13:09

#178 Nie zapomnij kim jesteś - Recenzja książki "Zresetowana" Teri Terry

#178 Nie zapomnij kim jesteś - Recenzja książki "Zresetowana" Teri Terry
Przeszłość kształtuje, to kim jesteśmy. Nawet jeśli usuną nam pamięć, nasze ciało pamięta o wszystkim, co przeżyliśmy!

Młody Book to wydawnictwo, o którym usłyszałam po raz pierwszy przy książce „Cela 7” i była to genialna, niesamowita powieść. Wydawca zdobył moje zaufanie i po kolejne tytuły sięgam chętniej i pewniej. Teraz przyszła kolej na „Zresetowaną”. Opis brzmi zachęcająco, ale jak to bywa przy takich książkach - mogła okazać się zarówno czymś genialnym, jak i kompletną klapą. Przyznam, że liczyłam na to pierwsze; miałam ochotę na dreszczyk emocji, chciałam dać się porwać fabule, pozwolić się jej zaskoczyć... na tyle, że miałabym ochotę krzyczeć. Tego wszystkiego oczekiwałam, a biorąc pod uwagę, że znałam poprzednie książki tego wydawnictwa... nie ukrywam, że poprzeczka była postawiona bardzo wysoko. A co z tego wyszło? Czy wydawca spadł z piedestału?
Można powiedzieć, że Kyle urodziła się... na nowo. Nie pamięta niczego z przeszłości, a od momentu kiedy jej mózg został zresetowany, czuje się kimś innym. To, co jej zrobili, zmieniło nie tylko jej charakter, ale sprawiło, że całkowicie różni się od osoby, którą była wcześniej. Musiała nauczyć się na nowo czuć, mówić, chodzić, używać przedmiotów. Tylko tutaj pojawia się problem, Kyle dostała urządzenie, które pokazuje poziom jej szczęścia. Jeśli spadnie poniżej czterech, jej życie będzie zagrożone; jeśli spadnie poniżej trzech, Kyle przepadnie, jej mózg się wyłączy, a ona sama umrze. Przyznajcie sami - kiedy jest się nastolatką i na nowo wszystkiego uczy, ciężko czuć się zawsze szczęśliwą, zwłaszcza, jeśli mieszka się z rodziną, której się nie zna. Na domiar złego Kyle ma koszmary, które dręczą ją prawie co noc, ukazując jej urywki wspomnień lub czegoś, czego nie może rozgryźć. Bardzo chciałaby być taka, jak tego oczekują inni, ale to niełatwe zadanie, gdy wszystko z każdym dniem staje się coraz trudniejsze. Nowe znajomości, nowe miejsce, przebywanie pod stałą obserwacją - wszystko to sprawia, że dziewczyna staje się bardziej nerwowa i musi na siebie bardzo uważać. , Gdyby przez nieuwagę pozwoliła, by inni dowiedzieli się tych wszystkich rzeczy, które odkryła... mogłaby już nigdy nie zobaczyć bliskich.

A co, jeśli rodzice mnie nie polubią? Nawet gdy się naprawdę staram – co, szczerze mówiąc, nie zawsze się zdarza – ludzie do mnie nie lgną. Złoszczą się, tak jak doktor Lysander, kiedy nie robię lub nie mówię tego, czego oczekują.”

OMG. Serio, jedno wielkie o mój Boże... Zaczęłam czytać tę książkę z rezerwą, bałam się, że okaże to klapą. Z thrillerami jest tak, że wtedy, kiedy powinnam czuć napięcie, po prostu się nudzę, a zagadka jaka jest w powieści wydaje mi się nietrafiona i nijaka. Jednak w „Zresetowanej” jest inaczej. To jedno, wielkie WOW. Nie dość, że wciągnęłam się od pierwszych stron, to jeszcze fabuła została genialnie poprowadzona, a zagadka kim jest Kyle'a jest nie do wykrycia. Miałam pewne poszlaki, próbowałam zgadywać, ale końcówka totalnie mnie rozwaliła. Zakładałam wiele rozwiązań, naprawdę przeszłam chyba każdą ścieżkę, jaką mogła obrać główna bohaterka, ale tego, co nastąpiło, totalnie się nie spodziewałam. Nie wspominając już o emocjach, jakie towarzyszyły mi przy czytaniu. Te wszystkie aspekty sprawiły, że nie tylko doceniałam tę powieść, ale po prostu się w niej zakochałam.
Teri Terry to autorka, którą dopiero poznałam, ale wiem, że z największą przyjemnością sięgnę po kolejne jej książki. W tej chwili nie marzę o niczym, jak tylko o drugim tomie, choć potrzebuję jeszcze trochę czasu żeby przetrawić to wszystko, co się stało w „Zresetowanej”. Jednak to nie tylko fabuła mi się podobała, ale także styl autorki, który sprawił, że powieść czytało się niesamowicie lekko. Kocham książki, które mimo, że mają setki stron, są napisane w taki sposób, że możemy czytać, godziny na zegarku mijają, a my tego nie odczuwamy, gdyż tak bardzo wczuliśmy się w losy bohaterów.” Zresetowana to właśnie jedna z książek tego typu. Ktoś do mnie mówił, ja kiwałam głową, niby ich słuchałam... ale nic z tego nie zapamiętałam..Zamiast tego, przed oczami mam fabułę książki. Przysięgam, że nie mogłam się oderwać - ta akcja, tajemnica, bohaterowie, cała kreacja przerażającej przyszłości, w której ludzie będą mieli usuwaną pamięć, gdy zrobią coś złego... Dla mnie to nie tylko cudowny pomysł na książkę, ale także mnóstwo włożonej pracy, by efekt końcowy zachwycał!

Przygryzam wargę.
Czy nigdy nie chciałaś się dowiedzieć?
Czego?
Dlaczego zostałaś Zresetowana.
Nie. Jeśli przeszłość jest nie do zniesienia, po co próbować ją znosić?
Wzruszam ramionami. B o j e s t m o j a”

„Zresetowana” to powieść, która na sto procent porwie czytelnika i sprawi, że z miejsca zakocha się w stylu i fabule, jakie stworzyła autorka. Ten thriller nie jest dziełem przypadku, stworzonym dla chwilowej rozrywki o której po chwili się zapomina.. Moim zdaniem to prawdziwe dzieło, które zostało stworzone od niewielkich podstaw, a urosło do czegoś wielkiego i genialnego. Pierwszy tom nie tylko wprowadza czytelnika w ciekawie stworzoną przyszłość, ale także przygniata emocjami i sprawia, że czytelnik chce więcej. Za to zakończenie... tego nie da się opisać słowami. Mnie podczas czytania towarzyszyły różne okrzyki, ale kiedy skończyłam czytać, jedyne co cisnęło mi się na usta, to: „CZEMU ONI TO ROBIĄ?!” Czemu autorzy kończą powieści w takich chwilach, że ma się ochotę na bieg do księgarni po kolejny tom, niezależnie od pory dnia i nocy?! Taka właśnie jest „Zresetowana” – pełna niespodzianek i mnóstwa emocji!
Moja ocena to 10/10. Nie mogę dać innej oceny, bo... właśnie nerwowo przeszukuję internet w poszukiwaniu drugiego tomu!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Młody Book!
Autor: Teri Terry
Oryginalny tytuł: Slated
Stron: 352

Za książkę dziękuję



17:17

#177 [PRZEDPREMIEROWO] RECENZJA KSIĄŻKI "WRÓĆ, JEŚLI MASZ ODWAGĘ" ESTELLE MASKAME - PATRONAT

#177 [PRZEDPREMIEROWO] RECENZJA KSIĄŻKI "WRÓĆ, JEŚLI MASZ ODWAGĘ" ESTELLE MASKAME - PATRONAT
Tajemnice potrafią nas niszczyć od środka. Wyjawienie ich wymaga ogromu odwagi!

Data premiery: 8 listopada 2017r.
Listopad jest dla mnie miesiącem, gdy mam mnóstwo roboty. Jestem pewna, że sen zostanie odstawiony na bok, a mój mózg będzie pracował na pełnych obrotach. Dlatego raduję się ogromnie, że tę książkę miałam okazję przeczytać dużo szybciej i mogę jeszcze przed premierą dodać recenzję. Po zdjęciu już widzicie, że jest to nowa powieść Estelle Maskame, autorki, która podbiła serca czytelników serią Dimily i wcale się nie dziwię. Uwielbiam tę serię i nawet ostatnio przeczytałam ją całą, gdyż chciałam przypomnieć sobie styl Estelle i zobaczyć czy coś się zmieniło od czasów Dimily. A potem wzięłam się za Wróć, jeśli masz odwagę i pomimo wielkich obaw, strachu, przeczytałam ją. Gdy zaczynałam czytać, byłam zestresowana i bałam się, czy nie będzie denna, nudna i albo co gorsza, czy nie będzie kopią Dimily... A tak naprawę, co tam było?
MacKenzie to nastolatka, która na pozór ma dobre życie, kochających rodziców i cudownych przyjaciół. Jednak nikt nie wie, co tak naprawdę dzieje się w domu dziewczyny, ona sama ukrywa to przed przyjaciółmi. Udaje radosną, choć tak naprawdę ucieka, boi się stawić czoła problemom i temu, co się kiedyś stało. Rok temu było łatwiej, gdyż miała przyjaciółkę i jej brata bliźniaka, który jej się podobał, lecz tragedia sprawiła, że ich drogi się rozeszły. Teraz wszystko się zmienia, bliźniaki znów pojawiają się na horyzoncie, a Kenzie nie umie i raczej nie chce trzymać się od nich z daleka. Tylko że nie wszystko idzie zgodnie z planem. Pojawiają się kolejne problemy, tajemnice, komplikacje, które kolejny raz dezorientują Kenzie i jej bliskich. Dziewczyna będzie musiała zadać sobie pytanie, co tak naprawdę jest ważne, w którą stronę iść i przede wszystkim jak znaleźć odwagę, by to wszystko zrobić... Czy jej się uda?

„Przez moją skórę przenika ciepło i jestem mu wdzięczna za ten krzepiący dotyk i za to, że milczy, dając mi czas na podjęcie wątku, gdy już będę gotowa. Oczy nadal mam zamknięte, a nawet jeszcze mocniej zaciskam powieki, walcząc ze wzbierającymi się pod nimi łzami. Czuję się taka bezbronna, bo już się obnażyłam, a to dopiero początek.”

Okay, na sto procent, czułam w tej książce Estelle. Jako że zrobiłam sobie weekend z tą autorką, to po Dimily praktycznie od razu zaczęłam czytać Wróć, jeśli masz odwagę i muszę przyznać, że Estelle nie zgubiła tego „czegoś”, co miała przy debiutanckiej trylogii. A właściwie czułam bardzo wiele podobieństw, zaczynając od bohaterów, przez zachowania kończąc na klimacie całej powieści. Nie wiem, jak jej się to udało, ale gdyby zakryć dane autora to i tak zgadłabym, kto to napisał. Moim zdaniem to bardzo dobra kontynuacja kariery i uważam, że teraz kiedy Estelle wybrnęła z tego, że jest postrzegana jako autorka tylko jednego dzieła, zaskoczy nas kolejnymi książkami. Jestem pewna, że sięgnę po jej kolejne powieści, a i na pewno wrócę do tej, bo mi się podobała.
Wróć, jeśli masz odwagę to powieść, która niby jest zwykła, niczym niewyróżniająca się, taka kolejna młodzieżówka, ale gdy kończymy czytać i mija kilka godzin, w naszej głowie pojawiają się obrazy, wątki, historia, która w pierwszej chwili nigdzie nie pasuje. Jednak w końcu kojarzymy, że to ta książka, że to ci bohaterowie wbili nam się w głowę i nasz mózg od nowa odtwarza ich historię. W moim przypadku tak było. Kilka godzin po przeczytaniu wracałam myślami do czegoś, czego z początku nie kojarzyłam. Wiedziałam, że bardzo to lubię, że mnie poruszyło i w jakiś sposób wryło mi się w mózg, ale dopiero po chwili zrozumiałam, że to Estelle Maskame mi to zrobiła. Gdy kończyłam czytać, myślałam, że to zwykła młodzieżówka, która zasługuje na uwagę, ale nie zdobędzie jakiegoś wielkiego uznania. I przyznaję, że się myliłam. Im więcej czasu mija od przeczytania, tym bardziej doceniam i uwielbiam tę powieść, jak i bohaterów. Było to dla mnie ogromne zaskoczenie, ale jednocześnie było bardzo miłe.

„Patrzę mu prosto w oczy, analizując widoczne w nich ból i udrękę, poczucie winy i lęk, zgrozę i niepokój. […]
– Ja.... ja nie wiem, czy mogę – odpowiadam w końcu, kręcąc głową. […] Czuję, jak po policzku powoli spływa mi łza. Nie. Nie chodzi o to, kogo chcę ochronić. Rzecz w tym co jest słuszne...”

Jeśli zaś chodzi o bohaterów, to muszę dać Estelle duży plus. Naprawdę ogromny plus, nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ale uważam, że odwaliła kawał dobrej roboty. Nie tylko wydawali się realni, ale także nie byli irytujący czy sztuczni. Mimo że MacKenzie może wydawać się na początku dziwna, tak samo, jak inni bohaterowie, ale jak dla mnie to zaleta. Bo moim zdaniem nie ma ludzi idealnych, nie ma takich, którzy zawsze robią idealne rzeczy, i postępują dobrze. Czasem ludzie się gubią w tym pędzącym świecie i chyba coś takiego chciała zrobić autorka. Moim zdaniem stworzyła bohaterów, którzy są ludźmi, którzy mają prawdziwe uczucia. Są irytujący, dziwni, uroczy, wzruszający, a czasem ich sekrety przerażają. Uważam, że takich właśnie bohaterów zrobiła Estelle Maskame i właśnie dlatego wbili mi się w mózg i nie chcą go opuścić. Są prawdziwi, realni i to jest największy i zarazem najważniejszy plus.
Podsumowując, bo troszkę się rozpisałam. Polecam tę książkę, uważam, że warto ją przeczytać. Ma swoje wady, ale i ogromne zalety. Nie jest lukrowata, tylko prawdziwa i to będę powtarzać do znudzenia. Wróć, jeśli masz odwagę to dobry początek po trylogii. Czekam na więcej od tej autorki, a wam z całego serca polecam!
Moja ocena to 9/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Estelle Maskame
Oryginalny tytuł: Dare to Fall
Stron: 350

Za książkę dziękuję


12:25

#176 [PREMIEROWA] RECENZJA KSIĄŻKI "LILA I ETHAN. NIE KUŚ MNIE" JESSICA SORENSEN! - PATRONAT

#176 [PREMIEROWA] RECENZJA KSIĄŻKI "LILA I ETHAN. NIE KUŚ MNIE" JESSICA SORENSEN! - PATRONAT
Każdy człowiek przyodziewa jakąś maskę, każdy się za czymś kryje. Jednak prawda jest głęboko w nas i trzeba ją ukazać!

Nowa Sorensen, nowa Sorensen, tra la la la la... tutaj powinniście widzieć jak odtańcowuje, taniec szczęścia, gdyż mnie i tę autorkę łączy niesamowita więź. Ja ją kocham, ona mnie nie zna. Jej książki łamią mi serce, a mimo to dalej je czytam. Ona wydaje nowe powieści z szybkością karabinu maszynowego, a ja się cieszę, bo będę miała co czytać do śmierci. Jak więc widzicie, jest to dość dziwny związek, ale jeszcze nigdy nie zwątpiłam w jej książki, jeśli ktoś mi kiedyś kupi Sorensen (powieść, nie autorkę :D) to rzucę się do czytania bez wahania. Wiem, że mnie nie zawiedzie, jeszcze nigdy tego nie zrobiła. A teraz przyszła kolej na nowość, którą dzięki uprzejmości Wydawnictwa mam po patronatem medialnym, z czego jestem dumna. Lila i Ethan to bohaterzy, którzy mnie zaskoczyli. A czym? Wszystko poniżej!
Lila zawsze wygląda idealnie, nieskazitelny makijaż, drogie i dobrze dobrane ubrania, zachowanie perfekcyjne, jak przystało na dziewczynę z dobrego domu. Jednak prawda jest zupełnie inna. Lila jest zagubiona, nie umie poradzić sobie z przeszłością, myślała, że rodzice jej pomogą, zrozumieją, ale to nie prawda, sprawiają, że czuje się jeszcze gorzej, że nie radzi sobie, naciskają na nią, a ona chce tylko uciec. Gdy przyjaciele nie patrzą, chodzi na imprezy spod ciemnej gwiazdy, pije do tego momentu, że urywa jej się film i budzi się następnego dnia w obcym miejscu i obcym łóżku. W takich chwilach dzwoni do Ethana, on zawsze jest gotowy po nią przyjechać i jej pomóc, choć sam nie do końca wie, co się z nią dzieje. Zaś, gdy odkrywa prawdę, jest w szoku, nie rozumie jak do tego doszło, ale jest gotów wiele poświęcić, by jej pomóc wyjść na prostą. Tylko, że sam mam problemy, o których nie wie nikt, a on nie chce mówić, Oboje mają swoje tajemnice, problemy, koszmary, które chcą zamieść pod dywan i nigdy o nich nie mówić, ale kiedy są razem dzieje się coś dziwnego – Świat nie wydaje się taki zły. Mieli być przyjaciółmi, lecz uczucie jakie się pojawia im to komplikuje. Co się stanie stanie z tą dwójką ludzi, którzy są tak zagubieni?

Kiedy jestem sama w domu, przestrzeń wydaje się bezkresna. Otacza mnie zbyt wiele pokoi i za dużo ścian. Ale gdy przebywam w nim w towarzystwie rodziców, wydaje mi się, że brakuje w nim miejsca, zupełnie jakbym nie mogła zaczerpnąć tchu. Dzieje się tak, nawet gdy znajduję się w zupełnie innej części budynku niż oni.”

Trochę to będzie nie miłe, ale w zasadzie nie wiem po co pisze recenzje o książkach Jessici Sorensen, skoro ja zawsze je tylko chwale. Tym razem nie będzie inaczej. Lila i Ethan totalnie porwali moje serce. Nie mogłam się oderwać od pierwszej do ostatniej strony. Jeśli ktoś twierdzi, że nie ma idealnych książek, to nie myli, bo ta powieść taka jest. Przysięgam nie zmieniłabym nic, w niektórych momentach miałam łzy w oczach, a w innych śmiałam się w głos. Ta powieść jest tak pełna emocji, że czasem miałam wrażenie, że było ich za dużo, gdyż moje serduszko nie wyrabiało. Fabuła była idealna, postacie były idealne, zakończenie było idealne, ale przede wszystkim historia bohaterów. Jak we wszystkich swoich książkach Sorensen poruszyła trudne tematy, sprawiła, że trzeba pomyśleć, zastanowić się nad niektórymi rzeczami. Jednak przede wszystkim pokazała, że trzeba dbać o bliskich, kochać ich i im pomagać, gdy tego potrzebują, a nie się odwracać.
Przyznaje, że tym razem Jessica mnie zaskoczyła, gdyż poprzednie jej książki sprawiały, że moje serce było złamane nawet po zakończeniu czytania. Niezależnie od dobrego czy złego zakończenia, byłam załamana i emocje, jakie się po mnie przetoczyły, zmiażdżyła moje serduszko. Jednak tym razem, zamiast takich przytłaczających i mocnych uczuć, poczułam coś całkiem innego. Tym razem mimo że historia była mocno wzruszająca, łzawa i przykra, to pod koniec czułam miłość. Serio, nie patrzcie na tę recenzje krzywo, ale przysięgam, gdy skończyłam czytać byłam pewna uczuć, tak różnych, pozytywnych i negatywnych, ale jednocześnie też byłam spokojna i spełniona. Lila i Ethan to całkiem inny poziom książek Sorensen i moim zdaniem to jest jedna z jej najlepszych książek, jakie możecie przeczytać u nas na rynku. Historia tej dwójki jest wyjątkowa i niesamowita, jeśli istnieje możliwość czucia miłości poprzez książkę to właśnie dzięki tej.

Chociaż to dziwne, a Lila potrafi zaleźć za skórę, mogę sobie wyobrazić nas, jak siedzimy w ciszy w górach, mieszkamy w mojej terenówce i jedziemy, dokąd nas oczy poniosą. Razem. Przyjemność, która rodzi się z tego pomysłu, trochę mnie przeraża, bo oznacza, że rozmyślam o naszej przyszłości. Wspólnej.”

Jako jedna z największych fanek tej autorki, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tę powieść trzeba przeczytać, nie tylko dla cudownej fabuły, emocji i prze kochanego Ethana, który zdobył moje serce. Ale dla morału, tego byśmy zrozumieli wiele rzeczy, inaczej zaczęli postępować z bliskimi. Znalazłam wiele morałów w tej książkę, i jeszcze pewnie wiele znajdę. Do tej pory uwielbiałam tylko Luke'a, ale teraz Ethan i on są moimi ulubieńcami.
Podsumowując i mówię to naprawdę szczerze. Przeczytajcie Lila i Ethan. Nie kuś mnie, bo warto. Moim zdaniem jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam w tym roku!
Moja ocena to 10/10, nie może być inaczej
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Jessica Sorensen
Oryginalny tytuł: The Temptation of Lila and Ethan
Stron: 410
Data premiery 30 października 2017r.

Za książkę dziękuję


20:37

#175 PREMIEROWA Recenzja książki "Cel" Elle Kennedy

#175 PREMIEROWA Recenzja książki "Cel" Elle Kennedy
Nasze cele mogą się zmieniać, tylko od nas zależy jak zareagujemy na te zmiany!

Elle Kennedy to autorka, która absolutnie podbiła serca polskich czytelniczek. Przyznaję się, że czytałam całą serie Off-Campus nawet, jeśli nie wszystkie recenzje znajdują się blogu, to możecie być pewni, że czytałam i raczej przy każdej bawiłam się świetnie. Jedne bardziej, drugie mnie, wszystko zależało od fabuły. Jednak dziś premiera nowej powieści, która jednocześnie kończy serie Off-Campus. Cel otrzymałam już jakiś czas temu, ale dopiero teraz mogłam dodać tę recenzje. Byłam bardzo ciekawa tego tomu, gdyż opowiada losy Tuckera, który no nie ukrywajmy interesował mnie od pierwszej części. A kogo na swojej drodze spotkał ten przystojniaczek? Czy Cel okazał się tak dobry jak reszta? Wszystko znajdziecie poniżej!!
Sabrina ma zaplanowaną przyszłość jak nikt inny. Ma cele, których nie może zignorować, ani nawet nie chce. Musi dostać dobre stopnie, dostać się na wymarzony college i być najlepsza na kierunku prawa, aby potem dostać pracę w dobrej kancelarii. Wszystko jest ustalone w szczegółach i nie pozwala sobie na dekoncentrację. Jej strategia drży z posagach, gdy w jej otoczeniu pojawia się Tucker. Zawsze unikała hokeistów, aż tu nagle pojawia się on i wszystko się zmienia. Nie tylko jej plany są niepewne, ale i ona czuje się przy nim jak ktoś inny. Tucker wie czego chce, a chce Sabriny. To czego się nauczył na lodzie przy drużynie to cierpliwość, nieco trudno mu nadążać za tą dziewczyna, ale jest pewny, że chce tylko jej. Gdy ją zobaczył, cały świat jakby zniknął, widział tylko ją i nikogo więcej nie chciał. Musiał tylko ją przekonać, że razem są dużo silniejsi niż osobno, że tylko razem mogą dokonać wielu wielkich rzeczy. W końcu najważniejsza jest współpraca i wzajemne zaufanie.

Obdarza mnie kontemplacyjnym spojrzeniem, a potem podnosi piwo do ust.
Nie prześpię się z tobą, bo kupiłeś mi drinka — mówi znad butelki.
No myślę — odpowiadam, wzruszając ramionami. — Mam wyższe standardy niż to.
[…] Czuję, jak jej oczy wwiercają się w moje plecy. Ponieważ nie może mnie zobaczyć, pozwalam, by uśmiech satysfakcji rozgościł na mojej twarzy.”

Jak już pisałam wyżej, Tucker był tak jakby zaklepany przeze mnie, jeśli tego nie wiedzieliście no to.. już wiecie – on jest mój. Z całej tej zgrai chłopaków jakich poznaliśmy, jestem totalnie zakochana w Tuckerze, nie tylko w jego wyglądzie, ale także w charakterze, tym jak traktuje innych, jak dba o bliskich, jaki jest w całości i w poszczególnych kwestiach. Ale chyba nie to powinno być na początku prawda? Może powinnam napisać, o fabule, o wykonaniu, o stylu, no nie wiem o książce, nie tylko podniecać się tylko jednym bohaterem... ale hej, to bardzo ważny bohater. Jednak jeśli chodzi o książkę to nieraz tak irytowała mnie Sabrina, że Jezu kochany. Jako studentka była genialna, ale jeśli chodzi o jej życie prywatne to porażka. Czasem tak się miotała i przede wszystkim słuchała tych co nie powinna. Moim zdaniem, jej życie byłoby prostsze, gdy przestałaby się przejmować tym co myślą inni.
Teraz zaś pomówmy o fabule, która cóóżżż... Będę niemiła, trochę, ale ostatnio mam wrażenie, że autorzy romansów, gatunku new adult, stawiają tylko na jeden wątek. Nie chcę dokładnie zdradzać o co mi chodzi, ale z drugiej strony znajdziecie to w opisie na okładce wieec... Tak więc jeśli znacie opis to wiecie i musicie wiedzieć, że mam dość książek, która skupiają się tylko na tym jednym. Czy teraźniejsi autorzy nie mają czegoś takiego jak wyobraźnia? Czy wszystko musi być schematyczne i tym samym już trochę nudne? No bo ile razy można używać jednej rzeczy? To jakby jedną gąbka zmywać milion razy, chociaż już jest poszarpana, zużyta i nie myje. Tak mi się trochę wydaje, no bo ile można? To jest jeden minus jaki mam do tej książki, może jest dość spory, ale z drugiej strony, ostatnio mam ochotę na powieści, które zatrząsną mym światem, a nie odkopią już znany mi schemat.

Ja: Dojechałam
Odpowiedź jest natychmiastowa.
On: Dobrze. Cieszę się. Nie krępuj się skorzystać z tego numeru ponownie.
Czy chcę z niego skorzystać, to znaczy tego faceta, jeszcze raz? Bardzo kuszące. John Tucker jest seksowny jak cholera, pieprzył się jak bóstwo i zachował taki luz, jakby nic nie mogło go zbić z tropu. Nie zadał mi żadnych trudnych pytań i nie wydawał się zainteresowany niczym poza tym, co mogłam mu zaproponować. Jak często można spotkać takiego faceta jak on?”

Jednak pomijając to, co napisałam i jeśli wam to nie przeszkadza, to na pewno znajdziecie w tej książce dużo gorących scen, niesamowite uczucie między hokeistą, a studentką prawa. Prócz tego, uważam, że Elle Kennedy ma dobry warsztat i ciekawie pisze, umie zaciekawić czytelnika fabułą, historią od pierwszych stron. Oczywiście dodatkowym jej plusem, że pisze o super ciachach, ale to możemy pominąć (sama w to nie wierze). Myślę, że Cel jest dobrą książką i jeśli chodzi o całą serię to najbardziej ją lubię. Jest bardziej dojrzała, a jednocześnie nie brakuje w niej humoru i zabawy, która towarzyszy nam we wszystkich tomach.
Podsumowując, to mogę wam polecić tę książkę. Może nie jest to jakieś arcydzieło, ale uważam, że fajnie przy niej się spędza czas. Te kilka godzin, które jej poświeciłam, sprawiły, że nieco się odprężyłam, rozbawiłam, a przede wszystkim, gdy odłożyłam Cel, nie miałam uczucia jakbym coś traciła, ale czułam się akurat. Tak w sam raz. Myślę, że warto sięgnąć po tę powieść, chociażby dla rozrywki (i Tuckera).
Moja ocena to 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Elle Kennedy
Oryginalny tytuł: The Goal
Stron: 426
Data premiery: 23 październik 2017

Za książkę dziękuję


14:45

Gorący towar - czyli Hot Boys of September

Gorący towar - czyli Hot Boys of September

 Postanowiłam, że skoro pogoda jest.... no zostawmy ją bez dokładnego określeniu, bo ma być cenzuralnie. Jednak nie ukrywajmy, że jesień w pełni i gdyby nie piękne, kolorowe liście to można byłoby wpaść w depresje. Wierzcie mi, ja czasem jestem na prostej drodze do łóżka, kocyka i ciepłej herbatki. Dlatego też, z powodu tej pogody, chandry i w ogóle, jesieni, postanowiłam, że zrobię post o Hot Boys of September. W poście znajdziecie najgorętszych i najbardziej pobudzających facetów z całego miesiąca. Znalazłam ich paru, każdego z nich poznałam i aż żal byłoby się z nimi nie podzielić. Znacie, któregoś z Panów? A może to już jest Wasz mąż?



Pierwszy Pan wystąp. Scena jest Twoja.
„Jestem Ethan, przez wiele lat byłem zagubiony i zachowywałem się jak dupek. Sztuka była jedynym miejscem, gdzie mogłem wykorzystać to, że umiem grać i udawać. Lecz nigdy nie udawałem, że szczerze kochałem Cassie i nie umiałem o niej zapomnieć, nawet jak byłem tysiące kilometrów od niej. Jej głos, jej ciało, jej miłość... Wszystko to nie dawało mi spokoju, aż musiałem wrócić i ją odzyskać.”.
Tego Pana, nie trzeba zbytnio przestawiać. Wszystkie go poznałyśmy w części „Zły Romeo”, gdzie odgrywał bad boya i rozkochał w sobie mnóstwo serc. Dobrze zbudowany, działa na wyobraźnie i Cassie twierdzi, że w łóżku jest bogiem... czego chcieć więcej? Która z Pań chciałaby przygarnąć tego Pana?


Zanim zdecydujecie czy chcecie Ethana, musicie poznać naszego drugiego Pana. Dominic, możesz wejść na ring!
„Jestem Dominic Slater, razem z braćmi przeprowadziliśmy się do Dublina. Razem z moim bratem bliźniakiem Damianem dogadujemy się jak nikt inny, rozumiemy się i to prawda, że między bliźniakami jest wieź. Moje spostrzeżenie na świat zmienia się, gdy poznaję Bronagh. Ta dziewczyna budzi we mnie instynkty, o których nie miałem pojęcia. Opiera mi się, ale wiem, że będzie moja... musi być.”.
Och Dominic to gorące ciacho. Kobiety uważajcie, to ten facet rozpali Was do czerwoności. Nie dość, że przystojny, dobrze zbudowany to jest na swój sposób prymitywny. Jeśli marzy Wam się mężczyzna, który złapie Was na włosy i zaciągnie to jaskini, to idealnie sprawdzi się w tym Dominic!!



A kto jest ciekawy Pana numer trzy? Tahoe, prosimy przedstaw nam się!
„Kochane Panie, jestem Tahoe, jak Wam wiadomo, jestem strasznym kobieciarzem. Każda kobieta, którą spotkałem chciała się ze mną przespać, Ty zapewne też chcesz i cóż wcale się nie dziwie, jestem dobry w łóżku i nie tylko... Zapewne bym przystał na Twoją propozycję, możliwe, że już szedłem by Cię posadzić na blacie i zrobić Ci dobrze, jednak... Nie wszystko poszło zgodnie z planem, ktoś mi przeszkodził. A właściwie to kobieta, nie byle jaka... Tylko czy ja potrafię się ograniczyć do jednej cipki?”.
Prawda, że gorący towar? I dodatkowo bardzo bezceremonialny... Możecie być pewne, ten facet niczego nie przemilczy, zawsze Wam powie co myśli, nawet jeśli to nie będzie ładna prawda. Jednak przecież w łóżku nie musi mówić... a jak sam twierdzi, jest w tym bogiem. Kto ma ochotę sprawdzić jak zdolny (i obdarzony) jest Tahoe?



A kim jest numer cztery? Nie kojarzcie tego z książką, bo ten Pan jest stanowczo gorętszy niż bohaterowie kosmici.
„Jestem Jensen i jestem najstarszy z rodzeństwa, zarządzam firmą, pilnuję by wszystko było dobrze wykonane, ale czasem mam ochotę to rzucić w diabły. Pomaga mi w tym Emery, która jest jak powiew świeżego powietrza, nie do końca wiem co z nią robić, ale wiem jedno. Nie powinienem jej całować tamtego wieczoru, teraz nie mogę o niej zapomnieć... nie mogę z nią być, ona nie była moja i nie mogła nią być. Tylko jak zapomnieć....”.
Jensen jest głową rodziny, poważny, rozważny i nie ma czasu na związki. Jednak moje drogie panie musicie wiedzieć, że po tym idealnym garniturem, kryje się niezłe ciacho, które Was rozpali, a do tego będzie dbał o to byście doszły.... do celu, jeśli wiecie o co mi chodzi.



Ach i nasz ostatni Pan, numer pięć. Och możecie być pewne, że to jest prawdziwy twardziel, wręcz stalowy gość.
„Mam na imię Trent i nie mam czasu na paniusie, które lgną do mnie, tylko dlatego, że jestem niezły w łóżku i mam ładną buźkę. Jestem zajęty pracą i tym by rozwijać swój biznes. Przyjdź do mnie, a zrobię Ci idealny tatuaż, nie będziesz żałowała, może nawet i pójdziemy na drinka. Zapytaj się Harper, dziewczyny, która przyszła do mnie po coś, co zmieniło nas oboje. Nie jestem typem, który zranione jelonki, ale ona w tej roli poruszyła nie tylko moją duszę....”.
Trent to niezłe ciacho. Serio, gdy go się poznaje to och... ma któraś wachlarz? Ten stalowy facet to nie byle co, nie dość, że ozdobi nasze ciała pięknymi tatuażami, to jeszcze pozna każdy jego zakamarek. Która mu się odda w ręce i położy na stole?


Oto nasza piątka panów! Ethan, Dominic, Tahoe, Jensen i Trent. Każdy z nich niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Którego zabierzecie ze sobą do łóżka i pozwolicie, by się Wami zajął,  z Wami zaprzyjaźnił?



19:39

[PREMIEROWA] #174 Recenzja książki "Szczęście w miłości" Kasie West - Patronat

[PREMIEROWA] #174 Recenzja książki "Szczęście w miłości" Kasie West - Patronat
Pieniądze szczęścia nie dają, ale podobno rozwiązują wiele naszych problemów. Tylko czy aby na pewno?

Data premiery: 11 października 2017r.
Kiedy słyszę o nowej książce Kasie West, czuję przyciąganie jak Edward do Belli ze Zmierzchu. Serio, ta autorka jest moim dilerem dobrego humoru, pozytywnego kopa energii i niesamowitej fabuły. Czytając jej książki, nigdy się nie zawodzę, zawsze znajduję coś, co wprawia mnie w idealny nastrój do pracy i nie tylko. Kiedy zobaczyłam, że wyszła jej nowa książka „Lucky in Love”, nie wahałam się, tylko zrobiłam sobie prezent i kupiłam w oryginale. Jednak nie musiałam długo czekać, gdyż niecałe trzy miesiące od premiery w Stanach, pojawia się premiera i u nas. Wydawnictwo Feeria kocha swoich czytelników i szybko uwija się z kolejnymi książkami, ale także rozpieszcza mnie, gdyż to mój kolejny patronat medialny nad powieścią Kasie!! No ale o czym jest to „Szczęście w miłości”?
Maddie jest dziewczyną, która ma wszystko zaplanowane. Pilnie się uczy, zawsze jest przygotowana na lekcje, wolontariuszka w zoo, wie na jakie studia chce iść i dąży do tego, by dostać stypendium. Stara się nie wchodzić w konflikty, gdyż ma ich dość w domu, rodzice bez przerwy się kłócą, a brat jakby stracił chęć do wszystkiego. W dniu swoich osiemnastych urodzin, pod wpływem chwili kupuje kupon na loterie. Nie myślała, że wygra, nawet nie sprawdziła kuponu, dopóki nie usłyszała, że ktoś wygrał, ale nie zgłosił się po wygraną. Nieoczekiwanie to ona wygrywa, jej całe życie się zmienia. Jest milionerką, nie musi się martwić o stypendium, rodzicom i bratu daje pieniądze, spłaca kredyty, kupuje samochód. Niby wszystko pięknie, cudownie jednak nim upłynie miesiąc, Maddie jest zmęczona, popularność opiera się tylko na tym, że ktoś coś od niej chce. Jedyne miejsce, gdzie dziewczyna czuje się normalnie i nikt jej nie wyróżnia to wolontariat w zoo. Ma wrażenie, jakby nikt nie wiedział o jej wygranej, a przyjaciel Seth jest kimś, przy kim nie musi udawać. Może być po prostu sobą, nie przejmować się niczym. Tylko że w końcu prawda wyjdzie na jaw? Jak Maddie poradzi sobie z bogactwem? Czy Seth również będzie chciał od niej tego, co wszyscy?

Wygrałam na loterii. Właśnie zdobyłam pięćdziesiąt milionów dolarów.
Wrzask, który zrodził mi się w brzuchu i przemknął przez gardło, wydarł się z moich ust. Mało kojarzył się ze mną. Wyrażał niekłamaną radość.”

Muszę przyznać, że ze wszystkich książek Kasie, tej bałam się najbardziej. Wygrana na loterii? Serio? To były moje pierwsze myśli, bałam się, że zrobi pustą laleczkę, która zapomniała o przyjaciołach, bo nagle dostała przypływ gotówki. Jednak na szczęście moje obawy, okazały się bezpodstawne. Książka jest przyjemna, pozytywna, szybko się czyta, czytelnik przy niej się nudzi, a niektóre moment wprawiają w śmiech. Czyli wszystko to, co Kasie West robi najlepiej. Oczywiście dostałam PDF z książką w dniu, kiedy miałam robić całkiem coś innego, powstrzymywałam się chyba przez godzinę? Góra dwie... Jednak to była od początku przegrana walka, jestem słaba, jeśli chodzi o książki tej autorki. Zostawiałam pracę i jak to mówią „Tylko jeden rozdział”, Wszyscy wiemy, że na tym nigdy się nie kończy i tym sposobem przeczytałam całą. Miało być tylko trochę, a nim się obejrzałam, było kilka godzin później, ja miałam dużo lepszy humor i więcej sił do pracy.
Co do minusów książki (tak, sama jestem w szoku, że jakieś znalazłam), to wydaję mi się, że główna bohaterka jest trochę naiwna i lekkomyślna. Nie wiem, jak ja bym się zachowywała, gdybym wygrała takie miliony, więc nie mam zbytniego doświadczenia, ale raczej każdy człowiek powinien być ostrożny, bo niestety na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy wykorzystują, by coś uzyskać. Myślę, że w takie towarzystwo wpadła Maddie zaraz po wygranej, nie umiała odmawiać ludziom, ale także była wobec nich za bardzo ufna, nie myślała zbytnio nad tym, co robi, dopiero później. Ach i była też zbyt mało konsekwentna. To jedyne moje minusy w tej książce, reszta bohaterów była cudowna, nie wspominając genialnego Setha. Nie wiem, jak Kasie West to robi, że jej postacie w książkach są idealnie wyważone. Ani za bardzo słodcy, ani za pozytywni, ani też depresyjni... nie wiem jak, ale chyba we wszystkich książkach nie znalazłam takiej postaci, której po prostu bym nie lubiła.

Wierzę, że sami pracujemy na nasze szczęście – stwierdził. – Ale taki talizman od czasu do czasu może pomóc nam się zmotywować.
Głuptas z ciebie – szepnęłam.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Całkiem uroczy głuptas.”

Podsumowując „Szczęście w miłości” to powieść pozytywna, lekka, przy której niesamowicie szybko płynie nam czas, a my radujemy się każdą spędzoną minutą. Mnie książki tej autorki relaksują, wprawiają w genialny humor, a energia do działania, znajduje się znikąd. Nie tylko książka pasuje graficznie do jesieni, ale także przegania chandrę, niweluje smutek i łagodzi te zimne, deszczowe wieczory i jeszcze zawiera morał. Moim zdaniem warta każdego minuty.
Oczywiście polecam Wam tę powieść, jeśli jeszcze nie wyciągnęliście tego z pochwał, to wiedzcie, że mówię wielkie TAK dla Szczęścia w miłości.
Moja ocena to 9/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Kasie West
Tytuł: Szczęście w miłości
Oryginalny tytuł: Lukcy in love
Stron: 404
Za książkę dziękuję


13:11

The best of August - czyli top 5 sierpnia!!

The best of August - czyli top 5 sierpnia!!

Wrzesień się skończył!! Przysięgam, nie wiem kiedy minęły te dni, doba za dobą, a ja nie zdążyłam nic wstawić na bloga, gdyż cała moja uwaga skupiała na się na Magazynie Czytelnik, który swoją premierę miał 22 września i w tej chwili z czystym sercem mogę zaprosić Was na pierwszy numer do przeczytania tutaj! Jednak nim przejdziemy całkowicie do października, to ja mam dla Was spis najlepszych książek, jakie miałam okazję przeczytać w sierpniu. Wiem, że trochę po czasie, ale hej... lepiej późno niż wcale, prawda? A o kilku muszę opowiedzieć.
Sierpień okazał się nie tylko pracowitym miesiącem pod względem różnych projektów, ale także pod względem przeczytanych książek. Wszystkich było ich aż dziesięć, ale jest tylko kilka, które będę mogła polecić z całego serca.
Jakie? Wszystko poniżej!



 

Anna Todd... autorka, która nigdy mi się nie znudzi. Przy złym i dobrym humorze, będę sięgać po jej nowe książki. Drugi tom o Landonie nie czekał na mnie długo, chciałam wiedzieć jak skończy się historia jego i Nory, która nie tyle co mnie porwała, to wciągnęła humorem i zabawnymi dialogami. Landon jest fajnym facetem, książka jest lekko napisana, a ja miło się odprężyłam przy czytaniu. Nie musiałam skupiać się na wszystkim wkoło, tylko po prostu dać się ponieść akcji. Moim zdaniem warta polecenia na te deszczowe i zimne dni.





 Kolejna książka, którą miałam okazje czytać to mój debiut z tą autorką. Zachęciła mnie okładka... jestem winna, kajam się, bo nie wolno oceniać po okładce, ale ta książka mnie śledziła. Dosłownie widziałam ją wszędzie, że aż wreszcie nie wytrzymałam i napisałam czy znajdzie się egzemplarz recenzencki. Dałam się porwać przeznaczeniu, uznałam, że jeśli znajdzie się egzemplarz to super, a jeśli nie, to nie będę kupować, powstrzymać się i zaoszczędzę miejsce na półce. Udało się, powieść jest moja i czytanie jej było przyjemnością. Wielki szacunek dla autorki za zagłębienie tematu, wykonanie i za całość. Gdy okładałam książkę na biurko, nie miałam uczucia niedosytu, ani przesytu. Byłam spokojna? Chyba tak to można nazwać. Więcej powiem w recenzji, która ukaże się niedługo.


 Trzecie miejsce na podium chyba nie jest takie złe, prawda? Miałam lekki problem wybrać, kogo obsadzić na drugim, a kogo na trzecim. Trzeci tom serii „Elements. Żywioły” zajmuje trzecie miejsce(trochę ironia, prawda?), chyba jest moim ulubionym tomem. Poprzednie jakoś nie wywołały we mnie tyle emocji co ten aktualny i dlatego stał się moim ulubieńcem. Emocje jakie przekazuje Brittainy C. Cherry są ogromne i uwielbiam ją za to, jak pisze, za pomysły, za książki. Do tej pory moim ulubieńcem było Art&Soul, jednak od tej chwili jest na równi z Wodą, która niesie cisze! Stanowczo warte polecenia!





 Drugie miejsce!! Tam, taram, tam... Robiłam wojnę okładek na FP i wiele z osób głosowało na polską okładkę, ale ja jestem wierna oryginałowi, dlatego też na mojej półce leży taka powieść. Franco jest cudowny i żadną nowością nie jest, że jego uwielbiam najbardziej z całej serii Bright Side. On jest taki … mój. Wiem, że niby jest Gemmy, przyjaciółki Kim Holden, ale ja wypieram to ze świadomości i uważam, że jest on mój, albo w przyszłości będzie. Krótko mówiąc – super książka, super napisana i super bohater. Gorąco polecam!





 I pierwsze miejsce. And the winner is... Consolation!!!! Ta książka jest bezapelacyjnym zwycięzcą. Dostałam ją na początku sierpnia, dosłownie chyba koło 3-5, jakoś w tych dniach. Nie ukrywając, rzuciłam się na nią. W końcu, nowe wydawnictwo Szósty Zmysł i powieści kobiece, nie mogło być lepiej. Od pierwszych stron się zakochałam. Niesamowita fabuła, „żywi” bohaterzy, emocje, która miażdżą i zakończenie, które pozostawia czytelnika w zawieszeniu. Naprawdę jest na czym się zatrzymać i stracić poczucie czasu. Więcej o tej książce opowiem w recenzji, która niedługo pojawi się na blogu, a Wam polecam czekać na premierę!!
PS: Przedpremierowy fragment tej książki znajdziecie w moim Magazynie Czytelnik, link u góry!!

No i to wszystko na dziś. Postaram się nadrobić zaległe lektury, ale również recenzje i inne posty.
Całuję,

Wasza Dominika

22:55

#173 Recenzja książki "Nothing More" Anny Todd

#173 Recenzja książki "Nothing More" Anny Todd
W mieście pełnym ludzi najprościej wtopić się w tłum i zagoić pęknięte serce. A co, gdy pojawia się ktoś, kto pomoże złożyć je w całość?

Wiecie, że kocham Annę, to chyba żadna tajemnica, że seria After jest moją miłością i wiem, że spora część osób jej nie lubi, krytykuje itp., ale ja jestem w tej grupie osób, która kocha miłością szczerą i niepodważalną. Jestem świadoma błędów, jakie zawiera i znam opinie Pawła z Złe Książki, oglądałam te filmiki, ale nie ważne, kto, co powie, ja i tak będę to kochać. Pierwszy tom pochłonęłam migiem, drugi również, kolejne dwa, plus Before nie były gorsze i minęły mi, nim się obejrzałam. Aż przyszedł czas na Landona! Przyznam się, że bałam się tej książki, pierwszy raz, bałam się tego, co napisała Anna, gdyż Landon był taki grzeczny, spokojny, ułożony i w ogólnie nie „afterowy”. Nie byłam pewna, czy jego postać da się zrobić tak, by nie wyszedł na fajtłapę i po prostu taką ciapę. Jednak pewnego dnia, potrzebowałam dawki pozytywnych emocji, musiałam usiąść i przeczytać coś zabawnego, bo miałam już dość tygodnia. Wtedy też sięgnęłam po Nothing More, a co tam zastałam?
Landon kochał Dakotę całym sercem, kiedy się rozstali nie mógł znaleźć sobie miejsca. Rzucił się w wir pracy i nie udzielał się towarzysko, nie brakowało mu ludzi, nie chodził na imprezy jak większość jego znajomych. Wolał zostać w mieszkaniu, pooglądać coś z Tessą, która również leczyła złamane serce. Miłą odmianą dla niego były odwiedzimy z mieszkaniu przez Norę, jedną z przyjaciółek Tessy. Nora była niczym powiew świeżego powietrza, odważna, głośna, zabawna, niesamowicie seksowna, ale i tajemnicza. Landon mimo że nie mógł wyrzucić z myśli Dakoty, to coraz częściej w nich pojawiała się Nora. Gdyby problemów było mało, to miał jeszcze przyjechać Hardin, który był pokłócony z Tessą, a Nora i Dakota się znały i niezbyt lubiły. Problemów przybywało, a rozwiązań robiło się coraz mniej. Landon, sam do końca nie wiedział, czego chciał. Znalazł się w trójkącie, z którego nie wiedział jak wybrnąć. Z jednej strony miał zaplanowaną przyszłość z Dakotą, która kilka tygodni po zerwaniu, nagle przypomniała sobie o nim. A z drugiej Nora, która jest czymś nowym, miłym i przede wszystkim nigdy go nie zraniła. Chłopak miał mętlik w głowie, nie wiedział co zrobić, tym bardziej, że tajemnice stały się coraz bardziej problematyczne.

"Chcę unosić się w tej przestrzeni, w której jesteśmy tylko ona i ja, ja i ona. Żadnych zerwań, dramatów, beznadziejnych rodziców, egzaminów i pracy do późna."

Miałam z tego zrobić dwie recenzje, ale okazuje się, że mam więcej do powiedzenia o tej książce niż myślałam, dlatego robię każdy tom osobno! A teraz, co sądzę o pierwszej części? Nie zawiodłam się, to powinnam powiedzieć na początek. Nadal lubię styl Todd, jest lekki, przyjemny i miło się czyta. Nie jest to After i czuć to od pierwszych stron, możecie zapomnieć o wielkich dramach, które tam były, ale w końcu Landon to nie Hardin... Jednak mimo to, podobało mi się. Ta książka od Anny Todd jest zabawna, spostrzegawcza, cięte riposty sypią się jak piasek na pustyni, a czas spędzony przy niej to sama przyjemność. Naprawdę dawno, ale to dawno nie spędziłam tak miło czasu nad powieścią, przeważnie ostatnio wszystko mnie męczyło, ale Landon sprawił się idealnie, nie dość, że poprawił mi humor, to jeszcze zrobił chrapkę na kolejny tom. Sama byłam ciekawa, co Anna wymyśliła, jakie tajemnice uwiła, a przede wszystkim jak to się skończy!
Teraz przejdźmy do tej strony książki, która ciut mniej mi się podobała. Landon myśli, bardzo dużo myśli, ale tak serio, duuuużo. Opisy przeszłości, przyszłości, teraźniejszości, tego co robi, co widzi, co sądzi, no ten chłop dosłownie nie przestaje myśleć. Jasne, miła odmiana, przy tych erotykach, gdzie tam myślą tylko o jednym, ale jednak ciut było tego za dużo. Szczególnie dla osób, którzy znają serię i nie potrzebują przypominać sobie części rzeczy. Osobiście to trochę mnie zniechęcało i nudziło, bo mimo że nie kolidowały niczemu, to były po prostu miejscami nudne. Naprawdę nie muszę poznawać dokładnie życiorysu faceta, z którym pracuje Landon, obejdę się bez tego.
"- Zawarliśmy pakt. Nie złam go - ostrzega. [...] 

- A co jeśli to zrobię? - pytam. 

- Zniknę...
Tak samo ciut mi szkoda, że autorka podzieliła to na dwa tomu. Nie rozumiem do końca, takiego zabiegu, obawiam się, że chodziło po prostu o podwójny zarobek i tyle. Moim zdaniem, można byłoby napisać to wszystko w jednej książki i okay. Przecież trzeci tom After ma ponad osiemset stron, wcześniejsze też mają po ponad sześćset. Nie rozumiem więc po co Landon dzielić na dwa. Mimo to posiadam obie części i nie oddam nic, co pochodzi spod pióra Todd.
Podsumowując. Polecam Nothing more, to idealna książka na wakacje, na relaks i odstresowanie się. Można się pośmiać, naprawdę, miejscami śmiałam się w głos i nie mogłam przestać. Kocham postacie, które są sarkastyczne i rzucają ironiami. Uważam, że Todd dała radę i nie mogę doczekać się jej kolejnych książek!
Moja ocena to 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: OMGBooks
Autor: Anna Todd
Oryginalny tytuł: Nothing More
Stron: 316
Data premiery: 29 marca 2017 r.


Za książkę dziękuję

Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger