18:01

Wywiad Marta Grzebuła

Książki nie raz przenoszą nas do innego świata. Nie pierwszy i nie ostatni pomagają nam przetrwać ciężkie chwile. Powodują łzy, śmiech i grozę. Tak też jest z powieściami tej Pani, z którą miałam okazję przeprowadzić wywiad. Jej książki wciągają od pierwszych słów. Dawno żadna książka mnie tak nie wciągnęła, że z trudem się oderwałam, by napisać pytania. A Pani Marta Grzebuła była tak wspaniała, że odpowiedziała na nie i dzięki temu możecie przeczytać co powstało podczas naszej współpracy.
Przyznaje się, że do tej pory, nie czytałam wcześniej Pani książek. I szczerze tego żałuję. Jednak to nadrobię, a tymczasem chciałabym się dowiedzieć, skąd pomysł na pisanie? Kiedy to się zaczęło?
M.G.-Myślę, że by oddać prawdę, odpowiedzieć muszę, że zaczęłam pisać mając około trzynastu lat. Początkowo były to wiersze, potem opowiadania. A pierwszą powieść napisałam mając
piętnaście lat.
Jaki ma Pani sposób by wątki się nie powtarzały? By w każdej książce było co innego?
M.G- Przyznam, że piszę w sposób dość, nazwałabym to, intuicyjny. Najpierw powstaje opowiadanie, z czasem jest ono rozbudowane do powieści. Zawsze muszę mieć plan. Powstaje on w chwili, gdy wcześniej wystąpił swoisty "impuls" do tego, aby powstała książka, czyli powieść. Tym "impulsem" może być obraz, słowo, czy też podszept męża. On to zazwyczaj podsuwa mi pomysły. I dodam, że nie zastanawiałam się jeszcze nad tym, czy jakiś wątek się powtarza. Ponieważ oscyluję w dość szerokim wachlarzu tematycznym i póki co chyba mi to "nie grozi" { uśmiech}
Boi się Pani jakiegoś gatunku? Którego nie tknęła by Pani pod żadnym względem.
M.G. Przyznam się, że nie zastanawiałam się nad tym.
Czy trudno wydać Pani książkę, teraz gdy jest już znana?
M.G - Znana? Cóż to znaczy? Czytelnicy, owszem są, piszą do mnie, dopytują się o kolejne pozycje. Ale ja nie czuję się "znana". Przyznam się, że chciałabym jedynie być "lubianą i czytaną" Ale to wynika z mojego charakteru. Nic, i w tym stwierdzeniu, odkrywczego. Każdy z nas tego pragnie. Być przede wszystkim akceptowanym. Ofiarować coś z siebie, dać drugiemu człowiekowi - to wspaniałe - ale bywa nam szalenie przykro, że mimo naszych starań ktoś, mało tego że nie akceptuje nas, to jeszcze w sumie nie znając, wyciąga zbyt pochopne, krzywdzące wnioski. Ale na razie nie spotkało mnie to od potencjalnego Czytelnika. Na szczęście. A czy kwestia "wydania" jest teraz ułatwiona? No cóż. Powiem tak, wydać pierwszą, czy ostatnią książkę w Polsce- moim zdaniem- jest bardzo trudno.
Szykuje Pani nowe książki na ten rok?
M.G. - Oczywiście. Piszę od miesiąca powieść, w której zmierzam się z bardzo odległą epoką. Ponadto mam do "pod szlifowania" powieść napisaną dość dawno temu, a zatytułowaną "Dzieci Komuny". Wbrew pozorom nie wikłam w niej czytelnika w politykę, proszę mi wierzyć.
Co Panią inspiruje? Powoduje, że chce Pani siąść i pisać?
M.G. - Kocham pisać, tak samo jak czytać. Często by nie myśleć o jakiś przykrych codziennych sprawach, "opowiadam" sobie przed snem historie. Są one zawsze piękne, emocjonalne i pozwalają mi zasnąć z uśmiechem na twarzy. Ale myślę, że każdy z nas kładąc się spać "udaje się do swojego świata wyobraźni" To tam godzimy się z chłopakiem, z bliskimi. To tam, szybko i bez kłopotów rozwiązujemy problemy... itd. To właśnie była kiedyś rada mojej śp. Mamy Basi. Gdy było mi ciężko, smutno, powtarzała: "Martusiu a od czego jest twoja wyobraźnia?" Może to wydaje się dziwne, ale dokładnie to, w tych chwilach, pozwalało i pozwala mi, znaleźć rozwiązanie dla rzeczywistych kłopotów.
Lepiej się Pani pisze w jakich warunkach?
M.G. Mam "swój kącik" pracy. Mój świat staroci, mebli, pamiątek rodzinnych a klimat, który
tam panuje - "w moim pokoju"- jest idealny do pracy, do rozmyślań a także do odpoczynku. Nikt, gdy rzucam hasło:" Piszę" nie zakłóca mi spokoju. Czasem mąż cichutko zagląda i niemal na palcach przynosi kolejny kubek z kawą. A czasem, bo i tak się zdarza, że bułkę. Pisząc nie czuję głodu. Ten świat, który właśnie powstaje pochłania mnie bez reszty"
Przepaść Samobójców” i „Obsesja” to książki, które są teraz promowane. Ciężko było wybrać te dwie spośród wszystkich jakie ma Pani napisane?
M.G. To stało się spontanicznie. Owe powieści są najnowsze i stąd ta decyzja. Ale tak naprawdę uważam, że to przypadek zdecydował o tym fakcie. Ale nie tylko, również sugestia Czytelniczek.
Ma Pani swoją ulubioną książkę napisaną przez siebie? Jeśli tak to jaka to jest i czemu ona?
M.G - Na to pytanie czekałam. Ponieważ jest taka powieść - zatytułowana DOTYKAJĄC NIEBA. To dzięki radom, a nawet pomysłowi mojej śp. Mamy Basi powieść ta powstała. Mało tego, gdy Jej zabrakło przez pół roku nie byłam w stanie dalej pisać. I nie tylko dlatego, że zabrakło mi "pomysłodawcy" czyli Mamy, ale dlatego, że w tej książce obie- po części opisywałyśmy wspólne losy, i przede wszystkim miłość, jaka nas łączyła. Miłość Matki i córki. A oddaje to wiersz, który jest we fragmencie w tej powieści. Pozwolę sobie go przytoczyć.
NIEBIAŃSKA LINIA"
"A gdyby tak można zadzwonić
i spytać o świt tam w Niebie
a między słowa włożyć tęsknotę
i Miłość – tak wielką Mamo – do Ciebie


A gdyby zapytać co robisz
czy życie duchowe nie jest tam udręką
czy słowa mówione wprost z serca
popłyną niebieską wstęgą?


A gdyby wypełnić ciszę
która została po Tobie
sygnałem dzwonka do Nieba
powiedziałabyś Mamo – jak żyć tu na ziemi trzeba?


Gdybym telefon miała
co sięga błękitu chmur
czy wtedy umiałabym wyznać
jak wielki wciąż stawiam mur?


Gdyby i nawet był telefon z błękitu
Nieba to czy umiałabym wyznać
co we mnie Mamo dojrzewa?
...
Mamo najdroższa kochana
nie ma sygnału do Nieba
musi wystarczyć mi wiara
lecz ona powoli umiera


Miłość obdarta z nadziei
wiara co bólem jest pełna
oczy wciąż łzami zalane
tego jestem dziś pewna


Słowa cierpieniem i żalem
pełne aż do granic żałoby
smutek co serce wypełnia
Mamo – potrzebuję odnowy...
I to jest powieść hołd złożony mojej Mamie.
Jest Pani samoukiem, czy gdzieś się Pani uczyła?
M.G - Odpowiem krótko i enigmatycznie: - I tak, i nie.
Kto Panią najbardziej wspiera w pisaniu?
M.G. - Mąż, bez wątpienia. Gdyby nie Henryk potem synowie, nie zdobyłabym się na wydawanie. To Oni wydali mój autorki tomik poezji, na moje urodziny, i tak ruszyło. Dzięki Nim uwierzyłam, że mogę. A ponadto Henryk nie pozwolił mi zapomnieć o najważniejszej osobie...o mojej Mamie i moim marzeniu. Ale też i Mama przez lata mówiła: " Martusiu, czy nie czas marzenia nazwać celem?" I choć nie doczekała się tej chwili...Ja dzięki Nim, moim bliskim, mojej Mamie, zaczęłam spełniać marzenia.
I takie pytanie na koniec. Robi Pani błędy w tekstach? Czy jest już Pani doświadczona, że nie zdarza się tak, że przecinek jest w złym miejscu, ale gdzieś jakaś literówka nawinęła. Pytam o to, ponieważ dużo osób ma z tym problem i może lepiej uwierzą w siebie, jeśli są szanse na poprawę, lub zdarza to się najlepszym.
M.G. - Odpowiem tak...coś co jest znane nam wszystkim: " Nie popełnia błędów tylko ten, co nic nie robi"
A pracując nad sobą, ucząc się, jesteśmy w stanie zapanować nad - niemal - wszystkim. Ja wciąż się uczę...nie popełniać błędów. Nie tylko tych w pisowni, ale też tych w życiu...Poprzez pryzmat czytania, pisania, samo szkolenia się, poprawiamy swój warsztat. Nad wszystkim trzeba w życiu pracować. Bo jak Pani i Czytelnicy wiedzą:" Nic nie przychodzi samo"
Dziękuje za odpowiedzi.
M.G. - A ja dziękuję za możliwość odpowiedzenia na powyższe pytania. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Za okazję przeprowadzenia wywiadu dziękuję “Polacy nie gęsi iswoich autorów mają” A także Pani Marcie Grzebule.

1 komentarz:

  1. Uwielbiam tę pisarkę! :)
    Świetny wywiad zwłaszcza, że dowiedziałam się kilku bardzo ciekawych rzeczy! :)
    Co do książek to polecam "Obsesję" ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger