16:34

#72 [Przedpremierowo] Recenzja książki "Niezwyciężona. Tom 1. Pojedynek" Marie Rutkowski

Kiedy ludzie byli niewolnikami, nie mieli prawa głosu, dopóki im nie pozwolono się odezwać. Lecz kiedy w grę wchodzą uczucia, tytuły społeczne przestają mieć znaczenie. Co zrobić kiedy nie możemy i nie chcemy poddać się uczuciu, a jednak ono jest silniejsze niż wszystko inne?
Premiera 18 listopada 2015r.
Kolejna książka od Feeria Young. Szczotka, duża, ciężka, książką, która ma porwać czytelników od 18 listopada. Mnie przypadł ten zaszczyt, że z powieścią miałam okazję zapoznać się dużo wcześniej. Czytanie zabrało mi więcej czasu niż sądziłam, gdyż biegające prawie dwu letnie dziecko nie pomaga w czytaniu i koncentracji, dlatego musiałam podzielić tę książkę na kilka dni. Lecz kiedy tylko przyszedł jeden dzień w ciszy i samotności, to od razu zabrałam się za czytanie i przebrnęłam przez Pojedynek w kilka godzin. Lecz po zakończeniu powieści musiałam odczekać kilka godzin, a nawet przeczekać noc, by napisać tę recenzję.
Jesteście ciekawi o czym jest „Niezwyciężona. Pojedynek”?
Jeśli tak, to zapraszam do rozwinięcia.

Kestrel jest córką generała Trajena, powinna świecić przykładem dla innych, być posłuszna i przede wszystkim, nie oddalać się bez eskorty poza mury domu. Jednak dziewczyna nie jest wzorem do naśladowania, sprzeciwia się ojcu, nie chodzi na treningi, zamiast tego woli grać w karty z handlarzami na targu, a także grać na fortepianie. Wszystko zmienia się w dniu, kiedy wracając z targu przypadkiem zostaje wciągnięta do sali gdzie kupuje się niewolników i to właśnie przypadek pcha ją do tego, by za bezcen kupić jednego niewolnika, który w ogóle nie jest potrzebny na jej dworku. Niewolnik o przezwisku Kowal, trafia do kwatery dla służby, gdzie ma zostać umyty, obstrzyżony, a potem zostaje wysłany do kuźni, gdzie ma robić podkowy i broń. Pewnego dnia zdradza Kestrel swoje imię – Arin, tego samego dnia dziewczyna dostrzega w nim coś jeszcze. Lecz czy aby na pewno to przypadek przyciągnął ich do siebie?
„Generał Trajan wścieknie się, ponieważ jego córka znalazła się na targowisku sama, i będzie chciał wiedzieć, jak to się stało.

Inni ludzie bez wątpienia również się nad tym zastanawiali. Idąc pomiędzy stoiskami, na których piętrzyły się worki z przyprawami, i wdychając przesycone ich wonią morskie powietrze, Kestrel dostrzegała w oczach handlarzy nieme pytanie i bez trudu odgadywała, o czym myślą.”
Pierwsze słowo jakie mi przychodzi na myśl o tej książce? Hmm, myślę, że odpowiednie będzie „Nie, nie, nie” bo taka była moja reakcja po skończeniu czytania. Nie mogłam uwierzyć, że autorka skończyła pierwszy tom w takim momencie i to w takiej formie. Kiedy otwierałam kopertę od Feeri, nie miałam żadnych oczekiwań, okładka trochę mi przysunęła na myśl „Rywalki”, ale że ich nie czytałam to nie mam jak porównać wnętrza tych książek. Jednak nigdy jakoś nie czułam pociągu do fabuł powiązanych z średniowieczem, albo właśnie czasami, kiedy byli niewolnicy, pomiatano ludźmi bez dorobku, a bogacze byli ważni jak sam Pan Bóg. Nie czułam tego i dlatego raczej unikałam takich tematów, ale.... Feeria kolejny raz mnie zaskoczyła i przekonała do czegoś. Tym razem do takiej fabuły. Byłam oczarowana podczas czytania, nie mogłam się oderwać.
Kiera jest inna niż powinna, nie umie walczyć, techniki walk nie są jej obce, ale nie ma do tego siły i powołania. Zasady jednak mówią, że albo zostanie wojowniczką, albo wyjdzie za mąż. Tylko że ani do jednego ani do drugiego nie jest jej spieszno. Woli poczekać, zobaczyć co przyniesie jej życie, a jeśli już musi wybierać to woli być strategiem, niż czynnie brać udział w walkach. Arin teraz niewolnik, kiedyś żył w wysoko ustawionej rodzinie. Został stłamszony, wyuczony jednego zawodu, miał być nikim, ale z pozoru nikt wielki okazał się kimś o ogromnym poczuciu honoru i genialnym umyśle. Oboje mieli z góry zaplanowane życie, ale oboje sprzeciwili się tradycji i zasadom. Stali się wrogami dla samym siebie, mimo że połączyło ich coś wyjątkowego.
„– Ty – rzucił, wchodząc do pomieszczenia. – Zabieraj się.

Zza drzwi dał się słyszeć szmer. Po chwili licytator wrócił do poczekalni, prowadząc niewolnika.

Kiedy ten podniósł wzrok, by popatrzeć na nową właścicielkę, Kestrel dostrzegła, że jego oczy są szare i dziwnie przejrzyste. Przypominały kamienie na dnie strumienia.”
Przyznaję, że ostatnio pojawia się dużo książek o podobnym zabarwieniu, ale jakoś do mnie nie przemawiają. Cała się przed nimi wzbraniam i obchodzę szerokim łukiem, lecz ta powieść sprawiła, że chce więcej. Nie dość, że świat przedstawiony na stronach Pojedynku jest bardzo wyraźnie wykreowany, to jeszcze postacie są bardzo wyraźne i z charakterem. Nie znalazłam chyba w tej książce ani jednego błędu. Całość jest spójna, dobrze przemyślana, opracowana z głową, lekka, styl autorki równie dopracowany co książka. A muszę Wam się przyznać, że kiedy zobaczyłam na pierwszej stronie mapę świata do jakiego przeniosła mnie autorka, to się trochę przeraziłam. Jednak nie było czego, bo pierwszy raz z takim przejęciem czytałam książkę o takiej fabule.
Czasy przedstawione przez Marie Rutkowski, wcale nie są tak odległe i nieprawdziwe jak by mogło się wydawać. Kiedyś również walczono o ziemie, o wioski i królewska, ludźmi pomiatano, nazywano ich niewolnikami, zmuszano do morderczej harówki. Głowie dlatego omijam takie tematy, gdyż nie umiem przejść obojętnie obok czyjegoś cierpienia i takie książki, reportaże, filmy, wywołują u mnie strasznie negatywne emocje, przybijają mnie. Plusem Pojedynku jest to, że do tej części prawdy jest wpleciony wątek fantastyczny i duża gama wyobraźni. Głównie właśnie to one mnie przekonały do siebie, wyobraźnia autorki jest szeroka i jestem pewna, że jeszcze niejedno nam pokaże, a już na pewno następne dwa tomy, na które nie mogę się doczekać.
„– Dlaczego zostałeś wyuczony na kowala? 
Przez moment sądziła, że nie odpowie. Zacisnął zęby.

– Dlatego, że byłem najmniej nadającym się do tego zawodu dziewięciolatkiem na świecie – wydusił wreszcie. – Byłem chudy. Byłem zahukany. Śniłem na jawie. Widziałaś narzędzia w kuźni? Widziałaś młot? Trzeba się dobrze zastanowić, jakiemu niewolnikowi pozwolić go podnieść, prawda? Mój pierwszy nadzorca popatrzył na mnie i uznał, że nigdy, przenigdy nie uniosę ręki w gniewie. Dlatego mnie wybrał. – Uśmiechnął się zimno.”
Czy polecam?
No oczywiście, że tak. Mnie porwała bez reszty, pokazało coś nowego dla mnie rynku wydawniczym i śmiem sądzić iż Wam także się spodoba. Dlatego polecam, zachęcam i czekam na Wasze opinie.
Moja ocena to 9/10, niedosyt i wciąż małe uprzedzenia co do tematu.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Marie Rutkowski
Oryginalny tytuł: „The Winner's Curse”
Stron: 380
Przedsprzedaż na empik.com

6 komentarzy:

  1. Niby książka wydaje się ok z opisu, ale jakoś szału w twoich odczuciach nie można znaleźć. Może tylko mam takie wrażenie. Wkrótce będę miała możliwość przeczytania to się przekonam. Mam tylko nadzieję, że będzie to poziom wyżej od Rywalek i tym podobnych książek.
    Pozdrawiam
    Pokoleniezaczytanych.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tej książce same wspaniałe rzeczy. Strasznie głośnio było (jest) o niej na amerykańskim booktubie. Czekam z niecierpliwością na premierę. Pozdrawiam :)

    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie :))
    Obserwuje i zapraszam do mnie :)
    http://bookfortou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Choć Tobie się spodobała, to jednak nie widzę specjalnie w niej nic, co i mnie mogłoby urzec, więc sobie daruję :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na www.maialis.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciągnie mnie do tej książki. Wprawdzie okładka mnie nie zachwyciła (pierwsza myśl - pewnie jakaś kopia Rywalek), ale opis strasznie mnie zaciekawił. mam nadzieję, że niedługo wpadnie w moje łapki:)

    http://lekturia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę interesująca i warta polecenia historia. Następny tom równie dobry, czekanie na trzeci mordęga :(
    Zapraszam do mnie na tą recenzje i inne: http://kinga-i-recenzje.blogspot.com/2016/08/recenzja-ksiazka-ptpojedynek.html

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger