22:07

#188 Nietypowa recenzja nietypowej książki "Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy" Justyny Styszyńskiej

#188 Nietypowa recenzja nietypowej książki "Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy" Justyny Styszyńskiej

Otwieramy nowy cykl!!

Do pisania recenzji zabieram się trzeci raz. Zawsze siadam późno wieczorem i przeważnie mam jedno zdanie i koniec – mózg się wyłącza i nic więcej nie piszę. Jednak tym razem postanowiłam, że pomimo późnej pory napiszę choć połowę. Dodatkowo recenzja będzie nietypowa, gdyż otwierać będzie ona cykl dla dzieci! Już jakiś czas myślałam o tym, by zacząć pisać o książeczkach dla dzieci – wiecie, że jestem ciocią na pełen etat. Z moją siostrzenicą widzę się przeważnie codziennie, od najmłodszych lat, uczę ją miłości do książek i zamiast zabawek wolę jej kupić jakieś książeczki. Jakiś czas temu, dostałam propozycję recenzowania książek przeznaczonych właśnie dla dzieci. Spytałam się Mai, czy chciałaby mi pomagać i pokazałam jej dwie pozycje, jakie mi oferowali. Jednym z tych tytułów było właśnie Góry i ich zwykli–niezwykli mieszkańcy Justyny Styszyńskiej. Bardzo zaciekawiła młodą, i również mnie. Niedawno otrzymałam swój egzemplarz i zaczęła się zabawa. Zapraszam do czytania!
Góry... to powieść, która nie jest jakąś tam baśnią dla dzieci. Jednak to bardzo ciekawy zbiór krótkich opowieści o zwierzętach, które zamieszkują góry. Znajdziemy tam, niedźwiedzie, rysie, orły, bobry i wiele innych. Każdy zwierzak ma swoje dwie strony, na jednej jest krótka opowiastka, a na drugiej niespodzianka dla dzieciaków. Po środku znajdują się trzy plamy, które na pierwszy rzut oka nic nie przypominają, jednak jeśli przyjrzymy się uważnie, dojrzymy fragment zwierzęcia, które jest omawiane, a na końcu książki są naklejki – podzielone na zwierzęta, mamy łapki, oczy, skrzydła, dzioby, no przeróżne rzeczy i dziecko musi dopasować tak naklejki, by powstał nam zwierzak. Maluch nie tylko uczy się ciekawych rzeczy o tych zwierzętach, ale również kreatywnie się bawi. Te dwie rzeczy to genialne połączenie dla takich maluchów w wieku 4-5 lat, tak jak sam wydawca wskazuje. Dziecko się przy tym nie męczy, a rozwija!
Kiedy Maja zobaczyła tę książkę, praktycznie od razu się na nią rzuciła. Jako, że jest bardzo ruchliwym dzieckiem, byłam pewna, że chwilę przy niej posiedzi i zaraz gdzieś poleci. Ale zostałam ogromnie zaskoczona, gdyż ta opowiastka stała się ulubioną książką. Mai. Gdy tylko do nas przychodziła, od razu do niej szła i albo jej czytałam, albo naklejała zwierzątka. Tak jej się spodobała, że w końcu zabrała ją do domu i tyle ją widziałam. Uważam, że temat i język jakim wszystko jest napisane, jest idealny dla dziecka w tym wieku. Nie ma wielkich, filozoficznych tłumaczeń, jakie jest dane zwierzę, co robi, co je itd., a jedynie naprawdę ważne i ciekawe fakty, które mogą zaciekawić dzieciaka. Ja sama byłam nieco zszokowana wydaniem, gdyż nie jest to tradycyjny druk, a wydanie w formie kołozeszytu. Do końca nie jestem przekonana do tej formy, gdyż łatwo można to urwać, porwać itp., jak wiadomo dzieci są zdolne i poradzą sobie nawet z grubą stroną. Kolejny punkt, ale za to fajny, to skrzydełka – mimo że książka jest w kołozeszycie, to ma skrzydełka i dziecko może zaznaczyć sobie zwierzątko, które je ciekawi i przewrócić na koniec książki po naklejki. Dzięki temu nie zgubi miejsca, które chce zrobić, a także w prosty sposób ułatwi życie nie tylko młodej ale i mnie, gdyż nie musiałam przytrzymywać stron, gdy ona szukała danej naklejki.
Ta recenzja nie będzie długa, jak reszta, bo nie ma jako takiej typowej fabuły książkowej. Jednak moim zdaniem to plus, bo ma sporo stron, a na każdej jest co innego i to fajnie ubarwia i zaciekawia dzieci, które szybko się nudzą. Jeśli cała książka byłaby o trzech zwierzętach na krzyż i opisy były by nudne, wiadomo, że nikomu by się to nie podobało. Moim zdaniem to ogromny plus, a nie powiedziałam o innych pozytywnych rzeczach, które znajdują się w książce. Z tego co kojarzę, to są też inne wersje książek tej autorki, jeszcze to sprawdzę, ale jeśli tak, to na pewno zakupię Mai i chętnie zapoznamy się z każdą inną wersją tej książki.
Podsumowując, bo to krótka recenzja. Góry i ich zwykli–niezwykli mieszkańcy jest bardzo fajną i ciekawą opowiastką dla dzieci. I chłopcy i dziewczęta będą zadowoleni z takiej niespodzianki, a i spędzą przy tym niesamowicie czas. Maja nadal uwielbia tę książkę, nieraz każe pomagać przy naklejkach, a nieraz samodzielnie dopasowuje części zwierząt. Świetny prezent na święta, albo jako zwykły prezent do nauki.
Moja ocena to 8/10. Pytałam Maję o ocenę, no ale umiała się sprecyzować.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Widnokrąg
Autor: Justyna Styszyńska
Data premiery: 12 marca 2018 roku
Za książkę dziękuję


21:33

Zapowiedzi Wydawnictwa Kobiecego serii Young!!

Zapowiedzi Wydawnictwa Kobiecego serii Young!!


Dziś mam dla Was takie mini zapowiedzi, moich ambasadorskich książek! Wydawnictwo Kobiece, postanowiło, że rozpieści nie tylko duże dziewczynki, ale także te młodsze i dzięki temu, będziemy mieli wiele książek z serii Young, której jestem Ambasadorką! Bardzo Wam je polecam i bliżej premiery, będę miała dla Was wiele ciekawostek!


Tytuł: Raven. Biały kruk
Autor: J.L. Weil
Data premiery: 20 kwiecień 2018r.
Opis: Pierwszy tom bestsellerowej serii fantasy dla młodzieży!
Życie Piper i jej młodszego brata zmienia się w ciągu jednej nocy. Po tragicznej śmierci ich matki lądują na idyllicznej wyspie pod opieką nieprzyzwoicie bogatej babci, której nigdy wcześniej nie spotkali. Dziewczyna zaczyna się buntować, bo jedyne co można robić w Raven Hollow to zanudzić się na śmierć.
Biały Kruk  to pierwszy tom serii Raven, w której wątki paranormalne łączą się z romansem i tajemnicami! To idealna propozycja dla fanów książek fantasy, którzy zakochali się historiach takich jak Saga Zmierzch, Akademia Wampirów czy Dary Anioła!
Kiedy na drodze Piper staje zabójczo przystojny Zane Hunter, okazuje się, że życie na wyspie może być całkiem znośne. Między parą zaczyna iskrzyć, chłopak ma w sobie coś niezwykłego… coś nadprzyrodzonego i śmiertelnie niebezpiecznego. Dlaczego jednak trzyma ją na dystans?
Piper nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad przeszłością swojej rodziny i była przekonana, że jest zwykłą nastolatką,. Dlaczego wszyscy w Raven Hollow sprawiają wrażenie, jakby doskonale ją znali i co oznaczają niezwykłe tatuaże, które ożywają na jej oczach?
Kiedy ktoś próbuje zabić dziewczynę, staje się jasne, że ona i jej babcia muszą sobie dużo wyjaśnić. Kim jest Piper? Czym jest Zane? Czy ten cały nadprzyrodzony świat, który znała tylko z filmów może być prawdziwy?
Niezwykła historia! Uwielbiam ją!!! Kontrast pomiędzy światłem a ciemnością, dobrem i złem, siłą a słabością – to było najlepsze!
– Beyond the Pages, vlog recenzencki
J.L. Weil – bestsellerowa autorka USA Today. Mieszka w Illinois i pisze książki z serii Young Adult i New Adult. Jej bohaterki to wygadane i zadziorne dziewczyny, które poradzą sobie w każdej sytuacji. Na każdą z nich czeka równie zadziorny chłopak! Weil przyznaje się, że Jensen Ackles i malinowa mocha to jej największe uzależnienia. Oprócz tego chętnie rozmawia ze swoimi fanami o pozostałych sprawach, do których ma słabość: książkach i serialu Supernatural.

Tytuł: Chłopak taki jak ty
Autor: Ginger Scott
Data premiery: 25 maja 2018r
Opis: Dzień, w którym powinna zginąć, był tym samym dniem, w którym rozpadła się jej rodzina, a Josselyn Winters przestała być miłą dziewczynką z sąsiedztwa, organizującą wyścigi dla wszystkich dzieci. Tego samego dnia zniknął też Christopher, chłopiec, który uratował jej życie.
Osiem lat po dniu, który pogrzebał jej dzieciństwo, Joss spotyka nowego ucznia swojej szkoły. Chociaż Wes na pierwszy rzut oka wydaje się kimś obcym, to dziewczyna nie może oprzeć się wrażeniu, że zna go doskonale. Przyciąga ich do siebie jakaś siła, jakby dzielili tragiczne wspomnienie. Dlaczego więc chłopak przedstawia się innym imieniem, skoro na Joss spoglądają oczy Christophera? Czy bohater z jej dzieciństwa wrócił, aby uratować ją po raz drugi?
Joss tylko przy nim czuje się jak tamta mała dziewczynka, której obraz ukryła w najdalszych zakamarkach wspomnień. Wes jednak nie wie, że Josselyn, którą wtedy ocalił przed śmiercią, tak naprawdę zginęła tego samego dnia. Nowej Josselyn już nie da się uratować. Nowej Josselyn należy się bać.
Po wielu dniach wciąż nie mogę dojść do siebie po przeczytaniu tej niesamowitej książki.
– Wil Loves Books
Ginger Scott – autorka wielu książek young adult i new adult, będąca jedną z najpopularniejszych na Amazonie. Oprócz pisania wciągających romansów uwielbia sport, który chętnie wplata w swoje powieści. Od zawsze operowała słowem, współpracując przy edycji magazynów i prowadząc bloga. Chętnie opowiada historie olimpijczyków, polityków, aktorów, przestępców i naukowców. Prywatnie mama, zawodowo urodzona pisarka. Debiutowała w 2013 roku, a jej piąta książka This is Falling zdobyła pierwsze miejsce w rankingu Amazona w kategorii młodzieżowej.



Tytuł: Proroctwo cieni
Autor: Michelle Meadow
Data premiery: 25 maja 2018r.
Opis: Pierwszy tom serii Elementals, żywiołowej odpowiedzi na Harry’ego Pottera i Percy’ego Jacksona!
Nicole Cassidy zmuszona do zmiany miasta i szkoły nieoczekiwanie dowiaduje się, że jest wiedźmą. Jej nowi koledzy są mocno zdziwieni tym, że nie wiedziała o swoim pokrewieństwie z greckimi bogami, którym zawdzięcza niezwykłe umiejętności. Dziewczyna ma dużo do nadrobienia, bo lekcje w klasie ukrytej za biblioteką, nie zapowiadają się na łatwe. Reszta uczniów doskonale zna swoją historię i od dawna uczy się panowania nad swoimi mocami.
Kiedy na niebie pojawia się Kometa Olimpijska, Nicole i czterech uczniów zostają obdarzeni mocami żywiołów, ale zostaje też osłabiony portal, który chronił świat przed groźnymi potworami. Nicole, Kate, Chris, Blake i jego dziewczyna Danielle muszą stawić czoła Proroctwu, według którego tylko oni mogą przywrócić równowagę światu. Zadanie byłoby dużo łatwiejsze, gdyby pomiędzy Nicole i Blakiem nie zaczęło się rozwijać gorące uczucie, które może przeszkodzić w wypełnieniu ich zadania.
Michelle Madow na nowo opowiada historię greckiej mitologii, przenosząc stare wierzenia do współczesnych czasów. Jej bohaterowie to zwykli uczniowie, którzy niespodziewanie odkrywają swoje przeznaczenie.

Michelle Meadow - mieszka na Florydzie, a do jej ulubionych aktywności należą podróże, czytanie, spędzanie czasu z rodziną i przyjaciółmi oraz jedzenie pizzy. Uwielbia musicale na Broadway’u i liczy na to, że kiedyś wyruszy w podróż dookoła świata. Najlepiej sprzedająca się autorka fantasy według USA Today.


Tak się prezentują te najbliższe zapowiedzi i szczerze mówiąc nie mogę się doczekać, aż dostanę w swoje łapki, każdą z tych pozycji! A która z Was najbardziej ciekawi?
Pozdrawiam,
Wasza Dominika





19:33

Legimi - Warto, czy nie warto?

Legimi - Warto, czy nie warto?

Aplikacje dla książkoholików przydatne, czy nie bardzo?

Jakiś czas temu dostałam propozycję korzystania z aplikacji Legimi, która jest dostępna na czytniki, telefony, Windowsa, a od niedawna nawet na Kindle. W zamian za reklamę mogę korzystać przez trzy miesiące korzystać za darmo z tej aplikacji. Jednak nie piszę tego, bo dostałam coś za free. Zanim postanowiłam napisać ten post, korzystałam regularnie z aplikacji, w różnych porach dniach i nocy, a także na różnych urządzeniach. Nie jestem z tych osób, które polecą, uprzednio czegoś nie sprawdzając, przeczytałam kilka książek, porozglądałam się i stwierdzam, że aplikacja, jak i samo Legimi jest genialne!
Czytam bardzo dużo ebooków, czasem, gdy książka mnie ciekawi, a nie jestem pewna, czy wpasuje się w mój gust, to po prostu wybierałam wersje elektroniczną. Nadal tak mam, tylko te ceny.... – Ci, którzy korzystają z ebooków, wiedzą, że ich cena jest prawie tak sama jak za papier i to trochę kłopotliwe. Nad tą propozycją myślałam dość długo, bo nie byłam pewna, czy aby na pewno u mnie się sprawdzi. Jednak zaryzykowałam, gdyż dowiedziałam, że mogę w każdej chwili zrezygnować. W tej chwili jestem bardzo zadowolona, Legimi spełnia moje oczekiwania. Gdy nie mam możliwości, by posiadać papier, to wybieram ebooka z Legimi. Jest to bardzo wygodne, książkę po prostu dodaje się na półkę i po zsynchronizowaniu aplikacji, mogę już czytać!
Jedynym minusem, jaki znajduję – książkę możemy pobrać dopiero w dniu premiery, albo dzień po premierze. Jako osoba, przyzwyczajona, że często mogę czytać przedpremierowo, to trochę uwiera mnie fakt, że muszę czekać, choć chcę, w tej chwili – ale takie coś ma chyba każdy książkoholik.
Podsumowując, bardzo polecam Legimi osobom, które lubią ebooki i kochają wygodę. Jestem pewna, że po tych trzech miesiącach na pewno przedłużę swój pakiet, bo w tej chwili to dla mnie idealne rozwiązanie. Polecam Wam, myślę, że każdy znajdzie opcje dla siebie, bo możemy posiadać aplikacje na różnych urządzeniach, a cena za pakiet, również nie jest jakiś wygórowany!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

16:24

#187 Premierowa recenzja książki "Jej Wysokość P." Joanne Macgregor

#187 Premierowa recenzja książki "Jej Wysokość P." Joanne Macgregor

Trzeba mierzyć wysoko... nawet wtedy, gdy jest się wysokim!

Data premiery: 9 marca 2018r.
Luty się skończył. Ten przerażający fakt dotarł do mnie, gdy zaczęłam pisać tę recenzję. Jednak jestem dość zadowolona z minionego miesiąca - udało mi się osiągnąć i zrobić wszystko, co miałam zaplanowane. Dodałam więcej postów, publikowałam codziennie posty na Instagramie, który postanowiłam rozkręcić przez najbliższe miesiące i który okazał się moim uzależnieniem. Jeśli jesteście ciekawi, to szukajcie mnie tam, bo wstawiam nie tylko zdjęcia nowości, ale i starszych książek! Jednak luty był wyjątkowy z nieco innego powodu – zostałam Ambasadorską serii Young od Wydawnictwa Kobiecego! Zapowiadają się genialne młodzieżówki, które chyba nigdy mi się nie znudzą.! Pierwszą z nich jest Jej Wysokość P., która jeszcze przed premierą zebrała masę pozytywnych opinii.. A jak było ze mną?
Peyton jest wysoka. NAPRAWDĘ wysoka. Nie lubi tego, jak wszyscy się na nią patrzą i wymyślają coraz to nowsze przezwiska. Jeśli jakiś chłopak jest wysoki, to wszyscy mówią o nim ciacho, przystojniak, ale jeśli ktoś widzi Peyton – od razu zaczynają się żarty, które po prostu bolą dziewczynę. Wzrost przeszkadza jej we wszystkim – w kupowaniu ubrań, butów, wybraniu się na kręgle/łyżwy, nie wspominając już o znalezieniu faceta, który byłby wyższy od niej (a trzeba zaznaczyć, że Peyton ma aż 180 cm wzrostu). Wszyscy są albo zajęci, albo po prostu za niscy. Jedna ze znajomych dokucza jej mówiąc, że takich wysokich dziewczyn nikt nie zechce – sytuacja kończy się tak, że... zakładają się o 800$. By je dostać Peyton musi tylko znaleźć chłopaka. Nie jest to proste – dla ułatwienia sobie sprawy dziewczyna tworzy listę chłopaków, którzy są odpowiedni wzrostem (oczywiście zajętych skreśla na początku). Zaczyna się z nimi umawiać, ale w szczególności podoba jej się jeden... niestety zajęty (na marginesie – on spotyka się z dużo niższą od siebie dziewczyną). Sprawy ze znalezieniem chłopaka komplikują się, wizja zdobycia 800 dolców się oddala, a tajemnice Peyton zaczynają ją coraz bardziej uwierać. Czasem dziewczyna ma wrażenie, że się dusi i nie może już oddychać kłamstwami, które ją otaczają. Jak to wszystko się skończy?

„– Siła sióstr – powiedziała, gdy wchodziłyśmy do klasy. – Właśnie tak się mówi, Peyton, siła sióstr.
Jasne.
To jak jajniki przed jajami. Znaczy, że powinnaś podzielić się z przyjaciółkami tym, czym nie podzieliłabyś się z facetami.
Aha.
[…] – Piersi przed klatami! – szepnęła uroczyście.”

Nawet nie wiecie, jak bardzo potrzebowałam tej książki! Na początku bałam się, bo przejadły mi się młodzieżówki, erotyki i książki, które mają wątek romantyczny. Trzymałam się w związku z tym thrillerów i dramatów. Jednak Jej Wysokość P. była promowana tak pozytywnie, że gdy Wydawnictwo odezwało się do mnie z propozycją współpracy stwierdziłam, że to moja ostatnia szansa. Jeśli nie spodobałaby mi się ta książka, to by oznaczało, że jestem za stara na młodzieżówki. Dzięki Bogu tak się nie stało (uff, jestem jeszcze młoda!). Powieść wciągnęła mnie od pierwszych stron, już na samym początku byłam rozbawiona do łez, a mój śmiech niósł się po całym domu. Peyton ma nie tylko cięty język, ale sposób w jaki opowiada całą historię jest genialny. Czułam, jakbyśmy były przyjaciółkami i opowiadała mi wszystko, co wydarzyło się w jej życiu! A prawa które planowała wprowadzić, jak już zostanie królową, są po prostu genialne. Książka jest nie tylko mega pozytywna, ale także posiada przesłanie, które tak kocham w powieściach!
Jej Wysokość P. to nie książka, która jest zwykłą młodzieżówką o miłości i niczym więcej. Moim zdaniem posiada także morał i przekaz dla młodych kobiet, które czują się niepewnie we własnej skórze, właśnie jak Peyton. Bohaterka ze względu na swój wzrost wyróżnia się z tłumu i nie wpasowuje w schematy, a to oznacza, że bardzo często zostaje wytykana palcami. To, co mi najbardziej się podobało w tej książce, to że Joanna Macgregor pokazała, jak pokochać siebie, nawet nie pasując do innych – czasem jesteśmy najlepsi właśnie wtedy, gdy coś nas wyróżnia!. Bardzo mi się podobało, że Peyton dorastała przez całą książkę, a ja mogłam śledzić jej przemianę i to, jak zmienia jej się życie. Jestem skłonna powiedzieć, że Jej Wysokość P. jest na miarę książek Kasie West, z tą różnicą, że w tej książce jest bardziej drapieżnie i sarkastycznie. Jeśli mnie dobrze znacie, wiecie, że sama posługuję się płynnie sarkazmem, więc takie książki przygarniam jak kociara nowe kociaki.

Nieważne, z kim chodzisz i jak wyglądasz. Ważne, jak się czujesz. A ja czułam się jak królowa świata i siebie, Jej Wysokość P.”

Podsumowując – Czytelniku, jeśli szukasz książki zabawnej, sarkastycznej, z morałem, która pokazuje, że warto wierzyć w siebie i walczyć o swoje, to jest idealna propozycja dla Ciebie! Historia Peyton nie tylko trafi do nastolatek, ale także do kobiet, które lubią relaksować się przy dobrej książce, wypełnionej świetnym humorem i dobrze wykreowanymi bohaterami. Moim zdaniem to naprawdę dobry początek dla nowej marki i jeśli kolejne książki będą takie same, to wróżę im ogromny sukces!
Joanne Macgregor stworzyła genialną książkę, po którą sięgnę jeszcze nie raz. A już na pewno przeczytam inne powieści tej autorki – jestem ciekawa, czy wszystkie są takie dobre!
Moja ocena to 10/10 – Polecam z całego serca!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Kobiece (Seria Young)
Autorka: Joanne Macgregor
Oryginalny tytuł: The Law of Tall Girls
Stron: 433
Za książkę dziękuję

13:42

#186 Recenzja książki "Rozdarta" Teri Terry

#186 Recenzja książki "Rozdarta" Teri Terry

Rozdarta nie tylko skradła moje serce, ale również je „rozdarła”

To będzie ciężka recenzja... Na drugi tom Zresetowanej czekałam bardzo długo (kilka miesięcy). Nie mogłam się doczekać, aż poznam dalsze losy bohaterów i sprawdzę, co się z nimi stało. Jak wiadomo, drugie tomy bywają różne, a najgorsze co może je spotkać to klątwa. Myślałam, że Młody Book każe dłużej czekać nam na kontynuację i że moja cierpliwość zacznie się kończyć (a wtedy – wiadomo - będę ich męczyć mailami :)) Ale ku mojemu zaskoczeniu, nagle pojawiła się informacja, że ostatni dzień lutego to będzie TEN dzień i tę datę trzeba zaznaczyć na czerwono. Zrobiłam to i tylko czekałam na swój egzemplarz, a gdy przyszedł... opanował mnie strach. A co, jeśli będzie źle? Co, jeśli autorka zepsuła tę część? I co, jeśli mi złamie serducho? Na jedno z tych pytań odpowiedź jest twierdząca. Jesteście ciekawi, na które?
Kyla nie może uwierzyć w to, co się stało. Czuje się, jakby miała rozdwojenie jaźni, choć zresetowanie miało usunąć wszelkie wspomnienia i jej charakter miał być kompletnie inny. Tymczasem bohaterka ma wrażenie, że coś poszło nie tak. Na horyzoncie pojawia się coraz więcej pytań, nie wie komu ufać w stu procentach. Rodzinie, nowym, czy może starym znajomym? Musi uważać na to co robi, co mówi – czasem czuje na sobie spojrzenie Lorderów. Boi się, że gdy powinie jej się noga, przyjdą po nią w tych swoich czarnych strojach i wsadzą ją do furgonetki i już nigdy nie wróci do domu. Z jednej strony chce odpuścić i żyć po cichu, tak jak jej każą, ale z drugiej nie potrafi i nie chce się nauczyć. Pragnienie znalezienia Bena, odkrycia prawdy o sobie i swojej przeszłości są tak silne, że z czasem Kyla pakuje się w sytuacje, o których wcześniej nie myślała. A ludzie, którzy mieli ją chronić stają się przyczyną strachu. Komu tak naprawdę wierzyć? Gdzie znajduje się prawda? Kto pozwoli odkryć Kyli to, kim jest naprawdę?

Zresetowani nie są zdolni do aktów przemocy, jednak ja jestem. Zresetowani nie mogą niczego pamiętać ze swojej przeszłości, jednak ja mogę. Lorderowie zaraz by mnie zabrali. Pewnie zechcieliby rozciąć mi mózg, żeby sprawdzić, co w nim poszło nie tak, dlaczego moje Levo nie przejęło kontroli. Może zrobiliby to nawet na żywym organizmie.”

OMG – te trzy literki powtarzałam bez końca przy tej książce (plus parę innych epitetów, ale tutaj nie mogę ich pisać). Byłam wciągnięta w Rozdartą, nic nie mogło mnie wyciągnąć ze świata przedstawionego przez Teri Terry. Rodzina siedziała ze mną w pokoju, ale ja czytałam, potem jedliśmy ciasto z okazji urodzin siostry, a ja myślami byłam z Kylą. Mojej czteroletniej siostrzenicy mówiłam, że ta książka jest genialna. Nie wiem czy to podchodzi już pod jakąś chorobę, bo pod książkoholizm już na pewno – i nie mam zamiaru iść na odwyk! Emocje jakie wywołała we mnie ta książka są ogromne, nie mogę uwierzyć w to co napiszę, ale mam wrażenie, że drugi tom jest jeszcze lepszy niż pierwszy. Akcja potoczyła się niezwykle wartko, pojawiło się coraz więcej tajemnic, jednak najbardziej rozbroiło mnie zakończenie. Jestem na takim etapie rozpaczy, że mam ochotę wejść na Amazona i zakupić 3 tom w oryginale, byleby jak najszybciej poznać zakończenie tej historii.
Dodatkowo muszę też wspomnieć o nowych bohaterach, który pojawili się w Rozdartej. O dziwo nie pojawił się nikt, kto byłby zbędny i nudny. Każda postać miała jakiś swój cel, swoją rolę – większą lub mniejszą. Oczywiście znalazłam te, które mnie irytowały, rozśmieszały, ale jedna postać sprawiła, że moje serduszko zabiło mocniej. Chciałabym wspomnieć o tym kimś znacznie więcej, ale nie mogę, bo nie chce spoilerować, jednak ten, kto przeczyta Rozdartą i zostanie ze złamanym sercem jak ja, będzie wiedział o kogo mi chodziło. Każdy szczegół w tej książce, każda postać, wydarzenie – wszystko ma sens i gdy zbliżamy się do końca wiele rzeczy się wyjaśnia. Jednak zamiast być spokojnym, pojawia się wielki znak zapytania, który zapewne będzie nas dręczył do końca trzeciego tomu. Choć muszę wspomnieć, że jeden moment przewidziałam. Podczas czytania, gdy zbliżaliśmy się do wyjawienia zagadki, zapaliła mi się żarówka nad głową i wiedziałam, że pewna osoba będzie zdrajcą (zresztą, od początku tej osoby nie lubiłam!). Przekonałam się, że moja intuicja nadal nie zawodzi, choć żałuję, że nie przewidziałam jednej rzeczy.

Coulson ma w oczach ostrzeżenie. Wie, że coś zataiłam, że nie powiedziałam wszystkiego. Krew odpływa mi z twarzy. Agent uśmiecha się, ale nie czuję się od tego lepiej.
Idź już. Nie możesz się spóźnić na matematykę.
Zrywam się z krzesła i niemal rzucam się do drzwi. Wie nawet, jaką mam teraz lekcję?
O, Kyla?
Zatrzymuję się.
Uznaj, że dziś miałaś szczęście. Nie jestem cierpliwym człowiekiem. Kiedy będziemy rozmawiać następnym razem, chcę usłyszeć więcej. Chcę całej historii. Idź! – warczy.

Teri Terry, stworzyła genialną powieść, która porywa czytelnika w dalsze losy bohaterów. Od pierwszy stron trzyma w napięciu i sprawia, że nie można się oderwać. Rozdarta jest świetną kontynuacją, naprawdę wartą uwagi i na długo będę pamiętać o tym tomie i tym, co się wydarzyło. Co więcej, mam ochotę usiąść i przeczytać ją jeszcze raz!. Była tak dobra, że trudno mi napisać, więcej niż samo „kocham to!!!” Jeśli jeszcze nie znaliście tej serii, to koniecznie zabierzcie się za pierwszym tom, a zaraz potem za drugi, gdyż warto! Nie zapomnicie o tej książce i nie wyobrażam sobie, by komuś mogła się ona nie podobać.
Polecam tę książkę z całego serca. Powtarzam to już trzeci raz, ale naprawdę jest genialna i po prostu achh... Mózg mi wybuchł od zakończenia.
Moja ocena to 10/10 – a i tak za mało.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Młody Book
Autor: Teri Terry
Oryginalny tytuł: Fractured
Stron: 384
Data pramiery 21 lutego 2018r
Za książkę dziękuję

11:56

#185 Recenzja książki "Dzień 7" Kerry Drewery

#185 Recenzja książki "Dzień 7" Kerry Drewery

A Ty co jesteś w stanie zrobić dla bliskiej osoby?

Cela 7 znalazła się w spisie najlepszych książek ubiegłego roku. Nigdy nie ukrywałam, że ta powieść mnie poruszyła i stałam się jej ogromną fanką. Recenzja pierwszego tomu była czystą przyjemnością i nie mogłam się doczekać, aż w swoje łapki dorwę drugą część. Kiedy wyszła informacja o dacie premiery Dzień 7, cieszyłam się jak głupia. Dosłownie, jarałam się jak dzwonek! Oczywiście czekanie na egzemplarz recenzencki było czystą formalnością i gdy przyszła paczka od razu nagrałam filmik z jej udziałem (pojawił się na fanpage, ale wstawię Wam go także na koniec tej recenzji). Wszystko pięknie, ładnie, jednak jedna myśl nie dawała mi spokoju. Czy drugą część mojej kochanej Celi 7 dotknie „klątwa drugiego tomu?” Bardzo się tego bałam, gdyż spotkało mnie to już nie raz przy książkach, gdzie pierwszy tom był cudowny, idealny, a drugi... no klapa. Jak sprawdził się Dzień 7? Co się wydarzyło?
Martha nie może się pogodzić z tym, że jej ukochany Isaac został zamknięty w celach śmierci i teraz on będzie sądzony przez ludzi, którzy są zmanipulowani, którym wmawia się kłamstwa. Kiedy Martha była w ostatniej Celi Śmierci Isaac, dowiódł, że to nie ona zabiła, że jest niewinna. Udowodnił, że ludzie wysoko postawieni fałszują dokumenty na swoją korzyść, uciekają od kary. Jednak kiedy tylko wsadzili go do Celi 1, wszystkie dowody zniknęły, nagrania usunięto i sfałszowano tak, że teraz wszyscy chcą jego śmierci. Tylko niewielka garstka osób wierzy w to, że rząd steruje słynnymi programami, ale to za mało, by go uniewinnić. Na dodatek rząd poluje też na Marthę, która musi udowodnić, że to, co zrobił Isaak, zrobił w jej obronie i że nie powinien zostać zabity. Jednak sprawy się komplikują, ludzie są coraz bardziej rządni krwi, wszyscy spiskują i już nie wiadomo komu ufać, a komu nie... Co się stanie z Isaakiem? Czy Marthcie uda się go uratować?
Opis jest krótki, gdyż nie chcę Wam zdradzać za dużo akcji, a zapewniam – zaczyna się ona od pierwszych stron. Prolog, który udostępniłam na Instagramie (link) upewnił mnie, że ta książka będzie genialna. Teoretycznie nie ma w nim dużo, ale za to treść i emocje jakie są tam zawarte sprawiły, że serduszko mi mocniej zabiło. Dalsze czytanie poszło jak z płatka. – gdy tylko dorwałam się do tej książki w weekend, w pokoju można było usłyszeć tylko szelest przewracanych kartek. Gdy mama wchodziła do mnie zawsze siedziałam w tej samej pozycji, z oczami wbitymi w książkę i cóż... kontakt ze mną był mocno utrudniony. Autorka kolejny raz pokazała, że ma genialny pomysł na fabułę, idealnie wszystko rozplanowała, dzięki czemu akcja biegnie szybko, ale w wyważony sposób. Czytelnik cały czas dowiaduje się czegoś nowego, przywiązuje się mocniej do bohaterów, przyziemne zajęcia schodzą na drugi plan i nic więcej się nie liczy. Książka wciągnęła mnie do tego stopnia, że w kilku momentach miałam łzy w oczach.

MARTHA (krzyczy): Pieprzyć spokój! On mi zabił matkę. Celowo ją przejechał. Mieliśmy to na filmie z monitoringu! Isaak pokazał to na żywo w telewizji!
Głos jej się łamie. Publiczność wybucha drwiącym śmiechem.
MARTHA (krzyczy przez łzy): Mieliśmy dowody korupcji! Listy, dokumenty! Nazwiska przekupionych policjantów! Wszystkie kłamstwa czarno na białym!

Dzień 7 to świetna kontynuacja serii. Zdarza się, że autorzy w drugim tomie sporo miejsca poświęcają na streszczenie fabuły pierwszej części. Niby chcą delikatnie wspomnieć, a jednak wtedy mam wrażenie, że czytam drugi raz to samo. Jednak tej książki zupełnie ten problem nie dotyczy! Akcja toczy się swoim torem, nie ma zbędnych sentymentów, wielkiego wracania do wydarzeń – z wyłączeniem momentów, gdy dialog tego wymaga. Moim zdaniem to wielka zaleta – lubię, gdy akcja biegnie swoim torem, a ja mogę dać się wciągnąć w kolejne knucia i intrygi. Jednak to, co mnie zachwyciło to fakt, że poznałam bliżej bohaterów, weszłam głębiej w system karania, jaki jest przedstawiony w książce. Najbardziej cieszę się z tego, że poznałam bliżej Marthę. W pierwszym tomie autor poświęcił jej sporo uwagi, ale trudno dowiedzieć się czegoś więcej o bohaterze, gdy ten przebywa zamknięty w białej celi, nie ma do niczego dostępu, nic nie słyszy – w takich warunkach można oszaleć i jej postać była tak właśnie przedstawiona. Każdego dnia przechodziła kolejne fazy, ale dopiero gdy wyszła na wolność, jej książkowa osobowość jakby rozwinęła skrzydła i dała się poznać na nowo. Czasem mnie irytowała, czasem ją podziwiałam, ale najbardziej wczułam się w jej sytuację i zaczęłam mocno zastanawiać się, co ja bym zrobiła na jej miejscu.

Muszę uratować Isaaca – bełkoczę z ustami pełnymi makaronu, by zmienić temat.
Patrzę na Maxa. Czy powinnam mu powiedzieć o propozycji Patty? Zdradzić jej plan?
Czy nie będzie próbował mi tego wyperswadować?
Jeśli chcę jeszcze zobaczyć Isaaca, jeśli chcę uwolnić niewinnego człowieka i razem z nim walczyk o sprawiedliwość, jakie mam wyjście?

Kerry Drewery to stanowczo moja nowa ulubiona autorka, którą będę czytać zawsze. Cela 7 i Dzień 7 to powieści, które wywołały we mnie ostatnio najwięcej emocji. Jednak zakończenie obu tych książek zostawiło mnie zawieszoną w niepewności. Wiem, że czekanie na Finał 7 będzie okropne, ale zarazem może być to najlepszy tom. Do wyjaśnienia zostało jeszcze wiele zagadek, cały system kar, który bez wątpienia jest wadliwy i przede wszystkim czekam na to, jak potoczą się losy bohaterów. Mam tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi! Dzień 7 to książka, która na pewno znajdzie miejsce w najlepszych książkach tego półrocza, a może nawet i tego roku. Genialna powieść, której nie zapomnę przez długi czas. Nawet nie mam czego się przyczepić... Po prostu chcę kolejną część!!
Moja ocena to 10/10. Gdyby się dało – dałabym więcej.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Młody Book
Autor: Kerry Drewery
Oryginalny tytuł: Day 7
Stron: 449
Data premiery: 15 lutego 2018r.
Za książkę dziękuję


17:27

#184 Recenzja książki "Słodkie Rozkosze" Christina Lauren

#184 Recenzja książki "Słodkie Rozkosze" Christina Lauren

Spełniaj marzenia, nawet jeśli się boisz, że się nie uda!

Dzień, w który otrzymałam plik z książką był brzydki, szary, zimny i jeszcze coś padało za oknem. Nic tylko zawinąć się w koc i zniknąć za sprawą jakiś bohaterów. Plan powiódł się, gdyż do południa dostałam maila od Wydawnictwa Zysk i S-ka z propozycją zrecenzowania Słodkich Rozkoszy. Można powiedzieć, że mieli idealne wyczucie czasu, gdyż miałam gorsze samopoczucie i w sumie cały tydzień siedziałam i czytałam książki. Każdy dzień tygodnia, inna książka. Rozumiecie więc, że nie mogłam odmówić, a nawet, gdy tylko dostałam plik, to od razu zabrałam się za czytanie. Słodkie Rozkosze otwierają nową serię Wild Seasons, tej autorki i mam nadzieję, że będzie równie ciekawa jak poprzedni cykl wydawany przez Zysk i S-ka. A o czym w ogóle to jest?
Trójka przyjaciółek skończyła college i postanawia uczcić to wyjazdem na weekend do Las Vegas. Nie mogą doczekać się relaksu, zapomnienia i przede wszystkim cudownej zabawy. Uważają, że zasłużyły na odpoczynek po takiej ciężkiej harówce jaką ostatnio miały. Pakują się do małego samochodu jednej z nich i ruszają w podróż, zostawiając za sobą wszystkie zmartwienia i problemy dorosłych ludzi. Jedna z przyjaciółek – Mia już na początku pobytu poznaje Ansela, francuza, który zachwyca ją nie tylko swoim ciałem, ale także potrafi sprawić, że Mia mówi więcej, niż przez kilka ostatnich miesięcy, zapomina o swojej nieśmiałości. Oboje przyjechali by odpocząć i zaszaleć, Mia zawsze rozważna i poważna postanawia pójść na całość i spędza z Anselem mnóstwo czasu. Ona ze swoimi przyjaciółki, on ze swoimi, bawią się w szóstkę, a Mia budzi się rano nic nie pamięta. Ma ogromne kaca i … co się właściwie stało? Kobieta jest do tego stopnia zafascynowana Anselem, i tym jak przy nim się czuje, że postanawia zgodzić się na jego propozycję i spędzić z nim resztę wakacji we Francji!

„— Boże, skąd ten upał? — krzyczy z fotela kierowcy.
Stąd, że mkniemy przez pustynię z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę w samochodzie z późnych lat osiemdziesiątych, bez klimy — odpowiada Harlow, wachlując się programem uroczystości. — A przypomnijcie mi, dlaczego nie pojechałyśmy moim samochodem?
Bo czuć go kremem do opalania i podejrzanymi decyzjami?! — wrzeszczę, kiedy odwraca się do mnie gwałtownie z przedniego siedzenia.”

Autorka nie marnowała czasu w tej książce, już od pierwszych stron wchodzimy głęboko w fabułę i zaczynamy podążać za akcja. Wystarczy przeczytać kilka stron, by poznać niesamowite poczucie humoru bohaterek, a także wejść w ich kobiece umysły. Muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało, prawie od początku mogłam się pośmiać. Książkę pochłonęłam w kilka godzin i nie żałuję. Mimo paru minusów, o których wspomnę poniżej, to historia Mii i Ansela pomogła mi oderwać się od tej brzydkiej pogody i chandry, która mnie łapała. Tamten tydzień czytania, był czymś, co pomogło mi wrócić do żywych, jak i również ta książka się do tego przyczyniła. Może okay, nie jest to najlepsze dzieło świata i czytałam lepsze powieści, ale sprawdziła się idealnie, gdy chciałam się zrelaksować, poczytać romans i nie zastanawiać się, co potem. Christine Lauren stworzyły (bo dowiedziałam się, że to duet? Poprawcie mnie, jeśli się mylę) historię, którą przeczyta mnóstwo kobiet i pokochają ją z całego serca. Ja sama, może nie jestem wielką fanką Mii, ale za to Ansel był moim faworytem. Miał wady, ale również i zalety. Wiele autorek, tworzy mężczyzn, który są perfekcyjni, bez wad, dosłownie chodzące herosi.
Teraz pomówię o minusach. Póki byli w Vegas akcja mi się podobała, było zabawnie itd., lecz kiedy Mia poleciała już do Francji, zrobiło się dziwnie. Nie tyle, co się nudziłam, co było … nawet nie wiem jak to określić. Po prostu dziwnie. Wiem, że zabiegiem miało być to, że oni się ledwo znają, a już mieszkają razem i chcą spędzić ze sobą resztę wakacji, więc jest momentami niezręcznie, krępująco czy sztywnie. Tak miało być, ale jak dla mnie skończyło się dziwnie, i póki bohaterowie się nie dotarli, to było dziwnie i nijak. Te momenty mi się nie bardzo podobały i miałam wrażenie, jakby zabrakło pomysłu, więc zróbmy, że czują się niezręcznie ze sobą. Nie wiem jak inaczej to opisać, nie spoilerując wam. Jeśli ktoś czytał, to niech mi napisze, czy mu się podobało co Mia wymyślała, gdy Ansel wracał do domu po pracy.

Jestem Ansel.
Nie zwracam na niego uwagi, wkładając klucz do zamka.
Czekaj! Powiedz mi tylko, jak masz na imię.
Zerkam przez ramię. Wciąż się uśmiecha. Poważnie, w trzeciej klasie jeden dzieciak miał dołeczek i nie budził we mnie takiego uczucia. Ten chłopak powinien nosić na stałe naklejkę ostrzegawczą.
Zamknij się teraz, jutro ci powiem.”

Słodkie Rozkosze to książka na pewno dla miłośników romansów, którzy kochają, gdy pary się poznają, a między nimi iskrzy tak mocno, że mogliby rozpalić ognisko. Moim zdaniem, książka jest poprawnie napisana, zabawna, lekka, a bohaterzy są ludzcy. Wiem też, że na pewno sięgnę po kolejne tomy, gdyż jestem ciekawa tego, co z przyjaciółkami Mii, jak one skończą i kogo sobie wybiorą. Książka jest dobra na tej okres, gdzie nie mamy jeszcze wiosny, ale bardzo jej pragniemy. Rozgrzeje nas, sprawi, że dostaniemy rumieńców i tym bardziej zapragniemy wakacji, by móc mieć własne wakacje niczym z książki.
Ogólnie rzecz biorąc, to polecam tę książkę. Miło spędziłam przy niej dzień, odprężyłam się i jak pisałam na pewno sięgnę po kolejne tomy.
Moja ocena to 7/10
PS: Okładka jest boska!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Christina Lauren
Oryginalny tytuł: Sweet Filthy Boy
Stron: 394
Data premiery: 12 lutego 2018r.

Za książkę dziękuję


20:19

#183 Premierowa recenzja książki "Chłopak, który bał się być sam" Marieke Nijkamp - Patronat

#183 Premierowa recenzja książki "Chłopak, który bał się być sam" Marieke Nijkamp - Patronat

Gdy koszmar staje się rzeczywistością.

Mój jedyny, ale nie mniej wyjątkowy patronat w lutym, o którym dowiedziałam się z katalogu Wydawnictwa Feeria Young. Opis i okładka zachęcał do lektury, jednak temat w niej poruszany jest tak delikatny, że trzeba naprawdę być ostrożnym, by tego nie zepsuć. Miałam obawy, że autorka nie podoła postawionej poprzeczce. Ostatnio powieści o tej tematyce są przeważnie ciężkie to przetrawienia. Nie mówiąc, że większość autorów, którzy biorą się za takie historie, nie wykorzystuje danego materiału i tworzy z poważnego tematu, papkę dla nastolatek, która nie ma żadnego charakteru. Tak to wygląda przeważnie i to bardzo smutne, jednak przy tej książce miałam naprawdę nadzieję, że dostanę powieść, która mną wstrząśnie i sprawi, że na długo o niej nie zapomnę. Co takiego zrobiła Marieke Nijkamp z bohaterami? Jak wygląda moja ocena?
Miał to być normalny dzień, uczniowie czekali, aż dyrektor skończy swoje przemówienie by każdy mógł pójść w swoją stronę i zacząć robić swoje zadania. Kiedy już wszyscy zmierzali do wyjścia z auli, stało się coś nieoczekiwanego. Drzwi były zamknięte, ale to nie to było najgorsze. Gdy rozległy się pierwsze strzały, uczniowie nie wiedzieli co robić, najpierw myśleli, że to jakiś słaby żart. Jednak w momencie, gdy pierwsze ofiary umierały, zaczęła się panika i strach, nikt nie wiedział, co zrobić. Nauczyciele próbowali bronić uczniów, zapanować nad sytuacją, lecz gdy tylko spróbowali coś zrobić, ginęli. Napastnik nie miał litości dla nikogo. Każdy kto mu się sprzeciwiał, umierał, każdy kto czemuś zawinił w przeszłości musiał umrzeć. To nie był zwykły napad na szkołę, to była zemsta z zimną krwią. Wszyscy się bali, nie wiedzieli czy wyjdą z tego cało, ani czy ktoś im pomoże. Najbardziej bali się ci, którzy znali napastnika. Bowiem to nie był zwykły napastnik, to był jeden z uczniów, który stwierdził, że ma dość tego wszystkiego i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce...
Nauczyciele stojący najbliżej drzwi próbują przedrzeć się do Tylera, ale on strzela do nich jak do kaczek; do każdego, kto podejdzie zbyt blisko. Za każdym razem, gdy słyszę wystrzał, wzdrygam się. […] On ich zastrzelił. Boże drogi. To nie może być prawda.

Przyznaję, że kiedy zaczęłam czytać i zobaczyłam, jak często zmieniają się bohaterowie, to trochę się zniechęciłam. Jednak akcja, jaka się rozgrywała w książce jest tak wciągająca, że po chwili zupełnie mi to nie przeszkadzało. Losy bohaterów są poruszające, cierpimy razem z nimi i boimy się razem z nimi. Byłam jednocześnie przerażona, ale także zafascynowana tym, jak autorka genialnie sprawdziła się w tym temacie. Nie przekroczyła żadnej granicy, ale także poruszyła idealnie każdą strunę jaką mogła. Z przykrością muszę stwierdzić, że brakuje takich książek na rynku, poruszających trudne tematy. Na świecie jest mnóstwo osób, które są poniżane, okaleczają się, które nie dają sobie rady z rzeczywistością. Dlatego warto o tym rozmawiać, chociażby w książkach. Nie trzeba pisać tylko o seksie i miłości, bo to się sprzedaje, można również napisać o czymś, co poruszy czytelnika w całkiem inny sposób – tak jak zrobiła to Marieke.
Jak wiadomo, co książka to inna interpretacja i tak jest z Chłopakiem... Ja uważam, że jeśli by wziąć bohaterów na sto procent serio, to można by powstrzymać tę tragedię. Kiedy Tylera (strzelec) spotkała tragedia, zamknął się w sobie i skrywał swoje emocje coraz bardziej. Na początku ludzie zwracali na niego uwagę i chcieli mu pomóc, ale nie widząc zachęty z jego strony, zrezygnowali. I moim zdaniem, gdyby ktoś tak naprawdę postarałby się i wszedł w psychikę tego chłopaka, gdyby ktoś nie ukrywał tego co wie, to można by powstrzymać to wszystko. Jednak tak się nie stało. Chłopak czuł się sam, porzucony, zostawiony samemu sobie, a to poskutkowało tym, że postanowił się odegrać na innych. To mnie chyba najbardziej przeraziło w tej książce. Do czego jest zdolny nastolatek, który znalazł się na krawędzi i nic już go nie trzyma przed tym, by zrobić coś niebezpiecznego. Z jeden strony jestem zła, że wybrał tę drogę, ale w sumie nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę go popchnęło do tego.

Nie zawsze możesz zatrzymać przy sobie ludzi, których kochasz. Nie zawsze możesz przeżyć swoje życie w jednym miejscu. Świat został stworzony po to, by się zmieniać. Ale tak długo, jak długo pielęgnujesz wspomnienia i tworzysz po drodze nowe, bez względu na to, gdzie jesteś, zawsze będziesz w domu.”

Chłopak, który bał się być sam jest powieścią, która powinna poruszyć każdego czytelnika. Książka jest genialna w każdym stopniu, podczas czytania byłam wzruszona do tego stopnia, że miałam łzy w oczach, do tej pory nie mogę się pozbierać. Nie tylko dotyczy trudnych kwestii, ale również daje do myślenia. Sprawia, że po skończeniu, zastanawiamy nad wszystkim, jesteśmy zawieszeni i nie wiemy, co dalej. Na długo ta lektura pozostanie w moim sercu i będę ją polecać każdemu. A patrząc na wydarzenia z Florydy, jestem przerażona tym, że wydarzenia z książki są tak bardzo realne.
Podsumowując uważam, że Chłopak jest najlepszą książką jaką przeczytałam w tym roku. Wiem, że mamy dopiero luty, ale mam przeczytane już ich piętnaście i ta jest stanowczo najlepsza. Podejrzewam, że na pewno znajdzie się w mojej Top 10 2018 roku.
Moja ocena 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Marieke Nijkamp
Oryginalny tytuł: This Is Where It Ends
Stron: 280
Data premiery: 15 lutego 2017 roku

Za książkę dziękuję


11:10

#182 Od nienawiści do miłości jeden krok: Recenzja książki "Moje miejsce na ziemi" J. Daniels

#182 Od nienawiści do miłości jeden krok: Recenzja książki "Moje miejsce na ziemi" J. Daniels


Nienawiścią niewiele możemy zdziałać. Ważne by przebaczyć i zobaczyć, dokąd nas to zaprowadzi!


Pierwsza recenzja w lutym i muszę was ostrzec, że w ciągu kilku najbliższych tygodni, chciałabym wejść z recenzjami na kanał! To dość duży krok dla mnie, ale dzięki mini filmikom na facebooku, odkryłam, że bardzo lubię „gadanie” i chciałabym opowiadać wam o książkach, nie tylko na blogu, ale także na YouTubie. Zobaczymy jak to mi wyjdzie, robię powolne podchody do tego tematu, ale jeśli zechcecie, postaram się przyspieszyć. Jedną z książek, o których chciałabym wam opowiedzieć, nie tylko na kanale, ale także na blogu, jest powieść Moje miejsce na ziemi od J. Daniels, rozpoczynająca serię Alabama Summer. Poprzednia seria tej autorki o Słodkościach, była bardzo fajna, i podczas czytania świetnie się bawiłam, więc nie było trudno zdecydować czy czytać kolejną powieść spod pióra J. Daniels. Tylko czy ta jest tak samo dobra, jak inne książki?
Mia jest już dorosła kobietą, wie czego chce, wie jak to osiągnąć, nie daje sobą pomiatać, jest całkiem inna niż była jako nastolatka. Nadal z bólem serca wspomina czasy, kiedy była pulchniejsza, nieśmiała, i wstydliwa. A najgorszej wspomina momenty, gdy brat jej przyjaciółki Tessy – Ben dręczył ją, obrażał i poniżał. Mia nigdy tego nie zapomniała, wciąż ma wielką urazę, dlatego kiedy wraca na wakacje do rodzinnych stron, by spędzić czas z przyjaciółką, ma wielką nadzieję, że nie będzie tam Bena. By zacząć dobrze wakacje, dać się porwać szaleństwu, postanawia zatrzymać się po drodze do Tess w przypadkowym barze, poderwać tam przystojnego i ciekawego faceta, a następnie stracić z nim dziewictwo. Dość szalony pomysł kończy się upojną nocą w mieszkaniu mężczyzny, o którym nie może zapomnieć. Wszystko pozostało by tajemnicą, gdy nie to, że kilka godzin owym mężczyzna okazuje się brat Tessy, którego Mia tak nienawidzi. Najchętniej wymazałaby tę noc z pamięci, ale Ben jej na to nie pozwala, ponieważ ta noc nie była tylko dla niej wyjątkowa. Jak się skończy ta zawiła historia? Kto wygra? Mia czy Ben?

Nigdy nie mów kobiecie, że nie może tego zrobić, ponieważ my umrzemy przynajmniej próbując zrobić tę rzecz, którą jesteś tak pewien, że nie zrobimy. Myślę, że kobieca rasa jest całkowicie uparta. Może to wada projektu, ale co tam. Jestem tutaj, aby udowodnić swój punkt widzenia.”

Opis książki może wydawać się klasyczny, schematyczny i nudny, ale możecie mi wierzyć na słowo, że nie jest nudno. Przede wszystkim, uwielbiam bohaterów z tej powieści. Tessa, Mia, Ben, i ci drugoplanowi byli prze zabawni, czytanie było sama przyjemnością. Mimo że w książce jest dużo scen seksu i momentów, nie dla grzecznych dziewczynek, to bardziej skupiałam uwagę, na tym co zabawne. Ponadto, ostatnio nie miałam ochoty na romanse/erotyki, stanowczo na rynku nastąpił ich przesyt i jakoś tak się składało, że trafiałam na te gorsze. Dziękuję losowi, że tym razem udało mi się trafić na książkę, która naprawdę mi się podobała i nie tylko mnie odprężyła, ale także dała nadzieje, że nie jest jeszcze tak źle z rynkiem wydawniczym. Wiem, że to brzmi jak narzekanie, ale ostatnio naprawdę ciężko mi było trafić na coś wartego uwagi. Teraz już wiem, że gdy będę miała gorszy dzień, to sięgnę po jakąś powieść J. Daniels.
Moje miejsce na ziemi to książka o przebaczaniu, o ruszeniu do przodu, o trudnych początkach, ale przede o miłości, która atakuje znikąd. Główni bohaterowie nie mieli łatwo. Biedna Mia, nie może zapomnieć o przeszłości, nie umie wybaczyć Benowi, tego jak ją traktował. Wie, że powinna ruszyć dalej, dać mu szansę, szczególnie, że odkrywa jego tajemnicę, a także Ben stara się i prosi o przebaczenie. Jednak z drugiej strony, rana wciąż jest otwarta i bardzo powoli się goi. Relacje między tą dwójka jest bardzo wyboista i nie ukrywajmy, bardzo namiętna. Iskry aż lecą, gdy są obok siebie, świetnie się dogadują, nie kończą się im tematy do rozmów, wszystko jest pięknie, ale w takich chwilach zawsze coś musi się popsuć. Tutaj muszę wspomnieć o kolejnej zalecie tej książki, gdyż nie posiada zbyt wiele dramatów. Przeważnie romanse, jakie ostatnio czytałam są przesycone dramatami, bohaterowi są rozchwiani i niestabilni, aż w końcu po prostu irytują swoich zachowaniem. Jednak w tej książce nie ma tyle dramatów, oczywiście są sceny, gdy się coś dzieje, emocje są napięte, ale nie ma tyle tego, by zakrawało o abstrakcje.

"Czyżby nie zauważył tej wielkiej fluorescencyjnej strzałki, wskazującej na mnie i wyświetlającej napis: „Ta laska chce, żebyś ją dzisiaj przeleciał”? Cholera. To ciacho z pewnością było świetnym kandydatem na pozbawienie mnie dziewictwa."

Moim zdaniem warto przeczytać Moje miejsce na ziemi. Mnie zaciekawiła do tego stopnia, że na pewno sięgnę po kolejne tomy, nie mogę się doczekać, by poczytać o historii siostry Bena, – Tessy i jej chłopaka... Z resztą dowiecie się więcej, kiedy zapoznacie się z książką! Dla mnie to była świetna zabawa, nie raz i nie dwa, zaśmiewałam się w głos, czy wysyłałam dany fragment koleżance, gdyż musiałam się tym podzielić. Seria Słodka Obsesja, była genialna i mega zabawna, pokochałam tamtych bohaterów. Teraz, przy pierwszym tomie serii Alabama Summer, nie było inaczej. Bohaterzy są zabawni, odważni, głośni, mówiący to, co mają na myśli, a ich historie są zawiłe i emocjonalne.
Polecam tę książkę, gdyż nie tylko poprawi wam humor, ale także wpasowuje się idealnie w te prawie wiosenne dni. Mnie się podobało, dlatego polecam i Wam!
Moja ocena to 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Edipress
Autor: J. Daniels
Oryginalny tytuł: Where I Belong
Stron: 320
Data premiery 31 styczeń 2018r.
Za książkę dziękuję


Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger