18:27

Wywiad z Elżbietą Rodzeń!

Rozmowa z autorką, której książka sprawiła, że nie raz i nie dwa musiałam pomyśleć o życiu, o przyszłości. Zapracowana, przemiła, a także ze świeżym spojrzeniem na polską literaturę.
Zapraszam na wywiad z Elżbietą Rodzeń!

DSz: Pierwsze i zarazem standardowe u mnie pytanie. Skąd wzięło się u Pani zamiłowanie do pisania?
ER: Właściwie pojawiło się samo. Nic nie wskazywało na to, że będę miała jakiś talent tego typu. Zawsze miałam bujną wyobraźnię i lubiłam wymyślać sobie różne historie, ale bardzo długo ich nie zapisywałam. Były tylko w mojej głowie.
DSz: Co sprawiło, że zdecydowała Pani przelewać je na papier?
ER: Na początku chciałam je zapisać, aby mieć możliwość powrotu do nich w późniejszym czasie. Dopiero kiedy byłam w liceum, napisałam pierwsze opowiadanie dla mojej przyjaciółki, chcąc sprawdzić, czy jej się to spodoba.
DSz: A jak było z "Dziewczyną o kruchym sercu"? Skąd pomysł na tę książkę i czemu zdecydowała Pani się ją wydać?
ER: "Dziewczyna o kruchym sercu" jest moją drugą wydaną książką, więc czekałam na decyzję wydawcy i trzymałam kciuki, żeby się udało. Przy pierwszej książce (tej, którą zdecydowałam się wysłać do wydawnictw) namówił mnie mąż, żebym spróbowała coś zrobić z tymi moimi tekstami.
DSz: Ile książek chowa Pani w przysłowiowej szufladzie?
ER: W tej chwili trzy. Ostatnią będę próbowała wydać. Zobaczymy, czy się uda.
DSz: Fabuła „Dziewczyny o kruchym sercu” jest bardzo związana z Bogiem. Skąd pomysł zrobienia części bohaterów Strażnikami?

ER: Pomysł podsunął mi zupełnie przypadkowo i całkowicie nieświadomie wujek mojego męża. Początkowo wiedziałam tylko, że główny bohater będzie miał za zadanie zająć się dziewczyną, po którą przyszedł. Planowałam, że będzie to powieść raczej fantastyczna. Dopiero na rodzinnym spotkaniu, podczas rozmowy o życiu pozagrobowym przyszedł mi do głowy pomysł z wykorzystaniem wiary.
DSz: Przyznaję, że podczas czytania, byłam nieco zdezorientowana. Książka niby fantastyczna, ale jednak jakby bardzo prawdziwa. A nie bała się Pani aż tak wiązać książkę z religią w czasach, gdzie wszystko jest wykorzystywane przeciwko autorowi?
ER: Trochę się tego obawiałam, natomiast podczas pisania trudno myśleć w takich kategoriach. Później zdałam się na decyzję wydawcy. Poza tym, pisałam tę książkę prawie dwa lata temu, a wtedy ta tematyka nie wydawała mi się jeszcze tak bardzo kontrowersyjna.
DSz: A teraz czy zmieniłaby Pani coś w tej książce?
ER: Jestem osobą, która wiecznie ma ochotę coś poprawić, więc pewnie coś bym zmieniła. Nauczyłam się jednak nie zmieniać głównej osi historii ani bohaterów, bo to potrafi zachwiać całością.
DSz: Jeszcze muszę spytać, skąd wziął się pomysł na tytuł?
ER: Bardzo długo zastanawiałam się nad tytułem. Miałam listę pomysłów podzieloną na trzy grupy tytułów, jedną z nich była grupa związana tematycznie z sercem. Ten tytuł najbardziej spodobał się prowadzącej tę książkę pani redaktor.
DSz: Przeważnie książki są podzielone na rozdziały, a u Pani jest to datami. Czemu tak?
ER: To wiąże się z fabułą. Chciałam, aby dało się odczuć upływający czas. Kiedy czas działa na niekorzyść bohaterów, dobrze jest zdawać sobie sprawę z tego, ile go jeszcze zostało. Zwłaszcza gdy jest go już bardzo mało.
DSz: Tak, czasu nie mieli, wszystko było bardzo intensywne, co zresztą potwierdzają opinie recenzentów. Jak Pani reaguje, widząc, że czytelnikom się podoba, albo że płakali podczas czytania?
ER: To bardzo miłe uczucie, wiedzieć, że komuś się podoba to, co napisałam. Jest w tym jakaś magia, że moje myśli docierają do innych ludzi. Jeśli ktoś pisze, że płakał, to pewnie powinnam mieć wyrzuty sumienia, ale prawda jest taka, że sama nieraz głośno płakałam, pisząc niektóre sceny. Bywało tak, że ledwo widziałam tekst, bo łzy bez przerwy napływały mi do oczu. Nie da się napisać czegoś takiego i nie przeżywać tego samemu, przynajmniej ja nie potrafię.
DSz: A jest coś, co sprawia Pani w pisaniu dużą trudność?
ER: Przecinki (śmiech). A tak serio, to pisanie samo w sobie jest dość skomplikowane, jeśli oczywiście mowa o powieści. Kiedy pojawia się kilka lub kilkanaście wątków i trzeba ich wszystkich pilnować. Często bohaterowie drugoplanowi bywają kłopotliwi, bo trzeba pamiętać ich imiona, charakterystyczne cechy i całą masę innych szczegółów.
DSz: Proszę mi wierzyć, i pierwszo– i drugoplanowi bohaterowie tworzą idealną całość w tej powieści. Swoją drogą, długo zajmuje Pani napisanie powieści?
ER: Dziękuję. Samo pisanie pierwszej wersji to u mnie od sześciu do dziewięciu miesięcy. Do tego dochodzi jeszcze zbieranie informacji i wszystkie późniejsze korekty (przy tej książce zajęły mi aż trzy miesiące). Pracuję zawodowo, więc to też wydłuża cały proces.
DSz: Właśnie do tego zmierzałam. Jaka jest Pani na co dzień? Co robi w wolnym czasie?
ER: W wolnych chwilach piekę ciasta (kolejne właśnie stygnie w kuchni). Staram się jak najwięcej czytać, pisać i przyglądać się ludziom, ale lubię też zaszyć się w lesie i pobyć w zupełnej ciszy. W pewien sposób definiuje mnie praca, jaką wykonuję, bo jest to coś, co chciałam w życiu robić.
DSz: Trzynaście pytań za nami, myślę, że wyciągnęłam z Pani dużo informacji. Na koniec, co by poradziła Pani osobom początkującym w pisaniu, albo może po prostu chciałaby Pani przekazać coś fanom?
ER: Tym, którzy poważnie myślą o pisaniu (bo są pewnie i tacy, którzy chcą się tym zwyczajnie bawić), radziłabym, aby podeszli do tego bardzo rzetelnie i nie przejmowali się zbytnio tym, że początkowo może nie wychodzić. Podobno każda napisana strona sprawia, że kolejna będzie lepsza. Potrzeba głównie czasu i uporu. Mnie osobiście dużo dało też to, że lubię przyglądać się ludziom i studiowałam kierunek, który ułatwił mi te obserwacje i nauczył podstaw psychologii.
DSz: Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę dalszych sukcesów w pisarstwie.
ER: Dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger