14:45

Gorący towar - czyli Hot Boys of September

Gorący towar - czyli Hot Boys of September

 Postanowiłam, że skoro pogoda jest.... no zostawmy ją bez dokładnego określeniu, bo ma być cenzuralnie. Jednak nie ukrywajmy, że jesień w pełni i gdyby nie piękne, kolorowe liście to można byłoby wpaść w depresje. Wierzcie mi, ja czasem jestem na prostej drodze do łóżka, kocyka i ciepłej herbatki. Dlatego też, z powodu tej pogody, chandry i w ogóle, jesieni, postanowiłam, że zrobię post o Hot Boys of September. W poście znajdziecie najgorętszych i najbardziej pobudzających facetów z całego miesiąca. Znalazłam ich paru, każdego z nich poznałam i aż żal byłoby się z nimi nie podzielić. Znacie, któregoś z Panów? A może to już jest Wasz mąż?



Pierwszy Pan wystąp. Scena jest Twoja.
„Jestem Ethan, przez wiele lat byłem zagubiony i zachowywałem się jak dupek. Sztuka była jedynym miejscem, gdzie mogłem wykorzystać to, że umiem grać i udawać. Lecz nigdy nie udawałem, że szczerze kochałem Cassie i nie umiałem o niej zapomnieć, nawet jak byłem tysiące kilometrów od niej. Jej głos, jej ciało, jej miłość... Wszystko to nie dawało mi spokoju, aż musiałem wrócić i ją odzyskać.”.
Tego Pana, nie trzeba zbytnio przestawiać. Wszystkie go poznałyśmy w części „Zły Romeo”, gdzie odgrywał bad boya i rozkochał w sobie mnóstwo serc. Dobrze zbudowany, działa na wyobraźnie i Cassie twierdzi, że w łóżku jest bogiem... czego chcieć więcej? Która z Pań chciałaby przygarnąć tego Pana?


Zanim zdecydujecie czy chcecie Ethana, musicie poznać naszego drugiego Pana. Dominic, możesz wejść na ring!
„Jestem Dominic Slater, razem z braćmi przeprowadziliśmy się do Dublina. Razem z moim bratem bliźniakiem Damianem dogadujemy się jak nikt inny, rozumiemy się i to prawda, że między bliźniakami jest wieź. Moje spostrzeżenie na świat zmienia się, gdy poznaję Bronagh. Ta dziewczyna budzi we mnie instynkty, o których nie miałem pojęcia. Opiera mi się, ale wiem, że będzie moja... musi być.”.
Och Dominic to gorące ciacho. Kobiety uważajcie, to ten facet rozpali Was do czerwoności. Nie dość, że przystojny, dobrze zbudowany to jest na swój sposób prymitywny. Jeśli marzy Wam się mężczyzna, który złapie Was na włosy i zaciągnie to jaskini, to idealnie sprawdzi się w tym Dominic!!



A kto jest ciekawy Pana numer trzy? Tahoe, prosimy przedstaw nam się!
„Kochane Panie, jestem Tahoe, jak Wam wiadomo, jestem strasznym kobieciarzem. Każda kobieta, którą spotkałem chciała się ze mną przespać, Ty zapewne też chcesz i cóż wcale się nie dziwie, jestem dobry w łóżku i nie tylko... Zapewne bym przystał na Twoją propozycję, możliwe, że już szedłem by Cię posadzić na blacie i zrobić Ci dobrze, jednak... Nie wszystko poszło zgodnie z planem, ktoś mi przeszkodził. A właściwie to kobieta, nie byle jaka... Tylko czy ja potrafię się ograniczyć do jednej cipki?”.
Prawda, że gorący towar? I dodatkowo bardzo bezceremonialny... Możecie być pewne, ten facet niczego nie przemilczy, zawsze Wam powie co myśli, nawet jeśli to nie będzie ładna prawda. Jednak przecież w łóżku nie musi mówić... a jak sam twierdzi, jest w tym bogiem. Kto ma ochotę sprawdzić jak zdolny (i obdarzony) jest Tahoe?



A kim jest numer cztery? Nie kojarzcie tego z książką, bo ten Pan jest stanowczo gorętszy niż bohaterowie kosmici.
„Jestem Jensen i jestem najstarszy z rodzeństwa, zarządzam firmą, pilnuję by wszystko było dobrze wykonane, ale czasem mam ochotę to rzucić w diabły. Pomaga mi w tym Emery, która jest jak powiew świeżego powietrza, nie do końca wiem co z nią robić, ale wiem jedno. Nie powinienem jej całować tamtego wieczoru, teraz nie mogę o niej zapomnieć... nie mogę z nią być, ona nie była moja i nie mogła nią być. Tylko jak zapomnieć....”.
Jensen jest głową rodziny, poważny, rozważny i nie ma czasu na związki. Jednak moje drogie panie musicie wiedzieć, że po tym idealnym garniturem, kryje się niezłe ciacho, które Was rozpali, a do tego będzie dbał o to byście doszły.... do celu, jeśli wiecie o co mi chodzi.



Ach i nasz ostatni Pan, numer pięć. Och możecie być pewne, że to jest prawdziwy twardziel, wręcz stalowy gość.
„Mam na imię Trent i nie mam czasu na paniusie, które lgną do mnie, tylko dlatego, że jestem niezły w łóżku i mam ładną buźkę. Jestem zajęty pracą i tym by rozwijać swój biznes. Przyjdź do mnie, a zrobię Ci idealny tatuaż, nie będziesz żałowała, może nawet i pójdziemy na drinka. Zapytaj się Harper, dziewczyny, która przyszła do mnie po coś, co zmieniło nas oboje. Nie jestem typem, który zranione jelonki, ale ona w tej roli poruszyła nie tylko moją duszę....”.
Trent to niezłe ciacho. Serio, gdy go się poznaje to och... ma któraś wachlarz? Ten stalowy facet to nie byle co, nie dość, że ozdobi nasze ciała pięknymi tatuażami, to jeszcze pozna każdy jego zakamarek. Która mu się odda w ręce i położy na stole?


Oto nasza piątka panów! Ethan, Dominic, Tahoe, Jensen i Trent. Każdy z nich niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Którego zabierzecie ze sobą do łóżka i pozwolicie, by się Wami zajął,  z Wami zaprzyjaźnił?



19:39

[PREMIEROWA] #174 Recenzja książki "Szczęście w miłości" Kasie West - Patronat

[PREMIEROWA] #174 Recenzja książki "Szczęście w miłości" Kasie West - Patronat
Pieniądze szczęścia nie dają, ale podobno rozwiązują wiele naszych problemów. Tylko czy aby na pewno?

Data premiery: 11 października 2017r.
Kiedy słyszę o nowej książce Kasie West, czuję przyciąganie jak Edward do Belli ze Zmierzchu. Serio, ta autorka jest moim dilerem dobrego humoru, pozytywnego kopa energii i niesamowitej fabuły. Czytając jej książki, nigdy się nie zawodzę, zawsze znajduję coś, co wprawia mnie w idealny nastrój do pracy i nie tylko. Kiedy zobaczyłam, że wyszła jej nowa książka „Lucky in Love”, nie wahałam się, tylko zrobiłam sobie prezent i kupiłam w oryginale. Jednak nie musiałam długo czekać, gdyż niecałe trzy miesiące od premiery w Stanach, pojawia się premiera i u nas. Wydawnictwo Feeria kocha swoich czytelników i szybko uwija się z kolejnymi książkami, ale także rozpieszcza mnie, gdyż to mój kolejny patronat medialny nad powieścią Kasie!! No ale o czym jest to „Szczęście w miłości”?
Maddie jest dziewczyną, która ma wszystko zaplanowane. Pilnie się uczy, zawsze jest przygotowana na lekcje, wolontariuszka w zoo, wie na jakie studia chce iść i dąży do tego, by dostać stypendium. Stara się nie wchodzić w konflikty, gdyż ma ich dość w domu, rodzice bez przerwy się kłócą, a brat jakby stracił chęć do wszystkiego. W dniu swoich osiemnastych urodzin, pod wpływem chwili kupuje kupon na loterie. Nie myślała, że wygra, nawet nie sprawdziła kuponu, dopóki nie usłyszała, że ktoś wygrał, ale nie zgłosił się po wygraną. Nieoczekiwanie to ona wygrywa, jej całe życie się zmienia. Jest milionerką, nie musi się martwić o stypendium, rodzicom i bratu daje pieniądze, spłaca kredyty, kupuje samochód. Niby wszystko pięknie, cudownie jednak nim upłynie miesiąc, Maddie jest zmęczona, popularność opiera się tylko na tym, że ktoś coś od niej chce. Jedyne miejsce, gdzie dziewczyna czuje się normalnie i nikt jej nie wyróżnia to wolontariat w zoo. Ma wrażenie, jakby nikt nie wiedział o jej wygranej, a przyjaciel Seth jest kimś, przy kim nie musi udawać. Może być po prostu sobą, nie przejmować się niczym. Tylko że w końcu prawda wyjdzie na jaw? Jak Maddie poradzi sobie z bogactwem? Czy Seth również będzie chciał od niej tego, co wszyscy?

Wygrałam na loterii. Właśnie zdobyłam pięćdziesiąt milionów dolarów.
Wrzask, który zrodził mi się w brzuchu i przemknął przez gardło, wydarł się z moich ust. Mało kojarzył się ze mną. Wyrażał niekłamaną radość.”

Muszę przyznać, że ze wszystkich książek Kasie, tej bałam się najbardziej. Wygrana na loterii? Serio? To były moje pierwsze myśli, bałam się, że zrobi pustą laleczkę, która zapomniała o przyjaciołach, bo nagle dostała przypływ gotówki. Jednak na szczęście moje obawy, okazały się bezpodstawne. Książka jest przyjemna, pozytywna, szybko się czyta, czytelnik przy niej się nudzi, a niektóre moment wprawiają w śmiech. Czyli wszystko to, co Kasie West robi najlepiej. Oczywiście dostałam PDF z książką w dniu, kiedy miałam robić całkiem coś innego, powstrzymywałam się chyba przez godzinę? Góra dwie... Jednak to była od początku przegrana walka, jestem słaba, jeśli chodzi o książki tej autorki. Zostawiałam pracę i jak to mówią „Tylko jeden rozdział”, Wszyscy wiemy, że na tym nigdy się nie kończy i tym sposobem przeczytałam całą. Miało być tylko trochę, a nim się obejrzałam, było kilka godzin później, ja miałam dużo lepszy humor i więcej sił do pracy.
Co do minusów książki (tak, sama jestem w szoku, że jakieś znalazłam), to wydaję mi się, że główna bohaterka jest trochę naiwna i lekkomyślna. Nie wiem, jak ja bym się zachowywała, gdybym wygrała takie miliony, więc nie mam zbytniego doświadczenia, ale raczej każdy człowiek powinien być ostrożny, bo niestety na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy wykorzystują, by coś uzyskać. Myślę, że w takie towarzystwo wpadła Maddie zaraz po wygranej, nie umiała odmawiać ludziom, ale także była wobec nich za bardzo ufna, nie myślała zbytnio nad tym, co robi, dopiero później. Ach i była też zbyt mało konsekwentna. To jedyne moje minusy w tej książce, reszta bohaterów była cudowna, nie wspominając genialnego Setha. Nie wiem, jak Kasie West to robi, że jej postacie w książkach są idealnie wyważone. Ani za bardzo słodcy, ani za pozytywni, ani też depresyjni... nie wiem jak, ale chyba we wszystkich książkach nie znalazłam takiej postaci, której po prostu bym nie lubiła.

Wierzę, że sami pracujemy na nasze szczęście – stwierdził. – Ale taki talizman od czasu do czasu może pomóc nam się zmotywować.
Głuptas z ciebie – szepnęłam.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Całkiem uroczy głuptas.”

Podsumowując „Szczęście w miłości” to powieść pozytywna, lekka, przy której niesamowicie szybko płynie nam czas, a my radujemy się każdą spędzoną minutą. Mnie książki tej autorki relaksują, wprawiają w genialny humor, a energia do działania, znajduje się znikąd. Nie tylko książka pasuje graficznie do jesieni, ale także przegania chandrę, niweluje smutek i łagodzi te zimne, deszczowe wieczory i jeszcze zawiera morał. Moim zdaniem warta każdego minuty.
Oczywiście polecam Wam tę powieść, jeśli jeszcze nie wyciągnęliście tego z pochwał, to wiedzcie, że mówię wielkie TAK dla Szczęścia w miłości.
Moja ocena to 9/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Kasie West
Tytuł: Szczęście w miłości
Oryginalny tytuł: Lukcy in love
Stron: 404
Za książkę dziękuję


13:11

The best of August - czyli top 5 sierpnia!!

The best of August - czyli top 5 sierpnia!!

Wrzesień się skończył!! Przysięgam, nie wiem kiedy minęły te dni, doba za dobą, a ja nie zdążyłam nic wstawić na bloga, gdyż cała moja uwaga skupiała na się na Magazynie Czytelnik, który swoją premierę miał 22 września i w tej chwili z czystym sercem mogę zaprosić Was na pierwszy numer do przeczytania tutaj! Jednak nim przejdziemy całkowicie do października, to ja mam dla Was spis najlepszych książek, jakie miałam okazję przeczytać w sierpniu. Wiem, że trochę po czasie, ale hej... lepiej późno niż wcale, prawda? A o kilku muszę opowiedzieć.
Sierpień okazał się nie tylko pracowitym miesiącem pod względem różnych projektów, ale także pod względem przeczytanych książek. Wszystkich było ich aż dziesięć, ale jest tylko kilka, które będę mogła polecić z całego serca.
Jakie? Wszystko poniżej!



 

Anna Todd... autorka, która nigdy mi się nie znudzi. Przy złym i dobrym humorze, będę sięgać po jej nowe książki. Drugi tom o Landonie nie czekał na mnie długo, chciałam wiedzieć jak skończy się historia jego i Nory, która nie tyle co mnie porwała, to wciągnęła humorem i zabawnymi dialogami. Landon jest fajnym facetem, książka jest lekko napisana, a ja miło się odprężyłam przy czytaniu. Nie musiałam skupiać się na wszystkim wkoło, tylko po prostu dać się ponieść akcji. Moim zdaniem warta polecenia na te deszczowe i zimne dni.





 Kolejna książka, którą miałam okazje czytać to mój debiut z tą autorką. Zachęciła mnie okładka... jestem winna, kajam się, bo nie wolno oceniać po okładce, ale ta książka mnie śledziła. Dosłownie widziałam ją wszędzie, że aż wreszcie nie wytrzymałam i napisałam czy znajdzie się egzemplarz recenzencki. Dałam się porwać przeznaczeniu, uznałam, że jeśli znajdzie się egzemplarz to super, a jeśli nie, to nie będę kupować, powstrzymać się i zaoszczędzę miejsce na półce. Udało się, powieść jest moja i czytanie jej było przyjemnością. Wielki szacunek dla autorki za zagłębienie tematu, wykonanie i za całość. Gdy okładałam książkę na biurko, nie miałam uczucia niedosytu, ani przesytu. Byłam spokojna? Chyba tak to można nazwać. Więcej powiem w recenzji, która ukaże się niedługo.


 Trzecie miejsce na podium chyba nie jest takie złe, prawda? Miałam lekki problem wybrać, kogo obsadzić na drugim, a kogo na trzecim. Trzeci tom serii „Elements. Żywioły” zajmuje trzecie miejsce(trochę ironia, prawda?), chyba jest moim ulubionym tomem. Poprzednie jakoś nie wywołały we mnie tyle emocji co ten aktualny i dlatego stał się moim ulubieńcem. Emocje jakie przekazuje Brittainy C. Cherry są ogromne i uwielbiam ją za to, jak pisze, za pomysły, za książki. Do tej pory moim ulubieńcem było Art&Soul, jednak od tej chwili jest na równi z Wodą, która niesie cisze! Stanowczo warte polecenia!





 Drugie miejsce!! Tam, taram, tam... Robiłam wojnę okładek na FP i wiele z osób głosowało na polską okładkę, ale ja jestem wierna oryginałowi, dlatego też na mojej półce leży taka powieść. Franco jest cudowny i żadną nowością nie jest, że jego uwielbiam najbardziej z całej serii Bright Side. On jest taki … mój. Wiem, że niby jest Gemmy, przyjaciółki Kim Holden, ale ja wypieram to ze świadomości i uważam, że jest on mój, albo w przyszłości będzie. Krótko mówiąc – super książka, super napisana i super bohater. Gorąco polecam!





 I pierwsze miejsce. And the winner is... Consolation!!!! Ta książka jest bezapelacyjnym zwycięzcą. Dostałam ją na początku sierpnia, dosłownie chyba koło 3-5, jakoś w tych dniach. Nie ukrywając, rzuciłam się na nią. W końcu, nowe wydawnictwo Szósty Zmysł i powieści kobiece, nie mogło być lepiej. Od pierwszych stron się zakochałam. Niesamowita fabuła, „żywi” bohaterzy, emocje, która miażdżą i zakończenie, które pozostawia czytelnika w zawieszeniu. Naprawdę jest na czym się zatrzymać i stracić poczucie czasu. Więcej o tej książce opowiem w recenzji, która niedługo pojawi się na blogu, a Wam polecam czekać na premierę!!
PS: Przedpremierowy fragment tej książki znajdziecie w moim Magazynie Czytelnik, link u góry!!

No i to wszystko na dziś. Postaram się nadrobić zaległe lektury, ale również recenzje i inne posty.
Całuję,

Wasza Dominika

22:55

#173 Recenzja książki "Nothing More" Anny Todd

#173 Recenzja książki "Nothing More" Anny Todd
W mieście pełnym ludzi najprościej wtopić się w tłum i zagoić pęknięte serce. A co, gdy pojawia się ktoś, kto pomoże złożyć je w całość?

Wiecie, że kocham Annę, to chyba żadna tajemnica, że seria After jest moją miłością i wiem, że spora część osób jej nie lubi, krytykuje itp., ale ja jestem w tej grupie osób, która kocha miłością szczerą i niepodważalną. Jestem świadoma błędów, jakie zawiera i znam opinie Pawła z Złe Książki, oglądałam te filmiki, ale nie ważne, kto, co powie, ja i tak będę to kochać. Pierwszy tom pochłonęłam migiem, drugi również, kolejne dwa, plus Before nie były gorsze i minęły mi, nim się obejrzałam. Aż przyszedł czas na Landona! Przyznam się, że bałam się tej książki, pierwszy raz, bałam się tego, co napisała Anna, gdyż Landon był taki grzeczny, spokojny, ułożony i w ogólnie nie „afterowy”. Nie byłam pewna, czy jego postać da się zrobić tak, by nie wyszedł na fajtłapę i po prostu taką ciapę. Jednak pewnego dnia, potrzebowałam dawki pozytywnych emocji, musiałam usiąść i przeczytać coś zabawnego, bo miałam już dość tygodnia. Wtedy też sięgnęłam po Nothing More, a co tam zastałam?
Landon kochał Dakotę całym sercem, kiedy się rozstali nie mógł znaleźć sobie miejsca. Rzucił się w wir pracy i nie udzielał się towarzysko, nie brakowało mu ludzi, nie chodził na imprezy jak większość jego znajomych. Wolał zostać w mieszkaniu, pooglądać coś z Tessą, która również leczyła złamane serce. Miłą odmianą dla niego były odwiedzimy z mieszkaniu przez Norę, jedną z przyjaciółek Tessy. Nora była niczym powiew świeżego powietrza, odważna, głośna, zabawna, niesamowicie seksowna, ale i tajemnicza. Landon mimo że nie mógł wyrzucić z myśli Dakoty, to coraz częściej w nich pojawiała się Nora. Gdyby problemów było mało, to miał jeszcze przyjechać Hardin, który był pokłócony z Tessą, a Nora i Dakota się znały i niezbyt lubiły. Problemów przybywało, a rozwiązań robiło się coraz mniej. Landon, sam do końca nie wiedział, czego chciał. Znalazł się w trójkącie, z którego nie wiedział jak wybrnąć. Z jednej strony miał zaplanowaną przyszłość z Dakotą, która kilka tygodni po zerwaniu, nagle przypomniała sobie o nim. A z drugiej Nora, która jest czymś nowym, miłym i przede wszystkim nigdy go nie zraniła. Chłopak miał mętlik w głowie, nie wiedział co zrobić, tym bardziej, że tajemnice stały się coraz bardziej problematyczne.

"Chcę unosić się w tej przestrzeni, w której jesteśmy tylko ona i ja, ja i ona. Żadnych zerwań, dramatów, beznadziejnych rodziców, egzaminów i pracy do późna."

Miałam z tego zrobić dwie recenzje, ale okazuje się, że mam więcej do powiedzenia o tej książce niż myślałam, dlatego robię każdy tom osobno! A teraz, co sądzę o pierwszej części? Nie zawiodłam się, to powinnam powiedzieć na początek. Nadal lubię styl Todd, jest lekki, przyjemny i miło się czyta. Nie jest to After i czuć to od pierwszych stron, możecie zapomnieć o wielkich dramach, które tam były, ale w końcu Landon to nie Hardin... Jednak mimo to, podobało mi się. Ta książka od Anny Todd jest zabawna, spostrzegawcza, cięte riposty sypią się jak piasek na pustyni, a czas spędzony przy niej to sama przyjemność. Naprawdę dawno, ale to dawno nie spędziłam tak miło czasu nad powieścią, przeważnie ostatnio wszystko mnie męczyło, ale Landon sprawił się idealnie, nie dość, że poprawił mi humor, to jeszcze zrobił chrapkę na kolejny tom. Sama byłam ciekawa, co Anna wymyśliła, jakie tajemnice uwiła, a przede wszystkim jak to się skończy!
Teraz przejdźmy do tej strony książki, która ciut mniej mi się podobała. Landon myśli, bardzo dużo myśli, ale tak serio, duuuużo. Opisy przeszłości, przyszłości, teraźniejszości, tego co robi, co widzi, co sądzi, no ten chłop dosłownie nie przestaje myśleć. Jasne, miła odmiana, przy tych erotykach, gdzie tam myślą tylko o jednym, ale jednak ciut było tego za dużo. Szczególnie dla osób, którzy znają serię i nie potrzebują przypominać sobie części rzeczy. Osobiście to trochę mnie zniechęcało i nudziło, bo mimo że nie kolidowały niczemu, to były po prostu miejscami nudne. Naprawdę nie muszę poznawać dokładnie życiorysu faceta, z którym pracuje Landon, obejdę się bez tego.
"- Zawarliśmy pakt. Nie złam go - ostrzega. [...] 

- A co jeśli to zrobię? - pytam. 

- Zniknę...
Tak samo ciut mi szkoda, że autorka podzieliła to na dwa tomu. Nie rozumiem do końca, takiego zabiegu, obawiam się, że chodziło po prostu o podwójny zarobek i tyle. Moim zdaniem, można byłoby napisać to wszystko w jednej książki i okay. Przecież trzeci tom After ma ponad osiemset stron, wcześniejsze też mają po ponad sześćset. Nie rozumiem więc po co Landon dzielić na dwa. Mimo to posiadam obie części i nie oddam nic, co pochodzi spod pióra Todd.
Podsumowując. Polecam Nothing more, to idealna książka na wakacje, na relaks i odstresowanie się. Można się pośmiać, naprawdę, miejscami śmiałam się w głos i nie mogłam przestać. Kocham postacie, które są sarkastyczne i rzucają ironiami. Uważam, że Todd dała radę i nie mogę doczekać się jej kolejnych książek!
Moja ocena to 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: OMGBooks
Autor: Anna Todd
Oryginalny tytuł: Nothing More
Stron: 316
Data premiery: 29 marca 2017 r.


Za książkę dziękuję

12:31

#172 Recenzja książki "W rytmie passady" Anny Dąbrowskiej

#172 Recenzja książki "W rytmie passady" Anny Dąbrowskiej
Taniec to nie tylko styl życia, on również może sprawić, że zaczynamy na nowo żyć.

Sierpień jest miesiącem kiedy na blogu była cisza, i nie dlatego, że nic nie czytałam, ale dlatego, że brakowało mi energii do napisania czegokolwiek, co nadawałoby się by tutaj opublikować. Jednak w końcu otworzyłam Worda i mogłam zabrać się za pisanie recenzji książki, którą czytałam podczas nocy czytelniczej. Jeśli nie braliście udziału to musicie wiedzieć, że organizowałam ją z przyjacielem Nieortodoksyjnym (tutaj jego blog) i wybrałam na nią Passadę, która bardzo mnie kusiła, ale bałam się za nią zabrać. Ostatnio niestety trafiałam na powieści, które nie zachwyciły mnie nawet w połowie tak mocno, jak powinny. W rytmie passady miała być książką lekką, przyjemną i która nawróciłaby moją złą passę. Ale jak było? Czy okazała się dobra czy bardzo zła?
Julita jest uczennicą liceum, klasy maturalnej. Cicha, kryjąca się w cieniu, niezbyt towarzyska i przede wszystkim bardzo bojaźliwa. Kiedyś taka nie była, ale wydarzenia z przeszłości sprawiły, że zamknęła się w sobie, wycofała z towarzystwa, ma tylko jedną przyjaciółkę, której ufa i wie, że może na nią liczyć. Mimo swojej nieśmiałości, Julita lubi chodzić na fitness, które pomagają jej się odstresować i zapomnieć. Marcel jest tancerzem, kocha tańczyć i prowadzi zajęcia z tańca. Kiedy stan jego chorej matki się pogarsza, postanawia wziąć udział w konkursie tanecznym, by wygrać pieniądze i pomóc mamie. Przyjaciel Marcela, prowadzący zajęcia fitnessu, opowiada mu o Julicie, która idealnie nadawałaby się partnerkę Marcela. Od tego momentu, drogi tej dwójki łączą się nieodwracalnie. Pierwsze spotkania są nieśmiałe i pełne niezręczności. Julicie ciężko przemóc się, by zaufać chłopakowi, jednak jakaś niewidzialna siła, popycha ja ku niemu. Gdy strach przeszłości wraca do niej, tylko Marcel umie jej pomóc. Z czasem pomagają sobie nawzajem, dostrzegają nowe możliwości, nowe rzeczy, ale także nowe uczucia, które ich łączą. Jak to wszystko się skończy? Czy mają szanse być szczęśliwi? Czy przeznaczenie będzie w końcu dla nich łaskawe?

"Musisz uwierzyć, że życie nie składa się z samych złych chwil i złych ludzi; życie to także kolory i dobre dusze, które potrafią kochać."

Jak pisałam wyżej, gdy siadałam do czytania, to bałam się. Po ostatniej tanecznej książce, którą czytałam byłam przerażona, nie chciałam znowu przerabiać tego samego, modliłam się, by ta autorka zrobiła to lepiej. O dziwo, udało się. Bez problemu wciągnęłam się powieść, nie miałam trudności ani ze stylem, ani z bohaterami, po prostu czytało się lekko i przyjemnie, tak jak było obiecane przez wydawcę. Polubiłam Marcela i Julitę, ta dwójka bohaterów, była niesamowicie sympatyczna, nie irytowali mnie, nie sprawili, że miałam ochotę rzucać książką. Dodatkowo autorka pięknie opisała taniec. Moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach, widziałam każdy ruch, słyszałam muzykę, chemia w tańcu między Marcelem i Julitą była prawie, że namacalna. Byłam zakochana i po cichu marzyłam, by autorka tego nie zepsuła. Ta książka miała szansę na podium dla najlepszych książek z miesiąca, ale przyszło zakończenie...
Jeśli śledzicie mnie na Facebooku, to wiecie, że bardzo przeżywałam zakończenie tej powieści. Pytałam się autorki, czemu, po co, dlaczego? Byłam zdruzgotana i zniesmaczona tym zakończeniem. Musicie zauważyć, że było nad ranem gdy skończyłam czytać, nie dość, że pół nocy bolał mnie brzuch, to drugie pół czytałam i w sumie gdyby nie to zakończenie, to było idealnie, ale tym samym czuję, że zmarnowałam te kilka godzin. Gdyby nie to, przyznaję, że książka byłaby cudowna, ja zakochana, i trafiła by na półkę chwały, ale niestety tak się nie dzieje. Jestem zawiedziona, smutna, a nad moją głową widnieje wielki znak zapytania. Bo niby wszystko jasne, ale zrobienie takiego zakończenia jest dziwne. Miałam wrażenie, że autorce zabrakło pomysłu, więc postanowiła to tak skończyć i bum. Nie wspominając o wątku z ojcem, który pojawił się mniej więcej w połowie lub trochę dalej. Fragment z nim jest dla mnie jedną wielką niewiadomą, bo jest to zrobione nagle, bezsensu i jakby na siłę wciśnięte w powieść.

"Taniec to komunikat, kompozycja słów ukrytych w uśmiechu, spojrzeniu przyspieszonym oddechu, pokryciu rumieńcem, biciu serca, a także drżeniu ciała."

Dobra, koniec narzekania na książkę, trzeba podsumować. W rytmie passady to lekka książka, którą szybko się czyta, godziny lecą niepostrzeżenie, a my miło spędzamy dzień. Jednak jeśli zakończenie byłoby inne, powieść byłaby dużo lepsza i moja ocena też sięgałaby też dużo wyżej. Ogólnie to jestem chyba gotowa wam ją polecić, bo nie jest zła, styl, bohaterzy, fabuła, wszystko jest dobre, tylko to zakończenie... Myślę, że możecie miło spędzić czas i trochę się oderwać od rzeczywistości na rzecz cudownych rytmów tańca.
Moja ocena to 6/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Anna Dąbrowska
Tytuł: W rytmie passady
Stron: 392
Data premiery: 24 kwietnia 2017r.
Za książkę dziękuję


22:25

Magazyn Czytelnik! Pierwszy taki na rynku!

Magazyn Czytelnik! Pierwszy taki na rynku!
Ten post będzie inny niż wszystko, co do tej pory pojawiło się na blogu. Dziś chciałabym wyjaśnić, dlaczego, po co i jak w ogóle wpadłam na pomysł, by zrobić własny magazyn dla czytelników?

Te pytania zapewne niejednokrotnie pojawią się w ciągu najbliższych miesięcy. Sama często zadaję sobie to pytanie, po co mi kolejna rzecz, którą będę robić, gdy doba i tak jest za krótka? Wiem też, że zrobienie magazynu nie jest prostą rzeczą, wymaga mnóstwa pracy, nie tylko ode mnie, ale także to zaangażowanie innych osób i ich czasu. Wiedziałam, że złożenie wszystkiego, zaplanowanie zajmie mi dużo czasu i data premiery była przeze mnie przekładana kilka razy, gdyż cały czas coś przeszkadzało. Jednak zacznijmy od początku.

Skąd pomysł?
Na przełomie maja i czerwca, przeglądając blogi z rożnymi recenzjami i zapowiedziami, pomyślałam, że super byłoby posiadać to wszystko w jednym miejscu. Wejść na stronę czy otworzyć gazetkę i mieć każdy temat związany z książkami pod ręką. Niestety nie znalazłam takiego miejsca, bo przeważnie poruszali takie wątki, które mnie nie interesowały lub zawierały moim zdaniem, treść niepotrzebną. Chciałam, by czytelnicy mieli miejsce, gdzie poznają książki nie tylko z recenzji, ale także z wywiadów, żeby poznali swoich ulubionych autorów. Pragnęłam by polscy autorzy przez short story, mogli zbliżyć się do swoich fanów. A dodatkowo, by mogli przeczytać fragment najbardziej wyczekiwanej premiery miesiąca. Pomyślałam, że po co mam czekać na to, aż ktoś się odważy i zrobi coś takiego, jak sama mogę się za to zabrać. Tym sposobem przeszłam z pomysłów do czynów!

Dlaczego?
Wiedziałam, że to nie jest zadanie łatwe i będzie je trudno wykonać, ale w końcu trzeba wysoko mierzyć i być ambitnym, rozwijać się. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia, przecież to wszystko, co będę robić jest dla innych, że jeśli się uda, to będę miała ogromną satysfakcję, a czytelnicy nie lada gratkę. Stwierdziłam, że warto spróbować, że jeśli się nie uda, to trudno, ale nie będę żałować, że spróbowałam. I tym sposobem znaleźliśmy się w miejscu, gdzie moi czytelnicy usłyszeli wiadomość o tym, że na rynku pojawi się „Czytelnik”!!

Kiedy i jak?
Premiera pierwszego numeru będzie 22 września 2017r. Do tego czasu, będę informować wszystkich na bieżąco o kolejnych etapach produkcji, o wszystkim, co się dzieje i kto pojawi się w pierwszym numerze. Czytelnik będzie w formie ebooka/pdf, jeszcze do końca nie jestem pewna, ale na pewno będzie elektroniczny, ale nie znajdziecie tam ponad stu stron. Nie chcę byście zanudzili się przy czytaniu. Najlepsze i najgorętsze informacje z rynku wydawniczego, a także kilka innych bonusów dla czytelników.

Teraz najważniejsze!
Poniżej macie tabelkę z Newsletterem. Wystarczy, że wpiszecie swojego mail, a zapiszecie się na pierwszy numer! Jest mi to potrzebne, by mieć rozbieżność ile osób jest zainteresowanych. Nie wahajcie się i zapisujcie, bo w pierwszym numerze, będą prawdziwe rarytasy!!! PIERWSZE TRZY NUMERY SĄ NA DARMO!!

19:23

#171 Recenzja książki "MMA Fighter. Szansa" Vi Keeland

#171 Recenzja książki "MMA Fighter. Szansa" Vi Keeland
Gdy przeszłość puka do naszych drzwi, a my nie jesteśmy pewni, czy ją wpuścić.

Seria Vi Keeland o niegrzecznych bokserach podbijają serca czytelniczek w całej Polsce. Mnie samej, pierwszy tom bardzo się spodobał, ale gdy widziałam w zapowiedziach Szansę, wiedziałam, że to będzie mój ulubieniec. Nie wiem czemu, bo Vinniego znałam jedynie jako postać drugoplanową, a na dodatek jako dzieciaka jeszcze w Walce. Trochę poczekałam na mojego przystojniaka, wydoroślał, zaczął zawodowo walczyć i dzięki temu mogłam zapoznać się z całą jego historią. Marzyłam o tym długie miesiące, ale gdy książka do mnie przyszła, jakoś nie mogłam się przełamać i po nią sięgnąć, chyba się bałam, że nie sprosta moim oczekiwaniom. Jednak przyszedł wolny i dosyć mulący weekend, a ja wzięłam Vinniego w dłonie i go przeczytałam. Zawiódł mnie, czy sprostał zadaniu?
Liv i Vince znali się jeszcze w szkole, ona dawała mu korepetycje, ale już wtedy połączyło ich coś więcej. Jednak problemy i tajemnice ich rozdzieliły, każde z nich poszło w swoją drogę i zajęli się karierą. Teraz, kiedy są dorośli, los spłatał im figla. Ponowne spotkanie jest nieoczekiwane i pełne napięcia. W pierwszej chwili chcą się opierać temu, co ich przyciąga do siebie, ale z czasem przestają. Poddają się temu uczuciu i pożądaniu, które jest obezwładniające. Ich serca nie słuchają rozumu, który mówi, że to nie jest dobry pomysł, że to prowadzi donikąd, ale chęć spotkania się, dotknięcia jest silniejsza. Tylko, że między nimi stoją ogromne tajemnice, które mogą zniszczyć łączącą ich wieź, jeśli nie będą szczerzy, wszystkie starania pójdą na nic. Czy tej dwójce uda się przezwyciężyć przeciwności losu? Czy tajemnice będą w stanie ich rozdzielić? Co tak naprawdę ukrywają i jak bardzo może to zranić tę drugą osobę? Liv i Vince to nietypowa para, mogą być szczęśliwi razem, albo nawzajem złamać sobie serca.

"To zabawne, co się dzieje, gdy czujesz, że nie masz już nic do stracenia. Wszystko, co mówisz, jest prawdą. Nie zastanawiasz się, nie owijasz w bawełnę. Gówno cię obchodzi, co ktoś myśli."

Poprzednia recenzja nie była zbyt pochlebna i ta niestety też nie będzie zbyt pozytywna. Muszę chyba odpocząć jakiś czas od książek erotycznych, bo ich schematyczność, fabuła, która jest prawie cała w seksie i raczej płytcy bohaterzy mnie już zmęczyli. Pierwszy tom tej serii bardzo przypadł mi do gustu, nie miałam raczej żadnych obiekcji i miło mi się czytało. Ale chyba przy Vinnim postawiłam za wysokie oczekiwania, bo mnie ciut zawiódł, a godziny czytania były raczej nudne. Nie mówiąc, że sceny seksu raczej omijałam, a szczególnie pod koniec, bo każda wyglądała tak samo. Nie chcę być za surowa, ale mam wrażenie, że ostatnio na rynku wydawniczym pojawiają się książki, w których chodzi tylko o to, by były sceny erotyczne, a nie emocje. Jasne, wiadomo, że lubię powieści zabarwione scenami łóżkowymi (może być też podłoga, blat w kuchni, i prysznic. Widzicie, schemat), ale bardziej mi zależy na emocjach, (nie, nie chodzi o orgazmy bohaterów).
Szansa jest książką napisaną lekko, raczej przyjemnie dla oka, szybko się czyta, nie wymaga od czytelnika jakiegoś wielkiego skupienia. Ot taka na rozluźnienie i zrelaksowanie się w weekend, gdy chcemy po prostu poczytać coś lekkiego, ale z małym pieprzykiem. Na takie dni, ta książka będzie idealna i nie zawiedzie was. Jednak gdy chcecie czegoś z emocjami i bohaterami, którzy więcej się pieprzą niż rozmawiają to cóż... I ja wiem, że takie są erotyki, ale czy ja wymagam tak wiele? Ciuteńki emocji i jakiejś fabuły, która nie skupia się prawie tylko na seksie. Wiem też, że w takich książkach jest ogrom schematyczności, powinien taki gatunek być, by ich tam wrzucić, ale powieść może być schematyczna, a zarazem wyjątkowa. Wiele takich czytałam i dlatego ciut się zawiodłam, bo Vinnie miał być mój i nikogo innego, miał idealnie wpasować się w moje gusta, a tutaj klops.
Recenzja będzie krótsza niż zawsze, ale po co mam pisać wszystko co mi się nie podobało, skoro to moja opinia tylko. Wiem, że inni są zachwyceni tą książką i nie będę im tego zabraniać, bo jest napisana poprawnie, jest napięcie między bohaterami i zawiera wszystko co powinien mieć dobry erotyk. Dla mnie zabrakło trochę emocji i tyle. Przykro mi, bo liczyłam na nią. Teraz na pewno odpocznę od erotyków, ale za jakiś czas wrócę do serii MMA Fighter.
Moja ocena to 6/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Kobiece
Autor: Vi Keeland
Tytuł: MMA Fighter. Szansa
Oryginalny tytuł: Worth the Chance
Stron: 368
Data premiery: 29 czerwca
Za książkę dziękuję:



13:13

#170 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Dance&Sing&Love. Miłosny układ" Layla Wheldon

#170 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Dance&Sing&Love. Miłosny układ" Layla Wheldon
Nie wszystko złoto, co się świeci – czyli książka, która nie powinna się ukazać.
Premiera 17 sierpnie 2017 r.

Do napisania tej recenzji zbierałam się długo. Musiałam zmotywować nie tylko mózg, ale i ciało do pracy, nie mogłam zostawić tę książki bez … nawet nie wiem jak to nazwać. Ale zacznijmy od początku. Od blisko ponad miesiąca w sieci widać zapowiedzi i pierwsze zachwyty nad powieścią „Dance&Sing&Love. Miłosny układ”, okładka jest piękna, opis interesujący, a ilość odsłoń na Wattpadzie mówi, że to musi być prawdziwe dzieło sztuki. Więc i ja się skusiłam, zgłosiłam się do recenzji i poprosiłam o egzemplarz, który przyszedł do mnie w zeszłym tygodniu. Miałam dzień wolny, chciałam poczytać coś, co teoretycznie powinno być dobre, więc wzięłam DSL w dłonie i zaczęłam czytać. Ale, co dalej? Czy książka jest tym dziełem sztuki, czy może jednak... nie?
Livia jest tancerką, kocha to całym sercem i nie wyobraża sobie, by robić w życiu coś innego. Robi karierę solową, ale również z zespołem uczestniczy w trasach koncertowych wielkich piosenkarzy. Menadżerka załatwiła im tym razem trasę po Europie z wokalistą – Jamesem Sheridanem, którego kocha prawie każda kobieta na ziemi, tysiące fanów śpiewa jego piosenki, a on jest typowym playboyem, który imprezuje i zalicza panienki. Tych dwoje od pierwszych chwil nie przepada za sobą. Livia jest zirytowana Jamesem, który zachowuje się egoistycznie i jak narcyz, nie wolno mu nic powiedzieć, ani go skrytykować. Mężczyzna nie szczędzi sobie docinek pod kątem Livii, zaczepią ją, gdy tylko może. Jednak jednego wieczoru wszystko się zmienia, sytuacja obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, a ta dwójka nie wie, co robić. Czy uczucia zwyciężą? Czy w świecie showbiznesu jest miejsce na miłość? Jaki tak naprawdę jest James?
TA KSIĄŻKA TO ZŁO!!! Caps jest zamierzony. Serio... dawno tak nie męczyłam się przy czytaniu i dawno już nie czytałam takich absurdów. Zacznijmy jednak od początku, który był okay. Wciągnęłam się, nawet było fajnie, lekko, przyjemnie i nie miałam żadnych uwag. Byłam przekonana, że całość zostanie pociągnięta w tym stylu, no ale... nie. Im dalej brnęłam, tym bardziej było źle, strasznie, psychicznie i absurdalnie. To słowo chyba najbardziej oddaje zawartość tej powieści, bo ona jest niewiarygodnie zła. Przysięgam, nie mam pojęcia, czemu ma tyle wejść, czemu ludzie tak na nią głosowali i kurde no... czemu? To pytanie mi nie daje spokoju, od kiedy odłożyłam tę powieść, nie rozumiem tego zachwytu, a tym bardziej jej fenomenu. Pewnie wiele osób w tej chwili ze mną się nie zgodzi i zje mnie, ale to moja opinia. Mnie ona zmęczyła, książka ma 520 stron, a ja przed cztery-setną się poddałam i odłożyłam na kilka godzin, bo nie dawałam rady. Byłam gotowa rzucić w kąt i już nigdy nie ruszać.
Teraz pomówmy o tym, co w niej jest złe, by nie było, że hejtuję bez powodu. Po pierwsze, alkohol, moim zdaniem większość bohaterów powinna iść na odwyk. Na początku nic się nie działo, ale potem procenty lecą strumieniami, głowa bohaterka chyba ma kilka scen bez piwa czy innego trunka przez całą książkę. Nie mogę zapomnieć o scenie, gdzie autorka szczegółowo opisała jak palić marihuanę, by dobrze się nią upalić... to dla mnie był szczyt. Przecież tę powieść przeczyta także młodzież i ja wiem, że raczej każdy wie takie rzeczy, ale jak dla mnie to było tylko zachęcanie do palenia. Następny minus to rozchwianie emocjonalne bohaterów. W jednej chwili jest zgoda, a linijkę później już się kłócą, wyzywają, by po chwili iść do łóżka się pie... Serio? Nie wiem, kto mnie bardziej wkurzał, Livia czy James. Nie wspominając, że James to moje ukochane imię, a autorka je zbezcześciła.
A wisienką na torcie w tej książce jest zakończenie. Kiedy po przerwie wróciłam do czytania, to po prostu omijałam sceny, w których się „kochali”, bo to było już nudne i bez polotu, więc przechodziłam do momentów, gdy się coś działo. Takim sposobem dotarłam do zakończenia, które.. pisząc to, nie mogę przestać chichotać, tak absurdalne ono było. Nie chcę spoilerować, bo nigdy tego nie robię, ale gdy przeczytałam ostatnie dwie strony to miałam wielkie WTF. Takiego zakończenia jeszcze nie spotkałam i gdyby się zastanowić, byłoby idealne, gdyby nie to, że będą kolejne dwa tomy, co mnie załamuje.
Podsumowując, książka jest okropna, nudna, bohaterowie są irytujący i nieogarnięci, a sama fabuła jest niechlujna. Autorka wpychała miejscami sceny, które są zbędne i niepotrzebne. Nie wspominając o promowaniu picia i palenia trawki. Dla mnie to jest nie do polecenia. Nie chcę byście przeżywali to, co ja, byście się tak męczyli. Książka jest zła i to jest chyba najgorsze co przeczytałam w tym półroczu.
PS: Nowa nazwa tej książki to „Drink&Fuck&Hate”. Nie bijcie za to, ale idealnie oddaje treść.
Moja ocena to 2/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika


Wydawnictwo: Editiored
Autor: Layla Wheldon
Tytuł: Dance&Sing&Love. Miłosny układ.
Stron: 520
Za książkę dziękuję


13:32

#169 Recenzja książki "Nie zapomnij mnie" Anny Bellon - Ambasadorka

#169 Recenzja książki "Nie zapomnij mnie" Anny Bellon - Ambasadorka
Dziury w naszych sercach goją się bardzo długo, ale pustka po bliskich osobach, nie da się zapełnić.


Długo zbierałam się do tej recenzji, gdyż pierwotnie miałam nagrać vloga, ale zbyt wielki stres, brak czasu na nagranie i sprzętu, więc po prostu napiszę. Nie mówię nie, dla nagrania wersji „mówionej”, ale na tę chwilę, możecie po prostu przeczytać, co sądzę o drugiej książce Anny Bellon. Pierwszy tom Uratuj Mnie, tej serii był cudowny, zakochałam się w nim, fragmenty mnie totalnie rozwalały, a ja nie mogłam doczekać się kolejnego tomu. Przeczytałabym drugi tom na Wattpadzie, ale Ania zabroniła, powiedziała bym poczekała na wydanie i tak też zrobiłam. Jakiś czas temu przyszedł do mnie egzemplarz i mimo że miałam ochotę na niego się rzucić, to musiałam trochę poczekać, bo w sumie... no właśnie. Czego się bałam? Czy strach okazał się słuszny i co tym razem pokazała Ania? (Jak to brzmi).
Oliver jest na szczycie. Razem z zespołem jeżdżą w trasy koncertowe, robi to, co kocha, ma dziewczynę, na której mu zależy i mieszkanie, na które zarobił swoją muzyką. Jednak czegoś mu brakuje, nie czuje się w pełni spełniony. Ma wszystko, co powinno dać mu szczęście, ale stracona przed laty miłość nie daje o sobie zapomnieć, ciągle go nawiedza w snach, a serce nie chce o niej zapomnieć. Niespodziewanie Nina wraca, pojawia się znikąd i jest tak samo piękna, jak dawniej. Ollie nie może uwierzyć, że to naprawdę ona, ma do niej wiele pytań, chce wiedzieć, dlaczego tak nagle zniknęła i nie dawała o sobie znaku życia. Jednak Nina ma więcej tajemnic niż w momencie, gdy wyjeżdżała, nie chce mówić o tym, co się z nią działo, ale jednocześnie nie może się powstrzymać od spotykania z Olliem. Co się stanie, gdy prawda wyjdzie na jaw? Gdzie Nina była przez te lata? Czy Ollie w końcu znajdzie szczęście?

Tworzenie muzyki było uzależniające jak narkotyk. Uderzało do głowy niczym działka kokainy. Pierwszy raz jest niewinny, ale każdy kolejny sprawia, że nie możesz już bez tego oddychać. Nie możesz myśleć. Nie możesz jeść. Nie możesz spać, bo twój świat bez muzyki wydaje się niekompletny. Życie staje się niekończącą się piosenką. Niekończącą się aż do dnia twojej śmierci.”

Ania Bellon stała się bliska memu sercu, już w momencie, gdy poznałam historię Mai i Kylera. Zakochałam się i wiedziałam, że przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. Historia Olliego i Niny bardzo mnie ciekawiła i liczyłam na równie dużo emocji, co w pierwszym tomie. I tutaj pojawia się mały szkopuł, gdyż bardzo polubiłam główne postacie, spodobała mi się fabuła i emocje, to jednak ciut mi czegoś zabrakło. Nie chodzi o to, że jest złe, bo nie jest. Książka jest bardzo dobrze napisana, fabuła jest interesująca, a bohaterzy nie są nudni, czyli ma wszystko to, co powinna zawierać dobra powieść. Lecz zabrakło mi jakiejś głębi, która była w pierwszym tomie. Jakoś historia Mai i Kylera bardziej zapadła mi w serduszko, bardziej się do nich zbliżyłam. Przy Olliem czułam pewną barierę, jakby nie chciał dopuścić mnie do siebie, mimo że chciałam, to cały coś blokowało pełną miłość.
Ania pewnie w tej chwili się smuci, bo brzydko mówię, ale nie ma co się martwić. Drugi tom zawsze najgorzej napisać, wiele autorów polega na niby tej prostej rzeczy. Dlatego mimo tych malutkich minusików, jakich znalazłam, to książka jest naprawdę dobra. Świetnie się ją czytało, bardzo szybko poszło, wiele razy śmiałam się w głos, nawet zaznaczałam te fragmenty, pokaże je na FP w grafikach. Mało tego, po miesiącach rozmawiania z Anią prawie dzień w dzień, czułam ją w tej książce. Przy emocjach, przy dialogach, wiele z nich sprawiało, że uśmiechałam się sama do siebie, bo właśnie czułam naszą kochaną Anię na stronach Nie zapomnij mnie. To moim zdaniem jest jedna z najlepszych zalet tej książki, gdyż wiemy, że autor włożył w daną powieść swoje serce, że pisząc ją, nie zmuszał się do tego, ale naprawdę pokochał swoich bohaterów.

Jeśli w grę wchodziła Nina Mills, nie myślałem jednak racjonalnie. Nawet gdy na szali kładłem własne serce, i to kolejny raz. Bo wiedziałem, że kiedy znów będzie tak blisko, przyjaźń nie będzie mi wystarczała. Nikt jednak nie powiedział, że miłość nie jest szalona.”

Nie zapomnij mnie jest lekturą, która rozkocha czytelników od pierwszych stron. Wciągnie ich w życie Olliego, poznamy jego uczucia, jego zwyczaje, a także to, jak tworzy muzykę. W książce nie braknie też scen z pozostałymi członkami zespołu, pojawiają się nowe postacie, które zachwycają (w każdym razie ja się zakochałam). Całość jest napisana w lekkim, przyjemnym dla oka stylu, czytanie jest przyjemnością i nie czujemy, gdy mijają kolejne godziny przy Olliem i Ninie. Jestem bardzo zadowolona z czasu, jaki z nimi spędziłam, bardzo się cieszę, że Ania napisała historię od strony tego chłopaka i nie mogę się doczekać kolejnych tomów, które pokażą nam kolejne postacie z grona znajomych naszej paczki z The Last Regret.
Podsumowując, oczywiście polecam wam tę książkę. Nie żałuję, że ją przeczytałam, mimo tych paru braków, które wypisywałam wyżej, bo uważam, że miło spędzicie czas przy tej powieści i nie będziecie tego żałować. Gorąco polecam i czekam na wasze opinie!
Moja ocena 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: OMGBooks (Znak)
Autor: Anna Bellon
Tytuł: Nie zapomnij mnie
Stron: 320
Data premiery: 19 lipca 2017r.

Za książkę dziękuję

15:35

Typowe problemy książkoholików!

Typowe problemy książkoholików!

Ostatnio postanowiłam, że porobię inne posty niż tylko recenzje i recenzje, które publikuję. Przecież nie samymi recenzjami człowiek żyje, przyda się coś dla rozrywki, na rozbawienie, albo po prostu na rozluźnienie po ciężkim dniu. Jak zapewne widzicie po tytule, znajdziecie tutaj kilka problemów książkoholików. Najczęstsze i najbardziej popularne problemy z jakimi musimy się mierzyć. Jak się mówi „Nasze życie takie ciężkie ” :D
Dajcie znać, który z problemów najbardziej wam dokucza!


Gdzie jest moja zakładka?!
Nie ważne ile mam zakładek, nawet, gdyby do każdej książki dawali zakładkę, ja i tak miałabym za mało. Moment, w którym muszę przerwać czytanie jest wielką rozpaczą, a boli tylko bardziej to, że nie masz nic pod ręką, by zaznaczyć, gdzie się skończyło. Wiele razy służył mi do tego telefon, który potem szukałam po całym pokoju... Typowe i jakie oklepane, ale niestety prawdziwe. Tylko prawdziwy książkoholik zrozumie, że za zakładkę może posłużyć dosłownie wszystko!


Jak to już koniec?
Komu się nie zdarzyło, że książka skończyła się za szybko? Czytasz, wciągasz się, nie możesz się oderwać i nagle koniec. Najgorsze uczucie na świecie, a gorzej jest tylko w chwili, gdy dowiadujesz się, że na kolejny tom musisz czekać kilka miesięcy, a nawet i rok. Wiele razy mi się zdarzyło, zawsze sobie obiecuję, że poczekam na całą serię, no ale...


Musi się zmieścić na półce.
Kujemy nowy regał, a za miesiąc on już jest napełniony(przy dobrych wiatrach). Nowy regał, to nowe porządki, zawsze w takim momencie, robi się przeprogramowanie biblioteczki. Wszystko jest układane od początku i gdy kończymy okazuje się, że nie mamy całego regału, a ledwie pół. Kupowałam już trzy regały i za każdym razem, miejsce kończyło się szybciej niż myślałam. W tej chwili kombinuję, gdzie wcisnąć nowe półki, lub jak ułożyć książki, by zyskać trochę przestrzeni.


Głosy w mojej głowie.
Centrum handlowe, jakaś galeria, czy nawet zwykły środek miasta i na twojej drodze staje księgarnia... (Powinna tu być jakaś groźna muzyka). Nagle zaczynasz słyszeć głosy, wołają cię, każą wejść do środka i kupić jedna, dwie, trzy książki. Starasz się opierać, ale one tak głośno krzyczą, zakrywasz uszy i uciekasz. Dramaturgia tej sytuacji jest specjalna i zamierzona, ale ma ona podkreślić, jak ciężko przechodzi się koło księgarń, w których znajduje się tyle dobra i można je nazywać rajem. Sama jak przechodzę koło takich „rajów” odwracam wzrok i skupiam się na czymś innym, bo wiem, że jeśli wejdę do środka, będę stracona.


Nie muszę spać, będę żyć z czytania!
Książka wciągnęła do tego stopnia, że nie możemy się oderwać, nawet na chwilę nie chcemy odwrócić wzroku. Ale przecież jest już po północy, a rano trzeba wstać. Każdy z nas to przerabiał, ja wielokrotnie i okazuje się, że najciekawszy moment w książce następuje, gdy musimy się położyć i zasnąć. Tylko jak to zrobić, gdy w naszych głowach wciąż żyją bohaterowie, wciąż jesteśmy w ich świecie.


Nie mów do mnie teraz!
Zawsze, ale zawsze mi się zdarza, że gdy zacznę czytać naprawdę dobrą książkę to nagle wszyscy chcą coś ode mnie. To siostra, to siostrzenica, albo jakieś wydawnictwo, nie mówiąc o telefonie, na który dzwonią kurierzy. No ludzie kochani, serio?! Zastanawiam się, czy zaczynam świecić w momencie, kiedy trzymam w rękach dobrą książkę? Nie wiem jak to działa, ale po znajomych dowiedziałam się, że również, gdy zaczną czytać to nagle ludzkość domaga się od nich uwagi. A jak jest u was?



Copyright © 2016 Dominika Szałomska , Blogger