20:19

#33 Recenzja książki "Utrata" Rachel Van Dyken

„Utrata” to książka, na którą czekałam naprawdę długo. Od kiedy tylko zobaczyłam ją w kwartalniku Feerii, nie mogłam się doczekać, każdy dzień był męką, gdyż już po opisie wiedziałam, że mi się spodoba. Na domiar tego okładka, która pojawiała się ostatnio coraz częściej w internecie, nie dawała mi spokoju. Czekałam i czekałam. Dni do premiery zbliżały się wielkimi krokami, a ja niepokoiłam się coraz bardziej, gdyż kurier z moim egzemplarzem gdzieś zaginął. Nie pojawiał się u mnie aż do wczorajszego dnia. Nawet nie wyobrażacie sobie mojej radości, kiedy w końcu trzymałam w dłoniach tę książkę. Uśmiech od ucha do ucha, klaskanie w dłonie jak typowa blondynka, a także miłe zdenerwowanie w brzuchu. To były oznaki jakie rzadko odczuwam przed lekturą, byłam podekscytowana jak mało kiedy. Ale w końcu zabrałam się za czytanie co zresztą mogliście zauważyć na mojej stronie na Facebooku.
Jak przebiegło moje czytanie? Czy mi się podobało?
Wszystko już opowiadam.

Kiersten zaczyna studia, jest pierwszakiem, który próbuje odnaleźć się w nowym miejscu, wśród tylu nowych ludzi. Od dwóch lat unika wszelkich kontaktów z rówieśnikami, ale pod groźbą wujka w końcu musi wyjść z domu i zacząć normalnie żyć. Dziewczyna boi się tego, nie może pozbierać się po stracie rodziców, dlatego wciąż bierze antydepresanty, które powinna dawno temu odstawić. Wujek razem z ciocią i całą rodziną liczą, że szkoła i powrót do normalności pozwolą Kiersten na nowo zacząć żyć. W pierwszy dzień, kiedy rejestruje się na kampusie, poznaje Westona, chłopaka, który wywołuje u niej silne uczucia sprawiając, że jest nimi przerażona. Wszystko jest tak bardzo intensywne i nowe. Nie wie dokąd to ich zaprowadzi, ale jest gotowa zaryzykować, po to by żyć.


Powtarzałam to w kółko niczym mantrę, aż pomyślałam, że tracę rozum. To nie działo się naprawdę. Nie śniłam znów tego samego koszmaru. To nie działo się naprawdę.

Kiedy człowieka budzi jego własny krzyk, to nie wróży nic dobrego.”

„Utrata” to książka przede wszystkim o życiu i wartościach życiowych. Pokazuje jak wiele ludzi lekceważy swój żywot dla głupot i nie stara się przeżyć go pełną piersią. Oprócz tego udowadnia, że miłość rodzicielska, ale także naszej drugiej połówki jest bardzo ważna w chwilach zwątpienia i bólu. Bohaterowie tej książki uczą nas wielu ważnych rzeczy, jednak przede wszystkim uświadamiają nam, że trzeba kochać całym sercem i nie bać się swoich marzeń, bo czasem kończy nam się czas, a wtedy już nie możemy zrobić nic.
Weston stracił w życiu już bardzo wiele i kiedy słyszy kolejny wyrok, nie może się z tym pogodzić. Jednocześnie chce zrobić coś dobrego, coś co odmieni jego życie, wtedy właśnie spotyka na swojej drodze Kiersten, dosłownie wpadają na siebie, już od tego pierwszego spojrzenia czuje do niej coś wyjątkowego i trwałego. Wzbrania się przed tym, opiera się temu uczuciu z całych sił, ale w końcu i ich mu braknie. Pozwala sercu prowadzić się przez kolejne tygodnie i miesiące, nie żałując niczego co robi. Kiersten jest jego światełkiem, które wkracza do jego życia. Oboje uzdrawiają się z przeszłości, która boleśnie odcisnęła piętno na ich życiu.

Pozwolono mi założyć dżinsy i koszulę, dzięki czemu mogłem swobodnie przytulać Kiersten, bez obaw, że będę świecił gołym tyłkiem. Siedziała więc między moimi nogami, opierając się o moją pierś. Od czasu do czasu poklepywała mnie po nodze, jakby chciała mi przypomnieć, żebyśmy cieszyli się każdą chwilą. Ten czas należał do nas.”

Powieść jest pełna uczuć, miłość dotyka nas na każdej stronie, w każdym zdaniu. Jesteśmy przesyceni nią od stóp do głów, dla niektórych to może za dużo i stwierdzą, że jest przesłodzone. Również uważam, że trochę Autorka przesadziła z miłością w tej książce, ale jednak jestem bardzo zadowolona i na pewno sięgnę po kolejne tomy tej nowej serii „Zatracona”. Jestem swoją drogą bardzo ciekawa tego co będzie dalej. Także w tej książce jako w jednej z niewielu przeczytałam podziękowania od Autorki i jestem nimi poruszona. Rachel Van Dyken prosi by mówić o tej książce, by pisać o niej opinie, więc piszę i jestem jej nową fanką. Bo dzięki tym kilku zdaniom od niej, dowiadujemy się garstki wiadomości z jej życia i poznajemy lepiej ją oraz jej inspirację do napisania tej powieści.
Polecam Wam tę historię z całego serca, jestem poruszona i szczęśliwą, że mogłam to przeczytać, gdyż uświadomiła mi kilka cennych rzeczy. Przede wszystkim, że życie jest krótkie i trzeba z niego brać garściami, także to, że nie ważne jaką mamy rodzinę, ważne by docenić to, że w ogóle ją mamy. A także to co najważniejsze, że warto kochać i nie bronić się przed tym uczuciem, bo jest piękne i sprawia, że patrzymy na wszystko inaczej.
Moja ocena to 9/10, nawet jeśli jest przesłodzona to i tak warta każdego grosza i każdego przeczytanego słowa, zdania. Uwielbiam książki z przesłaniem, dlatego proszę Was, przeczytajcie!
Pozdrawiam,
Wydawnictwo Feeria Young
Stron: 304
Wasza Dominika
Cytaty: „Utrata” Rechel Van Dykel

2 komentarze:

  1. Czytałam i moja ocena jest podobna do Twojej. Moim zdaniem nie jest przesłodzona, za to przedstawia wszystko to o czym zapominamy na co dzień. "Utrata" jest istotnie refleksyjna, a sama postać Westona dojrzała jak na jego wiek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i polecam.
    Wspaniała książka z przesłaniem. Przekazuje to co najważniejsze w życiu. Ukazuje, że dla prawdziwiej miłości można się zmienić...
    Piękna opowieść.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger