18:24

#137 Recenzja książki "Tajemny ogień" C.J. Daugherty, Cariny Rozenfeld

Kiedy mamy plany na najbliższe lata i wiemy co chcemy zrobić, jakie cele osiągnąć, wtedy zdarza się coś, co zmienia otaczającą rzeczywistość. Tylko co zrobić, gdy ona okazuje się być jak zaczarowana?
Tajemny ogień to książka, która śledziła mnie od momentu premiery. Co jakiś czas ktoś mi o niej przypominał i cały czas powracała do mych myśli. Jednak nie złożyło się jeszcze tak, bym znalazła czas i usiadła do przeczytania jej, zawsze coś mnie rozpraszało i znowu musiała czekać. Tym razem dołączyłam do szczęśliwców, którzy mogą przeczytać pierwszy tom i drugi przedpremierowo, w prezencie od Wydawnictwa. Czy potrzebowałam większego bodźca do czytania, niż to? Oczywiście od momentu aż książka do mnie dotarła, a do chwili gdy zaczęłam ją czytać minęło sporo czasu, ale kiedy usiadłam to wiedziałam, że nie oderwę się od niej póki nie dotrę do końca. Udało się i pozostało napisać tylko recenzję!
Taylor do tej pory była zwykłą nastolatką mieszkającą w Anglii, która lubiła spędzać czas z przyjaciółką, chłopakiem, prócz tego dobrze się uczyła i miała plany na przyszłość. Jednak zaczęły się dziać dziwne rzeczy, kiedy się zdenerwuje, okna wybuchają, lampy mrugają, a to dopiero początek tego co spotka Taylor. Sacha z Paryża, dowiedział się, że jego rodzina jest przeklęta i w dniu swoich osiemnastych urodzin umrze. Od tej pory Sacha nie dba o siebie, nie boi się, że potrąci go samochód, czy ze ktoś go zastrzeli w bójce, bo wie, że nie może umrzeć przed swoimi urodzinami. Niespodziewanie tę dwójkę łączy nie tylko historia, ale także wspólne zadanie, które muszą wykonać, by przetrwać i uratować swoje życia. Czy uda im się przeżyć? Czy Taylor i Sacha znajdą wspólny język mimo innych narodowości?

Sacha nie mógł przeżyć tego upadku. To było zupełnie nieprawdopodobne – a jednak poza kilkoma krwawymi zadrapaniami na twarzy i dłoniach wydawał się cały i zdrowy.
To nie było możliwe
Antoine wyminął go i chwiejnym krokiem podszedł do miejsca upadku, gdzie powinna widnieć plama krwi. Nic tam jednak nie było.”

Oto książka, która po roku kuszenia okazała się bardzo fajna i niesamowicie ciekawa. Powieść wzięłam do ręki w sumie z nudów, leżała na biurku i czekała na swoją kolej, ale jakoś tak siedziałam, przeczytałam jedną stronę, potem drugą i kolejną i tak nim się obejrzałam skończyły się strony. Jestem zaskoczona, z jednej strony pozytywnie, bo nie spodziewałam się, że tak mi się spodoba, z drugiej strony jestem odrobinę zawiedziona. Czytając byłam zaciekawiona na maksa i spodziewałam się pod koniec wielkiego woow, takiego dosłownego kopa i ogromnego show, które mnie zniszczy. Jednak nie dane mi było tego zasmakować, zakończenie było... takie se. Potencjał był ogromny, naprawdę ogromny, ale moim zdaniem został zmarnowany. Wiecie, że ja mało się czepiam, że ogólnie jestem zadowolona z przeczytanych książek, ale tutaj zabrakło mi wielkiego, epickiego zakończenia, które wbije mnie w fotel tak mocno, że będę miała chęć na kolejny tom.
Obie autorki stworzyły całkiem fajną historię, która nawet ma sens, klei się w całość i zaciekawia czytelnika od pierwszych stron. Im dalej brniemy tym jest bardziej interesująco, fabuła nabiera tempa i poznajemy sekrety naszych bohaterów, tego kim są, kim muszą się stać i jaką cenę za to muszą zapłacić. Tylko to co mnie zawiodło na całej linii to zakończenie. No nie rozumiem, jak można było je spaprać aż do tego stopnia, przecież jak cała książka szła im znakomicie, tak końcówka to takie puf i już. Gdzie te emocje, które powinny mnie rozwalić, gdzie te łzy, które powinny cisnąć się do oczu i te tajemnice, które powinny nas wmurować i sprawić, że nie będziemy mogli się doczekać kolejnego tomu? A tutaj … nie będę brzydko mówić, no ale zabrakło mi takiego wielkiego tupnięcia na koniec.

Ogłuszająca muzyka wirowała w głowie Taylor niczym stado wron, dziobiących jej mózg. Ledwie mogła myśleć i się ruszać. Zasłoniła uszy dłońmi, marząc o tym, żeby to wreszcie ucichło.
Pomieszczeniem nagle wstrząsnął potężny huk. Wszyscy jęknęli. Ktoś upuścił szklankę, która dźwięcznie rozleciała się na kawałki.”

Książki fantasy mimo że są bardzo lubiane przez czytelników, to bardzo ciężko je napisać, bo autor musi trzymać poziom przez wszystkie strony, nie może opuścić gardy i wpuścić nudy, bo taką książkę odłożymy. Tutaj im się udało, napięcie trzyma i nie opuszcza do ostatnich stron, jest to plusem, jednak minus jest taki, że to napięcie nie rośnie, tylko trzyma się jednej prostej linii. Na początku książki wskoczy na pewną wysokość i cały czas się na niej utrzymuje. Trochę smutne, ale z drugiej strony rozumiem, że czasem ciężko napisać coś tak, by wszystkim się spodobało, a wręcz jest to nierealne.
Podsumowując, bo nie ma co tu dużo pisać – książka jest dobra, ciekawa, miło spędziłam przy niej czas i pomimo że zakończenie mnie zawiodło, na pewno przeczytam drugi tom, który ma premierę już za niecałe dwa tygodnie, a w tym czasie na pewno zobaczycie jego przedpremierową recenzję. Jako że Tajemny ogień ma już rok to jestem ciekawa waszego zdania, więc będzie mi miło jeśli pozostawicie komentarz.
Moja ocena to 6/10 może kolejny tom zyska więcej.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)
Autor: C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld
Oryginalny tytuł: „The Secret Fire”
Stron: 392
Data premiery: 21 październik 2015r.

Za książkę dziękuję

2 komentarze:

  1. Cześć,
    serdecznie Cię zapraszam do organizowanego przeze mnie Book Tour z książką Cecelii Ahern "Podarunek" : http://www.recenzjapisanaemocjami.pl/2016/12/book-tour-cecelia-ahern-podarunek.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger