14:00

#78 Recenzja książki "Ember in the Ashes. Imperium ognia" Sabaa Tahir

Co zrobić kiedy giną ukochani lub zostają porwani? Czujemy się samotni i bezradni, a świat wokół nas jest potwornie brutalny. Zostaje nam jedno wyjście. Wejść do domu wroga i stać się jego cieniem.
Jedni; święta, święta, święta, a drudzy; praca, praca, praca. U mnie to stanowczo to drugie, gdyż głównie wszystko będzie przygotowywane jutro, dziś tylko mama przyrządza rzeczy, które będą podane na zimno. Pośród tej świątecznej gorączki chciałabym dodać Wam recenzję, by coś się działo na blogu(Oczywiście jak to u mnie, recenzja z opóźnieniem). Jako że mam zaległe książki od wydawnictw, które musiały poczekać aż wyzdrowieje, nie miałam problemu z tym co czytać. Na pierwszy ogień poszła powieść „Imperium ognia”, pozycja ta przenosi do czasów gdzie rządzą szable, przemoc, ale po pozytywnych opiniach jakie zebrała, postanowiłam dać jej szansę i sama zobaczyć czy się jest rzeczywiście taka dobra.
Czy spodobała mi się ta książka? Zobaczcie poniżej!

Laila ma siedemnaście lat, kiedy Maska wtarga do jej domu, zabija jej dziadów i zabiera brata do więzienia. Ona sama ucieka, przez co czuje ogromne wyrzuty sumienia, aż do dnia kiedy postanawia pomóc bratu. Jednak by to osiągnąć, musi stać się szpiegiem pod przykryciem bezimiennej niewolnicy, służącą najokrutniejszej osoby na świecie. Ruch oporu, do którego wstąpiła, by pomóc bratu, chce od niej raportów, ale nie jest to łatwe, gdy wszyscy patrzą ci na ręce. Jedna z Masek – Elias, jest miłym chłopakiem, który okazuję się inny niż reszta. Nie rządzi nim chęć mordu, wie, że różni się od swoich kolegów i to nie tylko tym, że jest najlepszy we wszystkim... nawet zabijaniu. Co połączy tych dwoje, jak poradzą sobie z wydarzeniami jakie stawia przed nimi przeznaczenie?
„– Jest po godzinie policyjnej, przeszły już trzy patrole. Martwiłam się.
Potrafię unikać patroli, Laio. Mam to przećwiczone. – Opiera brodę na krawędzi łóżka i uśmiecha się słodkim uśmieszkiem mamy. Znam to spojrzenie – posyła mi je, gdy budzę się ze złego snu albo zaczyna brakować nam mąki. Mówi: „Wszystko będzie w porządku”.”
Pisanie opisu tej książki to katorga, nie wiem co uznać za ważne, ale jednocześnie, by nie zdradzić Wam całej fabuły. Napisałam jak napisałam, jednak ważniejsze jest, że ta powieść mi się bardzo podobała! Ostatnio na rynku pojawia się coraz więcej cudeniek w takich klimatach, najpierw były wampiry, potem były erotyki, o cierpiącej młodzieży, aż w końcu przyszedł czas na ostre średniowiecze. Nie kojarzę, kto pierwszy wypuścił taką tematykę, ale widać, że zbiera coraz większą rzeszę fanów, w tym mnie. Jednak Imperium różni się od innych pozycji na rynku, jest bardziej brutalne, mordowanie, torturowanie, bicie, każdy z tych aspektów obejmuje dużą część powieści. Nie jest delikatnie, ani subtelnie, autorka poszła po całości.
Cesarstwo Scholarów kiedyś słynęło ze wszystkiego co najlepsze, teraz to zastraszeni ludzie, którzy boją się własnych cieni. Kiedyś byli kimś, dziś są nikim, popychadłami, nic nie wartymi ludźmi, których można bezkarnie karać. Wśród Scholarów jest Leila, nigdy nie wychylała się przed szereg, pomagała babci czy dziadkowi bez szemrania, posłuchała nawet brata, który kazał jej uciekać, zamiast stawić czoła tym okrutnym ludziom. Elias za to dusi się w Masce, wszyscy inni w Czarnym Klifie uczą się na morderców doskonałych, tylko on czuje się tam wyobcowany. Jednak nie może narzekać, bo tak go wychowano, takie jest jego przeznaczenie, a jeśli się sprzeciwi to umrze. Co zrobić w obliczu prawdziwych wyzwań?
Z ust Barriusa wy doby wa się chrapliwe jęknięcie. Komendantka opuszcza ramię i na dziedzińcu zapada cisza. Widzę, jak niedoszły dezerter oddycha. Wdech. Wy dech. A potem nic. Nikt się nie odzywa. Wstaje dzień, promienie słońca rysują niebo nad czarną wieżą niczym zakrwawione palce, nadając wszystkiemu czerwonawy odcień.
Jest dużo pojęć, dużo nazw miejsc, osób, a nawet i wydarzenia mają swoje własne określenia, które trzeba dobrze zapamiętać, by nie pogubić się w późniejszych wątkach. To co najbardziej mi się podoba w tej książce, to że autorka nie bawiła się w półśrodki i ostro poszalała z tematyką. Tego brakowała mi w powieściach tego gatunku, autorzy zawsze się powstrzymywali i łagodzili bohaterów, a przecież w takim świecie jaki przedstawiają, nie ma miłosierdzia, tylko króluje przemoc. Mnie porwało i to w całości, jestem jak najbardziej za tą książką i jej autorką.
Sabaa Tahir jest młodą kobieta, która urodziła się w Anglii, wychowywała na pustyni w Kalifornii, a pracując jako redaktorka w czasopiśmie, nocami pisała „Ember...”. Mówiąc w skrócie, jest normalną kobieta, która w wolnej chwili postanowiła napisać coś swojego, los tak chciał, że obdarował ją niesamowitą wyobraźnią – dzięki temu, my możemy cieszyć umysły tą genialną powieścią.
Nie muszę chyba mówić, że polecam tę książkę, że z całego serca życzę Wam, byście ją przeczytali. Wiem, że wiele osób już ją czytało, więc napiszcie mi, jak Wam się podobała? Macie podobne odczucia do moich, czy może jednak nie Wasz gust? Jestem prze ciekawa!
Moja ocena to 8/10
Pozdrawiam ciepło,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Akurat
Autor: Sabaa Tahir
Oryginalny tytuł: „An Ember in the Ashes”
Stron: 512
Data premiery: 4 listopada 2015r.
Za książkę dziękuje Wydawnictwu

4 komentarze:

  1. Muszę się jeszcze nieco zastanowić, czy faktycznie ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedna z moich ulubionych pozycji :)
    Już nie mogę doczekać się kolejnego tomu.. :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze, może się nawet skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka jest tym co lubię. Jeszcze nie wiem czy sięgnę, ale zobaczę. :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger