19:44

#138 Recenzja książki "Darks Elements. Arktyczny dotyk. Tom 2. Jennifer L. Armentrout

Mówią, że zakazany owoc smakuje najlepiej, ale co, jeśli ten owoc może ściągnąć na Ciebie śmierć?


Ostatnimi czasy idę jak burza z pisaniem postów, chociaż do wszystkiego musi mnie motywować niezawodna Mystic i to dzięki niej została napisana część notek na blogu. Ma nade mną siłę, która każe jej słuchać i iść pisać. Jednak do tej recenzji nie musiała mnie motywować, sama usiadłam i otworzyłam Worda, bo nie mogłam się doczekać aż podzielę się z wami moją opinią na temat tej książki. Arktyczny dotyk to lektura, która musiała długo czekać na swoją kolej na moich półkach, bo jak to ja, nie miałam czasu by przeczytać. Na szczęście końcówka roku okazała się zbawienna, gdyż zorganizowałam Bezsenność z książką i podczas niej przeczytałam tę powieść. Trochę minęło zanim usiadłam do pisania, ale niedługo premiera trzeciego tomu, więc to dobra okazja, by ocenić wcześniejszą część. Szczególnie muszę się dowiedzieć jak ta historia się kończy.
Layla jest zdruzgotana po zniknięciu Rotha, cały czas liczy, że on wróci, że w jakiś cudowny sposób Król Podziemia uwolni Rotha i będzie mógł wrócić. Jednak nadzieja powoli umiera, a Layla musi radzić sobie z kolejnymi problemami. Klan strażników ma przed nią coraz więcej tajemnic, dziewczyna wie, że prawie wszyscy ją okłamują, że jeśli będzie trzeba to ukażą ją jak prawdziwego demona. Jedyny Zayne okazuje się oparciem, stara się pomóc Layli w tych trudnych chwilach. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy wraca Roth i to nie dlatego, że chce odzyskać Laylę, ale dlatego, że szykują się ogromne kłopoty. Ziemi zagraża niebezpieczeństwo, kolejny raz demony i strażnicy muszą zawrzeć chwilowy rozejm, by razem stawić czoło problemom. Layli jest coraz trudniej, nie dość, że wrócił Roth, do którego poczuła coś więcej niż sympatię, wszyscy wkoło coś knują, coraz więcej oskarżeń pada na dziewczynę, a także zakazany do tej pory owoc staje w zasięgu ręki i nic nie stoi na przeszkodzie. Jak to wszystko się skończy? Czy Layla dostatnie w końcu odpowiedzi, na które czeka? Czy ziemia ocaleje, czy może demony przejmą kontrolę nad światem?

Zrozumiałam coś jeszcze. Zayne zamknąłby mnie w pokoju, bym była bezpieczna, gdyby tylko wyczuł słabą woń zagrożenia. Roth natomiast... tak, dbał o mnie, ale nie był nadopiekuńczy. Pozwalał mi... być sobą.”

Uwielbiam tę serię, po prostu uwielbiam. W momencie kiedy ją czytałam, była jak taki kop niesamowitej energii, która pozwoliła mi w końcu ruszyć z miejsca. Czytałam tę książkę do trzeciej w nocy, by kilka godzin później wstać i czytać ją dalej, aż dobrnęłam do ostatniej strony. Drugi tom był równie niesamowity i nieprzewidywalny. Naprawdę, jeśli ktoś podczas czytania o pierwszej w nocy krzyczy „O mój Boże” to znak, że książka spełnia wszystkie jego oczekiwania (na szczęście nikogo nie obudziłam). Bardzo dobrze się bawiłam podczas czytania i nie mogłam się oderwać nawet na chwilę. Gdyby nie to, że oczy same mi się zamykały to czytałabym aż do końca. Pierwszy tom, który ukazał się zeszłym roku był niesamowity i od tamtej pory wyszukuję takich perełek fantasy by czasem się rozerwać.
Arktyczny Dotyk, mimo że ma dość mroźny tytuł to na pewno taki nie jest. Książka zaskakuje zmianą akcji, kolejnym wydarzeniom jakie znajdziemy w środku i genialnym wykonaniem. Pani Jennifer ma talent, jeśli chodzi o tworzenie bohaterów, bo są jak żywi. Pamiętam jak czytałam serię Lux, która mnie również porwała. Tutaj jest identycznie, może sama fabuła nie jest jakaś wyszukana, bo posiada taki powtarzający się schemat: dziewczyna, która ma jakieś zdolności, on bad boy i drugi ten dobry, miłosny trójkąt i wielka walka o ocalenie świata. Tradycja wśród książek dla młodzieży, gdzie czytelniczki dzielą się na te, które kochają albo tego złego, albo dobrego. Trochę oklepane prawda? Jednak dzięki Jennifer tutaj ten schemat jest inny, bo to nie jest najważniejsze w książce, pierwsze skrzypce gra akcja i napięcie. Musimy uważać by nadążać za wydarzeniami i rozumieć z czym mierzy się Layla.

„ – Nie zdejmę koszulki.
Zdejmiesz.
Uniosłam się na łokciach i nasze zdeterminowane spojrzenia się skrzyżowały.
Chyba jesteś naćpany, jeśli myślisz, że zdejmę choćby jeden element swojej garderoby.”

Mam wrażenie, że w tej recenzji nic sensownego nie mówię, tylko zachwalam jaką to super książkę napisała autorka. Nic na to nie poradzę, przeziębienie i miłość do tej pisarki, skutecznie osłabiły mój osąd i dla mnie to po prostu jest dobre. Lekki język, ciekawa fabuła, dobrze wykreowani bohaterzy i napięcie, które trzyma od pierwszej do ostatniej strony. Moim zdaniem to sukces i najważniejsze punkty w książkach. Arktyczny dotyk posiada je wszystkie i mimo że akcja może nie idzie tak szybko jak w pierwszym tomie, to nadal jestem zachwycona i czekam na trzeci tom, by zobaczyć co jeszcze wymyśliła Jennifer, a także nie mogę się doczekać, by w końcu zobaczyć jak skończy się ta seria. Oby to było zakończenie w wielkim stylu.
Nie muszę mówić czy polecam, bo to oczywiste, a gdy tylko dorwę kolejny tom to na pewno wam o tym napiszę.
Moja ocena to 9/10 lekki niedosyt został, ale ocena i tak mocna.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Filia
Autor: Jennifer L. Armentrout
Oryginalny tytuł: Stone Cold Touch
Data premiery: 8 czerwca 2016r.
Stron: 558

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger