20:19

#120 Recenzja książki "Sny Morfeusza" K.N.Haner


Kiedy żądza jest tak silna, że zaślepia zdrowy rozsądek. Przez namiętność nieraz dokonujemy błędnych wyborów, wiele razy przez to cierpimy, tylko jak tego uniknąć. Skąd wiemy czy to tylko pożądanie, czy miłość?
K.N. Haner to autorką, z którą miałam styczność przy jej pierwszej książce „Na szczycie”. Powiedzmy, że tamto spotkanie nie odbyło się zbyt przyjemnie i recenzja, jaką wtedy napisałam, nie była zbyt pochlebna. Konkretnie mówiąc, zjechałam autorkę za styl, wykonanie i fabułę, nie zostawiłam na niej suchej nitki. O dziwo, Kasia przyjęła to bardzo dobrze i z godnością, w tej chwili jesteśmy dobrymi znajomymi, a ja mam już kilka jej książek za sobą, te wydane i te, która dopiero się ukażą. Szczerze mówiąc, kiedy zabierałam się za Sny Morfeusza bałam się jak cholera, że nie będzie postępów, że Kasia nie nauczyła się niczego nowego, a ja kolejny raz będę musiała zdeptać jej książkę. Przeczytałam i mam swoje zdanie o twórczości K.N. Haner, ale czy jest lepsze niż ostatnim razem?
Sprawdźcie!

Cassandra Givens jest młodą kobietą, która wie jak zdobyć to, co pragnie. Aktualnie przeprowadziła się do Miami, gdzie chce zacząć żyć od nowa. Ambitnie podchodzi do powierzonych zadań, stara się dawać się z siebie wszystko i nie boi się wyzwań – tak chce by zobaczył ją nowy, potencjalny szef, Adam McKay. Jednak rozmowa kwalifikująca o pracę przebiega inaczej niż sądziła, Cassandra jest prawie pewna, że nigdy nie dostanie telefonu z firmy, a także już nigdy nie zobaczy niesamowitego Adama. Po Adamie przychodzi czas na tajemniczego i seksownego Morfeusza, którzy przyciąga ją do siebie niczym magnez. Pojawia się niepewność, kim jest Morfeusz, który wprowadzą ją do świata namiętności i żądzy, sprawia, że jej zmysły szaleją, a ona przeżywa coś, czego do tej pory nie czuła. Sprawy z Morfeuszem nie są łatwe, wszędzie są tajemnice, ciężko nadążyć za tym, co dzieje się w około niego. Jakby problemów było mało, sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, Cassandra musi przemyśleć sobie wiele rzeczy, musi odkryć, co tak naprawdę się liczy. Tylko, do jakiego wniosku dojdzie? Czy tajemniczy Morfeusz przekona Cassandrę do swoich racji?

Chcę zobaczyć jego ciało. Jestem przekonana, że jest cudowne i warte zapamiętania. Nawet jeśli to ma być tylko ta jedna noc, będę mogła sobie o nim fantazjować do końca życia.”

Ta dam…. Książka nadaje się do przeczytania! Sukces Kasi i mój, bo przetrwałam. Przyznaję się, że zaczynając czytać, podchodziłam do tego bardzo sceptycznie, cały ten układ z Morfeuszem, Cassandrą, niesamowity Adam, wydawał mi się ryzykowny. Myślałam, że to kolejny trójkąt, kiedy bohaterka nie wie, kogo wybrać i w ten sposób będzie kręcić się wokół ich dwóch. Jednak spotkało mnie miłe zaskoczenie i książka okazała się bardzo nietuzinkowa, a fabuła nie była oklepana. Wspomnieć muszę, że styl Kasi poprawił się od pierwszej książki. Wtedy mnie drażniło, że opisy są wybiórcze, że mało wiemy o bohaterach, a wszystko skupia się na seksie. Na szczęście teraz nie mogę tego powiedzieć. Oczywiście to nadal jest erotyk i sceny seksu są bardzo gorące, genialnie napisane (Nie wiem Kasia, co Ci siedzi w tej głowie :D). Nie nudziłam się przy czytaniu, było to przyjemne i satysfakcjonujące, zwarzywszy ile erotyków jest aktualnie na rynku.
Jeśli chodzi o bohaterów to czuję niedosyt, ciągle mi czegoś brakowało, szczególnie, jeśli wspomnę Cassandrę, która bardzo często zmieniała zdanie. Chyba nie muszę mówić, że ten schemat jest częsty w powieściach i bohaterki jakby cierpiały na rozdwojenie jaźni, czasem mam takie wrażenie. Tutaj bywało podobnie, wiele razy miałam wrażenie, że Cassandra nie wie, czego chce, że ciężko jej dokonać wyboru, dlatego plątała się we wszystkim. Oczywiście nie jest to jakieś wielkie wykroczenie, ja tylko wyrażam swoją opinię. Możecie mi wierzyć, jest o niebo lepiej niż było rok temu i książka jest dobra.

Wszystkie głupie myśli ulatują, gdy w końcu całuje mnie w usta. Namiętnie, mocno i czule. Jego dłoń puszcza szyję i chwyta delikatnie moją twarz. Nadal mnie całuje, jakby przepraszał. Ja go przepraszam za to, że przez swoją popieprzoną przeszłość wkładam go do jednego worka z Filipem. Muszę sama poradzić sobie z tym, jak się wtedy czułam, i zrobić wszystko, by nie czuć się tak nigdy więcej.

Zasadniczym punktem w recenzji jest wypisanie tych dobrych stron książki, kiedy już podkreśliliśmy jej wady. Dobrym punktem jest lekkość, z jaką została napisana książka, dzięki temu bardzo szybko się czyta i nim się obejrzymy to jesteśmy już po lekturze. Dobrze spędziłam przy niej czas, nie żałuję przeczytania i mimo że, Kasia ma przed sobą dużo roboty, to jednocześnie jest wstanie osiągnąć bardzo wiele. Patrząc na ilość fanów i to, jakie plany ma K.N. Haner, to możemy się spodziewać, że poprawa będzie następować szybko, a książki będą coraz lepsze.
Oczywiście polecam wam tę powieść, bo uważam, że warto poświęcić jej czas, fani tego gatunku będą zadowoleni i Morfeusz trafi do wielu serc.  Mnie się podobało, było parę niedociągnięć, parę wątków, które mi się nie podobały, jednak, jeśli mam podsumować, jako całość, to mamy dobrą lekturę, dobrze wydaną i napisaną z oryginalnym pomysłem. Dlatego też polecam wam tę książkę i myślę, że może się wam spodobać. Jeśli lubicie powieści z bogatym wątkiem erotycznym, to będziecie zadowoleni.
Moja ocena to 7/10, myślę, że to sprawiedliwie i podejrzewam, że kolejne książki będą miały większą ocenę.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: EditioRed (Helion)
Autor: K.N. Haner
Stron: 416
Data premiery: 3 lipca 2016r.
Za książkę dziękuję

4 komentarze:

  1. Również niedługo się za tę książkę zabieram, ciekawa jestem czy i ja przetrwam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do tych bohaterów to się zgadzam. Nie podobało mi się to, że Cassandra dawała sobą tak pomiatać. No, a Adam, no cóż, wkurzał mnie tym, że nie potrafił jej szanować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po tytule obstawiałem na inny gatunek :(
    Czuję się zawiedziony...
    Książek tej autorki nigdy nie czytałem no i cóż za przeproszeniem powiem. Nie ważne jakie byłby dobre, nie przeczytam ich. Sorry, tego gatunku omijam jak diabli. Mimo, że tytuł jest zachęcający. Nawet z Matrixem mi się skojarzyło. Serdecznie pozdrawiam :D
    http://recenzumkomiksiarza.blogspot.com/2016/08/daredevil-vs-punisher.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy tylko mi okładka tak bardzo skojarzyła się z okładką "Greya" :P?

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger