20:58

Wywiad z Feranosem

Kiedy zaczęło się Twoje pisanie?
Dość śmieszna sytuacja, o Mozarcie krąży legenda , że pierwszą operę napisał w wieku 5 lat. Może to nie była opera, ale utwór, to nieistotne, tak czy siak nigdy tego nie słyszałem i nie znam nikogo, kto słyszał. I choć Mozartem literatury raczej nigdy nie będę to moja historia jest dość podobna. Pierwsze „dzieło” literackie miałem za sobą w wieku pięciu lat. Wtedy to w terminarzu formatu A5 zrobiłem „encyklopedię obrazkową”. Oczywiście nie nadawało się to do niczego, ale daje grunt pod tworzenie legend.
Pisanie tkwiło we mnie jakoś tak od zawsze. Fantastyka sama w sobie weszła mi „w duszę” już kiedy miałem kilka lat. Nie mam pojęcia dlaczego, ale o zostaniu pisarzem marzyłem od przedszkola, to najstarsze moje marzenie. No może poza chęcią bycia smokiem.
W wieku bodajże 10 lat usłyszałem o grach RPG, nigdy w nie nie grałem, ale pisałem do nich scenariusze i w sumie stworzyłem trzy gry planszowe. Jedna, według mnie, nawet nadawałaby się do gry, po poprawkach. Później trzykrotnie próbowałem zabrać się za pisanie książek, ale zawsze kończyło się to po pierwszym rozdziale. Dwa razy było to typowe high fantasy, którego jest pełno, raz było to post-apo wzorowane na grze Metro 2033, będącej adaptacją książki o tym samym tytule.
Dopiero po maturze zabrałem się za to na poważnie. Postanowiłem, że mam najdłuższe wakacje w życiu, więc stworzę własny świat i napiszę książkę. Tak powstał „Rdzeń Śmierci”, będę musiał nad nim dużo popracować, żeby nadawał się do czegokolwiek, jednak na podstawie tej książki powstają sagi opowiadań, między innymi „Zapiski Gorta” i „Trup Nuriego”. Obie te postaci (Nuri i Gort) są w „Rdzeniu” drugo- lub nawet trzecioplanowe. Nazwałbym ich nawet statystami. Takich sag ma być sześć, każda opowiadać ma o czymś innym. Będzie to „Klątwa Arestogów”, „Złoty płacz elfów” (możliwe, że tytuł zostanie zmieniony) i jeszcze dwie, które aktualnie nie mają nazw. Rozpisałem się.
Jak określisz swoje opowiadania? Co jest ich największym atutem?
Nie wiem czy to widać, chociaż odwołując się do pewnej recenzji Maksymiliana Woźniaka (do znalezienia na moim fanpage'u) „Zapisków Gorta” - tak. Najbardziej nie lubię w fantasy nierealnych, płytkich i/lub nieistotnych fabułach. Weźmy na ten przykład Tolkiena: „Władcę Pierścieni”, czy „Hobbita”. Z całym szacunkiem dla tego człowieka, bo złożoność świata, który wykreował jest niesamowita, ale fabuła żadnego z tych dzieł mnie za bardzo nie porwała Jeśli natomiast sięgniemy po np. „Dzieci Hurina”, dojdziemy do wniosku, że to jest po prostu nudne. Ludzie nie lubią czytać niemożliwych przygód, nieistniejących stworzeń, z których, tak de facto, nic nie wynika.
A przynajmniej ja takich nie lubię.
Staram się, trochę wzorując na Pratchett'cie (choć ten pisze w zupełnie innym klimacie), żeby to wszystko miało jakiś głębszy sens, dotykało człowieka. Przykładowo „Zapiski Gorta” to opowieść o filozofie, który poszukuje samego siebie, sadyzm i katowanie to tylko okładka. „Trup Nuriego” to opowieść o synu, który najbardziej w swoim życiu poszukiwał ojcowskiej miłości i akceptacji, bo czuł, że przynosi mu wstyd. Po jego śmierci idee, których starał się nauczyć go ojciec, zostały trochę źle przez niego zinterpretowane. Wykiełkowały nie w tę stronę, to trochę taka zabawa w domysły na temat tego, jak powstaje ludzki charakter i jakie są czynniki go warunkujące. Tutaj ładną okładką jest nekromancja, trupy, seks i narkotyki.
Masz jakąś swoją ulubioną historię? Jeśli tak, to czemu akurat ona?
Ciężko mi odnaleźć swoją ulubioną historię, ale pamiętam, jak w wieku bodajże 17-18 lat trafiłem na Lovecrafta i jak fascynujące i innowacyjne były dla mnie jego historie. Pamiętam w szczególności jedno opowiadanie – „Wyrzutek”. O rozpaczliwie samotnym chłopcu, który był zamknięty w zamku, gdy w końcu, po wielu trudach, udało mu się wydostać. Ludzie od niego uciekali, gdyż był potworem, czy tam zombie. Podobała mi się również historia o człowieku, którego we śnie zaatakowały wilkołaki. Później, po przebudzeniu się,spotkał osobę, która podarowała mu liścik z mniej więcej taką treścią „Błagam, obudź mnie, mieszkam tu i tu, śnię ten koszmar codziennie od lat”. Czy coś takiego, dawno tego nie czytałem. To są historie, które zmieniły moje podejście do pisania, udowodniły, że da się zrobić coś innowacyjnego, a nie „epicka historia o małym i słabym, pokonującym dużego i silnego dzięki sile miłości/przyjaźni/odwagi”.
Jeśli chodzi o ulubioną książkę (bo pytanie nie wiem do czego się do końca odwołuje) to „Codex Deepgate” Alana Campbella. Zastanawiałem się wielokrotnie dlaczego, ale potem doszedłem do wniosku, że to po prostu naprawdę fajna historia.
Jeśli chodzi ogólnie o samą historie to chyba mogę wymienić tutaj fabułę gry Warcraft III i jej dodatku. Analizowałem ją wielokrotnie i stwierdzam, że uczy tego, żeby zawsze mieć plan B oraz planować (przepraszam za pleonazm) dalekosiężnie i to też będę starał się zawrzeć w swoich pracach.

Trudno połączyć grozę i makabryczne sceny z humorem i żarcikami?
Szczerze mówiąc, nie wiem. Nie jestem pewien czy ktoś się z tych żartów śmieje oprócz mnie. Wiem, że ja, czasami, czytając swoje opowiadanie po kilku miesiącach, zaczynam się uśmiechać. Tak było w przypadku „truskawki” z piątej części „Zapisków Gorta”. Jeśli ktoś się z tego śmieje, to znaczy, że idzie łatwo, jak nie, to nie. Jeśli natomiast idzie o barierę psychiczną z racji tego, że większość ludzi np. wyrywanie paznokci czyzłamania otwarte, nie kojarzy z zabawnymi scenami, to dla mnie akurat nie jest to w ogóle przeszkodą. Mam dość czarne poczucie humoru i jakoś wychodzi to ze mnie naturalnie.
Mało co, a praktycznie nic nie znalazłam o Tobie w internecie. Może powiesz parę słów o sobie, by przybliżyć fanom swoją osobę?
Przypomina mi się scena z filmu „Anger Managment”, gdzie psycholog pyta głównego bohatera o to, kim jest. Ten odpowiada „pochodzę z...”, „nie skąd pochodzisz tylko kim jesteś” - odpowiada lekarz, „pracuję...” - zaczyna bohater, „nie gdzie pracujesz tylko kim jesteś”, „jestem romantykiem...”, „nie jaki jesteś, tylko kim jesteś” - przerywa mu znów psycholog. Nie wiem co mam o sobie powiedzieć. Wychowałem się w Suwałkach, studiuję na Warszawskim SGGW Inżynierię Środowiska. Urodziłem się w kwietniu dziewięćdziesiątego drugiego. Lubię muzykę, mam dość szerokie spektrum: od klasyki po brutalny metal, przez jazz, hip-hop, blues, rock progresywny i ekstremalną muzykę elektroniczną pokroju Venetian Snares. Słucham po prostu tego, co mi się podoba. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy i ciekawostek, nawet z zakresu medycyny, psychologii czy chemii (choć moja wiedza na ten temat jest dość powierzchowna/okrojona), interesuję się polityką, gospodarką i historią. Poglądy pozostaną tajemnicą.
Mam trochę czarny humor i lubię horrorowe motywy, choć te już rzadko mnie dotykają. Lubię gry komputerowe, choć ostatnio nudzą mi się coraz bardziej. Żyję według zasady „zaplanuj, potem improwizuj” chociaż nie tyczy się to imprez. Lubię poznawać nowych ludzi, rozmawiać i się bawić.

Czemu akurat te trzy historie dałeś na akcję „Polacy nie gęsi i swoich autorów mają”?
Są jako tako wydane. Można je w pewien sposób wydanymi nazwać. Mam dość mały repertuar, jednak opowiadania „Trup Nuriego” i „Zapiski Gorta” są wydane w formie e-booków na portalu RW2010. „Miś” jest moim „papierowym” debiutem, który w dodatku nie jest selfpublishingiem. Inne opowiadania to krótkie, pojedyncze formy, które oczywiście są, może warto je przeczytać, ale nie są to moje sztandarowe treści.

Skąd pomysł na takie opowiadanie jak „Miś”? Jestem nim przerażona i zafascynowana jednocześnie.
Kiedyś widziałem obrazek misia, z drewnianym mieczem w ręku, broniącego śpiącego dziecka przed jakimś potworem czy zjawą. Drugą inspiracją był trailer „Wiedźmin 3” bodajże, gdzie Geralt mówi „zabijam potwory” (zabijając żołnierzy chcących zgwałcić wieśniaczkę). No i z tego wynikły rozterki Misia. Ja akurat dziwie się zawsze ludziom przerażonym „Misiem”, moim zdaniem sprawiedliwość nigdy nie jest przerażająca.

Jak wymyślasz imiona i miejsca akcji? Nazwy są tak efektowne, że niektóre ciężko przeczytać.
To jest kompletny random, zawsze dziwią mnie trochę tego typu pytania. Wystarczy napisać spółgłoskę i samogłoskę a reszta jakoś idzie. Niektóre imiona rzeczywiście trzeba było skrócić lub zmienić. Przykładowo „Nuri” był wcześniej „Nuariijem”, potem doszedłem do wniosku, że imiona powinny być krótkie i adekwatne, bez utrudnień, szczególnie, że niektórych ludzi takie nazwy zrażają. Są za to też nazwy, których nikt normalny nie wymówi, np. wzorowane na twórczości Lovecrafta. Derfy, jako rasa wodnych ludzi, jest inspirowana ryboludźmi Lovecrafta, imiona, słownictwo też jest zatem podobne w myśl zasady: dużo apostrofów, mało samogłosek. Przykładem jest Rghll Ftninn, który będzie bohaterem jednej z przyszłych sag. Są też imiona smoków, które z założenia mają być długie i trudne, takie jak Vinerdialikondrox, które będzie wspomniane w sadze, nad którą aktualnie pracuję - „Klątwa Arestogów”. Wiem, że ludzie będą czytali to jakos „vi – smok”, ale mi to nie przeszkadza.
Co do miejsc akcji, tutaj postanowiłem wprowadzić pewną zasadę, a raczej kilka. Dla ułatwienia w stronę czytelnika końcówka (funkcyjna – wzorowane chemią) państwa jest taka sama jak miast, które do niego należą. Przykładowo Valandriol posiadał Istrol, ale gdy ten został na mocy pokoju przekazany Xynthialowi, zmienił nazwę na Istral. Dodatkowo np. Ferqual jest największą stolicą Ferqualii, Irnifal – Irnifalii. Krainy dzielą się jeszcze na mniejsze krainy ze swoimi stolicami, są to często zamki (nie uwzględnione na mapie).Tu pojawia się druga część funkcyjna wyrazu, czyli pierwsze litery. Przykładem może być Irnikralia, kraina w Irnifalii, ze stolicą w Irnikralu. Mam nadzieję, że jest to proste i zrozumiałe.
Jakie masz plany na przyszłość? Nadal chcesz trzymać się grozy?
W sumie sześć sag opowiadających o: Naraalu i Nerivie Arestogu („Klątwa Arestogów”), Aryeh Neyiri („Złoty płacz elfów”), Kirifonie ger Neroku i Fortanie ger Nuriadzie (nie mam pomysłu na tytuł), Rghllu Ftninnie (też nie mam pomysłu na tytuł). Potem zajmę się zaplanowaną septologią. Wtedy zacznę pisać książki i stworzę zaplanowany siedmioksiąg. Potem może napiszę książkę o Gorcie, bo to słyszałem takie prośby od „fanów”. W międzyczasie wszystko co przyniesie mi los i wena.
Dziękuję za udzielenie odpowiedzi :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger