18:10

#123 Recenzja książki "Manwhore" Katy Evans

Saint powinno się kojarzyć ze wszystkim, co święte i dobre, a co jeśli poznajemy kogoś o takim nazwisku, kto wcale nie jest święty? Za to gorący jak piekielne bramy.

Przyznaję się już na początku – Katy Evans jest mistrzynią. Czytając serię Real, nie mogłam się oderwać i z zapartym tchem śledzę losy Remingtona i Brooke. Kiedy dowiedziałam się o nowej książce Katy pt. „Manwhore”, to wręcz oszalałam z radości. Jednak muszę powiedzieć, że kiedy czytałam opis to moja pierwsza myśl: „Grey”, ale nie dałam się zwieść. Tyle razy pozwoliłam się wyciągnąć na manowce, że podarowałam tej książce białą kartkę i postanowiłam, że nie będę się uprzedzać, tylko dam się jej porwać... lub nie. Jak tym razem poradziła sobie Katy? Czy i tym razem mi się spodobało?

Rachel pracuje w niewielkiej gazecie, która powoli upada na tle innych pnących się w górę plotkarskich magazynów. Szansą na odbicie się od dna, jest artykuł o niesamowicie przystojnym playboyu Malcolmie Saintcie. Zadaniem Rachel jest naświetlić wszystkie sekrety i tajemnice Malcolma, tylko by je odkryć, musi zbliżyć się do niego na tyle, by opowiedział jej o nich. Nie jest to łatwe, gdyż mężczyzna jest bardzo zajęty, ale Rachel udaje się umówić na dziesięciominutowy wywiad o najnowszej aplikacji Sainta. Dziewczyna wszystko ma zaplanowane, wie, że będzie musiała nieco skłamać, by wkupić się w łaski Pana Sainta, ale nie przewidziała jednego... tego, że może on się okazać taki pociągający i sprawi, że Rachel zapomni o swoim artykule. Tych dwoje przyciąga siebie nawzajem niczym magnes, kiedy są razem, napięcie jest nie do wytrzymania. Rachel ze względu na pracę i przyzwoitość, stara się opierać, jednak ten opór jest daremny, czar Malcolma jest silniejszy.
„Jego oczy błyszczą zielenią i wyglądają jak wezbrane wody rzeki, ale nie da się nie dostrzec połyskujących w nich kawałków lodu, niemal krzyczących do mnie, abym je ogrzała.
– Panno Livingston.
Wyciąga rękę, a w chwili, gdy wsuwam swoje palce w jego ciepły uścisk, dociera do mnie, że nie jestem w stanie oddychać.”
O mój Boże!!! Katy Evans jest mistrzynią, książek, od których nie idzie się oderwać. Podczas czytania miałam rozterkę życia, gdyż zaczęłam pochłaniać tę powieść strona po stronie, ale kiedy byłam w magicznym momencie, musiałam odłożyć książkę i wyjść z domu!! To było najtrudniejsze, co musiałam zrobić w te wakacje. Przysięgam, że przez wszystkie godziny, myślałam tylko o Malcolmie i Rachel, nie mogłam ich zapomnieć, a powrót do domu był zbawienny. Zrzuciłam obuwie, zostawiłam po sobie bałagan i poleciałam po książkę! A kiedy ją dorwałam, to nie odłożyłam jej, póki nie obróciłam ostatniej strony. I tutaj powinna być bura dla Katy – Nie kończy się książek w takim momencie!!! To powinno być karalne albo od razu powinien być dołączony kolejny tom, bo inaczej czytelnik cierpi katusze.
Muszę się też przyznać do czegoś przykrego. Gdy listonosz przyniósł mi Manwhore pogardziłam nim, gdyż czekałam na inną przesyłkę i tak po prostu odłożyłam go na półkę obok, by poczekał na swoją kolej. Do tej pory nie mogę sobie tego wybaczyć. Saint nie może czekać, w końcu to Saint, a on jest bardzo zapracowanym i zajętym mężczyzną. Nie wiem, jak Katy Evans to robi, że wychodzą jej tak seksowni bohaterzy, których ma ochotę się schrupać na przystawkę. Jeśli polubiliście Remy'iego z Real, to zapewniam was, że pokochacie Malcolma, ale jeśli mielibyście wybierać między jednym a drugim, to się nie uda! W tej chwili mój egzemplarz Manwhore jest dosyć sfatygowany, gdyż wiele razy do niego wracałam i od kiedy go dostałam nie opuścił mojego biurka, bo ja po prostu lubię go mieć pod ręką.

„– Wydaje mi się, że sprawia to panu przyjemność. Pańskie oczy się teraz śmieją – rzucam oskarżycielsko.
W kilku długich krokach pokonuje dzielącą nas odległość. Na jego twarzy maluje się najpiękniejszy uśmiech, jaki miałam okazję u niego widzieć.
– Może dlatego, że lubię patrzeć, jak się rumienisz.
Jak na zawołanie oblewam się rumieńcem.”

Jak już nachwaliłam tę książkę tak, że można miód wyciskać z tej recenzji, to teraz może trochę technicznych spraw. Czyta się szybko i przyjemnie, nie znalazłam żadnych błędów, które wymagają upomnienia, dialogi są zabawne i genialne dopracowane. Opisy nie są za długie ani za krótkie, myślę, że całość jest idealnie wyważona, gdyż wiele osób lubi książki z seksownymi bohaterami, ale często w takich powieściach jest za dużo scen erotycznych, a za mało treści. W Manwhore jest moim zdaniem idealnie, bo sceny seksu są pikantne i mocno działają na wyobraźnie, ale jednocześnie nie są na pierwszym planie. Moim zdaniem takie historie są idealne, bo mamy genialną fabułę z dopracowanymi bohaterami i wydarzeniami, emocje, które nas powalają, ale na deser autorka wplata sceny erotyczne, które są taką wisienką na torcie.
Co by tu dużo mówić. Katy Evans stworzyła kolejną książkę, która porywa czytelników, nie pozwala o sobie zapomnieć i zostawia wielki niedosyt. Jestem gotowa powiedzieć, że Manwhore jest jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Lista się robi coraz dłuższa, coraz więcej tytułów na nią trafia, jednak jeśli ktoś, kiedyś powie Saint, to moje myśli od razu skierują się do tej książki i do tej autorki. Dla mnie to słowo nabrało nowego znaczenia, jak i pewnie dla wielu osób, które pokochały Malcolma, równie mocno co ja. Jedyną rozpaczą jest to, że trzeba czekać na kolejny tom, lecz dla chętnych mogę jedynie polecić „Manwhore +1” po angielsku... ja już czytam.
Podsumowując... kupcie, pożyczcie czy w jakikolwiek inny sposób zdobądźcie tę książkę, bo bez niej, wasze życie jest niepełne :D. Oczywiście żartuję, ale niemniej naprawdę polecam tę powieść, bo według mnie jest genialna i z czystą dumą kładę ją na półkę najlepszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam!
Moja ocena to 10/10 to nie podlega dyskusji.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika
PS: Zapraszam na wydarzenie na FP, gdzie do wygrania będą 2 egzemplarze tej książki!
Wydawnictwo: Kobiece
Autor: Katy Evans
Oryginalny tytuł: Manwhore
Stron: 400
Data premiery: 16 września 2016r.
Za książkę dziękuję

2 komentarze:

  1. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tego wydawnictwa, a bardzo mnie ciekawi, więc może akurat ten tytył ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam książki Katy Evans, a zwłaszcza gorących mężczyzn, których powołuje w nich do życia :)

    Nie wiem czy potrafiłabym wybrać pomiędzy Remy'm a Malcolmem :D

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)
    www.myfairybookworld.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger