20:39

Książki, które sprawiły, że pokochałam czytanie!

Książki, które sprawiły, że pokochałam czytanie!

 Niecały miesiąc temu, miałam spory remont w pokoju, gdyż robiłam regał na całą ścianę, a to równało się z reorganizacją biblioteczki. Przyszło mi sporo miejsca, zrobiłam aż osiem półek z czego sześć ma po 240cm. Jestem nie tylko szczęśliwa, ale od nowa zakochałam się w swoim królestwie. Poniżej wkleję Wam zdjęcie jak to wygląda, ale teraz chcę byście poznali książki, które sprawiły, że zakochałam się w czytelnictwie. Niektóre z nich możecie znać, a niektóre mogą być dla was nowością. Jednak właśnie one sprawiły, że zakochałam w książkach, pobudziły moją wyobraźnie i zaszczepiły we mnie chęć poznawania kolejnych ciekawych powieści. Znajdziecie ich tutaj tylko sześć, ale jeśli mam wybierać, to właśnie dzięki tym książkom czytam.
Nie wiecie tego o mnie, ale od dziecka miałam problemy z czytaniem, jeśli miałam to robić na głos, wychodziło cóż nieciekawie... przekręcałam słowa, nie umiałam połączyć ich w całość, a przeczytanie jednej strony było katorgą. Takie problemy miałam przez długi czas i wręcz nienawidziłam książek, trzymałam się od nich z daleka, dopóki nie skończyłam się uczyć. Nigdy nie ukrywałam, że przez tę niechęć miałam i nadal mam spore braki w j. polskim, ale na szczęście poszłam po rozum do głowy i znalazłam pierwszą książkę, którą przeczytałam z własnej woli i nie ukrywam, że to ona otworzyła mi drzwi na czytelnictwo. Jaka to powieść?





Wiem, że głosy przy tej książce są podzielone i zapewne wiele osób w tej chwili puka się po głowie. Jednak musicie wiedzieć, że nie ważna jak wiele osób krytykuje tę serię, jest to moja pierwsza przeczytana z własnej woli książka, a nawet seria i to ona sprawiła, że zapragnęłam więcej. Historia Belli i Edwarda jest oklepana i niezbyt dobrze napisana, nie mówiąc, że połowa społeczeństwa uważa, że nie powinien powstać film. Przyznaję, że czytałam Zmierzch zaraz po premierze filmu i w ciągu dwóch tygodni pochłonęłam cała Sagę. Teraz wydaje mi się bardzo długi czas, jak na serie i w tej chwili pochłonęłabym takie cztery tomy w trzy dni, ale wtedy to były początki miłości do książek. Nie będę ukrywać, że mam sentyment do Zmierzchu i mimo wielu jego wad, doceniam to, co dla mnie zrobił.





Mam tę książkę na półce tak długo, że nie pamiętam czy była przed czy po Zmierzchu, ale możecie mi wierzyć, pierwszy raz tak mocno zakochałam się w książce i nie mogłam się oderwać. Zmierzch jest ckliwy, ale Historyk to prawdziwa gratka dla fanów przygód i nieoczekiwanych historii. Pamiętam jak siedziałam wieczorem na łóżku i czytałam z zapartym tchem, śledziłam losy bohaterki i tego jak wypełniała swoje przeznaczenie. Zakochałam się totalnie i w chwili, gdy przekładałam książki na nowy regał, miałam ochotę otworzyć ją na nowo i kolejny raz dać się porwać tej historii. Niestety specjalnie sprawdziłam i nie jest dostępna w sprzedaży, czego bardzo żałuję. Może wydawca kiedyś wznowi wydanie i mam nadzieję, że to zrobią, gdyż uważam, że powinno się przeczytać tę książkę!






Wiem, że przeważają tutaj wampiry i nic nie mogę na to poradzić, ale wtedy królowały. Jednak, ta książka, ta seria to WOW. Jeśli dobrze kojarzę, to Nocna Łowczyni podchodzi pod ubran fantasy, ale nie jestem pewna, więc nie osądzajcie. Wiem też, że nie jest dostępna w sprzedaży (sprawdzałam chcąc dokupić tomy, których nie posiadam), jednak możemy mieć nadzieję, na wznowienie serii, gdyż była naprawdę genialna. Może wampiry teraz nie są na czasie, raczej magia i książki w stylu Sarah J. Maas, ale moim zdaniem, to jedno z lepszych fantasy z jakim miałam doczynienia i mój egzemplarz jest mocno sfatygowany, tak często to czytałam i wracałam do ulubionych scen. Od razu mówię, że powieść zawiera elementy erotyczne i raczej nie jest dla małych dzieci. Jednak największa zaletą tej serii jest poczucie humory. To ile razy się przy niej śmiałam, jest niezliczone. Serio, jeśli macie na półkach i nie czytaliście, to koniecznie nadróbcie!!




Jeśli chodzi o wyciskacz łez, to zwycięzcą jest książka Zanim Umrę. Jakiś czas temu widziałam, bardzo dużo negatywnych ocen tej powieści i nie rozumiem dlaczego. Uwielbiam czytać dramaty, bardzo polubiłam Zanim się pojawiłeś i kilka innych książek, jednak to tej mam większą sympatię. Wiele z was może kojarzyć film Niech teraz będzie, choć ja wolę wersję angielską – Now is good i to właśnie na podstawie tej książki powstał film. I jest to jedyny wyjątek, kiedy jednakowo mocno lubię ekranizację i powieść. Płakałam zarówna na jednym i na drugim, oba kocham i mogę wracać do tego niezliczoną ilość razy, a także zajmuje honorowe miejsce na mojej półce.






Czas na książkę, która aktualnie jest na czasie i pojawiło jej wznowienie w nowej szacie graficznej, która jest po prostu cudna. Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Papierowy Księżyc postanowił wznowić wydanie Cinder. Nie wiem, jaką popularność miała ta książka, za pierwszym razem, ale wiem, że teraz blogerki książkowe zachwycają się nią i to nie bez powodu! Świat przedstawiony przez Meyer jest nie tylko oryginalny i wyjątkowy, ale sama główna bohaterka wyróżnia się spośród tych wszystkich rozhisteryzowanych dziewczyn w aktualnych powieściach. I nie mylcie nazwy ze zwykłą ckliwą historią Kopciuszka, bo zapewniam was, że daleko jej do tego. Moim zdaniem historia przedstawiona przez autorkę nie tylko zachęca do czytania książek, ale także pobudza naszą wyobraźnię do tego stopnia, że nie możemy i nie chcemy się oderwać od przedstawionego przez nią świata.


Tak wiem, kolejny raz wampiry i te sprawy. Ale co ja poradzę, że w tamtych czasach (boże jak to brzmi...), to było na czasie i to się czytało? Nie wspominając, że wolałam fantasy, niż ckliwe romanse. Nie wiem, ile z was słyszało o książce Winter, ale znajduje się na tej liście nie bez powodu. Swoją oryginalną fabułą i napięciem jakie odczuwałam przy czytaniu, sprawiła, że nie łatwo o niej zapomnieć. Niestety powieść zakończyła się w takim momencie, że jeszcze pamiętam ten ból serca, gdyż nie miałam kolejnego tomu. Na potrzeby tego postu zrobiłam research w sieci i okazuje się, że drugi tom pojawił się, ale dopiero po ponad roku, a nawet jest do kupienia, co chyba niezwłocznie zrobię i odświeżę sobie tę historię. Niestety nie znalazłam nic innego tej autorki, ale może kiedyś jeszcze coś wyda, a mnie uda się to przeczytać.

To już wszystkie sześć książek, które sprawiły, że zakochałam się w czytelnictwie. Jeśli jesteście ciekawi, jakie są inne powieści, o których nie mogę zapomnieć i które zawsze będą w moim sercu, dajcie znać w komentarzach, a na pewno zrobię podobną listę!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

19:54

#179 Nie do końca dobra rozrywka - Recenzja książki "Rozgrywka" J. Sterling

#179 Nie do końca dobra rozrywka - Recenzja książki "Rozgrywka" J. Sterling
Miała być super rozgrywka, a drużyna schodzi z boiska przegrana.

Ostatnio straszna cisza na blogu, ale postaram się to nadrobić i do końca roku wstawić nie tylko recenzje, ale jeszcze jakieś książkowe posty. Niestety moje zdrowie trochę szwankowało w ostatnim czasie, co wiedzą ci, którzy śledzą mnie na Facebooku. Siły i chęci mnie opuściły, a ja długo się zbierałam by w ogóle otworzyć Worda. Jednak w Black Friday trafiłam na promocję w Empiku 3za2 i nie powstrzymywałam się. Zakupiłam dziesięć książek, a gdy przyszły zabrałam się za tą, która najbardziej mnie ciekawiła i słyszałam o niej wiele dobrego. Rozpakowałam karton, wyciągnęłam wszystko i prawie, że od razu zaczęłam czytać Rozgrywkę, która miała mi zapewnić dzień pełen wrażenie, mnóstwo emocji i przedstawić niesamowitą historię, która podbiła serca czytelniczek w USA. A co mi przyniosła? No właśnie...
Cassie kocha fotografie. Uwielbia uwieczniać dane chwile na zdjęciach, zwiąże z tym przyszłość i dlatego też jest na takim kierunku studiów. W przyszłości chce jeździć po świecie i robić zdjęcia, które zmieniają życia. Nie dopuszcza do siebie chłopaków, uważa ich za komplikacje, szczególnie z dala trzyma się od aroganckich i zadufanych playboy'ów, którzy zaliczyli cały collage. Jednak na jej drodze staje przystojny, irytujący i pewny siebie Jack, gwiazdor drużyny baseballowej, będący wszystkim, czego Cassie nie lubi w facetach. Im bardziej Jack chce się zbliżyć do dziewczyny, ta go odpycha i mówi, że nie jest zainteresowana. Ale tak naprawdę sama siebie okłamuje, gdyż on jej się podoba, nie może zapomnieć o jego oczach i dołeczkach. W końcu ulega i umawia się z nim na randkę, która jest początkiem czegoś, co łączy ich oboje i nie tylko.

Zwróciłeś kiedyś uwagę na to, jak piękne bywają słowa? Jak łatwo jest mówić coś, co się wie, że ktoś chce usłyszeć? Jak kilkoma marnymi zdaniami można wpłynąć na czyjeś całe życie? Ale kiedy w ślad za nimi nie idą czyny, słowa są zupełnie bezużyteczne. To tylko dźwięki i sylaby. Nieznaczące zupełnie nic.”

Opis wydaje się interesujący, prawda? Typowe NA, albo nawet YA i nic dziwnego, że się skusiłam. Szczególnie, że zaprzyjaźnione blogerki reklamowały i mówiły, że świetna książka, polecają itd. Tylko, że chyba urwałam się z choinki, bo totalnie mi się nie podobało. Nawet sobie nie wyobrażacie, jakie ona zawiera absurdy, nie mówiąc o dialogach, które w niektórych momentach są sztuczne i nudne. Muszę przyznać, że zdarzyło się parę sytuacji, przy których się zaśmiałam, a jedną nawet bardzo mnie rozbawiła, ale im dalej brnęłam tym bardziej czułam niesmak. Wątki, jakie wymyśliła autorka są po prostu absurdalne, nie da się inaczej powiedzieć. Pojawia się tyle sytuacji, które są bezsensu, nie mówiąc, że są przekombinowane. Jakby autorka chciała napisać książkę, ale nie miała za bardzo pomysłu na całość, więc wplotła tam wszystko, na co tylko wpadła. W tej chwili nie przesadzam, gdy opowiadałam koleżance, co jest w środku, to był jeden wielki WTF.
Rozgrywka miała być super powieścią, która rozkocha moje serce, przedstawi super fabułę i sprawi, że nigdy o niej nie zapomnę. Okładka, reklama, wszystko pięknie. Tylko, że zamiast zaliczenia bazy spotkała mnie gleba. Nie wiem szczerze, czym inni się zachwycali i nie mam pojęcia, co widzą w tej książce, choć jedno jest pewne – na pewno o niej nie zapomnę... Dla mnie to zlepek wielu wątków, które zostały wykorzystane w jednej historii, przez co stała się naciągana, nudna i strasznie irytująca. Tak samo zresztą jak główna bohaterka. Autorka może i miała fajny pomysł, mogła z tego zrobić fajną powieść, ale przekombinowała i szczerze się boję, co może być w kolejnych tomach. Obawiam się, że cała ta seria będzie utrzymana na takim samym poziomie i zamiast wartościowych historii spotkam oklepane wątki, różnych książek złożone w jedno.
Teraz powiedzmy trochę o bohaterach. I w tym akapicie nie będzie lepiej... Cassie jest Boże, jaka ona jest irytująca. Wiem, że są różne bohaterki, które są irytujące, a ich rozchwianie emocjonalne jest dość skrajne, ale Cassie przebija je wszystkie. W jednej chwili krzyczy, wyzywa, a zaraz płacze i czuje się winna, albo rozmawia i nagle drze się, bo ktoś powiedział coś nie tak (przeważnie Jack). Rozumiem, że kobieta, że hormony, ale też jestem kobietą, moje przyjaciółki są kobietami, ale nie traktujemy ludzi, jakbyśmy miały rozdwojenie jaźni i w nas walczyły dwie osoby i jedna jest ciągle zła, a druga potulna. Co do Jacka to typowy fuckboy, która pojawia się w powieściach. Uroczy, nadgorliwy, nadopiekuńczy i w niektórych momentach totalna c**a. Nie wiem czemu, ale każda autorka, kreuje sportowców na takich samych dupków, którzy nagle się zakochują i zmieniają o 180stopni.

-(...) jestem pokiereszowana.
- Wszyscy jesteśmy. Stąd wiemy, że żyjemy. Miłość to prawdziwe pole walki! (...) Nasze blizny nie pokazują nam kierunku, w którym powinniśmy zmierzać, Cass, lecz przypominają, skąd przyszliśmy.”

Mogłabym dużo opowiadać, co mi się nie podobało, co bym zmieniła, ale po co? Wypisałam już dużo rzeczy, które mi się nie podobały, i może kiedyś, gdy J. Sterling podszkoli się w pisaniu i tworzeniu fabuł, sięgnę po jej książki, ale w tej chwili... raczej będę unikać jej twórczości. Jedno tylko muszę przyznać, że autorka zna się na sporcie i to jedyna dziedzina w tej powieści, gdzie czułam się usatysfakcjonowana.
Moja ocena to 4/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: SQN
Autor: J. Sterling
Oryginalny tytuł: The Perfect Game
Stron: 304
Data premiery: 25 październik

13:09

#178 Nie zapomnij kim jesteś - Recenzja książki "Zresetowana" Teri Terry

#178 Nie zapomnij kim jesteś - Recenzja książki "Zresetowana" Teri Terry
Przeszłość kształtuje, to kim jesteśmy. Nawet jeśli usuną nam pamięć, nasze ciało pamięta o wszystkim, co przeżyliśmy!

Młody Book to wydawnictwo, o którym usłyszałam po raz pierwszy przy książce „Cela 7” i była to genialna, niesamowita powieść. Wydawca zdobył moje zaufanie i po kolejne tytuły sięgam chętniej i pewniej. Teraz przyszła kolej na „Zresetowaną”. Opis brzmi zachęcająco, ale jak to bywa przy takich książkach - mogła okazać się zarówno czymś genialnym, jak i kompletną klapą. Przyznam, że liczyłam na to pierwsze; miałam ochotę na dreszczyk emocji, chciałam dać się porwać fabule, pozwolić się jej zaskoczyć... na tyle, że miałabym ochotę krzyczeć. Tego wszystkiego oczekiwałam, a biorąc pod uwagę, że znałam poprzednie książki tego wydawnictwa... nie ukrywam, że poprzeczka była postawiona bardzo wysoko. A co z tego wyszło? Czy wydawca spadł z piedestału?
Można powiedzieć, że Kyle urodziła się... na nowo. Nie pamięta niczego z przeszłości, a od momentu kiedy jej mózg został zresetowany, czuje się kimś innym. To, co jej zrobili, zmieniło nie tylko jej charakter, ale sprawiło, że całkowicie różni się od osoby, którą była wcześniej. Musiała nauczyć się na nowo czuć, mówić, chodzić, używać przedmiotów. Tylko tutaj pojawia się problem, Kyle dostała urządzenie, które pokazuje poziom jej szczęścia. Jeśli spadnie poniżej czterech, jej życie będzie zagrożone; jeśli spadnie poniżej trzech, Kyle przepadnie, jej mózg się wyłączy, a ona sama umrze. Przyznajcie sami - kiedy jest się nastolatką i na nowo wszystkiego uczy, ciężko czuć się zawsze szczęśliwą, zwłaszcza, jeśli mieszka się z rodziną, której się nie zna. Na domiar złego Kyle ma koszmary, które dręczą ją prawie co noc, ukazując jej urywki wspomnień lub czegoś, czego nie może rozgryźć. Bardzo chciałaby być taka, jak tego oczekują inni, ale to niełatwe zadanie, gdy wszystko z każdym dniem staje się coraz trudniejsze. Nowe znajomości, nowe miejsce, przebywanie pod stałą obserwacją - wszystko to sprawia, że dziewczyna staje się bardziej nerwowa i musi na siebie bardzo uważać. , Gdyby przez nieuwagę pozwoliła, by inni dowiedzieli się tych wszystkich rzeczy, które odkryła... mogłaby już nigdy nie zobaczyć bliskich.

A co, jeśli rodzice mnie nie polubią? Nawet gdy się naprawdę staram – co, szczerze mówiąc, nie zawsze się zdarza – ludzie do mnie nie lgną. Złoszczą się, tak jak doktor Lysander, kiedy nie robię lub nie mówię tego, czego oczekują.”

OMG. Serio, jedno wielkie o mój Boże... Zaczęłam czytać tę książkę z rezerwą, bałam się, że okaże to klapą. Z thrillerami jest tak, że wtedy, kiedy powinnam czuć napięcie, po prostu się nudzę, a zagadka jaka jest w powieści wydaje mi się nietrafiona i nijaka. Jednak w „Zresetowanej” jest inaczej. To jedno, wielkie WOW. Nie dość, że wciągnęłam się od pierwszych stron, to jeszcze fabuła została genialnie poprowadzona, a zagadka kim jest Kyle'a jest nie do wykrycia. Miałam pewne poszlaki, próbowałam zgadywać, ale końcówka totalnie mnie rozwaliła. Zakładałam wiele rozwiązań, naprawdę przeszłam chyba każdą ścieżkę, jaką mogła obrać główna bohaterka, ale tego, co nastąpiło, totalnie się nie spodziewałam. Nie wspominając już o emocjach, jakie towarzyszyły mi przy czytaniu. Te wszystkie aspekty sprawiły, że nie tylko doceniałam tę powieść, ale po prostu się w niej zakochałam.
Teri Terry to autorka, którą dopiero poznałam, ale wiem, że z największą przyjemnością sięgnę po kolejne jej książki. W tej chwili nie marzę o niczym, jak tylko o drugim tomie, choć potrzebuję jeszcze trochę czasu żeby przetrawić to wszystko, co się stało w „Zresetowanej”. Jednak to nie tylko fabuła mi się podobała, ale także styl autorki, który sprawił, że powieść czytało się niesamowicie lekko. Kocham książki, które mimo, że mają setki stron, są napisane w taki sposób, że możemy czytać, godziny na zegarku mijają, a my tego nie odczuwamy, gdyż tak bardzo wczuliśmy się w losy bohaterów.” Zresetowana to właśnie jedna z książek tego typu. Ktoś do mnie mówił, ja kiwałam głową, niby ich słuchałam... ale nic z tego nie zapamiętałam..Zamiast tego, przed oczami mam fabułę książki. Przysięgam, że nie mogłam się oderwać - ta akcja, tajemnica, bohaterowie, cała kreacja przerażającej przyszłości, w której ludzie będą mieli usuwaną pamięć, gdy zrobią coś złego... Dla mnie to nie tylko cudowny pomysł na książkę, ale także mnóstwo włożonej pracy, by efekt końcowy zachwycał!

Przygryzam wargę.
Czy nigdy nie chciałaś się dowiedzieć?
Czego?
Dlaczego zostałaś Zresetowana.
Nie. Jeśli przeszłość jest nie do zniesienia, po co próbować ją znosić?
Wzruszam ramionami. B o j e s t m o j a”

„Zresetowana” to powieść, która na sto procent porwie czytelnika i sprawi, że z miejsca zakocha się w stylu i fabule, jakie stworzyła autorka. Ten thriller nie jest dziełem przypadku, stworzonym dla chwilowej rozrywki o której po chwili się zapomina.. Moim zdaniem to prawdziwe dzieło, które zostało stworzone od niewielkich podstaw, a urosło do czegoś wielkiego i genialnego. Pierwszy tom nie tylko wprowadza czytelnika w ciekawie stworzoną przyszłość, ale także przygniata emocjami i sprawia, że czytelnik chce więcej. Za to zakończenie... tego nie da się opisać słowami. Mnie podczas czytania towarzyszyły różne okrzyki, ale kiedy skończyłam czytać, jedyne co cisnęło mi się na usta, to: „CZEMU ONI TO ROBIĄ?!” Czemu autorzy kończą powieści w takich chwilach, że ma się ochotę na bieg do księgarni po kolejny tom, niezależnie od pory dnia i nocy?! Taka właśnie jest „Zresetowana” – pełna niespodzianek i mnóstwa emocji!
Moja ocena to 10/10. Nie mogę dać innej oceny, bo... właśnie nerwowo przeszukuję internet w poszukiwaniu drugiego tomu!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Młody Book!
Autor: Teri Terry
Oryginalny tytuł: Slated
Stron: 352

Za książkę dziękuję



17:17

#177 [PRZEDPREMIEROWO] RECENZJA KSIĄŻKI "WRÓĆ, JEŚLI MASZ ODWAGĘ" ESTELLE MASKAME - PATRONAT

#177 [PRZEDPREMIEROWO] RECENZJA KSIĄŻKI "WRÓĆ, JEŚLI MASZ ODWAGĘ" ESTELLE MASKAME - PATRONAT
Tajemnice potrafią nas niszczyć od środka. Wyjawienie ich wymaga ogromu odwagi!

Data premiery: 8 listopada 2017r.
Listopad jest dla mnie miesiącem, gdy mam mnóstwo roboty. Jestem pewna, że sen zostanie odstawiony na bok, a mój mózg będzie pracował na pełnych obrotach. Dlatego raduję się ogromnie, że tę książkę miałam okazję przeczytać dużo szybciej i mogę jeszcze przed premierą dodać recenzję. Po zdjęciu już widzicie, że jest to nowa powieść Estelle Maskame, autorki, która podbiła serca czytelników serią Dimily i wcale się nie dziwię. Uwielbiam tę serię i nawet ostatnio przeczytałam ją całą, gdyż chciałam przypomnieć sobie styl Estelle i zobaczyć czy coś się zmieniło od czasów Dimily. A potem wzięłam się za Wróć, jeśli masz odwagę i pomimo wielkich obaw, strachu, przeczytałam ją. Gdy zaczynałam czytać, byłam zestresowana i bałam się, czy nie będzie denna, nudna i albo co gorsza, czy nie będzie kopią Dimily... A tak naprawę, co tam było?
MacKenzie to nastolatka, która na pozór ma dobre życie, kochających rodziców i cudownych przyjaciół. Jednak nikt nie wie, co tak naprawdę dzieje się w domu dziewczyny, ona sama ukrywa to przed przyjaciółmi. Udaje radosną, choć tak naprawdę ucieka, boi się stawić czoła problemom i temu, co się kiedyś stało. Rok temu było łatwiej, gdyż miała przyjaciółkę i jej brata bliźniaka, który jej się podobał, lecz tragedia sprawiła, że ich drogi się rozeszły. Teraz wszystko się zmienia, bliźniaki znów pojawiają się na horyzoncie, a Kenzie nie umie i raczej nie chce trzymać się od nich z daleka. Tylko że nie wszystko idzie zgodnie z planem. Pojawiają się kolejne problemy, tajemnice, komplikacje, które kolejny raz dezorientują Kenzie i jej bliskich. Dziewczyna będzie musiała zadać sobie pytanie, co tak naprawdę jest ważne, w którą stronę iść i przede wszystkim jak znaleźć odwagę, by to wszystko zrobić... Czy jej się uda?

„Przez moją skórę przenika ciepło i jestem mu wdzięczna za ten krzepiący dotyk i za to, że milczy, dając mi czas na podjęcie wątku, gdy już będę gotowa. Oczy nadal mam zamknięte, a nawet jeszcze mocniej zaciskam powieki, walcząc ze wzbierającymi się pod nimi łzami. Czuję się taka bezbronna, bo już się obnażyłam, a to dopiero początek.”

Okay, na sto procent, czułam w tej książce Estelle. Jako że zrobiłam sobie weekend z tą autorką, to po Dimily praktycznie od razu zaczęłam czytać Wróć, jeśli masz odwagę i muszę przyznać, że Estelle nie zgubiła tego „czegoś”, co miała przy debiutanckiej trylogii. A właściwie czułam bardzo wiele podobieństw, zaczynając od bohaterów, przez zachowania kończąc na klimacie całej powieści. Nie wiem, jak jej się to udało, ale gdyby zakryć dane autora to i tak zgadłabym, kto to napisał. Moim zdaniem to bardzo dobra kontynuacja kariery i uważam, że teraz kiedy Estelle wybrnęła z tego, że jest postrzegana jako autorka tylko jednego dzieła, zaskoczy nas kolejnymi książkami. Jestem pewna, że sięgnę po jej kolejne powieści, a i na pewno wrócę do tej, bo mi się podobała.
Wróć, jeśli masz odwagę to powieść, która niby jest zwykła, niczym niewyróżniająca się, taka kolejna młodzieżówka, ale gdy kończymy czytać i mija kilka godzin, w naszej głowie pojawiają się obrazy, wątki, historia, która w pierwszej chwili nigdzie nie pasuje. Jednak w końcu kojarzymy, że to ta książka, że to ci bohaterowie wbili nam się w głowę i nasz mózg od nowa odtwarza ich historię. W moim przypadku tak było. Kilka godzin po przeczytaniu wracałam myślami do czegoś, czego z początku nie kojarzyłam. Wiedziałam, że bardzo to lubię, że mnie poruszyło i w jakiś sposób wryło mi się w mózg, ale dopiero po chwili zrozumiałam, że to Estelle Maskame mi to zrobiła. Gdy kończyłam czytać, myślałam, że to zwykła młodzieżówka, która zasługuje na uwagę, ale nie zdobędzie jakiegoś wielkiego uznania. I przyznaję, że się myliłam. Im więcej czasu mija od przeczytania, tym bardziej doceniam i uwielbiam tę powieść, jak i bohaterów. Było to dla mnie ogromne zaskoczenie, ale jednocześnie było bardzo miłe.

„Patrzę mu prosto w oczy, analizując widoczne w nich ból i udrękę, poczucie winy i lęk, zgrozę i niepokój. […]
– Ja.... ja nie wiem, czy mogę – odpowiadam w końcu, kręcąc głową. […] Czuję, jak po policzku powoli spływa mi łza. Nie. Nie chodzi o to, kogo chcę ochronić. Rzecz w tym co jest słuszne...”

Jeśli zaś chodzi o bohaterów, to muszę dać Estelle duży plus. Naprawdę ogromny plus, nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ale uważam, że odwaliła kawał dobrej roboty. Nie tylko wydawali się realni, ale także nie byli irytujący czy sztuczni. Mimo że MacKenzie może wydawać się na początku dziwna, tak samo, jak inni bohaterowie, ale jak dla mnie to zaleta. Bo moim zdaniem nie ma ludzi idealnych, nie ma takich, którzy zawsze robią idealne rzeczy, i postępują dobrze. Czasem ludzie się gubią w tym pędzącym świecie i chyba coś takiego chciała zrobić autorka. Moim zdaniem stworzyła bohaterów, którzy są ludźmi, którzy mają prawdziwe uczucia. Są irytujący, dziwni, uroczy, wzruszający, a czasem ich sekrety przerażają. Uważam, że takich właśnie bohaterów zrobiła Estelle Maskame i właśnie dlatego wbili mi się w mózg i nie chcą go opuścić. Są prawdziwi, realni i to jest największy i zarazem najważniejszy plus.
Podsumowując, bo troszkę się rozpisałam. Polecam tę książkę, uważam, że warto ją przeczytać. Ma swoje wady, ale i ogromne zalety. Nie jest lukrowata, tylko prawdziwa i to będę powtarzać do znudzenia. Wróć, jeśli masz odwagę to dobry początek po trylogii. Czekam na więcej od tej autorki, a wam z całego serca polecam!
Moja ocena to 9/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Estelle Maskame
Oryginalny tytuł: Dare to Fall
Stron: 350

Za książkę dziękuję


12:25

#176 [PREMIEROWA] RECENZJA KSIĄŻKI "LILA I ETHAN. NIE KUŚ MNIE" JESSICA SORENSEN! - PATRONAT

#176 [PREMIEROWA] RECENZJA KSIĄŻKI "LILA I ETHAN. NIE KUŚ MNIE" JESSICA SORENSEN! - PATRONAT
Każdy człowiek przyodziewa jakąś maskę, każdy się za czymś kryje. Jednak prawda jest głęboko w nas i trzeba ją ukazać!

Nowa Sorensen, nowa Sorensen, tra la la la la... tutaj powinniście widzieć jak odtańcowuje, taniec szczęścia, gdyż mnie i tę autorkę łączy niesamowita więź. Ja ją kocham, ona mnie nie zna. Jej książki łamią mi serce, a mimo to dalej je czytam. Ona wydaje nowe powieści z szybkością karabinu maszynowego, a ja się cieszę, bo będę miała co czytać do śmierci. Jak więc widzicie, jest to dość dziwny związek, ale jeszcze nigdy nie zwątpiłam w jej książki, jeśli ktoś mi kiedyś kupi Sorensen (powieść, nie autorkę :D) to rzucę się do czytania bez wahania. Wiem, że mnie nie zawiedzie, jeszcze nigdy tego nie zrobiła. A teraz przyszła kolej na nowość, którą dzięki uprzejmości Wydawnictwa mam po patronatem medialnym, z czego jestem dumna. Lila i Ethan to bohaterzy, którzy mnie zaskoczyli. A czym? Wszystko poniżej!
Lila zawsze wygląda idealnie, nieskazitelny makijaż, drogie i dobrze dobrane ubrania, zachowanie perfekcyjne, jak przystało na dziewczynę z dobrego domu. Jednak prawda jest zupełnie inna. Lila jest zagubiona, nie umie poradzić sobie z przeszłością, myślała, że rodzice jej pomogą, zrozumieją, ale to nie prawda, sprawiają, że czuje się jeszcze gorzej, że nie radzi sobie, naciskają na nią, a ona chce tylko uciec. Gdy przyjaciele nie patrzą, chodzi na imprezy spod ciemnej gwiazdy, pije do tego momentu, że urywa jej się film i budzi się następnego dnia w obcym miejscu i obcym łóżku. W takich chwilach dzwoni do Ethana, on zawsze jest gotowy po nią przyjechać i jej pomóc, choć sam nie do końca wie, co się z nią dzieje. Zaś, gdy odkrywa prawdę, jest w szoku, nie rozumie jak do tego doszło, ale jest gotów wiele poświęcić, by jej pomóc wyjść na prostą. Tylko, że sam mam problemy, o których nie wie nikt, a on nie chce mówić, Oboje mają swoje tajemnice, problemy, koszmary, które chcą zamieść pod dywan i nigdy o nich nie mówić, ale kiedy są razem dzieje się coś dziwnego – Świat nie wydaje się taki zły. Mieli być przyjaciółmi, lecz uczucie jakie się pojawia im to komplikuje. Co się stanie stanie z tą dwójką ludzi, którzy są tak zagubieni?

Kiedy jestem sama w domu, przestrzeń wydaje się bezkresna. Otacza mnie zbyt wiele pokoi i za dużo ścian. Ale gdy przebywam w nim w towarzystwie rodziców, wydaje mi się, że brakuje w nim miejsca, zupełnie jakbym nie mogła zaczerpnąć tchu. Dzieje się tak, nawet gdy znajduję się w zupełnie innej części budynku niż oni.”

Trochę to będzie nie miłe, ale w zasadzie nie wiem po co pisze recenzje o książkach Jessici Sorensen, skoro ja zawsze je tylko chwale. Tym razem nie będzie inaczej. Lila i Ethan totalnie porwali moje serce. Nie mogłam się oderwać od pierwszej do ostatniej strony. Jeśli ktoś twierdzi, że nie ma idealnych książek, to nie myli, bo ta powieść taka jest. Przysięgam nie zmieniłabym nic, w niektórych momentach miałam łzy w oczach, a w innych śmiałam się w głos. Ta powieść jest tak pełna emocji, że czasem miałam wrażenie, że było ich za dużo, gdyż moje serduszko nie wyrabiało. Fabuła była idealna, postacie były idealne, zakończenie było idealne, ale przede wszystkim historia bohaterów. Jak we wszystkich swoich książkach Sorensen poruszyła trudne tematy, sprawiła, że trzeba pomyśleć, zastanowić się nad niektórymi rzeczami. Jednak przede wszystkim pokazała, że trzeba dbać o bliskich, kochać ich i im pomagać, gdy tego potrzebują, a nie się odwracać.
Przyznaje, że tym razem Jessica mnie zaskoczyła, gdyż poprzednie jej książki sprawiały, że moje serce było złamane nawet po zakończeniu czytania. Niezależnie od dobrego czy złego zakończenia, byłam załamana i emocje, jakie się po mnie przetoczyły, zmiażdżyła moje serduszko. Jednak tym razem, zamiast takich przytłaczających i mocnych uczuć, poczułam coś całkiem innego. Tym razem mimo że historia była mocno wzruszająca, łzawa i przykra, to pod koniec czułam miłość. Serio, nie patrzcie na tę recenzje krzywo, ale przysięgam, gdy skończyłam czytać byłam pewna uczuć, tak różnych, pozytywnych i negatywnych, ale jednocześnie też byłam spokojna i spełniona. Lila i Ethan to całkiem inny poziom książek Sorensen i moim zdaniem to jest jedna z jej najlepszych książek, jakie możecie przeczytać u nas na rynku. Historia tej dwójki jest wyjątkowa i niesamowita, jeśli istnieje możliwość czucia miłości poprzez książkę to właśnie dzięki tej.

Chociaż to dziwne, a Lila potrafi zaleźć za skórę, mogę sobie wyobrazić nas, jak siedzimy w ciszy w górach, mieszkamy w mojej terenówce i jedziemy, dokąd nas oczy poniosą. Razem. Przyjemność, która rodzi się z tego pomysłu, trochę mnie przeraża, bo oznacza, że rozmyślam o naszej przyszłości. Wspólnej.”

Jako jedna z największych fanek tej autorki, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tę powieść trzeba przeczytać, nie tylko dla cudownej fabuły, emocji i prze kochanego Ethana, który zdobył moje serce. Ale dla morału, tego byśmy zrozumieli wiele rzeczy, inaczej zaczęli postępować z bliskimi. Znalazłam wiele morałów w tej książkę, i jeszcze pewnie wiele znajdę. Do tej pory uwielbiałam tylko Luke'a, ale teraz Ethan i on są moimi ulubieńcami.
Podsumowując i mówię to naprawdę szczerze. Przeczytajcie Lila i Ethan. Nie kuś mnie, bo warto. Moim zdaniem jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam w tym roku!
Moja ocena to 10/10, nie może być inaczej
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Jessica Sorensen
Oryginalny tytuł: The Temptation of Lila and Ethan
Stron: 410
Data premiery 30 października 2017r.

Za książkę dziękuję


20:37

#175 PREMIEROWA Recenzja książki "Cel" Elle Kennedy

#175 PREMIEROWA Recenzja książki "Cel" Elle Kennedy
Nasze cele mogą się zmieniać, tylko od nas zależy jak zareagujemy na te zmiany!

Elle Kennedy to autorka, która absolutnie podbiła serca polskich czytelniczek. Przyznaję się, że czytałam całą serie Off-Campus nawet, jeśli nie wszystkie recenzje znajdują się blogu, to możecie być pewni, że czytałam i raczej przy każdej bawiłam się świetnie. Jedne bardziej, drugie mnie, wszystko zależało od fabuły. Jednak dziś premiera nowej powieści, która jednocześnie kończy serie Off-Campus. Cel otrzymałam już jakiś czas temu, ale dopiero teraz mogłam dodać tę recenzje. Byłam bardzo ciekawa tego tomu, gdyż opowiada losy Tuckera, który no nie ukrywajmy interesował mnie od pierwszej części. A kogo na swojej drodze spotkał ten przystojniaczek? Czy Cel okazał się tak dobry jak reszta? Wszystko znajdziecie poniżej!!
Sabrina ma zaplanowaną przyszłość jak nikt inny. Ma cele, których nie może zignorować, ani nawet nie chce. Musi dostać dobre stopnie, dostać się na wymarzony college i być najlepsza na kierunku prawa, aby potem dostać pracę w dobrej kancelarii. Wszystko jest ustalone w szczegółach i nie pozwala sobie na dekoncentrację. Jej strategia drży z posagach, gdy w jej otoczeniu pojawia się Tucker. Zawsze unikała hokeistów, aż tu nagle pojawia się on i wszystko się zmienia. Nie tylko jej plany są niepewne, ale i ona czuje się przy nim jak ktoś inny. Tucker wie czego chce, a chce Sabriny. To czego się nauczył na lodzie przy drużynie to cierpliwość, nieco trudno mu nadążać za tą dziewczyna, ale jest pewny, że chce tylko jej. Gdy ją zobaczył, cały świat jakby zniknął, widział tylko ją i nikogo więcej nie chciał. Musiał tylko ją przekonać, że razem są dużo silniejsi niż osobno, że tylko razem mogą dokonać wielu wielkich rzeczy. W końcu najważniejsza jest współpraca i wzajemne zaufanie.

Obdarza mnie kontemplacyjnym spojrzeniem, a potem podnosi piwo do ust.
Nie prześpię się z tobą, bo kupiłeś mi drinka — mówi znad butelki.
No myślę — odpowiadam, wzruszając ramionami. — Mam wyższe standardy niż to.
[…] Czuję, jak jej oczy wwiercają się w moje plecy. Ponieważ nie może mnie zobaczyć, pozwalam, by uśmiech satysfakcji rozgościł na mojej twarzy.”

Jak już pisałam wyżej, Tucker był tak jakby zaklepany przeze mnie, jeśli tego nie wiedzieliście no to.. już wiecie – on jest mój. Z całej tej zgrai chłopaków jakich poznaliśmy, jestem totalnie zakochana w Tuckerze, nie tylko w jego wyglądzie, ale także w charakterze, tym jak traktuje innych, jak dba o bliskich, jaki jest w całości i w poszczególnych kwestiach. Ale chyba nie to powinno być na początku prawda? Może powinnam napisać, o fabule, o wykonaniu, o stylu, no nie wiem o książce, nie tylko podniecać się tylko jednym bohaterem... ale hej, to bardzo ważny bohater. Jednak jeśli chodzi o książkę to nieraz tak irytowała mnie Sabrina, że Jezu kochany. Jako studentka była genialna, ale jeśli chodzi o jej życie prywatne to porażka. Czasem tak się miotała i przede wszystkim słuchała tych co nie powinna. Moim zdaniem, jej życie byłoby prostsze, gdy przestałaby się przejmować tym co myślą inni.
Teraz zaś pomówmy o fabule, która cóóżżż... Będę niemiła, trochę, ale ostatnio mam wrażenie, że autorzy romansów, gatunku new adult, stawiają tylko na jeden wątek. Nie chcę dokładnie zdradzać o co mi chodzi, ale z drugiej strony znajdziecie to w opisie na okładce wieec... Tak więc jeśli znacie opis to wiecie i musicie wiedzieć, że mam dość książek, która skupiają się tylko na tym jednym. Czy teraźniejsi autorzy nie mają czegoś takiego jak wyobraźnia? Czy wszystko musi być schematyczne i tym samym już trochę nudne? No bo ile razy można używać jednej rzeczy? To jakby jedną gąbka zmywać milion razy, chociaż już jest poszarpana, zużyta i nie myje. Tak mi się trochę wydaje, no bo ile można? To jest jeden minus jaki mam do tej książki, może jest dość spory, ale z drugiej strony, ostatnio mam ochotę na powieści, które zatrząsną mym światem, a nie odkopią już znany mi schemat.

Ja: Dojechałam
Odpowiedź jest natychmiastowa.
On: Dobrze. Cieszę się. Nie krępuj się skorzystać z tego numeru ponownie.
Czy chcę z niego skorzystać, to znaczy tego faceta, jeszcze raz? Bardzo kuszące. John Tucker jest seksowny jak cholera, pieprzył się jak bóstwo i zachował taki luz, jakby nic nie mogło go zbić z tropu. Nie zadał mi żadnych trudnych pytań i nie wydawał się zainteresowany niczym poza tym, co mogłam mu zaproponować. Jak często można spotkać takiego faceta jak on?”

Jednak pomijając to, co napisałam i jeśli wam to nie przeszkadza, to na pewno znajdziecie w tej książce dużo gorących scen, niesamowite uczucie między hokeistą, a studentką prawa. Prócz tego, uważam, że Elle Kennedy ma dobry warsztat i ciekawie pisze, umie zaciekawić czytelnika fabułą, historią od pierwszych stron. Oczywiście dodatkowym jej plusem, że pisze o super ciachach, ale to możemy pominąć (sama w to nie wierze). Myślę, że Cel jest dobrą książką i jeśli chodzi o całą serię to najbardziej ją lubię. Jest bardziej dojrzała, a jednocześnie nie brakuje w niej humoru i zabawy, która towarzyszy nam we wszystkich tomach.
Podsumowując, to mogę wam polecić tę książkę. Może nie jest to jakieś arcydzieło, ale uważam, że fajnie przy niej się spędza czas. Te kilka godzin, które jej poświeciłam, sprawiły, że nieco się odprężyłam, rozbawiłam, a przede wszystkim, gdy odłożyłam Cel, nie miałam uczucia jakbym coś traciła, ale czułam się akurat. Tak w sam raz. Myślę, że warto sięgnąć po tę powieść, chociażby dla rozrywki (i Tuckera).
Moja ocena to 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Elle Kennedy
Oryginalny tytuł: The Goal
Stron: 426
Data premiery: 23 październik 2017

Za książkę dziękuję


14:45

Gorący towar - czyli Hot Boys of September

Gorący towar - czyli Hot Boys of September

 Postanowiłam, że skoro pogoda jest.... no zostawmy ją bez dokładnego określeniu, bo ma być cenzuralnie. Jednak nie ukrywajmy, że jesień w pełni i gdyby nie piękne, kolorowe liście to można byłoby wpaść w depresje. Wierzcie mi, ja czasem jestem na prostej drodze do łóżka, kocyka i ciepłej herbatki. Dlatego też, z powodu tej pogody, chandry i w ogóle, jesieni, postanowiłam, że zrobię post o Hot Boys of September. W poście znajdziecie najgorętszych i najbardziej pobudzających facetów z całego miesiąca. Znalazłam ich paru, każdego z nich poznałam i aż żal byłoby się z nimi nie podzielić. Znacie, któregoś z Panów? A może to już jest Wasz mąż?



Pierwszy Pan wystąp. Scena jest Twoja.
„Jestem Ethan, przez wiele lat byłem zagubiony i zachowywałem się jak dupek. Sztuka była jedynym miejscem, gdzie mogłem wykorzystać to, że umiem grać i udawać. Lecz nigdy nie udawałem, że szczerze kochałem Cassie i nie umiałem o niej zapomnieć, nawet jak byłem tysiące kilometrów od niej. Jej głos, jej ciało, jej miłość... Wszystko to nie dawało mi spokoju, aż musiałem wrócić i ją odzyskać.”.
Tego Pana, nie trzeba zbytnio przestawiać. Wszystkie go poznałyśmy w części „Zły Romeo”, gdzie odgrywał bad boya i rozkochał w sobie mnóstwo serc. Dobrze zbudowany, działa na wyobraźnie i Cassie twierdzi, że w łóżku jest bogiem... czego chcieć więcej? Która z Pań chciałaby przygarnąć tego Pana?


Zanim zdecydujecie czy chcecie Ethana, musicie poznać naszego drugiego Pana. Dominic, możesz wejść na ring!
„Jestem Dominic Slater, razem z braćmi przeprowadziliśmy się do Dublina. Razem z moim bratem bliźniakiem Damianem dogadujemy się jak nikt inny, rozumiemy się i to prawda, że między bliźniakami jest wieź. Moje spostrzeżenie na świat zmienia się, gdy poznaję Bronagh. Ta dziewczyna budzi we mnie instynkty, o których nie miałem pojęcia. Opiera mi się, ale wiem, że będzie moja... musi być.”.
Och Dominic to gorące ciacho. Kobiety uważajcie, to ten facet rozpali Was do czerwoności. Nie dość, że przystojny, dobrze zbudowany to jest na swój sposób prymitywny. Jeśli marzy Wam się mężczyzna, który złapie Was na włosy i zaciągnie to jaskini, to idealnie sprawdzi się w tym Dominic!!



A kto jest ciekawy Pana numer trzy? Tahoe, prosimy przedstaw nam się!
„Kochane Panie, jestem Tahoe, jak Wam wiadomo, jestem strasznym kobieciarzem. Każda kobieta, którą spotkałem chciała się ze mną przespać, Ty zapewne też chcesz i cóż wcale się nie dziwie, jestem dobry w łóżku i nie tylko... Zapewne bym przystał na Twoją propozycję, możliwe, że już szedłem by Cię posadzić na blacie i zrobić Ci dobrze, jednak... Nie wszystko poszło zgodnie z planem, ktoś mi przeszkodził. A właściwie to kobieta, nie byle jaka... Tylko czy ja potrafię się ograniczyć do jednej cipki?”.
Prawda, że gorący towar? I dodatkowo bardzo bezceremonialny... Możecie być pewne, ten facet niczego nie przemilczy, zawsze Wam powie co myśli, nawet jeśli to nie będzie ładna prawda. Jednak przecież w łóżku nie musi mówić... a jak sam twierdzi, jest w tym bogiem. Kto ma ochotę sprawdzić jak zdolny (i obdarzony) jest Tahoe?



A kim jest numer cztery? Nie kojarzcie tego z książką, bo ten Pan jest stanowczo gorętszy niż bohaterowie kosmici.
„Jestem Jensen i jestem najstarszy z rodzeństwa, zarządzam firmą, pilnuję by wszystko było dobrze wykonane, ale czasem mam ochotę to rzucić w diabły. Pomaga mi w tym Emery, która jest jak powiew świeżego powietrza, nie do końca wiem co z nią robić, ale wiem jedno. Nie powinienem jej całować tamtego wieczoru, teraz nie mogę o niej zapomnieć... nie mogę z nią być, ona nie była moja i nie mogła nią być. Tylko jak zapomnieć....”.
Jensen jest głową rodziny, poważny, rozważny i nie ma czasu na związki. Jednak moje drogie panie musicie wiedzieć, że po tym idealnym garniturem, kryje się niezłe ciacho, które Was rozpali, a do tego będzie dbał o to byście doszły.... do celu, jeśli wiecie o co mi chodzi.



Ach i nasz ostatni Pan, numer pięć. Och możecie być pewne, że to jest prawdziwy twardziel, wręcz stalowy gość.
„Mam na imię Trent i nie mam czasu na paniusie, które lgną do mnie, tylko dlatego, że jestem niezły w łóżku i mam ładną buźkę. Jestem zajęty pracą i tym by rozwijać swój biznes. Przyjdź do mnie, a zrobię Ci idealny tatuaż, nie będziesz żałowała, może nawet i pójdziemy na drinka. Zapytaj się Harper, dziewczyny, która przyszła do mnie po coś, co zmieniło nas oboje. Nie jestem typem, który zranione jelonki, ale ona w tej roli poruszyła nie tylko moją duszę....”.
Trent to niezłe ciacho. Serio, gdy go się poznaje to och... ma któraś wachlarz? Ten stalowy facet to nie byle co, nie dość, że ozdobi nasze ciała pięknymi tatuażami, to jeszcze pozna każdy jego zakamarek. Która mu się odda w ręce i położy na stole?


Oto nasza piątka panów! Ethan, Dominic, Tahoe, Jensen i Trent. Każdy z nich niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Którego zabierzecie ze sobą do łóżka i pozwolicie, by się Wami zajął,  z Wami zaprzyjaźnił?



19:39

[PREMIEROWA] #174 Recenzja książki "Szczęście w miłości" Kasie West - Patronat

[PREMIEROWA] #174 Recenzja książki "Szczęście w miłości" Kasie West - Patronat
Pieniądze szczęścia nie dają, ale podobno rozwiązują wiele naszych problemów. Tylko czy aby na pewno?

Data premiery: 11 października 2017r.
Kiedy słyszę o nowej książce Kasie West, czuję przyciąganie jak Edward do Belli ze Zmierzchu. Serio, ta autorka jest moim dilerem dobrego humoru, pozytywnego kopa energii i niesamowitej fabuły. Czytając jej książki, nigdy się nie zawodzę, zawsze znajduję coś, co wprawia mnie w idealny nastrój do pracy i nie tylko. Kiedy zobaczyłam, że wyszła jej nowa książka „Lucky in Love”, nie wahałam się, tylko zrobiłam sobie prezent i kupiłam w oryginale. Jednak nie musiałam długo czekać, gdyż niecałe trzy miesiące od premiery w Stanach, pojawia się premiera i u nas. Wydawnictwo Feeria kocha swoich czytelników i szybko uwija się z kolejnymi książkami, ale także rozpieszcza mnie, gdyż to mój kolejny patronat medialny nad powieścią Kasie!! No ale o czym jest to „Szczęście w miłości”?
Maddie jest dziewczyną, która ma wszystko zaplanowane. Pilnie się uczy, zawsze jest przygotowana na lekcje, wolontariuszka w zoo, wie na jakie studia chce iść i dąży do tego, by dostać stypendium. Stara się nie wchodzić w konflikty, gdyż ma ich dość w domu, rodzice bez przerwy się kłócą, a brat jakby stracił chęć do wszystkiego. W dniu swoich osiemnastych urodzin, pod wpływem chwili kupuje kupon na loterie. Nie myślała, że wygra, nawet nie sprawdziła kuponu, dopóki nie usłyszała, że ktoś wygrał, ale nie zgłosił się po wygraną. Nieoczekiwanie to ona wygrywa, jej całe życie się zmienia. Jest milionerką, nie musi się martwić o stypendium, rodzicom i bratu daje pieniądze, spłaca kredyty, kupuje samochód. Niby wszystko pięknie, cudownie jednak nim upłynie miesiąc, Maddie jest zmęczona, popularność opiera się tylko na tym, że ktoś coś od niej chce. Jedyne miejsce, gdzie dziewczyna czuje się normalnie i nikt jej nie wyróżnia to wolontariat w zoo. Ma wrażenie, jakby nikt nie wiedział o jej wygranej, a przyjaciel Seth jest kimś, przy kim nie musi udawać. Może być po prostu sobą, nie przejmować się niczym. Tylko że w końcu prawda wyjdzie na jaw? Jak Maddie poradzi sobie z bogactwem? Czy Seth również będzie chciał od niej tego, co wszyscy?

Wygrałam na loterii. Właśnie zdobyłam pięćdziesiąt milionów dolarów.
Wrzask, który zrodził mi się w brzuchu i przemknął przez gardło, wydarł się z moich ust. Mało kojarzył się ze mną. Wyrażał niekłamaną radość.”

Muszę przyznać, że ze wszystkich książek Kasie, tej bałam się najbardziej. Wygrana na loterii? Serio? To były moje pierwsze myśli, bałam się, że zrobi pustą laleczkę, która zapomniała o przyjaciołach, bo nagle dostała przypływ gotówki. Jednak na szczęście moje obawy, okazały się bezpodstawne. Książka jest przyjemna, pozytywna, szybko się czyta, czytelnik przy niej się nudzi, a niektóre moment wprawiają w śmiech. Czyli wszystko to, co Kasie West robi najlepiej. Oczywiście dostałam PDF z książką w dniu, kiedy miałam robić całkiem coś innego, powstrzymywałam się chyba przez godzinę? Góra dwie... Jednak to była od początku przegrana walka, jestem słaba, jeśli chodzi o książki tej autorki. Zostawiałam pracę i jak to mówią „Tylko jeden rozdział”, Wszyscy wiemy, że na tym nigdy się nie kończy i tym sposobem przeczytałam całą. Miało być tylko trochę, a nim się obejrzałam, było kilka godzin później, ja miałam dużo lepszy humor i więcej sił do pracy.
Co do minusów książki (tak, sama jestem w szoku, że jakieś znalazłam), to wydaję mi się, że główna bohaterka jest trochę naiwna i lekkomyślna. Nie wiem, jak ja bym się zachowywała, gdybym wygrała takie miliony, więc nie mam zbytniego doświadczenia, ale raczej każdy człowiek powinien być ostrożny, bo niestety na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy wykorzystują, by coś uzyskać. Myślę, że w takie towarzystwo wpadła Maddie zaraz po wygranej, nie umiała odmawiać ludziom, ale także była wobec nich za bardzo ufna, nie myślała zbytnio nad tym, co robi, dopiero później. Ach i była też zbyt mało konsekwentna. To jedyne moje minusy w tej książce, reszta bohaterów była cudowna, nie wspominając genialnego Setha. Nie wiem, jak Kasie West to robi, że jej postacie w książkach są idealnie wyważone. Ani za bardzo słodcy, ani za pozytywni, ani też depresyjni... nie wiem jak, ale chyba we wszystkich książkach nie znalazłam takiej postaci, której po prostu bym nie lubiła.

Wierzę, że sami pracujemy na nasze szczęście – stwierdził. – Ale taki talizman od czasu do czasu może pomóc nam się zmotywować.
Głuptas z ciebie – szepnęłam.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Całkiem uroczy głuptas.”

Podsumowując „Szczęście w miłości” to powieść pozytywna, lekka, przy której niesamowicie szybko płynie nam czas, a my radujemy się każdą spędzoną minutą. Mnie książki tej autorki relaksują, wprawiają w genialny humor, a energia do działania, znajduje się znikąd. Nie tylko książka pasuje graficznie do jesieni, ale także przegania chandrę, niweluje smutek i łagodzi te zimne, deszczowe wieczory i jeszcze zawiera morał. Moim zdaniem warta każdego minuty.
Oczywiście polecam Wam tę powieść, jeśli jeszcze nie wyciągnęliście tego z pochwał, to wiedzcie, że mówię wielkie TAK dla Szczęścia w miłości.
Moja ocena to 9/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Kasie West
Tytuł: Szczęście w miłości
Oryginalny tytuł: Lukcy in love
Stron: 404
Za książkę dziękuję


Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger