20:01

#131 Recenzja książki "Potomkowie" Tosca Lee

Pamięć jest wszystkim, co mamy w swoim życiu. Tylko dzięki niej wiemy, kim jesteśmy i kim byliśmy, a co jeśli nic nie pamiętamy? Nie wiemy, kim byliśmy ani co robiliśmy? Co, jeśli do drzwi puka nasza przeszłość, o której nic nie wiemy?
Książki, książki, książki, otaczają mnie przez cały listopad. Nie przychodzi mi dużo nowości, bo zaczęłam je ograniczać, staram się nadrobić wszystkie zaległości, jakie mam, i wypisywać wszystkie recenzje, które powinnam napisać do końca roku. Według moich obliczeń wyszło, że muszę napisać prawie dwadzieścia opinii do ostatniego dnia grudnia. Moim zdaniem to trochę niewykonalne, jednak się nie poddam i będę pisała na potęgę byście, mogli przeczytać je wszystkie, a od nowego roku ruszymy z nowościami. Teraz już nie będę przedłużać tylko zapraszam do przeczytania recenzji jednej z nowości Wydawnictwa IUVI, którzy uraczyli mnie egzemplarzem recenzenckim.
Emily – choć tak naprawdę to nie jest jej imię, nie pamięta jak się nazywa, nie pamięta bliskich, ani nic ze swojego życia, do dnia aż się obudziła i znalazła list od siebie skierowany do siebie, gdzie napisała, by zaczęła żyć na nowo, by nie dociekała przeszłości, by się zakochała i żyła szczęśliwie. Plan mógłby się udać, nawet pojawił się facet, który wydawał się nią interesować, ale wtedy pojawia się ktoś jeszcze... Okazuje się, że na Emily poluje morderca, ktoś chce ją zabić, musi uciekać i to szybko. Tylko gdzie biec, jeśli nie wiemy komu możemy zaufać. Jak przeżyć, gdy nie wiemy nic o swojej przeszłości, a nasz wróg zdaje się znać nas bardziej niż my sami. Wróg czy przyjaciel? Kim okazuje się ten, kto na początku był wrogiem, a kim ten co miał być przyjacielem? Jak przetrwać tę ucieczkę, gdy na jaw wychodzi tyle tajemnic, a każda kolejna jest bardziej nierealna?

„Nie ma komputera. Brak telefonu. Żadnej kablówki. Oddalona o dwadzieścia minut drogi od najbliższej osady ludzkiej, liczba mieszkańców tysiąc sześćset, czyli mniej niż niewidzialnych łosi wokół.
Nie znalazłam się tu, żeby zacząć wszystko od początku.
Ukrywam się.”

Z tą książka było inaczej niż innymi lekturami. Moje oczekiwania były ogromne, jak nie jeszcze większe, czekałam na swój egzemplarz z wielką niecierpliwością, a kiedy przyszedł, musiałam tylko znaleźć chwilę by poczytać. I tu pojawił się problem, nie mogłam się wciągnąć, pierwsze czterdzieści stron czytałam bardzo długo, gdyż robiłam kilka podejść i zawsze tylko po kilka stron udało mi się przeczytać, a potem mnie nudziło. Aż nieoczekiwanie jednego weekendu usiadłam rano, zaczęłam czytać i nie mogłam skończyć. Nagle coś zaskoczyło między mną, a bohaterką i popłynęłam na fabule. Nie wiem co się stało, ani jak to się stało, ale zakochałam się. Historia nabrała akcji, dynamiki, napięcia i po prostu oszalałam na jej punkcie, nie mogłam się oderwać. Kiedy przyszedł czas na obiad i mama postawiła przede mną talerz, a ja wciąż trzymałam w dłoniach Potomków, w pierwszej chwili przez głowę przeszła mi myśl „Czy na pewno jestem głodna? Przecież nie przerwę czytania, co się stanie jak nie zjem ten jeden raz?”.
Przysięgam, dawno, ale to dawno nie byłam tak zaskoczona książką i tym co w niej znalazłam. Myślałam, że może będzie podobne do Victorii Scott (Ogień i Woda), albo Scott Sigler (Alive), a tutaj niespodzianka! Na początku byłam niepewna, bo w opisie znajdziemy wiadomość o powiązaniu tej historii ze słynną Elżbietą Batory, to był moment niepewności, gdyż mogło to się udać, albo autorka całkowicie poległaby w tym temacie. Na szczęście zrobiła z tego bardzo fajną historię, której bohaterka nie jest typową nieśmiałą szarą myszką, którą trzeba ratować z każdej opresji. Napięcie jakie odczuwamy porywa na całego, nietuzinkowa fabuła zachwyca i powoduje, że czytelnik nie może się oderwać od lektury (w każdym razie, na pewno ja nie mogłam).

„Facet jest za szybki. Zanim zdążę szarpnąć drzwiczki, łapie mnie za ramię i ciągnie z powrotem. Trafiam pięścią w jego nos. Zatacza się, więc ruszam biegiem, ale cios nie powstrzymał go na długo. Słyszę za plecami chrzęst jego kroków, i to coraz szybszych. Gwałtownie skręcam w stronę drzew, w kierunku świateł najbliższego domu, i wołam o pomoc.”

Tosca Lee jest autorką, której dwie książki już znajdziemy na polskim rynku, ale ja usłyszałam o niej dopiero teraz. Nie wiem czy inne jej powieści są równie dobre, nie wiem jaki tam jest poziom, ale uważam, że w tej chwili Tosca ma niesamowicie trudne zadanie, by nie zawalić tej serii. Szczerze mówiąc, jestem przerażona tym co mogę spotkać w kolejnych tomach, bo ten zakończył się powalająco i już będąc na ostatku przeżywałam katusze, bo wiedziałam, że skończy się tak, jakbym tego nie chciała... czyli, że autorka złamała mi serce i by je skleić, muszę czekać na kolejny tom.
Oczywiście polecam, tę książkę. Nie wiem, jak będzie z dalszą częścią tej historii, ale mam nadzieję, że będzie równie emocjonująco, niesamowicie i dalej będzie taka ciekawa kolej zdarzeń, przy których nie ma mowy o nudzie. Naprawdę jeśli do tej pory wahaliście się co do tej książki to porzućcie je i przeczytajcie ją.
Moja ocena to oczywiście 10/10, nie da się inaczej.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: IUVI
Autor: Tosca Lee
Oryginalny tytuł: „The Progeny”
Seria: Piętno Krwawej Hrabiny
Stron: 392
Data premiery: 26 października 2016r.
Za książkę dziękuję

2 komentarze:

  1. Kocham tę książkę :) I już nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam kolejny tom :) Oby tylko autorka podołała zadaniu, które sama sobie wyznaczyła, bo poprzeczka jest bardzo wysoko ustawiona :) Trzymam za nią kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  2. No to jestem szczęśliwa, bo mam już ,,Potomków" na półce. I to moje szczęście gdy zobaczyłam ich w topce 2016. :) Jednak muszę się przyznać, że byłam sceptycznie nastawiona, bo to był niespodziewany prezent gwiazdkowy.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger