20:51

Bourjois Rouge Edition Velvet recenzja odcieni Personne ne rouge i Ole Flamingo.

Bourjois Rouge Edition Velvet. To piękne cztery słowa, które wywołują u mnie palpitację serca i ślinotok. Mówi się, że faceci są psami na baby, ja jestem psem na te szminki. Pierwsza recenzja dwóch odcieni jakie posiadałam pojawiła się jakiś czas temu. Jednak w święta Gwiazdor uszczęśliwił mnie kolejnymi dwoma odcieniami. Nawet nie potraficie sobie wyobrazić jak bardzo się cieszyłam. To, że czerwień to mój ulubiony kolor szminek, nie jest tajemnicą, ani to, że posiadam kilka różnych szminek w podobnych odcieniach czerwieni, jednak wciąż twierdzę, że różnią się od siebie kolosalnie.
Bourjois poznałam właśnie dzięki tym szminkom i od tej pory, mimo że ich kosmetyki kosztują sporo, poluję na przeceny, wyprzedaże, a także konkursy. Wszystko byle tylko dostać jakiś kosmetyk ich produkcji.
No, ale ja miałam o szminkach.
Dwa nowe odcienie, pierwszy Personne ne Rouge to ciemna czerwień jaką poszukiwałam od kilku lat, jest idealnie matowa i utrzymuje się na ustach mimo że jem i piję. Ba, w pierwszy dzień świąt pomalowałam nią usta, bo nie mogłam się doczekać. Zjadłam rodzinny obiad, ciasto z herbatą,
a pomadka nadal trzymała się na ustach jakby nigdy nic. Usta nie wyschły, nie popękały, szminka nie zebrała się na brzegach ust. Jedynie minimalnie, ale to prawie niewidocznie, tylko w lusterku i dużym przybliżeniu widziałam ubytki. Trwałość jest nie do przebicia.
Drugi odcień to Ole Flamingo. Po pierwszym pomalowaniu ust tą szminką z mojego gardła wyszły słowa „O Mój Boże”. Jej intensywność jest zabójcza. Siostra, która widziała jak się maluję, spytała tylko czy nie było bardziej mocnego koloru. Moja odpowiedź to oczywiście wielki uśmiech i gwiazdki w oczach, bo jak wiadomo im intensywniej tym lepiej, ale ten nr 5 przeszedł nawet moje oczekiwania. Czekam tylko na wakacje, by móc wychodzić w niej, bo w promieniach słońca będzie
wyglądać szałowo i na pewno modnie możemy się czuć w niej. Co do trwałości, to mogę pisać o tym dużo, jednak postaram przedstawić się to zwięźle. Pomalowałam usta po godzinie trzynastej, a kiedy piszę tę recenzje mam godzinę 17:30. W międzyczasie mogłam pić, jeść, a usta pozostały w takim stanie jak kilka godzin wcześniej, gdy je pomalowałam. Pomadka zebrała się odrobinę w kącikach po zjedzeniu posiłku, ale zebrałam nadmiar wacikiem, a reszty nie musiałam poprawiać. W tej chwili wygląda tak, jakbym dopiero co pomalowała usta.
Lecz to co najbardziej mnie w niej zachwyca, to jej trwałość. Koło dwudziestej drugiej zmywam makijaż, a ona wciąż jest na ustach. Nawet płyn do demakijażu jej niestraszny. Pomimo moich starań i pocierania wacikiem, nadal mam lekko zabarwione usta. Czy to nie jest idealne połączenie koloru i trwałości z moim kochanym matem? Absolutnie jest i wiem, że będę im wierna do śmierci. Bourjois poznałam właśnie dzięki Rouge Edition Velvet i od razu się zakochałam. Na obecną chwilę posiadam cztery odcienie tych pomadek, a także „123 Perfect CC Cream”. Kolekcję mam zamiar powiększyć.
Teraz poluję na nowe odcienie pomadek i mam zamiar zdobyć je wszystkie.
Moja ocena to 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika
PS: Makijaż zmywałam około dwudziestej drugiej, usta nadal były pomalowane (Po zmyciu, usta miałam mocno zabarwione po nr5), jednak zauważyłam, że po dziewiętnastej szminka wyschła na ustach i zrobiły się popękane. Uważam, że wystarczyło jedynie, pomalować ponownie i nadal wyglądało by to świetnie.


Ole Flamino
Nie jestem pewna czy to Personne ne Rouge

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger