22:02

Miłość będzie trwać

Budzę się, leżę w nowym łóżku, w nowym domu. Wszystko jest mi obce i nieznane. Dopiero po minucie wraca mi świadomość wydarzeń wczorajszego dnia. Odwracam głowę, spoglądam przez ramie i widzę JEGO. Tego, z którym mam żyć na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie. Póki śmierć nas nie rozłączy.
Złote włosy lśniły się w promieniach słońca, które wpadały przez okno. Pełne usta były lekko rozchylone, nie przypominały tych namiętnych i czerwonych od nocnych pocałunków. I na koniec oczy. Teraz przysłonięte, chowały się za powiekami. Skrywały piękne niebieskie tęczówki. Przez chwilę wpatrywałam się w jego przystojna twarz. Nie chciało mi się wierzyć, że w końcu nastał moment kiedy jesteśmy już razem. Legalnie możemy żyć obok siebie i ze sobą, a nikt nie ma prawa nic powiedzieć o tym.
Teraz dopiero poznaje co to szczęście, on pokazuje mi jak moje życie powinno wyglądać. Bez łez, smutku i złości. Tylko radość i miłość, która nas połączyła w niespotykany sposób.
Jeszcze trzy lata temu byliśmy dla siebie dwójką obcych ludzi. Jednak już od pierwszych wymienionych zdań, nasze serca przyspieszyły w wspólnym rytmie, jakby odnalazły siebie. Wiedzieliśmy, że to uczucie, które nas opanowało, nie ustąpi już nigdy. Pierwsze otarcie ramion, pierwszy uścisk, pierwszy pocałunek i pierwsze motyle w brzuchu. Nic nas nie mogło powstrzymać przed tym ogarniającym nas uczuciem. Gdy ludzie mówią, że to było jak grom z jasnego nieba, rozumiem ich, co mieli na myśli. Tak samo było z nami. A może to był raczej słynny Amor i jego strzała miłości? Może to tandetnie brzmi, ale tak się poczułam. On mówi to samo. Nikt nie wierzył, że uda nam się być razem, twierdzili że w tych czasach związki nie trwają za długo. Ale udowadnialiśmy, że jesteśmy inni, że nasz związek jest inny. Nasza miłość będzie trwać „póki śmierć nas nie rozłączy”. Tak obiecaliśmy sobie i tych słów dotrzymamy.
Nie boimy się, że wydarzy się coś, co nas rozdzieli. Tyle już przeszliśmy, że nic nas już nie zaskoczy. Jesteśmy razem i pozostaniemy razem.
Kochamy się i chcemy być ze sobą.
Ślub był tylko formalnością.
– Dzień dobry, żono – usłyszałam niski i zachrypnięty od snu głos. Powieki uniosły się ukazując, tęczówki które tak kocham i które rozpoznam wszędzie.
– Dzień dobry mężu – Uśmiech samoistnie pojawił się na mojej twarzy.
Nie wiem, które z nas pierwsze ruszyło do pocałunku, a może spotkaliśmy się w połowie drogi?
Zaczynało się nowe życie we dwoje, byliśmy swoimi drugimi połówkami.
Razem, aż po czasu kres.
Miłość twa wiecznie, nasza też.
___________________________
Ostatnio dodaje Wam dużo tekstów takich napisanych pod wpływem chwili. Ale tak jakoś mi same wychodzą spod palców. Mam nadzieje, że Wam sie podobają.
Pozdrawiam
Wasza Dominika

21:15

Święta

Święta
Święta, święta i po świętach... Nie wiem jak Wam, ale mnie ten okres mija zawsze spokojnie i bez jakiś większych rewelacji. Mama gotuje pyszności, na których widok cieknie ślinka, a od zapachów z kuchni człowiek robi się głodny. W Wielkanoc rano siadamy całą rodziną do śniadania, czyli – rodzice, siostra, brat, ja i w tym roku narzeczony siostry i nowy członek rodziny, ich córka. Jak zawsze jest zabawnie, wypominanie żenujących sytuacji z dzieciństwa i dużo, dużo śmiechu. Wszyscy najadamy się tak, że brzuchy nam pękają, nawet nasz pupil domu załapuje się na kawałki boczku lub szynki ze święconki. Kiedy już wszyscy są pełni, następuje sprzątanie ze stołu i rozproszenie się po swoich pokojach. Każdy trochę krąży, zaczepią i puszcza sarkastyczno-zabawne uwagi, jak to u nas w domu w każdy dzień powszedni, jedyna, która nie próżnuje to nasza mama, która przygotowuje pyszności na uroczysty rodzinny obiad. Kaczka, dewolaje z pieczarkami, serem, nieraz i z orzechami, zrazy, sosy ciemny i jasny, ryż, ziemniaki, i sałata. Mówię Wam, że pachnie tak, że człowiek widzi przed oczami te smakołyki. Gdy wybija blisko piętnasta, przyjeżdża druga siostra z swoją rodziną, mężem i dwoma synami. W domu robi się głośno i radośnie. Siostry pomagają mamie, a ja zabawiam najmłodszego siostrzeńca jego ulubioną grą w farmera.
Jednak kiedy wszystko jest gotowe, zasiadamy do stołu, oczywiście nie jest tak, że każdy spokojnie wchodzi i już siada. Nie nie, to by było za proste, zawsze jest małe zamieszanie, gdzie kto siedzi i koło kogo. Dziesięć osób w jednym pokoju i przy jednym stole to możecie sobie wyobrazić co się dzieje. Każdy nakłada sobie swoją porcje, to co lubi najbardziej i ma w czym wybierać. Zaczyna się zbiorowe obżarstwo, że tak powiem. Trwają niewielkie rozmowy, jak to zawsze w rodzinie, potem znowu niewielkie wypominanie grzechów przeszłości, aż w końcu, każdy opiera się o swoje krzesło, uśmiechem na twarzy i pełnym brzuchem – u panów trzeba uważać, by guziki od koszul nie strzelały po oczach. Większość z nas nie może się ruszać w tym ja, jednak to nie powstrzymuje mnie przed zjedzeniem babeczki. W końcu zakończyłam okres postu na słodycze i mogę do woli używać. Jednak po obiedzie trzeba odpocząć, znowu rozproszenie i odpoczynek na kanapach, jedynie szwagier poszedł z synami grać w piłkę.
Nadjedzony, ale dobry
Dopiero po siedemnastej, wstawia się wodę na kawy i herbaty. A mama wyciąga to co łakomczuchy uwielbiają najbardziej – ciasta. Dwa rodzaje jabłecznika, makowiec, jakieś ciasto z kokosowymi wiórkami i dżemem, nie wiem dokładnie bo nie jadłam. No i sernik, dwa rodzaje, to moje najukochańsze ciasto jakie może być. Co prawda nie zmieściłam nawet całego kawałka, bo byłam przejedzona, ale był pyszny. I jak kawa to znowu plotki, plotki i jeszcze raz plotki. O wszystkim i o niczym.
Tak mijał nam pierwszy dzień, drugi Śmigus Dyngus, był raczej leniwym dniem. Wszyscy się rozjechali i praktycznie zostałam sama w domu z rodzicami. Odpoczywaliśmy, relaksowaliśmy ciszą, która panowała w mieszkaniu. Obiadek, po którym nie mogłam się ruszać, aż do dziewiętnastej i tak zleciały mi święta. Jedynie telewizja, muzyka i dobra książka. Te trzy rzeczy trzymały mnie przed zaśnięciem, w ten leniwy dzień.
A jak Wam? Jak Wy spędzacie takie dni? Wolicie całą rodziną, czy raczej w samotności? Napiszcie mi i opowiedzcie. Czekam na odpowiedzi
Pozdrawiam
Wasza Dominika

13:03

Wywiad z Grzegorzem Iwańczykiem - kryminalnym debiutem.

Wywiad z Grzegorzem Iwańczykiem - kryminalnym debiutem.
Trzyma napięcie do ostatniej chwili, nie wiadomo co się zdarzy, zaskakującego wątki. To są trzy, z wielu atrybutów, które posiada Pan Grzegorz Iwańczyk. Pozytywne opinie, zachwyceni czytelnicy, którzy chcą więcej i więcej jego powieści. Debiut „Nocna Zmiana” okazał się strzałem w dziesiątkę miłośnicy kryminałów; nie mogą się doczekać kolejnej części.

Standardowe pytanie u mnie. Kiedy zaczęła się Pana fascynacja pisaniem?
Zdjęcie z prywatnej galerii Autora
Już od młodych lat pisywałem krótkie opowiadania pod poduszkę. W szkole podstawowej, czy w czasach uczęszczania do Liceum. Były to jednak krótkie, składające się z kilku stron, próby literackie. Później miałem dłuższą przerwę w pisaniu. Widać, po tych kilku czy nawet kilkunastu latach przestoju, skumulowała się we mnie energia do pisania i tak doszło do powstania mojej pierwszej, bardziej profesjonalnej, powieści – „Nocna zmiana”.
Co Pana ujęło w tej dziedzinie? Czemu pisanie, a nie coś innego?
Pisanie daje mi możliwości używania mojej kreatywności, wyobraźni, pomysłów przy jednoczesnym braku jakichkolwiek ograniczeń z zewnątrz. Zawsze czułem dużą potrzebę wolności i lubiłem robić wszystko po swojemu. Z tego też powodu nie zrobiłem do tej pory większej kariery w firmach moich dotychczasowych pracodawców ;) Pisanie książek daje mi taką wolność i swobodę tworzenia rzeczy po swojemu. Jednak głównym „motorem napędowym” przy pisaniu „Nocnej zmiany” było dla mnie wyobrażenie sobie osób czytających mój kryminał; ich zszokowanych, zaskoczonych i zaciekawionych dalszą treścią twarzy.
Pierwsze teksty jakie Pan napisał, zadowalają Pana?
Jeśli chodzi o moje dawne opowiadania to ostatnio odgrzebałem je i przejrzałem. Muszę powiedzieć, że zaskoczyły mnie pozytywnie swoją fabułą i poczuciem humoru biorąc pod uwagę mój ówczesny, młody wiek. Niestety jakość tworzonych zdań nie była najlepsza, ale to akurat raczej nigdy nie będzie moją silną stroną. W „Nocnej zmianie” ten aspekt również nie do końca mnie zadowala.
Skąd pomysł na „Nocną Zmianę”?
Pomysł pojawił się nagle i w zasadzie w ciągu dwóch dni stworzyłem cały szkielet fabuły. Na miejsce i czas dokonywanych zbrodni – nocna zmiana w centrali Banku, na sali call center – wpadłem od razu z tej przyczyny, że kilka lat temu pracowałem jako taki konsultant i praca na zmianie nocnej była dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Pewnego wieczoru podjąłem decyzję, że spróbuję napisać książkę, wróciłem do domu, wziąłem kartkę, długopis i tak to się zaczęło.
Pana książka „Nocna zmiana” zbiera bardzo pozytywne oceny. Co jest sukcesem tej powieści, że ludzie tak ją chwalą?
Z opinii recenzentów, moich znajomych i innych, którzy przeczytali moją książkę wynika, że sukcesem tej powieści jest bardzo dynamiczna i zaskakująca fabuła. W tej książce nie ma dużej ilości szczegółowych opisów. Panuje w niej akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Fabuła jest dość zawiła i nie da się przewidzieć co będzie dalej, po prostu się nie da Nie sposób się nudzić z tą książką – to jej największa zaleta. Takie są dotychczasowe opinie i w pełni się z nimi zgadzam.
Planuję Pan kolejne powieści? Ten sam gatunek, czy sięgnie Pan po coś innego?
Obecnie mam bardzo mało czasu na pisanie. Jednak bez wątpienia planuję wydać drugą powieść kryminalną, będącą kontynuacją „Nocnej zmiany”. Czy jakieś inne gatunki? W tym momencie nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie.
Jaki jest przepis na dobry, trzymający w napięciu kryminał?
Po pierwsze trzeba stworzyć ciekawe postaci, których los nie będzie obojętny czytelnikom. Po drugie fabuła nie może być banalna i przewidywalna. Musi zaskakiwać do samego końca i przez cały czas wprowadzać czytającą osobę w błędne myślenie o tym, co się zaraz wydarzy. Po trzecie warto wprowadzać punkty kulminacyjne na koniec każdego rozdziału. To nie pozwoli czytelnikowi na szybkie odłożenie książki.
Jak idą prace nad kontynuacją Nocnej Zmiany?
Cały szkic fabuły już mam. Jednak, jak już wspominałem, obecnie mam mało czasu na pisanie. Myślę jednak, że jest duża szansa na wydanie kontynuacji w przyszłym roku.
Zdaniem wielu jest to kryminał doskonały, a jak Pan uważa?
Naprawdę? Aż tak się podoba? Doskonały to mocne słowo nie wiem czy nie za mocne, ale skoro tak mówią To bardzo miłe…
Nie chcę oceniać swojego dzieła. Myślę, że nie wypada mojej osobie. Mogę jedynie powiedzieć, iż uważam, że na pewno jest to bardzo wciągający kryminał.
Kiedy możemy spodziewać się kontynuacji w księgarni? (Wiele osób chciało, by już ją przeczytać).
„Nocna zmiana” jak na razie jest dostępna tylko na „Wydaje.pl” i nie wiem kiedy pojawi się w większych księgarniach. Co do kontynuacji tym bardziej trudno mi przewidzieć jakieś terminy wydania i jej dostępności w sklepach. Tak jak już powiedziałem jest duża szansa, że w przyszłym roku.
Może uroni Pan rąbka tajemnicy i powie co znajdziemy w drugiej części?
Niestety nie mogę, zrozumcie Obiecuję jednak, że będzie, podobnie jak pierwsza część, bardzo zaskakiwać
Ile przewiduje Pan części Nocnej Zmiany?
Druga część będzie bez wątpienia ostatnią z tej serii.
Która postać jest Panu najbliższa i dlaczego?
Zarówno postaci detektywa Darka oraz policjanta Tomka są mi najbliższe. Obie te osoby posiadają wady i zalety, które i ja posiadam.
I na koniec, może powie Pan mi i czytelnikom coś o sobie? Kim jest autor tak dobrego debiutu?
Zanim odpowiem, korzystając z okazji chciałbym podziękować Państwu za pomoc w promocji książki, a także wszystkim tym, którzy ją przeczytali i wystawili swoją opinię o niej. Co do pytania to może odpowiem w banalny sposób, że jestem zwykłym chłopakiem z Warszawy. Moją wielką pasją jest sport, a szczególnie piłka nożna. Oprócz standardowego, ośmiogodzinnego etatu w korporacyjnej firmie, pracuję na co dzień jako trener w szkółce piłkarskiej. Jestem spod znaku Wodnika więc siłą rzeczy cechuje mnie duża indywidualność i potrzeba wolności o której wspominałem na początku. Mieszanka cech charakteru detektywa Darka i policjanta Tomka z „Nocnej zmiany” to w dużym stopniu właśnie ja
Dziękuję:)
Proszę

13:09

#9 Miasto Nieśmiertelnych - Sonia Wiśniewska

#9 Miasto Nieśmiertelnych - Sonia Wiśniewska

Miasto Nieśmiertelnych”. Książka, na którą czekałam z niecierpliwością, nie mogłam się wręcz doczekać, aż będę mogła w końcu ją przeczytać. Ale czy faktycznie, lektura spełniła moje oczekiwania? Sami się przekonajcie, czytając dalej.
Tato, opowiedz nam o Mieście Nieśmiertelnych…
W zamkniętym przed ludźmi Mieście Nieśmiertelnych mieszka dwudziestu Bogów. Panujące między braćmi spięcia doprowadziły do podzielenia się ich na dwa kręgi, w których to dwaj Panowie Błyskawic walczą o pozycję lidera. Targające rodzeństwem negatywne uczucia sprawiają, że spiskują przeciw sobie, oddalają się od siebie i zapominają o łączących ich więzach.
Wkrótce jednak wszystko ma się zmienić za sprawą wizji Pana Przyszłości.
Pakt Pokoju i Pakt Tajemnicy zostały zerwane…
Któremu z bogów uda się przetrwać w panteonie i kim będzie lider?”
Wiele nie mogę powiedzieć na temat książki, gdyż jej nie przeczytałam. Po paru stronach, przez które udało mi się przebrnąć, rzuciłam książką w kąt. Pewnie dziwicie się dlaczego, bo książka ma dużo pozytywnych opinii. Niestety, moja jest negatywna.
Zauważyłam wiele błędów. Między innymi błędy których powinno wstydzić się wydawnictwo. Są to niedociągnięcia, które bardzo rzucają się w oczy. Pomylone imię jednego z bogów, jest błędem, który jako pierwszy rzuca się w oczy. Takich małych chochlików jest więcej. Jakby tak wsiąść ołówek w rękę i zacząć podkreślać wszystkie „byczki”, przynajmniej połowa książki, byłaby pokreślona.
Kolejnymi błędami są dialogi. Bardzo ciężko się w nich odnaleźć. Z moich obserwacji sama autorka miała z nimi problem. Siedząc nad jednym z dialogów, między dwoma bogami, zaczęłam sprawdzać, kto co powiedział i niestety ale nie doszłam do rozwiązania tej zagadki. Skromna ilość opisów, nie wprowadziła mnie w świat opisany przez autorkę. Dlatego, książka mnie nie zachęciła do dalszego czytania, a wręcz mnie odstraszała. Wiem jedno, pomysł był dobry, ale masa niedociągnięć, którą ujrzymy, zniechęca do siebie.
Autorka musi poćwiczyć swój warsztat i pilnować szczegółów, których nie dopilnowała podczas wydawania „Miasta Nieśmiertelnych”. Jestem ciekawa dalszej twórczości, którą zaprezentuję nam pani Sonia Wiśniewska i na pewno nie przekreślam samej autorki. Warto pamiętać, że książka jest debiutem i pewne błędy mogą wystąpić. Ale zawsze przy następnej powieści, można uczyć się na błędach i poprawić niedociągnięcia.
Dzisiaj ocena ode mnie 3/10. Oby następnym razem była to dziesiątka, której życzę z całego serca Pani Sonii.
Pozdrawiam
Wasza Dominika

18:49

Czaru czas, Nowe życie - dwie mini historie

Czaru czas
Dawno temu w mieście zwanym Miscopeles żyła spokojnie, szczęśliwa rodzina. Jednak pewnego dnia w ulewne popołudnie, ten spokój zakłóciło pukanie do drzwi. Kobieta wyglądająca na starszą, która szukała schronienia przed deszczem. Pan domu z żoną ugościli ją, lecz nikt nie wiedzieli, że tajemnicza dama skrywa tajemnicę. Była przeklęta. Jak miała pięć lat, jedna stara wiedźma rzuciła na nią urok. W swoje osiemdziesiąte urodziny trafi do domu, gdzie mieszkać będzie kochająca się rodzina. Ale jej wizyta sprawi, że całe ich życie się odmieni.
Podczas kolacje na jej twarzy zaczęły pojawiać się łzy, przemówiła najpierw w nieznanym języku, potem powtórzyła to, by mieszkańcy zrozumieli. Nie chciała tego robić, ale nie miała innego wyjścia.
– Czaru przyszedł czas, odmieni was, unieszczęśliwi was. Będziecie żyli wiecznie, ale w bólu, który twarze wasze ciała zacznie. Nie ma lekarstwa, nie ma ratunku. To wasze przeznaczenie i wasza kara. Szczęśliwi są nieliczni, a was w tym gronie już nie ma – wyszeptała w agonii.
Zadanie dostała, zadanie spełniła, jej misja się skończyła. Opadła bezwładnie, a za nią rodzina. Ona martwa, oni żywi.
Tak się zaczyna lub kończy historia szczęśliwa, a cierpienia zaczyna.

Nowe życie
Pomóż mi znaleźć siebie, podczas gdy inni ludzie będą myśleli, że nie żyję. Ty jako jedyny będziesz trwać przy mnie, kiedy przemiana nastąpi. Zmienię włosy, zmienia ubrania, założę soczewki. Wszystko zmienię, to co przypomina mi stare życie. Chce być kimś innym, kimś kogo nie będzie śledził zew przeszłości tego co się wydarzyło, co się stało nie z mojej winy. Wypadki chodzą po ludziach i to właśnie był wypadek lub zrządzenie losu, jak kto woli. Nie wiem czemu tam gdzie zawsze byłam działy się przykre rzeczy. A już na pewno nie chciałam, by tamtego dnia doszło do katastrofy, podczas której zginęło tamto dziecko.
Nie miałam życia w swoim mieście, nikt mnie tam nie chciał. Dlatego to zrobiłam, upozorowałam własną śmierć, by przeszłość nie podążyła za mną do mojego nowego domu.
A ty. Ty masz główną rolę w tym spektaklu. Zmienisz mnie, mój wygląd tak bym nie przypominała siebie już nigdy. Bym mogła wyjechać i żyć spokojnie bez tych ludzi, by mnie nie dopadli.
Dlatego pomóż mi. Znajdź we mnie, nową mnie.

11:22

Wiosna, ach wiosna

Wiosna, ach wiosna
Pierwszy tydzień kwietnia za nami. Pogoda piękna, słoneczko przyjemnie grzeje nasze blade po zimie twarze. Niby nic nowego, zaskakującego, bo już od dłuższego czasu mamy słońce i bezchmurne niebo. Poprawia nasze humory, samopoczucia, od razu chce nam się żyć, że tak powiem. Jakby nie było, budzić się rano już ociężały, myślisz co cie czeka w tym dniu, w głowie kalkulujesz czy zdążysz zjeść śniadanie, zanim wylecisz z domu. Ale kiedy wstajesz z łóżka i widzisz taką pogodę, to nie wiem jak u Was, ale u mnie od razu pojawia się uśmiech na ustach. Jakoś słońce działa tak na mnie, że energia i poprawa humoru idzie w parze mocno do góry.
Staje się chętna do pracy, mogę robić mnóstwo rzeczy, a do tego z mojej twarzy nie znika uśmiech. Zima działa tak, że wszyscy najchętniej schowali by się pod kocami, koło grzejników z kubkiem czegoś ciepłego, do tego jakiś film i nic więcej do szczęścia nie trzeba. Ale wiosna? Wiosna sprawia, że jak niedźwiedzie budzimy się ze snu. Nasze ciała odżywają, jakbyśmy zaczynali żyć od nowa. W naszych głowach(kobiecych, bo nie wiem co u mężczyzn się pojawia) pojawiają się nowe pomysły na ciuchy, nowe wizje na makijaże, a także wystrój naszych pokojów/mieszkań. Wiosna to czas kolorów, szaleństw, i nowych miłości.
Nasze serca odżywają, te wolne, które jeszcze nie mają swojej drugiej połówki, chcą znaleźć tą osobę, która nas pokocha takimi jakimi jesteśmy. A te serca zajęte, zakochane już wiosną na nowo odkrywają uczucia jakimi się darzą. Motylki w brzuchu ponownie fruwają, a nasi partnerzy stają się co roku bardziej atrakcyjni i interesujący.
Wiosna, miłość, kolory, piękno.
Moje arbuzy
To cztery słowa, która kojarzą mi się z tą aktualną porą roku. Uwielbiam ją, kocham. Jest moją ulubioną razem z latem, gdzie jest jeszcze piękniej, ale o tym napiszę jak ono przyjdzie. A dziś? Zaczęłam to pisać, bo chciałam Wam opowiedzieć jak minął mi tydzień, a tymczasem temat zrobił się nieco odległy. Ale żeby nie odbiec do końca od niego, to powiem Wam, że minął mi bardzo miło. Najbardziej cieszy mnie to, że udało mi się napisać rozdział do kolejnej mojej książki, a także to, że w mojej głowie pojawia się coraz więcej pomysłów, które chce wykorzystać, by ubarwić jeszcze bardziej tę historię, którą piszę. To mój sukces na ten tydzień i jestem dumna z siebie. A co będę udawać skromną.
Mam nadzieje, że Wasze pierwsze dni kwietnia także minęły tak przyjemni. I życzę Wam, by reszta tego ślicznego do tej pory miesiąca płynęła spokojnie i szczęśliwie.
Do następnego

Wasza Dominika
Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger