17:48

Weekend z Agatą Czykierdą-Grabowską: Wywiad

Debiuty w Polsce to ciężka sprawa. Jedne są lepsze inne są wręcz tragiczne, czytelnicy muszą skakać z jednej skrajności w drugą. Ciężko wybrać dobrą powieść pośród tylu pozycji. O debiucie i książkach porozmawiałam z Agatą Czykierdą-Grabowską.
Zapraszam!
Dominika Szałomska: To pytanie u mnie jest tradycją. Skąd pomysł na tę książkę?

Agata Czykierda-Grabowska: Ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Od dzieciństwa lubiłam snuć przeróżne historie, ale tylko i wyłącznie w mojej głowie. Nigdy żadna nie wydostała się na zewnątrz. Ta o Karinie i Aleksandrze bardzo długo dojrzewała w mojej wyobraźni, aż któregoś bardzo męczącego i stresującego dnia usiadłam do laptopa i zaczęłam pisać…i tak trwa to do dziś.
W ciekawostkach zdradziłaś, że zaczęłaś pisać by się odstresować. Zadziałało? Pisanie ma działanie lecznicze?
Pisanie jest jedną z form terapii w ogóle. Dla mnie stało się tym, czym od zawsze było czytanie, czyli ucieczką od codzienności i stagnacji. Na kilka chwil zapominam o tym, co się dzieje na zewnątrz i żyję w świecie moich bohaterów. To naprawdę niesamowite móc powołać do życia świat i bohaterów, z którymi ludzie mogą i chcą wejść w interakcje. Uwielbiam to!
DSz: Co jest najtrudniejsze przy pisaniu powieści?
ACzG: Gdy zasiadam do pisania, mam już w głowie cały plan wydarzeń i konstrukcję bohaterów. Oczywiście, w międzyczasie zawsze coś tam modyfikuję, ale trzymam się konsekwentnie założonego planu. Największą jednak trudność stanowią dla mnie momenty tzw. przejścia z punktu A do punktu B – dwóch bardzo ważnych wydarzeń w fabule, które muszą zostać połączone wydarzeniami pobocznymi. Przyznam się szczerze, że często mam zastoje przy takich momentach. Boję się, że zbyt mocno rozwlekę ten fragment, albo zbyt szybko nastąpi przeskok. Gdy już jednak docieram do określonego punktu w książce, to lecę z nim jak burza ;)
DSz: Wiem, że w szkole miałaś problemy z pisaniem wypracowań. Czemu więc zdecydowałaś się na pisarstwo?
ACzG: Ja tak naprawdę na nic się nie decydowałam. Zaczęłam pisać z ciekawości, czy potrafię i z chęci pozbycia się zalegającej w głowie historii. Nie traktuję tego, jako mojego zawodu, albo czegoś, z czego będę mogła żyć, czy się utrzymywać. Zarówno prowadzenie bloga, na którym zamieszczam opowiadania, jak i pisanie kolejnych książek to przede wszystkim moje hobby i pasja.
DSz: W książce są fragmenty rozmów po angielsku. Nie bałaś się, że niektórzy mogą się zniechęcić przez to do historii Kariny i Aleksa?
ACzG: To, co wydarzyło się po tym, gdy oddałam książkę do druku, było już poza moim zasięgiem. Zapewne nikt mi nie uwierzy, że do ostatniej chwili nie wiedziałam, że ktoś się tym nie zajmie, chociaż sama o tym nie wspominałam. Po prostu nie miałam pojęcia, jak to wszystko się odbywa.
Wiem i widzę teraz, jak debiutujący autorzy, nawet ci wydający ze współfinansowaniem, promują swoją książkę na wiele tygodni przed premierą, jak tworzą wokół niej otoczkę tajemniczości i jak zachęcają do jej zakupienia. Współpracują z blogerami i zabiegają o patronaty. Ja nie miałam o żadnej z tych rzeczy bladego pojęcia. Po prostu wysłałam tekst, a ktoś go wydrukował, oprawił i voila…powstała książka.
A dlaczego w ogóle zdecydowałam się na anglojęzyczne dialogi? Głównie dlatego, że zależało mi na realizmie i autentyczności tych postaci.
DSz: Co dalej z Twoją twórczością? Fani mogą się spodziewać kolejnych książek?
ACzG: Jest bardzo prawdopodobne, że w 2016 ukaże się moja kolejna książka. Mam już konkretne ustalenia z jednym z najlepszych wydawnictw w Polsce i czekam na ostateczne sfinalizowanie umowy. Jak tylko do tego dojdzie, niezwłocznie wszystkich o tym z radością poinformuję.
DSz: Jaką radę mogłabyś dać innym osobom, które są przed swoim debiutem?
ACzG: Dla mnie najważniejsze są obiektywne oceny książki. Ani my sami, ani osoby z najbliższego otoczenia nie będą w stanie zweryfikować naszej „twórczości” z prostych przyczyn: nie będą szczere, aby nas nie urazić i nie sprawić nam przykrości. Czasami naszymi pierwszymi recenzentami są osoby, które w ogóle nie czytają i nie potrafią zweryfikować, czy to co im podetknęliśmy pod nos jest obiektywnie dobre. Następną sprawą jest wybór wydawnictwa, a właściwie to nie my wybieramy wydawnictwo (a już na pewno nie wtedy, gdy jesteśmy debiutantem) tylko to one decydują czy się nadajemy. Z mojej perspektywy odradzam wydawnictwa ze współfinansowaniem/samofinansowaniem, gdyż możemy się narazić na olbrzymie straty i nie ma tu znaczenia, czy nasza książka jest dobra, czy kiepska. Jeśli nie mamy możliwości i środków na promocję, to niestety sami nic nie zdziałamy. Warto jest uzbroić się w cierpliwość i wysyłać ukończoną i w miarę dopracowaną powieść do wydawnictw, które nie zechcą od nas grosza za wydanie, a w Polsce jest takich naprawdę dużo.

Dziękuję bardzo za udzielenie odpowiedzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger