19:09

#139 Recenzja książki "Karuzela" Agnieszki Lis - Patronat

Życie potrafi płatać figle, nieoczekiwanie zrzucać na nas radość, ale także smutek. Jednak najgorzej, gdy zrzuca na nasze barki ciężką chorobę.

Minął prawie rok, od kiedy ostatnio miałam styczność z twórczością Agnieszki Lis. Tak się złożyło, że bardzo polubiłam tę autorkę przy Pozytywce, że byłyśmy w kontakcie, co jakiś czas do siebie zagadując. Szczęście się do mnie uśmiechnęło i rozmawiając z Agnieszką w przełomie listopad-grudzień, dowiedziałam się o nowej książce, która zaciekawiła mnie do tego stopnia, że postarałam się o patronat. Długo czekałam, by w końcu dorwać w swoje dłonie własny egzemplarz z tą piękną okładką i moim logo. Przerażał mnie tylko gabaryt tej książki, bo ponad 600 stron to nie lada wyzwanie, szczególnie, że Pozytywka była dość cieniutka, w porównaniu do Karuzeli. Swoją drogą, autorka ma talent do wymyślania intrygujących tytułów.

Renata jest typową matką polką, ma mało czasu na własne przyjemności, gdyż musi wyszykować lub odebrać trójkę dzieci ze szkoły, w ciągu dnia ogarnąć dom i przyszykować obiad dla całej rodziny. Pomóc odrobić lekcje, poczytać najmłodszym, zapewnić jakąś popołudniową rozrywkę, zadbać, o męża, który późno wraca z pracy, starając się o awans. Biedna kobieta nie ma wcale czasu dla siebie, na swoje przyjemności, nie mówiąc o tym by zadbać o swoje zdrowie i pójść do lekarza, gdy zaczyna się źle czuć. Kiedy w końcu wykonuje badania jest już za późno, diagnoza jest miażdżąca – białaczka szpikowa przewlekła. Ciężko się z tym pogodzić, nie ma czasu na rozmyślanie; czemu, za co, co dalej, trzeba działać. Lekarze mówią, że natychmiastowa chemia może jedynie uratować życie kobiecie. Jednak Renacie ciężko pogodzić się z tym, że teraz będzie więcej czasu przebywała w szpitalu niż w domu, z dziećmi. Jak jej rodzina poradzi sobie z tą chorobą? Czy Renatę uda się wyleczyć? Czy rodzina okaże takie wsparcie, jakie powinna?

Co się stało? – zapytał, gdy zdjęła szlafrok.
Gdzie? A, nic. Potknęłam się na schodach. To tylko stłuczenie.
Biodro masz spuchnięte.
Trochę boli. Szczęście, że nie spadłam z tych schodów, połamałabym się. A tak, cała i zdrowa...”

Zadziwiając łatwo było napisać ten opis, nie miałam żadnego problemu. Mogłabym więcej powiedzieć o tej książce, ale nie chciałam wam spoilerować i zdradzać całej fabuły. Karuzela jest potężna, naprawdę jest ogromna i historia nie jest lekka, nie udało mi się przebrnąć przez nią w jeden wieczór. Musiałam dawkować sobie tę powieść, gdyż znajdywałam w niej za dużo emocji, wątków i różnych historii, przez co nie mogłam jej przeczytać dłużej niż kilka godzin. Nie chodzi o to, że ta książka jest zła i dlatego, nie.... jest absolutnie cudowna i bardziej dumna być nie mogę, że jest pod moim patronatem. Temat jaki poruszyła w niej autorka jest trudny, nie ma co ukrywać, dlatego czytanie tego to nie tyle przyjemność co prawdziwe przeżycie tej historii, nasze serce przeżywa całą karuzelę uczuć.
Nie wiem do końca co mam powiedzieć o tej książce. Agnieszka Lis przeszła samą siebie. Gdy czytałam opis na stronie wydawcy, nawet przez myśl mi nie przeszło, że ta historia mną tak wstrząśnie i tak mnie poruszy. Lubię czytać książki takiego pokroju i gatunku, zawsze wprawiają w taki stan zadumy, gdzie zastanawiam się nad życiem i nad tym jakie potrafi płatać figle. Dramaty wprawiają człowieka w melancholię, dumamy nad tym czy nasze życie jest takie jak zawsze chcieliśmy, co byśmy zrobili na miejscu danego bohatera, a także uświadamiają nam, jak kruche jest życie, jak jedna diagnoza może je odmienić i jednocześnie zniszczyć wszystkie marzenia.

Wyniki badań wskazują… – zebrał się w sobie – ma pani białaczkę. Prawdopodobnie przewlekłą, taką często można wyleczyć.
Renata w końcu zaczęła mrugać. Szybko, długo. Uspokoiła się, kręcąc głową szybko, jakby budziła się z hipnozy.
Jak najszybciej potrzebuje pani leczenia.”

Karuzela porusza mnie jeszcze bardziej, gdyż od autorki dowiedziałam się, że historia napisana na stronach tej powieści jest prawdziwa. Nie mogę zdradzić kto to i skąd pochodzi, mogę zdradzić, że Renata to nie tylko wymyślona bohaterka w głowie Agnieszki Lis, to prawdziwa kobieta, która otrzymała taką diagnozę. Wzrusza mnie to i mam ochotę przytulić z całej siły Agnieszkę, gdyż dzięki temu to nie jest tylko wyobraźnia, to nie jest tylko wymysł, to stało się naprawdę. Żyjemy w świecie, gdzie każdy się mija na ulicy i ma wszystko gdzieś, nie dba o to, że gdzieś pod klatką marznie jakiś staruszek bez dachu nad głową, że jakiś zwierzak błąka się po ulicach cały w drgawkach, mamy gdzieś to, że ktoś jest chory, w końcu co nas to obchodzi, prawda? Jeśli jakaś krzywda nie dotyka nas bezpośrednio to wiele ludzi ma po prostu to w nosie, że ktoś cierpi, że czasem wystarczy mały gest, by komuś pomóc. Może, gdyby ktoś pomógł Renacie i zaproponował, że popilnuje dzieci przez jeden dzień, by ona wykonała wszystkie badania, to by nie musiała przechodzić przez to piekło. Tego nikt nie wie, ale pamiętacie, że drobne gesty są doceniane przez wszystkich i nie kosztują one dużo. Pomóżmy przejść jakiejś staruszce przez ulicę, gdy jest ślisko, uśmiechnijmy się do „matki polki”, która akurat walczy z dziećmi i powiedzmy jej, że odwala kawał dobrej roboty.
Tymi słowami zakończę tę recenzję, która zabrnęła w nieoczekiwane rejony. Mam nadzieję, że przekonałam was do książki, bo warto, przedstawia niesamowitą historię o życiu, o zmianach i walce z samym sobą.
Moja ocena to 9/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Autor: Agnieszka Lis
Data premiery: 11 styczeń 2017r.
Stron: 632
Za książkę dziękuję

1 komentarz:

  1. Mam ochotę na "Karuzelę", a Twoja opinia jeszcze bardziej mnie zachęciła do tej lektury.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger