21:29

#3 Kącik "Grawitacja to suka" - Jakim cudem?

Miesiąc. Tyle czasu minęło od kiedy zaczęłam regularną, stałą współpracę z moim Katem. Wierzcie mi, gdy sprawdzałam kiedy wypadło pierwsze spotkanie z nim musiałam sprawdzić kilka razy. Nie mogłam uwierzyć, że ten jeden człowiek tak kolosalnie zmienił moje postrzeganie na ćwiczenia. Miesiąc i dwa tygodnie.
Tyle czasu zajęło Katowi zmienienie mnie w kogoś innego. Do momentu kiedy to piszę nie uświadamiałam sobie tego, gdyż miałam wrażenie, że on przychodzi już bardzo długo i miał czas na te zmiany. Ale ludzie, to sześć tygodni, dwanaście spotkań po półtorej godziny, nieraz dłużej. W tym momencie jestem w szoku i to nie małym. Jeden człowiek, wysoki, ale już nie taki szeroki, sprawdził, że siedzę i mruczę pod nosem „Jak on to zrobił?”. On twierdzi, że to za sprawą wzajemnego porozumienia i nadawania na tych samych falach. Ale każdy, kto mnie zna wie, że ciężko ze mną się dyskutuje jak się na coś uprę. A przecież na anty-ćwiczenia byłam jeszcze niedawno. Miałam pisać o sukcesach, a zastanawiam się nad czymś, na co nie mam już wpływu.
Do sukcesów jakie osiągnęłam ostatnimi czasy przejdę za moment, ale w tej chwili chciałabym przestawić Wam kilka ważnych faktów, jakie powinien posiadać nasz idealny Kat. Po pierwsze na pewno ważne jest, byście znaleźli jakieś wspólne tematy. Nie szukajcie u niego cech, które sami posiadacie, bo nie tędy droga. Wierzcie mi, wiem to. Ja i Kat to całkiem inne osoby. Mimo że rozmawia się nam świetnie i to nie tylko przy ćwiczeniach, ale i poza nimi, to mamy kompletnie inne gusta. Czy to źle? Czy to w ogóle możliwe, że dwoje różnych ludzi może się dogadać i jeszcze dobrze się rozumieć? I na koniec czy to możliwe, że dwie osobowości mogą mieć wspólne sukcesy? Odpowiedzieć na pierwsze pytanie to „Nie wiem”. Na drugie pytanie to – absolutnie tak. Właśnie idealnym przykładem jestem ja i Kat. Wszystko chyba za sprawą dobrych chęci i bycia otwartym na świat. Nie wiem co jest takim mocnym czynnikiem, że temu Panu(nie lubi, gdy tak się mówi do niego. Ale niech ma, zniszczył mój światopogląd) udało się zmienić mnie w kogoś kto chce ćwiczyć i myśli o tym coraz częściej.
Zastanawiałam się jakim cudem on tego dokonał, co zrobił takiego, że siedzie i główkuję nad tym od dobrych kilkunastu minut. Nie znalazłam odpowiedzi, dopiero kiedy jemu napisałam o tym, co piszę i że nie wiem jak tego dokonał to ujął to czterema słowami, które w sumie są mądre „Nasza praca, to powód”. I tymi słowami mogę powiedzieć, że mnie zgasił... Ma rację. Oboje pracujemy nad naszymi sukcesami, nieraz małymi nieraz ogromnymi. On pracuję by mnie przełamać i sprawić, że będę bardziej chętna do współpracy. Może w końcu pozwolę na więcej przy nogach (chociaż mówienie/zabranie mu mocniejszego zgięcia, sprawia mi ogromną radość i on o tym wie). A ja pracuję nad tym, by w końcu na przykład podnieść rękę wyżej niż 0.1milimetra. A korzyść mojej motywacji działają sukcesy, w tej chwili mam dwa, które mnie niezmiernie cieszą. Po pierwsze, napisałam w ciągu dnia, prawie sześć stron, które przypłaciłam przeciążeniem mięśni i ich buntem. A także pierwszy raz od kilku lat samodzielnie podniosłam się z pozycji pół leżącej do siedzącej. Nawet sobie nie możecie wyobrazić jaka byłam szczęśliwa i jak bardzo to podziałało na moją chęć dalszych ćwiczeń.
Kat mówi, że małymi kroczkami zyskam bardzo dużo, że na początku może i nie osiągnę nic, ale za dzień, tydzień, miesiąc, mogę robić rzeczy o których mi się nie śniło. Kiedy to mówił nie wierzyłam mu i on to wie (przepraszam Kacie), ale kiedy usiadłam, czy napisałam tyle stron to zaczynam wierzyć, że ma racje. Ba nawet mu obiecałam, że bardziej się postaram i będę lepiej współpracować czyt. będę posłuszna. Sama się dziwie, że te słowa ode mnie wyszły. Ale obiecałam i staram się, kto wie, może niedługo pisanie długich dystansów nie będzie tak potem bolesne, a raczej tylko miłą przyjemnością, po której nie ma konsekwencji. Oby, liczę na to.
Sukcesy są napędem na lepsze ćwiczenia, ale żeby je robić trzeba wierzyć i ufać swojemu prywatnemu Katowi. Mój ma na mnie swoje sposoby, a i wymyśla nowe. Przejrzał mnie skubaniec i to wykorzystuje. A jak Wasze sukcesy? Małe? Duże? Opowiedzcie mi o nich, może mamy podobne osiągnięcia. Kto wie...
Czekam na Wasze komentarze, czy wiadomości.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

2 komentarze:

  1. Gratuluję :D !! I oby tak dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję takich postępów!
    Ja niestety wciąż czekam na swojego Kata, który będzie dostępny dopiero 25 maja, a do tego stan moich nóg może się pogorszyć, więc inny Kat kazał mi ćwiczyć na razie samej, w miarę możliwości. I choć jest to cholernie trudne i bolesne, to coś tam widzę, że chyba jest lepiej. Czekam na rehabilitację, wtedy na pewno będzie poprawa.
    Pozdrawiam :*

    ~Detalli

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger