21:24

#1 Pięćdziesiąt twarzy Greya

Ponieważ książką zbija rekordy w każdej dziedzinie i ja się przemogłam by ją przeczytać to postanowiłam napisać wam co nieco o niej. Do niedawna, gdy słyszałam „Pięćdziesiąt twarzy Greya” widziałam jakiś kryminał, a że ja nie lubię kryminałów nie ciągnęło mnie do nich, ale ostatnio uświadomiono mi, że to erotyk. No to pierwsza myśl „Erotyk i taki sławny, a ja nic nie wiem?!” jednak i tak minęła jeszcze chwila zanim sięgnęłam po to cudo. Koleżanka powiedziała mi mniej więcej o czym jest ta książka i byłam pesymistycznie zastawiona, dlatego najpierw ją ściągnęłam, jednego dnia, przeczytałam dwadzieścia stron i mówiłam dość. Co za tragedia, ale dałam jej drugą szanse i co?
Następnego dnia usiadłam z rana i książkę miałam przeczytane w półtora dnia! Na początku wydawała mi się dziwna, i mówiłam stanowcze „ On jest chory!” ale strony leciały dalej, ja wciągałam się coraz mocniej i pod koniec dnia byłam już uzależniona od Greya. Zgadzam się w stu procentach, że książka jest po prostu majster stykiem. Gdy odkładałam ją na bok by coś zrobić czułam się jak dziecko, któremu zabrali najlepszą zabawkę.
Nie chce tu omawiać techniki pisania, ani stylu, ani tych wszystkich rzeczy, miałam parę „ale” w niej, podczas opisów otoczenia itp. jednak dialogi i sama fabuła kupiły mnie bez reszty.
Podziwiam autorkę, że potrafiła zrobić z takiej niby prostej rzeczy jakiej jest seks. No bo nie ukrywajmy nie ma w nim wiele trudnego, opisy w wielu książkach pozostawiają dużo do życzenia. Za to Pani E L James zrobiła to idealnie, nawet pejcze, kulki wkładane do pochwy i sprawie orgazmu jednym z tych pejczy było po prostu PIĘKNE. Nie wierze, że to mówię, ale ta książka to po prostu cudo. I od dziś, gdy będę u faceta widzieć szarobłękitny krawat, do mojej głowy będzie wpadać jedna myśl. Grey. Ale jednak w tej, nie ma tylko seksu, jest uczucie. Głębokie uczucie, które łączy dwoje ludzi. Mimo różnych okoliczności, wielu przeciwności losu, nie poddają się. Nie mogą żyć bez siebie. I to jest dla mnie pojęcie prawdziwej miłości. Nie zawsze było dobrze, nie zawsze wszystko szło jak z płatka to chcieli siebie. Kochali się z wadami i zaletami.
Pierwsza część, druga i trzecia. Seria o Greyu trafia do kolekcji moich ulubionych książek. A także polecam ją wszystkim tym którzy lubią książki erotyczne i nie tylko. Jest w niej humor, pikanteria, zmysłowość, łzy i nade wszystko miłość. Czyli to wszystko co kocham, gdy mam przed sobą jakąś historie lubię by pozostawiała po sobie chęć na więcej. Pani James na pewno taką książkę zrobiła i wcale nie dziwie się, że utrzymuje się tak wysoko na liście New York Times-a.
Polecam wam, przeczytajcie, jeśli nie czytaliście i dajcie znać czy wam się podobało.

14:38

Świat pisany słowami, wywiad z Kasia Bulicz-Kasprzak

Jako dzieci zawsze czytaliśmy lektury, jako nastolatkowie buntowaliśmy się gdy kazano nam czytać lektury i woleliśmy streszczenia, które szybko się przejrzało i mówiło się „ Ja już przeczytałam/łem”. Nie raz, od czasu do czasu wpadała nam w ręce książka, którą sami z nieprzymuszonej woli czytaliśmy, ale co potem? Jako dorośli ludzie, większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że dzięki książkom rozwija nam się słownictwo, wyobraźnia, a nawet zaczynamy inaczej postrzegać świat.
Dramaty tworzą specyficzny radosno-melancholijny nastrój, ale i sprawiają, że gdy skończymy czytać, książka zostawia po sobie jakiś ślad w naszych sercach i duszach.
Horror i kryminał trzyma w napięciu do ostatnich stron, gdzie osoby, których się nie spodziewaliśmy są winni naszego strachu.
Romans idealnie sprawdza się wtedy gdy chcemy przenieść się do innego świata zmysłowych kochanków i ich rozterek.
Fantasy pokazuje nam inne losy ziemi, ukazuje elfy, demony, anioły, wampiry. Wszystko to co idzie wymyślić i dobrze opisać.
Jednak żebyśmy mogli przenieść się i wczuć w te wszystkie historie, które nas odrywają od problemów, potrzeba kogoś utalentowanego z dużą wyobraźnią i zdolnościami, które są w nich od urodzenia. Ja miałam okazje poznać i porozmawiać z taką osobą. Kasia jest pisarką o wielu zainteresowaniach, ale jej debiut to wygrany konkurs Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Książka stała się hitem, co nie było zdziwieniem, a do tego niedawno pojawiła się druga historia jej autorstwa.
Biega w maratonach, zajmuje się domem, a do tego znajduje czas na pisanie cudownych książek. Tak to na pewno, bez dwóch zdań jest talent Kasi Bulicz-Kasprzak.
Tradycyjne pytanie u mnie. Kiedy to się zaczęło? Ile miałaś lat, gdy zaczęłaś pisać swoje pierwsze prace?
Dużo. Literacko należę do późnych debiutów. Pisałam w liceum wypracowania, trochę wierszy – wiadomo, na polonistyce różne prace okołoliterackie, ale literatury fabularnej nie tworzyłam do 2011 roku. czyli do konkursu wydawnictwa Nasza Księgarnia. Pierwszą książkę napisałam na konkurs i jakoś tak poszło.
Każdy z nas ma jakiś sposób na rozładowanie emocji kumulujących się w naszych organizmach, czy ty rozładowujesz się bardziej w pisaniu czy bieganiu?
To zależy. Mówi się, że żadna złość nie trwa dłużej niż pięć kilometrów i to jest prawda. Bieganie pomaga mi radzić sobie z takimi negatywnymi, agresywnymi emocjami. Na te smutne i depresyjne lepsze jest pisanie.
Tu się zgodzę, teksty pisane podczas smutku, nasiąkają nim i da się w nich wyczuć to co autor do nich "wlał". A do wzięcia udziału w konkursie wydawnictwa Nasza Księgarnia ktoś cie namówił, czy sama chciałaś sprawdzić swoich sił?
Sama chciałam. Lubie rywalizacje i konkursy, nie tylko dla laurów. Podoba mi się idea współzawodnictwa i porównywania swoich możliwości z innymi. Ale mój maż miał w tym spory udział, zachęcał mnie i pilnował. Bardzo pomogła mi moja mama, która zorganizowała mi trochę czasu wolnego, żebym mogła spokojnie pisać.
Pomoc bliski jest bardzo ważna, gdy chcemy coś osiągnąć. Gdy my już nie mamy sił, oni zawsze sprawia, że rano wstajemy jak nowo narodzeni i gotowi do dalszej walki.
To prawda.
Nie pamiętam gdzie, ale przeczytałam gdzieś, że na swoim koncie masz skończonych trzy tysiące opowiadań i książek, nie wydanych ale tak lezących w szufladzie.
To nie o mnie, albo ktoś grubo przesadził.
Ile masz w takim razie skończonych książek, czekających by ujrzeć światło dzienne?
Tak naprawdę skończonych to jedną, trzy inne w różnym stopniu zaawansowania. Pisze szybko, ale czasem jest tak, że po napisaniu coś mi się w historii nie podoba i zaczynam ją od początku. Przerabiam, zmieniam, dopisuję.
To raczej normalne, jak każdy pisarz chcesz, by dzieło było idealne pod każdym względem.
To prawda. W procesie pisania bywa, że coś nam się podoba. Kiedy wracamy do tego po jakimś czasie mamy inne spojrzenie. Wtedy następuje wykreślanie.
I praca zaczyna się od nowa, znam to:) A skąd bierzesz pomysły? Czy jest coś co pomaga ci wymyślić nowa historie, czy po prosty pstrykasz palcami i już masz?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, jest jakoś tak po środku. Czasem idę ulicą i nagle super pomysł przychodzi mi do głowy. Czasem o czymś myślę i myślę i kiedy wydaje mi się, że to świetne siadam, próbuje pisać i okazuje się, że nie da się na tym zbudować historii.
Czyli raczej u ciebie działa metoda "olśnienia" lub jak ja to mowie, jak w bajkach zapala ci się żarówka nad głową.
Olśnienie to chyba za dużo powiedziane, ale zdarzają mi się przebłyski. Biegam, mam dobrze dotleniony mózg i on pracuje.
A żeby pisać potrzebujesz jakiegoś bodźca? Czytałam w pewnej książkę, że jeśli pisarz podczas swojej pracy skupi swoja uwagę na jednej rzeczy to lepiej mu się pisze. Na przykład włączy sobie jakąś piosenkę, która leci, w kolko, albo jest to jakaś maszyna. Też masz coś takiego?
Mam przedmioty, które towarzyszą pisaniu książek. Przy "Nie licząc kota" nie ściągałam bransoletki z malachitem. Kiedy miałam pustkę w głowie patrzyłam na nią, zamiast błądzić wzrokiem za oknem. To pomagało, ale zupełnie nie działało przy drugiej książce. Wtedy postawiłam sobie przy komputerze zabawkę mojego syna - Bakugana, to taka kulka, która zamienia się w stwora. Wyobrażałam sobie, że siedzę w takiej kuli i nie słyszę/widzę świata zewnętrznego. Ale pisząc ostatnia powieść nie miałam nic i też się udało.
Czyli nie zawsze ta zasada się sprawdza, w każdym razie u ciebie. A na koniec może coś powiesz, młodym osobom, które chcą spróbować swoich sił w pisarstwie i marzą o wydaniu książki?
Ja bym to rozdzieliła. Jedno to pisanie książki, drugie to wydanie. Tak jest łatwiej ogarnąć się i skupić. Bo przecież trudno marzyc o wydaniu czegoś, czego jeszcze nie ma. Pierwsza sprawa - pisanie. Zachęcam do tego wszystkich. Pisanie pomaga się skupić, zrelaksować, pozbyć negatywnych emocji. Jest terapeutyczne. To świetna zabawa. I żeby to zrobić wystarczy usiąść i przy pomocy długopisu, czy klawiatury przelać swoje myśli, pomysły na papier. Druga sprawa to wydanie. Jeśli napiszemy książkę i jest ona dobra, trzeba iść do wydawcy. Przedtem należy zweryfikować dwie rzeczy - czy naprawdę jest dobra i czy podoba się czytelnikom. Czytelnik to nie jest najlepsza przyjaciółka, tylko osoba, która czyta i się zna. Książka nie powinna mieć błędów, powinna być przyjemna w czytaniu, poprawnie edytowana. Porady jak to zrobić można znaleźć w internecie.
Czyli kilkoma słowami, prościej książkę napisać, niż tą książkę wydać.
Wcale nie. Dobrą czy bardzo dobrą książkę bardzo łatwo wydać i jednocześnie trudno napisać.
Skomplikowany świat pisarzy. Dziękuje ci Kasiu za odpowiedzi i życzę dalszych sukcesów jako pisarka, biegaczka.
Dziękuję. Bardzo przyjemnie mi się rozmawiało. Życzę Ci spełnienia pisarskich marzeń.
________________________________
I jak wam się podobał?:)
Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger