14:03

Uważajcie na tą brunetkę, jej przyjaciel to Dr. Marvin - Wywiad z Izą Korsaj

Wiele ludzi uwielbia oglądać horrory, thrillery. Głowią się nad tym, jak ktoś mógł coś takiego wymyślić. Jednak dla mnie czymś większym jest napisanie książki, w której każdy detal opisano dokładnie i z szczególnym dopieszczeniem. Sceny brutalne stworzono tak, że ma ochotę się wyłączyć wyobraźnie by tego wszystkiego nie widzieć, ale nie robimy tego. Brniemy dalej z ciekawością czy bohater przeżyje, czy spotka go okrutna śmierć.
I tak też dzieje się podczas czytania książki Izy Korsaj „Kostka”. Autorka nie dość, że przygotowała się bardzo dokładnie do napisania tej powieści, to czytając ją trzeba mieć nerwy ze stali. Nawet osoby z bez wielkiej wyobraźni odnajdą się w losach dr. Marvina i jego pacjentów. Was zachęcam do czytania gdzie psychika człowieka jest bardzo ważna i w życiu bohaterów, jak i naszym odgrywa dużą rolę. Ale tym razem nie o tym, dziś jest w wywiad z autorką, która chcę pokazać wam się jako normalnego człowieka, kobietę. Zastanawiamy się, co siedzi w głowie osoby, która pisze takie książki, dlatego też postanowiłam przemaglować tą pisarkę i dowiedzieć się o niej jak najwięcej:
Kiedy zaczęło się Twoje pisanie? Twoje pierwsze napisane historie?
Pierwszą „powieść” napisałam w wieku sześciu lat. Do dziś pamiętam emocje towarzyszące jej powstawaniu: wyskakiwałam z łóżka o czwartej nad ranem, aby przed pójściem do zerówki napisać
zdanie albo dwa, albo dokończyć rysunek. „Książka” nosiła tytuł „Przygody Mustanga” i miała dziewięćdziesiąt sześć stron – dokładnie tyle, ile zeszyt, w którym ją spisywałam. Na każdej stronie było kilka linijek tekstu, resztę zapełniała ilustracja. Dwójka głównych bohaterów Mustang i jego przyjaciółka – dziewczynka Jennifer – przeżywali „zapierające dech w piersiach” przygody. Niektóre z nich – jak możecie się domyślać – były… krwawe. Kilka razy dzielny konik ocierał się o śmierć, ale ostatecznie historia zakończyła się szczęśliwie. W kontekście finału „Kostki” zakończenie dziecięcej opowiastki jest niemal herezją :)
Czy nadal masz w domu historie o Mustangu i jego przyjaciółce?
Oczywiście! Przechowuję zeszyt w „kapsule pamięci” zrobionej ze starego podróżnego kufra. Zaglądam do niej co jakiś czas, np. gdy dokładam nowe fanty – ostatnio był to plakat oraz zakładka promocyjna „Kostki”. Chwile refleksji nad zawartością kapsuły są bezcenne. Każdemu polecam założenie własnej. Ja swoją trzymam pod łóżkiem :)
A na co dzień czym się zajmujesz?
Jako copywriterka jestem co dzień jestem swoją własną szefową. To wymaga samodyscypliny: wstawania przed szóstą, racjonalnego rozplanowania dnia między realizacją zleceń, a pisaniem. Trzeba znaleźć czas na (codzienną) aktywność fizyczną – sport naprawdę pobudza neurony do wzmożonej pracy! Zlecenia, jakie otrzymuję, najczęściej są skrajnie różne od tego, co tworzę jako autorka. Dla mnie to zaleta, która dodaje umysłowi giętkości. Rosnące grono stałych klientów tylko to potwierdza.
Jaka jesteś z natury? Miła, słodka, czy raczej, stanowcza i władcza? Pytam ponieważ ja i pewnie wielu innych czytelników, chce wiedzieć skąd w kobiecie wiedza i chęć opisywania, takich scen nazwijmy je brutalnymi.
Autor zawsze zawiera w bohaterach cząstkę siebie. Oczywiście nadałam postaci Marvina pewne własne cechy. Jakie?... Niech pozostanie to moją (i bohatera) słodką tajemnicą. Żeby zaspokoić Waszą ciekawość dodam, że posiadam tatuaż identyczny z tym, jaki nosi doktor Cross, a szczegółowo opisany charakter pisma Marvina jest moim własnym.
Norweska autorka kryminałów, Yrsa Sigurdardóttir napisała: "Dobra książka nie powstanie, jeżeli autor nie sympatyzuje ze swoimi bohaterami". To, czy „Kostka” jest dobra, pozostawiam ocenie czytelników, ale nie ukrywam, że obdarzyłam Marvina niemałą sympatią – to da się wyczytać z kart książki, dlatego miło mi, że ta sympatia do doktora udziela się większości czytelników.
Jeżeli chodzi o płeć pisarza, to według mnie nie ma ona znaczenia; liczy się opowieść. Narracja w „Kostce” jest prowadzona w znacznej mierze w pierwszej osobie; żeby Marvin –bohater-narrator był wiarygodny, na czas pisania stawałam się nim – myślałam jak doktor, przetwarzałam powieściową rzeczywistość jego oczami. Podobnie postępuję przy tworzeniu kolejnej powieści. To fascynujące intelektualne doświadczenie, pozwala umysłowi nie skostnieć i zachować świeżość oglądu – także w prawdziwym życiu.
Potrzebną do fabuły wiedzę czerpię z tak zwanej „bazy”: czytam publikacje na wybrany temat (np. transplantacja nerek), sporządzam notatki i wykorzystuję je w pisarskiej praktyce. Przykładowo informacje o budowie elektrycznych zabezpieczeń w „laboratorium” Marvina czerpałam aż z trzech artykułów.
Brutalność?... „Kostka” jest thrillerem o chirurgu-psychopacie, o miłośniku sadyzmu, także seksualnego. Z tej racji pewne sceny były nieuniknione. Jednak nie one są najważniejsze – na kartach „Kostki” zachęcam czytelnika, aby zadumał się nad kondycją człowieka – zarówno doktora Crossa, jak i innych postaci – Jerry’ego „Aniołka” Savage’a, jego ojca „Dzikusa” albo kochanki doktora – Melanie.
Głównym bohaterem „Kostki” jest ludzki umysł.
Twoja debiutancka książka, „Kostka”, jest raczej dla ludzi o mocnych nerwach. Co cie natchnęło, bądź skąd wzięłaś pomysł na taką fabułę?
Inspirację do pierwszej sceny z „Kostki” podsunęła mi natura. Spaceruję przez zaśnieżony las („Kostkę” zaczęłam pisać w grudniu). Zbaczam ze ścieżki, wchodzę w tunel uginających się pod śniegiem drzew. Nogi zapadają się w puchu… A jeżeli nie odnajdę powrotnej drogi? Zapadł zmrok; kto wie, kogo mogę spotkać w leśnej głuszy. Na szczęście mam latarkę, telefon oraz inne „niezbędniki”.


Jak czułby się w tych okolicznościach przyrody porwany i zaszczuty do biegu człowiek, który nie rozumie przyczyn sytuacji, którego strach przyprawia o obłęd? A na końcu ścieżki czeka na niego ZŁO?
To podczas zimowego spaceru narodził się we mnie pomysł na „Kostkę”. Fascynuje mnie mroczna strona umysłu, od początku wiedziałam, że będzie to opowieść o psychopacie. O psychopacie mającym w sobie urok, niestroniącym od czarnego humoru (wierszyki!), z własną moralnością; koniecznie o psychopacie-lekarzu. Medycyna to mój drugi, po psychologii, „konik”.
Darren Weston, bohater kolejnej powieści, „Koloru obłędu” (w pisaniu) dla odmiany jest weterynarzem. Wiedza to władza, często nad śmiercią i życiem. Osadzenie dysocjacyjnego bohatera w profesji związanej z medycyną stwarza nader interesujące możliwości w zakresie fabuły.
Muszę dodać, że w „Kostce” jest pewna osobista scena – to scena pożaru. Odczucia bohatera są niemal tożsame z tymi, których doświadczałam – i to chyba czuć podczas lektury. Miałam dwanaście lat i po raz pierwszy poczułam oddech śmierci. Skończyło się na strachu i emocjach, które uwieczniłam w „Kostce”.
Ile czasu zajęła ci praca nad „Kostką”? Począwszy od zbierania informacji, do oficjalnego skończenia?
Historię Marvina zaczęłam pisać na początku grudnia 2011 r. a skończyłam we wrześniu 2012 r.
Potrzebne materiały zbierałam na bieżąco podczas pisania. Na początku fabułę znałam jedynie w zarysie – była to, co oczywiste – scena początkowa oraz ta z kostką. Nie wiedziałam też, jak dokładnie przebiegnie sama Naprawa, ale skoro doktor Cross jest psychopatą, wiedziałam, że musi być… efektowna.
Czy jeśli skończysz pisać rozdział, dajesz komuś go przeczytania? Czy może trzymasz całość w tajemnicy, aż do skończenia pisania?
Kostkę” Pierwszy Czytelnik poznawał rozdział po rozdziale. Wielokrotnie twierdził, że to dla niego tortury, czytanie powieści w odcinkach, i oczywiście przerywanie jej w najciekawszym miejscu, dlatego z „Kolorem obłędu” zaznajamia się w „rozdziałowych pakietach”, zazwyczaj po 5. Jego standardowa reakcja po przeczytaniu to: „Chcę więcej!”.
Kto pierwszy ją przeczytał w całości? I jaka była reakcja tej osoby?
Mój mężczyzna, któremu zadedykowałam powieść, i który jest również Pierwszym Czytelnikiem. Znał fabułę „Kostki”, ale inaczej odbiera się książkę we fragmentach, a inaczej w całości. Przeczytał ją w dwa dni i był zaskoczony finałem – gdyż ostatni rozdział wciąż był dla niego tajemnicą i zapoznał się z nim dopiero przy całościowej lekturze. Powiedział, że takie zakończenie „Kostki” to „najlepsza z możliwych opcji”, która dodatkowo zwiększyła jego sympatię do Marvina – za nieugięty umysł i konsekwencje w działaniu.
Od niedawna „Kolor obłędu” ma, prócz Pierwszego Czytelnika, Pierwszą Czytelniczkę, która poznaje powieść nie w rozdziałach, ale w częściach. Jej dotychczasowa opinia o „Kolorze” brzmi: „fabuła jest intrygująca i mocno wchodzi na psychikę”. Fakt, pewne sceny ocierają się o naturalizm, a główny męski bohater – Darren – bywa niestabilnym emocjonalnie sadystą, choć ja lubię go nazywać Psychopatą Numer Dwa (oczywiste, kto jest Numerem Jeden).
Długo czekałaś z wysłaniem książki do wydawnictw?
Pozwoliłam „Kostce” na miesięczny „odpoczynek”, żeby nabrać do niej dystansu i potem nanieść ewentualne poprawki. Ostatecznie „Kostce” ubyło około 20 stron A4, w tym scena z samej Naprawy, w której Marvin miał wykorzystać chirurgiczne igły. Nie porzuciłam pomysłu z igłami – z rozkoszą wykorzystam go w kontynuacji „Kostki” – przy jednej z kolejnych Napraw doktora.
Umowę z wydawnictwem podpisałam w listopadzie 2012, w ciągu dwóch tygodni od wysłania tekstu „Kostki”.
Czy ciężko było wydać książkę na polskim rynku?
Wydawnictwo Novae Res z Gdyni było jednym z dwóch (drugie poprosiło mnie o kontakt w sprawie „Kostki” za… dwa lata), które odpisało na moją ofertę, a „Kostkę” wysłałam w zasadzie większości do wydawnictw – zarówno do uznanych, jak i niszowych oficyn. Myślę, że „anonimowość” na literackim rynku jest bolączką debiutantów. Mało, które wydawnictwo ma „odwagę” postawić na nieznane nazwisko, nawet jeżeli fabuła książki może być obiecująca. Tym bardziej należy doceniać wydawnictwa, które dają szansę „nieznanym”. Każda przygoda, także ta pisarska, rozpoczyna się od pierwszego kroku… tzn. pierwszej książki.
A premiery następnej Twojej powieści kiedy można się spodziewać?
Kolor obłędu” ukończę na początku przyszłego roku. W przeciwieństwie do „Kostki”, ta powieść nie będzie „leżakować”; od razu wyślę tekst do wydawcy. Proces wydawniczy trwa około pół roku, więc premiery „Koloru” możecie się spodziewać w drugiej połowie 2014 – wszystko będzie zależeć od harmonogramu wydawnictwa. W tym miejscu dodam, że dzień po postawieniu ostatniej kropki w „Kolorze obłędu” zaczynam pracę nad kontynuacją „Kostki” zatytułowanej „Marvin”. Sama nie mogę doczekać się ponownego spotkania z doktorem Crossem!
Będzie w podobnym klimacie do „Kostki” czy zaskoczysz nas np. romansem?
Gatunkowo „Kolor obłędu” będzie również thrillerem psychologicznym. Nie chcę wiele zdradzać z fabuły, ale podczas lektury będziecie mieli okazję przekonać się, czym naprawdę jest obłęd – i jaki przybiera kolor. Moja druga powieść to historia o odkrywaniu okrutnej, łączącej bohaterów tajemnicy i – przede wszystkim o intelektualnym pojedynku, który muszą stoczyć ze sobą Darren oraz Lisa; o pojedynku, w którym stawką jest przyszłość i życie ich oraz ludzi, którzy są bohaterom bliscy. W tej grze jedynymi wyznacznikami są perwersja i obłęd. Słowem - będzie okrutnie, będzie bardzo krwawo, ale z dużą dawką psychologii. Spodziewajcie się także doprawionych czarnym humorem wierszyków, takich jak te z „Kostki”.
Co byś poradziła osobom, które lubią pisać podobnie do ciebie, mocne sceny ale się wstydzą albo boją się tego jak będą na to patrzeć inni?
Jeżeli żyje w tobie opowieść, spisz ją najlepiej jak potrafisz. Jedyne, co musisz zrobić, to zacząć pisać. Słowo po słowie, zdanie po zdaniu, akapit po akapicie. Strach przed porażką powoduje, że wiele ciekawych historii umrze na dnie szuflady. Nie oglądaj się na innych. Z pewnością znajdzie się grono czytelników, których zafascynuje twój przekaz. Zresztą nigdy nie powstała książka, która wszystkim przypadnie do gustu. Jeżeli coś jest „dla wszystkich”, to tak naprawdę jest dla nikogo. Nawet najpoczytniejsi pisarze mają zagorzałych krytyków. A więc palce na klawiaturę i do dzieła!
Zbliżają się święta. W tym okresie planujesz pracować czy skupisz się na odpoczynku i zbieraniu energii na kolejny rok?
Wigilię spędzę tradycyjnie, przy rodzinnym stole, ale w pozostałe świąteczne dni trochę czasu „oddam” Darrenowi i Lisie z „Koloru”. Im szybciej skończę pisanie, tym prędzej powieść trafi do Waszych rączek – i będzie wgryzać się w Wasze umysły. Systematyczność i samodyscyplina to podstawy przy realizacji każdego celu, ale nie można zapomnieć o tym, co najważniejsze – o osobach, które kochamy i które są dla nas ważne. To człowiek powinien być dla człowieka zawsze na pierwszym miejscu.
Dziękuje za odpowiedzi i życzę Ci Wesołych Świąt, w miłej rodzinnej atmosferze, oraz dużo sukcesów w świecie pisarskim.
Również dziękuję i pozdrawiam ciepło całą społeczność portalu „Polacy nie gęsi i swoich autorów mają”.

2 komentarze:

  1. Bardzo udany wywiad. Życzę Pani Izie kolejnych udanych powieści oraz weny:)
    A na książkę już od dawna mam chęć. Lubie krwawe historie;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger