20:19

#55 Recenzja Richard Paul Evans - "Papierowe marzenia"


Pieniądze szczęścia nie dają – tak mawia wiele osób, ale czy to prawda? Czy na pewno nie sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi i bardziej pewni siebie? Na te pytania odpowiada bohater książki – Luke.

Tę powieść dostałam już jakiś czas temu. Niestety z wielu różnych powodów nie sięgałam po nią, do tej pory nie rozumiem czemu. Jednak dziś postanowiłam, że mimo roboty jaką miałam w danej chwili, przeczytam ją i napiszę w końcu recenzje, byście i Wy mogli zapoznać się z tą książką. Z tym autorem spotkałam się pierwszy raz, lecz okładka, opis i tytuł sprawiły, że nabrałam ochoty, by poznać jego twórczość znacznie lepiej. Zapraszam do czytania!

Opinię i moje przemyślenia znajdziecie poniżej!

Luke dopiero co skończył jedne studia, jest gotowy poprowadzić rodzinną firmę, nie może się wręcz tego doczekać. Jednak podczas kolacji ojciec proponuje mu, by zrobił dyplom z zarządzania i to nie na pobliskiej uczelni, ale na którejś oddalonej od domu. Ojciec mówi mu, że chce by poznał świat i niczego potem nie żałował w swoim życiu. Mimo oporów Luke zgadza się i niedługo potem wyrusza do całkiem obcego miasta – Filadelfii, gdzie rozpoczyna pierwszy rok, a co za tym idzie, poznaje nowych ludzi, którzy stają się z czasem przyjaciółmi. Luke odkrywa miłość z Candace, studenckie popijawy z Sean-em, do grona paczki dochodzi jeszcze Marshall, Suzie, Lucy i James. Całe to grono wiele zmieni w życiu Luka.

Przyznaję, że oceny jakie dostaje Pan Evans sprawiły, że zechciałam poznać jakąś jego powieść. Jednak posiadam dwie jego książki, jedna to „Drzwi do szczęścia” (o której opowiem innym razem)i to ona sprawiła, że nieco zniechęciłam się do twórczości tego autora. Nie poddając się złapałam za „Papierowe marzenia” i kiedy udało mi się przebrnąć przez pierwszy strony nawet się wciągnęłam w tę historię. Nie jest łatwa, w wielu momentach miałam ochotę rzucić książką o biurko i się poddać. Lecz muszę powiedzieć, że im dalej brnęłam, tym bardziej się wciągałam. Może nie jest to jedna z tych książek, podczas których siedzimy pełni napięcia i obgryzamy paznokcie ze zniecierpliwienia. Mogłam się od niej oderwać, nawet z dużą łatwością, ale gdzieś po głowie krążyły mi pytania co z Lukiem.

„Papierowe marzenia” nie kwalifikuję się na lekką lekturę na późny wieczór, kiedy chcemy się zrelaksować. Raczej na taką, przy której musimy się odrobinę skupić, by wciągnąć się w język Evansa. Autor posługuje się wyuczonym słownictwem, poważnym i może nieco surowym. Oczywiście książka jest napisana poprawnie pod każdym względem, jednak nie czułam przekazu uczuć, a to jest dla mnie najważniejsze. Bohaterowie też nie byli idealni, niekiedy sprawiali wrażenie sztucznych, sztywnych, nierealnych, którzy są na siłę ustawieni w danym miejscu powieści.

Richard Paul Evans jest dobrym pisarzem i mentorem wielu osób, sprawia wrażenie osoby mądrej i świadomej tego jaką silę ma jego słowo dla wielu osób. Lecz niestety, a może stety do mnie nie przemawia aż tak. Cenię go oczywiście za to co robi i jak to robi, ale nie czuję więzi jaka łączy nieraz czytelnika z powieścią.

Mimo wszystko polecam Wam ją, może mnie nie bardzo się spodobała, ale Wy możecie mieć inne zdanie. Kiedy czytam, chcę czuć to co bohater, a ta książka jest napisana w formie takiego ala pamiętnika i miałam wrażenie, że jestem przybocznym świadkiem. Nie czułam tego połączenia i to jest chyba jej największy minus.

Polecam Wam i czekam na Wasze zdanie o tej książce i o jej autorze.

Moja ocena to 6/10

Pozdrawiam,

Wasza Dominika



Wydawnictwo: Znak Literanova

Autor: Richard Paul Evans

Stron: 304

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova


6 komentarzy:

  1. Cześć, czy mogę wiedzieć kiedy ukarze się "Kącik porad kosmetycznych"? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie przekonuje mnie ta książka. Fabuła mi się nie podoba. Nienależnie gusta są różne.

    Pozdrawiam
    blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też mam powieść na półce, którą muszę przeczytać a ciągle odkładam :)
    Ta książka, no nawet ciekawa aczkolwiek nie wiem czy bym sięgnęła. Pozostanę na twojej recenzji :)
    Pozdrawiam ciepło ♥
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie okładka nie zachęca, wręcz odtrąca od możliwej lektury... Nie wiem, czy sięgnę po książkę, chociaż ją chwalisz, mimo wszystko wydaje mi się sztampowa :x

    http://leonzabookowiec.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba szkoda czasu na tę książkę, tym bardziej że jest tyle ciekawych i wartościowych do przeczytania.. I jeszcze ten koturnowy styl o którym piszesz Dominiko, to zdecydowanie przemawia za tym, że jednak - nie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Okładka wydaje się odrobinę sztuczna.. jakby wklejono ludzi na białe tło. Pewnie tak było ale moim zdaniem nie powinno być tego tak widać..
    Nominowałam Cię do LBA, więcej informacji tutaj: http://hopeinbooks.blogspot.com/2015/08/liebster-blog-award-2-3.html

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger