18:06

#141 Recenzja książki "Margo" Tarryn Fisher

Ból jaki nam sprawiają niektórzy jest ogromny, ale oni za to płacą... oko za oko, ból za ból. Zemsta smakuje najlepiej na zimno.
Ach Tarryn, Tarryn... Z tą autorką spotkałam się przy pierwszym tomie Mimo naszych kłamstw i nie powiem, by to było miłe spotkanie. Nawet nie pamiętam czy mam recenzję na blogu, chyba nie, bo to była jedna z książek zakupionych przez siebie i po prostu stwierdziłam, że nie będę marnować czasu na pisanie recenzji powieści, która mi nie podeszła. Wtedy nie byłam tylko zawiedziona, ale także wkurzona i zirytowana napisaną przez Tarryn książką, bo po prostu nie podobała mi się, nic mi w niej nie pasowało. Miała przyciąganie, ale jednocześnie wkurzała na maksa. Postanowiłam, że kolejne części nie będą raczej dla mnie. Jednak kiedy zobaczyłam, że Wydawnictwo SQN wydaje Margo, byłam zaintrygowana, bo nie dość, że okładka cudna, opis bardzo obiecujący to jeszcze jakaś niewidzialna siła, która mnie wręcz wołała bym przeczytała tę książkę. Tylko, czy to było dobre posunięcie? Co się stało po przeczytaniu tej powieści?
Margo od najmłodszych lat musiała liczyć bardziej na siebie, niż na matkę, której musiała usługiwać. Jako kilkulatka dziewczyna nauczyła się, by nie sprzeciwiać się rodzicielce i robić co jej się każe. Z każdym kolejnym rokiem było tak samo, ta sama rutyna. W ciągu dnia dziewczyna dba o swoje obowiązki i nie budzi matki, a wieczorami zamyka się w swoim pokoju, by nie patrzeć na to co się dzieje w domu. Jako nastolatka Margo zaczyna przyjaźnić się z niepełnosprawnym Judah, który nie tylko ją rozumie, ale także wprowadza w życie dziewczyny radość, której do tej pory nie zasmakowała. Razem stawiają czoła wielu problemom i pomagają sobie nawzajem. Pewnego dnia, gdy ginie kilkuletnia dziewczynka, tych dwoje zaczyna swoje śledztwo, spisują kto mógł zrobić coś tak okropnego. Jednak na znalezieniu winnego bardziej zależy Margo, która uważa, że tę osobę należy ukarać w ten sam sposób. Tylko czy znajdą mordercę? Czy dwójka przyjaciół się zemści? A może odkryją coś zupełnie innego.

Margo – woła, kiedy jestem już prawie u drzwi.
Tak, mamo? – mówię niemal szeptem.
Możesz dzisiaj nie jeść obiadu.
Oferuje to jak coś dobrego, choć tak naprawdę znaczenie jest inne: „Nie pozwalam ci dzisiaj jeść”.”

Ta książka ma dwa dna. Przeważnie po przeczytaniu jakiejś powieści, albo mi się podoba, albo po prostu nie, nie mam mieszanych uczuć, jestem raczej zdecydowana, ale tutaj... Nie jestem pewna, czy ta książka jest genialna, czy raczej totalnie chora. Gdy tak napisałam Ani Bellon, która mi poleciła Margo, stwierdziła, że idealnie opisałam tę powieść. I tutaj raczej się kończą moje porównania, bo skończyłam czytać ją wczoraj, a dziś nadal nie wiem co o niej sądzić. Tarryn Fisher pokazała zupełnie inną stronę, nie spodziewałam się tego, co znalazłam w książce i nigdy bym na to nie wpadła. Nie jestem pewna co mam czuć, bo ta książka jest dziwna. Dobra, wiecie, co? Zrzucam grzeczną skórę w tej recenzji, bo nie da się tego napisać grzecznymi słowami, skromnej damy. Ta książka jest popieprzona, ale w dobrym słowa znaczeniu. Jest dziwna, popieprzona na mnóstwo sposobów, ale także ma w sobie jakiś geniusz.
Margo to książka z gatunku tych, które na zawsze zostają w naszej pamięci, nie umiemy się jej pozbyć z głowy, cały czas wracamy myślami do wydarzeń i kalkulujemy czy to faktycznie jest realne, czy może autorkę za bardzo poniosła wyobraźnia. Sama do tej pory nie jestem pewna, którą opcję wybrać. Wolę zostać w takim zawieszeniu, aż przeczytam następny tom i on podobno wiele wyjaśnia. Mam taką nadzieję, bo w tej chwili mam mnóstwo pytań nie tylko do autorki, ale i do samej Margo. Gdyby istniała to chciałabym jej zadać setkę pytań, na które tylko ona umiałaby odpowiedzieć. Zacytuję tutaj Annę Bellon, która idealnie oddała to co chcę powiedzieć w tej recenzji „Bo to w sumie jest kwintesencja tej książki, gdy zaczyna się kwestionować nie tylko pół książki, ale jeszcze swoją moralność”. Zgadzam się z tym w stu procentach.

Nazywam się Judah. A ty jesteś Margo.
Skąd wiesz? – Jego dłoń ściska moją odrobinę dłużej, niż powinna. Gdybym nie była taka brzydka, pomyślałabym, że mu się podobam.
To Wessex. Wszyscy jak pasożyty wysysamy życie z tej samej żyły stanu Waszyngton. – Bierze ręce do tyłu i wkłada za głowę, czekając na moją reakcję. No patrzcie tylko, jaki z niego luzak na tym wózku.”

Tarryn Fisher to autorka, która na pewno potrafi zaskoczyć czytelnika. Nie polubiłam jej w Mimo naszych kłamstw, ale stanowczo polubiłam ją w Margo. Nie jestem pewna co ją skłoniło do napisania tak różnych historii i w sumie gatunków, ale mam nadzieję, że zostanie przy takim stylu jak Margo, bo jeśli tak, to na pewno skuszę się na inne jej książki. Gdyby nie to, że na egzemplarzu jest napisane, kto jest autorem, to bym na to nie wpadła. Nigdy bym nie przyrównała tych dwóch lektur do jednej autorki. Tarryn ma niesamowity talent i mam nadzieje, że go nie zmarnuje na byle jakie książki.
Moje spotkanie z Margo potwierdza, że autorom należy dawać kilka szans, nie wolno zrażać się za pierwszym razem. Nie zawsze się stosuję do tej zasady, ale od teraz na pewno zacznę. Polecam wam tę powieść, możecie być pewni, że długo jej nie zapomnicie. Mnie zapadła na długo w pamięć, nie ważne czy jest dziwna czy genialna, u mnie uplasowała się bardzo wysoko.
Moja ocena to 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: SQN
Autor: Tarryn Fisher
Oryginalny tytuł: Marrow
Data premiery: 11 stycznia 2017r.
Stron: 352

Za książkę dziękuję

pantomasz.pl/

2 komentarze:

  1. Miałam tak samo. Mimo naszych kłamstw okazało się kompletnie nie moją bajką. Może skuszę się na tę historię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku tamtego tygodnia zamówiłam sobie swój egzemplarz tej powieści i ciągle na nią czekam :) Mam nadzieję, że również i ja finalnie będę z niej zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger