12:14

#149 Recenzja książki "Reap" Tilie Cole

Przemoc rodzi przemoc, dobroć rodzi dobroć, ale czasem trzeba połączyć te dwie rzeczy, by wyszło coś bardzo dobrego.
Seria Poranione dusze pojawiła się na polskim rynku w październiku zeszłego roku. Wtedy przeczytałam pierwszy tom Raze, ale nie napisałam recenzji, bo po prostu czytałam dla siebie. Raze okazało się strzałem w dziesiątkę, historia była inna, bardziej mroczna i przesycona agresją, walkami, seksem. Dawno nie czytałam takiej książki i wtedy poczułam miły powiew świeżości, wiedziałam, że jak tylko pojawią się kolejne tomy to na pewno przeczytam. Tak też się stało. Niedawno była premiera Reap, czekałam na tę pozycję bardzo długo i wręcz nie mogłam się doczekać, aż dorwę w swoje łapki. Szczęśliwy traw chciał, że dostałam egzemplarz od Wydawnictwa Filia, było to kompletną niespodzianką, nie miałam zielonego pojęcia, że mi wysłali. Jednak jak już trzymałam w swoich łapkach, nie mogłam się powstrzymać, tylko musiałam przeczytać!
221 jest jak dzikie zwierzę, nie ma uczuć, jest perfekcyjnym i najskuteczniejszym zabójcą wśród gruzińskich gangów. Każdy kto go poznaje powinien się go bać, gdyż 221 jest faszerowany narkotykami, które sprawiają, że jest posłuszny swojemu panu, nie zatrzyma się dopóki nie dostanie rozkazu. Pewnego dnia wszystko się zmienia, ktoś go porywa i zamyka, by wszystkie narkotyki z jego ciała wyparowały. Okazuje się, że został wywieziony do domu, w którym przebywa Talia. Początkowo dziewczyna boi się mężczyzny i nie zbliża się do niego, jednak w końcu, ciekawość zwycięża. Talia schodzi do piwnicy i poznaje 221, który jest jak zwierzę zamknięte w klatce. W pierwszej chwili chce zabić kobietę, ale szybko rodzi się nić porozumienia, a 221 zaczyna odczuwać potrzebę chronienia Talii przed wszystkimi. Tych dwoje łączy silna więź, ale niebezpieczeństwo jest jeszcze większe. Tajemnice wychodzą na jaw, śmierć czai się na rogu, twoim jedynym sprzymierzeńcem jest walka.

221 – powiedział Pan. Moje mięśnie stężały, palce zacisnęły się na sai. – Sasaklo!
Zarżnij.
Zrobiłem krok do przodu w chwili, w której tamtych sześciu rzuciło się na mnie jednocześnie. Czerwona mgła zasnuła mi wzrok, gdy wykonałem pierwsze uderzenie, a krew chlusnęła mi na pierś.”

Nie wiem co jest w tej serii, że jest tak genialna, a czyta ją się tak szybko. Wątek miłosny w tej książce to coś pobocznego, mało istotnego, najważniejsza jest zemsta, walka, agresja. I nie mówię o tym, bo to coś złego, wprost przeciwnie. Dla mnie ta surowość, wielkie pokłady agresji i zwierzęcego instynktu działa na plus, nie mogłam się oderwać od czytania. Odłożenie książki, by iść spać to była jedna z najtrudniejszych decyzji, jakie musiałam podjąć w tym tygodniu. Jednak rano, zaraz po wybudzenia nie opierałam się i od razu sięgnęłam po Reap, by dalej czytać. Wiedziałam, że jeśli nie dowiem się co się stało z 221 to nie będę mogła pracować i cały dzień będę wracać myślami do tej książki.
Tilie Cole jest autorką, która wie co zrobić, by czytelnik był gotowy poświęcić każdą wolną minutę jej książkom. Posiada niesamowicie lekkie pióro, słowa jakby same wylewały się spod jej palców, przy okazji tworząc niebanalne historie. Nie wiem czy po angielsku czyta to się równie łatwo, ale myślę, że spróbuję, gdyż ciekawość i zakończenie Reap, jakie sprezentowała Tilie jest idealnym argumentem ku temu. Chciałabym powiedzieć coś więcej, chciałabym wam zaspoilerować i rozwinąć jakoś bardziej tę recenzje, ale prawda jest taka, że zostałam w zawieszeniu. Książka była taka dobra, tak wciągają, porwała moje myśli całkowicie i cały czas siedzę myśląc o 221 i Talii. Bardzo mi się spodobało, że w książce znajdziemy nie tylko narracje od 221 i Talia, ale także innych bohaterów. Reap łamie wszystkie moje zasady: nie lubię brutalności, a w Reap, im bardziej brutalnie tym lepiej, nie lubię narracji z kilku punktów, a w Reap, uważam, że to jest genialnym zabiegiem. Ta książka naprawdę nie wpasowuje się w moje gusta i to chyba jest tym plusem, bo jest powiewem świeżości i czegoś nowego.

Zaal spuścił głowę i zobaczył kajdany na nadgarstkach i kostkach. Odwrócił się i zaczął ciągnąć za łańcuch, sprawdzając wytrzymałość metalu.
Z każdym oddechem jego wielkie mięśnie napinały się, a z piersi jednocześnie dochodził ryk. Kiedy nie mógł się uwolnić, zaczął chodzić tam i z powrotem. Jego twarz była napięta do granic możliwości, gdy wpatrywał się w ścianę przed sobą...”

Musicie wiedzieć, że nie jestem typem czytelnika, który czyta horrory, thrillery, czy nawet kryminały, więc raczej nie lubię, gdy w książce pojawia się przemoc, a już na pewno nie jakaś wielka, jestem typem łagodnej osoby (jaaaaasneee). Jednak przy Raze i Reap, dzieje się ze mną coś dziwnego, bo im brutalniejszy jest dany zawodnik, tym bardziej mi się podoba. Nie wiem czemu tak jest, ale w tej chwili jestem totalnie zakochana w Reap. Sprawdzając Goodreads widziałam, że są kolejne tomy i szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać aż Filia wyda je wszystkie.
Świetni bohaterzy, napięcie od pierwszej do ostatniej strony, krew, przemoc, seks, akcja, wszystko w tej książce jest genialnie wymyślone i jeszcze lepiej napisane. Nie znalazłam chyba rzeczy, która by mnie raziła po oczach, albo wkurzała. Jestem zachwycona i może to dziwnie brzmi, ale zakochałam się w tej brutalnej powieści. Polecam wam z całego serca i jeśli czytaliście, którąś z części to napiszcie mi w komentarzu, którą i czy wam się podobała!
Moja ocena to 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Filia
Autor: Tilie Cole
Oryginalny tytuł: Reap
Stron: 408
Data premiery: 15 lutego 2017r.
Za książkę dziękuję


1 komentarz:

  1. ...utkwiłam na "RAZE", więc nie wiem, czy przeczytam.
    http://dziewczynaopapierowymsercu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger