22:16

Wydanie Demona Żądzy w Novae res. Plus kilka wiadomości!

Witajcie kochani!
Dzisiaj dam Wam do przeczytania coś kompletnie innego. Chciałabym raz na zawsze uciąć plotki, domysły, aluzje na temat wydania „Demona Żądzy”. Opowiem Wam jak do tego doszło, co skłoniło mnie to tego, a także jak wyglądał proces wydawniczy.
Często piszecie do mnie z różnymi pytaniami, na które nieraz nie odpowiem, wtedy dużo osób opowiada, że się wstydzę, unikam Was, ale ja po prostu, najzwyczajniej w świecie zapominam odpowiadać na te wiadomości. Przepraszam te osoby, którym przestałam opisywać, albo w ogóle tego nie zrobiłam. Mam nadzieję, że ta notka pomoże Wam i skończymy wreszcie te domysły „co, jak, kiedy i czemu”.
Zapraszam Was do szczerego wyznania, jakiego nie znajdzie nigdzie indziej.

Od czego się zaczęło:
Część z Was, którzy tutaj zaglądają, mogą nie wiedzieć o co chodzi, dlatego szybko wprowadzę Was w temat. 22 września 2014 roku, na rynku ukazała się drukiem moja książka pt; „Demon Żądzy”. Wydałam ją pod opieką wydawnictwa Novae res, umowa jest na zasadzie współfinansowania. Nie ukrywam tego, powiedziałam to już dawno temu, ale teraz oficjalnie o tym mówię, by nie było wątpliwości. Dlatego wbrew temu co mówią, nie oddałam praw autorskich do mojej książki. Demona publikowałam początkowo na blogu i tam zyskał już pierwszych czytelników jak i tych, którym nie przypadł do gustu. Publikowałam go tam przez 7 miesięcy, 4 miesiące później wysłałam propozycje wydawniczą, niecały miesiąc później od tego dostałam pozytywną odpowiedź, po kolejnych 4 tygodniach umowa została podpisana i zaczął się proces wydawniczy, który miał trwać 6 miesięcy.
Proces wydawniczy:
Kiedy dostarczyłam umowę wydawnictwu, myślałam, że proces ruszy pełną parą. Jednak tak się nie stało, musiałam odczekać bodajże 2 miesiące, by ruszyła redakcja tekstu. Nie wydawała mi się solidna, ani poprawnie zrobiona. Wtedy dopiero dowiedziałam się, że korekta nie jest ich mocną stroną, lecz wiedziałam też, że moje dwa tygodnie na korektę autorską nie zdziałają cudów, nikt normalny nie dałby rady poprawić książki w tak krótkim czasie. Łudziłam się, że może nie będzie tak źle – jednak było i jest. Kolejnym problemem okazała się okładka. Pracowało nad nią kilku grafików, każda propozycja była odrzucana przez wydawnictwo. Było około siedem projektów zanim osoba odpowiedzialna za to uznała, że dana jest odpowiednia. Wtedy mogłam zasugerować ewentualne zmiany, które nie zostały tak rozpatrzone jakbym tego chciała.
W tym momencie byłam już zmęczona całym tym wydaniem książki i było mi już prawie wszystko jedno co stanie się z Demonem. Kolejny problem był z dotrzymaniem terminu, który również się przesunął, ale związku z tym w umowie jest odpowiedni punkt wynagradzający autorowi zwłokę. W tej chwili, już tyle miesięcy po oficjalnej premierze Demona, nie pamiętam wszystkiego, zapewne punktów było by więcej.
Ogólnie:
Pisząc to chcę, żeby wszyscy dowiedzieli się jak to wyglądało. Czy żałuję, że wydałam w NR? Nie, bo nauczyło mnie kilku ważnych rzeczy, dzięki nim mam debiut już za sobą i mogę skupić się na pisaniu. Wiem, że wiele osób w tym momencie mruczy pod nosem „Nigdy więcej nic nie pisz, bo nie umiesz”, ale wiecie co? Ja to uwielbiam i wiem, że nie jestem w tym tak dobra jakbym chciała, ale nie jestem też na tym poziomie na jakim byłam przy Demonie. Moje umiejętności podniosły się i idzie mi coraz lepiej, ciągle się uczę, a przede wszystkim dementuje wszystkie plotki. Przyjmuję krytykę. Mam grupkę osób, które zawsze bez ogródek mówią mi co myślą o danym tekście, wytkną każdy błąd i tak długo wałkują ze mną dany błąd, temat aż w końcu się nauczę. Nawet jeśli całkiem obca osoba mi wytknęła jakiś błąd to staram się od razu zakodować go w głowie i nie powtarzać.
Odpowiadając na komentarz jednej osoby – nie czuję się źle, dziękuję że pytasz, ale także nie zamykam się w kokonie, a mój mózg ma się równie dobrze co ja. Wiele osób negatywnie nastawiło się do mnie po serii analiz jednej z dziewczyn, która zjechała demona, co zapewne wiesz:) Jednak jedna książka nie czyni z człowieka pisarza, tak samo jedna książka nie powinna zwiastować na całe życie tego człowieka. Demon to książka, powieść fantastyczna, która była dla mnie jak nauka jazdy na rowerze. Kiedy już nauczyłam się jeździć, wiem jak jechać przed siebie.
Co do nie publikowania niektórych komentarzy, nie publikuję ich jeśli nie prezentują sobą dobrego poziomu i kultury osobistej. Część z Was po prostu wchodzi i wypisuje:
„Jesteś beznadziejna, nie rób tego co robisz bo to szajs i przynosisz wstyd”
„Powinno być ci wstyd, że w ogóle wydałaś tę książkę”
„Pieprzona nimfomanka, mam nadzieję, że spotka cię kara”
Jednak przedstawiam Wam mojego „ulubieńca”
„Dominisia - nigdy nie wyruchana. Taka zje***a.” - autentyczność zachowana.
Dlatego moi drodzy nie publikuję większości komentarzy jeśli nie są związane z recenzją. W kontakcie macie mój mail, jeśli chcecie mi coś powiedzieć to napiszcie na niego, albo na profil na fp. Lecz związku z tą notką opublikuję każdy komentarz, nawet te obraźliwe. Bo nie bolą mnie te słowa, tylko to, że tacy okrutni ludzie chodzą po świecie.
Myślę, że to wszystko w temacie.
Chcecie coś więcej wiedzieć, pytajcie poniżej. Odpowiem na każde pytanie, jeśli będzie miało jakiś logiczny sens.
Pozdrawiam,
Wasza (mniej lubiana) Dominika.

22 komentarze:

  1. Nie czytałam Demona, szczerze mówiąc nawet go nie kojarzę (sorry ;)), ale ja nie o tym. Podoba mi się Twoja postawa, tym bardziej, że wiesz co lubisz i to robisz ;) Trzymam kciuki! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana! Nie przejmuj się ludźmi, rób to, co lubisz najbardziej! Ćwicz, szlifuj, a w Twoje starania na pewno zostaną wynagrodzone!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://karny-kaktus.blogspot.com/2015/07/demon-zadzy-66-atak-namietnosci-zmysowa.html?showComment=1436472015732#c6363022571267837381

      Co Ty nie powiesz?
      BTW to Pani Dominiko, gratuluję fanUF.

      Usuń
    2. Ty się Mystic już lepiej nie odzywaj. Powiedziałaś wszystko na kaktusie.

      Usuń
  3. Czytałam twoją książkę, jak na debiut była całkiem dobra. Jeszcze troszeczkę musisz popracować nad kreacją bohaterów i dialogami, ale twoją mocją stroną są opisy i ciągła akcja. Masz potencjał, zaskakujesz pomysłami. W miarę pisania liczę, że będzie coraz lepiej. Praktyka czyni mistrza, czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze: wiele osób mówiło ci, żebyś nie wydawała się w NR, bo wiadomo, jaką opinię ma to wydawnictwo. Jedną z tych osób byłam ja. Ale nie odwracaj kota ogonem, napompowałaś sobie ego do rozmiarów balonika tym, że ktoś chciał wydać twoje opko i miałaś gdzieś to, co mówili ci inni. Na miejscu twoich przyjaciół i znajomych byłoby mi przykro.

    Po drugie: nad okładką rozpływałaś się tak bardzo, że można było dostać cukrzycy. Wcześniej okładkę zachwalałaś, teraz nagle mówisz, że nie miałaś na nic wpływu i ojej, taka stałaś się pokrzywdzona (no niesamowite, sprawdzało się wszystko to, co ludzie mówili ci o NR, szok i niedowierzanie). Która wersja jest prawdziwa?

    Po trzecie: analiza-hehe-demona. Nie chodzi już nawet o skład, korektę, redakcję, przeciętne opkoizmowe głupoty, cokolwiek, tylko o szkodliwe debilizmy, które ty, jako autorka, zawarłaś w tej książce - za to, co się wypisuje, szczególnie publicznie, bierze się odpowiedzialność. Zawsze. Szkodliwy jest sposób, w jaki przedstawiasz mężczyzn - szczególnie w ostatnim rozdziale, kiedy to główna bohaterka jest w śpiączce, a Asmodeusz myśli tylko o tym, jak przelecieć Emily - co ostatecznie robi. Wiesz, jak to się nazywa? Gwałt. Mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie taki dzień, że dorośniesz i zdasz sobie sprawę z mocy oraz powagi tego słowa.
    Szkodliwych jest też wiele innych aspektów, ale analiza chyba najlepiej to pokazała, już pomijając sam warsztat pisarski, bo to da się wyćwiczyć.

    Po czwarte: nie umiesz przyjmować krytyki, mówię tu oczywiście o tej konstruktywnej. Ty po prostu wszelką krytykę ignorujesz. Udawanie, że coś nie istnieje, nie znaczy, że krytyka zniknie. Przeciwnie, będzie się nasilać. Bo po tym, jak wstąpiłaś do grona osób wydanych (wybacz, nie potrafię nazwać cię pisarką, bo na to nie zasługujesz), stałaś się w pewien sposób osobą publiczną i jeśli ludzie mają wątpliwości co do twojego warsztatu i twórczości ogólnie, to nie dość, że mają prawo je mieć, to ty, jako autorka, powinnaś wyjść im naprzeciw.

    Po piąte: strasznie mi przykro, że poza normalną krytyką spotkała cię też fala internetowego hejtu ze strony gimbusiarni. Moim zamiarem nigdy nie było i nie będzie, byś dostawała takie anonimy, jakie tu zacytowałaś. Jeśli analiza Demona w jakiś sposób się do nich przyczyniła i nagnała ci tu takiego towarzystwa - przepraszam.

    Ale nie rób z siebie pokrzywdzonej. Jesteś dorosłą, w pełni świadomą osobą, która sama może o sobie decydować i dokładnie wiedziałaś, na co się piszesz. Jeszcze zanim zgłaszałaś się do wydawnictw, ludzie mówili ci, w jaki syf możesz się wpakować. Dlatego teraz nie płacz, bo winić możesz tylko siebie.

    Pozdrawiam,
    Izabela Ryżek, aka Deneve of the Shattered Sun

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyli liczyłaś, że korekta zrobi wszystko za ciebie? Bo, skoro wysłałaś tekst wydawnictwu, oczekiwałabym, że dołożyłaś wszelkich starań, żeby wszystko było dopracowane. Jeżeli w dużej mierze nie było, zrzuciłaś to na korektę, a przekonawszy się, że nieszczególnie zależy im na jakości tekstu, dopiero wtedy próbowałaś nanosić poprawki, tak? W dodatku same pomysły... Cóż, powiedzmy, że niektórych rzeczy nie da się poprawić, bo w zamyśle są złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje mi się, że pisała do kogoś (bodajże do Deneve), prosząc o betowanie Demonka przed wysłaniem do wydawnictwa (albo po) :P. Nie pamiętam szczegółów.

      Usuń
  6. Ludzie zawsze byli, są i będą złośliwi. Nazwałabym to zazdrością, że ktoś inny odniósł sukces. Bardzo dobrze, że się nie przejmujesz, bo to dowodzi tylko o tym, że jako autorka liczysz się z negatywnymi opiniami. Przyznam, że nie słyszałam o Demonie, ale będę miała na uwadze i chętnie po niego sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nazwałabym to zazdrością, że ktoś inny odniósł sukces." - wydać się w Novae Res i nazwać to sukcesem. Leżę i płaczę. :D

      Usuń
    2. Wydanie czegoś nie jest sukcesem? Samo publikowanie w internecie i zdobycie czytelników jest sukcesem, więc twój komentarz jest zbędny.

      Usuń
    3. Akurat w Novae Res wydadzą wszystko jak leci, jeśli im się zapłaci, a to żaden wyczyn. Posmarować forsą może każdy Kowalski. Prawdziwe wydawnictwo płaci swojemu autorowi, nie żąda od niego pieniędzy. Poczytaj najpierw opinie w Internecie o tym wydawnictwie. Bo póki co twój komentarz jest zbędny.

      Usuń
    4. To ja może tak mimochodem podrzucę coś ciekawego o NR: http://spisekpisarzy.pl/2014/06/novae-res.html ;)
      Dość głośna sprawa jakiś czas temu.

      Usuń
    5. Deneve, dzięki za linka, idąc dalej można też dotrzeć do wywiadu z Kimś Superważnym w Wydawnictwie, który również stanowi materiał na analizę. "
      Parafrazując np., że moja wolność słowa ma granice tam, gdzie zaczyna się wolność słowa drugiej osoby. Bardzo chciałabym się dowiedzieć, w którym momencie moja wolność słowa nie jest wolna, bo obraża inne wolności słowa i czy to znaczy że moja wolność jest mniej wolna.

      Usuń
  7. Rozmawiałaś kiedyś ze zgwałconą dziewczyną? Raczej wydaje mi się, że nie. To uświadomię Cię, że one nie uważają tego za coś wybitnie romantycznego i dowód miłości. To jak przedstawiłaś seks w swojej książce (albo raczej gwałt w niektórych momentach -_-) powinno podchodzić pod jakiś paragraf za propagowanie przemocy wobec kobiet. Ciekawe o czym będzie następna książka. Może o seryjnym mordercy, który porywa dziewczynę i powolutku wydłubuje jej flaczki? Bo to takie romantyczne, że on ma ją tylko dla siebie itd.
    Najpierw byłaś cała w skowronkach, bo wydawałaś książkę a teraz psioczysz na wydawnictwo. Chociaż NR wydawnictwem nazwać nie można...
    Nie mam nic do Ciebie jako do osoby, bo wydajesz się całkiem sympatyczna. Przejechałaś się na self-publishingu, OK rozumiem to. Na koniec z całego serca Ci życzę, żebyś NIGDY W ŻYCIU nie doświadczyła tej "romantycznej chwili" z Twojej książki. W ogóle sam fakt że tak to opisałaś świadczy o tym, że nigdy nikt Cię nie skrzywdził w ten sposób. I dobrze. Niech tak zostanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. W końcu mam pięć minut i mogę Ci to skomentować. Czytam ten wpis już 3x z rzędu. Niestety, jak wiesz mój czas to pojęcie względne. Generalnie to, co chciałam Ci napisać, naskrobali moi poprzednicy. Chciałam Ci to poprawić. Bałaś się jednak, bo jak stwierdziłaś: Jestem zbyt ostra. Tak jestem ostra. Jestem wredna przy sprawdzaniu tekstu. Potem to jednak procentuje. Zawsze możesz spytać o wszystko tych, którym z uporem maniaka rozwalałam teksty na części pierwsze. Mówiłam Ci również: Novae Res NIE, na litość boską NIE. Uparłaś się. Też przejechałam się na selfie. Też pokutuję za ten życiowy błąd. Nauczyło mnie to jednak moresu i przede wszystkim cierpliwości. Dzięki temu sięgnęłam wyżej. Rozwinęłam się. Ty, Ty dalej drepczesz wokół. Dominisia! Olej NR. Popraw Demona. Posłuchaj tych, którzy Ci dobrze życzą. Książki nie czytałam, a jedynie fragmenty, skrawki zdań. A wierz mi chciałam się z nią zapoznać. Teraz już nie chcę. Dlaczego? Bo po tych kilku zlepkach słów wiem, że nawet interpunkcja w Demonie umarła. Takich NR ma świetnych korektorów! oO!

    Trzymaj się dziewczyno i walcz o swoje :) Rób to jednak z głową. A ja czekam na hejty, jak zawsze w sumie ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Chciałam Ci to poprawić. Bałaś się jednak, bo jak stwierdziłaś: Jestem zbyt ostra. Tak jestem ostra. Jestem wredna przy sprawdzaniu tekstu." - ale przecież nie jest żadną tajemnicą (Deneve sama o tym pisała), że Dominika zwróciła się do niej z pytaniem o betę tekstu przed wysłaniem do wydawnictwa. Nie wiem, czy Deneve jest "ostra", raczej by ten tekst zaorała pod względem poprawności i merytorycznie do tego stopnia, że Dominice odechciałoby się wydawania. Wątpię, żebyś była ostrzejsza niż ona, ale Dominika pewnie nie wiedziała, kogo prosiła o pomoc.
      Ponadto strasznie nie podoba mi się to, że Dominika robi teraz z siebie ofiarę (chyba ma syndrom robienia z siebie ofiary). Wszyscy jej to nieszczęsne NR odradzali, ale jajo musiało być mądrzejsze od kury. I teraz jeszcze płacze.
      Nie wiem jak reszta. Ja takim ludziom nie współczuję.

      Usuń
  9. A to ciekawe... wcześniej było tyle obraźliwych komentarzy, a teraz nie ma żadnego? Przypadek? Nie wydaje mi się. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Droga Dominiko,
    Skoro opublikowałaś ten post i zachęcasz do wypowiedzi to i ja dodam coś od siebie. Wbrew temu co mówi wiele osób, krytyka wcale nie wynika z zazdrości czy chęci hejtu. Naprawdę. Przez długi czas nawet szczerze Ci współczułam, że zaczęłaś od kiepskiego debiutu, w bardzo złym wydawnictwie, z bardzo złą książką. Wydawałaś się raczej osobą dość sympatyczną i szkoda mi było, że tak zmarnowałaś sobie debiut (bo nie ukrywajmy - przedmówcy już dobrze skomentowali jak to jest z wydawaniem się w NR). Było mi też smutno kiedy widziałam w jaki sposób przedstawiasz w tej książce miłość. Wbrew pozorom miłość to nie dzika chuć, to w pierwszej kolejności jakaś więź. Dlatego na początku odbierałam tą książkę jako dość smutny debiut. Gramatyka i język w tej książce były tak złe, że aż bolesne. Podobnie z sensem i logiką. Z tym, że to są akurat rzeczy, które z czasem można wypracować. Więcej wartościowych lektur, zamiast makulatury w stylu "50 twarzy Greya" (czyli przykładu najgorszego języka i błędów) i prędzej czy później się wyrobisz. Nie zamykaj się na krytykę. Nie każda krytyka jest atakiem na Ciebie, a krytyk złym hejterem. Przykro mi, że sporo osób wysyłało Ci takie wiadomości, ale z drugiej strony nie dziwię się. Po ostatnim rozdziale Twojej książki sama nieźle klęłam pod nosem na wiadomej scenie. Nie usprawiedliwiam obrażania Cię i wyzwisk, ale jestem w stanie zrozumieć takie reakcje... No to tyle z delikatności, teraz kilka gorzkich słów ode mnie. Z Twoją książką zetknęłam się dzięki analizom Deneve. Tutaj zacytuję Ci fragment jednego z moich komentarzy na Kaktusie:
    "Muszę też przyznać, że ze wszystkiego najbardziej zniesmaczył mnie nie gwałt, nie jakieś chore relacje, ale postawa Astmodeusza, który w Emily widzi (pardon za wulgarne określenie) worek na spermę. I że facet, który cierpi nie dlatego, że jego dziewczyna jest w śpiączce, ale dlatego, że nie może jej porządnie przelecieć i ciągle mu stoi, jest tu przedstawiany jako ktoś kochający, wielka prawdziwa miłość i w ogóle. To jest straszne. Ohydne! Sprowadzanie miłości do "muszę się spuścić bo mam chcicę" jest tak skrajnie odrażające, że brak mi słów...
    Jeszcze do niedawna naprawdę współczułam autorce. Naprawdę! Uważałam, że dziewczyna ma przerąbane bo wydała gniota pod swoim nazwiskiem i że musi być bardzo nieszczęśliwa skoro tak wulgarnie przedstawia miłość. Teraz, po tym fragmencie nie jestem w stanie jej współczuć. Wręcz przeciwnie i bardzo przepraszam za personalny podjazd, ale ona powinna się leczyć. To co ona tu opisała jako miłość jest tak skrajnie obrzydliwe, tak chore, że normalna ona być nie może."
    Jeszcze raz przepraszam za personalny podjazd w Twoją stronę, ale chcę Ci coś uświadomić. Jestem teoretycznie w grupie Twoich odbiorczyń - jestem młodą kobietą, lubię czasem poczytać fantastykę i chociaż dawno nie jestem już nastolatką (mam 28 lat) lubię czasem sięgnąć po romans, nawet paranormalny o ile jest dobrze opisany. Na okładce książki jest piękny opis o emocjach, miłości i odkrywaniu kobiecości. Jako kobieta jestem Twoją książką okropnie zniesmaczona.

    OdpowiedzUsuń
  11. cz.2.
    Jako kobieta jestem Twoją książką okropnie zniesmaczona. Do teraz chce mi się wymiotować na myśl o tym co napisałaś. Cisną mi się niemiłe słowa, ale postaram się być delikatna... Powiedz mi droga Dominiko, o czym Ty właściwie myślałaś pisząc, że Asmodeuszowi stał, bo miał taką chcicę i nie ma się w kogo spuścić bo jego kobieta jest nieprzytomna? Skąd właściwie wzięłaś pomysł, że coś tak skrajnie chorego i obrzydliwego ma cokolwiek wspólnego z miłością? Jak mogłaś przedstawiać faceta traktującego swoją kobietę jak szmatę i worek na spermę, jako kogoś kochającego? I wreszcie skąd w ogóle myśl, że gwałt na nieprzytomnej i bezbronnej kobiecie jest dowodem miłości? Dominiko, proszę wytłumacz mi to... Do tej pory nie mogę pojąć skąd zaczerpnęłaś te chore, podkreślam CHORE treści. Nie mogę też pojąć jakim cudem nikt z Twoich przyjaciół, którym ponoć dawałaś Demona do sprawdzenia, nie zwrócił Ci na to uwagi. Jeśli kiedyś stworzysz kolejne książki i nawet jeśli będą naprawdę dobre, ja jako czytelnik nigdy nie będę w stanie po nie sięgnąć, bo zawsze będziesz już dla mnie autorką tego obrzydlistwa. Nawet jeśli nie życzę Ci źle, ani nie jestem do Ciebie uprzedzona. Po prostu tą książką przypięłaś sobie pewną łatkę. Zauważ, że większość osób komentujących nie widzi w Tobie autorki książki o demonach tylko autorki książki z gwałtem w imię miłości...
    To tyle ode mnie. Mam nadzieję, że te wszystkie opinie, jak i analiza Deneve, Ci pomogą. Nie traktuj tego jako hejtu i ataku - spróbuj się zastanowić, przemyśleć i wyciągnąć wnioski.
    No i nie ukrywam, że bardzo chciałabym dowiedzieć się co Ci przyświecało gdy pisałaś te obrzydlistwa z ostatniego rozdziału. Może warto byłoby stworzyć podobny post, w którym wyjaśnisz co Ci przyświecało. Zapewne nie tylko ja, ale i większość piszących tu osób chciałoby się tego dowiedzieć.

    Pozdrawiam Cię serdecznie Dominiko.
    - M.Adamska, czyli Tish

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pf, jesteś hejterem, Dominisia hejterom nie odpowiada. :)

      Usuń
    2. Nie, Tish nie jest hejterem. A Dominisia jak ma rozum, to zmądrzeje i zrozumie o co chodzi. Dorośli, normalni ludzie chcą jej pomóc, wskazać co złe. Chyba, że należy do osób, które gwałt traktują jako seks i miłość. Takim już się nie pomoże, chyba że przekonają się o tym na własnej skórze. Nie życzę jej tego.

      Usuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger