17:56

#142 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Diabolika" S.J. Kincaid

#142 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Diabolika" S.J. Kincaid
Siła nie zawsze jest w naszym ciele i tym ile potrafimy, ale w tym na kogo możemy liczyć. Wsparcie innych to największa siła na świecie, a nawet i wszechświecie.
Premiera: 15 lutego 2017r.
Wydawnictwo Otwarte ostatnio raczy mnie coraz do nowszymi i lepszymi książkami. Nie to, żebym narzekała, ale styczeń był taki obfity w genialne powieści, że części po prostu nie zdążyłam przeczytać, bo dostawałam nowości z lutego, które kusiły mnie ponad wszystko inne. Tak też było z Diaboliką, którą dostałam już jakiś czas temu i cieszyłam się z niej ogromnie, ale nie miałam zbytnio kiedy usiąść do niej, by ją przeczytać. Moje oczekiwania wobec tej książki były ogromne już w momencie, gdy w listopadzie, albo grudniu zobaczyłam zapowiedź. Wtedy już wiedziałam, że to będzie jedna z najbardziej pożądanych książek pierwszego półrocza 2017 roku. Nie myliłam się, bardzo wiele osób czeka z niecierpliwością na premierę tej książki. Liczę, że poniższa recenzja pozwoli wam bardziej zapoznać się z tą pozycją i zdecydować czy aby na pewno chcecie ją przeczytać.
Nemezis jest diaboliką, bezlitosna i śmiertelnie niebezpieczna, potrafi w ciągu sekundy złamać kark i nie będzie wahać, jeśli ktoś będzie zagrażał jej właścicielce. Nemezis do tej pory mogła żyć spokojnie, musiała tylko pilnować, by Sidonii nic się nie stało, takie było jej zadanie, jako diaboliki. Strzec swojej właścicielki ponad wszystko, nie pozwolić by chociażby włos spadł jej z głowy, jest gotowa na wszystko, byle tylko uchronić Sidonię.... jest gotowa nawet ją udawać. Ojciec Sidoni namieszał do tego stopnia, że cesarz żąda by przysłano do niego właśnie dziewczynę. Każdy myśli, że to ma być kara dla całej rodziny za ich nierozwagę, że będą torturować dziewczynę, albo co gorszą, że ją zabija. Dlatego na spotkanie z cesarzem leci diabolika, która po różnych zabiegach przypomina Sidonie i może się za nią podawać. Tylko że przybycie do Imperium to coś więcej niż kara, nikt się nie spodziewał tego, co nastąpiło potem. Nemezis musi radzić sobie sama i uważać co robi, by nie zdradzić samej siebie i tym samym nie skazać wszystkich na śmierć. To niebezpieczna gra, czy diabolice uda się wygrać tę walkę? Czy cesarz odkryje, kim jest? Kim tak naprawdę są diaboliki i po co je stworzono?

Nie potrafiłam oderwać wzroku od przenikliwych oczu matriarchini.
Jeśli pragniesz być czymś więcej niż zwierzęciem w tym zawilgoconym kojcu – powiedziała – udowodnij, że jesteś godna służyć rodzinie Impirianów. Pokaż, że w razie potrzeby potrafisz się podporządkować. Zabij tego człowieka.
Kochać. Luksusy. Nie wiedziałam, co to takiego, ale chciałam to mieć. I postanowiłam, że to dostanę. Błyskawicznie doskoczyłam do mężczyzny i złamałam mu kark.”

Opis wyszedł mi dość obszerny, mimo że nie wiedziałam jak nakreślić zarys fabuły. Myślałam, że to będzie trudne i mozolne, bo w sumie ciężko cokolwiek powiedzieć, by nie spoilerować, a tego nie lubię i nigdy nie robię (tak mi się wydaje). A przy tej książce miałam inaczej, chciałam wam powiedzieć wszystko, bo sama do końca nie wiem, co czuję. Od pierwszych stron towarzyszyło mi ogromne napięcie, które odczuwałam przy każdym akapicie. Nie nudziłam się i nie znajdywałam nic, co by mnie odpychało lub wydawało się niepasujące do historii. Sam pomysł z diabolikami wydał mi się genialny i oryginalny. Lubię książki, które pokazują inne spojrzenie na to, co może nas czekać, albo które przedstawiają, że ludzie nie są tacy mili i idealni jak przeważnie się kryją. Bardzo mi się podobał tę wątek brutalności i surowości, z jakim pokazywane są diaboliki, stworzenie ich jako bezuczuciowe. To było to, co mnie pociągało w tej powieści. Ale...
Jednego dnia czytałam przez całe popołudnie i w sumie na początku nieco nie chciało mi się czytać, ale dość szybko się wczytałam. Wciągnęła mnie do tego stopnia, że czytałam ją prawie do pierwszej w nocy, aż zasnęłam obok tableta z okularami na nosie. To działało jako plus tej historii i w tym momencie byłam totalnie zakochana, ale potem nastąpiło zakończenie, które mnie zniechęciło. Patrząc na to, że cała Diabolika było surowa i momentami bezlitosna, to zakończenie było takie... lekkie? Spodziewałam się mocnego bum, morza krwi, góry trupów i w ogóle, a tutaj spotkało mnie ogromne zaskoczenie. Może taki był zamiar autorki, albo po prostu zabrakło jej większego pomysłu na zakończenie albo tak miało być. W każdym razie zawiodłam się odrobinę, bo liczyłam naprawdę na dużo tą końcówką, a zabrakło mi tego czegoś.

Nemezis… Nie!
Spojrzałam na nią. Nie chciałam tego robić na jej oczach, ale skoro się uparła, pozwoliłam jej patrzeć.
Sutera spoglądała na mnie zaskoczona i zupełnie nieświadoma, co ją czeka. W oczach miała pytanie. Nie zdążyła go zadać.
Skręciłam jej kark.”

Niemniej uważam, że książka jest bardzo fajna, fabuła jest oryginalna i jak do tej pory nie spotkałam się z takim czymś, bywały podobne powieści, ale nigdy tak dobre. Gdyby nie zakończenie, to Diabolika zyskałaby status jednej z najlepszych książek w styczniu, a tymczasem jest po prostu fajna, na oderwanie myśli, rozerwanie się po ciężkim dniu. Uważam, że autorka wymyśliła super fabułę, genialnie stworzyła bohaterów, jedyne co jej nie do końca wyszło, to zakończenie, ale mogę jej to wybaczyć.
Pomijając ten jeden minus, to jestem gotowa polecić tę powieść. Mnie się podobała i liczę, że wam spodoba się jeszcze bardziej.
Moja ocena to 9/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Autor: S.J. Kincaid
Oryginalny tytuł: „The Diabolic”
Stron: 415

Za książkę dziękuję

22:35

Zapowiedzi lutego - czyli co zamierzam przeczytać do końca lutego!!

Zapowiedzi lutego - czyli co zamierzam przeczytać do końca lutego!!
Nie miałam czasu by napisać recenzję, cały czas coś robię, ale nie to co należy i nim się obejrzę to dzień mija i ja nie mam nic zrobione, by dodać na bloga. Dlatego wpadłam na pomysł, by dodać tutaj kilka tytułów, które będę chciała przeczytać do końca lutego. Są to zapowiedzi książek i recenzji w jednym, by przedstawić przedsmak tego czym was uraczę. Niektóre z tych lektur możecie będzie mogli wygrać w konkursach, a niektóre po prostu mam nadzieję, że będą wyśmienite, przy okazji namówię was do przeczytania danej książki.
A co mi wpadło w oko i co na pewno tutaj będzie? Wszystko poniżej!

18:06

#141 Recenzja książki "Margo" Tarryn Fisher

#141 Recenzja książki "Margo" Tarryn Fisher
Ból jaki nam sprawiają niektórzy jest ogromny, ale oni za to płacą... oko za oko, ból za ból. Zemsta smakuje najlepiej na zimno.
Ach Tarryn, Tarryn... Z tą autorką spotkałam się przy pierwszym tomie Mimo naszych kłamstw i nie powiem, by to było miłe spotkanie. Nawet nie pamiętam czy mam recenzję na blogu, chyba nie, bo to była jedna z książek zakupionych przez siebie i po prostu stwierdziłam, że nie będę marnować czasu na pisanie recenzji powieści, która mi nie podeszła. Wtedy nie byłam tylko zawiedziona, ale także wkurzona i zirytowana napisaną przez Tarryn książką, bo po prostu nie podobała mi się, nic mi w niej nie pasowało. Miała przyciąganie, ale jednocześnie wkurzała na maksa. Postanowiłam, że kolejne części nie będą raczej dla mnie. Jednak kiedy zobaczyłam, że Wydawnictwo SQN wydaje Margo, byłam zaintrygowana, bo nie dość, że okładka cudna, opis bardzo obiecujący to jeszcze jakaś niewidzialna siła, która mnie wręcz wołała bym przeczytała tę książkę. Tylko, czy to było dobre posunięcie? Co się stało po przeczytaniu tej powieści?
Margo od najmłodszych lat musiała liczyć bardziej na siebie, niż na matkę, której musiała usługiwać. Jako kilkulatka dziewczyna nauczyła się, by nie sprzeciwiać się rodzicielce i robić co jej się każe. Z każdym kolejnym rokiem było tak samo, ta sama rutyna. W ciągu dnia dziewczyna dba o swoje obowiązki i nie budzi matki, a wieczorami zamyka się w swoim pokoju, by nie patrzeć na to co się dzieje w domu. Jako nastolatka Margo zaczyna przyjaźnić się z niepełnosprawnym Judah, który nie tylko ją rozumie, ale także wprowadza w życie dziewczyny radość, której do tej pory nie zasmakowała. Razem stawiają czoła wielu problemom i pomagają sobie nawzajem. Pewnego dnia, gdy ginie kilkuletnia dziewczynka, tych dwoje zaczyna swoje śledztwo, spisują kto mógł zrobić coś tak okropnego. Jednak na znalezieniu winnego bardziej zależy Margo, która uważa, że tę osobę należy ukarać w ten sam sposób. Tylko czy znajdą mordercę? Czy dwójka przyjaciół się zemści? A może odkryją coś zupełnie innego.

Margo – woła, kiedy jestem już prawie u drzwi.
Tak, mamo? – mówię niemal szeptem.
Możesz dzisiaj nie jeść obiadu.
Oferuje to jak coś dobrego, choć tak naprawdę znaczenie jest inne: „Nie pozwalam ci dzisiaj jeść”.”

Ta książka ma dwa dna. Przeważnie po przeczytaniu jakiejś powieści, albo mi się podoba, albo po prostu nie, nie mam mieszanych uczuć, jestem raczej zdecydowana, ale tutaj... Nie jestem pewna, czy ta książka jest genialna, czy raczej totalnie chora. Gdy tak napisałam Ani Bellon, która mi poleciła Margo, stwierdziła, że idealnie opisałam tę powieść. I tutaj raczej się kończą moje porównania, bo skończyłam czytać ją wczoraj, a dziś nadal nie wiem co o niej sądzić. Tarryn Fisher pokazała zupełnie inną stronę, nie spodziewałam się tego, co znalazłam w książce i nigdy bym na to nie wpadła. Nie jestem pewna co mam czuć, bo ta książka jest dziwna. Dobra, wiecie, co? Zrzucam grzeczną skórę w tej recenzji, bo nie da się tego napisać grzecznymi słowami, skromnej damy. Ta książka jest popieprzona, ale w dobrym słowa znaczeniu. Jest dziwna, popieprzona na mnóstwo sposobów, ale także ma w sobie jakiś geniusz.
Margo to książka z gatunku tych, które na zawsze zostają w naszej pamięci, nie umiemy się jej pozbyć z głowy, cały czas wracamy myślami do wydarzeń i kalkulujemy czy to faktycznie jest realne, czy może autorkę za bardzo poniosła wyobraźnia. Sama do tej pory nie jestem pewna, którą opcję wybrać. Wolę zostać w takim zawieszeniu, aż przeczytam następny tom i on podobno wiele wyjaśnia. Mam taką nadzieję, bo w tej chwili mam mnóstwo pytań nie tylko do autorki, ale i do samej Margo. Gdyby istniała to chciałabym jej zadać setkę pytań, na które tylko ona umiałaby odpowiedzieć. Zacytuję tutaj Annę Bellon, która idealnie oddała to co chcę powiedzieć w tej recenzji „Bo to w sumie jest kwintesencja tej książki, gdy zaczyna się kwestionować nie tylko pół książki, ale jeszcze swoją moralność”. Zgadzam się z tym w stu procentach.

Nazywam się Judah. A ty jesteś Margo.
Skąd wiesz? – Jego dłoń ściska moją odrobinę dłużej, niż powinna. Gdybym nie była taka brzydka, pomyślałabym, że mu się podobam.
To Wessex. Wszyscy jak pasożyty wysysamy życie z tej samej żyły stanu Waszyngton. – Bierze ręce do tyłu i wkłada za głowę, czekając na moją reakcję. No patrzcie tylko, jaki z niego luzak na tym wózku.”

Tarryn Fisher to autorka, która na pewno potrafi zaskoczyć czytelnika. Nie polubiłam jej w Mimo naszych kłamstw, ale stanowczo polubiłam ją w Margo. Nie jestem pewna co ją skłoniło do napisania tak różnych historii i w sumie gatunków, ale mam nadzieję, że zostanie przy takim stylu jak Margo, bo jeśli tak, to na pewno skuszę się na inne jej książki. Gdyby nie to, że na egzemplarzu jest napisane, kto jest autorem, to bym na to nie wpadła. Nigdy bym nie przyrównała tych dwóch lektur do jednej autorki. Tarryn ma niesamowity talent i mam nadzieje, że go nie zmarnuje na byle jakie książki.
Moje spotkanie z Margo potwierdza, że autorom należy dawać kilka szans, nie wolno zrażać się za pierwszym razem. Nie zawsze się stosuję do tej zasady, ale od teraz na pewno zacznę. Polecam wam tę powieść, możecie być pewni, że długo jej nie zapomnicie. Mnie zapadła na długo w pamięć, nie ważne czy jest dziwna czy genialna, u mnie uplasowała się bardzo wysoko.
Moja ocena to 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: SQN
Autor: Tarryn Fisher
Oryginalny tytuł: Marrow
Data premiery: 11 stycznia 2017r.
Stron: 352

Za książkę dziękuję

pantomasz.pl/

20:49

#140 Recenzja książki "Ostatnie Tchnienie. Dark Elements Tom 3" Jennifer L. Armentrout

#140 Recenzja książki "Ostatnie Tchnienie. Dark Elements Tom 3" Jennifer L. Armentrout
Czas ostatecznego starcia jest najcięższy, tak samo ciężki, jak wydanie ostatniego tchnienia.
Nadszedł smutny, jak nie najsmutniejszy moment tego miesiąca, ostatni tom serii Dark Elements miał swoją premierę wczoraj, a dziś udało mi się go przeczytać. Z ciężkim sercem, smutkiem w duszy i pojedynczą łzą na policzku siadam do pisania recenzji, która nie będzie łatwa, ani przyjemna do napisania, gdyż to będzie oznaczało definitywny koniec. Jednak nie mogę się powstrzymać by nie napisać tego wszystkiego co siedzi mi w głowie, muszę się tym wszystkim podzielić z wami czytelnikami. Wielu z was czekało na zakończenie historii Layli równie mocno co ja. Tylko czy warto było czekać? Czy Jennifer dała radę i zakończyła to w wielkim stylu? Czy może okazało się, że pomysł nie wypalił i spotkamy się z kompletną klapą?

13:49

Polska vs Zagraniczna. Kto lepszy?

Polska vs Zagraniczna. Kto lepszy?
Dobre bo Polskie, ale zagraniczne bardziej oryginalne, bądź patriotą – takie teksty słyszy się ciągle i to w różnych dziedzinach. Każdy najchętniej by się kłócił i wyciągał kolejne argumenty za i przeciw. Jako że to jest blog książkowy to idealnym tematem do porównania są okładki książkowe, polskie i zagraniczne, które są lepsze, czy mają szansę przebicia nad oryginałami? Czy może nasi graficy nie umieją zrobić porządnej okładki dla danej książki? Ten temat jest bardzo szeroki i tyle osób co go porusza, tyle jest różnych opinii. I ja nie jestem inna, nawet ostatnio podczas rozmowy z jedną ze znajomych, ja krytykowałam oryginalną okładkę, a ona była nią zachwycona. To był kluczowy moment, wtedy postanowiłam, że nie zrobię tylko jednej notki na ten temat, ale stworzę z tego cały cykl. Może znajdzie się ktoś, kto podziela moje zdanie, albo będziemy prowadzić poważna dyskusję na ten temat? Kto wie...
Teraz zapraszam do zapoznania się z pierwszymi perełkami jakie wybrałam. Podzielcie się swoją opinią w komentarzach, jestem ciekawa waszego zdania!

Na pierwszy ogień wybrałam serię, która jest prawie na wykończeniu u nas w Polsce. Ostatni jej tom będzie miał premierę już za kilka dni i czytelnicy poznają zakończenie, a także to, czy autorka skończyła to w wielkim stylu, czy może zostawiła po sobie ogromny niedosyt.
Jako pierwszą przedstawiam wersję oryginalną.↓

Kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy to takie „No Way!” to jest oryginał? Byłam w szoku, bo nasza okładka była lepsza niż ta prosto ze Stanów. Jednak kiedy robiłam tę grafikę, to zaczęłam zmieniać zdanie, coraz bardziej mi się podobają i zaczęłam doceniać ich urok. Nie wiem czy autorka maczała w tym palce przy tworzeniu, czy to pomysł w całości wydawnictwa, ale są całkiem inne niż nasze. Chociaż bardziej po tych okładkach, sądziłabym, że to romans, a nie fantasy. Żałuję tylko, że u nas nie ma tej połówki tomu, która jest w oryginale. Nic nie wiadomo, by mieli wydać u nas, dlatego skuszę się po angielsku.

↑ Polska wersja bardziej mi się podoba. Nie będę ukrywać, że przemawia do mnie i trafia prosto w moje serce. Od razu wiadomo, że mamy do czynienia z fantastyką i historią, która ma w sobie płomień. Może niektórzy tego tak nie odczują, ale od momentu, gdy zobaczyłam pierwszy tom, wiedziałam, że ta seria trafi na moją półkę, a gdy zaczęłam czytać to tylko się utwierdziłam w tym odczuciu. I oryginalne i polskie okładki są bardzo dobre, odkrywają inne aspekty tej serii i pobudzają wyobraźnie czytelnika.
A która wersja wam podoba się?

Druga seria jaką wybrałam to Więzień Labiryntu. Miałam styczność z pierwszym tomem, kolejnych nie czytałam, bo styl Jamesa nie przypadł mi do gustu tak bardzo, jakbym tego chciała. Słownictwo, jakiego używa autor w tej serii, jest dość specyficzne i nie każdemu może się spodobać. Historia owszem, jest niesamowita i bardzo oryginalna (filmy oglądam nałogowo), jednak książki wchodzą mi dużo gorzej.

↑Między naszymi, a oryginalnymi okładkami, nie ma zbytniej różnicy bo został zachowany koncept. Pierwsze (Tom 1 i 2) różnią się kolosalnie, ale The Death Cure (Lek na śmierć), są bardzo podobne i widać, że nasi chcieli zachować główny motyw, ale nie do końca im to wyszło. Miałam ogromne trudności by zorientować się, która część jest która, gdyż u nas i w oryginale są inaczej ponumerowane. To co w Stanach jest pół tomówką u nas zostało wydane jako czwarty tom, a część 0,6 jest u nas oznaczona jako część piąta. Trochę to dziwne, bo mogli to też wydać jako takie pół tomóweczki, a tak musieli tłumaczyć, że to wydarzenia sprzed Więźnia.

↑ Niektóre części podobają mi się bardziej w polskiej wersji okładkowej - Więzień Labiryntu, Kod gorączki, Rozkaz Zagłady, podobają mi się dużo, dużo bardziej niż w oryginalnej wersji, może to zasługa innej czcionki, albo doboru szaty graficznej. Przemawiają do mnie, wołają bym przeczytała do końca historię Thomasa i jego przyjaciół. Dzięki tej notce bardzo zagłębiłam się w temat Więźnia i jestem prawie pewna, że przeczytam jego kolejne części i kiedyś będę mogła pochwalić się całą jego kolekcją na półce.

Tak wygląda początek tego cyklu. Jesteście ciekawi co będzie w dalszych postach? Chcecie więcej takich notek, czy nie interesuje Was to? Zdecydujcie w komentarzach i powiedzcie czy się zgadzacie ze mną.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

19:09

#139 Recenzja książki "Karuzela" Agnieszki Lis - Patronat

#139 Recenzja książki "Karuzela" Agnieszki Lis - Patronat
Życie potrafi płatać figle, nieoczekiwanie zrzucać na nas radość, ale także smutek. Jednak najgorzej, gdy zrzuca na nasze barki ciężką chorobę.

Minął prawie rok, od kiedy ostatnio miałam styczność z twórczością Agnieszki Lis. Tak się złożyło, że bardzo polubiłam tę autorkę przy Pozytywce, że byłyśmy w kontakcie, co jakiś czas do siebie zagadując. Szczęście się do mnie uśmiechnęło i rozmawiając z Agnieszką w przełomie listopad-grudzień, dowiedziałam się o nowej książce, która zaciekawiła mnie do tego stopnia, że postarałam się o patronat. Długo czekałam, by w końcu dorwać w swoje dłonie własny egzemplarz z tą piękną okładką i moim logo. Przerażał mnie tylko gabaryt tej książki, bo ponad 600 stron to nie lada wyzwanie, szczególnie, że Pozytywka była dość cieniutka, w porównaniu do Karuzeli. Swoją drogą, autorka ma talent do wymyślania intrygujących tytułów.

19:44

#138 Recenzja książki "Darks Elements. Arktyczny dotyk. Tom 2. Jennifer L. Armentrout

#138 Recenzja książki "Darks Elements. Arktyczny dotyk. Tom 2. Jennifer L. Armentrout
Mówią, że zakazany owoc smakuje najlepiej, ale co, jeśli ten owoc może ściągnąć na Ciebie śmierć?


Ostatnimi czasy idę jak burza z pisaniem postów, chociaż do wszystkiego musi mnie motywować niezawodna Mystic i to dzięki niej została napisana część notek na blogu. Ma nade mną siłę, która każe jej słuchać i iść pisać. Jednak do tej recenzji nie musiała mnie motywować, sama usiadłam i otworzyłam Worda, bo nie mogłam się doczekać aż podzielę się z wami moją opinią na temat tej książki. Arktyczny dotyk to lektura, która musiała długo czekać na swoją kolej na moich półkach, bo jak to ja, nie miałam czasu by przeczytać. Na szczęście końcówka roku okazała się zbawienna, gdyż zorganizowałam Bezsenność z książką i podczas niej przeczytałam tę powieść. Trochę minęło zanim usiadłam do pisania, ale niedługo premiera trzeciego tomu, więc to dobra okazja, by ocenić wcześniejszą część. Szczególnie muszę się dowiedzieć jak ta historia się kończy.
Layla jest zdruzgotana po zniknięciu Rotha, cały czas liczy, że on wróci, że w jakiś cudowny sposób Król Podziemia uwolni Rotha i będzie mógł wrócić. Jednak nadzieja powoli umiera, a Layla musi radzić sobie z kolejnymi problemami. Klan strażników ma przed nią coraz więcej tajemnic, dziewczyna wie, że prawie wszyscy ją okłamują, że jeśli będzie trzeba to ukażą ją jak prawdziwego demona. Jedyny Zayne okazuje się oparciem, stara się pomóc Layli w tych trudnych chwilach. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy wraca Roth i to nie dlatego, że chce odzyskać Laylę, ale dlatego, że szykują się ogromne kłopoty. Ziemi zagraża niebezpieczeństwo, kolejny raz demony i strażnicy muszą zawrzeć chwilowy rozejm, by razem stawić czoło problemom. Layli jest coraz trudniej, nie dość, że wrócił Roth, do którego poczuła coś więcej niż sympatię, wszyscy wkoło coś knują, coraz więcej oskarżeń pada na dziewczynę, a także zakazany do tej pory owoc staje w zasięgu ręki i nic nie stoi na przeszkodzie. Jak to wszystko się skończy? Czy Layla dostatnie w końcu odpowiedzi, na które czeka? Czy ziemia ocaleje, czy może demony przejmą kontrolę nad światem?

Zrozumiałam coś jeszcze. Zayne zamknąłby mnie w pokoju, bym była bezpieczna, gdyby tylko wyczuł słabą woń zagrożenia. Roth natomiast... tak, dbał o mnie, ale nie był nadopiekuńczy. Pozwalał mi... być sobą.”

Uwielbiam tę serię, po prostu uwielbiam. W momencie kiedy ją czytałam, była jak taki kop niesamowitej energii, która pozwoliła mi w końcu ruszyć z miejsca. Czytałam tę książkę do trzeciej w nocy, by kilka godzin później wstać i czytać ją dalej, aż dobrnęłam do ostatniej strony. Drugi tom był równie niesamowity i nieprzewidywalny. Naprawdę, jeśli ktoś podczas czytania o pierwszej w nocy krzyczy „O mój Boże” to znak, że książka spełnia wszystkie jego oczekiwania (na szczęście nikogo nie obudziłam). Bardzo dobrze się bawiłam podczas czytania i nie mogłam się oderwać nawet na chwilę. Gdyby nie to, że oczy same mi się zamykały to czytałabym aż do końca. Pierwszy tom, który ukazał się zeszłym roku był niesamowity i od tamtej pory wyszukuję takich perełek fantasy by czasem się rozerwać.
Arktyczny Dotyk, mimo że ma dość mroźny tytuł to na pewno taki nie jest. Książka zaskakuje zmianą akcji, kolejnym wydarzeniom jakie znajdziemy w środku i genialnym wykonaniem. Pani Jennifer ma talent, jeśli chodzi o tworzenie bohaterów, bo są jak żywi. Pamiętam jak czytałam serię Lux, która mnie również porwała. Tutaj jest identycznie, może sama fabuła nie jest jakaś wyszukana, bo posiada taki powtarzający się schemat: dziewczyna, która ma jakieś zdolności, on bad boy i drugi ten dobry, miłosny trójkąt i wielka walka o ocalenie świata. Tradycja wśród książek dla młodzieży, gdzie czytelniczki dzielą się na te, które kochają albo tego złego, albo dobrego. Trochę oklepane prawda? Jednak dzięki Jennifer tutaj ten schemat jest inny, bo to nie jest najważniejsze w książce, pierwsze skrzypce gra akcja i napięcie. Musimy uważać by nadążać za wydarzeniami i rozumieć z czym mierzy się Layla.

„ – Nie zdejmę koszulki.
Zdejmiesz.
Uniosłam się na łokciach i nasze zdeterminowane spojrzenia się skrzyżowały.
Chyba jesteś naćpany, jeśli myślisz, że zdejmę choćby jeden element swojej garderoby.”

Mam wrażenie, że w tej recenzji nic sensownego nie mówię, tylko zachwalam jaką to super książkę napisała autorka. Nic na to nie poradzę, przeziębienie i miłość do tej pisarki, skutecznie osłabiły mój osąd i dla mnie to po prostu jest dobre. Lekki język, ciekawa fabuła, dobrze wykreowani bohaterzy i napięcie, które trzyma od pierwszej do ostatniej strony. Moim zdaniem to sukces i najważniejsze punkty w książkach. Arktyczny dotyk posiada je wszystkie i mimo że akcja może nie idzie tak szybko jak w pierwszym tomie, to nadal jestem zachwycona i czekam na trzeci tom, by zobaczyć co jeszcze wymyśliła Jennifer, a także nie mogę się doczekać, by w końcu zobaczyć jak skończy się ta seria. Oby to było zakończenie w wielkim stylu.
Nie muszę mówić czy polecam, bo to oczywiste, a gdy tylko dorwę kolejny tom to na pewno wam o tym napiszę.
Moja ocena to 9/10 lekki niedosyt został, ale ocena i tak mocna.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Filia
Autor: Jennifer L. Armentrout
Oryginalny tytuł: Stone Cold Touch
Data premiery: 8 czerwca 2016r.
Stron: 558

16:52

Najlepsze i najgorsze książki 2016 roku!!

Najlepsze i najgorsze książki 2016 roku!!
Rok się skończył, powinnam zrobić jakieś podsumowanie, ale niestety nie spisywałam sobie przeczytanych lektur, jakie czytałam bez spisania recenzji. A bez tej liczby nie ma sensu, bym spisała swoje osiągnięcia itd.,. Dlatego postanowiłam, że napiszę dla Was chociażby najlepsze książki jakie przeczytałam i również te, które okazały się dla mnie największym zawodem. Nie ma ich dużo, ale są to dosłownie najlepsze perełki, jakie znalazłam i jakie znajdują się u mnie na półce.
Zapoznajcie się z moimi faworytami i ich przeciwnikami. Może nawet podzielacie moje zdanie? Zobaczcie poniżej!

NAJLEPSZE KSIĄŻKI ROKU!

[Dwór cierni i róż]

Dwór cierni i róż oraz Dwór mgieł i furii to dwie książki, które miałam okazję przeczytać w 2016 roku i jestem z tego powodu prze szczęśliwa, bo nie znalazłam lepszej książki niż Dwór... Świat w jaki wprowadziła nas Sarah J. Maas jest niesamowity i pełen niespodzianek. Myślę, że ta lektura spodoba się fanom gatunków fantasy i nie tylko. Nasza wyobraźnia jest włączona na najwyższe obroty przez wszystkie strony, a na koniec dostajemy takiego kaca książkowego, że nic innego nie jest w stanie nas pocieszyć. Dla mnie seria Dwór... jest serią idealną, do której nie ma gdzie się przyczepić, a tylko jestem w stanie zachwalać wniebogłosy. Cudowna i niesamowita na zimowe wieczory, idealna do czytania w wakacje na plaży. Książki, które idzie czytać w każdych warunkach i które nie sprawią zawodu. Ja się nie mogę doczekać kolejnego tomu, a jeśli jest tak dobry jak te dotychczasowe to już wiem co będzie w topce 2017 roku!
Recenzja Tom 1. Recenzja Tom 2.

[Manwhore]
Ach Panie Saint.... Zdecydowanie jeden z najgorętszych facetów 2016 roku. Kiedy miałam okazję zapoznać się z tą książką to byłam oczarowana. Zaś jej zakończenie mnie zmiotło tak mocno, że od razu sięgnęłam po kolejny tom w oryginale, by dowiedzieć się co dalej z bohaterami. Katy Evans jest geniuszem w pisaniu książek dla dorosłych, jej historie są niesamowicie nasycone erotyzmem, emocjami i nietuzinkową historią. Mimo że 2016 był rokiem, w kiedym ukazało się mnóstwo erotyków i wiele z tych książek było nijakich, tak Manwhore jest cudowny i nie mogę się doczekać premiery kolejnego tomu! Jak i innych książek Katy Evans.
Recenzja Tutaj.

[Co mnie zmieniło na zawsze]
W połowie października dopadła mnie chandra, która nie chciała opuścić. Nic mnie nie cieszyło, nie miałam ochoty ani czytać, ani pisać recenzji. Byłam gotowa zawiesić bloga i wszystko na czas nieokreślony, by ogarnąć swoje sprawy na tyle, by powrócić kiedyś do moich kochanych czytelników. Wtedy pojawiła się ta książka, która sprawiła, że przypomniałam sobie, dlaczego tak lubię czytać, dlaczego robię to wszystko. Cudowna lektura, która różni się od wszystkich jakie znajdziecie na tej liście. Poruszyła mnie do głębi i pokazała realia świata jaki nas otacza i to z czym nastolatki muszą się mierzyć, gdy spotyka je coś złego. Genialna powieść, mam nadzieję, że kolejne książki tej pisarki zrobią na mnie równie wielkie wrażenie.
Recenzja Tutaj.


[Dark Elements]
Po fantasy nie sięgałam przez bardzo długi okres, ale na początku 2016 roku, zapoznałam się z pierwszym tomem Dark Elements i była to wielka miłość. Powróciło moje zamiłowanie do tego gatunku, znowu doceniłam wyobraźnie i jaki można dzięki niej wymyślić świat. Autorzy teraz uderzają w NA lub YA, ale prawdziwe, dobre fantastyki z wątkiem miłosnym są rzadkością i tak ciężko trafić na coś dobrego. Pierwszy tom jest stanowczo lepszy od drugiego, ale oba trafiły do mojego serca i dlatego postanowiłam, że ta seria trafi do topki. Kto wie, może ostatni tom, który ma premierę za niecałe 3 tygodnie będzie tak dobry, że wspomnę o nim za rok. Trzymam kciuki i liczę, że Jennifer napisze coś równie dobrego jak Dark Elements!
Recenzja Tom 1.

[ Przeznaczenie Violet i Luke'a]
Jessica Sorensen jest znana w kręgu książek New Adult, na polskim rynku możemy znaleźć jej cztery powieści, ale to ta sprawiła, że zakochałam się na nowo w jej stylu. Historia Violet i Luke'a jest totalnie niesamowita i moim zdaniem inna niż większość podobnych książek. Zakończenie po prostu wbija w fotel do tego stopnia, że po przeczytaniu nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Jessica jest mistrzynią w miażdżących zakończeniach, bardziej zniszczyć czytelnika się nie da, po przeczytaniu zostajemy z sercem w dłoni i dziurą w głowie. Ocalić nas może tylko kolejny tom, na który oczywiście trzeba zawsze czekać. Genialna powieść dla każdego, kto ma wolne kilka godzin i chce poznać nietuzinkową historię.

[Potomkowie]
Potomkowie to lektura, która była na początku dla mnie ciężka, nie mogłam przebrnąć przez pierwsze strony i okropnie się przy tym męczyłam. Szczerze mówiąc, byłam już gotowa ją rzucić w kąt i nigdy stamtąd nie wyciągać. Jednak dałam jej szanse i nie żałuję, bo zaskoczyła mnie ogromnie. Nie przepadam raczej za książkami z motywem pościgu, bronią i ogólnie zabarwionymi nieco wątkiem kryminalnym. Tutaj było inaczej, nie dość, że wciągnęłam się do tego stopnia, że nie musiałam jeść ani pić, to przeczytałam książkę w kilka godzin. Okazało się, że autorka miała genialny pomysł, dobry warsztat i niezły styl. Najgorzej było zacząć, ale po zakończeniu nie mogę myśleć o niczym innym tylko o kolejnym tomie, który ma się najprawdopodobniej ukazać w Polsce w marcu. Nie mogę się doczekać i na pewno przeczytam!
Recenzja Tutaj.

[Chłopak na zastępstwo]
Aaaa, moja ukochana książka, z którą miałam okazję się spotkać najpierw w oryginale, a dopiero potem się dowiedziałam, że Wydawnictwo Feeria Young ją wydaje u nas. Był to mój najbardziej szczęśliwy dzień (prócz dnia, kiedy dorwałam drugi tom Dworu) w roku. Do tej pory pamiętam radość, że mogę mieć polskie tłumaczenie tej książki, a także, że objęłam ją patronatem medialnym. Jeśli macie zły dzień, tydzień, czy miesiąc to Kasie West poprawi Wam humor. Jej lekki styl przekonuje od pierwszych stron, zabawne sceny rozbawiają do łez, a cięty język bohaterów to coś, co się rzadko spotyka w książkach. Przysięgam, że ta książka jest genialna i na sto procent po jej przeczytaniu będziecie mieli dużo lepszy humor. Aż zachce Wam się pracować i czytać i tańczyć i w ogóle dostaniecie porządnego kopa pozytywnej energii.
Recenzja Tutaj.

[Bez Słów]
Mia Sheridan pojawi się w tym poście dwukrotnie i żałuję tylko, że dwóch tak odmiennych kategoriach. Jednak najpierw pomówmy o tej pozytywnej, z która spotkałam się na samym początku roku 2016 i która wycisnęła ze mnie morze łez. Zabrałam się za nią nie wiedząc czego się spodziewać, więc oczekiwań zbytnio wygórowanych nie miałam, ale nie spodziewałam się takiej historii i takiej akcji. Myślałam, że to będzie jakieś romansidło, które dobrze się przyjmie, ale nie będzie się jakoś wyróżniać od innych. A tutaj taka niespodzianka! Czytałam przez cały dzień, bez wytchnienia i do tej pory nie mam dość, lubię wracać do tych bohaterów, do tego miasteczka i do tej historii. Pokochałam Mię i od tamtej pory jestem jej wierna, choć zawiodła mnie parę razy. Liczę, że książka „Bez szans” będzie równie boska co Bez słów. Trzymam kciuki, premiera już za trzy tygodnie.

[Czy wspominałem, że Cię potrzebuję? Dimily. Tom 2]
Seria Dimily rozkochała mnie w sobie prawie równie mocno co seria After, która wygrała zeszłoroczną topkę. W tym roku jej miejsce zajął drugi tom serii Dimily, który moim zdaniem jest najlepszy z całej trylogii i absolutnie nie dopadła go klątwa drugiego tomu. Moim zdaniem ostatni tom był najsłabszy i dlatego nie znalazł się na tej liście, za to, drugi sprawił, że byłam kłębkiem nerwów i nie mogłam usiedzieć podczas czytania. Miałam ochotę rzucać tą książką, by po sekundzie ją podnieść i dalej czytać. Byłam rozchwiana emocjonalnie, a tylko Estelle'a mogła mnie uspokoić, tyle że tego nie zrobiła, gdyż zakończyła ten tom... masakrycznie i czekanie na kolejny było męką. Uwielbiam i będę kochać tę serie aż po dni kres.
Recenzja Tutaj.

[Kiedy pada deszcz]
Recenzji tej książki nie znajdziecie u mnie na blogu, gdyż czytałam ją tylko dla siebie i dla własnej przyjemności. Po Promyczku potrzebowałam czegoś równie wstrząsającego i padło na tę książkę. Tak jak wszyscy zachwycają się Promyczkiem, tak nie rozumiem, czemu wszędzie nie widzę zachwytów nad tą książką, bo wycisnęła ze mnie pełen ocean łez. Płakałam jak bóbr i poznałam niesamowitą historię, która mogła spotkać każdego z nas. Jestem pewna, że jest dużo lepsza od Promyczka i dużo bardziej realna, prawdziwa, bardziej wiarygodna, nazwać to można różnie, ale ważne jest to, że porusza w człowieku takie emocje o jakie sam się nie podejrzewał. Uważam, że jeśli ktoś czytał tę książkę to powinna się znaleźć w każdej topce jaka ma miejsce sieci.


NAJWIĘKSZY ZAWÓD ROKU!

[Calder. Narodziny odwagi] [Eden. Nowy początek]
Pierwsza w kolejce w największych zawodach w roku to książki Mii Sheridan. Nie wiem jak to się stało że z kategorii najlepszej wpadła prosto do najgorszej. Niestety to fakt, bo żadna książka w zeszłym już roku nie denerwowała mnie i nie napsuła mi krwi co historia o Calderze i Eden. Tak jak samo wykonanie książki jest dobre, tak fabuła jest mega drażniąca i nie mogłam w spokoju przez nią przebrnąć. Może i główna para była dobra i romantyzm aż ociekał z niej, ale wątek z sektą był okropny i po prostu nie. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie.
Recenzja Tutaj.

[Życie i Śmierć. Zmierzch opowiedziany na nowo]
Kolejna książka to po prostu jakieś nieporozumienie. Nie rozumiem skąd w głowie Stephanie pojawił się pomysł na takie coś, ale to było straszne i nie dałam rady przebrnąć przez tę nową historię Edwarda i Belli. W pierwotnej wersji to owszem lubię Zmierzch i nie ukrywam tego, bo to była jedna z pierwszych serii jakie przeczytałam i zawsze będę jej bronić. Jednak to, że po dziesięciu latach autorka postanowiła „odświeżyć” tę powieść, moim zdaniem jest tylko sposobem na dorobienie kasy, a nie sposobem by sprawić czytelnikom radość. Starej wersji mówię tak, nowej wersji mówię stanowcze nie!
Recenzja Tutaj.

[Ocalona]
Ocalona to pozycja na którą czekałam bardzo długo na premierę, a także aż paczka do mnie dobrze, bo ciągle gdzieś ginęła i nie umiała do mnie dotrzeć. A wiadomo, im dłużej czegoś chcemy tym nasz apetyt rośnie. Tak miałam i ja, i okazało się to zawodem. Fajna historia, nieźle napisana, pobudza wyobraźnię, ale na koniec jestem zawiedziona i zasmucona, bo oczekiwałam totalnie czego innego. Chciałam więcej emocji, więcej akcji, więcej …. wszystkiego. Jest mi smutno, bo naprawdę liczyłam, że ta książka okaże się sukcesem, a nie takim czymś o czym zapomnę za długie miesiące.
Recenzja Tutaj

[Złe dziewczyny nie umierają. Tom 2. Od złej do przeklętej]
I ostatnia powieść o jakiej chcę powiedzieć. Tutaj niestety klątwa drugiego tomu dopadła tę książkę, bo tak jak pierwszy tom był cudowny i pełen napięcia tak drugi okazał się... nijaki? Spodziewałam się prawdziwego strachu, takiego, że będę się bała spać w nocy, czy obejrzeć przez ranie ze strachu, że coś tam stoi, że nie będę zamknąć oczu. A tymczasem okazało się to mniej przerażające niż spędzeniu kilku godzin z niewyspanym i chorym dzieckiem (a wierzcie mi, takie dziecko jest naprawdę przerażające!). Nawet nie mam co powiedzieć o tej książkę bo jest po prostu taka se i nie poruszyła we mnie zbyt dużo emocji. Zdobi moją półkę i tyle...
Recenzja Tutaj.


To wszystkie książki o jakich chciałam wspomnieć w tegorocznej topce! Myślę, że to był udany rok dla mnie i dla bloga. W tym planuję być bardziej produktywna, nie tylko przez pierwsze dwa miesiące. Postanowieniem noworocznym jest być zorganizowaną i pracowitą! Chcę Was jeszcze bardziej rozpieszczać i jeszcze bardziej się starać, by za rok w takiej notce pochwalić się swoimi osiągnięciami i tym jak daleko zaszłam.
Teraz to już koniec. Życzę Wam, aby ten Nowy Rok był cudowny i pełen szczęścia dla Was i Waszych bliskich.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

18:24

#137 Recenzja książki "Tajemny ogień" C.J. Daugherty, Cariny Rozenfeld

#137 Recenzja książki "Tajemny ogień" C.J. Daugherty, Cariny Rozenfeld
Kiedy mamy plany na najbliższe lata i wiemy co chcemy zrobić, jakie cele osiągnąć, wtedy zdarza się coś, co zmienia otaczającą rzeczywistość. Tylko co zrobić, gdy ona okazuje się być jak zaczarowana?
Tajemny ogień to książka, która śledziła mnie od momentu premiery. Co jakiś czas ktoś mi o niej przypominał i cały czas powracała do mych myśli. Jednak nie złożyło się jeszcze tak, bym znalazła czas i usiadła do przeczytania jej, zawsze coś mnie rozpraszało i znowu musiała czekać. Tym razem dołączyłam do szczęśliwców, którzy mogą przeczytać pierwszy tom i drugi przedpremierowo, w prezencie od Wydawnictwa. Czy potrzebowałam większego bodźca do czytania, niż to? Oczywiście od momentu aż książka do mnie dotarła, a do chwili gdy zaczęłam ją czytać minęło sporo czasu, ale kiedy usiadłam to wiedziałam, że nie oderwę się od niej póki nie dotrę do końca. Udało się i pozostało napisać tylko recenzję!
Taylor do tej pory była zwykłą nastolatką mieszkającą w Anglii, która lubiła spędzać czas z przyjaciółką, chłopakiem, prócz tego dobrze się uczyła i miała plany na przyszłość. Jednak zaczęły się dziać dziwne rzeczy, kiedy się zdenerwuje, okna wybuchają, lampy mrugają, a to dopiero początek tego co spotka Taylor. Sacha z Paryża, dowiedział się, że jego rodzina jest przeklęta i w dniu swoich osiemnastych urodzin umrze. Od tej pory Sacha nie dba o siebie, nie boi się, że potrąci go samochód, czy ze ktoś go zastrzeli w bójce, bo wie, że nie może umrzeć przed swoimi urodzinami. Niespodziewanie tę dwójkę łączy nie tylko historia, ale także wspólne zadanie, które muszą wykonać, by przetrwać i uratować swoje życia. Czy uda im się przeżyć? Czy Taylor i Sacha znajdą wspólny język mimo innych narodowości?

Sacha nie mógł przeżyć tego upadku. To było zupełnie nieprawdopodobne – a jednak poza kilkoma krwawymi zadrapaniami na twarzy i dłoniach wydawał się cały i zdrowy.
To nie było możliwe
Antoine wyminął go i chwiejnym krokiem podszedł do miejsca upadku, gdzie powinna widnieć plama krwi. Nic tam jednak nie było.”

Oto książka, która po roku kuszenia okazała się bardzo fajna i niesamowicie ciekawa. Powieść wzięłam do ręki w sumie z nudów, leżała na biurku i czekała na swoją kolej, ale jakoś tak siedziałam, przeczytałam jedną stronę, potem drugą i kolejną i tak nim się obejrzałam skończyły się strony. Jestem zaskoczona, z jednej strony pozytywnie, bo nie spodziewałam się, że tak mi się spodoba, z drugiej strony jestem odrobinę zawiedziona. Czytając byłam zaciekawiona na maksa i spodziewałam się pod koniec wielkiego woow, takiego dosłownego kopa i ogromnego show, które mnie zniszczy. Jednak nie dane mi było tego zasmakować, zakończenie było... takie se. Potencjał był ogromny, naprawdę ogromny, ale moim zdaniem został zmarnowany. Wiecie, że ja mało się czepiam, że ogólnie jestem zadowolona z przeczytanych książek, ale tutaj zabrakło mi wielkiego, epickiego zakończenia, które wbije mnie w fotel tak mocno, że będę miała chęć na kolejny tom.
Obie autorki stworzyły całkiem fajną historię, która nawet ma sens, klei się w całość i zaciekawia czytelnika od pierwszych stron. Im dalej brniemy tym jest bardziej interesująco, fabuła nabiera tempa i poznajemy sekrety naszych bohaterów, tego kim są, kim muszą się stać i jaką cenę za to muszą zapłacić. Tylko to co mnie zawiodło na całej linii to zakończenie. No nie rozumiem, jak można było je spaprać aż do tego stopnia, przecież jak cała książka szła im znakomicie, tak końcówka to takie puf i już. Gdzie te emocje, które powinny mnie rozwalić, gdzie te łzy, które powinny cisnąć się do oczu i te tajemnice, które powinny nas wmurować i sprawić, że nie będziemy mogli się doczekać kolejnego tomu? A tutaj … nie będę brzydko mówić, no ale zabrakło mi takiego wielkiego tupnięcia na koniec.

Ogłuszająca muzyka wirowała w głowie Taylor niczym stado wron, dziobiących jej mózg. Ledwie mogła myśleć i się ruszać. Zasłoniła uszy dłońmi, marząc o tym, żeby to wreszcie ucichło.
Pomieszczeniem nagle wstrząsnął potężny huk. Wszyscy jęknęli. Ktoś upuścił szklankę, która dźwięcznie rozleciała się na kawałki.”

Książki fantasy mimo że są bardzo lubiane przez czytelników, to bardzo ciężko je napisać, bo autor musi trzymać poziom przez wszystkie strony, nie może opuścić gardy i wpuścić nudy, bo taką książkę odłożymy. Tutaj im się udało, napięcie trzyma i nie opuszcza do ostatnich stron, jest to plusem, jednak minus jest taki, że to napięcie nie rośnie, tylko trzyma się jednej prostej linii. Na początku książki wskoczy na pewną wysokość i cały czas się na niej utrzymuje. Trochę smutne, ale z drugiej strony rozumiem, że czasem ciężko napisać coś tak, by wszystkim się spodobało, a wręcz jest to nierealne.
Podsumowując, bo nie ma co tu dużo pisać – książka jest dobra, ciekawa, miło spędziłam przy niej czas i pomimo że zakończenie mnie zawiodło, na pewno przeczytam drugi tom, który ma premierę już za niecałe dwa tygodnie, a w tym czasie na pewno zobaczycie jego przedpremierową recenzję. Jako że Tajemny ogień ma już rok to jestem ciekawa waszego zdania, więc będzie mi miło jeśli pozostawicie komentarz.
Moja ocena to 6/10 może kolejny tom zyska więcej.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)
Autor: C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld
Oryginalny tytuł: „The Secret Fire”
Stron: 392
Data premiery: 21 październik 2015r.

Za książkę dziękuję

16:54

#136 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Dwór mgieł i furii" Sarah J. Maas

#136 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Dwór mgieł i furii" Sarah J. Maas
Miłość w czasie, gdy każdy może okazać się wrogiem jest ciężka. Jednak jeszcze cięższe jest znalezienie osoby, której możemy ufać i która będzie walczyła u naszego boku z każdym nieprzyjacielem.
Premiera: 1 luty 2017r.
Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że po pierwszym tomie Dworu totalnie oszalałam na jego punkcie i mogę o nim rozmawiać godzinami. Za to czekanie na kolejną część było ogromną męką, cały czas wszystkim jęczałam, że ja już chcę, że muszę przeczytać. Mało tego, na święta od rodziców dostałam w oryginale pierwszy i drugi tom, czytanie tego może nie szło mi tak dobrze, jak myślałam, ale i tak jestem prze szczęśliwa, że mogę być posiadaczką tych książek. Jednak przyszedł moment, że nie wytrzymałam i napisałam do Uroborosa czy mogłam bym dostać przedpremierowo Dwór mgieł i furii, a oni się zgodzili! W tej chwili wyznaję Pani z promocji miłość, bo sprawiła, że grudzień stał się lepszy. Oczywiście jak książka przyszła to rzuciłam wszystko i poszłam czytać, a jest co, wierzcie mi.
Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger