21:15

Święta

Święta, święta i po świętach... Nie wiem jak Wam, ale mnie ten okres mija zawsze spokojnie i bez jakiś większych rewelacji. Mama gotuje pyszności, na których widok cieknie ślinka, a od zapachów z kuchni człowiek robi się głodny. W Wielkanoc rano siadamy całą rodziną do śniadania, czyli – rodzice, siostra, brat, ja i w tym roku narzeczony siostry i nowy członek rodziny, ich córka. Jak zawsze jest zabawnie, wypominanie żenujących sytuacji z dzieciństwa i dużo, dużo śmiechu. Wszyscy najadamy się tak, że brzuchy nam pękają, nawet nasz pupil domu załapuje się na kawałki boczku lub szynki ze święconki. Kiedy już wszyscy są pełni, następuje sprzątanie ze stołu i rozproszenie się po swoich pokojach. Każdy trochę krąży, zaczepią i puszcza sarkastyczno-zabawne uwagi, jak to u nas w domu w każdy dzień powszedni, jedyna, która nie próżnuje to nasza mama, która przygotowuje pyszności na uroczysty rodzinny obiad. Kaczka, dewolaje z pieczarkami, serem, nieraz i z orzechami, zrazy, sosy ciemny i jasny, ryż, ziemniaki, i sałata. Mówię Wam, że pachnie tak, że człowiek widzi przed oczami te smakołyki. Gdy wybija blisko piętnasta, przyjeżdża druga siostra z swoją rodziną, mężem i dwoma synami. W domu robi się głośno i radośnie. Siostry pomagają mamie, a ja zabawiam najmłodszego siostrzeńca jego ulubioną grą w farmera.
Jednak kiedy wszystko jest gotowe, zasiadamy do stołu, oczywiście nie jest tak, że każdy spokojnie wchodzi i już siada. Nie nie, to by było za proste, zawsze jest małe zamieszanie, gdzie kto siedzi i koło kogo. Dziesięć osób w jednym pokoju i przy jednym stole to możecie sobie wyobrazić co się dzieje. Każdy nakłada sobie swoją porcje, to co lubi najbardziej i ma w czym wybierać. Zaczyna się zbiorowe obżarstwo, że tak powiem. Trwają niewielkie rozmowy, jak to zawsze w rodzinie, potem znowu niewielkie wypominanie grzechów przeszłości, aż w końcu, każdy opiera się o swoje krzesło, uśmiechem na twarzy i pełnym brzuchem – u panów trzeba uważać, by guziki od koszul nie strzelały po oczach. Większość z nas nie może się ruszać w tym ja, jednak to nie powstrzymuje mnie przed zjedzeniem babeczki. W końcu zakończyłam okres postu na słodycze i mogę do woli używać. Jednak po obiedzie trzeba odpocząć, znowu rozproszenie i odpoczynek na kanapach, jedynie szwagier poszedł z synami grać w piłkę.
Nadjedzony, ale dobry
Dopiero po siedemnastej, wstawia się wodę na kawy i herbaty. A mama wyciąga to co łakomczuchy uwielbiają najbardziej – ciasta. Dwa rodzaje jabłecznika, makowiec, jakieś ciasto z kokosowymi wiórkami i dżemem, nie wiem dokładnie bo nie jadłam. No i sernik, dwa rodzaje, to moje najukochańsze ciasto jakie może być. Co prawda nie zmieściłam nawet całego kawałka, bo byłam przejedzona, ale był pyszny. I jak kawa to znowu plotki, plotki i jeszcze raz plotki. O wszystkim i o niczym.
Tak mijał nam pierwszy dzień, drugi Śmigus Dyngus, był raczej leniwym dniem. Wszyscy się rozjechali i praktycznie zostałam sama w domu z rodzicami. Odpoczywaliśmy, relaksowaliśmy ciszą, która panowała w mieszkaniu. Obiadek, po którym nie mogłam się ruszać, aż do dziewiętnastej i tak zleciały mi święta. Jedynie telewizja, muzyka i dobra książka. Te trzy rzeczy trzymały mnie przed zaśnięciem, w ten leniwy dzień.
A jak Wam? Jak Wy spędzacie takie dni? Wolicie całą rodziną, czy raczej w samotności? Napiszcie mi i opowiedzcie. Czekam na odpowiedzi
Pozdrawiam
Wasza Dominika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger