22:43

#70 Recenzja książki Adrianny Trzepioty pt; "Zwilczona. O kobiecej intuicji, mazurskiej magii i ogromnej miłości"

Mówią, że kobieta to takie nieujarzmione zwierze, nie da się przewidzieć jej czynów. Ale co zrobić kiedy to zwierze jest uśpione w ciele kobiety? Jak je obudzić? Jak sprawić by pomogło nam w pełni stać się sobą?
Ponieważ bardzo duża część osób była na targach w Krakowie, nie spieszyłam się z recenzją, gdyż wiedziałam, że i tak mała część z Was ją przeczyta. Dlatego kiedy zaczęła się niedziela i miałam przeczytaną książkę, zabrałam się za składanie zdań w głowie, a następnie otworzyłam Worda i postanowiłam podzielić się z Wami recenzją powieści, którą dostałam od Księgarni Tania Książka!(Oczywiście doby mi zabrakło, by dodać tę recenzję szybciej). Nowa współpraca, nowa powieść, premierowa, czego może chcieć więcej taki książkoholik jak ja? Chyba tylko tego, by dana książka okazała się genialna i czas spędzony przy niej nie poszedł na marne. Czy zmarnowałam czas? A może to były najprzyjemniejsze chwile w tym tygodniu?
Tego dowiedziecie się po rozwijając recenzje. Zapraszam do czytania!

Jaśmina mieszka w niewielkiej wsi na Mazurach, razem z mężem pracuje i wychowuje małą córeczkę, ma dwie przyjaciółki, które zna od lat i co jakiś czas spotykają się na plotki. Jedna z nich jest prawdziwą bizneswomen - Zośka, a druga artystką, która mieszka na odludziu - Lena. Wszystko zmienia się w dniu kiedy mąż Jaśminy ma wypadek motocyklowy na skutek którego kobieta musi radzić sobie sama w domu przez dłuższy czas, gdyż on jest uziemiony. Na dodatek w dniu wypadku dzwoni Zośka i oznajmia, że mąż ją zdradza. Te dwa wydarzenia sprawiają, że Jaśmina zaczyna postrzegać swoje dotychczasowe życie inaczej, w końcu rozumie, że chce zacząć spełniać się jako kobieta i że ma większe ambicje niż kura domowa. Jakie ma szanse na spełnienie marzeń, gdy wiele czynników jest przeciwnych temu?
Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że przeprowadzka do domu babki była jedną z najlepszych decyzji, jakie podjęliśmy. Ogród zarósł. Jabłonie obrodziły na potęgę, gałęzie aż uginają się pod ciężarem owoców. Siedzę na schodach mojego domu z twarzą zwróconą ku niebu i wsłuchuję się w ciszę. Czuję się piękna o szóstej rano, bez makijażu, jedynie w płomieniach słońca.”
Przyznaję się, że książkę wzięłam do recenzji, gdyż bardzo skusiła mnie okładka i opis. Bałam się trochę, żeby nie wyszło z tego słabe fantasy o wilkołakach, albo czymś takim. Do tego polska autorka, debiutantka czyli w takim połączeniu mogło wyjść z tego coś niezwykłego. O dziwo spotkałam się z tym w pozytywnym i negatywnym słowa znaczeniu. Pozytywnym ponieważ historia jest dobrze przemyślana, autorka ma niemałą wiedzę, na stronach powieści zapoznaje nas z terenami mazurskimi, legendami, do tego dowiadujemy się dużo o roślinach, ziołach. Wiedza na te tematy jest wielkim atutem autorki. Jednak jest jeden mały, no może dwa małe minusy. Pierwszy to taki, że miałam wrażenie, że za dużo tego wszystkiego jest wyłożone w książce, treści było zdecydowanie zbyt wiele, co sprawiło, że dla mnie była ciężka. Drugi minus to warsztat autorki, nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Patrząc, że to debiut, to naprawdę nieźle, ale czytając tę powieść nie czułam tych emocji co powinnam. Żałuję, gdyż fabuła jest dobra.
Jaśmina otrzymała imię po swojej babci, także dom i stare księgi rodzinne, zielarskie. Do dnia wypadku męża skupiała się na domu, rodzinie i pracy, jednak tego dnia wszystko się zmieniło. Po rozmowie z przyjaciółkami, zrozumiała, że musi więcej uwagi poświęcać samej sobie. Postanawia bardziej spełniać się jako kobieta, chce wyciągnąć swoją wewnętrzną „wilczycę”, by dodała jej odwagi i pomogła zrozumieć swoje pragnienia. Lecz wiele rzeczy nie idzie tak jakby tego chciała, nie potrafi porozumieć się z unieruchomionym mężem, a to prowadzi do nieodpowiednich czynów, które mogą mieć jeszcze gorsze konsekwencje. Jaśmina musi poradzić sobie z wieloma problemami, mąż, przyjaciółka, małe dziecko, nowy dyrektor w jej placówce, sporo z tych rzeczy wpływa na nią negatywnie. Jednak kobieta odszukała swoją wilczycę, która ma jej pomóc, ale czy to zrobi?
„ – Cześć Miśku! Co u ciebie? Jak się czujesz? – zagaduję z rozrzewnieniem do telefonu.
Co u mnie? No wiesz, jakbyś nie wyjechała, wiedziałabyś.
Słucham? Dlaczego jesteś taki niemiły? Przecież dobrze wiesz, po co tu jestem.
No tak, koleżaneczki najważniejsze.
Słuchaj, dzwonisz tylko po to, żeby mi o tym powiedzieć? Nie zrobiłam nic złego. Joachim, do cholery, wszystko mieliśmy ustalone. Nie mogę być całe życie twoją służącą.”
Książka, która ma pokazać nam kobietom, że warto iść za naszym wewnętrznym głosem, byśmy pozwoliły jemu prowadzić się przez życie i spełniać marzenia. Nasze życie nie musi się ograniczać do pracy, a także sprzątania i gotowania w domu, możemy robić co tylko chcemy, jeśli tylko będziemy miały odwagę spełnić marzenia. Ta powieść to jedna z tych, że albo się zakochamy, albo nie, po prostu. Jednak u mnie jest zawsze inaczej, więc rozumiem zamysł i przesłanie, ale wykonanie nie bardzo do mnie przemówiło, dlatego mam mieszane uczucia.
Z jednej strony Wam ją polecam, ale z drugiej strony nie czułam takiej gamy emocji, jaką powinnam poczuć. Pomimo tego jeśli chcecie to sięgnijcie po tę książkę, bo uważam, że warto dać szansę każdemu debiutantowi, a już szczególnie jeśli to jest nasz rodzimy autor, w tym przypadku autorka.
Moja ocena to 6/10, gdyż dla mnie okazała się trochę za ciężka.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika
Wydawnictwo: Kobiece
Autor: Adrianna Trzepiota
Stron: 288
Data premiery 20.10.2015r.
Książkę możecie zakupić już na stronie http://www.taniaksiazka.pl/zwilczona-p-586416.html
Za książkę dziękuję

1 komentarz:

  1. Po przeczytaniu recenzji stwierdzam, że to chyba jednak książka nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger