21:12

#13 Recenzja "Zaczekaj na mnie" J. Lynn/ Review "Wait for you" J. Lynn

#13 Recenzja "Zaczekaj na mnie" J. Lynn/ Review "Wait for you" J. Lynn
Gatunek New Adult podbija coraz więcej serc czytelników. Mnie samą podbił i wiem, że przeczytam jeszcze wiele książek z tego rodzaju. Tym razem przeczytałam powieść „Zaczekaj na mnie” autorstwa J. Lynn. Z tą pisarka pewnie wiele z Was już wcześniej się spotkało, ja także. Zawsze to były bardzo dobre książki i tym razem tak też było.
Najpopularniejsza powieść nowej fali New Adult – o wchodzących w dorosłe życie ludziach (18-25 lat), którzy podnoszą się z tragedii dzięki miłości ukazanej we wszystkich odcieniach: od czułości po płomienny seks.
Upokorzona, zraniona na całe życie, odrzucona przez rodziców i napiętnowana szuka spokoju i zapomnienia. Znajduje je dzięki miłości. Ale wtedy tragiczna przeszłość dopisuje przerażający ciąg dalszy…
Są rzeczy, na które warto czekać…
Dziewiętnastoletnia Avery Morgansten ma nadzieję, że po wyjeździe do college'u ucieknie od tragedii sprzed pięciu lat, która odmieniła jej życie. Szuka spokoju i zapomnienia. Nie chce zwracać na siebie uwagi, chce się uczyć. Nie wyobraża sobie miłości.
Są rzeczy, których warto doświadczyć…
Ale Cameron, chodzący ideał, metr dziewięćdziesiąt o elektryzujących błękitnych oczach, budzi w niej uczucia, z których, jak myślała, na zawsze ją obrabowano. Których najbardziej się boi…
Są rzeczy, których nie powinno się przemilczać…Wtedy przeszłość powraca. Zaczynają się maile i telefony z pogróżkami...Ale są rzeczy, o które warto walczyć...
Avery to cicha dziewczyna, która chciała po prostu wyrwać się ze swojego miasteczka w którym spotkało ją wiele złego. Gwałt, obojętność rodziców na to zdarzenie i okrutni rówieśnicy. Marzy by studiować gdzieś daleko, by zapomnieć o złych wydarzeniach. Chciała zacząć nowe życie, chciała być anonimowa, ale w momencie gdy czuła się prawie bezpieczna, wszystko zaczyna się od nowa. Kiedy dzwonił telefon, wpadała w panikę, emaili w ogóle nie odczytywała ze strachu. Jednak jest też Cameron, który jest przeciwieństwem wszystkich mężczyzn jakich spotkała w życiu. Boi się, ale jednocześnie chce mu zaufać.
Cameron to chłopak ze szczęśliwej rodziny, gdzie wszyscy się kochają. Rodzice, którzy go rozumieją i wspierają, kochana siostra, z którą się droczy, ale nawet i taka rodzina ma swoje tajemnice. Cameron jest tajemniczy, dziewczyny do niego lgną, a w jego oczach kocha się każda płeć piękna na uniwersytecie. Lecz on już pierwszego dnia semestru spotyka Avery i żadne inne dziewczyny nie są mu w głowie. Powoli zaczyna zdobywać tą nieśmiałą, młodą kobietę, jednak ona ze złymi wspomnieniami, boi się zaufać mężczyźnie, a tym bardziej być z nim w związku.
Zaczekaj na mnie” to powieść o pokonywaniu własnych lęków, o sile miłości, przyjaźni, lękach, a także o tym jak nasze decyzje mogą wpłynąć na życie innych osób. Książkę czyta się szybko i lekko, jest napisana prostym językiem z zabawnymi momentami jak i takimi, które nas wzruszają. Przeczytałam ją w jeden dzień i żałowałam, że tak szybko się skończyła, bo naprawdę losy Avery i Camerona są wyjątkowe i szczególne. Przy tej powieści nikt nie powinien się nudzić, a raczej po jej przeczytania powinniśmy wynieść jakiś morał, który będzie mógł pomóc nam podejmować niektóre decyzje.
Polecam tę książka wszystkim kobietom, ale i mężczyznom, bo każdy może się w niej czegoś nauczyć.
Moja ocena to 10/10, kocham takie klimaty jakie niesie „Zaczekaj na mnie”
Pozdrawiam
Wasza Dominika

Wait for you
New Adult genre wins hearts of more and more readers. It also won mine and I know I'll read a lot of other books of this kind. This time I read a novel "Wait for you" by J. Lynn. I bet many of you have known her before, me too. It have always been really good books and this time was the same.
Some things are worth waiting for…
Traveling thousands of miles from home to enter college is the only way nineteen-year-old Avery Morgansten can escape what happened at the Halloween party five years ago—an event that forever changed her life. All she needs to do is make it to her classes on time, make sure the bracelet on her left wrist stays in place, not draw any attention to herself, and maybe—please God—make a few friends, because surely that would be a nice change of pace. The one thing she didn’t need and never planned on was capturing the attention of the one guy who could shatter the precarious future she’s building for herself.
Some things are worth experiencing…
Cameron Hamilton is six feet and three inches of swoon-worthy hotness, complete with a pair of striking blue eyes and a remarkable ability to make her want things she believed were irrevocably stolen from her. She knows she needs to stay away from him, but Cam is freaking everywhere, with his charm, his witty banter, and that damn dimple that’s just so… so lickable. Getting involved with him is dangerous, but when ignoring the simmering tension that sparks whenever they are around each other becomes impossible, he brings out a side of her she never knew existed.
Some things should never be kept quiet…
But when Avery starts receiving threatening emails and phone calls forcing her to face a past she wants silenced, she’s has no other choice but to acknowledge that someone is refusing to allow her to let go of that night when everything changed. When the devastating truth comes out, will she resurface this time with one less scar? And can Cam be there to help her or will he be dragged down with her?
And some things are worth fighting for…

Avery is a quiet girl who only wanted to get out of her town where a lot of bad things happened to her. Rape, parents' indifference to the incident and cruel equals. She dreams of studying somewhere far to forget the incidents. She wanted to start a new life, to be anonymous but at a moment she felt almost safe everything started all over again. When the telephone rang she was panicking, she didn't read any e-mails out of fear. But there's also Cameron who is the opposite of all men she met in her life. She's afraid but she also wants to trust him.
Cameron is a boy from a happy family where everyone loves each other. Parents that understand and support him, beloved sister he messes with, but even a family like that has their secrets. Cameron is mysterious, girls are hot for him and every girl at the university is in love with his eyes. But he meets Avery the first day of a new semester and he doesn't care about any other girl. He slowly starts to win that shy, young lady, but she's afraid to trust a man because of her bad memories, not to mention being in a relationship.
"Wait for you" is a novel about overcoming your own fears, about the power of love, friendship, fears but also about how our decisions can influent other people's lives. The book is easy and quick to read, it's written in a simple language with funny moments and those that move us. I read it in one day and I regret it ended so fast because the fate of Cameron and Avery is really special. No one should be bored while reading this novel, moreover after reading it we should get some morals to help us make some decisions.
I recommend the book to every woman and man as well, because everyone can learn something out of it.
My rate is 10/10, I love the issues included in "Wait for you"
Greetings
Your Dominika


13:39

Wywiad z autorką "Z poczwarek w motyle" Patrycją Żurek!

Dominika Szałomska: Tradycja u mnie. Kiedy zaczęło się Twoje pisanie? Jak wyglądały początki?
Patrycja Żurek: Nie pamiętam dokładnie momentu, w którym zaczęłam pisać. Robiłam to od zawsze. Już w podstawówce pisałam jakieś opowiadania i romantyczne historie. Czasami miałam długie przerwy, ale zawsze o tego wracałam.
Musze powiedzieć, że książka bardzo mi się spodobała, bo miała jakiś swój urok. Skąd wzięłaś pomysł na napisanie powieści o kobiecych rozterkach?
Nie miałam sprecyzowanego pomysłu od początku do końca. Wiedziałam, że chcę napisać o przemianie. Zaczęło się od bólu głowy, pomyślałam o migrenie tak silnej, że nie pozwala funkcjonować. Zaczęłam pisać, reszta potoczyła się spontanicznie. Zawsze piszę w ten sposób. Czasami mam gdzieś w głowie zarysowany plan, ale nigdy tak naprawdę nie wiem, co się wydarzy. Moi bohaterowie sami o tym decydują.
Wielu ludzi woli upiększać życie w Polsce. Ty pokazałaś, jak wygląda to naprawdę. Miałaś taki zamiar, czy wyszło to przypadkowo?
Pisząc, nigdy niczego nie upiększam. W książce mało jest polskich realiów, bo wolę skupić się na postaciach niż rzeczywistości. Ale tak, to był zamiar i dobrze, że wyszło w ten sposób.
Jesteś również Matką - Polką. Miewasz podobnie jak Zuza lepsze i gorsze nastroje?
Matka – Polka to takie dziwne określenie. Nie do końca wiem, co oznacza. Chyba chodzi o kobiety, które mając dzieci jednocześnie pracują. To wcale nie jest takie trudne, jak się wydaje. Wszystko można połączyć, a kobieta, szczególnie gdy ma dziecko, nie powinna zapominać o sobie. Oczywiście mam lepsze i gorsze nastroje, ale nie wynika to z macierzyństwa. To raczej taka typowo ludzka cecha.
Zuza jest kobietą raczej podatną na załamania, a Sylwia to kobieta sukcesu. Ciężko było stworzyć dwa tak różne charaktery?
Nie :) Jak wspomniałam, bohaterowie tworzą się sami. Może brzmi to bardzo dziwnie, ale kreują się podczas pisania, dając mi znać, jacy chcą być i jak chcą postępować. Łatwo tworzy się postacie zupełnie różne od siebie. Trudniej stworzyć postać pełną, z wadami i zaletami, tak, by jej nie przekoloryzować.
Jaki jest Twój cel w pisarstwie? Jak daleko chcesz zajść?
Nie mam określonych pisarskich marzeń. Nie myślę o nagrodach, bo nie po to piszę. Chciałabym, żeby w moich książkach ludzie znaleźli coś, co im pomoże. Wiem, że tak się dzieje, bo kilka osób mi o tym powiedziało. Moje teksty wzruszają – i to jest znak, że robię to dobrze, tak jak chcę. Moim celem jest pisać jeszcze lepiej, ale nie stracić tej lekkości i sensu tego, co chcę przekazać.
Kiedy znajdujesz czas na pisanie? Rola matki nie jest prosta, nie ma jak brać wolnego. Więc kiedy tu znaleźć minutę czy dwie na pisanie książek?
Każdy czas jest dobry. Można pisać, jak dziecko jest w przedszkolu albo śpi. Jak bawi się z ojcem albo jest z nim na spacerze. Lubię pisać nocą, chociaż teraz częściej piszę rano. Staram się znaleźć godzinę dziennie i się temu poświęcić.
Opisywana przyjaźń Zuzy i Sylwii, którą pokazałaś w książce „Z poczwarek w motyle” jest wzorowana na prawdziwych zdarzeniach czy stworzyłaś ją na potrzeby powieści?
Wszystkie moje książki nie są oparte na faktach. Nigdy nie wykorzystuję przyjaciół czy znajomych i ich przeżyć. Mam taką zasadę. Wszystko, co opisuję, jest fikcją.
Czy doświadczałaś takiej oddanej przyjaźni?
Tak. Mam przyjaciół, bliskich i dalekich, z którymi znam się bardzo długo albo krócej. Każda z tych relacji jest inna, ale wszystkie równie ważne. Przyjaźń to, moim zdaniem, jedna z najważniejszych relacji w życiu i trzeba o nią dbać.
Okładka książki jest bardzo ładna i z klasa. To był Twój pomysł?
Okładkę stworzyła Edyta Niewińska i to był jej pomysł. Trafiła w sedno i jestem jej bardzo wdzięczna za ten projekt.
Jakie masz plany na dalsze książki? Piszesz już coś? Co to jest?
Mam skończone dwie pozycje. Jedna to erotyk z elementami fantastyki (czytaj: wampiry). Druga to powieść obyczajowa, jej akcja dzieje się w biednej dzielnicy. Bohaterkami są dwie dziewczyny, znów bardzo różne, kontrastowe. Ich losy przeplatają się z historią tytułowego Pana Ropucha. Więcej nie zdradzę, to tajemnica. Poza tym zaczęłam pisać... romans. Czyli coś, na czym kompletnie się nie znam i jestem ciekawa, co z tego wyniknie.
Jak Twoi bliscy reagują na kolejne napisane powieści? Czytają, oceniają?
Bliscy, czyli rodzina? Nie czytają. Przyjaciółki owszem, zawsze kupują, czytają, oceniają. Dają uwagi i rady. Bardzo cenię sobie to wsparcie.
Masz na koncie napisaną książkę erotyczną. Skąd wziął się pomysł?
Lubię erotykę i lubię o niej pisać. Zainspirował mnie jeden film, którego tytułu nie zdradzę. Postanowiłam stworzyć erotyczny trójkąt – kobieta i dwóch mężczyzn (wampirów). Wydawało się to ciekawe. Spróbowałam. Pisałam ponad miesiąc, ale jestem zadowolona z efektu. To piękna opowieść, jedna z moich ulubionych. Jest w niej dużo ładunku emocjonalnego.
Dziękuję Ci bardzo za odpowiedzi i życzę dalszych sukcesów.
Dziękuję serdecznie i pozdrawiam.

14:08

#12 Recenzja "Z poczwarek w motyle" Patrycja Żurek

#12 Recenzja "Z poczwarek w motyle" Patrycja Żurek
Kolejna książka wzięta przeze mnie od „Polacy nie gęsi i swoich autorów mają”. Gdy ją brałam, miałam nadzieje, że w końcu trafię na powieść, która wpadnie w mój gust i będę zadowolona. Powiem Wam, że pierwszy raz od dawna powróciła nadzieja dla polskich pisarzy.
Ta Pani potrafi wpleść w książkę bardzo dużo uczuć, ciekawe wątki i szczere przedstawianie rzeczywistości. O co chodzi? Już wyjaśniam.
„Z poczwarek w motyle” to książka o dwóch kobietach. Zuzannie – mężatce, matce, która popada w coraz to głębszą depresję. Nie umie zmotywować się do jakiegokolwiek działania. Oddala się od męża, który staje się obojętny . Nie dba o siebie. W ciągu dnia ma rytuał, by przetrwać do kolejnego i następnego. W nocy, gdy dom śpi, nawiedzają ją silne migreny od których nie może się uwolnić, jednak brak jej sił, by iść do lekarza i się zbadać. W takim też stanie zastaje ją Sylwia.
Sylwia to druga bohaterka książki. Z pozoru silna, pewna siebie kobieta, która osiągnęła w życiu wszystko. Ale to tylko pierwsze wrażenie. Kiedy poznajemy ją bliżej, dowiadujemy się, że kiedy wyjechała do Niemiec, nie było tam tak kolorowo, jak się wszystkim wydawało. Szef, który ją molestował, depresja, w którą wpadła i koszmary odwiedzające ją prawie co noc.
Lecz to, co różni dwie kobiety, to fakt, że Sylwia poznała Andrew, dzięki któremu odzyskała wiarę w siebie, kobiecość, a przede wszystkim stała się pewna siebie. Pokochała i nie żałowała, bo z tym mężczyzną nie boi się niczego, jest dla niej oparciem. To właśnie on pomaga w najtrudniejszym momencie życia, a mianowicie w chwili, kiedy matka Sylwii powoli umiera. Rak wyniszczył organizm, zostało jej bardzo niewiele czasu i dlatego bohaterka wraca do Polski, by spędzić z rodziną te chwile. I to właśnie Sylwia pomaga Zuzi podnieść się i wyjść z depresji.
Kobiety rozmawiają szczerze, wyznają wszystkie bóle jakie je spotkały przez lata, kiedy się nie widziały. Jedna pomaga drugiej przetrwać ciężkie chwile, wspierają się nawzajem. Jest to prawdziwa przyjaźń, mimo wielu nieporozumień i kłótni, a także śmierci wspólnej przyjaciółki. Nadal potrafią się dogadać i wiedzą, że ta więź przetrwa wiele. Szczególnie, że śmierć matki Sylwii i zwyciężenie depresji Zuzy, to początek przygód.
Czytając tę książkę, czujemy w sercu przyjemne ciepło, które rozlewa się po naszym wnętrzu. To sprawia, że nie możemy się oderwać. Mnie tak wciągnęła, że miałam spore zaległości w pracy, ale nie mogłam zostawić jej, nie wiedząc, co będzie dalej.
Polecam tę powieść wszystkim kobietom.
Moja ocena to 10/10
Mam małą niespodziankę. Razem z Autorką, Panią Patrycją, postanowiłyśmy zrobić dla Was małą promocję na powieść „Z poczwarek w motyle”. Możecie zakupić tę książkę po 20zł, pisząc do Autorki na jej Fan page z hasłem „dominikaszałomska” Dzięki temu dostaniecie przecenę i po bardzo atrakcyjnej cenie możecie cieszyć się tą niesamowitą historią.
Pozdrawiam
Wasza Dominika

18:34

#11 Recenzja/Review książki Buntownik/Rule Jay Crownover

#11 Recenzja/Review książki Buntownik/Rule Jay Crownover
Polowałam na tę książkę kilka długich miesięcy, jednak dopiero niedawno udało mi się ją złapać i przeczytać jednym tchem. Gdy ją znalazłam i otworzyłam, dosłownie odtańczyłam taniec radości. Prawdą jest to, że im dłużej na coś czekamy, tym bardziej nas to cieszy. Tak też było z powieścią „Buntownik.
Pokazuje ona jak ważne są więzy rodzinne, jak ciężko odnaleźć się w życiu po śmierci kogoś bliskiego, a tym bardziej po śmierci bliźniaka.
Rule stracił ukochanego brata, matka obwinia go o jego śmierć, ojciec też nie pomogą w tej przykrej sytuacji, jedynym oparciem jest drugi brat, ale ten jest w wojsku. Do tego ta dziewczyna – Shaw, która w jego rodzinie jest uważana za miłość zmarłego.
Wszystko zmienia się w jej urodziny.
Shaw to piękna dziewczyna, której życie nie rozpieszczało. Rodzice od najmłodszych lat jakby w ogóle jej nie zauważali. Liczyli tylko na to, że będzie ich słuchać i że będzie im posłuszna. Nie zważali na to, co ona czuje, czy mogą ją zranić. Obchodziło ich przede wszystkim to, jak się prezentują przed innymi ludźmi z wyższej sfery, do której należą. Jedynym oparciem dla niej jest właśnie rodzina Rula, którą traktuje jak swoją.
Rule i Shaw odrywają, że łączy ich wiele – pociąg fizyczny, kłopoty rodzinne, oboje nie mogą porozumieć się z rodzicami. Jedyne co ich dzieli, to to, że Rula zawsze robił rzeczy, na które miał ochotę, nie przejmował się tym co inni o tym powiedzą. A Shaw starała się uszczęśliwić wszystkich wkoło, przez co sama do końca nie była szczęśliwa. Nie wiedziała kim naprawdę jest, gubiła się i bała postawić się rodzicom, którzy popychali w jej ramiona Gabe. Byłego chłopaka, którego ona nie chciała i który zaczął ją przerażać swoją napastliwością. Niestety do jej rodziców nie docierało to. Im bardziej ona go odpychała, tym bardziej oni ją namawiali by z nim była. Lecz to co pomogą jej przetrwać to właśnie Rule i przyjaciele.
To niby taka zwykła tam książka o dorastaniu, a jednak też o tym że tajemnice mogą zniszczyć nie jedną rodzinę, że wybaczenie jest podstawą człowieczeństwa, że rodzina to coś od czego człowiek nie ucieknie, z nią najlepiej żyć w zgodzie, a przede wszystkim pokazuje miłość. Mężczyzny do kobiety, brata do brata, miłość jaką mogą dać tylko przyjaciele.
Piękna powieść, która ukazuje, że warto walczyć o to na czym nam zależy. Nie wolno się poddawać, nawet wtedy, gdy wszyscy wkoło są przeciwni. Nie odwracać się od kłopotów, tylko postawić się im, bo nagrodą za to może być długie i szczęśliwe życie.
Polecam tę książkę z całego serca. Warto było czekać tyle czasu, bo mnie nie zawiodła, lecz tylko udowodniła wiele rzeczy. Gdy po nią sięgnięcie, dowiecie się jakich.
Ocena. 10/10
Pozdrawiam
Wasza Dominika


I've been hunting for this book for a few long months. Lately I've managed to get it and read it in one breath. When I found and opened it, I literally danced the dance of joy. The fact that the longer we wait for something the happier it makes us when we get it is true. It ceirtainly was the same with the novel "Rebel".
It shows us how important are family bonds, how hard it is to find yourself in life after a loved one's death, especially after death of a twin.
Rule lost his beloved brother, his mother blames him for his death, father is no help in this sad situation, the only support is his another brother, but he's in military. And the other girl - Shaw, who is considered as a love of the dead one in this family.
Everything changes on her birthday.
Shaw is a beautiful girl who hasn't lived an apple pie life. Her parents haven't noticed her from the youngest. They only counted for her to listen and obey to them. They didn't care what she felt or is they hurt her. They only care about how they look in front of other people from the higher class they belong to. The only support for her was Raul's family that she treated like her own.
Rule i Shaw discovered they share a lot. Physical attraction, family trouble, both couldn't get along with their parents. What was diving them was that Rul always did what he wanted, he didn't care what people thought. But Shaw tried to make everyone around happy which made her miserable herself. She didn't really know who she was, she was lost and afraid of standing up to her parents who were pushing her into Gabe's arms. Her ex she didn't want, who started terryfying her with his aggressiveness. Unfortunately her parents haven't noticed it. The more she was pushing him away, the more they encouraging her to be with him. What helped her survive was Rule and her friends.
Just a bookg about growing up but also about how secrets can destroy a family, about how forgiveness is a foundation of humanity and family is something a man can't run away from, it's better to live in peace with them. But most of all it shows love. Man to woman, brother to brother, a love only friends can share.
Beautiful novel showing it's worth to fight for things we care about. You can't give up even when everyone around are against. Don't turn away from trouble but stand up to them because the price can be a long and happy life.
I recommend this book with all my heart. It was worth to wait so long because it haven't dissapointed me, just proved some things. When you reach it, you'll know what things exactly.
Rate. 10/10
Regards,
Your Dominika

14:49

Spełniaj się/ Fulfill yourself

Spełniaj się/ Fulfill yourself
Wszyscy wkoło mówią nam, by robić rzeczy w życiu tak, by się spełnić. Byśmy nie czuli się puści, byśmy mogli mówić, że coś osiągnęliśmy w życiu. Ale jak to wszystko zrobić? Pozwólcie, że Wam pomogę.

Raczej każdy z nas ma coś w czym jest dobry. Taniec, wizaż, rysunek, fotografia, pisanie, czy nawet stawianie domów. Ale jak zrobić, by to co robimy sprawiało nam maksimum przyjemności? Tego do końca chyba nikt nie wie. No bo robisz coś, lubisz to, ale wciąż czegoś brakuje w tej pracy. Nie wiemy czego, bo to takie uczucie, które krąży w naszym organizmie i nie chce się ujawnić. Denerwuje nas to i doprowadza do tego stanu, że w końcu zaprzestajemy robić to co lubimy, bo wmawiamy sobie, że to nie jest nasze powołanie.
Jednak skąd możemy to wiedzieć, jak właściwie nasze uczucia buzują i mieszają w naszych ciałach tak, że skutecznie odwraca to naszą uwagę od tego co lubimy. Do tego uczucia zawsze znajdzie się jakiś „miły” duch, który będzie szeptał nam na ucho, że jesteśmy beznadziejni w tym, że po co w ogóle za to się zabieramy jak i tak tego nie potrafimy. I w tym momencie się poddajemy, co jest ogromnym błędem.
Czemu?
Ponieważ głupotą jest zaniechanie tego co sprawiało nam zawsze przyjemność, tego co sprawiało, że na naszych twarzach pojawiał się uśmiech, a w sercu czuliśmy dumę z samego siebie. To jest właśnie to, co powinno nami kierować, gdy wybieramy jakąś pasję. A nie to ile pieniędzy na tym zarobimy, czy ludzie docenią to co robimy i czy w ogóle zauważą zmiany w naszym życiu.
Jeśli kochasz coś robić to rób to.
Nie przejmuj się diabełkiem na ramieniu, który szepce głupoty. Strzep go z ramienia i zapoznaj się z kilkoma radami, które warto pamiętać, gdy chcemy zawalczyć o swoją pasję.

  • Bądź konsekwentny w tym co robisz – czyli nie zniechęcaj się po pierwszym upadku, tylko wstań i pracuj dalej. Pamiętaj, że to praktyka czyni mistrza.
  • Nie słuchaj ludzi, którzy źle Ci życzą – ludzie, którzy wmawiają nam ciągle i usilnie, że coś źle robimy, nawet wtedy gdy się poprawiamy, są niewarci naszej uwagi. Postawmy się im, bo inaczej to oni zniszczą nas.
  • Ucz się na błędach i staraj się doskonalić – pamiętaj by nie spoczywać na laurach. Osiągnąłeś jakiś sukces w swojej pasji? Tak? To gratuluję. Jednak nie chodź z głową w chmurach, tylko usiądź i ucz się dalej, bo kto wie jakie nagrody Cię jeszcze czekają.
  • Nie stań się zuchwały, ani się nie wywyższaj – jeśli już coś osiągniesz, to nie stań się snobem. Pamiętaj kim byłeś na początku drogi i nie utrać swojego człowieczeństwa, na rzecz fanów. Bądź sobą, nie zmieniaj się ze względu na sławę.
  • Pamiętaj o rodzinie i przyjaciołach – nie pozwól, by Twoja pasja pochłonęła Cię do reszty. Musisz pamiętać, że masz jeszcze inny życie, a w nim przyjaciół, którzy też potrzebują uwagi i jakieś rozmowy.

To tylko pięć puntów z długiej listy, którą powinna znać każda osoba zaczynająca wprowadzać pasje w swoje życie. Nie możemy się chować z tym co kochamy robić, bo może robisz coś wyjątkowego i wiele osób chce to zobaczyć. A może Twoja rodzina się tym zainteresuje i wasze kontakty ewoluują na taki poziom na jakim nigdy nie były.
Nie pozwól, by strach tobą rządził. On niszczy wszystko, dlatego wyzbądź się go i żyj tak jak lubisz. Spraw, by twoje serce pięło się z dumny, oczy świeciły z radości, a uśmiech nie schodził z ust. Jeśli pozwolimy naszym marzeniom ożyć, życie stanie się piękniejsze i nabierze mnóstwa kolorów.
Może to co napisałam wydawać się stekiem bzdur, ale gdy wcielicie te bzdury w życie, zobaczycie, że miałam racje. Mnie pomogły i mimo że nieraz się podłamuję to przypominam sobie
moją magiczną piątkę, a robi się od razu lepiej.
Sprawdźcie je, a się sami przekonacie.
Wasza Dominika

 
Everyone around tells us to do things in our lives that can make us feel fulfilled. So we don't feel empty, so we could say we achieved something in our life. But how to do it? Let me help you.
Rather everyone of us is good at something. Dancing, visage, drawing, photography, writing or even building houses. But how to make the thing we're good at give us the maximum pleasure?
I don't think anyone really knows the answer. Beucase you do something, you like it, but still there's something missing in this work. We don't know what because it's the feeling that circulates in our system and doesn't want to reveal itself. It annoys us and make us stop doing what we like because we keep saying to ourselves that it's not our vocation.
But how can we know how our feelings act and mix in our body in a way that it efficiently distracts our attention from the things we like. To that feeling there's always some "nice" ghost who whispers to our ear how useless we are, why do we even attempt if we can't do this.
Why?
Because it's stupid to abandon what made us happy and smile and what made us feel proud of ourselves deep in our hearts. That's what should guide us when we choose a passion. Not how much money can we make or if people'll appreciate what we do or even notice any changes in our lives.
If you love what you do, do it.
Don't worry about the little devil on your shoulder that whispers crap. Get him off and take some worth-remembering advices when we want to fight for our passion.
  • Be consistent in what you do – meaning, don't put off things after the first fall, but get up and work on. Remember that practice makes perfect.
  • Don't listen to people that don't wish you well – people who keep telling us we're doing something wrong even when we improve aren't worth our attention. Let's stood up to them or they'll destroy us.
  • Learn from your mistakes and try to improve – remember not to rest on laurels. Did you succeed in your passion? Yes? Congratulations. But don't walk with your head in the clouds, but sit down and keep practising, who knows what praizes await you.
  • Don't get cheeky and don't swagger – if you achieved something, don't be a snob. Remember who you were at the beggining of your road and don't lose your humanity for fans. Be yourself, don't change because of the fame.
  • Remember about your family and friends – don't let your passion consume you completely. You have to remember about your other life with your friends that still need attention and some conversations.
Those are just the five points from a long list every person putting their passion in the effect should know. We can't hide with what we want to do because maybe you're doing something special and a lot of people want to see it. And maybe your family can get interested in it and your relations will evolve to a level they've never been on before.
Don't let the fear rule you. It destroys everything, get rid of it and live your life the way you like. Make your heart proud, eyes glow from joy and smile to never come out of your face. It we let our dreams come to life, our life will become more beautiful and colourful.
What I wrote might seem a bunch of crap but when you put those crap into practice you'll see I'm right. It helped me and even though it's hard sometimes I remember my magic five and it gets better.
Check them out and you'll see yourself.
Your Dominika

18:28

Recenzja/Review Bourjois Rouge Edition Velvet

Recenzja/Review Bourjois Rouge Edition Velvet
Każdy kto mnie zna, wie, że mam hopla na punkcie szminek. Posiadam różne, z Avonu, Oriflame, Marizy, kremową, która zmienia kolor na ustach w róż, do tego trzy szminki z firmy FM Group. Jednak ostatnio naszło na mnie, że muszę mieć jakąś matową szminkę, bo inaczej oszaleje. To było jedno z tych Must Have. Tylko jak znaleźć dobrą matową szminkę, której nie będę zjadać, ani nie rozmaże mi się po lekkim dotknięciu. Nigdy dotąd nie trafiłam na taką, co by trzymała mi jakoś specjalnie długo, a żebym mogła jeść z nią na ustach nie wspomnę.
Zaczęło się szukanie w internecie dobrej ale nie drogiej szminki. Trafiłam tam na markę Bourjois i pomadkę Bourjois Rouge Edition Velvet nr 03. Dziewczyny polecały i mówiły, że trzyma się strasznie długo na ustach. Jednak cena mówiła ok. 50zł, co mnie trochę zniechęcało, ale dałam szanse.
Kupiłam ją w promocji za 37zł, co było dla mnie znakiem z niebios „Tak, to twoja ukochana pomadka, będzie służyła ci przez lata”. Gdy przyszłam do domu, usiadłam przy biurku, wzięłam lusterko i do dzieła.
Pierwsze wrażenie? „Bosz, ale szajs kupiłam” Czemu? Już mówię.
Nałożyłam ją i się błyszczała, matowa szminka nie powinna się błyszczeć, dlatego to był jej pierwszy minus, zapach to był drugi minus, gdy piłam ślad na kubku, a parę minut, chyba 5 od pomalowania miałam obiad, który jak zjadłam to miałam połowę mniej szminki na ustach. Odłożyłam zakup do miski z szminkami i miałam z nią na pieńku, przez kilka dni. Wtedy dałam jej drugą szanse i odkryłam jak jej należy używać, a także zakochałam się w niej.
Po nałożeniu jej, znowu się błyszczała, ale dobra, odpuściłam i co się okazało? Ta szminka zasycha na ustach, jeśli da jej się chwilę. Wysycha, wchłania i matowi się. Dodatkowo mogę w niej pić i jeść, jednak przy tym drugim muszę uważać bo jak się postaram to nie potrzeba żadnych poprawek, ale gdy jem szybko i nie myślę o tym jak będę wyglądać, to wtedy wiadomo, że się zetrze.
I ostatni punk, za który kocham tą szminkę to to, że gdy pomaluje usta i ona się wchłonie to mogę swobodnie wyjść z domu, nie bojąc się, że gdzieś mi się coś rozmaże, czy będę miała jakiś ubytek. Osobiście mam straszny problem z przesuszonymi ustami, mogę nawilżać, pilingi robić, a one i tak wysychają na dworze, dlatego takim zaskoczeniem było dla mnie, gdy wyszłam w domu na parę godzin, a one przez cały czas były takie miękkie i bez suchych skórek. Teraz na co dzień nakładam odcień 04 (04 dokupiłam kilka dni później) i wychodzę z domu, uśmiecham się i nie boję się efektów niepożądanych.
Opakowanie, to coś co mnie zaskoczyło i jednocześnie ucieszyło. Pudełeczko jak od błyszczyka, razem z aplikatorem, ale w środku szminka. Dość dziwne połączenie, jednak bardzo praktyczne i wygodne. Można równo i bezproblemowo pomalować usta, nie bawiąc się w pędzelki, waciki i patyczki. Duże znaczenie ma także konsystencja, która jest gęsta lecz lekko się rozprowadza. Jedyne co mnie nico zniechęca to zapach, ale to jest raczej kwestia przyzwyczajenia. Po pomalowaniu ust i minięciu paru chwil, zapach się znika i się o nim zapomina.
To co zostaje to piękny kolor, matowe wykończenie, które kocham i miękkie usta przez prawie cały dzień.
Szminka zasługuje na swoją ocenę.
Planuję kupić kolejne kolory, naprawdę są cudowne i polecam ją wszystkim kobietom.
Moja ocena to 10/10
Pozdrawiam
Wasza Dominika

Everyone who knows me also knows I'm crazy about lipsticks. I've got different kinds of them, from Avon, Oriflame, Mariza, a cream one that changes the colour to pink while on your lips and three lipsticks from FM Group. But lately it came upon me to have a matt one, otherwise I'll go crazy. It was one of my "must have". But how to find a good, matt lipstick that I won't eat or blur with one touch? I've never found any that lasted long enough or let me eat while having it on.
I started looking online for some good, but not expensive lipstick. I found the Bourjois company and a lipstick called Bourjois Rouge Edition Velvet number 03. Girls were recommending and saying how long it lasts. The price was about 50zł which was kind of discouraging, but I gave it a chance.
I bought it in a discount for 37zł what was for me like a sign from heaven "Yes, it's your lovely lipstick, it's gonna serve you for years" When I came home, I sat by my desk, took my mirror and let's do this.
First impression? "Oh God, what a piece of crap I bought". Why? I'm explaining right away.
I put it on and it glittered, a matt lipstick shouldn't glitter, so there was the first minus. The second one was the smell, then the mark on my mug after drinking and about 5 minutes from using it I had dinner, after I finished it I had a half less lipstick on my mouth. I put it back to my bowl of lipsticks and didn't use it for a few days. Then I gave it a chance and discovered how to use it and after that I fell in love with it.
After putting it on it glittered again, but guess what? It dries on your mouth if you'll give it a minute. Dries, absorbs and gets matt. In addition I can drink and eat with it, but I have to be careful so I don't have to make any amendments but when I eat quickly and don't think about how I'm gonna look it's obvious it'll wipe off.
And the last point I love this lipstick for is that when I put it on my lips and it absorbs I can freely go out of my house without worrying about it wiping off. Personally I have a huge problem with overdried lips, I can moisturize it, make pillings and they dry out when I'm outside anyway, that's why it was such a surprise for me when I left my house for a few hours and they were so soft all the time. Now I put the 04 shade (I bought it a few days ago) everyday and I go out, smile and I'm not afraid of adverse effects.
The packing is something that surprized and made me happy at once. The little box like from a lipgloss right with the applicator, but inside there's a lipstick. Kind of weird combination but really useful and convenient. You can even and smoothly paint your lips without using any brushes, pads or sticks. Consistency is very important as it's thick but easy to spread. The only flaw is the smell, but it's just a matter of wont. After putting it on your lips and passing a few minutes the smell is gone and you forget about it.
What lasts is a beautiful colour, matt finish I love and soft lips for almost entire day.
The lipstick deserves its rate.
I'm planning to buy another colours, they are honestly wonderful and I recommend it to every woman.
My rate is 10/10
Greetings
Your Dominika

20:57

Muzyka w sercu - Moja książka

Prolog
Życie robi z nami co chce i doświadcza okrutnymi sposobami.
W wieku czternastu lat mało która nastolatka martwiła się tym, co ją spotka, szaleje i przechodzi bunt. Nie myśli za dużo, po prostu działa. Nie przejmuję się opiniami innych, myśli, że to ma zawsze racje, a wszyscy inni się mylą. Tak robiły moje koleżanki i ja. Zabawna, zadowolona z egzystencji nastolatka, która nie patrzyła na innych, tylko kierowała się pragnieniami. Miałam świat, w który się zagłębiałam i nie wpuszczałam tam nikogo. Byłam po prostu szczęśliwa. Ale do czasu. Wszystko stało się to nagle i niespodziewanie, musiałam dorosnąć. W ciągu kilku miesięcy życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni.
Zaczęło się niepozornie.
Moim ulubionym zajęciem w wolnych czasie, było chodzenie na polanę niedaleko domu, gdzie przesiadywałam i odpoczywałam, myślałam, po prostu bezczynnie leżałam na zielonej trawie, bawiąc się kwiatami polnymi. Właśnie podczas tych spacerów zaczęło się to, czego się nie spodziewałam. Najpierw niespodziewanie uginały się pode mną nogi. Raz na jakiś czas, potem coraz częściej. Jeden raz w tygodniu, dwa razy, aż w końcu byłam na tyle słaba, że nie mogłam chodzić sama w ulubione miejsce. A z kimś nie chciałam, bo to była świątynia, azyl. Jednak następstwem słabnięcia, było krążenie po lekarzach i specjalistach . Aż w końcu trafiliśmy do jednego, który był na tropie. Zlecił szereg badań, z neurologami, ortopedami. Kłucia igłami różnymi wielkością nie było końca, dziwne maszyny i ludzie, którzy nic nie chcieli mi mówić. Aż w końcu nadeszło badanie genetycznego, po którym minęło kilka tygodni, a my otrzymaliśmy telefon że mamy się stawić u doktora Jackowskiego jak najszybciej.
I tak się stało, umówiliśmy się na najbliższy termin i razem z rodzicami wybrałam się na spotkanie.
No, córciu, już prawie jesteśmy na miejscu. Za niedługo wszystko się wyjaśni. – Z zamyślenia wyrwał mnie głos mamy, Teresy. Spokojna z natury kobieta, wybuchała tylko w wyjątkowych okazjach. Jednak tego decydującego dnia była kłębkiem nerwów. Nie wystroiła się jak zawsze w gustowną garsonkę, a włosów nie ułożyła starannie, nawet się nie umalowała jak zawsze, tylko przejechała tuszem po rzęsach co wyciągnęło głębie brązowej tęczówki. W dżinsach, niebieskim sweterku z włosami zebranymi niedbale w kucyk na karku wyglądała najwyżej na trzydzieści lat, a nie swoje czterdzieści. Z reszta ojciec nie był lepszy. Starszy niby o pięć lat, ale prezentował się jak kiedyś, szerokie barki, na których wciąż widniały muskuły, jedyne co zdradzało jego wiek to pojedyncze siwe włosy przy skroniach.
Dojeżdżając na miejsce tata wysadził mnie i mamę przed wejściem, bym nie musiała za dużo chodzić, a sam pojechał zaparkować, by po chwili do nas dołączyć. Siedziałam i czekałam jak na ścięcie, nie mogłam się doczekać aż będziemy mogli wejść do środka. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, ani co takiego odkryli, że musieliśmy stawić się natychmiastowo.
Proszę wejść, lekarz czeka na państwa. – Na głos pielęgniarki zerwaliśmy się z twardych krzeseł i ruszyliśmy wąskim korytarzem, który kończył się białymi drzwiami z tabliczką „dr. Jerzy Jackowski. Neurolog”.
Dzień dobry państwu. – przywitał się, starszy mężczyzna siedzący za dębowym biurkiem, na dodatek nie wyglądał na pozytywnie nastawionego.
Witamy. – odpowiedzieliśmy równocześnie. – Proszę nam powiedzieć co dzieję się z naszą córką? – Mama jak zawsze gdy się niecierpliwiła, pytała bezpośrednio i nie czekając na pozwolenie.
Czy mogliby państwo zostawić mnie z córką? Chciałbym najpierw z nią porozmawiać, wiem, że to może nie jest etyczne, ale zależy mi na tym. – Poprosił patrząc na nich. Na mnie nie spojrzał od kiedy weszliśmy. Jakby bał się wzroku, albo tego co zobaczę w jego oczach. Rodzice z niechęcią kiwnęli głowami i powoli wyszli, zamykając drzwi.
Proszę powiedzieć, co się dzieje? Mam już dość tej niepewności, chce mieć to za sobą, jednak widząc pana minę czuję, że nie będzie mi lżej, jak się dowiem. – Odezwałam się po chwili krępującej ciszy, jaka zapadła między nami. Serce waliło w piersi jak oszalałe, dłonie zrobiły się zimne jak lód.
Drogie dziecko, jak wiesz zrobiliśmy masę badań, wyniki dostałem już jakiś czas temu. Ale dla pewności, by nie wydać błędnej diagnozy, porozmawiałem z kolegami i zgodnie uznaliśmy, że moje domysły są prawdziwe – przerwał na chwilę biorąc głęboki wdech. – Przykro mi to mówić, ale to rdzeniowy zanik mięśni. Dostaniesz ulotki i telefon do psychologa, ponieważ na pewno będzie ci ciężko przestawić się na nowe życie – powiedział nazwę, która kompletnie mi nic nie mówiła.
Ale nie rozumiem, na czym to polega? – spytałam zaniepokojona. Nowe życie do którego będę musiała się przyzwyczaić? To na pewno nic dobrego.
Jak zauważyłaś, słabniesz z każdym dniem. Na tym polega ta choroba, osłabia mięśnie na tyle, że w końcu nie będziesz mogła samodzielnie się poruszać, będzie ci potrzebny wózek inwalidzki. Będziesz potrzebowała pomocy innego człowiek, bo nie dasz rady wszystkiego sama zrobić. Nie wiem, co więcej powiedzieć, Diano, nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co czujesz. Przeważnie ta choroba uderza w małe dzieci, rzadko kiedy staje się to w tym wieku, w którym jesteś – przestałam przyswajać jakiekolwiek informacje. Patrzyłam tępo na mężczyznę, który praktycznie unikał mnie wzrokiem, patrzył na moje ramię, bark, gdzieś nad czołem, ale ani razu nie spojrzał się mi prosto w oczy.
Ale przecież to niemożliwe, mam dopiero czternaście lat. Nie mogę teraz… – głos mi się załamał. Wszystko docierało jak z oddali, jakby z innego wymiaru.
Jak przez mgłę widziałam rodziców wchodzących do pokoju. Mamę płaczącą tak jak nigdy, ojca, który próbował ją pocieszyć, jednak jego oczy też były zaszklone. Jak się przytulają i po dłuższej rozmowie wyprowadzają mnie otępiałą z gabinetu, a następnie z budynku. Działo się to poza mną. Moja dusza i ciało były dwoma osobnymi stanami, jedyne co je łączyło to wielki i niewyobrażalny ból.
Od tego sądnego dnia minęły cztery długie lata, które nie były łatwe. Od wizyty u lekarza zmieniło się bardzo wiele, niekoniecznie na plus. Rehabilitacja miała pomóc, ale nie pomogła, słabłam. Kilka tygodni po tej wizycie skończyło się samodzielne życie, byłam zależna od innych. No i od wózka, który musiał się stać moim przyjacielem. Nie była to łatwa droga, nie chciałam go, broniłam się jak mogłam. Przesiadywałam na wszystkim innym tylko nie na nim, ale kiedy byłam sama w domu i musiałam się przemieścić do innego pokoju, nie mogłam. W takich chwilach wiele razy upadałam i płakałam. Nie chciałam, by ktoś widział moje łzy, okazywały moją słabość. Nie chciałam, by rodzice i brat denerwowali się jeszcze bardziej, nie mogłam ich jeszcze bardziej zasmucać. Razem ze mną cierpieli z tego powodu. Złościli się, bo nic nie mogli zrobić. Razem ze mną przechodzili różne etapy akceptacji tego stanu.
Tyle łez wylałam w ciągu pierwszych miesięcy, tyle bólu i cierpienia. Cztery kółka, które stały się moimi nogami, stały się nie od łączną częścią mnie samej. W każdym miejscu, o każdej porze dnia, potrzebowałam wózka, potrzebowałam go by w miarę normalnie funkcjonować. Mogłam chociaż dzięki niemu przemieszczać się między pokojami.
Momenty, gdy kiedyś podnosiłam przedmioty różnej wagi, odeszły w niepamięć. Kilogram cukru był już dla mnie tak ciężki, że w gorsze dni nie mogłam go podnieść. Nie rozumiałam tego wszystkiego. Czemu mnie spotkało takie coś? Co to przeżycie miało mnie nauczyć, ani do czego to wszystko prowadziło.
Aż w końcu pogodziłam się z życiem, z tym co los przygotował. Stałam się twarda, zamknęłam uczucia za drzwiami i nie pozwalam im się zanadto wychylać. Moim prawdziwym „ja” obdarowuję nielicznych, tylko rodzina wie jaka naprawdę jestem. Ale nawet przed nimi się zamknęłam. Jednak postanowiłam zmienić życie. Klasa maturalna, niedługo pełnoletność, wracam do szkoły, koniec nauczania w domu. Nie będzie więcej strachu, nie będzie niepewności i gdybania. Biorę się za siebie i jestem pewna, że coś osiągnę. Nie będę kolejną niepełnosprawną osobą, która użala się nad swoim losem i chowa się po kontach. Łapie byka za rogi i prę do przodu.
Jestem Diana Wrzosowska i zapraszam na swoją historię życia.
___________________________
Witam!!! Dziś mam dla Was coś innego niż wywiad i recenzja. Dziś wstawiłam Wam prolog mojej książki nad którą aktualnie pracuje. Postanowiłam podzielić się z Wami moim skarbem i zasięgnąć Waszej opini. 
Jesteście ciekawi dalszych losów Diany?

20:58

Wywiad z Feranosem

Wywiad z  Feranosem
Kiedy zaczęło się Twoje pisanie?
Dość śmieszna sytuacja, o Mozarcie krąży legenda , że pierwszą operę napisał w wieku 5 lat. Może to nie była opera, ale utwór, to nieistotne, tak czy siak nigdy tego nie słyszałem i nie znam nikogo, kto słyszał. I choć Mozartem literatury raczej nigdy nie będę to moja historia jest dość podobna. Pierwsze „dzieło” literackie miałem za sobą w wieku pięciu lat. Wtedy to w terminarzu formatu A5 zrobiłem „encyklopedię obrazkową”. Oczywiście nie nadawało się to do niczego, ale daje grunt pod tworzenie legend.
Pisanie tkwiło we mnie jakoś tak od zawsze. Fantastyka sama w sobie weszła mi „w duszę” już kiedy miałem kilka lat. Nie mam pojęcia dlaczego, ale o zostaniu pisarzem marzyłem od przedszkola, to najstarsze moje marzenie. No może poza chęcią bycia smokiem.
W wieku bodajże 10 lat usłyszałem o grach RPG, nigdy w nie nie grałem, ale pisałem do nich scenariusze i w sumie stworzyłem trzy gry planszowe. Jedna, według mnie, nawet nadawałaby się do gry, po poprawkach. Później trzykrotnie próbowałem zabrać się za pisanie książek, ale zawsze kończyło się to po pierwszym rozdziale. Dwa razy było to typowe high fantasy, którego jest pełno, raz było to post-apo wzorowane na grze Metro 2033, będącej adaptacją książki o tym samym tytule.
Dopiero po maturze zabrałem się za to na poważnie. Postanowiłem, że mam najdłuższe wakacje w życiu, więc stworzę własny świat i napiszę książkę. Tak powstał „Rdzeń Śmierci”, będę musiał nad nim dużo popracować, żeby nadawał się do czegokolwiek, jednak na podstawie tej książki powstają sagi opowiadań, między innymi „Zapiski Gorta” i „Trup Nuriego”. Obie te postaci (Nuri i Gort) są w „Rdzeniu” drugo- lub nawet trzecioplanowe. Nazwałbym ich nawet statystami. Takich sag ma być sześć, każda opowiadać ma o czymś innym. Będzie to „Klątwa Arestogów”, „Złoty płacz elfów” (możliwe, że tytuł zostanie zmieniony) i jeszcze dwie, które aktualnie nie mają nazw. Rozpisałem się.
Jak określisz swoje opowiadania? Co jest ich największym atutem?
Nie wiem czy to widać, chociaż odwołując się do pewnej recenzji Maksymiliana Woźniaka (do znalezienia na moim fanpage'u) „Zapisków Gorta” - tak. Najbardziej nie lubię w fantasy nierealnych, płytkich i/lub nieistotnych fabułach. Weźmy na ten przykład Tolkiena: „Władcę Pierścieni”, czy „Hobbita”. Z całym szacunkiem dla tego człowieka, bo złożoność świata, który wykreował jest niesamowita, ale fabuła żadnego z tych dzieł mnie za bardzo nie porwała Jeśli natomiast sięgniemy po np. „Dzieci Hurina”, dojdziemy do wniosku, że to jest po prostu nudne. Ludzie nie lubią czytać niemożliwych przygód, nieistniejących stworzeń, z których, tak de facto, nic nie wynika.
A przynajmniej ja takich nie lubię.
Staram się, trochę wzorując na Pratchett'cie (choć ten pisze w zupełnie innym klimacie), żeby to wszystko miało jakiś głębszy sens, dotykało człowieka. Przykładowo „Zapiski Gorta” to opowieść o filozofie, który poszukuje samego siebie, sadyzm i katowanie to tylko okładka. „Trup Nuriego” to opowieść o synu, który najbardziej w swoim życiu poszukiwał ojcowskiej miłości i akceptacji, bo czuł, że przynosi mu wstyd. Po jego śmierci idee, których starał się nauczyć go ojciec, zostały trochę źle przez niego zinterpretowane. Wykiełkowały nie w tę stronę, to trochę taka zabawa w domysły na temat tego, jak powstaje ludzki charakter i jakie są czynniki go warunkujące. Tutaj ładną okładką jest nekromancja, trupy, seks i narkotyki.
Masz jakąś swoją ulubioną historię? Jeśli tak, to czemu akurat ona?
Ciężko mi odnaleźć swoją ulubioną historię, ale pamiętam, jak w wieku bodajże 17-18 lat trafiłem na Lovecrafta i jak fascynujące i innowacyjne były dla mnie jego historie. Pamiętam w szczególności jedno opowiadanie – „Wyrzutek”. O rozpaczliwie samotnym chłopcu, który był zamknięty w zamku, gdy w końcu, po wielu trudach, udało mu się wydostać. Ludzie od niego uciekali, gdyż był potworem, czy tam zombie. Podobała mi się również historia o człowieku, którego we śnie zaatakowały wilkołaki. Później, po przebudzeniu się,spotkał osobę, która podarowała mu liścik z mniej więcej taką treścią „Błagam, obudź mnie, mieszkam tu i tu, śnię ten koszmar codziennie od lat”. Czy coś takiego, dawno tego nie czytałem. To są historie, które zmieniły moje podejście do pisania, udowodniły, że da się zrobić coś innowacyjnego, a nie „epicka historia o małym i słabym, pokonującym dużego i silnego dzięki sile miłości/przyjaźni/odwagi”.
Jeśli chodzi o ulubioną książkę (bo pytanie nie wiem do czego się do końca odwołuje) to „Codex Deepgate” Alana Campbella. Zastanawiałem się wielokrotnie dlaczego, ale potem doszedłem do wniosku, że to po prostu naprawdę fajna historia.
Jeśli chodzi ogólnie o samą historie to chyba mogę wymienić tutaj fabułę gry Warcraft III i jej dodatku. Analizowałem ją wielokrotnie i stwierdzam, że uczy tego, żeby zawsze mieć plan B oraz planować (przepraszam za pleonazm) dalekosiężnie i to też będę starał się zawrzeć w swoich pracach.

Trudno połączyć grozę i makabryczne sceny z humorem i żarcikami?
Szczerze mówiąc, nie wiem. Nie jestem pewien czy ktoś się z tych żartów śmieje oprócz mnie. Wiem, że ja, czasami, czytając swoje opowiadanie po kilku miesiącach, zaczynam się uśmiechać. Tak było w przypadku „truskawki” z piątej części „Zapisków Gorta”. Jeśli ktoś się z tego śmieje, to znaczy, że idzie łatwo, jak nie, to nie. Jeśli natomiast idzie o barierę psychiczną z racji tego, że większość ludzi np. wyrywanie paznokci czyzłamania otwarte, nie kojarzy z zabawnymi scenami, to dla mnie akurat nie jest to w ogóle przeszkodą. Mam dość czarne poczucie humoru i jakoś wychodzi to ze mnie naturalnie.
Mało co, a praktycznie nic nie znalazłam o Tobie w internecie. Może powiesz parę słów o sobie, by przybliżyć fanom swoją osobę?
Przypomina mi się scena z filmu „Anger Managment”, gdzie psycholog pyta głównego bohatera o to, kim jest. Ten odpowiada „pochodzę z...”, „nie skąd pochodzisz tylko kim jesteś” - odpowiada lekarz, „pracuję...” - zaczyna bohater, „nie gdzie pracujesz tylko kim jesteś”, „jestem romantykiem...”, „nie jaki jesteś, tylko kim jesteś” - przerywa mu znów psycholog. Nie wiem co mam o sobie powiedzieć. Wychowałem się w Suwałkach, studiuję na Warszawskim SGGW Inżynierię Środowiska. Urodziłem się w kwietniu dziewięćdziesiątego drugiego. Lubię muzykę, mam dość szerokie spektrum: od klasyki po brutalny metal, przez jazz, hip-hop, blues, rock progresywny i ekstremalną muzykę elektroniczną pokroju Venetian Snares. Słucham po prostu tego, co mi się podoba. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy i ciekawostek, nawet z zakresu medycyny, psychologii czy chemii (choć moja wiedza na ten temat jest dość powierzchowna/okrojona), interesuję się polityką, gospodarką i historią. Poglądy pozostaną tajemnicą.
Mam trochę czarny humor i lubię horrorowe motywy, choć te już rzadko mnie dotykają. Lubię gry komputerowe, choć ostatnio nudzą mi się coraz bardziej. Żyję według zasady „zaplanuj, potem improwizuj” chociaż nie tyczy się to imprez. Lubię poznawać nowych ludzi, rozmawiać i się bawić.

Czemu akurat te trzy historie dałeś na akcję „Polacy nie gęsi i swoich autorów mają”?
Są jako tako wydane. Można je w pewien sposób wydanymi nazwać. Mam dość mały repertuar, jednak opowiadania „Trup Nuriego” i „Zapiski Gorta” są wydane w formie e-booków na portalu RW2010. „Miś” jest moim „papierowym” debiutem, który w dodatku nie jest selfpublishingiem. Inne opowiadania to krótkie, pojedyncze formy, które oczywiście są, może warto je przeczytać, ale nie są to moje sztandarowe treści.

Skąd pomysł na takie opowiadanie jak „Miś”? Jestem nim przerażona i zafascynowana jednocześnie.
Kiedyś widziałem obrazek misia, z drewnianym mieczem w ręku, broniącego śpiącego dziecka przed jakimś potworem czy zjawą. Drugą inspiracją był trailer „Wiedźmin 3” bodajże, gdzie Geralt mówi „zabijam potwory” (zabijając żołnierzy chcących zgwałcić wieśniaczkę). No i z tego wynikły rozterki Misia. Ja akurat dziwie się zawsze ludziom przerażonym „Misiem”, moim zdaniem sprawiedliwość nigdy nie jest przerażająca.

Jak wymyślasz imiona i miejsca akcji? Nazwy są tak efektowne, że niektóre ciężko przeczytać.
To jest kompletny random, zawsze dziwią mnie trochę tego typu pytania. Wystarczy napisać spółgłoskę i samogłoskę a reszta jakoś idzie. Niektóre imiona rzeczywiście trzeba było skrócić lub zmienić. Przykładowo „Nuri” był wcześniej „Nuariijem”, potem doszedłem do wniosku, że imiona powinny być krótkie i adekwatne, bez utrudnień, szczególnie, że niektórych ludzi takie nazwy zrażają. Są za to też nazwy, których nikt normalny nie wymówi, np. wzorowane na twórczości Lovecrafta. Derfy, jako rasa wodnych ludzi, jest inspirowana ryboludźmi Lovecrafta, imiona, słownictwo też jest zatem podobne w myśl zasady: dużo apostrofów, mało samogłosek. Przykładem jest Rghll Ftninn, który będzie bohaterem jednej z przyszłych sag. Są też imiona smoków, które z założenia mają być długie i trudne, takie jak Vinerdialikondrox, które będzie wspomniane w sadze, nad którą aktualnie pracuję - „Klątwa Arestogów”. Wiem, że ludzie będą czytali to jakos „vi – smok”, ale mi to nie przeszkadza.
Co do miejsc akcji, tutaj postanowiłem wprowadzić pewną zasadę, a raczej kilka. Dla ułatwienia w stronę czytelnika końcówka (funkcyjna – wzorowane chemią) państwa jest taka sama jak miast, które do niego należą. Przykładowo Valandriol posiadał Istrol, ale gdy ten został na mocy pokoju przekazany Xynthialowi, zmienił nazwę na Istral. Dodatkowo np. Ferqual jest największą stolicą Ferqualii, Irnifal – Irnifalii. Krainy dzielą się jeszcze na mniejsze krainy ze swoimi stolicami, są to często zamki (nie uwzględnione na mapie).Tu pojawia się druga część funkcyjna wyrazu, czyli pierwsze litery. Przykładem może być Irnikralia, kraina w Irnifalii, ze stolicą w Irnikralu. Mam nadzieję, że jest to proste i zrozumiałe.
Jakie masz plany na przyszłość? Nadal chcesz trzymać się grozy?
W sumie sześć sag opowiadających o: Naraalu i Nerivie Arestogu („Klątwa Arestogów”), Aryeh Neyiri („Złoty płacz elfów”), Kirifonie ger Neroku i Fortanie ger Nuriadzie (nie mam pomysłu na tytuł), Rghllu Ftninnie (też nie mam pomysłu na tytuł). Potem zajmę się zaplanowaną septologią. Wtedy zacznę pisać książki i stworzę zaplanowany siedmioksiąg. Potem może napiszę książkę o Gorcie, bo to słyszałem takie prośby od „fanów”. W międzyczasie wszystko co przyniesie mi los i wena.
Dziękuję za udzielenie odpowiedzi :)

12:04

#10 "Hopeless" Colleen Hoover Recenzja/Review

#10 "Hopeless" Colleen Hoover Recenzja/Review
Hopeless to książka, o której jest ostatnio głośno, blogowe recenzentki zacierają ręce na samą myśl o niej. Mnie również zaintrygowała opisem i rozgłosem, a do tego okładka, która przyciąga wzrok. Czego chcieć więcej? Idealne argumenty by nabyć tą powieść i tak też zrobiłam. Po zakupieniu, leżała jeszcze półtorej dnia na moim biurku z innymi książkami. Dopiero wtedy dojrzałam, by ją przeczytać.
Nie pożałowałam ani jednego grosza, jaki na nią wydałam. Hopeless to arcydzieło, to po prostu coś tak pięknego, że nie daje o sobie zapomnieć.
Zaczyna się dość niepozornie, bo poznajemy Sky w momencie kiedy do jej pokoju przez okno wchodzi chłopak, by się z nią popieścić, poprzytulać. Wydaję się, że to powinno przynosić przyjemność Sky, ale okazuje się, że ona nic nie czuje prócz przyjemnego odrętwienia. Ona i jej przyjaciółka Six już nie miały pomysłów czemu tak się dzieje. Jednak wszystko się zmienia jednego dnia, gdy robiąc zakupy Sky widzi chłopaka. Niby nic dziwnego, ale kiedy go zobaczyła, poczuła się pierwszy raz jak kobieta. Motylki w brzuchu, kołatanie serca i niemoc w odwróceniu od niego wzroku. To właśnie od tego momentu zaczyna się prawdziwa historia Sky i Deana Holdera. Kłótnie, miłość.
Sky jest odważna, szczera, nie boi się mówić co myśli, jednak jej reputacja w szkole nie pomaga w znalezieniu przyjaciół. Uchodzi za puszczalską, przez to że jej jedyna znajoma ma taką opinie. Dlatego, że razu ją zaszufladkowano, nie pozwolili jej, by zaczęła z czystym kontem i nie mogła pokazać jaką jest osobą. Wszyscy od pierwszego dnia zaczęli ją za plecami obgadywać i przyklejać karteczki na szafkę z obraźliwymi tekstami.
Holder to typowy chłopak z przeszłością, która przekręcona przez rówieśników niesie mu negatywną opinie. Lecz według miejscowych dziewczyna to tylko podsyca jego urok i kleją się do niego mimo tego co mówi się o nim. Dopiero gdy Sky go poznaje, możemy tak naprawdę okryć jaką osobą jest Holder.
Ta książka pokazuje jak ważne są niektóre sprawy. Jak ważne, by mieć przyjaciela w szkole wśród rówieśników, którzy nie są mili. Pokazała także jak bardzo mózg może wyprzeć się czegoś, ale przede wszystkim pokazała, że wiara w miłość jest czymś co pomoże nam wśród tylu rzeczy, które mogą się wydarzyć. Pomoc tej drugiej połówki jest bardzo ważna i może zdziałać cuda, gdy ma się ochotę usiąść, płakać i rwać włosy z głowy.
Całość ma trzysta osiemdziesiąt stron, w których jest zawarta prawda, łzy, miłość, strach, oczekiwania i przyjaźń. Nie chce Wam za dużo zdradzać, bo popsuję chęć przeczytania tej książki, ja zaczęłam ją czytać o 8:30, skończyłam o 17:20 tego samego dnia. Obiad był czymś zupełnie niepotrzebnym przy czytaniu, dlatego wręcz go połknęłam i nawet nie czułam smaku jedzenia, bo tak bardzo wciągnęła mnie ta powieść.
Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio mnie jakąś książka tak oczarowała, bym czytała jednym tchem. Śmiałam się przy niej, ale także otwierałam usta ze zdziwienia. Nigdy nie sądziłam, że coś mnie równie zaskoczy jak i wciągnie. Jak dla mnie Colleen Hoover to genialna pisarka i jestem pełna podziwu dla niej za napisanie takiej książki. Musiała mieć dość odwagi by napisać tę powieść, ale i nie mogła bać się poruszać tematów tabu, które znajdziemy wśród tych trzystu stronach.
Hopeless to więcej niż książka, to coś o czym nikt nie powinien nigdy zapomnieć. Każdy kto ją przeczyta, będzie wspominał ją wiele razy i wiele razy będzie po nią sięgał. Nawet ja kilka godzin po skończeniu czytania, nie mogłam przestać myśleć o Sky i Holderze, o tym co było dalej z ich życiem, dalej niż ta trzysta osiemdziesiąta strona.
Moja ocena to 15/10. Nie zasługuje na mniej, bo jest ponad miarą niż każda inna książka, którą przeczytałam.
Polecam ją każdemu, naprawdę warto wydać na nią każdą złotówkę.
Pozdrawiam
Wasza Dominika


"Hopeless" is a book that's been the talk of the town recently, blogs' reviewers are rubbing their hands while thinking about it. I was also puzzled by the description, publicity and the eye-catching cover. What more would you want? Perfect reasons to purchase this book and so did I. It spent day and a half with other books on my desk before I grabbed it.
I haven't regretted a penny I spent on it. "Hopeless" is a masterpiece, it's something such beautiful you can't possibly forget it.
It starts inconspicuously because we meet Sky in a moment when her boyfriend enters her room by the window to make out with her. It seems like it should be pleasant for Sky, but turns out she doesn't feel anything but a nice numbness. Her and her friend Six had no clue why it is happening. Everything changes when one day, while doing shopping, Sky sees a boy. Sounds like nothing, but when she saw him, she felt like a woman for the first time. Butterflies in her stomach, palpitations and infirmity in turning her eyes away. From the very moment the real story of Sky and Dean Holder begins. Fights, love.
Sky is brave, honest, she's not afraid of telling her mind but her reputation at school isn't helping her in finding friends. She's considered slutty because of her friend's reputation. Because of being pigeonholed she hasn't had a chance to start with a clean sheet and show what kind of person she really is. Everyone was talking behind her back and attaching insulting notes to her locker from the day one.
Holder is a typical guy with the past twisted by his equals that gives him a bad opinion. But by local girls it only fuels his charm and they are crazy about him despite the things the others say. Just when Sky meets him we can really discover what kind of person Holder is.
The book shows how important are some things. How important it is to have a friend at school among your equals that aren't nice. Showed also how much the brain can deny something, but most of all, it showed that belief in love is something that can help us among all those things that can happen. Help from your other half is very important and can do miracles when you just want to sit, cry and rip your hair out of your head.
The whole thing has three hundred eighty pages containing the truth, tears, love, fear, expectations and friendship. I don't want to tell you too much so I don't ruin your desire to read the book, I started reading it at 8:30 and finished at 17:20 the same day. Lunch was something absolutely unnecessary so I literally swallowed it and didn't even feel the taste of the food because I was so sucked by the story.
I don't even remember the last time I was so charmed by a book to read it in one breath. I laughed and opened my mouth out of surprise. I've never thought something could be so surprising and yet so addictive. As for me Colleen Hoover is a genius writer and I'm full of admiration for her for writing a book like this. She had to have anough courage to write this novel and she also could not fear to start the taboo subjects we can find in those three hundred pages.
Hopeless is more than just a book, it's something that shouldn't be forgotten by anyone, ever. Everyone who reads it, will remind it many times and many times will reach it again. Even I after a few hours of reading couldn't stop thinking about Sky and Holder, about what's next with their lives, further than that three hundred eightieth page.
My rate is 15/10. It doesn't deserve less because it's over any book I've ever read.
I recommend it to everyone, it's really worth every penny.
Regards,
Your Dominika

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger