20:28

#202 Recenzja książki "Słuchaj swojego serca" Kasie West - Patronat

#202 Recenzja książki "Słuchaj swojego serca" Kasie West - Patronat

Wyjdź poza strefę swojego komfortu, by zobaczyć, co świat może Ci zaoferować!

Recenzje książek Kasie West, chyba zawsze zaczynam od słów, że uwielbiam tę autorkę, jej twórczość i zawsze poprawia mi humor. Od czasu ostatniej jej książki, nic się nie zmieniło, nadal ją uwielbiam, szanuje, a na jej książki rzucam się jak głodny na jedzenie. Nie wspominając, że premiery pojawiają się akurat w momentach, gdy potrzebuję dawki pozytywnej energii, a to zawsze dostaję od Kasie. Tym razem było identycznie, egzemplarz Słuchaj swojego serca pojawił się w moich dłoniach w idealnym momencie. Potrzebowałam zastrzyku energii, pozytywnego myślenia i przede wszystkim, tęskniłam za dobrą powieścią. To wszystko miała dostarczyć mi nowa Kasie, ale czy tak się stało? Zobaczcie poniżej!
Kate kocha swój dom, a raczej jezioro, które ma zaraz obok, uwielbia pracować w przystani rodziców, z tym wiąże swoją przyszłość, stroni od ludzi i woli przebywać na wodzie, gdzie nikt jej nie przeszkadza. Jednak wakacje się kończą, trzeba wrócić do szkoły, a przyjaciółka namawia ją na dodatkowe zajęcia z podcastu. Kate liczyła, że będzie mogła zajmować się technicznymi sprawami, ale nauczycielka zaskakuje wszystkich i wybiera ją do prowadzenia audycji. Dziewczyna nie tylko musi przezwyciężyć swoją nieśmiałość, ale także prowadzić program tak, by nie był nudny i udzielać rad innym. W jednym z dzwoniących rozpoznaje przystojnego i zabawnego Diego, prosi on radę względem dziewczyny, która mu się podoba, Kate myśli, że chodzi o jej przyjaciółkę – Alanę. Z czasem nie tylko Alanie zaczyna zależeć na Diegu... Czy dziewczyński kodeks przyda się w tej sytuacji? O kim mówi Diego? Czy Kate przestanie w końcu stronić od ludzi?

"Wypadało posłuchać większej liczby dawnych szkolnych podkastów. Środa zbliżała się szybciej, niż chciałam, a ja nie czułam się na nią gotowa.
Jedynym pożytkiem z wysłuchania starych podkastów było to, że uświadomiłam sobie, jak okropną będę prowadzącą. Poprzednicy mieli podejście do ludzi, byli bystrzy, cechował ich też refleks. Nic z tego do mnie nie pasowało."


Tego potrzebowałam. To jest dokładnie to, co idealnie przydało mi się w te upały, jakie były w zeszłym tygodniu. Motyw jeziora z książki sprawił, że nie tylko zapomniałam, jak bardzo mi jest gorąco, ale także niesamowicie pozwolił wciągnąć mi się w historię. Kolejnym bardzo fajnym i ciekawym punktem były podcasty, których jeszcze nie spotkałam w żadnej książce. Jasne, może gdzieś tam w jakiejś książce jest podobny motyw, ale ja nigdy o tym nie czytałam i bardzo, ale to bardzo mi przypadło do gustu. A najbardziej kocham w książkach Kasie West przesłanie i morał, jakie możemy w nich znaleźć. Nie wiem, może to tylko ja, ale w każdej książce od tej autorki znajduje, jakieś przesłanie, które może przydać się w realnym życiu. Z ręką na sercu, przyznaję się, że nie przypominam sobie nic, co mogłabym wytknąć tej książce.
Z moimi recenzjami o książkach Kasie jest tak, że kocham ją czytać, ale pisanie o nich to naprawdę ciężka robota. I nie dlatego, że nie podobają mi się, ale raczej dlatego, że ciężko oddać w słowach to, co się czuje przy czytaniu i to, jak bardzo idzie się oderwać myślami od świata rzeczywistego i przenieść je całkowicie w daną historię. To właśnie uwielbiam w twórczości Kasie West – jestem w stanie zapomnieć o wszystkim, o każdym problemie, pracy, każde zmartwienie odchodzi w niepamięć, gdy ja dostaje swój egzemplarz i znikam. Znajomi potwierdzą, że jak czytam, to często staje się jakby niewidzialna, ale to właśnie przy książkach Kasie najbardziej odcinam się od wszystkiego. A przy Słuchaj swojego serca, stało się to aż nad wyraz realne. Całkowicie dałam się porwać tej historii, jej bohaterom i wszystkiemu, co tam się działo. Zapomniałam, jaki jest dzień, co powinnam robić i dzięki bogu, zapomniałam, że było ponad trzydzieści stopni.

"Upomniałam siebie, że morderstwo nadal jest uważane za przestępstwo we wszystkich pięćdziesięciu stanach, i napisałam: Twoje szczęście, że tak dobrze nie oceniasz."

Słuchaj swojego serca jest książką idealną na wakacje, lato, a nawet późne lato. Moim zdaniem nie ma w niej ograniczeń, każdy przy niej powinien się dobrze bawić, a motyw z podcastem jest ciekawy, kreatywny i autorka postarała się, by nie był tylko zbędnym tłem. Dodatkowy plus tej powieści to lekkość, z jaką autorka przesyła nam morały i historie, które mogą mieć odzwierciedlenie w naszym życiu. Słuchaj swojego serca, ujęło mnie nie wątkiem miłosnym, czy właśnie jeziorem, ale relacją, jaką główna bohaterka miała z rodziną. Przeważnie w powieściach przedstawia się rodziców i rodzeństwo bohaterów w złym świetle. Powtarza się wątek, z odrzuceniem, alkoholem, czy nawet przemocą, ale tutaj czułam ciepło... Tak to dobre określenie, na emocje, jakie są zawarte w tej książce. Stanowczo Słuchaj swojego serca jest jedną z moich ulubionych książek od tej autorki i podejrzewam, że jeszcze nie raz ją przeczytam.
A tymczasem już podsumowując, to polecam Wam tę powieść. Jest cudowna, urocza, kreatywna, zabawna, ciepła i przede wszystkim warta przeczytania. Długo o niej nie zapomnę i zapewne, nie wspomniałam o wszystkim, co powinnam, ale nie mniej polecam i przeczytajcie tę książkę!
Moja ocena to 10/10, nie mogło być inaczej.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Kasie West
Oryginalny tytuł: Listen to Your Heart
Stron: 376 
Data premiery: 1 sierpnia 2018r.
Za książkę dziękuję


19:03

#201 Recenzja książki "Poświęcenie" Adriany Locke

#201 Recenzja książki "Poświęcenie" Adriany Locke

Wydawnictwo Szósty Zmysł może nie wydało jakoś wiele książek, ale do tej pory, każda, jaką od nich przeczytałam, podbiła moje serce. Kiedy zobaczyłam zapowiedź Poświęcenia, wiedziałam, że ta książka musi być moja. Po przeczytaniu jej stwierdziłam, że muszę o niej opowiedzieć na kanale, i tam też zapraszam gorąco na wysłuchanie o tym, co mi się podobało, a co nie!

Dajcie znać czy oglądnęliście, czy Wam się podobało i czy czytaliście tę powieść!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

19:22

#200 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Adam" Agaty Czykierdy-Grabowskiej - Ambasadorska

#200 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Adam" Agaty Czykierdy-Grabowskiej - Ambasadorska

Gdy jesteś z ukochaną osobą, posiadasz wszystko, czego potrzebujesz.

Premiera: 18 lipca 2018r.
Agata Czykierda-Grabowska jest jedną z tych polskich autorek, której ufam i wiem, że mogę sięgać po jej książki bez strachu, że napisała szajs. Zdarzało się, że jedna powieść podobała mi się bardziej lub mniej, ale nigdy nie miałam takiego uczucia, że to jest „fuj” i nigdy więcej po jej twórczość nie sięgnę. Teraz przyszedł czas na Adama, który dosłownie miażdży recenzentów, każdy kto czytał mówi o morzu łez, złamanym sercu, ale też słyszałam o tym, że to najlepsza książka Agaty, jaką dotąd napisała. Wiem, że to odważne stwierdzenia, sama rzadko takiego używam, po prostu autorzy mnie nie zaskakują w takim stopniu. Jednak przyszedł taki Adam, narobił chęci i co dalej? Czy faktycznie ta książka jest tak dobra jak mówią? Czy to raz kolejny będzie zawód i nic więcej...
Adam trafił do rodziny zastępczej, gdzie miał spędzić ostatnie miesiące do swoich osiemnastych urodzin. Chciał tylko przeżyć ten czas, chwilę odetchnąć przed walką, jaka na niego czeka. Nie spodziewał się tylko tego, że w tym domu, mieszka rodzona córka, jego zastępczych rodziców, która od pierwszego spotkania, wywarła na nim wielkie wrażenie. Zaś ona nie spodziewała się takiego chłopaka. Rodzice zawsze przyprowadzali do domu małe dzieci, ale nigdy nastolatka, który samym spojrzeń potrafił jakby zajrzeć prosto w duszę. Nastolatkowie zbliżają się do siebie, pomimo ostrzeżeniom rodziców, krzywych spojrzeń przyjaciół, łączy ich to, że oboje chowają głęboko w sobie prawdziwe uczucia i nie dają im wyjść na wierzch. Ona czuje zbyt mocno, a on stara się zapomnieć. Czy ta dwójka ma szanse na normalne życie? Czy ich uczucie przetrwa próby, jakich doświadczą?

Widzę ponadprzeciętnie wrażliwą dziewczynę, która chce, aby wszyscy wokół niej byli szczęśliwi, nawet kosztem jej szczęścia.
[…] – Widzę dziewczynę o sercu, które czuje zbyt mocno. – Ściszył głos. – Widzę dziewczynę, bez której ktoś kiedyś nie będzie potrafił żyć. I boję się[...] – I boję się, że tym kimś będę ja.”

Opis tej książki, pisało się bardzo ciężko. Adam jest powieścią idealną, cudowną, ale gdy usiadłam do pisania opisu, w mojej głowie pojawiła się pustka, gdyż nie posiadam słów, by opowiedzieć o nim. Agata wykonała tutaj tak, ogromny kawał dobrej roboty, że ciężko jej będzie przebić tę książkę. Słuchy, że to jej najlepsza powieść, sprawiły, że moje oczekiwania były bardzo wysokie, słyszałam, „no czytaj, czytaj, to jest genialne!”, a wiadomo, ostatnio moja passa do książek jest różna. Dlatego bałam się, że jako jedynej mi się nie spodoba, przez to, że oczekiwałam za dużo. Jednak na szczęście Adam okazał się być powieścią idealną, taką jakiej jeszcze nie czytałam i długo zapewne nie przeczytam. Agata nie tylko pobiła wszystkie inne swoje książki, ale również sięgnęła poziomu zagranicznych autorek. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Adam powinien zostać przetłumaczony i wydany w innych krajach, gdyż jest tak genialny.
Bardzo, ale bardzo podobało mi się, że Agata nie zrobiła oklepanego wątku, kiedy dwoje młodych ludzi się spotyka, ma jakieś tam problemy i oczywiście się zakochują w sobie z małymi dramami w tle. Zamiast tego dostaliśmy prawdziwą historię, z prawdziwymi bohaterami i równie prawdziwymi emocjami. Podczas czytania, kilkanaście razy łapałam się na tym, że wstrzymuję powietrze, albo w oczach czają mi się łzy – już nie wspominam ile razy miałam ochotę przytulić Adama i powiedzieć, że ja się nim zaopiekuję, że może mieszkać u mnie. Jednak to, co mi się najbardziej podobało, to temat adopcji, domu dziecka czy rodziny zastępczej. Uważam, że autorzy skupiają się na tym, by stworzyć idealne pary, że nie myślą o tych, pobocznych wątkach, które można byłoby cudownie rozwinąć. A w Adamie właśnie było fajne to, że główna para nie jest idealna, ale dopełniają się, wspierają i rozumieją, a przede wszystkim rozmawiają. A autorka nie zostawiła pobocznych wątków rozkopanych, a naprawdę się przygotowała i podczas czytania, miałam uczucie, że Agata naprawdę wiedziała o czym pisała.

Jego chłodne dłonie gładziły mój policzek czule i delikatnie, jakbym mogła się za chwilę rozpaść. Może tak właśnie by było, gdyby to był ktoś inny. Rozpadłabym się na milion części, z których nie dałoby się mnie już nigdy poskładać. Jednak to nie był ktoś inny. To był on. Chłopak, który mnie uratował.”

Jak wspomniałam wyżej, dużym plusem jest komunikacja między bohaterami. W wielu powieściach, przeważnie główne bohaterki walą focha, a faceci grają maczo. A tutaj w Adamie, cudowne było to, że on pokazywał swoje słabości, nie bał się tego, może czasem wstydził, ale dzięki niej, potrafił rozmawiać. Razem byli po prostu cudowni, i ona, która opowiadała bajki (musicie to przeczytać) i on, który próbował poradzić sobie z życiem, które wywróciło mu się do góry nogami (dla niego też musicie to przeczytać). Jednak wiadomość dla naszej autorki – Agaty... postać Michała jest całkowicie zbędna. To ile razy miałam ochotę go z zimną krwią zamordować, to trudno zliczyć. Serio, on był po prostu zbędny i wkurzał.
Teraz już podsumowując. Adam jest powieścią idealną, cudowną, sprawiają, że wasze serca, zechcą znaleźć swojego Adama. Uważam również, że ta książka nie mogłaby mieć lepszego tytułu, niż po prostu imię, głównego bohatera. Dodatkową ciekawostką jest to, że główna bohaterka nie ma imienia... Znaczy ma, ale nie jest wymienione w książce. Serio, podziwiam i wielki szacun Agata, bo to na pewno było nie łatwe zadanie. Jestem dumna, że zostałam ambasadorką tej książki i będę ją polecać każdemu. Jestem pewna również, że ta Adam znajdzie się w moim TOP 10 2018 roku.
Moja ocena to 10/10.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika
PS: Agata ciężka praca przed Tobą, by napisać coś lepszego!

Wydawnictwo: OMGBooks (Znak)
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Stron: 440
Za książkę dziękuję!



13:56

#199 Recenzja książki "Proroctwo Cieni. Księga Pierwsza. Elementals" Michelle Madow - Patronat Medialny

#199 Recenzja książki "Proroctwo Cieni. Księga Pierwsza. Elementals" Michelle Madow - Patronat Medialny

Cienie się zbliżają, chcą wejść w nasz świat – nie pozwólmy na to!

Dziś porozmawiamy... a raczej ja napiszę, a Wy poczytacie, o moim patronacie medialnym z maja, który niestety dopiero teraz doczekał się recenzji. Jednak musicie wiedzieć, że ta seria i ta książka są szczególne dla mnie, ponieważ to moje pierwsze kroki w świecie mitologi. Wiem, że wiele osób czytało albo oglądało Percy'iego. Przyznaję się bez bicia, że ja tylko widziałam film i to raczej byłoby na tyle w kwestii mojej styczności z książkami o takiej fabule. Jednak gdy zobaczyłam zapowiedź i jeszcze ruszyły rozmowy o patronacie, wiedziałam, że tylko jedna odpowiedź może paść z mojej strony – TAK! Tak więc zaczęła się moja przygoda z fabułą, w której wykorzystuje się mitologię, historie o bogach i nie mogłam się doczekać, aż przeczytam tę książkę i Wam o niej opowiem!
Nicole przeprowadza się do Massachusetts, które z jej perspektywy ma same wady. Jest tam zimno, ponuro a przede wszystkim, dziewczyna nikogo nie zna. Pierwszego dnia w szkole trafia do specjalnej klasy, oddalonej od reszty, ze specyficznym nauczycielem. Nie dość, że przeprowadzka i nowa szkoła przysporzyły jej stresów, to jeszcze przy wejściu do klasy zauważa, że literki na tablicy same się przestawiają tak, że nagle Nicole jest w stanie je rozczytać. I właśnie w tej sposób bohaterka dowiaduje się, że … trafiła do klasy potomków bogów i jest czarownicą, która ma moce. Dla dziewczyny to stanowczo za dużo... Rozumiecie więc dlatego pierwszej chwili nikomu nie wierzy, a na domiar złego zaczynają się dziać rzeczy, których nie umie wytłumaczyć w normalny, racjonalny sposób. Kiedy nauczyciel zaprasza uczniów do siebie na podziwianie Komety Olimpijskiej, nikt nie spodziewa tego, co ma się za chwilę wydarzyć. Piątka uczniów zostaje połączona, ich moce się nasilają, a Nicole jest kluczem do spełnienia przepowiedni, która może zniszczyć świat. Czy Nicole odnajdzie się w nowym środowisku? Czy dojdzie porozumienia z rówieśnikami, którzy znają ten świat dużo dłużej od niej? I przede wszystkim, czy mają szanse na uratowanie ludzkości i powstrzymanie Cieni?

Odwrócił się do tablicy, uniósł dłoń i przesunął ją przed sobą. – Pewnie nie spodziewałaś się, że wszystko będzie wyglądać tak normalnie, ale musimy być ostrożni. Jak zapewne wiesz, nie możemy ryzykować, by ktoś dowiedział się, co się tutaj dzieje.
W tym momencie powierzchnia tablicy zalśniła – niczym rozświetlone słońcem morze – i poranne ogłoszenia organizacyjne na moich oczach całkowicie zmieniły swoją treść.”

Przyznaję, że jestem pod wielkim wrażeniem tej książki i fabuły. Autorka nie tylko połączyła coś, co teoretycznie nie powinno ze sobą współpracować, ale również stworzyła z tego coś bardzo fajnego. Do tej pory fabuły mitologiczne, boskie itp. rządziły się własnymi prawami. To samo dotyczy książek o czarownicach. Nigdy bym nie pomyślała, że można w fajny i ciekawy sposób połączyć to razem, by nie powiewało tandetą i kiczem.. Jestem pewna, że pojawią się osoby które doszczętnie skrytykują tę serię, bo będą uważali, że autorka zbezcześciła Harrego Pottera albo Percy'iego Jacksona. Dla mnie to jednak coś nowego i świeżego na rynku – mało tego, uważam, że to bardzo odważny i śmiały ruch ze strony pisarki, bo czegoś takiego jeszcze nie spotkałam, a czytam dużo książek fantastycznych.
Co mogłoby być lepsze? Uważam, że Michelle Madow trochę zaniedbała wątek rodzinny, głównej bohaterki, gdyż tego tam nie ma prawie wcale. Akcja głównie skupia się na piątce bohaterów, którzy mierzą się z przepowiednią i rozwiązują kolejne zagadki. Jednak pomimo tego minusu, uważam, że powieść jest bardzo fajna i wciągająca. Wymagający czytelnicy mogą powiedzieć, że akcja dzieje się zbyt dynamicznie i nie skupiamy się na wielu rzeczach, ale ja uważam, że pierwszy tom to taki przedsmak przed resztą. Taka rozgrzewka dla czytelników, by weszli w ten świat, by poznali go, zrozumieli o co w nim chodzi. W samej treści książki da się wyczytać podtekst: „to dopiero początek”. Podejrzewam, że autorka postawi nie lada wyzwania przed tą piątką i nie raz, nie dwa nas solidnie zaskoczą. Nie wspominając już o tym, że w wielu powieściach fantasy, gdy coś się dzieje, to udział bierze dwójka, czasem trójka bohaterów, ale potem i tak na pierwszy plan wysuwa się tylko jeden główny bohater. A tutaj fajnym zabiegiem było to, że cała piątka jest powiązana przez Kometę i razem musi rozwiązywać zagadki. Jestem szczerze ciekawa, czy to zostanie pociągnięte dalej.

„– Więc jeśli chodzi o te rozszerzone przedmioty… – zaczęła, ściszając głos. – Widziałaś, co było napisane na tablicy. Każdy kolor ma inne znaczenie. Gdy już nauczymy się panować nad energią, będziemy mogli wykorzystywać kolory, żeby robić… różne rzeczy.
Jakie rzeczy? – zapytałam.
Weźmy na przykład żółty, mój ulubiony – odparła. – Żółty poprawia koncentrację i pomaga zapamiętywać informacje. Jeśli przywołasz żółtą energię przed zakuwaniem do sprawdzianu, to powtórzenie wszystkiego zajmie ci o wiele mniej czasu, a przy tym zapamiętasz więcej. Sprawi, że będziesz mieć niemal fotograficzną pamięć. Genialne, co?”

Jak już jesteśmy przy bohaterach, to o nich porozmawiajmy. Tutaj nie ma ani wielkich zaskoczeń, ani irytujących rzeczy. Trochę pojawia się schematyczności, ale to zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, że cała powieść się wyróżnia na tle książek z tego sektoru. Plusem za to jest różnorodność charakterów. Nie ma tutaj czegoś takiego, że jest dobry, zły, nijaki, niezdecydowany i ambitny. Dzięki należy się bogom olimpijskim, że autorka nie zrobiła schematycznej drużyny i cała ta piątką się dopełnia, razem tworzą idealną całość, dzięki czemu nie mamy ochoty mordować bohaterów... ani nawet zamykać ich w piwnicy (nie udawajcie, że takie coś wam się nie zdarza!).
Podsumowując, bo już zmierzam w kierunku, gdy zaczynam bredzić! Proroctwo Cieni polecam z całego serca; jest fajnie, ciekawie, oryginalnie i przede wszystkim nie schematycznie! Nie mogę się doczekać drugiego tomu, który ma premierę 17 sierpnia (w tygodniu pojawi się zapowiedź na blogu!). Jestem bardzo dumna, że objęłam tę serię patronatem medialnym i z dumą będę ja polecać.
Moja ocena to mocne 9/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Kobiece (Young
Autor: Michelle Madow
Oryginalny tytuł: Elementals: The Prophecy of Shadows (Title #1)
Stron: 288
Data premiery: 24 maja 2018r.
Za książkę dziękuję




21:19

#198 Recenzja książki "Domek na drzewie" K.K. Allen

#198 Recenzja książki "Domek na drzewie" K.K. Allen

Przenieśmy się do Domku na drzewie i zapomnijmy o potworach spod łóżka!

Czas na recenzję książki, którą czytałam bardzo dawno temu, ale przez wiele czynników, dopiero teraz mogę spokojnie zasiąść do pisania tej recenzji. Promocja tej książki była ogromna, tytuł chwytający, a o okładce nawet nie wspomnę, bo jest cudowna – choć przyznaje, że większy sens ma oryginalna okładką, która odzwierciedla ważny wątek z fabuły. Jednak wracając do książki, to po zobaczeniu zapowiedzi na stronie wydawcy, od razu do nich napisałam, że chciałabym tę powieść zrecenzować i udało się! Zostałam wpisana na listę, a potem już zostało czekać na swój egzemplarz!
Chloe była typową szarą myszką, gdy poznała dwóch braci, bliźniaków Gavina i Devona. Cała trójka różniła się od siebie diametralnie i nikt w okolicy nie myślał, że mogą złapać wspólny język. Ta trójka się zaprzyjaźnia, jednak to Gavin jest tym, który scala tę paczkę, zdaje się, że nie ma nic przeciw temu, że Chloe i Devon zostali parą i nie krępują się z okazywaniem uczuć. Jenak wszystko się zmienia, wystarczy kilka chwil, wypowiedzenie przykrych słów, wybuch agresji i następuje tragedia. Niespodziewana tragedia rozdziela przyjaciół na długi czas, Chloe ucieka, wyjeżdża i nie ma ochoty wracać, ale jednego lata, namówiona przez przyjaciółkę wraca do domu – do tego, co się wydarzyło i stawia czoła Gavonowi, który nie tylko, zmienił się fizycznie, ale również dojrzał, stał się symbolem dla miasteczka, nikt kto go zna, nie pozwoli, by kolejna tragedia znowu się wydarzyła. Ale czy na pewno?

"- Przez cały czas uważałem cię za słabą. Dopiero ostatnio zdałem sobie sprawę, że się myliłem - powiedział - możesz być cicha, ale daleko ci do słabeusza. Radzisz sobie Chloe. Mogę się od ciebie wiele nauczyć."

Opis jest krótki, bo ciężko mi napisać cokolwiek, by nie zaspoilerować wam fabuły. Chciałabym, ale to bardzo chciałabym, żeby ta książka okazała się dobra, ale ogromnie zawiodłam się tą tragedią, jaka się wydarzyła. W momencie czytania miałam wielką ochotę na coś, co powali mnie i nie pozwoli się podnieść, a zamiast tego dostałam książkę, która ocieka schematami i fabułą, która już milion razy była omawiana w innych powieściach. Liczyłam na wielkie woow, historię, która sprawi, że będę płakała jak bóbr, a tu kicha... I jasne, są plusy w tej książce, np. to, jak autorka wykreowała postacie, styl i pomysł z domkiem na drzewie, to wszystko było super i w tych rzeczach się zakochałam, ale wątek tragedii dla mnie już oklepany i nudnawy. No bo ludzie kochani, ile razy można wałkować ten sam temat, ten sam schemat i te same wydarzenia? Mnie się to już znudziło i zrobiłam się bardziej wymagająca (chyba), ale nie chcę już czytać jakby tej samej książki/fabuły, tylko z różnych perspektyw! DAJCIE MI PRAWDZIWE EMOCJE!
Wiem, że trochę ostro piszę, ale ostatnio mam wrażenie, że autorzy zafiksowali się na jednym czy dwóch tematach i ich się trzymają. Broń Boże, jeśli napiszą coś oryginalnego i niewpadającego w schemat. Czy ja o wiele proszę, jeśli chcę przeczytać oryginalna powieść, która NAPRAWDĘ złamie mi serce? Wiem, że to głupia prośba, ale chciałabym coś, czego jeszcze nie czytałam, coś takiego, co mi się wbiję w mózg i nie wyjdzie z niego przez wiele lat. Zdarzają się powieści, które naprawdę warto przeczytać i dzięki nim przypominam sobie, dlaczego tak kocham książki, ale jest ich stanowczo za mało!
"Najlepsza miłość to ta kiełkująca z przyjaźni. Wzrastająca i pielęgnowana z cierpliwością i życzliwością, rozkwitająca we właściwej chwili. Opierająca się siłom natury pragnącym ją zniszczyć, skosić i spalić – zmusić, by powróciła do źródła, zetrzeć w proch, jakby w ogóle nie istniała."
Teraz trochę o plusach Domka na drzewie. Ogromnym i chyba największym z nich jest styl K.K. Allen, która naprawdę potrafi dobrze opisywać uczucia i miejsca. Z pewnością nie jest to jej ostatnia książką, jaką przeczytam, planuję przeczytać Waterfall Effect, który swoją okładką zachwyca i gdy widziałam premierę tej książki, chciałam kupować oryginał i czytać, tylko cudem się powstrzymałam. Jednak wracając do Domku na drzewie, to ta powieść, również budziła moje wielkie nadzieje i oczekiwania, bardzo żałuję, że nie spełniła ich w stu procentach, ale no cóż.. Uważam, że lepiej, gdy autorka ma dobry styl, a fabuła trochę zawodzi, bo fabułę można dopracować, a jak autor nie ma tego „flow” przy pisaniu to i czytelnik się męczy. Mnie przeczytanie Domku na drzewie zajęło bardzo krótko i gdyby nie te schematy to naprawdę bym się dobrze bawiła. Ale niestety pod koniec to już raczej było czytanie z musu i takiego „doczytać, by mieć za sobą”, nie było w tym żadnej przyjemności, a raczej mus.
Nie chcę się rozwodzić i tutaj raczej już napisze podsumowanie tej recenzji. Powieść ma swoje plusy i minusy, moim zdaniem – ogromny minus to fabuła i schematyczność, która pojawiła się w tej powieści, ale jednocześnie dużym plusem jest styl autorki, dzięki, któremu szybko się czyta i momentami ta schematyczność zanika, dla po prostu przyjemności czytania. Ciężko mi zdecydować czy wam polecać tę książkę czy jednak nie, ale widząc jak wiele pozytywnych opinii Domek na drzewie, to jest skłonna uznać, że tylko ja się czepiam.
Sami uznajcie czy przeczytacie czy nie!
Moja ocena to 5/10
Pozdrawiam,
Dominika Szałomska

Wydawnictwo: Filia
Autor: K. K. Allen
Oryginalny tytuł:
Stron: 440
Data premiery: 7 marca 2018r.
Za książkę dziękuję


12:29

#196 i #197 Recenzje książek "Lick" i "Play" od Kylie Scott

#196 i #197 Recenzje książek "Lick" i "Play" od Kylie Scott


Stage Dive podbiło moje serce do tego stopnia, że zastanawiałam się, czy nie zmienić swojego logo na „Szalona Domi”. Na poniższym filmie, moje opanowanie poszło w niepamięć, zachowuję się jak nienormalna, a do tego naużywam imienia Malcolm, które zostało przeze mnie policzone w filmie!
Koniecznie zobaczcie, o co chodzi z tymi Davidem i Malcolmem, bo mój mózg najwyraźniej dostał zwarcia, jak to nagrywałam!!!
Zapraszam Was również do zostawiania kciuków w górę i subskrypcji, gdyż to od nich zależy czy zostanę na booktube!

Pozdrawiam,
Wasza Dominika

21:20

#195 Recenzja książki "99 dni lata" Katie Catugno - PATRONAT MEDIALNY!

#195 Recenzja książki "99 dni lata" Katie Catugno - PATRONAT MEDIALNY!


Ciepło nam gdzieś uciekło, ale ważne, że wakacje się zaczęły! Dlatego dziś chciałabym opowiedzieć (dosłownie) o książce 99 dni lata, od Feeria Young, która już jakiś czas temu ukazała się na rynku wydawniczym. Nie mogłam się powstrzymać i gdy tylko usłyszałam o tej powieści, to od razu objęłam ją patronatem medialnym i totalnie utonęłam w fabule! Jeśli jej nie znajcie, to koniecznie poznajcie.
Zapraszam do obejrzenie mojej, tym razem mówionej recenzji!!

11:32

#194 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "First Love" James Patterson i Emily Raymond

#194 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "First Love" James Patterson i Emily Raymond

Podróż w nieznane jest przerażająca, ale jeśli odważymy się wyruszyć, to może okazać się cudownym przeżyciem!!

Premiera: 4 lipca 2018r.
W końcu nadeszło ciepło. Upały zalały całą Polskę, a my korzystamy, wygrzewając się na słoneczku! Nie wiem, jak Wy, ale ja kocham ten stan rzeczy i uwielbiam moment, gdy mogę wziąć książkę i poczytać na świeżym powietrzu (wiem, że alergicy się nie zgodzą). Tak się złożyło, że ostatni tydzień pracy był bardzo intensywny i już w czwartek wieczór cierpiałam na niemoc, chciałam już skończyć, iść spać – jednak kiedy weszłam na mail, zobaczyłam, że przyszedł do mnie przedpremierowy PDF od Feeria Young z książką, która kusiła mnie od początku. Stwierdziłam, że zrobię sobie przerwę i zobaczę co to... nie przewidziałam tylko tego, że z jednej strony, zrobiło się sto, a z popołudnia, pierwsza w nocy! Ostatnią rzeczą, jaką robiłam w czwartek jest czytanie First Love, a pierwszą jaką zrobiłam po przebudzeniu w piątek, było odblokowanie telefonu i dalsze czytanie! O czym jest ta książka, że zarwałam przez nią noc!
Axi straciła w życiu już wiele. Została sama z ojcem, który, pomimo że się stara i próbuje okazać córce zainteresowanie, to zalewa smutki w alkoholu. Axi czuje, że już straciła całą rodzinę, małe miasteczko ją dusi, w szkole nie ma zbyt wielu przyjaciół, którzy by dbali o nią tak, jak robi to jej przyjaciel Robinson. Gdy dziewczyna jest u kresu wytrzymałości, proponuje przyjacielowi szalony pomysł, by ruszyć w drogę po Stanach Zjednoczonych i odnaleźć swój cel w życiu! W pierwszej chwili Robinson wybucha śmiechem, gdyż Axi od zawsze była poukładana i grzeczna, nigdy nie odważyłaby się na taki szalony pomysł. Ale jednak... Ta dwójka postanawia, że zostawi za sobą przeszłość, wyruszy w nieznane, by doświadczyć, czegoś niesamowitego w beztrosce. Axi w swoim idealnym planie, nie przewidziała tylko tego, że będzie sam na sam z chłopakiem, w którym się kocha oraz tego, że jego pomysły będą bardzo odstawały od planów! Kiedy Axi i Robinson wyruszą w podróż, każde z nich będzie uciekało przed czym innym, ale co, jeśli rzeczywistość ich dogoni?

A co w sytuacji gdy to, czego się chce, i to, co słuszne, to dwie kompletnie różne rzeczy? Co jeśli żyjąc tak, jak sobie wymarzyliśmy, równocześnie skazujemy się na klęskę. Albo, co gorsze, skazujemy na klęskę ukochaną osobę.”

TO NAJLEPSZA KSIĄŻKA, JĄKĄ CZYTAŁAM W TYM ROKU! W momencie mogłabym skończyć tę recenzję, bo zapewne, będę się zachwycać i, zachwycać i jeszcze bardziej zachwycać, ale ludzie, co to była za książka! Zaczęłam czytać i od pierwszej strony, pojawiło się ogromne zaciekawienie. Potem pojawiły się niespodzianki i przepadłam! W środku znalazłam historię, która trafiła prosto do mojego serca i duszy, zakochałam się, a po zakończeniu nie wiedziałam, co miałam zrobić ze swoim życiem. Przysięgam, że już dawno nie miałam takiego kaca książkowego i jestem pewna, że przez długi czas nic nie dorówna tej książce. A ja przez bardzo długi czas, będę wracać myślami do bohaterów, do wydarzeń i emocji, jakie towarzyszyły mi przy czytaniu. Ba, jestem pewna, że nie raz i nie dwa przeczytam tę książkę, jeszcze zanim nastąpi premiera. W tej chwili, pisząc recenzję, mam ochotę ponownie otworzyć plik i czytać od nowa!
Muszę się przyznać do czegoś strasznego. Po zobaczeniu katalogu przeważnie, gdy pojawia się nowe nazwisko, wpisuje je w goodreads i sprawdzam, jaką ocenę ma dana książka, ile autora ma ich na koncie itd. Tutaj postąpiłam tak samo, ale jak zobaczyłam, że James Patterson jest panem już raczej starszym, bardziej kimś, kto mógłby być moim ojcem, to zrobiłam się pesymistyczna. Nie wiem jak Wy, ale ja nie widzę np. swojego ojca piszącego książkę z gatunku young adult. Teraz sprawdzając, dokładnie pana Jamesa, zobaczyłam, że jest pisarzem thrillerów i kryminałów, które już pojawiły się w Polsce! Jestem niesamowicie ciekawa, jak sprawdza się w innym gatunku, nie wyobrażam sobie, jak można pisać młodzieżówki, a potem przejść do thrillera nasyconego dreszczykiem emocji. Podziwiam James Pattersona i w tej chwili stałam się jego wielką fanką. Zapewne, wiele czytelników tak powie, szczególnie po First Love.

Z perspektywy czasu nie mogę uwierzyć, że tak niewiele brakowało, bym pozbawiła się jednego z najpiękniejszych, najzabawniejszych, a równocześnie najbardziej bolesnych i dramatycznych doświadczeń w całym moim życiu.
Ależ byłam kretynką.”

Teraz pomówmy chwilę o bohaterach! Przeważnie, ostatnio, nie ważne, za jaką młodzieżówkę się wezmę, to główne bohaterki są irytujące, puste i małostkowe. Nie myślą o przyszłości, nie przejmują się niczym, a na dodatek cierpią na chroniczny brak mózgu. Jednak, dzięki Bogu, w First Love, nie spotkało mnie nic takiego! Axi jest bohaterką idealną – niepewna, nieśmiała, popełniająca ludzkie błędy, ale jednocześnie, rozumna, która dojrzewa i z czasem zmienia się nie do poznania. A Robinson, och, jaki on był idealny. No ludzie kochani, uwielbiam go, jeśli byłby turniej na największą fankę Robinsona – wygrałabym. I Axi i Robinson bardzo, ale to bardzo zmieniają się podczas podróży, jaką razem odbywają. Ich przygoda, przeżycia i emocjonalne rozmowy, sprawiają, że nie raz i nie dwa, miałam łzy w oczach. A zakończenie... ach. No naprawdę, musicie przeczytać tę książkę, by przeżyć z bohaterami, to co przeżyłam ja!
Podsumowując, bo chyba już na to czas. First Love, nie jest zwykłą młodzieżową książką, która opowiada o niczym. Ta książka jest piękna, emocjonalna i przenosi nas do świata, gdzie naszymi jednymi ograniczeniami jest nasz strach. Axi i Robinson wyruszyli na przygodę, która ich zmieniła, ukształtowała. Doświadczyli tego wszystkiego, dlatego, że przełamali strach, odważyli się zrobić, coś, co wykraczało poza ich strefę komfortu. Dzięki temu my poznaliśmy niesamowitą historię, która poruszyła mnie do głębi, a autor zyskał sporę rzeszę fanów!
Kończę już, co nigdy nie skończę zachwalać tej książki!
Moja ocena to 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: James Patterson, Emily Raymond
Stron: 320
Za książkę dziękuję!




17:35

#193 Recenzja książki "Tysiąc Pocałunków" Tillie Cole

#193 Recenzja książki "Tysiąc Pocałunków" Tillie Cole

Życie jest piękne... wszystko, co nas otacza jest cudowne, tylko trzeba się uśmiechnąć i to dostrzec.

Tillie Cole jest autorką, którą raczej znamy w Polsce z Raze i Reap, czyli brutalnych i gwałtownych książek. Mnie samej te powieści się bardzo spodobały, bo nie były to erotyki z tych słodkich, gdzie nieraz idzie „rzygać tęczą”, że tak brzydko ujmę, tylko wniosły coś nowego. Kiedy zobaczyłam w zapowiedziach tę lekturę, byłam bardzo zaintrygowana nie tylko opisem, ale tym czy autorka podoła czemuś innego. Byłam raczej pewna, że ta książka będzie zwykłym romansem z dodatkiem seksu, albo po prostu jakieś tam romansidło na letni wieczór. Kiedy dorwałam tę książkę w swoje łapki, dostałam jakby transu, byłam skupiona tylko na tym, by ją przeczytać i zobaczyć jak Tillie sobie poradziła. Co zrobiła ze mną ta powieść? Oj dużo...
Poppy i Rune znają się, od kiedy mieli po pięć lat. Rune przeprowadził się do Georgi aż z Norwegii, nie lubił nowego domu, nie chciał tam mieszkać, ale gdy z sąsiadującego domu wybiegła mała Poppy i podeszła do niego, złapali nić porozumienia. Przez kolejne dwanaście lat życia byli nierozłączni. Nie tylko ich przyjaźń była mocna jak nic innego, ale także kochali się, wszyscy wiedzieli, że Poppy i Rune są dla siebie stworzeni do życia już na zawsze razem. Jednak los lubi płatać okropne figle i pewnego dnia, ojciec chłopaka zostaje z powrotem z pracy wysłany do Norwegii, para musi się znaleźć rozwiązanie z tej okropnej sytuacji. Są dla siebie jak dwie połówki jabłka, idealne dobrane, a teraz będą dzielić ich tysiące kilometrów, a także ocean. Co się stanie z miłością, jaka ich łączy? Czy przetrwają taką próbę? Czy Rune wróci, a jeśli tak to czy ich miłość będzie dość silna?

Dlaczego trzeba stanąć w obliczu śmierci, by nauczyć się doceniać każdy dzień? Dlaczego musimy czekać, aż niemal skończy nam się czas? Dopiero wtedy zaczynamy spełniać marzenia, które mieliśmy, gdy wydawało nam się, że jesteśmy nieśmiertelni. Dlaczego nie patrzymy na ukochaną osobę, jakbyśmy mieli jej już nie zobaczyć? Gdybyśmy to robili, nasze życie byłoby cudowne. Byłoby prawdziwe i pełne...”

Opisu tej książki nie chcę robić długiego, bo nie chcę wam spoilerować, ale jedno muszę wam powiedzieć. Najlepsza książka, jaką czytałam w tym roku. Przyznaję, że to dość mocne słowa, ale Tillie sprawiła, że znowu moje serce odżyło, gdy już myślałam, że jestem zmęczona, że nie dam rady więcej i zaczęłam wątpić we wszystko, co robię, ta książka uruchomiła moje serce na nowo. Użyję teraz mocnych słów i wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą jak kocham serię Dworu cierni od Maas, i wiecie również, jak pokochałam drugi tom Dwór mgieł i furii, ale uważam, że moja miłość do Tysiąca Pocałunków jest równie mocna, jak do Dworu. Pocałunki są absolutnie cudowne, zapierające dech w piersiach, sprawiają, że zaczynamy znowu wierzyć w niemożliwe, ale także mają pewną moc. Zauważyłam w książce wiele takich momentów, gdy bohaterowie mówią coś tak romantycznego, że miód ocieka z kartek, ale jednocześnie jest to tak genialne i cudowne, że nie zwracamy uwagi na to, ile słodyczy jest w tej książce, bo to pasuje. Nie ważne jak słodko i uroczo jest, idealnie wpasowuje się w historie i gdyby zabrano z tej powieści choć odrobinę tego romantyzmu to już nie byłoby to samo.
Tysiąc Pocałunków to książka, która zabiera nas... nie, porywa nas do miejsca, gdzie rozumiemy wiele rzeczy. Główna bohaterka jest naszym natchnieniem do zrobienia czegoś ze swoim życiem, nie chcemy już być tylko widzami naszego życia, chcemy zrobić coś, spełnić marzenia. Poppy jest cudowną, pozytywną i odważną młodą kobietą, która wie, czego chce, wie jak to osiągnąć, ale także umie odnaleźć w Rune'ie dobro, nawet wtedy, gdy wszyscy już sądzili, że jest stracony. Ta książka nie jest tylko opowieścią o miłości, ale także o poświęceniu, o wsparciu, o przyjaźni, o niepoddawaniu się. Mogłabym tak bez końca, bo czytając tę książkę, czułam wszystko. Autorka nie tylko przekazała nam cudowną fabułę, ale włożyła w nią tyle emocji, że nasze serca są nimi przesycone, czujemy miłość, jesteśmy ukochani, rozczuleni, wzruszeni i przede wszystkim wiemy, że warto żyć.

Jestem dziewczyną, która wstaje wcześnie, by oglądać wschód słońca. Jestem dziewczyną, która we wszystkich chce widzieć dobro. Tą, którą porywa muzyka, którą inspiruje sztuka. - Popatrzyła na mnie z uśmiechem. - Taka właśnie jestem, Rune. Jestem dziewczyną, która czeka, aż przeminie burza, by móc zobaczyć tęczę. Dlaczego miałabym być smutna, skoro mogę być szczęśliwa? Dla mnie wybór jest oczywisty.”

Ach i zakończenie!! Przysięgam, chyba nigdy nie czytałam książki z lepszym zakończeniem. Zawsze są takie, że pozostawiają po sobie niedosyt, albo jesteśmy za bardzo rozbici, lub w ogóle były słabe, ale w tej książce... Kurcze, to było takie „To jest tak cholernie słodkie, że zaraz dostane cukrzycy”. Nawet nie wiem jak to dokładnie opisać, bo było po prosto I DE A LNE! Nic więcej, piękne, cudowne, perfekcyjne i po prostu cudo.
Książka poruszyła mnie do tego stopnia, że postanowiłam podzielić się swoimi uczuciami z autorką i do niej po prostu napisałam. Dowiedziałam się, że książka jest dla niej bardzo ważna, bliska jej sercu i dlaczego tak jest, wyjaśnienie znajdziecie na końcu powieści. Tillie bardzo cieszy się z pozytywnych opinii Pocałunków i dziękuje każdemu czytelnikowi za danie szansy tej książce.
Długa mi recenzja wyszła, ale oczywiście polecam Tysiąc Pocałunków, musicie je przeczytać, ja już każdej znajomej jęczę o to, że musi przeczytać tę książkę, że to najlepsze co zostało wydane i w ogóle jaram się tym jak niczym innym. Wam polecam tę powieść, koniecznie ją przeczytajcie, a ja pójdę czytać drugi, lub trzeci raz, bo nie mogę przestać. Ach i życzę każdemu z nas takiego uczucia, jakie łączy Poppy i Rune'a
Moja ocena 10/10, a i to za mało.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Filia
Autor: Tillie Cole
Oryginalny tytuł: Thousand Boy Kisses
Stron: 400
Data premiery: 17 maja 2017r.



23:10

#192 Recenzja książki "Osaczona" Teri Terry

#192 Recenzja książki "Osaczona" Teri Terry

Nie ufaj nikomu – nie wiesz, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem.

Ostatni tom serii to najsmutniejszy moment dla każdego czytelnika – również dla mnie, gdy piszę tę recenzję. Ostatnimi czasy bardzo ciężko i z oporami podchodzę do lektur. Mam wrażenie, że wszystko, co czytam jest nijakie i zostało powtórzone już milion razy – jednak są wydawnictwa, po książki których sięgam niezależnie od mojego nastoju. Do tej grupy należy Młody Book, który niezmiennie zachwyca mnie wydawanymi książkami. Oczywiście to żadna tajemnica, że jestem wielką fanką Dnia 7 i Zresetowanej, a Czarodzieje urzekli mnie swoim specyficznym klimatem Teraz przyszedł czas, by pożegnać jedną z tych serii. Nie chcę tego robić, ale książkę przeczytałam i po prostu muszę z Wami podzielić się tą recenzją. Poniżej znajdziecie nie tylko opinię o Osaczonej, ale również podsumowanie całej serii.
Kyli sama nie wie, jak jeszcze może funkcjonować po ostatnich wydarzeniach. Boi się nie tylko o swoje życie, ale też o ludzi w jej otoczeniu. Lordowie znajdują się na każdym rogu, zabrali jej Bena i wolność; teraz musi się ukrywać i żyć w strachu, że ją znajdą. Na dodatek nie wiadomo, co ze starymi wrogami, którzy obiecali zemstę. Kyli ma wyjechać w bezpieczne miejsce, poznać swoją przeszłość, dzieciństwo. Chce dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło a przede wszystkim odzyskać wspomnienia. Lecz gdy myśli, że jest już bezpiecznie, że nie musi oglądać się za siebie, dzieją się kolejne straszne rzeczy, znowu ktoś cierpi. Dziewczyna robi w końcu coś, co sprawia, że staje się najbardziej poszukiwaną osobą przez Lordów. Musi uciekać, a czuje, że bliski jej człowiek stał się kimś innym. Kyli już nie wie, co myśleć, co robić i jak wyplątać się z tych wszystkich sytuacji, które nieuchronnie zbliżają ją do śmierci. Co się stanie? Jak kończy się historia Kyli?

"Wkrótce już ściskam w dłoni sfałszowany dowód tożsamości.
Ciemnowłosa osiemnastoletnia Riley Kain o szarych oczach może podróżować, jak chce, i żyć własnym życiem.
Jakie życie dla siebie wybiorę?"

JAK JA KOCHAM TĘ SERIĘ!! Serio, ludzie, nie wiedziałam, że można osiągnąć taki stan emocjonalny dzięki książce! Spam, jaki wysyłałam do przyjaciółki, można było zobaczyć na moim InstaStory i moim fanpage'u. Jednak nic nie równa się z tym, co czułam przy czytaniu. Jako że książka miała pewne trudności w drodze do mnie, to przeczytałam ją znacznie później od innych blogerek, ale ich opinie krążyły wokół mnie. Starałam się unikać czytania opinii by nie zrobić sobie spoilera, ale i tak zdążyłam zauważyć, że wszyscy zgodnie twierdzili, że to idealne zakończenie serii. Nie chciało mi się wierzyć i miałam ogromne wątpliwości, bo przeważnie czuję niedosyt w zakończeniach serii. Jednak tutaj - i muszę powiedzieć to z całą stanowczością - było idealnie! Sytuacja, w jakiej stawia nas autorka, sprawia, że czytelnik jest w stu procentach usatysfakcjonowany z czytania. Nie dość, że wyjaśniają się wszystkie wątki, jakie poznaliśmy przez te trzy tomy, to jeszcze są przestawione w punkt. Terry Teri wiedziała dokładnie, gdzie jest granica między dennym, a absurdalnym zakończeniem, i właśnie to wyważenie sprawiło, że postawiła kropkę nad i, a my z czystym sumieniem możemy odłożyć serię na półkę. I oczywiście wrócić do niej z przyjemnością za jakiś czas...
Teraz porozmawiajmy o bohaterach! Wielkim, ale to wielkim plusem, jest przemiana Kyli, jaka nastąpiła przez te trzy tomy. Uważam, że najbardziej możemy to dostrzec w trzecim tomie – stała się bardziej dojrzała, odpowiedzialna i w końcu nie pozwala, by inni robili za nią większość rzeczy. Co prawda nie zawsze robi to, co powinna, ale moim zdaniem dzięki temu wydarzyło się kilka rzeczy, które pozwoliły, by zakończyło się tak, a nie inaczej. Jednak muszę przyznać, że moje serce zdradziło pierwszą miłość z tej książki dla kogoś, kto pojawił się dużo później. Plus, mój potencjalny mąż przyprawił mnie o kilka zawałów oraz kilka skrajnych emocji, takich jak: szok, niedowierzanie, a czasami nawet początki nienawiści. Pierwszy raz w historii mojej przygody z książkami, zmieniłam sympatię do przyszłego męża, na kogoś całkiem innego.
Podsumujmy całość. Wszystkie trzy tomy dostarczają nam niesamowitych emocji. Teri Terry wymyśliła i napisała w końcu coś nowego, coś świeżego, bez oklepanej już schematyczności i nudnego wątku, jakie znajdujemy w innych podobnych tematykach. Moim zdaniem, ta seria jest jedną z najlepszych, jakie czytałam w całym moim życiu. Przeważnie drugie tomy zawsze są nudne, przekombinowane, a trzeci to takie wyjaśnienie, byle tylko skończyć i mieć to już za sobą. Jednak tutaj mamy całkiem co innego. W każdej części akcja się rozkręcała, czuliśmy coraz więcej, chcieliśmy już znać zakończenie i jednocześnie nigdy nie kończyć czytać. Tak się czułam w trzecim tomie. Emocje sięgały zenitu, chciałam przeskoczyć te kilkadziesiąt stron i zobaczyć jak się kończy. Pierwszy raz w życiu (dużo tych moich pierwszych razów przy tej serii), byłam bliska zobaczenia zakończenia, choć wyznaje zasadę, że to zbrodnia.

...gapię się na niego, wstrząśnięta tym, jak bardzo chcę uścisku tej dłoni, jak mocno się za nim stęskniłam. Za jego głęboko niebieskimi oczami. Radosnymi mimo podejmowanego ryzyka. Za blaskiem światła w jego włosach, za ognistymi błyskami rudej czupryny. Uśmiecham się.
Ktoś chrząka za moimi plecami.”

I jak już jesteśmy przy zakończeniu... Ostatnie dwadzieścia stron jest bardzo emocjonujące. Jestem pełna podziwu dla autorki, że umiała napisać coś, co posiada w sobie tyle napięcia i stresu. By podkreślić dramaturgię, muszę przyznać się, że zdarza mi się przeklinać i rzucać jakimiś paniami spod latarni, ale to, jakie i ile bluzgów leciało przez te ostatnie strony to przechodzi ludzkie pojęcie. Sama siebie nie podejrzewałam, że potrafię tak przeżywać, coś, co jest fikcją, co powstało w głowie – jak by na to nie patrzeć – obcej mi osoby, która postanowiła to spisać. I ta dam... ta obca mi osoba sprawiła, że zapomniałam o świecie, nic innego się nie liczyło, tylko ja, książka i świat przedstawiony przez Teri Terry.
Podsumowując i trzeci tom i całą serię, to jestem niesamowicie zakochana i usatysfakcjonowana tą historią, podejrzewam, że jeszcze nie raz wrócę do Kyli i jej przyjaciół. Ponadto muszę podziękować autorce, gdyż sprawiła, że poczułam miłość do thrillerów i po raz kolejny przypomniałam sobie, czemu tak naprawdę kocham czytać.
Moja ocena 10/10. Tego tomu i całego serii.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika



Wydawnictwo: Młody Book
Autor: Teri Terry
Oryginalny tytuł: Shattered
Stron: 336
Data premiery: 6 maja 2018r.
Za książkę dziękuję




Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger