21:26

Weekend z Ewą Rajter - Wywiad

 

W książce Ewa Rajter przenosi nas do barwnego Meksyku, a ja postanowiłam sprawdzić co skłoniło ją do napisania takiej powieści, jaką jest osobą i co jeszcze nam pokaże – czyli wywiad z Ewą Rajter.
Zapraszam do przeczytania!!
Dominika Szałomska: Skąd wzięło się u Pani pisanie? Zawsze chciała być Pani pisarką?

Ewa Rajter: Najpierw byłam "opowiadaczem". Miałam swoje grono słuchaczy, na początku sięgali, podobnie jak ja, brodą stołu. Niewielki jeszcze wzrost nadrabialiśmy zapałem narracyjnym.
Opowiadałam bez końca wymyślone historie w odcinkach. Tworzyliśmy grupę przyjaciół, którzy lubili przebywać w alternatywnych światach. Kiedyś zorganizowałam - byliśmy już nieco starsi - turniej gry w szachy. Szachownica była namalowana na chodnikowych płytach. Czarna i biała kreda, starannie wymalowane kwadraty i my, figury szachowe, przesuwające się zgodnie z rozkazami grających nami przeciwników. To było naprawdę świetne. Równolegle do zabaw z rówieśnikami narodziła się we mnie potrzeba spisywania tych historii i tak zaczęłam pisać.
Sądzę, że chciałam to robić od zawsze.

DSz: Czemu zdecydowała się Pani publikować pod pseudonimem?
ER: Jestem autorką kilkunastu książek dla dzieci i młodzieży. Gdzieś tam tkwi we mnie niekończąca się baśń i pisząc dla młodszych czytelników wyzwalałam ją w sobie.
Nie po raz pierwszy piszę pod pseudonimem, byłam też włoską arystokratką, właścicielką kolekcji kapeluszy na każdy dzień w roku, bohaterką serialu. W życiu musi być trochę jak w powieści ( śmiech). Pisarze powinni po części być swoimi bohaterami. Dla dorosłych piszę pod pseudonimem, ponieważ nie chcę, aby na półce w księgarni obok baśni pojawiły się na przykład kryminały. Dzieci powinny sięgać po takie książki w odpowiednim czasie.

DSz: Czy taka różnorodność nie jest trudna? Z jednej strony książki dla dzieci, a z drugiej książka o mafii, morderstwie z akcją osadzoną w niebezpiecznym Meksyku?
ER: Literatura to świat fikcji. Nie jest trudne pisanie w dwóch porządkach narracyjnych, dla różnych odbiorców. Zawsze byłam zdania, że pisanie dla dzieci jest najtrudniejsze, bo mali czytelnicy są bezwzględni w swoich ocenach. Wystarczy fałszywa nuta, coś, co ma w sobie pierwiastek dydaktyczny, aby dziecko straciło zaufanie do autora. Dlatego, gdy pisze się już dla dzieci pisanie dla dorosłych jest jak wolny spacer po lesie w porównaniu z diabelskim młynem. W prozie dla dorosłych też trzeba dbać o urodę języka, ale jeśli pojawia się mocna scena nie myślimy już o tym, co wydarzy się w głowie czytelnika i czy mu to nie zaszkodzi. Pisanie dla dorosłych to odpoczynek od pisania dla dzieci.

DSz: Skąd pomysł na Przeklętą Laleczkę?
ER: "Przeklęta laleczka" to historia, w której znalazły się moje podróżnicze doświadczenia, mam na myśli krajobrazy, ludzi, otoczenie, zapachy, kuchnię, anegdoty i moja pasja rozwiązywania tajemnic. W każdej historii, którą autor konstruuje musi znaleźć się też miejsce na uczucia. Nie oznacza to, że powinny to być niespełnione lub spełnione miłości. Czasem jest to samotność, egzystencjalny smutek, pogubienie w świecie, czasem zemsta, nigdy do końca nie wiadomo w jakiej rzeczywistości emocjonalnej znajdzie się mój bohater. To on mi zdradza swoje przeżycia a nie ja mu je narzucam. Trudno powiedzieć dokładnie w jakiej chwili i w wyniku czego pojawiła się w moim życiu "Przeklęta laleczka". W przypadku innej książki, której tu nie wymienię bohater mi się po prostu przyśnił.

DSz: Czy któraś część książki sprawiła Pani problemy?
ER: Problem pisarza rodzi się wtedy, gdy nie ma on pomysłu. Są dwa, oczywiście jest ich więcej, ale dwa podstawowe sposoby pisania. Jeden to podporządkowanie się planowi. Najlepiej tak szczegółowemu, że tworzy on drabinę wydarzeń i scen, po której bez trudu się wspinamy. Drugi, to dać sobą powodować historii. Ten drugi jest stokroć przyjemniejszy, bo wtedy autor sam siebie zaskakuje. Ale też ta przyjemność kryje w sobie pułapkę. Czasem bohaterowie odmawiają opowiadania o sobie autorowi, czasem milkną i wtedy pojawia się pustka. Nie doświadczyłam tego uczucia w przypadku "Przeklętej laleczki" - może dlatego, że nie musiałam wymyślać dekoracji. Znałam je i w dodatku kiedyś mnie zachwyciły.

DSz: A może w takim razie ulubiony moment z książki?
ER: Ulubione momenty to dialogi pokojówek, boyów, zaklęte rewiry hotelu. Ci bohaterowie drugiego planu bardzo mnie bawili, jednocześnie miałam dla nich wiele szacunku. Lubię też fragmenty, choć jest ich niewiele, gdy narracja zwalnia. Ujmując to filmowo kamera zatrzymuje się dłużej w jednym miejscu i drąży obraz. Jeśli czytelnicy trafią na takie opisy będą wiedzieć, że są ona dla mnie ważne, bo w równym stopniu cenię dobrą fabułę jak coś, co stanowi jej przeciwieństwo. W takich chwilach nie chodzi o akcję, chodzi o dystans i widzenie świata z szerszej perspektywy.

DSz: Dlaczego wybrała Pani akurat Meksyk?
ER: Meksyk to jeden z krajów, które mają w sobie wiele kontrastów. Bieda i bogactwo, korupcja i uczciwość, okrutna mafia i rozkołysane, modlące się tłumy.
Meksyk ma w sobie wszystko o czym można marzyć gdy myśli się o książce. Mam wielką słabość do jego historii, kontrastów, krajobrazów.

DSz: To prawda, zgadzam się z tym :). A jakie będą kolejne Pani książki?
ER: Mam nadzieję, że interesujące ( śmiech). Kolejny tytuł to opowieść o morderstwach, do których dochodzi w Norwegii. Spędziłam tam kiedyś trzy miesiące, pracując w okresie studiów w Grand Hotelu w Oslo w charakterze pokojówki. Już sama praca w hotelu nadawałaby się na osobną książkę. Czy wie Pani, że ludzie pokazują swoje prawdziwe oblicze właśnie w hotelach. Duszne pokoje, zasłonięte kotary, popielniczki pełne niedopałków ( koniecznie pokój dla palących) i zapach przypadkowego spełnienia. To Szwedzi. Statystycznie rzecz biorąc najwięcej pism pornograficznych porzuconych w pościeli znajdowało się w opuszczonych przez nich pokojach hotelowych. Wietrzony pokój, odsłonięte kotary, lakiery do paznokci ustawione w równym szeregu na półce w łazience, buty przysunięte do krawędzi progu, jeden obok drugiego, jak w wojsku, pościel wyglądająca jakby nikt nie korzystał z łóżka. To z kolei Japończycy. W Meksyku byłam gościem w Camino Real tutaj w Oslo byłam jedną z pokojówek. I to fascynujące przeżycie. Norwegia jest miejscem wymarzonym, jeśli chodzi o stworzenie w nim historii, gdzie depresja, polityka i wielkie pieniądze grają pierwsze skrzypce. Dlatego właśnie tam dzieje się kolejna historia. Jedna z bohaterek "Przeklętej Laleczki" przyjeżdża, aby pomóc w śledztwie.

DSz: Czy ma Pani jakieś ulubione miejsce, do którego uwielbia wracać?
ER: Nie mam wybranego miejsca, w którym chciałabym stale bywać. Powroty mają to do siebie, że nigdy nie są możliwe. Proszę sobie wyobrazić zwykłą ławkę - w powieści to ławka zakochanych. Wraca tam Pani po latach, nawet po miesiącu i są nowe rysy, naklejone reklamy, liście na kamiennym siedzisku. Czy to ta sama ławka? Wydawałoby się, że tak, a jednak nie. Powroty mają w sobie tonę nostalgii. Bo my już jesteśmy inni, a rzeczywistość ulega przeobrażeniu. Nie wrócimy więc sami do siebie.

DSz: W książce pojawia się wiele wątków, czy nie bała się Pani, że czytelnik może się zgubić? Czy Pani się nie zgubiła choć raz, podczas pisania?
ER: Wątki są jak cięciwy. Dobrze napięte powinny pozwalać na celne strzały. Ta wielowątkowość, wiele planów, podporządkowałam rytmowi czasu. To on wyznaczał zdarzenia. Bardzo precyzyjnie, ale faktycznie musiałam się pilnować, żeby nie pomylić kolejności zdarzeń. Puzzle narracyjne musiały do siebie pasować perfekcyjnie.

DSz: Jak zachęciłaby Pani czytelników do przeczytania Przeklętej Laleczki?
ER: Autor nie powinien sam zachęcać czytelników do lektury. Liczę w tym względzie na Panią. ( śmiech)

DSz: (śmiech) Postaram się. A na koniec może przedstawi Pani swoją osobę bliżej czytelnikom?
ER:Ładny mi koniec. To byłby dopiero początek! Może jednak pozwólmy, aby przemówiła moja proza. Jeśli zaś pragnie Pani usłyszeć co jadam na śniadanie to mogę zdradzić, że uwielbiam pachnący pomidorami chleb sycylijski i mocną kawę. Mam wielu przyjaciół i jestem uzależniona od rozmów z nimi, bo sprawia mi to niekłamaną przyjemność. Lubię kolor czerwony. Nie wyobrażam sobie życia bez książek.
DSz:Dziękuję bardzo za przemiłą rozmowę :)
ER: I ja dziękuję, pozdrawiam czytelników i życzę emocjonującej lektury mojej powieści. Do zobaczenia w Meksyku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger