22:40

#36 Premierowa recenzja "Althea&Oliver" Cristiny Moracho

„Althea & Oliver”. Mój pierwszy patronat nie mógł być chyba lepszy. Cieszyłam się niesamowicie, gdy wszystko ustaliłam z Wydawnictwem Feeria, z niecierpliwością czekałam, aż zobaczę swoje logo na okładce, aż napiszę tę recenzję, aż sprawie Wam kilka niespodzianek z tej okazji. Nie od dziś wiadomo, że uwielbiam książki i filmy o prawdziwym życiu, dlatego patronat z serii Real Life, był idealnym dla mnie wyborem. Nie muszę mówić, że zabrałam się za czytanie z miłym uciskiem w żołądku, a w głowie powoli już układałam pierwsze zdania recenzji jaką Wam napiszę. Książkę przeczytałam w dwa dni, recenzje piszę dużo później, gdyż musiałam najpierw wszystko poukładać w głowie.
Co wynikło z czytania i jak patrzę w tej chwili na swój patronat?
Zapraszam do czytania poniżej.

Althea i Oliver znają się praktycznie od zawsze, są nierozłączni, a ich przyjaźń wydaje się być niezniszczalna. Każdy w szkole wie, że jeśli widzi jedno z nich, za moment na pewno pojawi się drugie. Para przyjaciół zna siebie na wylot, są w stanie przewidzieć własne zachowania, słowa, trzymają się razem jakby od tego zależało ich życie. Wszystko się zmienia w momencie kiedy Oliver zapada na dziwną chorobę, przez którą śpi po kilka tygodni. Za każdym razem, gdy się budzi czuje się nieswojo, gdyż on zostaje w chwili kiedy zasypia, a cała reszta jego otoczenia idzie do przodu. Althea, która zdaje się nie widzieć świata także się zmienia, za każdym razem kiedy Oliver się budzi jest inna. Jej zachowanie jest jedną z przyczyn, które skłaniają Olivera do wyjazdu do Nowego Jorku na eksperymentalne leczenie.
Althea robi co może, żeby nie zasnął przed powrotem do domu. Szyby są opuszczone i wnętrze samochodu wypełnia rześkie marcowe powietrze, w którym włosy dziewczyny łopoczą wściekle wokół jej twarzy, niczym skrzydła. Z głośników sączy się skrzekliwy punkowy lament. Althea próbuje przekrzyczeć muzykę, podczas gdy Oliver, z głową opartą o zagłówek, walczy z opadającymi powiekami.”
To drugi tom serii Real Live. Muszę powiedzieć, że robi się coraz ciekawiej, postacie są prawdziwie, nie kreowane w jakiś nierzeczywisty sposób, czytelnik może się z nimi połączyć w bólu czy szczęściu. „Althea & Oliver” to jak najbardziej prawdziwa powieść o dwojgu nastolatków, którzy muszą zmierzyć się z swoimi uczuciami, otoczeniem, a także pomyśleć o przyszłości. Żadnemu z nich nie jest łatwo, Althea musi zmierzyć się z swoją pokręconą osobowością, która nie raz wpakowała ją w kłopoty. Zmieniające się uczucie do Oliviera także nie pomaga jej w poukładaniu sobie życia. Oliver za to jest całkiem inny z charakteru, osobiście odebrałam go za zagubionego chłopaka, który poprzez swoją chorobę czuje się wykluczony z życia. Oliver ma trudne wybory przed sobą, za trudne jak na nastolatka. W jego wieku powinno się bawić, szaleć, nie przejmować się niczym, jednak on nie ma tego luksusu. Chłopak bardzo dużo traci ze swojego życia, przez to, że przesypia całe tygodnie.
Powieść mimo że może wydawać się nieco monotonna to jest bardzo wciągająca i zaskakująca. Zaczynając ją czytać może wydawać się, że zabieramy się za romans, ale możecie mi wierzyć, to nie jest romans, to nawet nie stało koło romansu. Ta książka jest … po prostu inna, niż to wszystko co do tej pory spotkałam na rynku. Nie znajdziemy tam cukierkowatych randek, buziaków, czy czułych słówek, nie szukajmy tam podłych intryg czy zawiści rówieśników, nie szukajmy tam tego wszystko co jest we większości książek. „Althea&Oliver” to jest życie, to prawda, to jedna z tych książek, która pozostawia ślad po sobie jak i niedosyt. Mnie osobiście bardzo ciekawi co dalej z bohaterami, nie wiem czy dane będzie mi się dowiedzieć, ale jedno muszę przyznać Autorce, potrafi zaciekawić czytelnika do tego stopnia, że po skończeniu powieści, siedzimy i się głowimy nad innymi wyjściami.
Tak więc gdy pewnego popołudnia, ucząc się historii, słyszy pukanie do drzwi, Oliver zbiera książki i ołówki i idzie jasnym, białym korytarzem w stronę głosów nastoletnich chłopców, z których każdy próbuje przekrzyczeć telewizor. Siada w niebieskim fotelu obok brudnego okna z widokiem na szumiącą w dole ruchliwą ulicę. Pozostali chłopcy siedzą rozwaleni na kanapach, w klapkach, spodniach dresowych...”
Cristina Moracho jest debiutantką na rynku wydawniczym i trzeba powiedzieć, że bardzo dobrze jej to wyszło. Nie wielu początkującym pisarzom udaje się mieć taki dobry start. Jeśli kiedykolwiek wyda jakąś inną powieść to na pewno po nią sięgnę, gdyż Pani Cristina ma ciekawy styl, lekkie pióro i na pewno bardzo bogatą wyobraźnię.
Jak najbardziej polecam Wam tę powieść, zaufajcie mi, nie przejdziecie obok niej obojętnie. Nie będziecie mogli odłożyć tej książki i nie zniechęcajcie się, jeśli wyda Wam się na początku mało ciekawa. Im dalej w las tym lepiej.
Moja ocena to 8/10, solidne osiem jest zasłużoną oceną.
Polecam Wam, mam nadzieję, że sięgniecie po tę pozycję i podzielicie się ze mną Wasza opinią.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

3 komentarze:

  1. Gratuluję patronatu ! :D Z wielką chęcią zagłębię się w tę przejmującą historię, więc na książkę na pewno się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że powinnaś zapoznać się bliżej ze słowem recezja. Ty streszczasz książki, a nie je oceniasz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje! Pierwszy patronat faktycznie udał Ci się! :) My też dopiero niedawno zaczęłyśmy i też z Wydawnictwem Feeria, przy książce "Oddychając z trudem".

    Książka podobała mi się, naprawdę. Ogólnie jestem zaskoczona, że jest to debiut autorki, bo to naprawdę świetna powieść. Tak naprawdę nie spodziewałam się tego, co dostałam. Myślałam, że będzie to kolejna łzawa książka jakich na tym rynku pełno, a tutaj takie zaskoczenie. Super!

    Jeszcze raz gratuluję i życzę kolejnych równie udanych patronatów :)

    Pozdrawiam,
    Gosiek

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger