11:37

#2 Recezja książki "Kostka" i wywiad z Izą Korsaj


Mówią by nie oceniać książki po okładce, jednak ja tak zrobiłam. Gdy tylko dostałam w ręce thriller Izy Korsaj pt „ Kostka”, wiedziałam, że będzie przerażająca i mocna, nie pomyliłam się ani w jednym ani w drugim. Od razu zaznaczę, że nie jest to mój ulubiony gatunek książkowy, jednak postanowiłam dać mu kolejną szansę licząc, że tym razem mnie coś do niego przekona.

Jednak jak to w życiu bywa, nie zawsze dostaje się to co chcemy. Tak jak uwielbiam oglądać takie filmy, tak książki nie są dla mnie. Mam za delikatną naturę? Nie wiem, ale w każdym razie jak na mnie jest za mocna.

Autorka ma bogate słownictwo, co widzimy już od pierwszej strony, opisy przyrody, zdarzeń i nie tylko ma opanowane do perfekcji. Bohaterowie są wyraźni i z charakterem, każdy z nich ma swoja „wizje”. I jak na debiut jest to genialne wybicie się na rynek polski, gdzie jest mnóstwo mało wartych książek. Ta jest jedna z tych, o którą fani mocnych wrażeń będą się bić.

Tak wiem... wszystko ładnie pięknie. To nie możliwe, by debiut był taki udany. Ale ten jest. I szczere gratuluje autorce tak „strasznej” książki, bo ja zwykle czytająca romanse, czytając tą książkę, byłam przerażona i to nie chodzi o to, że była kiepska, po prostu była przerażająca bez dwóch zdań. Jestem jak najbardziej za tym, by Pani Iza pisała więcej takich książek, po które będę sięgać, jak tylko pojawią się w sprzedaży. „Kostka” trafia na moją półkę z ulubionymi, mino że nie jest to coś dla mnie. To kładę ją tam dlatego, że autorka miała genialny pomysł i wykorzystała go jak najlepiej mogła. Za to należy się miejsce na każdej ulubionej półce. Bo co jak co, ale do napisania takiego czegoś trzeba mieć nie lada, wyobraźnie, zainteresowania, ale także trzeba umieć to napisać. Gratuluje genialnego debiutu i życzę wielu wydanych książek.

A teraz taki bonus, ode mnie i autorki, krótki wywiad.

Pierwsze pytanie jakie zawsze zadaje to, kiedy zaczęło się twoje pisanie? Twoje pierwsze napisane historie?

Pierwszą „powieść” napisałam w wieku sześciu lat. Do dziś pamiętam emocje towarzyszące jej powstawaniu: wyskakiwałam z łóżka o czwartej nad ranem, aby przed pójściem do zerówki napisać zdanie albo dwa, albo dokończyć rysunek. „Książka” nosiła tytuł „Przygody Mustanga” i miała dziewięćdziesiąt sześć stron – dokładnie tyle, ile zeszyt, w którym ją spisywałam. Na każdej stronie było kilka linijek tekstu, resztę zapełniała ilustracja. Dwójka głównych bohaterów Mustang i jego przyjaciółka – dziewczynka Jennifer – przeżywali „zapierające dech w piersiach” przygody. Niektóre z nich – jak możecie się domyślać – były… krwawe. Kilka razy dzielny konik ocierał się o śmierć, ale ostatecznie historia zakończyła się szczęśliwie. W kontekście finału „Kostki” zakończenie dziecięcej opowiastki jest niemal herezją :)

Twoja debiutancka książka „Kostka” jest raczej dla ludzi o mocnych nerwach. Co cie natchnęło, bądź skąd wzięłaś pomysł na taką fabułę?

Inspirację do pierwszej sceny z „Kostki” podsunęła mi natura. Spaceruję przez zaśnieżony las („Kostkę” zaczęłam pisać w grudniu). Zbaczam ze ścieżki, wchodzę w tunel uginających się pod śniegiem drzew. Nogi zapadają się w puchu… A jeżeli nie odnajdę powrotnej drogi? Zapadł zmrok; kto wie, kogo mogę spotkać w leśnej głuszy. Na szczęście mam latarkę, telefon oraz inne „niezbędniki”.

Jak czułby się w tych okolicznościach przyrody porwany i zaszczuty do biegu człowiek, który nie rozumie przyczyn sytuacji, którego strach przyprawia o obłęd? A na końcu ścieżki czeka na niego ZŁO?

To podczas zimowego spaceru narodził się we mnie pomysł na „Kostkę”. Fascynuje mnie mroczna strona umysłu, od początku wiedziałam, że będzie to opowieść o psychopacie. O psychopacie mającym w sobie urok, niestroniącym od czarnego humoru (wierszyki!), z własną moralnością; koniecznie o psychopacie-lekarzu. Medycyna to mój drugi, po psychologii, „konik”.

Darren Weston, bohater kolejnej powieści, „Koloru obłędu” (w pisaniu) dla odmiany jest weterynarzem. Wiedza to władza, często nad śmiercią i życiem. Osadzenie dysocjacyjnego bohatera w profesji związanej z medycyną stwarza nader interesujące możliwości w zakresie fabuły.

Muszę dodać, że w „Kostce” jest pewna osobista scena – to scena pożaru. Odczucia bohatera są niemal tożsame z tymi, których doświadczałam – i to chyba czuć podczas lektury. Miałam dwanaście lat i po raz pierwszy poczułam oddech śmierci. Skończyło się na strachu i emocjach, które uwieczniłam w „Kostce”.

Jaka jesteś z natury? Miła słodka, czy raczej, stanowcza i władcza? Pytam ponieważ ja i pewnie wielu innych czytelników, chce wiedzieć skąd w kobiecie wiedza i chęć opisywania, takich scen nazwijmy je brutalnymi.

Autor zawsze zawiera w bohaterach cząstkę siebie. Oczywiście nadałam postaci Marvina pewne własne cechy. Jakie?... Niech pozostanie to moją (i bohatera) słodką tajemnicą. Żeby zaspokoić Waszą ciekawość dodam, że posiadam tatuaż identyczny z tym, jaki nosi doktor Cross, a szczegółowo opisany charakter pisma Marvina jest moim własnym.

Norweska autorka kryminałów, Yrsa Sigurdardóttir napisała: "Dobra książka nie powstanie, jeżeli autor nie sympatyzuje ze swoimi bohaterami". To, czy „Kostka” jest dobra, pozostawiam ocenie czytelników, ale nie ukrywam, że obdarzyłam Marvina niemałą sympatią – to da się wyczytać z kart książki, dlatego miło mi, że ta sympatia do doktora udziela się większości czytelników.

Jeżeli chodzi o płeć pisarza, to według mnie nie ma ona znaczenia; liczy się opowieść. Narracja w „Kostce” jest prowadzona w znacznej mierze w pierwszej osobie; żeby Marvin –bohater-narrator był wiarygodny, na czas pisania stawałam się nim – myślałam jak doktor, przetwarzałam powieściową rzeczywistość jego oczami. Podobnie postępuję przy tworzeniu kolejnej powieści. To fascynujące intelektualne doświadczenie, pozwala umysłowi nie skostnieć i zachować świeżość oglądu – także w prawdziwym życiu.

Potrzebną do fabuły wiedzę czerpię z tak zwanej „bazy”: czytam publikacje na wybrany temat (np. transplantacja nerek), sporządzam notatki i wykorzystuję je w pisarskiej praktyce. Przykładowo informacje o budowie elektrycznych zabezpieczeń w „laboratorium” Marvina czerpałam aż z trzech artykułów.

Brutalność?... „Kostka” jest thrillerem o chirurgu-psychopacie, o miłośniku sadyzmu, także seksualnego. Z tej racji pewne sceny były nieuniknione. Jednak nie one są najważniejsze – na kartach „Kostki” zachęcam czytelnika, aby zadumał się nad kondycją człowieka – zarówno doktora Crossa, jak i innych postaci – Jerry’ego „Aniołka” Savage’a, jego ojca „Dzikusa” albo kochanki doktora – Melanie.

Głównym bohaterem „Kostki” jest ludzki umysł.

A na co dzień czym się zajmujesz?

Jako copywriterka jestem co dzień jestem swoją własną szefową. To wymaga samodyscypliny: wstawania przed szóstą, racjonalnego rozplanowania dnia między realizacją zleceń, a pisaniem. Trzeba znaleźć czas na (codzienną) aktywność fizyczną – sport naprawdę pobudza neurony do wzmożonej pracy! Zlecenia, jakie otrzymuję, najczęściej są skrajnie różne od tego, co tworzę jako autorka. Dla mnie to zaleta, która dodaje umysłowi giętkości. Rosnące grono stałych klientów tylko to potwierdza.

Czy ciężko było wydać książkę na polskim rynku?

Wydawnictwo Novae Res z Gdyni było jednym z dwóch (drugie poprosiło mnie o kontakt w sprawie „Kostki” za… dwa lata), które odpisało na moją ofertę, a „Kostkę” wysłałam w zasadzie większości do wydawnictw – zarówno do uznanych, jak i niszowych oficyn. Myślę, że „anonimowość” na literackim rynku jest bolączką debiutantów. Mało, które wydawnictwo ma „odwagę” postawić na nieznane nazwisko, nawet jeżeli fabuła książki może być obiecująca. Tym bardziej należy doceniać wydawnictwa, które dają szansę „nieznanym”. Każda przygoda, także ta pisarska, rozpoczyna się od pierwszego kroku… tzn. pierwszej książki.

I ostatnie, co byś poradziła osobom, które lubią pisać podobnie do ciebie, mocne sceny, ale się wstydzą albo boją się tego jak będą na to patrzeć inni?

Jeżeli żyje w tobie opowieść, spisz ją najlepiej jak potrafisz. Jedyne, co musisz zrobić, to zacząć pisać. Słowo po słowie, zdanie po zdaniu, akapit po akapicie. Strach przed porażką powoduje, że wiele ciekawych historii umrze na dnie szuflady. Nie oglądaj się na innych. Z pewnością znajdzie się grono czytelników, których zafascynuje twój przekaz. Zresztą nigdy nie powstała książka, która wszystkim przypadnie do gustu. Jeżeli coś jest „dla wszystkich”, to tak naprawdę jest dla nikogo. Nawet najpoczytniejsi pisarze mają zagorzałych krytyków. A więc palce na klawiaturę i do dzieła!
Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger