21:57

#106 Recenzja książki "Dziewczyna o kruchym sercu" Elżbieta Rodzeń

Nawet kruche serce potrafi kochać, a chora dziewczyna jest warta miłości.
Z polskimi pisarzami/pisarkami jest tak, że bardzo dużo osób boi się sięgnąć po polską książkę, wciąż się boimy co to będzie, czy autor dał z siebie wszystko czy może to kolejna z rzędu porażka w polskiej literaturze. Zaś jeśli sięgamy po zagraniczne tytuły, jesteśmy bardziej śmielsi „w końcu przetłumaczona na polski, musi być coś warta”. Często jednak to nie prawda, wiele razy zawiodłam się na zagranicznych tytułach, a polskiego autora doceniłam. Tak było przy tej lekturze, z jednej strony bałam się wykonania tej książki, ale z drugiej strony okładka, opis i opinie były bardzo pozytywne. Muszę także zdradzić, że długo czekałam na tę powieść, bardzo chciałam ją przeczytać, a kiedy do mnie dotarła, byłam prze szczęśliwa.
Zapraszam na recenzję wyczekiwanej książki!

Janek jest siedemnastolatkiem, którego wszyscy lubią i szanują, przykładny uczeń, dobry przyjaciel. W wolnych chwilach jest wolontariuszem, tylko nie byle jakim, bo pełni rolę anioła stróża chorych. Jego nowym poważnym zadaniem jest Ulka – rówieśniczka, która ciężko choruje. Mimo że Ula stara się uchodzić na zdrową, to nie zawsze jej się udaje, przeważnie robi dobrą minę do złej gry. Zadanie Janka nie jest łatwe, musi sprawić, by Ulka była znowu szczęśliwa i pogodziła się z losem, tylko jak to zrobić, kiedy dziewczyna cały czas jest wrogo nastawiona i nie chce jego pomocy, ani przyjaźni. Tych dwoje będzie musiało przejść długą drogę zanim dojdą do porozumienia i nie tylko – zrozumieją swoje uczucia, odnajdą swoje cele, ale także poznają smak prawdziwej miłości, która tak rzadko się zdarza. Jednak co się stanie, gdy na jaw wyjdzie prawda o Janku, o tym czym się zajmuje i kim tak naprawdę jest?
Słuchałem w milczeniu, jak moja najstarsza siostra opowiada o małej dziewczynce, której była opiekunką. Rodzice nie wiedzieli, że dziecko ma umrzeć, bo nie chorowało i nic nie wskazywało na to, aby miało zacząć. Marta pilnowała, aby dziecko wybrało dobrze w chwili śmierci. Dusze dzieci łatwo było zwabić i nasi przeciwnicy lubili to wykorzystywać.”
Nie lubię poruszać wątków religijnych w recenzjach, ale ta książka tego wymaga. Przepraszam jeśli ktoś poczuł się urażony moimi słowami, nie było to celowe.
Opisać tę książkę jest ciężko, bo przez jej większą cześć do końca nie wiedziałam o co tak naprawdę chodzi z Jankiem (całość jest pisana w jego narracji). Czy on jest jakimś aniołem, czy może po prostu, jakieś inne wierzenie religijne zostało opisane w powieści. Z jednej strony wydawało mi się, że to jest coś związanego z fantasy, ale zaraz potem były takie momenty, gdy całość wyglądała bardzo realistycznie i bardziej pasowało do obyczajówki. Musicie wiedzieć, że nie jestem osobą zbytnio religijną, jestem bardziej bliska uwierzenia temu, że człowiek pochodzi od małpy niż że stworzył go Bóg – mówię to, bo trochę to odbiło się na czytaniu. Książka porusza wiele wątków religijnych, ale autorka ma zmienione niektóre fakty, dlatego ciężko mi było się połapać o co chodzi, czy to naprawdę książka fantastyczna czy może jednak to jakieś wyznania świadków jehowy (przepraszam jeśli kogoś obrażam). Trochę tu namieszałam, bo piszę niezbyt pozytywnie, ale mimo tych religijnych rzeczy to podobała mi się książka, losy Janka i Ulki przypadły mi do gustu, a nawet pod koniec czytania byłam wzruszona do tego stopnia, że popłakałam się.
Janek miał zadanie, które musiał wykonać, ale po pewnym czasie przestało mu się ono podobać, gdyż bardzo przywiązał się do Ulki, pokochał ją z całego serca i nie wyobrażał sobie przyszłości bez niej. Nie wiedział co ma robić, by ją zatrzymać przy sobie i jednocześnie nie narobić kłopotów. Ulka dzięki Jankowi zrozumiała wiele rzeczy, ale nie tylko. Janek pokazał jej jak kochać, rozumiał ją, przy nim czuła się lepszym człowiekiem, razem dopełniali siebie. Zaś Janek od Uli nauczył się walczyć o marzenia, pokonywać słabości i patrzeć na jutro z lekkim uśmiechem. Tych dwoje nie mieli łatwego zadania, choroba Ulki utrudniała wiele rzeczy, ale mimo niej czuli się szczęśliwi i pełni nadziei.
„– Nie spodziewałam się, lalusiu – powiedziała, biorąc głęboki wdech – że będziesz w stanie mnie zaskoczyć. A tymczasem robisz to już drugi raz.
I przekonasz się, mała, że nie po raz ostatni.”
Oddzielając wątek religijny to ta książka jest cudowna. Wiele osób może w niej ujrzeć siebie i swoje cechy, myślę, że ta powieść daje jakąś nadzieję – pomimo tego jak jest beznadziejnie to warto szukać dobrych stron. Ulka była bardzo chora, nie mogła wielu rzeczy, ale żyła pełnią życia na tyle na ile mogła. Oczywiście jak to przy takich powieściach, łzy leciały ciurkiem po mojej twarzy i rozmazywały mi wzrok przez co nie mogłam czytać więc musiałam robić chwilowe przerwy, nie mogłam opanować płaczu. Lubię takie książki, nie dla dramatycznych historii, ale dla emocji jakie są w nich zawarte. Pani Elżbieta wykonała kawał dobrej roboty, pisząc tę książkę, bardzo wysoko podniosła poprzeczkę dla innych polskich autorów, ale i dla siebie. Po przeczytaniu tej jednej, na pewno sięgnę po debiut Pani Elżbiety, a także po kolejne jej powieści.
W samej książce znalazłam dwa poważne dla mnie utrudnienia i nie chodzi o treść, ale wykonanie książki. Strony są bardzo grube, w środku jest ich ponad pięćset więc cała książka była cholernie ciężka. Mam szczęście, że głównie czytam przy biurku, to mogłam ją sobie położyć, ale gdyby nie to, miałabym ogromne problemy z jej utrzymaniem, a co dopiero czytaniem. Nie wiem czemu Zysk czy drukarnia zrobili to na tak grubym papierze, ale to był słaby pomysł. Drugim problemem, był tusz – jeśli przejechałam trochę mocniej palcami po literkach, to mi się rozmazywały. Strasznie mnie to irytowało, gdyż lubię mieć wszystko uporządkowane, a już na pewno nie cierpię, gdy książka potem wygląda jak wygląda po takim czymś.
Podsumowując to książka jest bardzo dobra, rzetelnie napisana, autorka się postarała i miała dobry pomysł na fabułę. Emocje rozkładają nas na łopatki, po lekturze zostajemy rozbici, z lekkim niedosytem, ale i z świadomością, że miło spędziliśmy czas.
Polecam wam tę książkę, bo jest warta by poświęcić jej kilka godzin czy nawet więcej. Jeśli lubicie wzruszające, chwytajcie za serce powieści, to na pewno wam się spodoba.
Moja ocena to 8/10, sprawiedliwa i mocna nota.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika
PS: W weekend wywiad z autorką!
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Elżbieta Rodzeń
Stron: 568
Data premiery: 21 marca 2016r.
Za książkę dziękuję

1 komentarz:

  1. Ja o wiele bardziej cenię polskich autorów, nawet jeśli ich talent jest tylko własnym nieszlifowanym jeszcze tworem. Trzeba doceniać to co rodzime.
    Odnośnie do książki, sądzę, że zdobyłaby moje uznanie.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger