19:10

Weekend z Magdaleną Kołosowską! -- Wywiad!

Niekiedy rozmowa z Autorem to praca, niekiedy to przymus, a jeszcze kiedy indziej to sama przyjemność. Tak było tym razem, podczas wywiadu z Magdaleną Kołosowską. Dowiedziałam się wiele, pokochałam bardziej i będę się jej trzymać już zawsze!
Zapraszam na wywiad!

Dominika Szałomska: Standardowe pytanie u mnie. Co było inspiracją do napisania tej książki?
Magdalena Kołosowska: W skrócie - pierwszy mail od mojego redaktora. To było kilka lat temu, kiedy przygotowywałam się do wydania swojej pierwszej książki "Mimo wszystko". Był rok 2010, od zawsze pisałam, ale wtedy postanowiłam coś z tym zrobić. Wysłałam swoją propozycję do kilku wydawnictw, jedno zdecydowało się wydać. Za redakcję czy też bardziej korektę, odpowiedzialny był młody redaktor i przysławszy mi pierwszego maila zatytułował go "Szanowna Pani". Ten wątek jest w Trawie... Zresztą pierwszy tytuł Trawy to właśnie Szanowna Pani...
DSz: Wiem, że napisanie zajęło ci trzy tygodnie. Jakim cudem umiesz tak szybko pisać?
To chyba kwestia tematu i weny, pomysłu czy jak to nazwać. Miałam wówczas trochę wolnego, to był przełom lipca i sierpnia, wakacje, długie dni i ciepłe noce – w nocy najlepiej mi się pisze. Poza tym moi bohaterowie okazali się tak nieprzewidywalni, że sama byłam ciekawa dokąd mnie zaprowadzą. Pisałam więc, co sprawiało mi wielką frajdę. Po trzech tygodniach napisałam "koniec" będąc pewną, że tam już nic, absolutnie nic się nie wydarzy. Plik spoczął w folderze i dość długo do niego nie zaglądałam. Choć muszę przyznać, że za każdym razem, gdy do niego wracałam, uśmiechałam się. Moi bohaterowie bawili mnie wtedy i robią to do dziś.
DSz: Coraz więcej osób postanawia, że zostanie pisarzem/pisarką. Jak myślisz, co ciągnie ich do tego fachu?
MK: Wydaje mi się, że pisanie nie jest kwestią postanowienia sobie. Owszem można nauczyć się pisać, można doskonalić swój warsztat, ale moim zdaniem pisanie wypływa z naszego "ja". To nie kwestia decyzji, pisanie wciąga. A jeszcze bardziej wciągają historie, które powstają w głowie. I ta potrzeba, która zmusza do przelania na papier myśli, dialogów do opowiedzenia danej historii.
DSz: A jak stworzyć naturalnie wyglądający dialog? Sztukę tę opanowało mało osób, a czytając Twoje historie, słychać jak mówią bohaterowie.
MK: (śmiech) dziękuję za komplement. Szczerze mówiąc nigdy nad tym nie myślałam. Pisząc, nigdy nie zastanawiam się jak to będzie wyglądało. Moi bohaterowie są zwykli, normalni, mogą żyć wśród nas, mówią tak, jak ja czy inni. Budując dialog "widzę i słyszę" go w głowie. Może to dlatego. Patrzę na swoich bohaterów z boku, słucham ich. Nigdy nie jest też tak, że od razu powstaje docelowa wersja. Tak jak każde zdanie, dialogi również podlegają mojej korekcie. Najpierw pisze to, co mi aktualnie siedzi w głowie, a potem tu dopiszę, tam wytnę, skrócę dialog, rozbuduję. Ale to już na spokojnie, gdy to, co chciałam napisać już napisałam. Moja praca to jedno, ale każda książka podlega redakcji, a ja mam to szczęście, że trafiłam na rewelacyjną Redaktorkę. Marta jest fantastyczna, jej uwagi bezcenne.
DSz: Co Twoim zdaniem jest najtrudniejsze/najgorsze w pisaniu? W całym procesie twórczym?
MK: Brak weny. Pustka w głowie. Kiedy akcja się rozwija i nagle stop, kompletna czarna dziura. Wiadomo, w którą stronę zmierza akcja, ale brakuje dwóch czy trzech zdań by to powiązać. Mogę mówić o sobie, bo każdy inaczej pisze i co innego dla niego jest trudne. Ale jeśli chodzi o mnie to właśnie to. Może to dlatego, że nigdy nie pisze konspektów? I kiedy piszę, nie potrafię pisać fragmentami; od razu powstaje całość. Właśnie dlatego ten moment, kiedy nie wiadomo co napisać, jest najtrudniejszy dla mnie.
DSz: Ciekawi mnie jak reagujesz na negatywne oceny swoich książek? Posiadasz w ogóle takie?
MK: Oczywiście! Nie sposób ich nie mieć, w końcu każdy ma swój własny gust i co innego mu się podoba. Podchodzę do tego z dystansem. Każdy ma prawo wypowiedzieć się na temat książki, którą przeczytał. W końcu i ja czytam, niektóre książki krytykuję, inne chwalę. To jest normalne.
DSz: A kiedy pojawiła się pierwsza pozytywna opinia, jak zareagowałaś?
MK: Do dzisiaj pamiętam ten dzień. To była niedziela, pierwszy lutego ubiegłego roku, trzy dni przed premierą „Dlatego mnie kochasz”. Na swoją skrzynkę na FB dostałam linka od blogerki, która przedpremierowo recenzowała moją książkę. Byłam zaskoczona, kliknęłam, przeczytałam... potem jeszcze raz i jeszcze... To było cudowne uczucie. Tego nie da się opisać. Podekscytowanie, niedowierzanie, szczęście.
DSz: Dlatego... było dość może nie mroczną, ale poważną książką, brutalną z jednej strony. Za to Trawa... jest lekka i przyjazna. Jak udało Ci się napisać tak dwie różne książki?
MK: Trawa z założenia miała być taka. I przede wszystkim.... to jestem ja. Cała. „Dlatego mnie kochasz” ewoluowało, na początku wcale nie było aż tak poważne. Ale tak czułam, tamta historia musiała być taka. A Trawa... Pisałam jak czułam, wiedziałam od początku, że to będzie lekka lektura, jak mówiłam "akurat na plażę". Moja serdeczna kumpela, która była pierwszą recenzentką, powiedziała mi tak : "Wiesz, jak tak czytałam, to miałam wrażenie, że siedzisz obok mnie i mówisz, mówisz i mówisz".
DSz: A czemu taki tytuł? Czemu "Trawa bardziej zielona"?
MK: Jak już wspomniałam, pierwotnie tytuł brzmiał "Szanowna Pani...', ale był taki... bardzo oficjalny. Sztywny. Niby pasował, ale... czegoś w nim brakowało. Chciałam, aby był jak książka. Łatwy, żartobliwy, wpadający w ucho i oko. Dość długo nic nie przychodziło mi do głowy. Aż którejś nocy bach! Objawienie. Trawa bardziej zielona. Cytat z książki, a jednocześnie zdanie, które wiele mówi o nas; że czasem nie dostrzegamy tego, co mamy, a zachwycamy się tym, co mają nasi sąsiedzi, znajomi.
DSz: Przyznaję, że w pierwszej chwili jak zobaczyłam tytuł, pomyślałam o kolejnym poradniku o prawidłowym odżywianiu. Dopiero kiedy zobaczyłam Twoje nazwisko, uspokoiłam się.
MK: Nie nadaję się do pisania poradników. Choć to pewnie byłby ciekawy poradnik (śmiech).
DSz: A kolejne książki? Zdradzisz co będzie następne?
MK: Piszą się. Sama nie wiem, co będzie dalej. Mogę jednak zdradzić, że bliżej mi do Trawy niż Dlatego i na razie nie mam "na tapecie" nic poważnego.
DSz: Co najbardziej lubisz w pisaniu?
MK: Samo pisanie. Nie umiem tego określić, ale uwielbiam kiedy na ekranie laptopa pojawiają się kolejne słowa, kiedy ożywają bohaterowie, których miałam w głowie, kiedy widzę historię, patrzę jak się rozwija. Pisanie jest dla mnie czymś, bez czego nie wyobrażam sobie życia. Mogę zrobić sobie przerwę, mogę przez kilka dni nie pisać, ale kiedy wracam... to mam poczucie, że jestem w tym miejscu, w którym powinnam być. A w ogóle najfajniejsze w pisaniu jest branie do ręki swojej książki. To jest magia.
DSz: Czyli to prawdziwa pasja, miłość. A kim jesteś wtedy gdy nie piszesz? Kim jest Magda na codzień?
MK: Magda na co dzień jest zwyczajną kobietą, żoną, matką. Mam swoją rodzinę, dom, obowiązki. Mam swoja pasję, ale każdy ma jakieś pasje. Jedni haftują, inni szyją, a ja piszę.
DSz: Piszesz książki w trzy tygodnie, dobre książki, trzeba zaznaczyć, zajmujesz się domem, jesteś mamą (wszyscy wiemy jakie dzieci są zajmujące :)). Jak Ty to robisz? Jakiś przepis na szczęście?
MK: (Śmiech) Nie każdą książkę piszę w trzy tygodnie. Na pisanie mam wieczory i noce, kiedy już wszystko inne jest ogarnięte. Staram się, aby wszystko miało swój czas. Każdemu chcę poświęcić maksymalnie dużo uwagi. Pisanie zostawiam sobie na koniec. Na szczęście moje dzieci są już duże. Starsza córka studiuje, młodsza dzieli pasje razem ze mną. Pisze pamiętnik, opowiadania, robi zdjęcia, filmiki. Bywa więc, że dużo rzeczy robimy razem.
DSz: A jak Twoi bliscy zareagowali, gdy dowiedzieli się, że wydajesz pierwszą książkę, a teraz drugą?
MK: Moje córki bardzo się ucieszyły. Niektórzy byli zaskoczeni, ale bez względu na wszystko trzymali kciuki. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie każdy każdego zna, więc niektórzy przyjmowali tę wiadomość z niedowierzaniem. Może dlatego, że pisanie traktuję jako coś swojego, nie chwalę się tym na prawo i lewo, i bardzo dużo osób po prostu nie wiedziało, że mam taką pasję. Bez względu jednak na wszystko, otrzymałam bardzo dużo wsparcia i pozytywnej energii. Po wydaniu Dlatego... wciąż pojawiały się pytania „Kiedy druga?", jakby wydanie przeze mnie następnej książki było naturalną koleją rzeczy. Może tak właśnie jest...
DSz: A co sądzisz o Feerii? To Twoja druga książka u nich, a oni stają się coraz lepsi wśród innych wydawnictw.
MK: Feeria to przede wszystkim cudowni ludzie. Doskonale się rozumiemy, tak myślę. Rewelacyjnie mi się z nimi współpracuje. Wkładają w swoją pracę całe swoje serducho. Nie sposób wymienić wszystkich, ale jestem każdemu z nich niezmiernie wdzięczna. Przede wszystkim za zaufanie; może wymienię Anię, Maję, Kasię, moją Redaktorkę Martę. Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego wydawnictwa i lepszej współpracy.
DSz: Dziękuję bardzo za przemiłą rozmowę! 
MK: Dziękuję

6 komentarzy:

  1. Z chęcią i ciekawością przeczytałam wywiad :) dużo w nim pytań i odpowiedzi, które od zawsze mnie ciekawiły,jeśli chodzi o Pisarzy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy wywiad, jestem w szoku, że książka powstała w trzy tygodnie, to bardzo krótki okres i musiał być bardzo intensywny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super wywiad, wielu informacji się dowiedziałam.

    Pozdrawiam,
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wywiad ☺bardzo wyczerpujacy i nie wiem jak to nazwać ale bije od niego radość zarówno w pytaniach jak i w odpowiedziach ☺aż chce się podejść i pogratulować☺pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Super kobiety to i super wywiad ☺😊😊
    Czytałam z uśmiechem na twarzy😊☺😊
    Pozdrawiam obie Panie..
    Dalszych sukcesów...

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam Wasz wywiad z uwagą i bardzo mi się podobały wypowiedzi Magdy K,były takie proste,a zarazem bardzo interesujące i ciekawe.Bardzo podziwiam autorkę,którą znam osobiście i jestem jej wielką fanką,życzę jej dużo sukcesów w tym co robi-brawo Madziu :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger