21:38

#191 Recenzja książki "Story of Bad Boys" Mathilde Aloha

#191 Recenzja książki "Story of Bad Boys" Mathilde Aloha

Szykujcie się dziewczyny. Nadchodzi Cameron!!

Książka, która jest nowością na rynku wydawniczym i jak sam tytuł wskazuje, możemy oczekiwać typowego bad boy'a w najlepszym wydaniu... tiaa. Która z nas nie lubi czasem przeczytać historii, o niegrzecznym chłopaku, który jednocześnie jest czuły, troskliwy i kocha nas na zabój? Ja na pewno. Przeważnie właśnie książki o takich chłopakach/mężczyznach trafiają prosto w kobiece serca. Przyznajcie się, ile takich bad boy'ów macie na swojej liście książkowych mężów? U mnie znajduje się ich całkiem sporo. Dlatego nie wahałam się, gdy zobaczyłam w katalogu zapowiedź tej książki, już sam tytuł zwiastuje to, co najbardziej kochamy. Ale do brzegu... co sądzę o tej powieści? Czy są tutaj bad boys, czy po prostu kompletni idioci?
Liliana zaczyna studia i zostawia przeszłość za sobą. Chce zacząć żyć na nowo, zapomnieć o tym, co się wydarzyło, nie myśleć o przyjaciółce, która leży w śpiączce i prawdopodobnie już nigdy się nie obudzi. Liliana robi to, co każdy gdy chce zapomnieć – wyjeżdża, do szkoły, która jest bardzo daleko od jej nadopiekuńczej matki, jak i wszystkiego, co ją spotkało. Wybiera akademik i gdy ma już się wprowadzać odkrywa, że zaszła pomyłka – Lili dostaje pokój z dwoma chłopakami – Cameronem i Evanem, dwójką przyjaciół, którzy również nie spodziewali się mieszkać z dziewczyną. Cała trójka próbuje się poznać, polubić, jednak Lili i Cameron cały czas mają spięcia, chłopak jest wrogo nastawiony i nie bardzo chce dać szanse dziewczynie. Gdy pewnej nocy Cameron i Evan wracają cali we krwi i pobici, Lili zaczyna podejrzewać, że z tą dwójką jest coś nie tak. Czy Lili zostanie wciągnięta w niebezpieczny świat chłopaków? Co tak naprawdę oni ukrywają? I przede wszystkim, co z uczuciem, które rodzi się między Lili a Cameronem?
Bojąc się, nie unikniesz niebezpieczeństwa.”
Z przykrością stwierdzam, że chyba muszę przestać mięć oczekiwania wobec książek, bo potem wychodzę na tym, jak Zabłocki na mydle. Oczekiwałam super książki, wielkim emocji i przede wszystkim, idealnego bad boy'a, który ruszyłby moje serce i nie tylko. Zamiast tego dostałam beznadziejną książkę, której nie mogłam przeczytać. Zmuszałam się do czytania, do brnięcia w tę historię, ale im dalej szłam, tym bardziej irytowali mnie bohaterzy i fabuła. Nie wiedziałam i nadal nie wiem, czy główna bohaterka jest głupia czy tylko udaje, czy Cameron serio jest takim idiotą. Ciężko mi to pisać, bo naprawdę liczyłam na super książkę, ale to było straszne, już dawno nie męczyłam się tak przy czytania, a już na pewno dawno nie czytałam tak drętwych dialogów. Przypomnijcie sobie waszą najdziwniejszą rozmowę i pomnóżcie ją razy tysiąc, to może otrzymacie coś na kształt dialogów z bohaterami.
Kolejnym ważnym i sporym minusem tej książki, była chaotyczność. Jestem w stanie zrozumieć, zwroty akcji i zaskoczenia, ale tutaj to się kompletnie nie sprawdzało. Autorka w ten jeden tom, wplotła tyle rzeczy, tyle wątków, że ciężko się było połapać, co jest na tapecie. Książka nie jest gruba, żeby nie było, że czepiam się wielkiego tomiska. Nope, powieść ma typowe trzysta coś stron i raczej miała wprawiać czytelnika w osłupienie, a zamiast tego miałam wrażenie, że głupieje....Moim zdaniem, Cameron był idealnym bohaterem bez tej całej otoczni tajemniczości i oklepanej buzi. Był dupkiem, arogantem, ale czasem bywał troskliwy i czuły, ale nie! Zróbmy z niego typa spod ciemnej gwiazdy i wykreujmy tak, jakbym bawił się w mafiozo (to nie jest spoiler, tylko spostrzeżenie). Trochę mam wrażenie, jakby autorka, przeczytała kilka różnych książek o niegrzecznych chłopakach plus jakiś kryminał, i spróbowała z tego zrobić jedną powieść.
To nie mogło się dobrze skończyć.
- Znasz After. Płomień pod moją skórą, tę powieść Anny Todd?
- Tak - odpowiadam, coś podejrzewając. - Ale nie widzę związku między tą historią a Cameronem i mną.”
Podsumowując, bo nie ma sensu ciągnąć tej recenzji i wytykać każdy błąd (mogłabym zrobić z tego nową książkę). Story of Bad Boys jest książką złą, źle napisaną, z irytującymi bohaterami i fabułą, która nie ma sensu. Moim zdaniem mogłoby być lepiej, gdyby warsztat byłby lepszy i bohaterzy mniej sztywni, sztuczni i drętwi. Miało być śmiesznie, emocjonująco i gorąco, a wyszło słabo, nijak i dziwnie.
Stanowczo nie polecam tej książki i szczerze jestem zdziwiona widząc tyle pozytywnych opinii. Nie wiem jak i nie wiem czemu, ale no okay. Ja w każdym razie jestem na nie i odraczam czytanie, bo grozi zszarganymi nerwami.
Moja ocena to 2/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Mathilde Aloha
Oryginalny tytuł: Story of Bad Boys
Stron: 296
Data premiery: 18 kwietnia 2018r.


22:18

#190 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Miłość i inne zadania na dziś" Kasie West - Patronat

#190 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Miłość i inne zadania na dziś" Kasie West - Patronat

"Chodź, pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko..."

Wszyscy wiedzą, że kocham Kasie West, a jeśli ktoś nie wiedział, no to właśnie się dowiedział. Od pierwszej książki tej autorki poczułam wielką miłość, która nigdy mnie już nie opuściła. Czasem, przy którymś tytule byłam nieco zawiedziona, ale ogólnie zawsze sprawiają, że odzyskuje energię, poprawia mi się humor i jakoś tak lżej mi na duszy. Po cichu nazywam, Kasie West moim dilerem dobrego humoru, zawsze po jej książce mam chęć i siłę by zdobyć cały świąt. Po lekkim zawodzie, przy poprzedniej powieści, miałam ogromną nadzieję, że tym razem Kasie poszła na całość i dostanę całą masę pozytywnej energii. A jak było? Wszystko poniżej!
Abby jest artystyczną dusza i kocha malować. Jej marzeniem jest dostać się na dobrą uczelnie i wystawić swoje obrazy w galeriach. Jako, że jest jeszcze młoda i szef galerii w której pracuje, powiedział jej, że obrazom brakuje głębi, Abby postanawia zrobić listę rzeczy, które musi osiągnąć przez wakacje, by stać się bardziej doświadczoną osobą. Pomaga jej w tym w przyjaciel – Cooper, który nie do końca rozumie tę listę, ale pomaga Abby. Jedną z rzeczy na liście jest złamane serce, które jest już wykreślone gdyż Abby kocha się w Cooperze i już mu o tym powiedziała, ale on myśląc, że to żart, wybuchł śmiechem. Ta dwójka jest jednocześnie najlepszymi przyjaciółmi, bliskimi duszami, ale i dwójką osób, które ogromnie się od siebie różnią. On kocha adrenalinę, a ona woli spokojne atrakcje, on woli szaleć, a ona potrafi usiąść i cały dzień malować. Ta dwójka ma niewiele ze sobą wspólnego, a jednak potrafią spędzić ze sobą cały dzień i się nie znudzić. Co przyniesie ze sobą lista Abby? Jak te rzeczy wpłyną na ich relacje i przede wszystkim... Czy Cooper zrozumie, że Abby wcale nie żartowała, gdy wyznawała mu miłość?

"Najpierw pojawiły się promienie – wyciągnęły się na skraju góry, wyglądając teraz tak, jakby stawała w ogniu. A potem powoli, milimetr po milimetrze, zaczęło pokazywać się samo słońce. Sprawiało wrażenie mniejszego, niż się spodziewałam, ale im wyżej się podnosiło, tym bardziej jaśniało niebo. Pierwszy raz, odkąd się tu znaleźliśmy, usłyszałam nad nami świergot ptaków. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby świat tak nabierał życia."

Pisać opisy książek Kasie jest niesamowicie ciężko. Kocham je czytać, ale opowiadanie o nich jest dużo gorsze. Moim zdaniem by najlepiej poznać twórczość tej pani należy po postu przeczytać jej książki! Dodatkowo muszę się przyznać, że poprzednia powieść Kasie nie była jakaś spektakularna, i ciut się zawiodłam, jednak tym razem nastąpił wielki powrót mojej ukochanej autorki, która wie jak sprawić bym się uśmiechnęła! Bardzo, ale to bardzo podobał mi się motyw z malowaniem, z przedstawianiem obrazów, tego co widzi bohaterka. To chyba był mój ulubiony wątek w tej książce. Kolejny ogromny plus, za kreacje bohaterów, w tym wielki za główną bohaterkę, która nie była idiotką jak w wielu powieściach, które ostatnio czytałam. Miała mózg i go używała! Fakt, były momenty, gdy zachowywała się jak typowa nastolatka, ale można jej to wybaczyć, bo właśnie nią jest.
Kasie West jest pisarką, po którą sięga wiele czytelników, wydawca dostaje maile kiedy następna książka, a gdy już taką dorwiemy, to nie czekamy, tylko od razu zabieramy się za czytanie! Tak właśnie jest ze mną. Gdy już dostanę w łapki jakąś jej powieść, to nie mogę się oderwać aż do ostatniej strony. Bardzo się cieszę, że tym razem stało się tak samo. Wiem, że w kółko mówię raczej o tym samym, ale jakoś nie mogę się skupić na niczym innym. Jestem tak bardzo rozleniwiona i radosna po tej lekturze, że po prostu nie umiem sensownie pisać, nie umiem wytykać błędów. Za to mam ochotę iść obejrzeć wschód słońca – ci co będą mieli tę książkę za sobą, zrozumieją o co chodzi (swoja drogą, uważam, że to najlepsza scena z Miłość i inne zadania na dziś.).

"Przeczytałam, raz i drugi, listę zrobioną poprzedniego dnia. Miałam nadzieję, że połączenie wymienionych na niej najlepszych cech osób ważnych w moim życiu przemieni mnie, na podobieństwo potwora Frankensteina, w jakąś wersję ich samych. Taką niestraszną. Na liście widniało jedenaście punktów. Praktycznie dziesięć, jeśli nie liczyć tego, które już odhaczyłam. Jak uzyskać głębię w dziesięciu krokach... co najwyżej. Liczyłam na to, że wystarczy mniej"

Jednakże nie mogę skupić się na samych zachwytach i zejść na ziemie. Trzeba wspomnieć o kilku aspektach tej książki. Miłość... jest powieścią bardzo dobrze napisaną, autorka zrobiła prawdziwy resaerch na temat malarstwa, strachu przed wychodzeniem z domu, wojskowych, czy nawet o quadach. Dla mnie, piątka z plusem za przygotowanie. Czasem w tej książce irytował mnie Cooper, który jakby wcale nie widział tego, co się dzieje z Abby, jakby nie widział albo nie chciał widzieć, jakim uczuciem dziewczyna go darzy. Bardzo, ale to bardzo polubiłam postać wprowadzoną w połowie książki i uważam, że idealnie się sprawdziła w roli mentora i pomocnika dla Abby, by ta nie była zależna od Coopera.
Podsumowując, bo nie ma sensu dalej się zachwycać (choć mogłabym), wszyscy, którzy przeczytają tę recenzję, będą wiedzieć, że A) kocham Kasie West. B) kocham jej książki. I C) polecam tę książkę. Poważnie, jeśli wcześniej nie znaliście tej autorki czy jej twórczości, to koniecznie nadróbcie.
Moja ocena to 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Kasie West
Oryginalny tytuł: Love, Life and the List
Stron: 415
Za książkę dziękuję 


21:48

#189 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Niepewność Violet i Luke'a" Jessica Sorensen - Patronat medialny

#189 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Niepewność Violet i Luke'a" Jessica Sorensen - Patronat medialny
Wszystko się gdzieś kończy, by coś innego mogło się zacząć...

Data premiery: 30 kwietnia 2018r.
Jessica Sorensen jest moją ukochaną autorką. Chyba każdy kto mnie zna, wie, jak bardzo kocham jej książki i jej twórczość, kiedy pierwszy raz dostałam pod patronat medialny jej powieść, myślałam, że umrę ze szczęścia, nie mówiąc już o rekomendacjach, które znajdują się na okładkach. Wciąż pamiętam dzień, kiedy dostałam w swoje ręce pierwszy tom z serii The Coincidence o Callie i Kaydenie. Potem dołączyli Ella i Micha, aż w końcu przeczytałam pierwszy tom o Violet i Luke'u. Tak jak uwielbiam Callie i Kaydena, tak jak bardzo pokochałam Lili i Ethana, tak Violet i Luke …. pisząc to mam ochotę płakać, gdyż to ostatni tom o losach tej pary. Tak mi smutno i jednocześnie jestem szczęśliwa. Z resztą, zamiast przedłużać ten wstęp to przejdźmy do konkretów.
Violet jest zdruzgotana po tym czego się dowiedziała – co noc ma koszmary, nie może przejść do porządku dziennego z ostatnimi wydarzeniami. Opuszcza się na studiach, odsuwa od znajomych, zatraca w alkoholu, by tylko zagłuszyć uczucia. Najpewniej i nieprzerwanie trwa przy niej Luke, który porzucił alkohol, wszystkie narkotyki, jest czysty, stara się podciągnąć w nauce, pracy, ale najbardziej się martwi o Violet, która z każdym dniem coraz bardziej traci grunt pod nogami. Chłopak chce jej pomóc, ale nie wie jak, czuje jak dziewczyna się od niego oddala i boi się, że coś sobie zrobi – albo ktoś jej. Violet boi się, że Luke w końcu obudzi się i zostawi ją, zrozumie, że nie jest warta tej walki i całego tego poświęcenia. Ta dwójka młodych ludzi, przeszła już tak wiele, że nie wiedzą, czym jest normalność, nie wiedzą jak zostawić za sobą przeszłość i ruszyć do przodu. Pomimo że chcą, że się starają, to cały czas coś się dzieje – coś, co nie pozwala im na bycie w pełni szczęśliwymi. Czy kiedyś uda im się dojść do końca tego piekła?
Spadam.
Spadam.
Spadam w najgłębszą otchłań obojętności i nie wiem, gdzie, kiedy i czy w ogóle wyląduję. Z własnego doświadczenia wiem, że może to być samo dno. Ale teraz nic mnie to nie obchodzi, ponieważ kompletnie postradałam zmysły.”
Jest mi tak cholernie smutno. Violet i Luke to para, którą kocham z całego serca i po cichu kibicowałam im obojgu. Wiele razy miałam łzy w oczach, serce na dłoni, a Sorensen prosto w nie wbijała nóż. Jednak pomimo wszystko, kocham jej książki i do historii tej dwójki będę wracać na pewno wiele razy. Nie dlatego, że są tacy kochani, uroczy, czy perfekcyjni, to co najbardziej przekonało mnie do Violet i Luke'a to ich prawdziwość. Wiele ludzi na świecie, chodzi głęboko pokrzywdzeni, w depresji, nie chcąc walczyć już o sobie, ale jeśli tylko znajdą ten jeden mały promyk światła i ktoś ich popchnie ku niemu, to mogą wyjść na prostą, znowu zacząć być szczęśliwi. Takim kimś dla siebie byli właśnie Violet i Luke, kiedy się poznali, byli w całkowitej ruinie, nie liczyło się dla nich nic i nikt. Chodziło tylko o by się uchlać, zaliczyć i przestać czuć. Ale wtedy zaczęli walczyć o siebie nawzajem, zaczęli być ważni dla siebie i nie mogli pozwolić, by to drugie opadło na samo dno. Moim zdaniem to było najpiękniejsze w tej książce. Walka o lepsze jutro.
Jessica Sorensen jest autorką, która wie jak sprawić, by czytelnik wciągnął się w tę historię i nie opuścił jej, aż do ostatniej strony. Tutaj drogi czytelniku, muszę Cię zaskoczyć, bo jeśli myślisz, że Sorensen zakończy tom jak inne autorki to jesteś w błędzie – zostawi Cię z niczym, pośrodku burzy emocji, która krąży w Twoim ciele, i będzie pławić się w tym, że tak się czujesz. Ja znam tę autorkę od dobrych 3 lat i już wiem, że jeśli sięgam po jej książkę, muszę być gotowa na to, że skończę ze złamanym sercem. Nie ukrywam, takie zakończenia bolą, ale za nic w świecie nie zamieniłabym tego, na inną autorkę. Wciąż pamiętam ból po zakończeniu pierwszego tomu z Violet i Luke'iem – byłam pewna, że wydawca mi nie dosłał drugiej połowy książki, gdyż zakończenie było no.. miażdżące. Wtedy porównałam to uczucie, do wyrwania mi serca z klatki piersiowej, rzucenie go na ziemie, poskakanie po nim, a następnie włożenie do sokowirówki. To były tak silne emocji i ci bohaterowie byli wtedy tak zagubieni, że aż nie mogę uwierzyć, jaką daleką drogę przeszli.
Potrzebuję być z nią.
Na zawsze.
Po kres czasu.
Kiedy otwieram usta, wypowiadane słowa tym razem są inne – znaczą więcej, niż gdy mówiłem je po raz pierwszy. Bo teraz wiem, że mogę to powiedzieć i spotkam się z akceptacją, a nie ze strachem.”
Niepewność Violet i Luke'a to zwieńczenie całej historii o tej parze. Właśnie tutaj odnajdują drogę, rozumieją wszystko przez co przeszli, a także wiele, wiele więcej. Kiedy skończyłam czytać tę książkę z czystym sumieniem mogłam powiedzieć, że jak każda poprzednia jest genialna, dostarczyła mi mnóstwo emocji, ale również zostawiła mnie z takim lekkim bólem serca i wiedzą, że to już – że więcej nie doświadczę takich emocji jak przy Violet i Luke'u, że już nikt nigdy więcej nie zawładnie moim sercem tak jak ta dwójka. Kocham tych bohaterów z całego serca i tak, jak nigdy nie miałam takiego uczucia, tak teraz jestem usatysfakcjonowana i szczęśliwa. Tylko Jessica Sorensen mogła dostarczyć mi tego wszystkiego. Kto jeszcze nie poznał tej autorki, niech koniecznie zakupi jej książki, bo warto!
Moja ocena to 10/10 dla tego tomu, jak i poprzednich tomów z tą dwójką. Kocham, polecam i nigdy nie zapomnę!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Jessica Sorensen
Tytuł: Niepewność Violet i Luke'a
Oryginalny tytuł: "The Certainty of Violet & Luke"
Stron: 270

Za książkę dziękuję


22:07

#188 Nietypowa recenzja nietypowej książki "Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy" Justyny Styszyńskiej

#188 Nietypowa recenzja nietypowej książki "Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy" Justyny Styszyńskiej

Otwieramy nowy cykl!!

Do pisania recenzji zabieram się trzeci raz. Zawsze siadam późno wieczorem i przeważnie mam jedno zdanie i koniec – mózg się wyłącza i nic więcej nie piszę. Jednak tym razem postanowiłam, że pomimo późnej pory napiszę choć połowę. Dodatkowo recenzja będzie nietypowa, gdyż otwierać będzie ona cykl dla dzieci! Już jakiś czas myślałam o tym, by zacząć pisać o książeczkach dla dzieci – wiecie, że jestem ciocią na pełen etat. Z moją siostrzenicą widzę się przeważnie codziennie, od najmłodszych lat, uczę ją miłości do książek i zamiast zabawek wolę jej kupić jakieś książeczki. Jakiś czas temu, dostałam propozycję recenzowania książek przeznaczonych właśnie dla dzieci. Spytałam się Mai, czy chciałaby mi pomagać i pokazałam jej dwie pozycje, jakie mi oferowali. Jednym z tych tytułów było właśnie Góry i ich zwykli–niezwykli mieszkańcy Justyny Styszyńskiej. Bardzo zaciekawiła młodą, i również mnie. Niedawno otrzymałam swój egzemplarz i zaczęła się zabawa. Zapraszam do czytania!
Góry... to powieść, która nie jest jakąś tam baśnią dla dzieci. Jednak to bardzo ciekawy zbiór krótkich opowieści o zwierzętach, które zamieszkują góry. Znajdziemy tam, niedźwiedzie, rysie, orły, bobry i wiele innych. Każdy zwierzak ma swoje dwie strony, na jednej jest krótka opowiastka, a na drugiej niespodzianka dla dzieciaków. Po środku znajdują się trzy plamy, które na pierwszy rzut oka nic nie przypominają, jednak jeśli przyjrzymy się uważnie, dojrzymy fragment zwierzęcia, które jest omawiane, a na końcu książki są naklejki – podzielone na zwierzęta, mamy łapki, oczy, skrzydła, dzioby, no przeróżne rzeczy i dziecko musi dopasować tak naklejki, by powstał nam zwierzak. Maluch nie tylko uczy się ciekawych rzeczy o tych zwierzętach, ale również kreatywnie się bawi. Te dwie rzeczy to genialne połączenie dla takich maluchów w wieku 4-5 lat, tak jak sam wydawca wskazuje. Dziecko się przy tym nie męczy, a rozwija!
Kiedy Maja zobaczyła tę książkę, praktycznie od razu się na nią rzuciła. Jako, że jest bardzo ruchliwym dzieckiem, byłam pewna, że chwilę przy niej posiedzi i zaraz gdzieś poleci. Ale zostałam ogromnie zaskoczona, gdyż ta opowiastka stała się ulubioną książką. Mai. Gdy tylko do nas przychodziła, od razu do niej szła i albo jej czytałam, albo naklejała zwierzątka. Tak jej się spodobała, że w końcu zabrała ją do domu i tyle ją widziałam. Uważam, że temat i język jakim wszystko jest napisane, jest idealny dla dziecka w tym wieku. Nie ma wielkich, filozoficznych tłumaczeń, jakie jest dane zwierzę, co robi, co je itd., a jedynie naprawdę ważne i ciekawe fakty, które mogą zaciekawić dzieciaka. Ja sama byłam nieco zszokowana wydaniem, gdyż nie jest to tradycyjny druk, a wydanie w formie kołozeszytu. Do końca nie jestem przekonana do tej formy, gdyż łatwo można to urwać, porwać itp., jak wiadomo dzieci są zdolne i poradzą sobie nawet z grubą stroną. Kolejny punkt, ale za to fajny, to skrzydełka – mimo że książka jest w kołozeszycie, to ma skrzydełka i dziecko może zaznaczyć sobie zwierzątko, które je ciekawi i przewrócić na koniec książki po naklejki. Dzięki temu nie zgubi miejsca, które chce zrobić, a także w prosty sposób ułatwi życie nie tylko młodej ale i mnie, gdyż nie musiałam przytrzymywać stron, gdy ona szukała danej naklejki.
Ta recenzja nie będzie długa, jak reszta, bo nie ma jako takiej typowej fabuły książkowej. Jednak moim zdaniem to plus, bo ma sporo stron, a na każdej jest co innego i to fajnie ubarwia i zaciekawia dzieci, które szybko się nudzą. Jeśli cała książka byłaby o trzech zwierzętach na krzyż i opisy były by nudne, wiadomo, że nikomu by się to nie podobało. Moim zdaniem to ogromny plus, a nie powiedziałam o innych pozytywnych rzeczach, które znajdują się w książce. Z tego co kojarzę, to są też inne wersje książek tej autorki, jeszcze to sprawdzę, ale jeśli tak, to na pewno zakupię Mai i chętnie zapoznamy się z każdą inną wersją tej książki.
Podsumowując, bo to krótka recenzja. Góry i ich zwykli–niezwykli mieszkańcy jest bardzo fajną i ciekawą opowiastką dla dzieci. I chłopcy i dziewczęta będą zadowoleni z takiej niespodzianki, a i spędzą przy tym niesamowicie czas. Maja nadal uwielbia tę książkę, nieraz każe pomagać przy naklejkach, a nieraz samodzielnie dopasowuje części zwierząt. Świetny prezent na święta, albo jako zwykły prezent do nauki. Ponieważ książka była super i bardzo nam się podobało, zostawiam Wam link, gdzie można zakupić inne książki tej autorki w super cenie - TUTAJ
Moja ocena to 8/10. Pytałam Maję o ocenę, no ale umiała się sprecyzować.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Widnokrąg
Autor: Justyna Styszyńska
Data premiery: 12 marca 2018 roku
Za książkę dziękuję


21:33

Zapowiedzi Wydawnictwa Kobiecego serii Young!!

Zapowiedzi Wydawnictwa Kobiecego serii Young!!


Dziś mam dla Was takie mini zapowiedzi, moich ambasadorskich książek! Wydawnictwo Kobiece, postanowiło, że rozpieści nie tylko duże dziewczynki, ale także te młodsze i dzięki temu, będziemy mieli wiele książek z serii Young, której jestem Ambasadorką! Bardzo Wam je polecam i bliżej premiery, będę miała dla Was wiele ciekawostek!


Tytuł: Raven. Biały kruk
Autor: J.L. Weil
Data premiery: 20 kwiecień 2018r.
Opis: Pierwszy tom bestsellerowej serii fantasy dla młodzieży!
Życie Piper i jej młodszego brata zmienia się w ciągu jednej nocy. Po tragicznej śmierci ich matki lądują na idyllicznej wyspie pod opieką nieprzyzwoicie bogatej babci, której nigdy wcześniej nie spotkali. Dziewczyna zaczyna się buntować, bo jedyne co można robić w Raven Hollow to zanudzić się na śmierć.
Biały Kruk  to pierwszy tom serii Raven, w której wątki paranormalne łączą się z romansem i tajemnicami! To idealna propozycja dla fanów książek fantasy, którzy zakochali się historiach takich jak Saga Zmierzch, Akademia Wampirów czy Dary Anioła!
Kiedy na drodze Piper staje zabójczo przystojny Zane Hunter, okazuje się, że życie na wyspie może być całkiem znośne. Między parą zaczyna iskrzyć, chłopak ma w sobie coś niezwykłego… coś nadprzyrodzonego i śmiertelnie niebezpiecznego. Dlaczego jednak trzyma ją na dystans?
Piper nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad przeszłością swojej rodziny i była przekonana, że jest zwykłą nastolatką,. Dlaczego wszyscy w Raven Hollow sprawiają wrażenie, jakby doskonale ją znali i co oznaczają niezwykłe tatuaże, które ożywają na jej oczach?
Kiedy ktoś próbuje zabić dziewczynę, staje się jasne, że ona i jej babcia muszą sobie dużo wyjaśnić. Kim jest Piper? Czym jest Zane? Czy ten cały nadprzyrodzony świat, który znała tylko z filmów może być prawdziwy?
Niezwykła historia! Uwielbiam ją!!! Kontrast pomiędzy światłem a ciemnością, dobrem i złem, siłą a słabością – to było najlepsze!
– Beyond the Pages, vlog recenzencki
J.L. Weil – bestsellerowa autorka USA Today. Mieszka w Illinois i pisze książki z serii Young Adult i New Adult. Jej bohaterki to wygadane i zadziorne dziewczyny, które poradzą sobie w każdej sytuacji. Na każdą z nich czeka równie zadziorny chłopak! Weil przyznaje się, że Jensen Ackles i malinowa mocha to jej największe uzależnienia. Oprócz tego chętnie rozmawia ze swoimi fanami o pozostałych sprawach, do których ma słabość: książkach i serialu Supernatural.

Tytuł: Chłopak taki jak ty
Autor: Ginger Scott
Data premiery: 25 maja 2018r
Opis: Dzień, w którym powinna zginąć, był tym samym dniem, w którym rozpadła się jej rodzina, a Josselyn Winters przestała być miłą dziewczynką z sąsiedztwa, organizującą wyścigi dla wszystkich dzieci. Tego samego dnia zniknął też Christopher, chłopiec, który uratował jej życie.
Osiem lat po dniu, który pogrzebał jej dzieciństwo, Joss spotyka nowego ucznia swojej szkoły. Chociaż Wes na pierwszy rzut oka wydaje się kimś obcym, to dziewczyna nie może oprzeć się wrażeniu, że zna go doskonale. Przyciąga ich do siebie jakaś siła, jakby dzielili tragiczne wspomnienie. Dlaczego więc chłopak przedstawia się innym imieniem, skoro na Joss spoglądają oczy Christophera? Czy bohater z jej dzieciństwa wrócił, aby uratować ją po raz drugi?
Joss tylko przy nim czuje się jak tamta mała dziewczynka, której obraz ukryła w najdalszych zakamarkach wspomnień. Wes jednak nie wie, że Josselyn, którą wtedy ocalił przed śmiercią, tak naprawdę zginęła tego samego dnia. Nowej Josselyn już nie da się uratować. Nowej Josselyn należy się bać.
Po wielu dniach wciąż nie mogę dojść do siebie po przeczytaniu tej niesamowitej książki.
– Wil Loves Books
Ginger Scott – autorka wielu książek young adult i new adult, będąca jedną z najpopularniejszych na Amazonie. Oprócz pisania wciągających romansów uwielbia sport, który chętnie wplata w swoje powieści. Od zawsze operowała słowem, współpracując przy edycji magazynów i prowadząc bloga. Chętnie opowiada historie olimpijczyków, polityków, aktorów, przestępców i naukowców. Prywatnie mama, zawodowo urodzona pisarka. Debiutowała w 2013 roku, a jej piąta książka This is Falling zdobyła pierwsze miejsce w rankingu Amazona w kategorii młodzieżowej.



Tytuł: Proroctwo cieni
Autor: Michelle Meadow
Data premiery: 25 maja 2018r.
Opis: Pierwszy tom serii Elementals, żywiołowej odpowiedzi na Harry’ego Pottera i Percy’ego Jacksona!
Nicole Cassidy zmuszona do zmiany miasta i szkoły nieoczekiwanie dowiaduje się, że jest wiedźmą. Jej nowi koledzy są mocno zdziwieni tym, że nie wiedziała o swoim pokrewieństwie z greckimi bogami, którym zawdzięcza niezwykłe umiejętności. Dziewczyna ma dużo do nadrobienia, bo lekcje w klasie ukrytej za biblioteką, nie zapowiadają się na łatwe. Reszta uczniów doskonale zna swoją historię i od dawna uczy się panowania nad swoimi mocami.
Kiedy na niebie pojawia się Kometa Olimpijska, Nicole i czterech uczniów zostają obdarzeni mocami żywiołów, ale zostaje też osłabiony portal, który chronił świat przed groźnymi potworami. Nicole, Kate, Chris, Blake i jego dziewczyna Danielle muszą stawić czoła Proroctwu, według którego tylko oni mogą przywrócić równowagę światu. Zadanie byłoby dużo łatwiejsze, gdyby pomiędzy Nicole i Blakiem nie zaczęło się rozwijać gorące uczucie, które może przeszkodzić w wypełnieniu ich zadania.
Michelle Madow na nowo opowiada historię greckiej mitologii, przenosząc stare wierzenia do współczesnych czasów. Jej bohaterowie to zwykli uczniowie, którzy niespodziewanie odkrywają swoje przeznaczenie.

Michelle Meadow - mieszka na Florydzie, a do jej ulubionych aktywności należą podróże, czytanie, spędzanie czasu z rodziną i przyjaciółmi oraz jedzenie pizzy. Uwielbia musicale na Broadway’u i liczy na to, że kiedyś wyruszy w podróż dookoła świata. Najlepiej sprzedająca się autorka fantasy według USA Today.


Tak się prezentują te najbliższe zapowiedzi i szczerze mówiąc nie mogę się doczekać, aż dostanę w swoje łapki, każdą z tych pozycji! A która z Was najbardziej ciekawi?
Pozdrawiam,
Wasza Dominika





19:33

Legimi - Warto, czy nie warto?

Legimi - Warto, czy nie warto?

Aplikacje dla książkoholików przydatne, czy nie bardzo?

Jakiś czas temu dostałam propozycję korzystania z aplikacji Legimi, która jest dostępna na czytniki, telefony, Windowsa, a od niedawna nawet na Kindle. W zamian za reklamę mogę korzystać przez trzy miesiące korzystać za darmo z tej aplikacji. Jednak nie piszę tego, bo dostałam coś za free. Zanim postanowiłam napisać ten post, korzystałam regularnie z aplikacji, w różnych porach dniach i nocy, a także na różnych urządzeniach. Nie jestem z tych osób, które polecą, uprzednio czegoś nie sprawdzając, przeczytałam kilka książek, porozglądałam się i stwierdzam, że aplikacja, jak i samo Legimi jest genialne!
Czytam bardzo dużo ebooków, czasem, gdy książka mnie ciekawi, a nie jestem pewna, czy wpasuje się w mój gust, to po prostu wybierałam wersje elektroniczną. Nadal tak mam, tylko te ceny.... – Ci, którzy korzystają z ebooków, wiedzą, że ich cena jest prawie tak sama jak za papier i to trochę kłopotliwe. Nad tą propozycją myślałam dość długo, bo nie byłam pewna, czy aby na pewno u mnie się sprawdzi. Jednak zaryzykowałam, gdyż dowiedziałam, że mogę w każdej chwili zrezygnować. W tej chwili jestem bardzo zadowolona, Legimi spełnia moje oczekiwania. Gdy nie mam możliwości, by posiadać papier, to wybieram ebooka z Legimi. Jest to bardzo wygodne, książkę po prostu dodaje się na półkę i po zsynchronizowaniu aplikacji, mogę już czytać!
Jedynym minusem, jaki znajduję – książkę możemy pobrać dopiero w dniu premiery, albo dzień po premierze. Jako osoba, przyzwyczajona, że często mogę czytać przedpremierowo, to trochę uwiera mnie fakt, że muszę czekać, choć chcę, w tej chwili – ale takie coś ma chyba każdy książkoholik.
Podsumowując, bardzo polecam Legimi osobom, które lubią ebooki i kochają wygodę. Jestem pewna, że po tych trzech miesiącach na pewno przedłużę swój pakiet, bo w tej chwili to dla mnie idealne rozwiązanie. Polecam Wam, myślę, że każdy znajdzie opcje dla siebie, bo możemy posiadać aplikacje na różnych urządzeniach, a cena za pakiet, również nie jest jakiś wygórowany!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

16:24

#187 Premierowa recenzja książki "Jej Wysokość P." Joanne Macgregor

#187 Premierowa recenzja książki "Jej Wysokość P." Joanne Macgregor

Trzeba mierzyć wysoko... nawet wtedy, gdy jest się wysokim!

Data premiery: 9 marca 2018r.
Luty się skończył. Ten przerażający fakt dotarł do mnie, gdy zaczęłam pisać tę recenzję. Jednak jestem dość zadowolona z minionego miesiąca - udało mi się osiągnąć i zrobić wszystko, co miałam zaplanowane. Dodałam więcej postów, publikowałam codziennie posty na Instagramie, który postanowiłam rozkręcić przez najbliższe miesiące i który okazał się moim uzależnieniem. Jeśli jesteście ciekawi, to szukajcie mnie tam, bo wstawiam nie tylko zdjęcia nowości, ale i starszych książek! Jednak luty był wyjątkowy z nieco innego powodu – zostałam Ambasadorską serii Young od Wydawnictwa Kobiecego! Zapowiadają się genialne młodzieżówki, które chyba nigdy mi się nie znudzą.! Pierwszą z nich jest Jej Wysokość P., która jeszcze przed premierą zebrała masę pozytywnych opinii.. A jak było ze mną?
Peyton jest wysoka. NAPRAWDĘ wysoka. Nie lubi tego, jak wszyscy się na nią patrzą i wymyślają coraz to nowsze przezwiska. Jeśli jakiś chłopak jest wysoki, to wszyscy mówią o nim ciacho, przystojniak, ale jeśli ktoś widzi Peyton – od razu zaczynają się żarty, które po prostu bolą dziewczynę. Wzrost przeszkadza jej we wszystkim – w kupowaniu ubrań, butów, wybraniu się na kręgle/łyżwy, nie wspominając już o znalezieniu faceta, który byłby wyższy od niej (a trzeba zaznaczyć, że Peyton ma aż 180 cm wzrostu). Wszyscy są albo zajęci, albo po prostu za niscy. Jedna ze znajomych dokucza jej mówiąc, że takich wysokich dziewczyn nikt nie zechce – sytuacja kończy się tak, że... zakładają się o 800$. By je dostać Peyton musi tylko znaleźć chłopaka. Nie jest to proste – dla ułatwienia sobie sprawy dziewczyna tworzy listę chłopaków, którzy są odpowiedni wzrostem (oczywiście zajętych skreśla na początku). Zaczyna się z nimi umawiać, ale w szczególności podoba jej się jeden... niestety zajęty (na marginesie – on spotyka się z dużo niższą od siebie dziewczyną). Sprawy ze znalezieniem chłopaka komplikują się, wizja zdobycia 800 dolców się oddala, a tajemnice Peyton zaczynają ją coraz bardziej uwierać. Czasem dziewczyna ma wrażenie, że się dusi i nie może już oddychać kłamstwami, które ją otaczają. Jak to wszystko się skończy?

„– Siła sióstr – powiedziała, gdy wchodziłyśmy do klasy. – Właśnie tak się mówi, Peyton, siła sióstr.
Jasne.
To jak jajniki przed jajami. Znaczy, że powinnaś podzielić się z przyjaciółkami tym, czym nie podzieliłabyś się z facetami.
Aha.
[…] – Piersi przed klatami! – szepnęła uroczyście.”

Nawet nie wiecie, jak bardzo potrzebowałam tej książki! Na początku bałam się, bo przejadły mi się młodzieżówki, erotyki i książki, które mają wątek romantyczny. Trzymałam się w związku z tym thrillerów i dramatów. Jednak Jej Wysokość P. była promowana tak pozytywnie, że gdy Wydawnictwo odezwało się do mnie z propozycją współpracy stwierdziłam, że to moja ostatnia szansa. Jeśli nie spodobałaby mi się ta książka, to by oznaczało, że jestem za stara na młodzieżówki. Dzięki Bogu tak się nie stało (uff, jestem jeszcze młoda!). Powieść wciągnęła mnie od pierwszych stron, już na samym początku byłam rozbawiona do łez, a mój śmiech niósł się po całym domu. Peyton ma nie tylko cięty język, ale sposób w jaki opowiada całą historię jest genialny. Czułam, jakbyśmy były przyjaciółkami i opowiadała mi wszystko, co wydarzyło się w jej życiu! A prawa które planowała wprowadzić, jak już zostanie królową, są po prostu genialne. Książka jest nie tylko mega pozytywna, ale także posiada przesłanie, które tak kocham w powieściach!
Jej Wysokość P. to nie książka, która jest zwykłą młodzieżówką o miłości i niczym więcej. Moim zdaniem posiada także morał i przekaz dla młodych kobiet, które czują się niepewnie we własnej skórze, właśnie jak Peyton. Bohaterka ze względu na swój wzrost wyróżnia się z tłumu i nie wpasowuje w schematy, a to oznacza, że bardzo często zostaje wytykana palcami. To, co mi najbardziej się podobało w tej książce, to że Joanna Macgregor pokazała, jak pokochać siebie, nawet nie pasując do innych – czasem jesteśmy najlepsi właśnie wtedy, gdy coś nas wyróżnia!. Bardzo mi się podobało, że Peyton dorastała przez całą książkę, a ja mogłam śledzić jej przemianę i to, jak zmienia jej się życie. Jestem skłonna powiedzieć, że Jej Wysokość P. jest na miarę książek Kasie West, z tą różnicą, że w tej książce jest bardziej drapieżnie i sarkastycznie. Jeśli mnie dobrze znacie, wiecie, że sama posługuję się płynnie sarkazmem, więc takie książki przygarniam jak kociara nowe kociaki.

Nieważne, z kim chodzisz i jak wyglądasz. Ważne, jak się czujesz. A ja czułam się jak królowa świata i siebie, Jej Wysokość P.”

Podsumowując – Czytelniku, jeśli szukasz książki zabawnej, sarkastycznej, z morałem, która pokazuje, że warto wierzyć w siebie i walczyć o swoje, to jest idealna propozycja dla Ciebie! Historia Peyton nie tylko trafi do nastolatek, ale także do kobiet, które lubią relaksować się przy dobrej książce, wypełnionej świetnym humorem i dobrze wykreowanymi bohaterami. Moim zdaniem to naprawdę dobry początek dla nowej marki i jeśli kolejne książki będą takie same, to wróżę im ogromny sukces!
Joanne Macgregor stworzyła genialną książkę, po którą sięgnę jeszcze nie raz. A już na pewno przeczytam inne powieści tej autorki – jestem ciekawa, czy wszystkie są takie dobre!
Moja ocena to 10/10 – Polecam z całego serca!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Kobiece (Seria Young)
Autorka: Joanne Macgregor
Oryginalny tytuł: The Law of Tall Girls
Stron: 433
Za książkę dziękuję

13:42

#186 Recenzja książki "Rozdarta" Teri Terry

#186 Recenzja książki "Rozdarta" Teri Terry

Rozdarta nie tylko skradła moje serce, ale również je „rozdarła”

To będzie ciężka recenzja... Na drugi tom Zresetowanej czekałam bardzo długo (kilka miesięcy). Nie mogłam się doczekać, aż poznam dalsze losy bohaterów i sprawdzę, co się z nimi stało. Jak wiadomo, drugie tomy bywają różne, a najgorsze co może je spotkać to klątwa. Myślałam, że Młody Book każe dłużej czekać nam na kontynuację i że moja cierpliwość zacznie się kończyć (a wtedy – wiadomo - będę ich męczyć mailami :)) Ale ku mojemu zaskoczeniu, nagle pojawiła się informacja, że ostatni dzień lutego to będzie TEN dzień i tę datę trzeba zaznaczyć na czerwono. Zrobiłam to i tylko czekałam na swój egzemplarz, a gdy przyszedł... opanował mnie strach. A co, jeśli będzie źle? Co, jeśli autorka zepsuła tę część? I co, jeśli mi złamie serducho? Na jedno z tych pytań odpowiedź jest twierdząca. Jesteście ciekawi, na które?
Kyla nie może uwierzyć w to, co się stało. Czuje się, jakby miała rozdwojenie jaźni, choć zresetowanie miało usunąć wszelkie wspomnienia i jej charakter miał być kompletnie inny. Tymczasem bohaterka ma wrażenie, że coś poszło nie tak. Na horyzoncie pojawia się coraz więcej pytań, nie wie komu ufać w stu procentach. Rodzinie, nowym, czy może starym znajomym? Musi uważać na to co robi, co mówi – czasem czuje na sobie spojrzenie Lorderów. Boi się, że gdy powinie jej się noga, przyjdą po nią w tych swoich czarnych strojach i wsadzą ją do furgonetki i już nigdy nie wróci do domu. Z jednej strony chce odpuścić i żyć po cichu, tak jak jej każą, ale z drugiej nie potrafi i nie chce się nauczyć. Pragnienie znalezienia Bena, odkrycia prawdy o sobie i swojej przeszłości są tak silne, że z czasem Kyla pakuje się w sytuacje, o których wcześniej nie myślała. A ludzie, którzy mieli ją chronić stają się przyczyną strachu. Komu tak naprawdę wierzyć? Gdzie znajduje się prawda? Kto pozwoli odkryć Kyli to, kim jest naprawdę?

Zresetowani nie są zdolni do aktów przemocy, jednak ja jestem. Zresetowani nie mogą niczego pamiętać ze swojej przeszłości, jednak ja mogę. Lorderowie zaraz by mnie zabrali. Pewnie zechcieliby rozciąć mi mózg, żeby sprawdzić, co w nim poszło nie tak, dlaczego moje Levo nie przejęło kontroli. Może zrobiliby to nawet na żywym organizmie.”

OMG – te trzy literki powtarzałam bez końca przy tej książce (plus parę innych epitetów, ale tutaj nie mogę ich pisać). Byłam wciągnięta w Rozdartą, nic nie mogło mnie wyciągnąć ze świata przedstawionego przez Teri Terry. Rodzina siedziała ze mną w pokoju, ale ja czytałam, potem jedliśmy ciasto z okazji urodzin siostry, a ja myślami byłam z Kylą. Mojej czteroletniej siostrzenicy mówiłam, że ta książka jest genialna. Nie wiem czy to podchodzi już pod jakąś chorobę, bo pod książkoholizm już na pewno – i nie mam zamiaru iść na odwyk! Emocje jakie wywołała we mnie ta książka są ogromne, nie mogę uwierzyć w to co napiszę, ale mam wrażenie, że drugi tom jest jeszcze lepszy niż pierwszy. Akcja potoczyła się niezwykle wartko, pojawiło się coraz więcej tajemnic, jednak najbardziej rozbroiło mnie zakończenie. Jestem na takim etapie rozpaczy, że mam ochotę wejść na Amazona i zakupić 3 tom w oryginale, byleby jak najszybciej poznać zakończenie tej historii.
Dodatkowo muszę też wspomnieć o nowych bohaterach, który pojawili się w Rozdartej. O dziwo nie pojawił się nikt, kto byłby zbędny i nudny. Każda postać miała jakiś swój cel, swoją rolę – większą lub mniejszą. Oczywiście znalazłam te, które mnie irytowały, rozśmieszały, ale jedna postać sprawiła, że moje serduszko zabiło mocniej. Chciałabym wspomnieć o tym kimś znacznie więcej, ale nie mogę, bo nie chce spoilerować, jednak ten, kto przeczyta Rozdartą i zostanie ze złamanym sercem jak ja, będzie wiedział o kogo mi chodziło. Każdy szczegół w tej książce, każda postać, wydarzenie – wszystko ma sens i gdy zbliżamy się do końca wiele rzeczy się wyjaśnia. Jednak zamiast być spokojnym, pojawia się wielki znak zapytania, który zapewne będzie nas dręczył do końca trzeciego tomu. Choć muszę wspomnieć, że jeden moment przewidziałam. Podczas czytania, gdy zbliżaliśmy się do wyjawienia zagadki, zapaliła mi się żarówka nad głową i wiedziałam, że pewna osoba będzie zdrajcą (zresztą, od początku tej osoby nie lubiłam!). Przekonałam się, że moja intuicja nadal nie zawodzi, choć żałuję, że nie przewidziałam jednej rzeczy.

Coulson ma w oczach ostrzeżenie. Wie, że coś zataiłam, że nie powiedziałam wszystkiego. Krew odpływa mi z twarzy. Agent uśmiecha się, ale nie czuję się od tego lepiej.
Idź już. Nie możesz się spóźnić na matematykę.
Zrywam się z krzesła i niemal rzucam się do drzwi. Wie nawet, jaką mam teraz lekcję?
O, Kyla?
Zatrzymuję się.
Uznaj, że dziś miałaś szczęście. Nie jestem cierpliwym człowiekiem. Kiedy będziemy rozmawiać następnym razem, chcę usłyszeć więcej. Chcę całej historii. Idź! – warczy.

Teri Terry, stworzyła genialną powieść, która porywa czytelnika w dalsze losy bohaterów. Od pierwszy stron trzyma w napięciu i sprawia, że nie można się oderwać. Rozdarta jest świetną kontynuacją, naprawdę wartą uwagi i na długo będę pamiętać o tym tomie i tym, co się wydarzyło. Co więcej, mam ochotę usiąść i przeczytać ją jeszcze raz!. Była tak dobra, że trudno mi napisać, więcej niż samo „kocham to!!!” Jeśli jeszcze nie znaliście tej serii, to koniecznie zabierzcie się za pierwszym tom, a zaraz potem za drugi, gdyż warto! Nie zapomnicie o tej książce i nie wyobrażam sobie, by komuś mogła się ona nie podobać.
Polecam tę książkę z całego serca. Powtarzam to już trzeci raz, ale naprawdę jest genialna i po prostu achh... Mózg mi wybuchł od zakończenia.
Moja ocena to 10/10 – a i tak za mało.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Młody Book
Autor: Teri Terry
Oryginalny tytuł: Fractured
Stron: 384
Data pramiery 21 lutego 2018r
Za książkę dziękuję

11:56

#185 Recenzja książki "Dzień 7" Kerry Drewery

#185 Recenzja książki "Dzień 7" Kerry Drewery

A Ty co jesteś w stanie zrobić dla bliskiej osoby?

Cela 7 znalazła się w spisie najlepszych książek ubiegłego roku. Nigdy nie ukrywałam, że ta powieść mnie poruszyła i stałam się jej ogromną fanką. Recenzja pierwszego tomu była czystą przyjemnością i nie mogłam się doczekać, aż w swoje łapki dorwę drugą część. Kiedy wyszła informacja o dacie premiery Dzień 7, cieszyłam się jak głupia. Dosłownie, jarałam się jak dzwonek! Oczywiście czekanie na egzemplarz recenzencki było czystą formalnością i gdy przyszła paczka od razu nagrałam filmik z jej udziałem (pojawił się na fanpage, ale wstawię Wam go także na koniec tej recenzji). Wszystko pięknie, ładnie, jednak jedna myśl nie dawała mi spokoju. Czy drugą część mojej kochanej Celi 7 dotknie „klątwa drugiego tomu?” Bardzo się tego bałam, gdyż spotkało mnie to już nie raz przy książkach, gdzie pierwszy tom był cudowny, idealny, a drugi... no klapa. Jak sprawdził się Dzień 7? Co się wydarzyło?
Martha nie może się pogodzić z tym, że jej ukochany Isaac został zamknięty w celach śmierci i teraz on będzie sądzony przez ludzi, którzy są zmanipulowani, którym wmawia się kłamstwa. Kiedy Martha była w ostatniej Celi Śmierci Isaac, dowiódł, że to nie ona zabiła, że jest niewinna. Udowodnił, że ludzie wysoko postawieni fałszują dokumenty na swoją korzyść, uciekają od kary. Jednak kiedy tylko wsadzili go do Celi 1, wszystkie dowody zniknęły, nagrania usunięto i sfałszowano tak, że teraz wszyscy chcą jego śmierci. Tylko niewielka garstka osób wierzy w to, że rząd steruje słynnymi programami, ale to za mało, by go uniewinnić. Na dodatek rząd poluje też na Marthę, która musi udowodnić, że to, co zrobił Isaak, zrobił w jej obronie i że nie powinien zostać zabity. Jednak sprawy się komplikują, ludzie są coraz bardziej rządni krwi, wszyscy spiskują i już nie wiadomo komu ufać, a komu nie... Co się stanie z Isaakiem? Czy Marthcie uda się go uratować?
Opis jest krótki, gdyż nie chcę Wam zdradzać za dużo akcji, a zapewniam – zaczyna się ona od pierwszych stron. Prolog, który udostępniłam na Instagramie (link) upewnił mnie, że ta książka będzie genialna. Teoretycznie nie ma w nim dużo, ale za to treść i emocje jakie są tam zawarte sprawiły, że serduszko mi mocniej zabiło. Dalsze czytanie poszło jak z płatka. – gdy tylko dorwałam się do tej książki w weekend, w pokoju można było usłyszeć tylko szelest przewracanych kartek. Gdy mama wchodziła do mnie zawsze siedziałam w tej samej pozycji, z oczami wbitymi w książkę i cóż... kontakt ze mną był mocno utrudniony. Autorka kolejny raz pokazała, że ma genialny pomysł na fabułę, idealnie wszystko rozplanowała, dzięki czemu akcja biegnie szybko, ale w wyważony sposób. Czytelnik cały czas dowiaduje się czegoś nowego, przywiązuje się mocniej do bohaterów, przyziemne zajęcia schodzą na drugi plan i nic więcej się nie liczy. Książka wciągnęła mnie do tego stopnia, że w kilku momentach miałam łzy w oczach.

MARTHA (krzyczy): Pieprzyć spokój! On mi zabił matkę. Celowo ją przejechał. Mieliśmy to na filmie z monitoringu! Isaak pokazał to na żywo w telewizji!
Głos jej się łamie. Publiczność wybucha drwiącym śmiechem.
MARTHA (krzyczy przez łzy): Mieliśmy dowody korupcji! Listy, dokumenty! Nazwiska przekupionych policjantów! Wszystkie kłamstwa czarno na białym!

Dzień 7 to świetna kontynuacja serii. Zdarza się, że autorzy w drugim tomie sporo miejsca poświęcają na streszczenie fabuły pierwszej części. Niby chcą delikatnie wspomnieć, a jednak wtedy mam wrażenie, że czytam drugi raz to samo. Jednak tej książki zupełnie ten problem nie dotyczy! Akcja toczy się swoim torem, nie ma zbędnych sentymentów, wielkiego wracania do wydarzeń – z wyłączeniem momentów, gdy dialog tego wymaga. Moim zdaniem to wielka zaleta – lubię, gdy akcja biegnie swoim torem, a ja mogę dać się wciągnąć w kolejne knucia i intrygi. Jednak to, co mnie zachwyciło to fakt, że poznałam bliżej bohaterów, weszłam głębiej w system karania, jaki jest przedstawiony w książce. Najbardziej cieszę się z tego, że poznałam bliżej Marthę. W pierwszym tomie autor poświęcił jej sporo uwagi, ale trudno dowiedzieć się czegoś więcej o bohaterze, gdy ten przebywa zamknięty w białej celi, nie ma do niczego dostępu, nic nie słyszy – w takich warunkach można oszaleć i jej postać była tak właśnie przedstawiona. Każdego dnia przechodziła kolejne fazy, ale dopiero gdy wyszła na wolność, jej książkowa osobowość jakby rozwinęła skrzydła i dała się poznać na nowo. Czasem mnie irytowała, czasem ją podziwiałam, ale najbardziej wczułam się w jej sytuację i zaczęłam mocno zastanawiać się, co ja bym zrobiła na jej miejscu.

Muszę uratować Isaaca – bełkoczę z ustami pełnymi makaronu, by zmienić temat.
Patrzę na Maxa. Czy powinnam mu powiedzieć o propozycji Patty? Zdradzić jej plan?
Czy nie będzie próbował mi tego wyperswadować?
Jeśli chcę jeszcze zobaczyć Isaaca, jeśli chcę uwolnić niewinnego człowieka i razem z nim walczyk o sprawiedliwość, jakie mam wyjście?

Kerry Drewery to stanowczo moja nowa ulubiona autorka, którą będę czytać zawsze. Cela 7 i Dzień 7 to powieści, które wywołały we mnie ostatnio najwięcej emocji. Jednak zakończenie obu tych książek zostawiło mnie zawieszoną w niepewności. Wiem, że czekanie na Finał 7 będzie okropne, ale zarazem może być to najlepszy tom. Do wyjaśnienia zostało jeszcze wiele zagadek, cały system kar, który bez wątpienia jest wadliwy i przede wszystkim czekam na to, jak potoczą się losy bohaterów. Mam tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi! Dzień 7 to książka, która na pewno znajdzie miejsce w najlepszych książkach tego półrocza, a może nawet i tego roku. Genialna powieść, której nie zapomnę przez długi czas. Nawet nie mam czego się przyczepić... Po prostu chcę kolejną część!!
Moja ocena to 10/10. Gdyby się dało – dałabym więcej.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Młody Book
Autor: Kerry Drewery
Oryginalny tytuł: Day 7
Stron: 449
Data premiery: 15 lutego 2018r.
Za książkę dziękuję


Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger