emocji.
Zew księżyca to dobrze napisana książka, są w niej rzeczy, które powinny być, by zaciekawić czytelnika, jest tajemnica, spisek, różni bohaterzy, oczywiście seksowni panowie i dawka humoru, która momentami powala na kolana. Jednak są też takie momenty, gdy miałam wrażenie, że niektóre fragmenty są zbędne, właśnie te opisy, które po prostu były „suche”, nie czułam w nich emocji. No i sama Mercedes mnie czasem irytowała, gdy w jednej chwili zachowywała się jak płochliwe kaczątko, którego nikt nie chce, by za sekundę rzucać ripostami, rządzić się i być wredną. Jasne, często spotyka się takie bohaterki w książkach, ale ta wyjątkowo mnie kuła po oczach. No i najgorsze co mnie spotkało, to że mogłam odłożyć lekturę i nie ciągnęło mnie do niej jakoś bardzo. Mogłam swobodnie zająć się czymś innym i nie dręczyło mnie, czy bohaterka dała sobie radę czy może zginęła na następnej stronie. A to chyba najgorsze co może spotkać czytelnika, gdy ma głęboko gdzieś, co się stanie z bohaterką. Ostatnia rzecz, która mnie nieco zirytowała to ostatnie sceny, jakie znajdziemy w książce, przez całą powieść nic nie wskazuje na to, że to ma się stać i nagle na koniec (za przeproszeniem) z dupy wzięta ta scena.

"- Warren jest wilkołakiem.
- Czym? - Kyle przestał się kołysać.
- Wilkołakiem. No wiesz, takie coś z dużymi kłami, co to pod wpływem księżyca biega na czterech łapach."

Tak wiem, ostro skrytykowałam tę książkę, a rzadko to robię, ale naprawdę jej nie czułam. Dobrze napisana, fabuła nawet ciekawa, intrygująca tajemnica, ale brak emocji. Szkoda, bo gdyby trochę ją podrasować to podejrzewam, że bym się zakochała, a tak to cóż... było okay i tyle. A to czy chcecie czytać to już oceńcie sami, bo ja nie wiem czy ją polecić.
Moja ocena to 6/10, przykro mi, że tak mało daje, ale jedyny żal jaki czuję to, taki, że mi się nie spodobało.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Autor: Patricia Briggs
Oryginalny tytuł: Moon Called
Stron: 424
Data premiery: 10 marca 2017r.
Za książkę dziękuję

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger