10:52

#125 Recenzja książki "Przeznaczenie Violet i Luke'a" Jessici Sorensen - Patronat

Nasze przeznaczenie nie zawsze układa się tak, jakbyśmy tego chcieli, ale czasem zdarza się tak, że los się odwraca i uśmiecha do nas.
Przypadki Callie i Kaydena były pierwszymi książkami, jakie przeczytałam od Jessici Sorensen. Od tamtej chwili jestem zakochana i każda kolejna powieść zdobywa moje serce coraz bardziej. Nie muszę chyba mówić, jaka radość mnie ogarnęła, gdy dowiedziałam się, że Wydawnictwo Zysk i S-ka wyda „Przeznaczenie Violet i Luke'a”, a euforia osiągnęła apogeum, kiedy udało mi się zdobyć patronat nad tą książką. Jak do tej pory wszystkie powieści Jessici sprawiały, że moje serce zostawało w rozsypce po przeczytaniu i nie bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić. Emocje sięgały granic, a ja czułam, że zaraz wybuchnę. Tylko czy i tym razem było tak emocjonująco?

Violet jest uważana przez wszystkich znajomych za lekkomyślną, bezczelną, puszczalską laskę, która ma wszystko i wszystkich gdzieś. Jednak nikt tak naprawdę nie zna prawdziwej Violet, wiedzą o niej tylko to, co ona chce im powiedzieć. Nikomu nie ufa i nie chce zaufać, uważa, że wszyscy są tacy sami, że ją zranią albo opuszczą, jak inni ludzie do tej pory. Violet, mimo że nie chce przyznać tego przed sobą, potrzebuje przyjaciela lub kogoś na kim będzie mogła polegać. W takiej chwili pojawia się Luke, którego znają prawie wszyscy, każdy go lubi, ale znany jest z tego, że lubi dużo pić i zaliczyć na każdej imprezie jakąś panienkę. Nie przejmuje się tym, co mówią o nim, chce się dobrze bawić i zapomnieć o przeszłości, a jedyne co mu w tym pomaga to alkohol i przygody na jedną noc. Kiedy tych dwoje się spotyka, nie wszystko jest jasne i nie do końca wiedzą, co zrobić z tą znajomością. Lecz zauważyli, że kiedy są razem to życie jest nieco łatwiejsze i ból nie jest aż tak dotkliwy. Tylko co się stanie, kiedy ich przeszłość się spotka?

„Przylepiłam do twarzy fałszywy uśmiech. Nikt w otaczającym tłumie ludzi nie rozpozna, czy jest prawdziwy, czy nie. Nikogo to zresztą nie obchodzi, tak samo jak mnie. Jestem tutaj, udając promyczek słońca...”

Taa.... Nooo.... Tyle byłam w stanie powiedzieć po przeczytaniu tej książki, plus parę niecenzuralnych słów, które nie nadają się do recenzji. W rozmowie ze znajomą doszłyśmy do wniosku, że Jessica Sorensen lubi po prostu znęcać się emocjonalnie nad czytelnikami. Kiedy książka się kończy zostajecie z pustym naczyniem krwionośnym, które było waszym sercem, autorka je zabrała, zdeptała, poskakała, wrzuciła do miksera, włączyła go na najwyższe obroty, a następnie odeszła zadowolona, że udało jej się kolejnego czytelnika wprawić w rozpacz czekania na kolejny tom. Tak to mniej więcej wyglądało trzy tygodnie temu, gdy czytałam tę książkę i do tej pory tak uważam. Jessica na dar, dosłownie dar przekazywania mnóstwa emocji w swoich książkach. Spotykamy tam nietuzinkowe historie, które poruszą nasze serca, ale koniec końców będziemy musieli czekać na kolejną część.
Przeznaczenie Violet i Luke'a to powieść, która jest napisana w sposób genialny. Znajdujemy tam historię dwóch ludzi, którzy wchodzą w dorosłość, ich życie od najmłodszych lat nie było łatwe. Ciągle spotykali kłody rzucane pod nogi, aż w końcu przestali przez nie przeskakiwać, tylko pozwolili się pokonać. Książka opowiada o walce z samym sobą, pokonywaniu własnych słabości i znajdywaniu dobrych stron, nawet gdy jest kompletnie beznadziejnie. Mimo że to jest fikcja i historia jest wymyślona w głowie autorki, to wszystko jest bardzo realne, każda emocja, każda łza i każde wzruszenie. Jessica Sorensen jest autorką, która potrafi w lekki sposób napisać trudną historię, co dla mnie nie jest takie proste, jak się wydaje. Zrobiła to w sposób, który zachwyca wiele czytelników, całość jest wykonana w takim stylu, że nie znajdujemy błędów, które zniechęciłby nas do tej powieści.

"Wypijam jeden za drugim, a w piersiach wibruje muzyka. Z każdym palącym łykiem bacardi, tequili, jägera czuję coraz większe rozluźnienie. Opuszczają mnie zmartwienia i dręcząca świadomość, że nie sprawdziłem poziomu glukozy we krwi. Język drętwieje. Wargi. Ciało. Serce. Umysł. Co za cholernie piękny stan. Chciałbym zawsze się tak czuć — i przez
większość dni tak jest."

Kocham w czytaniu, że kiedy mam zły dzień to dobra książka pozwoli mi się oderwać od problemów i sprawi, że moje myśli pobiegną w innym kierunku. Tak działają na mnie książki Jessici. Fakt, faktem, że „Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha” nie poruszyło mnie aż tak, jak książki z serii The Coincidence, które są wydane w Polsce i szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać kolejnych tomów tej serii. Tu już nawet nie chodzi o wykonanie, nie chodzi o styl, o gramatykę, ale chodzi o historie, jakie są przekazane w tych książkach. Jessica Sorensen nie tylko umie świetnie pisać, umie przekazać emocje, sprawić, że czytelnik jest zdruzgotany, przekazuje niesamowicie, niebanalną historię. Dlatego dla mnie to połączenie idealne, nie wiem jak ona to robi i nie wiem, czy reszta jej książek jest równie genialna (a jest ich sporo), ale cała seria Coincidence jest cudowna i leży u mnie na półce chwał, gdzie mam wybrane najlepsze z najlepszych książek, jakie posiadam.
Nie muszę mówić, czy polecam, czy nie, bo to chyba oczywiste i każdy już wie. Jednak dla pewności, powiem, że polecam z całego serca, warto zapoznać się z tą książką i ją przeczytać.
Moja ocena to 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Jessica Sorensen
Oryginalny tytuł: „The Destiny of Violet and Luke”
Stron: 368
Data premiery: 31 października 2016r.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

2 komentarze:

  1. Chyba warto się skusić :)gratuluje patronatu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje patronatu, sam bym chętnie kiedyś spróbował jakiegoś patronatu najlepiej jakiegoś komiksu.
    Co do książki, zaciekawiłem się...ale boję się o swoje serce, żeby czasem nie zostało bez krwi.
    Pozdrawiam :D
    http://recenzumkomiksiarza.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger