21:55

Muzyka z przesłaniem czyli wywiad z pARTyzantem

Muzyka z przesłaniem czyli wywiad z pARTyzantem

Muzyka łączy wiele kultur i narodów. Od wieków sprawia, że ludzie staja się bardziej tolerancyjni, przestają zwracać uwagę na kolor skóry i pochodzenie autora utworu. Ważniejsze dla nich jest, by dźwięki grane przez niego sprawiały, że po ciele przechodzą nam ciarki, te momenty zapomnienia, a także wielu osobą łatwiej jest podnieść się z trudnych przeżyć dzięki melodiom.
Rock, pop, jazz, metal, hip-hop, każdy z nas znajdzie swój ulubiony gatunek i w nim będzie czuł się niesamowicie.
Dla mnie dźwięki wydobywające się z przeróżnych instrumentów to coś cudownego. Powodują, że każde troski znikają, a ja czuję się wolna.
Dlatego takim zaszczytem było dla mnie przeprowadzenie wywiadu z mężczyzną, który zyskiwał fanów wtedy, gdy w naszym kraju pojawiały się nowe kapele i nowe hity, muzyka wręcz rozkwitała wtedy na całym świecie. Na swoim kanale na You Tube jest znany jako pARTyzant. To tam wstawia filmiki z coraz to nowymi utworami, niektóre z nich są zagrane na gitarze, którą widziałam pierwszy raz w życiu właśnie na jego filmach. Zasięgnęłam opinii i nazywa się ona „dwugryfowa”, wygląda oryginalnie, ale jak dla mnie granie na niej to hard core. I teraz nazwa, która do niedawna była dla mnie czarną magią, teraz kojarzy mi się z tym mężczyzną, który odpowiedział na kilka moich pytań.

Od wielu lat Pan gra i komponuje, ale ja mam takie pytanie, które zadaję wszystkim na taki początek. Kiedy to się zaczęło? Ta fascynacja muzyką i grania na gitarach?

Wszystko zaczęło się od mojego taty, który podczas wszelakich rodzinnych uroczystości grał na akordeonie. Od najmłodszych lat byłem zatem otoczony muzyką i to graną na żywo.
Gdy miałem kilka lat ( co znam jedynie z opowieści rodziców ) pozostawiony na kanapie akordeon wpadł w moje ręce i na tyle skutecznie próbowałem coś na nim zagrać ,że ojciec postanowił mnie szkolić ... Tak zaczęła się moja przygoda z muzyką lecz nie gitarą. Drugim ważnym wydarzeniem , które to zdefiniowało moje dalsze losy był koncert grupy Metallica w lutym 1987 roku w katowickim "Spodku". Uczestnicząc w tej niezwykłej uczcie muzycznej zapragnąłem zostać gitarzystą. Tak też się stało .
Kiedy pojawiła się pierwsza gitara?
Pierwsza własna gitara to klasyczna NRD-owska Musima przywieziona za równowartość pięciu dolarów z "zagranicznych" wczasów z moimi rodzicami. Bardzo przyzwoity instrument, przy którym spędzałem całe popołudnia mojego nastoletniego życia.
Wyobrażał Pan sobie kiedy był małym chłopcem, że jako dorosły mężczyzna będzie Pan jeździł po Polsce i dawał koncerty, a także udzielał wywiady?

        Jako mały chłopiec nie, ale jako nastolatek tak. Generalnie zawsze miałem bujną wyobraźnię czego nie uważam za wadę. Trzeba marzyć bo marzenia są motorem naszych dążeń. Muszę przyznać, że moje pragnienia w dużej mierze się spełniają. Oczywiście potrzebna jest do tego konsekwencja i determinacja ale to sprawia, że tym lepiej smakuje osiągnięcie jakiegoś celu.
Czy gdy Pan zaczynał, pojawili się tacy, którzy krytykowali Pana granie? I jeśli tak to, jak działała taka krytyka? Zniechęcała czy raczej działała tak, że starał się Pan jeszcze bardziej?
Konstruktywna krytyka jest dla mnie czymś bardzo pożądanym. Jeśli coś mogę zrobić lepiej i mówi mi to ktoś kto ma o tym pojęcie, to czemu go nie posłuchać? Wręcz zabiegałem o opinie na temat mojej gry. Dzięki nim zacząłem na przykład ćwiczyć z metronomem bo równość grania nie była moją najmocniejszą stroną;) Natomiast krytyka dla samej krytyki to zjawisko, na które z lepszym czy gorszym skutkiem próbowałem zamykać uszy. Krytyki nie da się uniknąć. Można ją jedynie sklasyfikować i wykorzystać na swoją korzyść.

A jakie są dalsze plany? Wiem, że ma Pan zaplanowane koncerty do końca roku, ale nie jest też tajemnicą, że gra Pan w zespole. Co z nim? Jakieś płyty?

Aktualnie gram jedynie w duecie z moim synem Mikołajem jako pARTyzant. Skończyliśmy właśnie miksować naszą płytę "Guitar Cinema", na której znajduje się 15 kawałków w czym większość interpretacji muzyki "około filmowej". Nasza YouTube'owa publiczność prosiła nas o taki materiał od kilku ładnych lat. Album pomimo wykorzystania małego instrumentarium ( gitara i perkusja, czasem cajon ) brzmi pełnie. Jestem zadowolony z tego materiału i najpóźniej do końca roku zamierzamy go wydać. Jesteśmy również w przededniu startu naszej trasy koncertowej "Gitarowa OFFensywa" podczas, której "zjeździmy" Polskę od morza do Tatr ( https://www.facebook.com/events/1411174029095379/). W międzyczasie zagościmy również poza granicami kraju. Bardzo pracowita jesień i zima nas zatem czeka, co cieszy niezmiernie.
Pana syn gra z Panem w zespole. Rozumiem, że smykałkę do muzyki odziedziczył po Panu? Cieszy się Pan z tego, że dla niego muzyka jest również taka ważna?
Mikołaj pomimo młodego wieku ( 17 lat ) jest bardzo dojrzałym artystą. Odpowiada mi jego myślenie muzyczne a na scenie, jak i zresztą poza nią, rozumiemy się bez słów. Umożliwia nam to nieustanne improwizowanie co sprawia, że każdy koncert przynosi naszym słuchaczom niespodzianki. Nigdy go nie zmuszałem a nawet nie zachęcałem jakoś szczególnie do grania. Sam poczuł tego bakcyla i to bardzo wcześnie bo gdy miał zaledwie kilka lat już bębnił po dziadkowych pufach i garnkach. Teraz zaczyna go też ciągnąć do gitary i śpiewu ... Cóż, młodzieniec poszukuje swojej ścieżki i bardzo dobrze.
Wyobraża Pan sobie życie bez muzyki?
Muzyka jest stałym, ważnym elementem mojego życia ale nie jest najważniejsza. Więc jeśli z jakichś nadrzędnych powodów musiałbym ją ograniczyć w moim życiu, czy nawet z niej zrezygnować, tak bym zrobił. Nie sądzę jednak, by takie powody miałyby nastąpić.
I ostanie pytanie. Pewna osoba, która pchnęła mnie bym do Pana napisała, poprosiła bym dowiedziała się ile posiada Pan gitar?
Raptem siedem przy czym szczególnie upodobałem sobie dwie - dwugryfowego Mensingera Monstera oraz Gibsona Les Paula Customa. Nie jestem typem kolekcjonera i nie chcę spędzać całych dni na dbaniu o gitarowy arsenał - wolę wtedy grać. Najlepszym obrazem mojego myślenia w tym kierunku niech będzie ta opowiastka :
Jednym, by unieść ciężar swoich materialnych dóbr niezbędny jest dźwig, innym wystarczą kieszenie. Gdy pierwsi będą szukać odpowiedniej maszyny, drudzy raczyć się będą zawartością swych kieszeni...
Idę zatem grać ;)
I jeszcze jedno :
Dziękuję Dominiko za wywiad, pozdrawiam czytelników Twojego bloga i życzę wytrwałości ;)
Również dziękuję za miłą rozmowę.
Jak widzicie Pan Krzysztof to kolejna osoba, która dzięki wytrwałości i wierze w siebie osiągnęła to o czym marzyła. Robi to co kocha, tak jak wielu ludzi, którzy uwierzyli w siebie i spełnili się w tym co uwielbiają, bez czego nie mogą żyć. A ja dzięki tej rozmowie, nabrałam tylko jeszcze większej chęci by pójść na koncert tego Pana i wiem, że jak nadarzy się taka okazja wybiorę się, nic mnie nie powstrzyma przed tym.
Z wielką przyjemnością zapraszam was na Facebooka pARTyzanta. A także umieszczam trzy wybrane filmiki. 
Zdjęcia Marek Toczko
Zabraniam kopiowania zdjęć, gdyż dostałam je prywatnie jedynie na potrzeby tego wywiadu. 


14:39

Mądrostki Dominiki

Książki. Życie. Doświadczenie.
To wszystko pozwala nam stać się silniejszymi, mądrzejszymi. Ludzie nie wierzą, że są w stanie zrobić wszystko. Mówią „ To jest niemożliwe. Nigdy to się nie uda.”.
Ale tak naprawdę, możemy zrobić wszystko. Wszystko.
Chcesz być baletnicą? Zapisz się do odpowiedniej szkoły, bądź ucz się z internetu. Prawnik to trudny zawód, ale też jeśli się chce to można nim zostać, tak samo jak; posłem, fryzjerką, biochemikiem, lekarzem, pisarzem, kim tylko zechcesz.
Tak wiem, porady zawodowe są proste, ale co gdy mamy problemy sercowe? Albo jesteśmy śmiertelnie chorzy? Nie ważne to czy zostawiła was ukochana osoba, czy to, że zostało wam pół roku życia. Cieszmy się nim, korzystajmy z tego co nam daje, z każdej chwili. Nie marnujmy czasu na troski i problemy, a wtedy wszystko będzie prostsze.
Gadam od rzeczy? To nie jest takie łatwe?
A sprawdziłeś? Spróbowałeś cieszyć się z małych rzeczy? Są rzeczy trudne do wykonania, ale jeśli podejdziesz do nich spokojnie i z uśmiechem to już jest połową sukcesu.
Życie każdego z nas doświadczyło w taki lub inny sposób. Mnie też. Zawsze coś stawało na przeszkodzie i staje bym była w pełni szczęśliwa, ale nie daje za wygraną. Gdy spadam z mojego wózka, wsiadam na niego z powrotem. Gdy coś mi się nie udaje, wiadomo jest mi przykro, ale wiem też, że następnym razem będzie lepiej. Gdybym się poddała nie pisałabym tego, a wy byście tego nie czytali.
Życie to podły sukinsyn, który potrafi dokopać w najgorszym momencie, ale wtedy należy, podnieść się, pokazać mu środku palec i iść dalej.
Pokażmy jacy jesteśmy silni i nie poddawajmy się nigdy i przenigdy.
__________________
Szukam utalentowanych osób, które by były chętne na wywiad. Zgłaszajcie się w komentarzach, zostawiając namiary na siebie:)

17:58

Wywiad z Jill, właścicielką Zaczarownych Szablonów.

W swojej pisarskiej karierze, postanowiłam spróbować czegoś nowego. Tym razem chciałam przeprowadzić wywiad z kimś wyjątkowym, kto jest utalentowany. I tak pewnego dnia przeglądając blog Mileny znanej w świecie bloggerów jako Jill. Wpadłam na pomysł by zapytać ją o to czy chciałaby spróbować. Młoda dziewczyna, autorkę i właścicielkę jednej z najpopularniejszych szabloniarii w bloggerze, okazała się chętna na współprace. Już kilka dni po tym jak zaproponowałam jej ten wywiad, miałam gotowe pierwsze w życiu pytania i przystąpiłyśmy do pracy, która okazała się owocna.
Przedstawiam wam, najcieplejszą i najlepszą szabloniarkę jaką znam.
Witaj! Jak mam mówić Jill, a może Milena? Co wolisz?
Mileną jestem w życiu prywatnym, Jill, gdy chodzi o blogi i grafikę. Będę wdzięczna, jeśli będziesz używała pseudonimu.
Nie ma sprawy. Tak więc, Jill twój aktualny blog o nazwie Zaczarowane Szablony, cieszy się wielką sławą wśród szabloniarek, ale ciekawi mnie kiedy powstał pierwszy szablon? Ile miałaś wtedy lat?
Ciężko powiedzieć, ale myślę, że miałam gdzieś koło dwunastu, trzynastu lat. Prowadziłam bloga z opowiadaniem i nie mogłam znaleźć nigdzie odpowiedniej szaty graficznej. Pomyślałam, poczytałam i stworzyłam małego potworka. O ile pamiętam było to proste połączenie obrazka z jakimiś stampsami. Nie wyglądało to dobrze, ale wtedy było to dla mnie olbrzymie osiągnięcie.
Przeskok z pisania do grafiki. To duże zmiana. Widać dzięki temu, że jesteś osobą bardzo kreatywną. A czy twoja rodzina wie co robisz? Pokazujesz komuś prace zanim je wstawisz na bloga?
Piszę tylko od czasu do czasu. Skupiam się głównie na grafice. O mojej szablonowej działalności wie sporo osób, bo czynnie działamy na faceboku, więc chcąc nie chcą widzą niektóre informacje. Ogólnie jednak o tym nie mówię. Zdarzyło mi się, że znajomy wyrażał się dość lekceważąco o tym, co robię, co trochę mnie zniechęciło. A co do pokazywania prac, to mam sporo internetowych znajomych, z którymi dzielę pasję. To z nimi często konsultuje moje prace.
Jeden znajomy jest niczym wśród setek ludzi, którzy wielbią twoją twórczość. A czemu szablony? Nigdy nie chciałaś spróbować na przykład w malarstwie? To chyba podobna dziedzina.
Wielbią to za duże słowo. Są ludzie, którzy interesują się tym, co robię i tacy, których to nie obchodzi. Moim znajomi mają inne zainteresowania, dlatego staram się nie mieszać tych dwóch sfer mojego życia. Szczerze mówiąc nigdy nie myślałam o malarstwie. Nie uważam się za osobę szczególnie utalentowaną w takich rzeczach. Kiedy ktoś da mi ołówek, to jedyne co potrafię narysować, to jakieś dziwne, dziecinne bazgroły. Inaczej jest z grafiką.
To widzę, ze mamy podobne "zdolności"(śmiech). A wiesz ile masz już szablonów na swoim koncie? Z tego co widziałam na blogu to jest ich spora liczba.
O kurczę, nie mam pojęcia. Na Zaczarowanych zrobiłam około dwustu szablonów. Na moim poprzednim blogu było ich około pięćdziesięciu. Są to jednak dane z dwóch ostatnich lat, a w tym biznesie siedzę dłużej. Nie potrafię Ci powiedzieć, ile ich naprawdę było.
Ale i tak już przebiłaś liczbę jaką zakładałam. Myślałam, że jest ich koło stupiędziesięciu, a tu proszę takie zaskoczenie.
Uwielbiam to, co robię. Kiedy mam jakiś problem, to biorę kilka głębokich wdechów i otwieram program graficzny. Uspokaja mnie to.
Skąd bierzesz pomysły? Zrobić taką ilość prac to coś niesamowitego, szczególnie że każda różni się od siebie.
Często wszystko zależy od zdjęć czy obrazków, którymi dysponuję. To one daję mi natchnienie. Poza tym dużo wędruję po innych stronach graficznych. Kiedy widzę coś fajnego, to mówię: "Hej, ja też tak chcę" i biorę się do pracy. Później dodaję coś od siebie i powstają całkiem nowe rzeczy, przynajmniej dla mnie.
A co się dzieję, gdy gotowy szablon jest dostarczany zamawiającemu i jemu się nie podoba? Całkiem inaczej sobie go wyobrażał?
Jeśli zamawiający jest sympatyczny i swoje zdanie wyraża w kulturalny sposób, to robię szablon jeszcze raz. Zdaję sobie sprawę, że dość ciężko zamówić coś u nas, więc kiedy robię grafikę dla danej osoby, to dokładam wszelkich starań, by była zadowolona.
Zdarzyła się taka sytuacja, że ktoś był bardzo wybredny i żaden szablon mu się nie spodobał?
Była sytuacja, kiedy robiłam jedną rzecz siedem czy osiem razy, ale to skrajny przypadek. Przeważnie robię jedną, dwie poprawki. Jeśli zamawiający nie jest zadowolony, to wątpię, żeby to się zmieniło przy czwartym podejściu.
Osiem razy to całkiem sporo.
Dziewczyna była bardzo sympatyczna i od jakiegoś czasu odwiedzała i komentowała Zaczarowane. Takich klientów zawsze traktuję trochę inaczej.
Robisz szablony na potrzeby bloga, ale gdy ktoś z przyjaciół czy rodziny poprosi o jakiś szablon. Co wtedy? Każesz mu na blogu zrobić zamówienie czy „pracujesz po godzinach”? Wybacz jestem strasznie dociekliwą osobą.
Przeważnie takie zamówienia robię od ręki, ale nie zawsze daję rady. Zdarza się, że przyjmuję więcej, niż jestem w stanie zrobić i wtedy niestety muszę odmawiać zaprzyjaźnionym osobom.
Teraz zaczął się rok szkolny, sądzisz, że będziesz musiała trochę zwolnić?
Raczej nie. Częstotliwość dodawania szablonów zależy głównie od mojej weny. Jeśli ona jest, to potrafię znaleźć czas. Chociażby kosztem snu czy szkoły. Myślę, że ten rok będzie spokojny. Dopiero w następnym może być trochę kłopotów, bo będę w klasie maturalnej, ale tym będę się martwić potem.
Matura ważna rzecz, ale na szczęście dużo czasu do niej. Mam jeszcze ostatnie pytania jak pozwolisz, trzy góra pięć.
Jasne, pytaj
Na blogu jest razem z tobą osiem szabloniarek. Jak wybierałaś te dziewczyny? Musiały spełniać jakieś wymagania?
Teraz jest nas osiem, ale łącznie przez Zaczarowane przewinęło się osiemnaście osób. Część z nich to dziewczyny, które pracowały na innych blogach. Po kilku rozmowach dochodziłyśmy do wniosków, że fajnie będzie współpracować. Resztę wyłoniłyśmy na podstawie naboru. Musiały być utalentowane i sympatyczne. Również ważne jest to, czy udzielają się na blogu. Mamy kilka dodatkowych zakładek na blogu i gdybyśmy tylko ja i Avia o to dbały, to po prostu nie dałybyśmy rady.
No tak, tyle pracy nie da się łatwo ogarnąć. Utrzymujesz z nimi stały kontakt, z dziewczynami/ szabloniarkami? Jesteś ich koleżanką, czy raczej taką szefową?
Nie potrafię być szefową. Jeśli dobrze mnie podejść, to mogę zgodzić się na wszystko. Czasem myślę, że jestem zbyt miękka. W każdym razie jesteśmy na stopie koleżeńskiej i nie sądzę, żeby to miało się zmienić.
Nie miękka, a masz dobre serce. Jill ostatnie pytanie. Zaczarowane Szablony mają ponad rok, jesteś dumna ze swojego projektu? Spodziewałaś się, że blog zyska taką sławę? Bo nie ukrywajmy, większość blogerek idzie do was po szablony. Nawet ja sama i moje przyjaciółki, jeśli potrzebujemy to idziemy prosto do ciebie.
Nie, nigdy nie sądziłam, że uda nam się dojść do czegoś takiego. Myślę, że ogromny wpływ na to miała osoba, która dołączyła do mnie miesiąc po założeniu bloga. Mówię tu o Avii. Gdyby nie ona, to zapewne już dawno bym zrezygnowała. Jestem dumna z naszego sukcesu, ale czasem myślę, że nie zasługujemy na niego. Powinniśmy pracować więcej, ciężej... wciąż daleko nam do poziomu, o którym marzę.
Znacie się z Avii osobiście?
Niestety nie, ale mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni. Z naszej ekipy spotkałam się tylko z Rowindale.
Rowidale też jest zdolna, na moim blogu od kilku miesięcy króluje jej szablon.
Też tak uważam. To świetna dziewczyna i utalentowana graficzka
Jak wszystkie szabloniarki na Zaczarowanych.
Cieszę się, że tak myślisz.
Ale dobrze, myślę że wszystko już mam. Nie było tak złe prawda?
Nie, jesteś bardzo sympatyczną rozmówczynią.
Ach dziękuję! I teraz ostatnie pytanie pół żartem pół serio. Zrobisz mi szablon?
Gdybym dostawała złotówkę za każdym razem, gdy to słyszę... (śmiech).
Podejrzewam że byłabyś już bogatą kobietą.
Dokładnie.
Ale dziękuje Jill za to, że zgodziłaś się na ten wywiad i mam nadzieje, że bawiłaś równie dobrze jak ja.
Ja również dziękuję. To dla mnie zaszczyt, że wybrałaś właśnie mnie.
Mi się rozmawiało z Jil bardzo miło i sympatycznie, jest przemiłą osobą. Mam nadzieję, że także wam się spodobało.
Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger