20:43

#107 Recenzja książki "Stinger. Żądło namiętności" Mia Sheridan

Niekiedy nasze oczekiwania względem książki są tak ogromne, że w rzeczywistości ciężko im sprostać.
Mia Sheridan jest autorką, która zapadła w moje serce bardzo głęboko. Przy czytaniu jej pierwszej wydanej w Polsce książki „Bez słów”, byłam rozbita, rozkochana, sprawiła, że w jednej chwili płakałam z rozpaczy, a za moment śmiałam się z samej siebie i własnych reakcji. Książka była genialna i wiele razy do niej wracałam, czytałam ulubione momenty, zresztą recenzję znajdziecie TUTAJ. Kiedy dowiedziałam się, że w Polsce mają ukazać się kolejne dwie powieści spod piórka Mii, nie miałam wątpliwości – muszą być moje. I udało się, na pierwszy ogień poszedł właśnie Stinger, oczekiwania moje były ogromne, jak nie większe, bałam się tylko czy Mia da radę, czy się nie zawiodę. Po przeczytaniu nie mogłam się doczekać, aż podzielę się swoją opinią o tej książce.

Grace jest studentką prawa, która ma plan na każdy moment życia. Wie co robić by osiągnąć karierę zawodową, wie kiedy zacząć się umawiać na randki, by znaleźć przyszłego męża, a nawet ma plan jak zdobyć doświadczenie w sprawach seksu. Wszystkie plany wydają być nie tak ważne, gdy poznaje Carson Stingera – mega przystojnego, apetycznego o cudownym spojrzeniu aktora filmów erotycznych. Kiedy Grace dowiaduje się, czym się zajmuje Carson, nie chce go widzieć, ani z nim rozmawiać, co jest trudne, gdyż przebywają w jednym hotelu. Ona na zjeździe studentów prawa, on na targach branży erotycznej. Od pierwszego spotkania między tą dwójką iskrzy, mimo że toczą słowne potyczki to ciągnie ich do siebie. Co zrobi opanowana i poukładana Grace, gdy roztrzepany i chaotyczny Carson wkroczy w jej życie?
Był mniej więcej w moim wieku, miał odrobinę przydługie i podwinięte na końcach włosy w kolorze piasku, oraz przystojną twarz, jednocześnie męską i chłopięcą, równocześnie surową i piękną. Orzechowe oczy miały oprawę gęstych ciemnych, nos był prosty, a pełne usta układały się w półuśmiech.”
Muszę przyznać, że jestem zaskoczona, bo to całkiem inny klimat niż w „Bez słów”. Postacie, fabuła, emocje, nawet wykonanie jest całkowicie inne. Przyznaję, że jest fajne, bo przez pierwsze 100 stron bawiłam się świetnie, mój śmiech słyszał chyba cały dom, a może i nawet sąsiedzi. Grace i Carson rozbawili mnie do łez swoimi przytykami i odzywkami, najlepszy w tym był Carson, którego po prostu uwielbiam. Jednak muszę się przyczepić, że pod koniec książki miałam już dość opisów ich seksu – po prostu bez owijania w bawełnę... za dużo było tych scen, nie wnosiły już zbyt wiele do fabuły, a jedynie dekoncentrowały. Nigdy nie myślałam, że takie sceny mogą się znudzić, albo zacząć wzbudzać niechęć do danej książki – do tej pory nie spotkałam się z niechęcią do takich scen. Dodatkowo wyrzuciłabym parę fragmentów, które były całkowicie bez sensu i zwyczajnie mnie nudziły. Może trochę ostro traktuję tę książkę, ale miałam bardzo wysokie wymagania, ogromne wręcz i zostały niespełnione. Oczywiście powieść mi się podobała i miło spędziłam przy niej czas, mimo tych paru niedociągnięć.
Grace jako bohaterka czasem mnie irytowała bo sama nie wiedziała czego chce. Z jednej strony pragnęła Carsona, bardzo chciała z nim być, ale on nie pasował do jej poukładanego świata. Po jakimś czasie zauważyła, że Carson pozwolił jej spojrzeć na świat pod innym kątem, ale także dodał jej odwagi, by naprawdę sięgnęła po swoje marzenia.
Carson za to jest wykreowany na takiego typowego samca alfa. Silny, męski, wie czego pragnie, tylko czasem czuje się zagubiony. Właśnie w takiej chwili pomogła mu Grace, która była motywacją do zmiany nie tylko stylu, ale całego życia.
Tych dwoje przez dwa dni razem zrozumieli więcej niż niejedni przez całe swoje życie. Nie było im łatwo wszystko zmienić, zostawić dotychczasowe zajęcia, ale wiedzieli, że muszą odnaleźć swoje prawdziwe szczęście, które może kiedyś pozwoli im być razem.
„Moje ciało płonęło, każde zakończenie nerwowe dopominało się dotyku Casrona. O Boże, pieścił mnie Carson Singer, aktor heteroseksualny!. Nie! Tak Tak! Tak! Trzy razy „tak” na jedno „nie. Wygrywa głos większości! Boże, jak on cudownie smakuje. Miętą i czymś przynależnym wyłącznie do niego.”
Co do tej książki mam mieszane uczucia, bo była zabawna, były emocje i nawet fajna fabuła, z drugiej strony, niekiedy miałam wrażenie, że czytam... czytam, a nic ciekawego nie dowiaduje się z życia Grace czy Carsona. Ogólnie jestem bardzo na „tak” dla tej powieści – na takie ot letnie dni, kiedy chcemy się rozerwać, poczytać coś lekkiego i przyjemnego w autobusie czy w drodze na uczelnie. Polecam to studentom jako przerwę w nauce do sesji, gwarantuję wam, że to będzie miły przerywnik. Tak samo nie jestem pewna, czy osoby młode powinny czytać tę książkę, bo sceny erotyczne są dość... wyraźne, (wiem, że teraz nastolatki wiedzą więcej na ten temat niż np. ja, ale dla własnego sumienia musiałam o tym wspomnieć).
Wypisałam chyba już wszystkie minusy i plusy tej książki, ale mimo to polecam tę powieść i uważam, że jest bardzo dobrze napisana i ma ogromny potencjał. Niewymagająca, ale przyjemna.
Ostatnio moje recenzje są bardzo długie i zajmują dużo czasu, dlatego trochę je skrócę, ale nadal będzie w nich wszystko co chciałabym żebyście wiedzieli.
Moja ocena to 7/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Helion
Autor: Mia Sheridan
Oryginalny tytuł: Stinger
Data premiery: 18 marca 2016r.
Stron: 408
Za książkę dziękuję

2 komentarze:

  1. Właśnie niedługo zabieram się za "Bez słów", mam nadzieję, że przekona mnie do autorki i sięgnę po inne jej książki :)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Czeka na półce, więc z pewnością niebawem napiszę o niej parę słów. Jestem ciekawa, jakie wrażenie wywrze na mnie. :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger